środa, 18 marca 2026

Korona nad Wisłą: Kontrfaktyczna analiza ewentualnego panowania Henryka Walezego w Polsce

 



Szesnasty wiek to epoka napięć między rodzącym się absolutyzmem a utrwalonymi strukturami feudalnymi i reprezentacyjnymi. Szczególnie wyraźnie zderzenie tych dwóch porządków politycznych uwidoczniło się w krótkim, burzliwym panowaniu Henryka Walezego – pierwszego elekcyjnego monarchy Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jego nagła ucieczka z Krakowa w czerwcu 1574 roku, zaledwie kilka miesięcy po koronacji, uchodzi za jeden z najbardziej kompromitujących epizodów w historii europejskich monarchii. Skuszony perspektywą objęcia francuskiego tronu po śmierci brata, Karola IX, Henryk porzucił państwo, które narzuciło jego władzy bezprecedensowe ograniczenia, na rzecz kraju pogrążonego w religijnym chaosie. Aby zrozumieć pełne konsekwencje tej decyzji, warto podjąć analizę kontrfaktyczną: co by się wydarzyło, gdyby Henryk pozostał w Polsce, rezygnując z roszczeń do francuskiego dziedzictwa? Taki scenariusz stawia pytanie o możliwość pogodzenia dwóch skrajnie różnych kultur politycznych – polskiej „Złotej Wolności” i francuskiego centralizmu – w osobie jednego, niechętnego monarchy. Porównując rzeczywistość końca XVI wieku z alternatywną wersją wydarzeń, można dostrzec potencjał zupełnie innego układu sił w Europie: stabilniejszej Rzeczypospolitej i pogrążonej w dłuższym kryzysie Francji.


Henryk III Walezjusz w polskim nakryciu głowy 
autor: Étienne Dumonstier

 
Po przybyciu do Polski Henryk musiał zmierzyć się z Artykułami henrykowskimi i Pacta Conventa – dokumentami, które stanowiły fundament ustroju monarchii elekcyjnej. Odbierały one królowi prerogatywy typowe dla monarchów zachodnioeuropejskich, czyniąc go wykonawcą prawa, a nie jego źródłem. Dla księcia wychowanego na dworze Katarzyny Medycejskiej, gdzie królewska władza była niemal sakralna, polski system jawił się jako złocista klatka szlacheckich przywilejów. Gdyby Henryk zdecydował się pozostać, musiałby dokonać głębokiej zmiany w swoim podejściu – zarówno psychologicznym, jak i politycznym. W rzeczywistości jego następca, Stefan Batory, zdołał zyskać autorytet dzięki talentom wojskowym i sojuszowi ze średnią szlachtą. Henryk nie posiadał jednak podobnych zdolności militarnych. Jego panowanie mogłoby więc opierać się na próbie przeniesienia francuskich wzorców administracyjnych do Polski – swoistej „galikanizacji” biurokracji. Skłonność Henryka do ceremoniału i mecenatu mogłaby zostać wykorzystana do stworzenia profesjonalnej służby cywilnej, działającej przy królewskiej kancelarii jako przeciwwaga dla rozdrobnionej władzy sejmików. Taki kierunek oznaczałby istotne odejście od rzeczywistej trajektorii Rzeczypospolitej, która w kolejnych stuleciach coraz bardziej pogrążała się w paraliżu instytucjonalnym wynikającym ze „Złotej Wolności”.
 
Trwałe panowanie Walezjuszy w Polsce wymagałoby również rozwiązania kwestii sukcesji. Warunkiem elekcji Henryka było małżeństwo z Anną Jagiellonką – siostrą ostatniego króla z dynastii Jagiellonów – którego de facto unikał. Gdyby pozostał i zawarł ten związek, a następnie doczekał się potomka – choć w rzeczywistości było to praktycznie niemożliwe ze względu na wiek Anny – legitymizacja jego rodu zostałaby znacząco wzmocniona. Rzeczpospolita przez kolejne dekady zmagała się z nieprzewidywalnością monarchii elekcyjnej, która przy każdym bezkrólewiu stawała się polem obcych ingerencji. Stabilna dynastia Walezjuszy, powiązana z Jagiellonami – niekoniecznie więzami krwi – mogłaby przekształcić ustrój w monarchię „ograniczenie dziedziczną”, zbliżoną do angielskiego modelu. Zamiast chaotycznych elekcji, które w XVIII wieku doprowadziły do rozbiorów, Polska zyskałaby ciągłość władzy i większą odporność na zewnętrzne wpływy. W porównaniu z rzeczywistą historią, w której tron trafiał w ręce szwedzkich, saskich czy rosyjskich kandydatów, obecność silnej dynastii Walezjuszy mogłaby zapewnić państwu większą spójność i zdolność do skutecznego oporu wobec ekspansji Moskwy. Instytucjonalna stabilność, wynikająca z trwałej linii sukcesji, mogłaby znacząco wzmocnić pozycję Rzeczypospolitej na arenie międzynarodowej.




