Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

czwartek, 15 maja 2014

Carolly Erickson – „Rywalka królowej”
















Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Katowice 2012
Tytuł oryginału: Rival to the Queen
Przekład: Urszula Gardner




Ileż to już razy pisałam o dynastii Tudorów? Nie potrafię tego zliczyć. Na moim blogu Tudorowie pojawiali się przeważnie przy okazji recenzji powieści Philippy Gregory, ale były też książki innych autorów poruszające tę samą tematykę. O Henryku VIII, jego poprzednikach i potomkach na pewno jeszcze nie raz tutaj przeczytacie, bo ta szczególna angielska dynastia wywarła na losy świata naprawdę ogromny wpływ, natomiast pisarze bardzo chętnie po nią sięgają z uwagi na dramatyzm, jaki jej towarzyszy.

Tym razem wkraczamy na dwór rozkapryszonej i znerwicowanej Elżbiety I Tudor. O Letycji Knollys i jej płomiennym romansie z Robertem Dudleyem pisałam w momencie, kiedy recenzowałam powieść Victorii Holt pod tytułem Mój wróg, królowa. Prawdę powiedziawszy Rywalka królowej i wspomniana książka Victorii Holt są identyczne. Różnicę stanowi sposób opowiedzenia tej samej historii, bo jak wiadomo mamy do czynienia z dwiema różnymi Autorkami, których dzieli koncepcja ukazania tego samego tematu. Inny jest także warsztat pisarski. Natomiast podobieństwem jest narracja, która ma miejce z punktu widzenia Letycji Knollys. 

Kim zatem była owa Letycja Knollys, która zatruła życie Elżbiecie I Tudor samym tylko pojawieniem się w nim? Otóż, urodziła się 8 listopada 1543 roku w Rotherfield Greys w hrabstwie Oxfordshire. Jej ojciec – sir Franciszek Knollys – był członkiem parlamentu, zaś matka Letycji – Katarzyna Carey – to córka Marii Boleyn (siostra królowej Anny Boleyn i kochanka Henryka VIII). Tak więc Katarzyna Knollys była kuzynką Elżbiety I. Dzięki temu pokrewieństwu dla Letycji królowa stała się ciotką. Panna Knollys urodziła się jako trzecie z kolei dziecko Franciszka i Katarzyny.

Sir Franciszek Knollys i jego żona byli protestantami. Z powodu prześladowań religijnych za czasów Marii I Tudor, zostali zmuszeni do opuszczenia Anglii w 1556 roku i udania się do Frankfurtu w Niemczech. Zabrali ze sobą pięcioro swoich dzieci. Nie wiadomo do końca czy Letycja była wśród nich. Możliwe, że ten trudny czas spędziła w domu księżniczki Elżbiety, zanim ta została królową. Prawdę powiedziawszy ten ścisły związek pomiędzy Knollysami a Elżbietą trwał od połowy lat 40. XVI wieku. W styczniu 1559 roku sir Franciszek Knollys wraz z rodziną wrócił do Anglii. Było to dwa miesiące po objęciu tronu przez Elżbietę I Tudor. Wówczas sir Franciszek został mianowany vice szambelanem na królewskim dworze. Z kolei lady Knollys została nadzorczynią młodych i płochliwych dwórek, a sama Letycja zaczęła pełnić rolę osobistej dwórki królowej. Od tej pory los nierozerwalnie połączył te dwie, jakże różne – kobiety. Wyzwolił w nich uczucia, które spowodowały lawinę dramatycznych wydarzeń. Elżbieta I tak naprawdę nigdy nie przestała być nieodrodną córką swojego ojca. Niektóre cechy charakteru wyraźnie po nim odziedziczyła. Podobnie jak Henryk VIII była mściwa, a do tego jeszcze niesamowicie podejrzliwa. Wszędzie węszyła spisek wymierzony w jej osobę. Niemalże przez cały czas wmawiała ludziom, którzy ją otaczali, że jest ktoś, kto pragnie jej śmierci. Nie wiadomo czy te wszystkie zamachy na jej życie były prawdziwe, czy jedynie roiły się w głowie królowej. Była niczym pies ogrodnika: sama nie chciała, ale komuś też nie dała. Moim zdaniem tak właśnie postępowała w przypadku Roberta Dudleya.

