Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

poniedziałek, 26 września 2016

Agnieszka Wojdowicz – „Strażnicy Nirgali. Serce Suriela # 1














Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA
Warszawa 2012




W literaturze motyw anielski pojawia się dość często i praktycznie zawsze jest on pozytywnie odbierany przez czytelników. Anioł jest bowiem takim stworzeniem, które z reguły kojarzy się z Dobrem. Owszem, są także anioły na wskroś zepsute, które niszczą wszystko, co stanie im na drodze. Wtedy zazwyczaj nazywamy je aniołami upadłymi. Anielski motyw pojawił się już w Pieśni o Rolandzie, kiedy w momencie śmierci Rolanda przybywają do niego wysłannicy Boga z archaniołem Gabrielem na czele. To właśnie Gabriel bierze od Rolanda rękawicę, którą rycerz składa w ofierze Bogu. Z kolei trzej aniołowie: Cherubin, Michał i Gabriel w uroczystej procesji zabierają Rolanda do nieba, a potem składają jego duszę przed obliczem Najwyższego. W utworze tym archanioł Gabriel troszczy się również o Karola Wielkiego (ok. 747-814), któremu zsyła sny mające związek z bitwą i wspomaga go w walkach.

Anioły pojawiają się także w Anhelli Juliusza Słowackiego (1809-1849) czy Nie-Boskiej komedii Zygmunta Krasińskiego (1812-1859). O aniołach pisali również Gabriel García Márquez (1927-2014) w Bardzo starym panu z olbrzymimi skrzydłami, Zbigniew Herbert (1924-1998) w Siódmym aniele, a także Dorota Terakowska (1938-2004) w książce Tam, gdzie spadają anioły. Tego rodzaju utworów można byłoby wymienić znacznie więcej. Wygląda bowiem na to, że pisanie o skrzydlatych wysłannikach Boga jest dość popularne. Niemniej Agnieszka Wojdowicz w swojej trylogii adresowanej do młodego czytelnika odeszła od schematu kreowania aniołów jako posłańców Boga. Takie przynajmniej można odnieść wrażenie po przeczytaniu pierwszego tomu. Aniołowie stworzeni przez Autorkę są oryginalni, ale jednocześnie bardzo podobni do ludzi. Czują strach, złość, gniew oraz wiele innych emocji, które zwykłemu człowiekowi towarzyszą od zarania dziejów. Poza tym – podobnie jak ludzie – są śmiertelnikami. Tak przynajmniej wynika z pierwszej części omawianej trylogii. Możliwe, że potem coś się zmieni. 

Główną bohaterką jest siedemnastoletnia Bree Whelan, która pochodzi z rodu aniołów. Mieszka w Gaderze wraz ze swoją matką. Ojciec dziewczyny zmarł jakiś czas temu. Bree ma też wuja, który często opowiada jej o Nirgali, miejscowości sąsiadującej z Gaderą. Pewnego dnia dochodzi do tragedii. W Nirgali – mieście aniołów – mają miejsce krwawe rozruchy, w wyniku których życie traci tak zwana Wieka Trójka. Wydarzenie to prasa określa jako zamach stanu. Wśród Wielkiej Trójki znalazł się także ojciec osiemnastoletniego Mikaila. Chłopak – podobnie jak Bree – także jest aniołem. Najgorsze jest jednak to, że musi patrzeć, jak mnisi Hauruki bestialsko mordują jego ojca, zarzucając mu popełnienie najpoważniejszego przestępstwa wobec własnego miasta. Mikail nic nie może zrobić. Nie jest w stanie obronić Samaela Argylli, choć teraz to on będzie musiał go zastąpić w Nirgali. Te tragiczne wieści oczywiście docierają również do Gadery. Okazuje się bowiem, że wuj Bree – Colin Mandali – stoi na czele organizacji odpowiedzialnej za to, co stało się w mieście aniołów, czym zyskał sobie poparcie zmiennokształtnych mnichów Hauruki. Bree Whelan jest przerażona. Jak gdyby tego było mało, niedługo po zamieszkach zostaje aresztowana także matka dziewczyny. Czy ona również ma coś wspólnego z tym, co stało się w Nirgali? A może jest to zwykły przypadek i już wkrótce wszystko się wyjaśni? Czyżby Bree nie znała własnej rodziny? Czy to możliwe, aby najbliżsi tak bardzo ją zawiedli?


