Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

piątek, 15 listopada 2013

Philippa Gregory – „Kochanek dziewicy”











Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
Katowice 2009
Tytuł oryginału: The Virgin’s Lover
Przekład: Urszula Gardner




Najbardziej znana i jednocześnie chyba najbardziej znienawidzona dynastia Tudorów powoli zmierza do końca swojego panowania. Maria I Tudor – córka Henryka VIII i Katarzyny Aragońskiej – właśnie przeżywa ostatnie chwile swojego życia na tym świecie. Inkwizycja, która była jej udziałem zebrała pokaźne żniwo wśród heretyków. Niemalże cały kraj z niecierpliwością wyczekuje zmian. Lud ma już dosyć nieustannego wdychania dymu unoszącego się ze stosów nad Smithfield. Z kolei kilka lat wcześniej Tower opuszcza Robert Dudley 1. hrabia Leicester. Dlaczego został uwięziony? Otóż, wraz z ojcem i braćmi oskarżono go o zdradę stanu. Po śmierci protestanckiego władcy – Edwarda VI, który był jedynym męskim potomkiem Henryka VIII – Dudleyowie próbowali wykluczyć z dziedziczenia tronu Marię I, tym samym osadzając na nim lady Jane Grey, która była żoną Guildforda – brata Roberta Dudleya. Panowanie Jane Grey nie trwało długo, bo tylko dziewięć dni. Spisek z udziałem Dudleya seniora i jego synów skończył się tragicznie. Na szczęście Robertowi udało się zachować głowę. Jego ojciec i brat zostali ścięci. Dołączyła do nich również uzurpatorka Jane Grey. 

Tak sytuacja przedstawiała się tuż przed wstąpieniem na tron Marii I Tudor, zwanej Krwawą. W Tower wraz z Robertem Dudleyem została uwieziona również przyrodnia siostra Marii – Elżbieta. Jak pamiętamy, „rudy bękart” był owocem związku Henryka VIII i Anny Boleyn, oskarżonej o pakt z samym diabłem i stosunki kazirodcze, co w konsekwencji doprowadziło nie tylko do utraty korony przez Annę, ale przede wszystkim do jej ścięcia 19 maja 1536 roku. Cóż takiego uczyniła Elżbieta, że umieszczono ją w Tower? Otóż, po zawarciu małżeństwa Marii I z królem Hiszpanii – Filipem II, w Anglii wybuchło powstanie, zwane Powstaniem Wyatta. Małżeństwo Marii miało na celu wzmocnienie katolicyzmu w Anglii, bo jak wiadomo Hiszpania w tamtym okresie była wręcz fanatycznie ustosunkowana do wiary katolickiej. Inkwizycji, która szalała w tym kraju, nie da się z niczym porównać. Okrucieństwo wobec heretyków było niewyobrażalnie większe niż to, które miało miejsce w Anglii. Tak więc kiedy w 1554 roku wybuchło rzeczone powstanie, którego celem miało być niedopuszczenie do zawarcia małżeństwa Marii z Filipem, uznano, że w rebelii tej palce maczała również Elżbieta, stąd jej uwięzienie w Tower. Oczywiście powstanie zakończyło się klęską.

To, co najbardziej nas w tym momencie interesuje, to przyjaźń pomiędzy Robertem Dudleyem a ostatnią z rodu Tudorów. Ta niezwykła więź zawiązała się właśnie podczas pobytu obydwojga w Tower. Pomimo że zainteresowani znali się od lat dzieciństwa, to jednak dopiero w Tower zaczęli patrzeć na siebie inaczej niż dotychczas. Potem ta przyjaźń zamieniła się w głębokie uczucie, za które zarówno Robert, jak i Elżbieta musieli drogo zapłacić, lecz każde na swój własny sposób i zgodnie z funkcją zajmowaną w państwie.