W odróżnieniu od potencjalnych korzyści dla Polski, decyzja Henryka Walezego o pozostaniu w Rzeczypospolitej miałaby katastrofalne skutki dla dynastii Walezjuszy, choć mogłaby okazać się oczyszczająca dla samej Francji. Kryzys sukcesyjny we Francji w 1574 roku był wyjątkowo palący. Gdyby Henryk nie wrócił, koronę przejąłby jego młodszy brat, Franciszek, książę Alençon i Andegawenii. W przeciwieństwie do Henryka, który mimo wad posiadał pewien charyzmat i głębokie poczucie królewskiej godności, Franciszek był postacią kontrowersyjną i często niekompetentną. Jego działania w Niderlandach ujawniają skłonność do strategicznych błędów i politycznej niestabilności. W takiej Francji, pozbawionej Henryka III, Liga Katolicka – kierowana przez ambitny ród Gwizjuszy – napotkałaby jeszcze mniejszy opór w dążeniu do przejęcia władzy. Historycznie Henryk III pełnił rolę mediatora, próbując balansować między radykalizmem Ligi a rosnącym wpływem hugenotów pod wodzą Henryka Nawarskiego. Gdyby nie wrócił z Polski, ta delikatna równowaga zostałaby zburzona. Kryzys francuski mógłby zakończyć się szybciej, ale za cenę brutalnego rozpadu – upadku Walezjuszy, przedwczesnego triumfu Burbonów lub nawet rozczłonkowania Francji na autonomiczne kantony wyznaniowe. Taki scenariusz uwypukla niedocenianą rolę Henryka jako stabilizatora: mimo licznych porażek, jego obecność powstrzymała całkowity sukces Gwizjuszy, zanim Henryk Nawarski był gotów do kompromisu.
 
Z perspektywy międzynarodowej, pozostanie Henryka w Polsce skierowałoby politykę zagraniczną Rzeczypospolitej na zupełnie inne tory. W rzeczywistości panowanie Stefana Batorego zdominowała wojna inflancka i konfrontacja z Iwanem Groźnym. Batory, jako król-wojownik z Transylwanii, doskonale rozumiał realia wschodnioeuropejskiego teatru działań. Henryk natomiast był ukształtowany przez śródziemnomorskie i atlantyckie kręgi dyplomatyczne. W jego wersji panowania zagrożenie moskiewskie mogłoby być rozwiązywane nie siłą, lecz dyplomacją. Dwór Henryka mógłby sprzyjać zacieśnieniu relacji z Habsburgami lub nawet odważnemu zbliżeniu z Imperium Osmańskim, wykorzystując francuskie kanały dyplomatyczne do strategicznego okrążenia Moskwy. Byłoby to podejście odmienne od bezpośrednich kampanii Batorego, które choć skuteczne, nadwyrężyły finanse państwa i zraziły szlachtę. Polska pod rządami Walezjuszy mogłaby prowadzić bardziej „zachodnią” politykę, integrując się z europejskim systemem równowagi sił, zamiast pełnić samotną rolę Przedmurza Chrześcijaństwa.