Letycja Knollys (1543-1634)
portret pochodzi z roku 1585
Autor: George Gower (1540-1596)
Chyba żadna kobieta nie lubi, kiedy w pobliżu kręci się jej rywalka. Taka rywalizacja pomiędzy kobietami generalnie oscyluje wokół mężczyzny, którego obydwie pożądają. Pokrewieństwo jakie łączyło Elżbietę I i Letycję Knollys wcale nie przeszkodziło im ze sobą rywalizować o tego samego mężczyznę, który w dodatku na królewskim dworze uchodził za najprzystojniejszego. Jego uroda oślepiała każdą kobietę i nawet niezbyt chlubna przeszłość nie była w stanie tego zmienić. Fakt, że Letycja naprawdę kochała Roberta Dudleya jest niezaprzeczalny. Lecz jak kwestia ta przedstawiała się ze strony królowej? Moim zdaniem Robert Dudley był dla niej jednym z wielu kaprysów, a całą tę sytuację podkręcał fakt, iż w pewnym momencie swojego życia mężczyzna zwrócił się w kierunku Letycji. Rozpieszczona i rozhisteryzowana Elżbieta nie potrafiła tego znieść, więc całą swoją nienawiść wylewała potem na Letycję. Możliwe, że się mylę, ale w mojej opinii ze strony Elżbiety nie było mowy o jakiejkolwiek prawdziwej miłości. Nie wiem nawet czy ta kobieta była w stanie w ogóle kogokolwiek kochać poza sobą. Pisarze i historycy rozmaicie interpretują jej uczucie do Roberta Dudleya. Jedni uważają, że łączyła ich miłość aż po grób, choć może nieco platoniczna, zaś inni twierdzą, że chodziło jedynie o władzę, którą Dudley pragnął zdobyć dzięki związkowi z królową, lecz ona za nic nie chciała jej oddać ani dzielić, więc nigdy też nie wyszła za hrabiego za mąż. Ze swej strony bardziej skłaniałabym się ku tej drugiej wersji.

Jak już wspomniałam wyżej, narratorką Rywalki królowej jest Letycja Knollys. Opowiada ona swoje przeżycia, rozpoczynając je egzekucją swojego nauczyciela – Jocelyna Palmera, zaś kończy praktycznie w dniu swojej śmierci. Gdybym nie czytała wcześniej powieści Victorii Holt, to wówczas ta książka wywarłaby na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Niestety, tak się nie stało, ponieważ Mój wróg, królowa bije na głowę Rywalkę królowej pod względem emocjonalnym. Oczywiście niektóre wydarzenia są tutaj przedstawione w inny sposób niż zrobiła to Victoria Holt, co bynajmniej nie jest wadą, bo przecież każdy pisarz tworzący powieści historyczne ma pełne prawo do własnej interpretacji wydarzeń z przeszłości. Mnie najbardziej chodzi o styl tworzenia. Jeśli ktoś nie lubi romansów, to być może Rywalka królowej bardziej przypadnie mu do gustu niż Mój wróg, królowa. Niemniej jednak sama postać Letycji Knollys jest bardziej wyrazista w wykonaniu Victorii Holt, gdyż Autorka przedstawiła ją jako kobietę twardą, uparcie dążącą do celu i mówiącą to, co jej ślina na język przyniesie, bez względu na konsekwencje swoich wypowiedzi. Natomiast miłość jaka łączyła główną bohaterkę z Robertem Dudleyem wcale nie była taka cukierkowa, jak próbuje pokazać ją Carolly Erickson. U Victorii Holt pojawia się też cała masa niebezpiecznych sytuacji, w których życie Letycji jest naprawdę zagrożone z powodu małżeństwa z Robertem Dudleyem. Tutaj niestety tego nie spotykamy.

Odnoszę wrażenie, że Carolly Erickson opowiedziała tę historię po łebkach, mówiąc kolokwialnie. Nie zadała sobie trudu, aby zagłębić się w historię na tyle mocno, żeby wyciągnąć na światło dzienne wydarzenia związane bezpośrednio z relacjami Elżbiety I i Letycji Knollys. Jest tego zbyt mało. Natomiast jeśli źródła historyczne nie podają tego typu informacji, to przecież te luki zawsze można zapełnić fikcją i nadać opowieści pewien smaczek. Tak naprawdę czytelnik nie wie, jak bardzo królowa była wściekła na swoją krewną za „kradzież” ukochanego. Konfliktu, o którym tak głośno na kartach historii, praktycznie nie widać. Nazwanie Letycji „wszetecznicą” czy pytanie o „czyraka na czole”, to stanowczo za mało. Gwoli wyjaśnienia czyrak na czole kobiety w tamtych czasach stanowił symbol rozpusty, więc tego typu pytanie było jednoznaczne z tym, co osoba pytająca ma na myśli. Z kolei Letycja Knollys wydaje mi się zbyt pokorna i usuwająca się w cień, byle tylko nie wchodzić w drogę królowej.