Mikail Argylla & Bree Whelan


Aby dostać się do miasta aniołów trzeba mieć przy sobie pewien magiczny kryształ o nazwie farin. Z owym kryształem zawieszonym na szyi można już śmiało udać się w kierunku mostu na rzece Rondane. Na północ od rzeki rozciąga się bowiem Nirgala, która tylko z pozoru wydaje się idealnym miastem. Okazuje się bowiem, że śladem Bree Whelan podążają żądni zemsty mnisi Hauruki, natomiast stare cmentarze pełne są krwiożerczych leszy, które żywią się ludzkim/anielskim mięsem. Tak naprawdę Nirgali wciąż grozi wielkie niebezpieczeństwo. Władzę w mieście chcą przejąć okrutni mnisi, którym przewodzi ojciec Symeon. Jak wspomniałam wyżej, mnisi są zmiennokształtni, więc potrafią przyjmować postać kruków, aby w ten sposób ułatwić sobie osiągnięcie zamierzonego celu. Czy zatem Bree i jej towarzysze zdołają uratować Nirgalę? Czy Mikail będzie w stanie ochronić dziewczynę, na której coraz bardziej mu zależy? Co stanie się z tymi, którzy wpadną w ręce okrutnych mnichów? Czy będą mogli jeszcze kiedykolwiek zaznać wolności?

Przyznam, że pisarzy tworzących fantastykę zawsze podziwiam za bezgraniczną wyobraźnię, która pozwala im wykreować zupełnie inny świat przy jednoczesnym zachowaniu zasad logiki. Rzeczywistość, którą możemy poznać na kartach Serca Suriela to tak naprawdę świat bardzo podobny do naszego. Choć mamy do czynienia z niezwykłymi istotami, to jednak oprócz skrzydeł i zdolności do przeobrażania się w kruki czy sokoły, wcale nie różnią się tak bardzo od ludzi. W codziennym życiu używają tych samych przedmiotów co my, jak na przykład komputerów czy telefonów komórkowych. Czytają też prasę. Choć muszą walczyć o własne bezpieczeństwo i pokój w mieście, to jednak zachowują się jak typowe nastolatki. Bree Whelan to dziewczyna, która stale wpada w kłopoty. Czasami można odnieść wrażenie, że jedynie przysparza zmartwień swoim towarzyszom, którzy zamiast podejmować działania mające na celu niedopuszczenie do zagłady Nirgali, muszą bezustannie oglądać się za siebie i pilnować Bree, żeby nie stała jej się żadna krzywda. Oczywiście nie zawsze im się to udaje i przychodzą takie momenty, kiedy białoskrzydła semani musi radzić sobie sama zdana na własne siły i rozsądek.

Przedstawicielami wszelkiego zła są tutaj mnisi Hauruki, którzy zioną nienawiścią do aniołów z Nirgali. Chęć przejęcia władzy nad miastem staje się priorytetem. Na czoło wysuwa się ojciec Symeon, który pod płaszczykiem dobroci jest pełen złych zamiarów. W tym wszystkim jednak jest też i dobra strona. Okazuje się bowiem, że nie wszyscy będący pod wpływem mnichów podzielają ich poglądy i dążenie do władzy za wszelką cenę. Pewnego dnia w ich szeregach pojawia się bowiem zdrajca, który będzie sprzyjał aniołom. Z kolei aniołowie wcale nie są przedstawieni w tej książce jako postacie na wskroś pozytywne. W pewnym momencie wychodzi bowiem na jaw, że w imię słusznych idei są w stanie posunąć się nawet do popełnienia przestępstwa, aby tylko dostać w swoje ręce przedmiot, który pomoże im położyć kres działaniu mnichów i tych, którzy im sprzyjają.