Wyretuszowana i podkolorowana grafika przedstawiająca
Henryka III (I) Walezjusza zasiadającego na polskim tronie,
przed Sejmem Rzeczypospolitej Obojga Narodów i arystokracją,
otoczonego przez halabardników (1574).
Oryginalna grafika znajduje się tutaj
autor anonimowy


Najbardziej intrygującym aspektem tego alternatywnego scenariusza jest jego wymiar religijny. W momencie elekcji Henryka, Rzeczpospolita była najbardziej tolerancyjnym religijnie państwem w Europie, co zostało potwierdzone przez konfederację warszawską z 1573 roku. Henryk, przybywający z Francji świeżo po masakrze w noc świętego Bartłomieja, budził głęboką nieufność wśród polskich protestantów. Jego wyzwanie polegało na udowodnieniu, że monarcha z rodu Walezjuszy może rządzić państwem wielowyznaniowym bez uciekania się do przemocy. Gdyby pozostał, mógłby wypracować unikalną syntezę – model tolerancji oparty na polskich wzorcach, który mógłby później wpłynąć na kształt edyktu nantejskiego we Francji. Alternatywnie, próba narzucenia kontrreformacyjnej gorliwości w Krakowie mogłaby zakończyć się jego obaleniem przez szlachtę. W takim układzie Henryk byłby zmuszony do przyjęcia roli pierwszego „świeckiego” monarchy epoki nowożytnej – nie z przekonania, lecz z konieczności politycznej. To kontrastuje z jego rzeczywistym panowaniem we Francji, gdzie nieustannie balansował między osobistą pobożnością a pragmatycznymi ustępstwami wobec hugenotów. W Polsce ustępstwa były wpisane w strukturę państwa – Henryk musiałby stać się królem „polityków” nie z wyboru, lecz z przymusu.
 
Trwała obecność Henryka Walezego w Polsce nieodwracalnie zmieniłaby krajobraz kulturowy obu państw. We Francji nie rozwinąłby się w pełni „styl Henryka III” – dworska kultura wyrafinowana, manieryczna i intelektualnie wysublimowana – albo zostałby skierowany na inne tory. W Rzeczypospolitej natomiast problem postrzeganej „wschodniego zacofania” wobec standardów renesansu zostałby złagodzony dzięki stałemu francuskiemu wpływowi. Już krótki pobyt Henryka wprowadził do Polski francuską modę i dworskie obyczaje (nie wprowadził ani widelców, ani elementów kanalizacji!). Niemniej dłuższe panowanie Walezjuszy mogłoby utrwalić Kraków, a później Warszawę jako ośrodki zachodniego renesansu, przyspieszając rozwój literatury i architektury na wzór francuski. Taka „misja cywilizacyjna” stałaby się powodem dumy dynastii, tworząc trwały kulturowy pomost między Paryżem a Krakowem, który mógłby przetrwać nawet po jej wygaśnięciu. W zestawieniu z rzeczywistością historyczną – gdy Polska stopniowo pogrążyła się w izolacjonistycznej kulturze sarmackiej, odrzucającej wpływy zachodnie – obecność monarchy z rodu Walezjuszy sugeruje bardziej kosmopolityczną i europejsko zorientowaną Rzeczpospolitą.



 
Najpoważniejszą wadą ustrojową, której odejście Henryka nie rozwiązało, było liberum veto i ostateczny rozkład systemu parlamentarnego. Stefan Batory, choć silny jako władca, nie zdołał zreformować podstawowych słabości konstytucyjnych państwa. Czy Henryk miałby większe szanse? Potencjalnym rozwiązaniem mogło być utworzenie „partii królewskiej” złożonej z drobnej szlachty i mieszczan, wzorowanej na francuskich próbach ograniczenia wpływu arystokracji. Byłoby to zadanie niezwykle trudne, ponieważ polska szlachta zaciekle broniła swoich wolności. Jednak Henryk, mistrz intryg i patronatu, mógłby wykorzystać królewskie dobra do budowy sieci lojalnych klientów i próbować reformować Sejm od wewnątrz. W rzeczywistości polska monarchia stawała się coraz bardziej uboga i zależna od magnatów. Król z dynastii Walezjuszy, dysponujący francuskimi kontaktami finansowymi i innym rozumieniem prerogatyw królewskich, mógłby stworzyć solidniejsze fundamenty fiskalne dla państwa. We Francji brak Henryka III pozostawiłby pustkę, której książę Andegawenii nie był w stanie wypełnić. Wojny religijne pozbawione zostałyby centralnego mediatora. Historia pokazuje, że Henryk III zdecydował się na desperacki krok – zabójstwo księcia Gwizjusza – który złamał potęgę Ligi Katolickiej, choć kosztował go życie. Bez Henryka rodzina Gwizjuszy mogłaby skutecznie odsunąć Franciszka i przejąć władzę, prowadząc do wcześniejszej i bardziej trwałej hegemonii katolickiej albo przeciwnie – do radykalnego protestanckiego buntu, który mógłby podzielić Francję na dwie części. Rozwiązanie sukcesji Burbonów, które w rzeczywistości przyniosło pokój dzięki konwersji Henryka IV na katolicyzm mogłoby zostać opóźnione lub całkowicie uniemożliwione. Francja mogłaby wyjść z XVI wieku nie jako scentralizowana potęga Ludwika XIV, lecz jako rozbite, osłabione państwo przypominające Święte Cesarstwo Rzymskie. Ten kontrast podkreśla paradoks ucieczki Henryka: choć uznawana była za zdradę Polski, mogła okazać się konieczną – choć krwawą – interwencją w losy Francji.
 