Nie twierdzę bynajmniej, że książka jest zła i nie warto jej czytać. Jednak moim zdaniem Victoria Holt nakreśliła w swojej powieści znacznie bardziej emocjonalny obraz tego rodzinnego miłosnego trójkąta. Rywalizacja obydwu kobiet w książce Victorii Holt jest bardziej widoczna i niebezpieczna. Z kolei Philippa Gregory w Kochanku dziewicy nie porusza praktycznie tematu Letycji Knollys. Córka sir Franciszka pojawia się tam już w końcowych scenach powieści i jest nieistotna. Możliwe, że Philippa Gregory nie chciała wchodzić głębiej w tę tematykę, bo jest to problem na osobną historię. A może zwyczajnie Autorka zrezygnowała z tego tematu, ponieważ jest on poruszany w literaturze historycznej zbyt często? Aby uniknąć porównań, jak w tym wypadku, czasami lepiej jest odpuścić i skupić się na zupełnie innym zagadnieniu niż to, które jest powszechnie znane.




Powieści o podobnej tematyce:






12 komentarzy:

  1. Czy mnie oczy nie mylą, czy to jest jedna z tych książek, które pragnę przeczytać?!
    Mimo wad - które niewątpliwie książka posiada - patrzę na zalety, czyli wątek historyczny i uczucia! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co? Jeśli nie czytałaś "Mój wróg, królowa" Victorii Holt, to przypuszczam, że nie znajdziesz w tej książce wad. Ja niestety zrobiłam porównanie i "Rywalka..." wypadła gorzej. A zatem miłej lektury życzę! :-)

      Usuń
  2. Właśnie sobie uświadomiłam, że od dwóch miesięcy nie przeczytałam ani jednej książki. To straszne, że można być tak zajętym i mieć tyle na głowie. Teraz mam nadzieję, że już się wszystko poukłada i wreszcie wrócę do normalnego rytmu. A Rywalkę bardzo chętnie bym przeczytała:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja teraz czytam jak w transie, szczególnie mam dużo powieści historycznych. U mnie gorzej z pisaniem recenzji, bo czasami mam poślizg. Już niedługo wakacje, więc na pewno znajdziesz czas na czytanie. A "Rywalka..." nie jest zbyt obszerna, więc szybko byś ją przeczytała. :-)

      Usuń
  3. Po przeczytaniu recenzji kolejny raz stwierdzam, że lepsze jest wrogiem dobrego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak. Gdybym nie przeczytała wcześniej wersji Victorii Holt, to pewnie bym "Rywalkę..." oceniła znacznie wyżej. ;-)

      Usuń
  4. Miałam bardzo podobne wrażenia z lektury - autorka zdecydowanie nie wykorzystała potencjału tej historii, czułam ogromny niedosyt, zwłaszcza porównując jej prozę z powieściami Philippy. Niemniej jednak "pociągnęła" ona temat, który chronologicznie kończy cykl tudorowski Gregory i choćby dlatego zdecydowałam się sięgnąć po tę książkę. Natomiast Erickson jako takiej mówię stanowcze nie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie wersja tej historii w wykonaniu Victorii Holt jest bezkonkurencyjna. Gdybyś gdzieś dostała tę książkę, to przeczytaj. Tam jest trochę więcej romansu, ale emocjonalnie jest lepiej napisana, a i sama Letycja jest zupełnie inna niż ta u Erickson. A swoją drogą ciekawa jestem, jak opisałaby tę historię Philippa Gregory? :-)

      Usuń
  5. Jestem obecnie na etapie "Uwięzionej królowej" Philippy Gregory, ale słucham jej jako audiobooka. Przyznam szczerze, że nie gustowałam do tej pory w takich książkach, aczkolwiek się przekonałam do nich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że słuchasz "Uwięzionej królowej". Mnie się bardzo ta książka podobała. A czytałaś też inne powieści Philippy Gregory? Jeśli nie, to polecam. Są naprawdę świetne. :-)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.