Elżbieta I Tudor (1533-1603)
Po opuszczeniu Tower, Robert Dudley bardzo sprytnie wkradł się w łaski żyjącej jeszcze wtedy Marii I Tudor. Był to niezwykle ambitny mężczyzna, który mierzył bardzo wysoko. Szczytem jego marzeń było zasiąść na tronie Anglii. Tak więc robił wszystko, aby tak się stało. Oczywiście Marii nie mógł już do tego wykorzystać, ale była przecież jej młodsza siostra, która najprawdopodobniej kochała go całym sercem. Po śmierci Marii Krwawej 17 listopada 1558 roku, tron Anglii przeszedł we władanie Elżbiety I Tudor, zwanej też Wielką. W takiej sytuacji zazwyczaj pojawiają się głosy „za” i „przeciw”. Tak też było i tutaj. Nie wszyscy widzieli Elżbietę jako nową władczynię kraju. Miała wówczas dwadzieścia pięć lat i całkowity brak doświadczenia w rządzeniu państwem. Wielu mówiło, że władza powinna przejść w ręce mężczyzny. Lecz jak tu oddać ją przedstawicielowi płci męskiej, skoro jedyny prawowity potomek Henryka VIII zmarł w bardzo młodym wieku? Oczywiście, gdzieś tam żył sobie jeszcze Henryk Carey, będący owocem związku z Marią Boleyn, ale on nie wchodził w rachubę. Swego czasu Maria była tylko kochanką Henryka VIII, a więc dziecko urodziło się jako bastard, co było jednoznaczne z wykluczeniem go z procesu dziedziczenia tronu. A zatem nie było innej rady, jak tylko pozwolić Elżbiecie I objąć władzę, bądź też zezwolić na panowanie komuś, kogo z Tudorami łączyły więzy krwi, na przykład młodziutkiej wówczas Marii Stuart przebywającej na dworze francuskim. Jak można się łatwo domyślić, z dwojga złego to Elżbieta była tą, którą na tronie należało osadzić. Pamiętajmy, że już niedługo nadejdzie taki czas, kiedy walka o władzę pomiędzy Elżbietą I Tudor a Marią I Stuart okaże się być niezwykle dramatyczna.

Brak jakiegokolwiek doświadczania, a także młody wiek nowej monarchini sprawiły, że była zmuszona otaczać się doradcami. Jednym z nich był William Cecil 1. baron Burghley. Praktycznie od samego początku doradcą królowej był również Robert Dudley, który wówczas pełnił funkcję koniuszego w dworskich stajniach. W wyniku oskarżenia o zdradę stanu Robert utracił praktycznie wszystkie tytuły i posiadłości, i dopiero przy boku Elżbiety powoli zaczynał je odzyskiwać. Kiedy dokładniej przyjrzeć się tym dwóm głównym doradcom, można dostrzec, iż działają oni na dwóch różnych frontach. William Cecil pragnie, aby Elżbieta nie robiła niczego wbrew Koronie, natomiast Robert zabiega o swoje prywatne interesy i wszelkie decyzje, które królowa musi podejmować mają na celu nie tyle dobro państwa, co jego własne. Choć wciąż jest żonaty, to jednak nie przeszkadza mu to, aby uwodzić monarchinię. Teorii na temat ich romansu jest wiele. Są tacy, którzy uważają, że Roberta i Elżbietę łączyła jedynie miłość platoniczna, a ich związek nigdy nie został skonsumowany, stąd pogląd, że królowa do dnia śmierci pozostała dziewicą. Jednak z drugiej strony, znając temperament i potrzeby Roberta, trudno jest uwierzyć, że nie próbował przenieść ich związku na płaszczyznę fizyczną. Prawdą natomiast jest, że stajenny miał ogromne ambicje. Nie zadowalały go półśrodki. Pragnął zostać królem Anglii i za wszelką cenę dążył do małżeństwa z Elżbietą. Na drodze stała mu jedynie żona – Amy Robsart. Kobieta była starsza od Dudleya i kochała go ponad wszystko na świecie. Ta miłość była tak wielka, że Amy była w stanie wybaczyć mężowi każdą zdradę. Cierpiała niesamowite męki, słysząc choćby słowo na temat romansu Roberta z królową. Dudley praktycznie żył z dala od żony. Większość czasu spędzał na dworze przy Elżbiecie. Amy odwiedzał sporadycznie, a kiedy już to robił nie obywało się bez kłótni. Pragnął rozwodu, na który żona nie wyrażała zgody. Odkąd w życiu Roberta pojawiła się królowa, jego związek z Amy skazany był na porażkę. Wyglądało na to, że tylko śmierć lady Dudley może sprawić, że koniuszy doprowadzi swoje plany do końca. Czy tak się stało? Czy Robert i Elżbieta maczali palce w śmierci Amy Robsart-Dudley? Tego nie wie nikt do dzisiejszego dnia. Historycy stawiają szereg hipotez, lecz żadna nie znajduje swojego potwierdzenia w rzeczywistości.

Robert Dudley 1. hrabia Leicester
(1532-1588)
Akcję Kochanka dziewicy Philippa Gregory rozpoczyna właśnie od chwili objęcia władzy przez Elżbietę I Tudor. Wspomina też ostatnie dni panowania jej przyrodniej siostry, lecz całą uwagę skupia na młodszej córce Henryka VIII i jej relacjach z Robertem Dudleyem. Autorka ukazuje mężczyznę, który wręcz siłą pragnie opanować tron Anglii, nie zdając sobie sprawy z tego, że ten tron nigdy nie był mu pisany. Po pierwsze, ciąży na nim oskarżenie o zdradę stanu, i to właśnie ta niechlubna przeszłość już na starcie wyklucza go z rozgrywki o tron. Po drugie, wywodzi się z nieodpowiedniej warstwy społecznej, w jego żyłach nie ma błękitnej krwi. Po trzecie, Robert ma całą masę wrogów, którzy tylko czekają sposobnej chwili, aby go zgładzić. Po czwarte, zaufany zausznik Elżbiety – William Cecil – wciąż podszeptuje jej do ucha, aby wreszcie pozbyła się Dudleya z dworu. Praktycznie wszystko sprzymierza się przeciwko hrabiemu Leicester.

A jak zachowuje się w całej tej sytuacji Elżbieta? Moim zdaniem daleko jej do kobiety zakochanej bez pamięci, która dla ukochanego jest w stanie zrobić dosłownie wszystko, nie bacząc na konsekwencje. Niby wciąż twierdzi, że Robert jest jej jedyną i prawdziwą miłością, ale tak naprawdę to Korona liczy się dla niej najbardziej. Nie jest w stanie z nikim jej dzielić. Być może to właśnie z tego powodu wszystkie jej potencjalne małżeństwa prędzej czy później nie dochodziły do skutku. Jej egoizm zawsze brał górę i choć William Cecil co pewien czas podsuwał jej odpowiedniego kandydata na męża, to jednak ona stale wynajdywała powody, aby do ślubu nie doszło. Trzeba także wiedzieć, że Elżbieta była histeryczką, cierpiała też na nerwicę, a to odbijało się niekorzystnie na jej władaniu Anglią.

Kochanek dziewicy stanowi piątą część cyklu o Tudorach. W tym przypadku Philippa Gregory odbiegła od przyjętego stylu pisania, jaki możemy spotkać w innych jej powieściach. Chodzi przede wszystkich o formę narracji. Autorka przyzwyczaiła nas do pierwszej osoby liczby pojedynczej, gdzie zaistniałą sytuację obserwujemy oczami jednego z bohaterów. Tutaj mamy do czynienia z narracją trzecioosobową, co może stanowić swego rodzaju odmianę i nie każdemu przypaść do gustu, szczególnie w przypadku, gdy czytelnik zna też inne książki Philippy Gregory. Mnie zupełnie to nie przeszkadzało, choć dzięki temu zabiegowi powieść brzmi zupełnie inaczej, i gdyby nie fakt, iż znamy nazwisko Autorki, można by pomyśleć, że napisał ją ktoś inny. Pisarka zwyczajnie wyłamała się z przyjętego schematu.

Śmierć Amy Robsart dn. 8 września 1560 roku
autor: William Frederick Yeames
obraz pochodzi z roku 1877
Zazwyczaj nie mam zastrzeżeń do powieści Philippy Gregory, lecz w tym przypadku wydaje mi się, że tej książce brakuje emocji. Autorka skupiła się na relacjach pomiędzy Elżbietą i Robertem, oraz na dramatycznej sytuacji Amy Dudley. W moim odczuciu jest to takie trochę suche relacjonowanie wydarzeń. Może faktycznie jest to wina prowadzenia narracji. Jeśli historię „opowiada” nam któryś z bohaterów, łatwiej jest nam wejrzeć w jego psychikę i uczucia. A tutaj stoimy, jak gdyby z boku i przyglądamy się temu wszystkiemu, co dzieje się na królewskim dworze i poza nim, zaś w tle słychać echo ówczesnej polityki międzynarodowej. Sięgając po lekturę sądziłam też, że Philippa Gregory poprowadzi czytelnika również przez życie królowej i jej kochanka już po śmierci Amy Dudley. Niestety, na tragicznym odejściu lady Dudley się kończy. Uwierzcie mi, że potem jest znacznie ciekawiej. Dlatego też chciałabym Wam polecić w formie kontynuacji powieść Victorii Holt pod tytułem Mój wróg, królowa, o której pisałam tutaj. Postać Letycji Knollys w Kochanku dziewicy nie jest wyeksponowana, tak jak w przypadku książki Victorii Holt, gdzie jest ona narratorką, podobnie jak w innej powieści dotyczącej tego samego tematu – Rywalce królowej autorstwa Carolly Erickson. Tej ostatniej nie czytałam, ale mam taki zamiar, choćby tylko po to, aby móc porównać ze sobą wszystkie te książki i sposób opowiadania tej samej historii. Letycja Knollys zarówno w życiu Elżbiety, jak i Roberta odegrała naprawdę znaczącą rolę.

Czy po Kochanka dziewicy warto sięgnąć? Jak najbardziej. Miłośnicy historii nie powinni czuć się zawiedzeni. Natomiast tych, którzy nie pałają do historii głębszym uczuciem, nie zmuszam, bo nie ma sensu wciskać komuś książki, która tematycznie nie znajduje się kręgu zainteresowania. Przyznam szczerze, że jest to pierwsza powieść Philippy Gregory, która nieco mnie rozczarowała. Znając inne książki tej Autorki, sądziłam, że będzie znacznie więcej emocji, bo przecież temat z jednej strony bardzo ciekawy, zaś z drugiej budzący szereg kontrowersji do dnia dzisiejszego. Odnoszę wrażenie, jak gdyby ten piąty tom cyklu o dynastii Tudorów nie wchodził w skład całej serii, ale stanowił odrębną powieść.





18 komentarzy:

  1. Świetny tekst, trochę szkoda, że ta część odstaje od reszty, coś czuję że Philippa Gregory stanie się też moja ulubioną pisarką, Brytyjczycy wiedzą jak pisać o historii swej ojczyzny :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie wiem, dlaczego odstaje, bo nawet część czwarta "Błazen królowej", gdzie jest mowa o Marii I Tudor, a narratorką jest postać fikcyjna, zupełnie inaczej brzmi. Może to tylko takie moje wrażenie. Może inni odbiorą to inaczej. :-) A jeśli chodzi o pisanie o historii swojego kraju, to w Polsce też mamy takie fenomeny, choćby Renata Czarnecka. Perfekcjonistka w każdym calu. Polecam! :-)

      Usuń
    2. Jeszcze świetnie pisze o naszej historii Elżbieta Cherezińska, jej "Korona śniegu i krwi" jest fenomenalna, a po Czarnecką z pewnością też sięgnę :-)

      Usuń
    3. Jest jeszcze Ewa Stachniak, ale to już jest wyższa szkoła jazdy. Jeszcze nie czytałam żadnej książki tej Autorki, ale z tego, co znajduję na Internecie na jej temat wygląda, że jest to Pisarka światowego formatu. :-)

      Usuń
    4. To ja dodam jeszcze Kornelię Stepan. Niedawno została wydana jej powieść o Marysieńce :)

      Usuń
    5. Dziękuję. :-) Już sprawdzałam na necie i brzmi super! :-)))

      Usuń
  2. Sam tytuł podziałał niewymownie na moją wyobraźnię:-)
    Pytałam się już w mojej bibliotece o dzieła Philippy Gregory i na razie nic nie mają, bo są rozdane po innych czytelnikach, ale już zarezerwowałam sobie ,,Dom cudzych marzeń'', gdyż ogromnie mnie zaintrygował. Mam nadzieję, że będzie to bardzo przyjemne spotkanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, że nie mają w bibliotece, bo Philippa Gregory jest rozchwytywana. A jeśli chodzi o "Dom cudzych marzeń" to może Ci się spodobać. Poza tym jest tam też kilka ostrych scen, więc sama rozumiesz. ;-) Wyjaśniać chyba nie muszę. Powinno Ci podpasować. Pozwalam sobie na taką uwagę w oparciu o książki, których ostatnio u Ciebie na blogu sporo. ;-) Natomiast "Kochanek dziewicy", to tylko przez tytuł może kojarzyć się z jakimś gorącym romansem historycznym. "Sceny" niby są, ale mnie to jakoś nie rusza. Dla mnie to jest normalność. Co innego literatura, a co innego życie. :-)

      Usuń
  3. Och, zobaczyłam wpis na fejsie i popędziłam szybko na bloga sprawdzić, czemu Gregory tym razem cie nie oczarowała :D
    No cóż, moje wrażenia były jak najbardziej pozytywne. To znaczy w przypadku Elżbiety trudno identyfikować się z bohaterką, współ-odczuwać, jak miało to miejsce choćby przy okazji "Białej królowej" czy "Władczyni rzek", ale moim zdaniem wynika to po prostu z charakteru władczyni, który tak pięknie podkreśliłaś w recenzji. Myślę, że i sposób narracji i przedstawienia postaci - mniej empatyczny - były celowym zabiegiem pozwalający czytelnikowi wczuć się w niestabilny charakter królowej. Moim zdaniem Gregory doskonale oddała ducha bohaterki - co prawda ucierpiała na tym sugestywność narracji, ale ja to kupuję! Dla mnie ta książka jest inna od poprzednich, ale co najmniej tak samo dobra:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No trochę mnie nie oczarowała, ale nie mówię, że powieść jest do bani, bo nie jest. Pani Gregory jak była mistrzynią w moich oczach, tak nią została. To, co mi nie pasuje to fakt, że odbiegła od schematu. Masz rację, że ciężko by jej było prowadzić narrację z punktu widzenia Elżbiety, ale z drugiej strony właśnie z tego powodu ta książka nie wpasowała mi się w cykl jako w całość. Jakieś takie przyrodnie rodzeństwo jej z tego wyszło. Sama nie wiem. Może za jakiś czas inaczej na to spojrzę. Tę recenzję pisałam na świeżo, bo wczoraj skończyłam czytać. :-) A tak w ogóle, to dziś zaczęłam "Hrabinę". Zobaczymy czy w tym przypadku nasze wrażenia będą takie same, czy inne. :-)

      Usuń
  4. Mnie autorka "uwiodła" "Kochanicami króla" i od tego czasu, Jej książki czytam w ciemno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A oglądałaś film? Ja nie oglądałam, ale mówią, że to katastrofa w porównaniu z książką. Przeczytałam już cały cykl o Tudorach dostępny w Polsce i jestem zachwycona talentem Philippy Gregory. Podobnie jak Ty, też biorę jej powieści w ciemno. :-)

      Usuń
  5. Nie przepadam za takimi książkami . ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie dlatego napisałam, że czytelnikom nie zainteresowanym nie polecam. ;-)

      Usuń
  6. Dopiero od niedawna zaznajamiam się z twórczością Gregory i zaczęłam właśnie swoją znajomość od cyklu tudorowskiego. Mam podobne odczucie po przeczytaniu :Kochanka dziewicy", jak Ty. Czegoś mi zabrakło w tej książce, czego, co było w poprzednich. Może właśnie tych emocji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, widzisz. Czyli to nie tylko ja odniosłam takie wrażenie. Dla mnie ten tom jest jakby oderwany od reszty. Niby dotyczy tej samej epoki, tej samej dynastii, a jednak coś w nim zgrzyta. No i faktycznie emocji brak, czego nie ma przy pozostałych częściach cyklu. Ja myślę, że to może wynikać z tego, że Philippa Gregory nie tworzyła tego cyklu chronologicznie, tylko na wyrywki. Niemniej, ja i tak jej nie zdradzę i będę czytać wszystko, co wyjdzie spod jej pióra. :-)

      Usuń
  7. Dla mnie trochę gorsza powieść od pozostałych historycznych Pani Gregory. Bardzo dobrze nakreślony trójkąt poprzez trzecioosobową narrację- szaleństwo zakazanej i zgubnej miłości w szesnastowiecznej Anglii, ale akcja trochę rozwlekła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nigdy nie porównuję powieści tego samego autora ani różnych autorów. Każdą traktuję indywidualnie. "Kochanek dziewicy" owszem jest pisany nieco inaczej niż pozostałe części cyklu Tudorowskiego, ale mimo to ma w sobie to "coś", co sprawia, że chce się tę powieść czytać.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.