Analizując potencjalne skutki kontrfaktyczne, należy uwzględnić rosnące potęgi XVII wieku: Szwecję, Prusy i Rosję. Silna Rzeczpospolita Obojga Narodów, kierowana przez dynastię Walezjuszy, ze stabilną sukcesją i zmodernizowaną administracją, mogłaby stać się skuteczną barierą dla ekspansji Gustawa Adolfa i Piotra Wielkiego. Rozbiory Polski, które w rzeczywistości nastąpiły pod koniec XVIII wieku, były konsekwencją dwóch stuleci wewnętrznego rozkładu. Gdyby Henryk pozostał i założył trwałą dynastię, państwo polsko-litewskie mogłoby zachować siłę militarną i polityczną, niezbędną do utrzymania statusu wielkiego mocarstwa. W takim układzie równowaga sił w Europie wyglądałaby inaczej: Prusy nie wyrosłyby na dominujące państwo niemieckie, a Rosja przez dłuższy czas pozostałaby ograniczona do swojego eurazjatyckiego zaplecza. Historia kontynentu mogłaby ukształtować się jako trójpodział sił, w którym Rzeczpospolita pełniłaby rolę centralnej, stabilizującej potęgi. Nie można jednak pominąć kwestii osobowości samego Henryka. Był człowiekiem renesansu – artystycznym, zmiennym, podatnym na melancholię i religijne obsesje. Trudno ocenić, czy taki monarcha potrafiłby odnaleźć się w surowym, często brutalnym świecie kresów polsko-litewskich. Aby pozostać, musiałby dokonać przemiany charakteru: zamienić dworskie rozkosze Luwru na lasy Litwy i równiny Mazowsza. Historycznie narzekał na zimno, pijaństwo szlachty i brak wyrafinowanej konwersacji w Krakowie. Jego sukces wymagałby znalezienia sposobu, by uczynić Polskę wystarczająco „francuską” dla własnych upodobań albo samemu stać się „polskim” w oczach szlachty. Stefan Batory zyskał autorytet jako żołnierz; Henryk musiałby odnieść sukces jako dyplomata i sprawny administrator.



 
Porównanie obu dróg ujawnia głęboką ironię. Henryk III, uciekając do Francji, pragnął zachować dziedzictwo swojej rodziny, lecz ostatecznie został ostatnim z rodu, zamordowanym przez mnicha i pozostawiającym tron największemu rywalowi. Gdyby pozostał w Polsce, utraciłby koronę francuską, ale mógłby założyć nową, trwałą linię Walezjuszy na Wschodzie, zdolną przekształcić losy Europy. Kryzys autorytetu XVI wieku w rzeczywistości znalazł rozwiązanie gwałtowne i krwawe; w świecie kontrfaktycznym mógłby zostać zażegnany przez francuskiego księcia, który, akceptując ograniczenia polskiej korony, nauczyłby się budować nowoczesne państwo w ramach wolności szlacheckiej. Kluczowe znaczenie miałaby reakcja polskiej szlachty. Nie była ona jednolita – część, związana z „ruchem egzekucyjnym”, dążyła do reformy państwa i odzyskania królewszczyzn, podczas gdy magnaci starali się osłabić władzę królewską dla własnych korzyści. Trwały monarcha Henryk mógłby stanąć po stronie średniej szlachty, stając się obrońcą ruchu egzekucyjnego. W ten sposób dostarczyłby rozwiązania największego wewnętrznego zagrożenia dla Rzeczypospolitej, czyli oligarchizacji polityki. Wymagałoby to od niego znacznie większej zręczności politycznej niż tej, którą wykazał we Francji, gdzie często zrażał wszystkie strony. Polski kontekst mógłby jednak wymusić jego rozwój. We Francji król utożsamiał się z państwem; w Polsce musiałby negocjować z państwem. Ta konieczność mogłaby stworzyć bardziej odporną formę monarchii.
 