Medytujący mnich Hauruki


Muszę przyznać, że trochę obawiałam się tej książki. Choć lubię literaturę młodzieżową, to jednak z fantastyką nie zawsze jest mi po drodze. Jak do tej pory niewiele powieści z tego gatunku przypadło mi do gustu. Trochę czasu zajęło mi, zanim zrozumiałam o co tak naprawdę chodzi w Sercu Suriela. Niemniej, czytając kolejne rozdziały nawet się nie spostrzegłam, kiedy książka zaczęła mnie wciągać. Bree jest nieco komiczną bohaterką i kilka razy wywołała uśmiech na mojej twarzy. Z kolei Mikail to chłopak-anioł nad wiek dojrzały, któremu bynajmniej nie psoty w głowie. Zdaje sobie sprawę z tego, że po tragicznej śmierci ojca, to na nim spoczywa odpowiedzialność za miasto. Są także inne postacie, których postępowanie nie do końca jest zrozumiałe dla czytelnika. Ponieważ jest to dopiero pierwszy tom, Autorka pozostawiła niektóre wątki w zawieszeniu, aby zapewne wyjaśnić je w kolejnych częściach trylogii.

Nie pokuszę się o to, aby porównywać Serce Suriela do któregokolwiek z tomów trylogii Niepokorne, ponieważ są to książki skierowane do dwóch różnych grup czytelników, a co za tym idzie, napisane w inny sposób. Tworząc literaturę młodzieżową autor musi być jednocześnie dość dobrym psychologiem, aby wczuć się w problemy młodego człowieka, który właśnie wkracza w dorosły świat. Musi zatem znać jego codzienne dylematy i wiedzieć co go wzrusza, niepokoi i złości, a w czym odnajduje szczęście. Takimi uniwersalnymi uczuciami na pewno są miłość, przyjaźń i zaufanie, które bez względu na wiek dają człowiekowi siłę do walki z przeciwnościami losu. W przypadku bohaterów Serca Suriela właśnie te trzy kwestie są kluczowe. Bez zaufania nie można niczego trwałego zbudować, a już na pewno nie można odnieść zwycięstwa nad Złem. Z kolei rodzące się uczucie pomiędzy głównymi bohaterami nie tylko sprawia, że troszczą się o siebie nawzajem, ale także idą do przodu, nie oglądając się za siebie, choć wokół czai się ogromne niebezpieczeństwo.

Literatura młodzieżowa, oprócz dostarczania czytelnikowi rozrywki, musi też w pewnym stopniu edukować. Dobrze, aby bohaterowie byli tak skonstruowani, żeby młody człowiek mógł się z nimi identyfikować. Czy tak stało się w przypadku Serca Suriela? Myślę, że tak. Przemawia za tym chociażby fakt, iż Agnieszka Wojdowicz pokazała świat, który – jak wspomniałam wyżej – nie różni się zbyt od naszego. To daje młodemu czytelnikowi możliwość utożsamienia się z Bree czy z Mikailem, bądź też z pozostałymi postaciami. Jeśli nie będziemy czytać tej książki pobieżnie, wówczas zauważymy, że poszczególne postacie mają nam naprawdę sporo do powiedzenia. Przede wszystkim chcą zwrócić nam uwagę na to, czym tak naprawdę jest Zło i czym jest spowodowane. Ponieważ akcja powieści jest tak skonstruowana, że liczni bohaterowie stoją po dwóch przeciwnych stronach, czytelnik może sam zdecydować, po której stronie chce być. Czy pragnie dołączyć do drużyny Bree i Mikaila, czy może opowiedzieć się za mnichami, których zamiarem jest zniszczenie Nirgali i przejęcie w niej władzy?









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.