Śmierć dynastii Walezjuszy we Francji była przełomowym momentem, który otworzył drogę do wzrostu Burbonów i apogeum monarchii absolutnej pod rządami Ludwika XIV. Gdyby Henryk pozostał w Polsce, linia Walezjuszy mogłaby przetrwać na Wschodzie, podczas gdy we Francji wygasłaby. Powstałoby niezwykłe zwierciadło dynastyczne: Francja Burbonów i Polska Walezjuszy. Biorąc pod uwagę tradycyjny sojusz francusko-polski (fr. Barrière de l’Est), wspólne dziedzictwo – nawet jeśli rozdzielone – mogłoby utrwalić blok skierowany przeciwko Habsburgom. Problem habsburskiego okrążenia, który przez stulecia nękał francuskich monarchów, zostałby rozwiązany dzięki potężnej, sprzymierzonej z Walezjuszami Rzeczypospolitej stojącej na tyłach Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Taki układ sił mógłby zapobiec dominacji Habsburgów w czasie wojny trzydziestoletniej, a być może nawet całkowicie uchronić Europę przed tym konfliktem, dzięki bardziej zrównoważonej równowadze w Europie Środkowej.


Ucieczka Henryka Walezego z Polski (1860)
autor: Artur Grottger 


Decyzja Henryka o opuszczeniu Polski nie była jedynie osobistym wyborem znużonego księcia, lecz momentem przełomowym, w którym rozstrzygnięto dwa możliwe scenariusze dla Europy. Historyczna droga – jego ucieczka – doprowadziła do konsolidacji władzy królewskiej we Francji pod rządami Burbonów oraz do stopniowego, tragicznego upadku Rzeczypospolitej Obojga Narodów, zakończonego anarchią i rozbiorami. Alternatywa – pozostanie Henryka – otwiera wizję świata, w którym Polska mogłaby stać się wzorem monarchii konstytucyjnej i filarem stabilności kontynentu, podczas gdy Francja musiałaby przejść bardziej burzliwą drogę ku epoce nowożytnej. Porównanie tych dwóch ścieżek podkreśla wagę jednostki w dziejach. Henryk Walezy, często oceniany jako słaby i zniewieściały monarcha, faktycznie trzymał w swoich rękach los dwóch wielkich narodów. Wybierając koronę, którą znał, zamiast tej, którą mu powierzono, poświęcił potencjał Wschodu dla przetrwania Zachodu. Analiza kontrfaktyczna wymaga także spojrzenia na kwestie religijne. Tolerancja wyznaniowa w Rzeczypospolitej była krucha i często zależała od „milczenia króla”. Gdyby Henryk pozostał i umiejętnie pokierował podziałami religijnymi, mógłby ustanowić precedens dla całej Europy. W XVI wieku rozwiązaniem konfliktów wyznaniowych było zazwyczaj Cuius regio, eius religio – zasada prowadząca do przymusowych konwersji i migracji. Polska pod rządami Walezjuszy, prosperująca dzięki konfederacji warszawskiej, mogłaby dowieść, że katolicki monarcha jest w stanie rządzić zróżnicowaną religijnie społecznością w pokoju i dobrobycie. Taki model mógłby złagodzić napięcia w Świętym Cesarstwie Rzymskim i dostarczyć bardziej humanitarnego wzorca dla późniejszego rozwoju państw narodowych.

Trwała obecność Walezjuszy w Polsce miałaby również istotny wpływ gospodarczy. Rzeczpospolita była „spichlerzem Europy”, lecz jej gospodarka opierała się na pańszczyźnie i eksporcie surowców. Francuska administracja mogłaby wcześniej wprowadzić elementy merkantylizmu, wspierając rozwój miast i rodzimej klasy kupieckiej. Problem „drugiej pańszczyzny” – nasilonego obciążenia chłopów w Europie Wschodniej – mógłby zostać złagodzony przez monarchę, który budowałby bazę władzy w miastach, podobnie jak czynili to królowie francuscy. W efekcie powstałaby bardziej zrównoważona gospodarka, mniej podatna na wahania rynku zbożowego i lepiej przygotowana do utrzymania zawodowej armii. Różnice w historii wojskowej obu ścieżek są wyraźne. „Piechota wybraniecka” Stefana Batorego była przełomowym rozwiązaniem w walce z Moskwą. Natomiast Henryk, pozostając w Polsce, prawdopodobnie sprowadziłby francuską inżynierię wojskową i taktykę, należące do najbardziej zaawansowanych w Europie. Polska armia mogłaby stać się syntezą husarii – ciężkiej kawalerii o ogromnej sile rażenia – z francuskimi fortyfikacjami i zdyscyplinowaną piechotą. Taka hybryda byłaby niemal niezwyciężona na polach bitew XVI wieku, umożliwiając Rzeczypospolitej rozszerzenie wpływów na obszary opuszczone przez Złotą Ordę i na rodzące się państwo rosyjskie.




Ostatecznie pytanie o pozostanie Henryka w Polsce sprowadza się do relacji między władzą instytucjonalną a osobistą. Polski system został zaprojektowany tak, by ograniczać silnego monarchę, lecz jednocześnie desperacko potrzebował konsekwentnego władcy. Problem panowania Henryka nie polegał na braku zdolności, lecz na braku zaangażowania. W scenariuszu kontrfaktycznym to właśnie zaangażowanie staje się kluczowym rozwiązaniem, które mogłoby naprawić wadliwe mechanizmy państwa. Porównując rzeczywistość króla, który uciekł, z wizją monarchy, który pozostał i stoczył polityczne bitwy w Krakowie, dostrzegamy obraz Rzeczypospolitej, która nie była skazana na tragedię, lecz straciła szansę na inną formę europejskiej wielkości. Ślady takiego wyboru byłyby wyryte w kamieniach Warszawy i Krakowa. Zamek Królewski na Wawelu nie stałby się jedynie reliktem utraconej Złotej Epoki, lecz tętniącym życiem centrum imperium Walezjuszy-Jagiellonów. Porównanie między „Polską sarmacką”, jaka rzeczywiście istniała, a „Polską Walezjuszy”, jaka mogła powstać, pokazuje, że ucieczka Henryka III była czymś więcej niż marginalnym epizodem – była momentem, w którym Rzeczpospolita straciła najlepszą szansę na pełną integrację z polityczną ewolucją Zachodu. Problem izolacji Polski został rozwiązany w najgorszy możliwy sposób: przez odejście króla, które pozostawiło kraj samotny w coraz bardziej wrogim otoczeniu. Gdyby Henryk pozostał, korona Wisły mogłaby lśnić równie jasno jak korona Sekwany, tworząc podwójne dziedzictwo francuskiej finezji i polskiej wolności, rozbrzmiewające przez pokolenia.
 
Kontrfaktyczny scenariusz pozostania Henryka Walezego w Polsce dostarcza wnikliwej analizy słabości i mocnych stron państw wczesnonowożytnych. Dynamika problemu i jego potencjalnego rozwiązania – balansowanie wolności szlacheckiej z autorytetem królewskim – była wyzwaniem, które, gdyby zostało podjęte, mogłoby ocalić Rzeczpospolitą i jednocześnie zmienić bieg historii Francji. Zestawienie dwóch rzeczywistości przypomina, że decyzje jednego monarchy mogą skierować losy kontynentu na zupełnie inne tory: od potencjalnej epoki stabilności i kulturowej syntezy po czas wojen domowych i ostatecznego upadku państwa. Pozostanie Henryka byłoby trudnym, a może nawet nieszczęśliwym osobistym poświęceniem, lecz dla Rzeczypospolitej mogłoby stać się ostatecznym rozwiązaniem jej egzystencjalnych zagrożeń, które w rzeczywistości doprowadziły do upadku. „Korona nad Wisłą” pozostaje jednym z najbardziej fascynujących „co by było gdyby” w historii – wizją olśniewającej możliwości, która została utracona w mroku nocy.
 

* Powyższy artykuł stanowi własne rozważania autorki w oparciu o dostępną wiedzę historyczną. Ilustracje, które nie są podpisane, zostały wygenerowane przez sztuczną inteligencję wyłącznie dla potrzeb niniejszego artykułu.


Ⓒ Agnieszka Różycka



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz