Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

sobota, 31 grudnia 2016

Bronisław Heyduk – „>>Janina<< znak Sobieskich”













Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA
Warszawa 1983





Ród Sobieskich wywodził się ze wsi Sobieszczczyn leżącej w dawnym województwie sandomierskim. Założycielem rodu był Mikołaj Sobieski, który żył w XV wieku. Był on średniozamożnym szlachcicem sprawującym władzę nie tylko nad Sobieszczynem, ale także nad trzema innymi wsiami. Jego głównym spadkobiercą został pierworodny syn o imieniu Stanisław (ok. 1450-pomiędzy 1508 a 1516), którego najmłodszy syn – Sebastian (ok. 1486-1557) – był prapradziadkiem króla Jana III Sobieskiego (1629-1696). Kolejnym przodkiem przyszłego hetmana i króla był Jan Sobieski (ok. 1518-1564) ożeniony z Katarzyną Gdeszyńską (?).

W tamtym czasie nikt jeszcze z rodziny Sobieskich nie piastował choćby tylko urzędów powiatowych, nie mówiąc już o najwyższych stanowiskach w państwie. Sobiescy byli jedynie zwykłą średnią szlachtą skupiającą swoją uwagę na sprawach, które dotyczyły ich osobiście. Dopiero syn Sebastiana – Marek Sobieski (1550-1608) wyniósł swój ród do godności senatorskich. Szansę na ten awans stworzyła mu w 1569 roku unia lubelska. Włączono wtedy do Korony ogromne obszary ziem, jak Wołyń, Podlasie, Kijowszczyznę, Bracławszczyznę, co sprawiło, że utworzono latyfundia, z których potem korzystało wiele możnych rodów, jak Koniecpolscy, Zasławscy, Leszczyńscy czy Zebrzydowscy. Niemniej ta wielka kariera nie byłaby możliwa bez uzyskania protekcji. Marek Sobieski znalazł bowiem potężnych i wpływowych opiekunów w osobach kanclerza Jana Zamoyskiego (1542-1605) i króla Stefana Batorego (1533-1586). Ten drugi miał rzekomo powiedzieć, że: gdyby los królestwa od jednego harcu zależał, nikomu bym bezpieczniej nie ufał nad Marka Sobieskiego. Król nadał mu zatem pierwszą w rodzie poważną godność, czyli zrobił Marka Sobieskiego chorążym nadwornym królewskim.

Marek Sobieski 
Portret pochodzi z 1862 roku.
autor: Józef Tadeusz Polkowski
(1820-1895)
Marek Sobieski był w głównej mierze żołnierzem, który zaangażował się we wszystkie kampanie tamtych czasów. W 1588 roku zasłużył się w bitwie pod Byczyną jako najbliższy doradca Jana Zamoyskiego. Po zakończeniu bitwy na rozkaz kanclerza przez kilka miesięcy sprawował pieczę nad arcyksięciem Maksymilianem III Habsburgiem (1558-1618), który przebywał wówczas w więzieniu w Krasnymstawie. Za zasługi król Zygmunt III Waza (1566-1632) mianował go kasztelanem, a następnie wojewodą lubelskim. 

Marek Sobieski nie zapominał również o powiększeniu własnego majątku. Otrzymał bowiem w dożywocie szereg królewszczyzn. Nie pogardził także dzierżawami. Zmarł jako posiadacz ogromnej fortuny i rozlicznych koligacji, co pozwoliło jego dzieciom mieć otwartą drogę do zawarcia doskonałych małżeństw. Jego syn – Jakub (1591-1646) – ożenił się z wnuczką hetmana Stanisława Żółkiewskiego (1547-1620) – Zofią Teofilą z Daniłowiczów (1607-1661), która była jego drugą żoną. Potomkowie Marka Sobieskiego mieli również otwartą drogę do kariery politycznej na wysokim szczeblu. O ogromnym postępie w tej kwestii mogą świadczyć dwa małżeństwa Marka Sobieskiego. Jego pierwszą żoną była bowiem szlachcianka Jadwiga Snopkowska (1558-1606), natomiast drugą magnatka Katarzyna Tęczyńska (?).  

Skupmy się jednak na Janie III Sobieskim, który tak naprawdę jest chyba najbardziej znanym przedstawicielem rodu herbu Janina, a to z uwagi na fakt, że pewnego dnia tak się dla niego szczęśliwie złożyło, iż został królem Polski. Lecz zanim to się stało piastował urząd hetmana wielkiego koronnego. Kiedy wstępował na tron w 1674 roku – pomimo wspaniałej postury i z pozoru zdrowego wyglądu – nie był już mężczyzną, któremu dopisywałoby zdrowie. Swoim zdrowotnym problemom poświęcał wiele miejsca w listach skierowanych do ukochanej Marii Kazimiery d’Arquien (ok. 1641-1716), i dlatego też mamy dziś dość wyraźny obraz jego licznych dolegliwości.

Wielu mężczyzn tamtej epoki cierpiało na syfilis, który nie ominął także Jana III Sobieskiego. Swojej choroby nie ukrywał, lecz wspominał o niej, przyznając się do nacierania chorych miejsc maścią rtęciową. Mówił też o dokuczliwej wysypce: osypały mię wszystkiego pryszcze jakieś niesłychanie gęste i po ręku i po wszystkim ciele. Tymi słowami skarżył się pani Zamoyskiej w liście pochodzącym z 22 lipca 1665 roku. Rtęć zawarta w maści przenikała przez śluzówkę, dzięki czemu skuteczniej niszczyła krętki, ale z drugiej strony działała destrukcyjnie na cały organizm z uwagi na swoją silnie trującą właściwość. W związku z tym kuracja, która miała Sobieskiemu pomóc, doprowadziła po latach do poważnej choroby nerek, niewydolności krążenia z obrzękami całego ciała, a także do puchliny brzusznej i rozszerzenia serca. Przyszły król cierpiał też na ogólne schorzenia pochodzenia kiłowego.


Bitwa pod Wiedniem. Jan III Sobieski wysyła wiadomość
o zwycięstwie papieżowi Innocentemu XI (1611-1689)

Obraz pochodzi z lat 1882-1883.
autor: Jan Matejko (1838-1893)


Hetman cierpiał także na chroniczne bóle głowy i zębów, katary, gorączki oraz dyzenterie. W październiku 1667 roku spadł z konia. Upadek ten był dość poważny w skutkach. Z kolei w marcu 1668 roku w liście do Marysieńki pisał, że: teraz w jednej nodze niesłychanie mię reumatyzm, czy nie wiem co, turbować począł. Drętwieje mi bardzo i żadną miarą stać na niej długo nie mogę. W związku z tymi dolegliwościami prosił nawet ukochaną, aby ta przejeżdżając przez Amsterdam w sierpniu 1670 roku zasięgnęła porady u tamtejszego medyka odnośnie do jego bólu w nodze i bólu głowy. Pod koniec listopada 1671 roku we Lwowie Jana Sobieskiego trapił – jak można przypuszczać – wrzód gardła, który nad wszystkie spodziewanie, w radę sześciu doktorów i cyrulików […] rozpukł się i wyciekł. Wspomniane wrzody odnowiły się dwa tygodnie później i dołączyła do nich jeszcze sroga na oczy fluksja*. Były to tylko niektóre przykłady bezustannych cierpień Sobieskiego.

Trudno zatem uwierzyć, że ten stale chory i cierpiący człowiek mógł dokonać tak wielu wspaniałych dzieł jako wódz i monarcha; że odniósł tak dużo zwycięstw na bitewnych polach. Było to jednak możliwe dzięki ustawicznemu zmaganiu się z własnymi słabościami oraz pragnieniem pokonania choroby za wszelką cenę. Jan III Sobieski charakteryzował się nieprzeciętną siłą woli. Lecz mimo to w połowie lat 80. XVII wieku, tuż po bitwie pod Wiedniem, zdrowie króla wyraźnie uległo pogorszeniu. W związku z tym Sobieski zmuszony był zrezygnować z kampanii w księstwach naddunajskich. Z kolei od połowy 1694 roku kolejne opinie wychodzące z ust medyków wieszczyły rychłą śmierć monarchy. Ich zdaniem miał odejść z tego świata w każdej chwili. Dowodem na to jest lektura pamiętników królewskiego pokojowca – Kazimierza Sarneckiego (ok. 1670-1712) – która ukazuje niezwykle przygnębiający obraz słabego i poważnie schorowanego monarchy, który dodatkowo ulega huśtawce nastrojów i często pozostaje w łożu pogrążony we śnie. W dniu 17 czerwca 1696 roku po przebudzeniu, Jan III Sobieski zorientował się, że nie czuje już zapachu swoich ukochanych kwiatów, co go zupełnie załamało psychicznie. Tego samego dnia zmarł. Było to o godzinie ósmej wieczorem. Jak pisze Sarnecki: zemdlawszy, ponieważ się już była przybliżała puchlina do serca.  


Jan III Sobieski z rodziną
Obraz pochodzi z 1693 roku.
autor: Henri Gascar (1635-1701)


Opowieść Bronisława Heyduka (1909-1984) o Janie III Sobieskim obejmuje ostatnie lata panowania króla. Widzimy zatem monarchę zmagającego się z chorobą, który tak naprawdę nie ma już sił, aby podjąć starania zmierzające do kolejnej bitwy. Król doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jego koniec jest już bliski. Pragnie więc pozostawić po sobie spadkobiercę, lecz ręce wiąże mu prawo elekcyjne. Jan III Sobieski wraz ze swoją żoną Marią Kazimierą marzą o tym, aby w Polsce znów obowiązywało prawo dziedziczenia tronu. Wtedy schedę po nim mógłby objąć jego syn. Niemniej szlachta ma na ten temat zupełnie inne zdanie. Jej przedstawiciele zbierają się w karczmach i wciąż debatują nad przyszłością kraju. Żyją wspomnieniami o wielkim zwycięstwie Sobieskiego pod Wiedniem. Z kolei sam Jan wszystkie swoje decyzje konsultuje z małżonką. Maria Kazimiera jest obecna przy każdej rozmowie monarchy z doradcami czy posłańcami. Widać, że król liczy się z jej zdaniem. Prawdę powiedziawszy Marysieńka również ma swoje plany na przyszłość. Przecież nie jest głupia i widzi, co dzieje się z królem i jak bardzo słabnie z dnia na dzień. 

Jakub Ludwik Sobieski
Portret pochodzi z 1691 roku.
autor nieznany
Sporo miejsca Autor poświęca także najstarszemu synowi Jana i Marii – Jakubowi Ludwikowi (1667-1737), który w 1691 roku poślubił Jadwigę von Pfalz-Neuburg (1673-1722) – córkę elektora Palatynatu Reńskiego Filipa Wilhelma Wittelsbacha (1615-1690) i księżniczki Elżbiety Amalii Hessen-Darmstadt (1635-1709). Relacje Jana z Jakubem nie należą do najlepszych, ponieważ młody Sobieski ma swoje własne ambicje, które pragnie zaspokoić za wszelką cenę, co nie podoba się ojcu. Niemniej, to i tak szlachta rządzi, o czym Jan III Sobieski doskonale wie. Czasami można odnieść wrażenie, że czuje wyrzuty sumienia, iż nie może znów – jak niegdyś – wyruszyć na kolejną bitwę i dowieść, że stać go na nowe spektakularne zwycięstwo. Król zdaje sobie również sprawę z tego, że szlachta o nim mówi i że go krytykuje. I choć bardzo chciałby zmienić rzeczywistość, to jednak zdrowie mu na to nie pozwala.

Na prozę Bronisława Heyduka trafiłam zupełnym przypadkiem, a było to w sierpniu tego roku, kiedy w moje ręce wpadły Legendy i opowieści o Krakowie. Nie wiedziałam wtedy, że Autor tworzył również beletrystykę historyczną. Okazuje się, że w swoim dorobku miał około dziesięciu powieści historycznych. „Janina” znak Sobieskich po raz pierwszy ukazała się na rynku w 1964 roku, a potem już tylko książkę wznawiano. Niestety, obecnie Autor należy do grona tych zapomnianych, co bardzo mnie smuci. Niniejsza powieść napisana jest językiem, którego dziś żaden autor tworzący beletrystykę historyczną już nie używa. Fakt ten powoduje, że historia opowiedziana przez Bronisława Heyduka nie jest zbyt uwspółcześniona, a to sprawia, że wydaje się bardziej wiarygodna. Autor nie rozbudowuje na siłę wątków, ani też nie funduje czytelnikowi nazbyt dużo fikcji. Prawdę powiedziawszy fabuła oparta jest tylko na źródłach historycznych, których jest całkiem sporo, jeśli chodzi o życie i panowanie Jana III Sobieskiego.

Myślę, że czytelnicy, którzy cenią sobie stare książki z tak zwaną „duszą”, nie będą rozczarowani tą lekturą. Z drugiej strony jednak dostęp do powieści może być już poważnie ograniczony i należałoby jej szukać albo w bibliotekach, albo w antykwariatach, albo na internetowych aukcjach. Tego rodzaju prozy w Polsce już raczej się nie wznawia, więc tylko wytrwali i ci, którym naprawdę zależy na przeczytaniu powieści mogą odnieść sukces w poszukiwaniach. Jeśli o mnie chodzi, to muszę przyznać, że zawsze kiedy czytam tak starą książkę, a potem o niej piszę, odnoszę nieodparte wrażenie, że daję jej drugie życie i chronię przed zapomnieniem zarówno samą powieść, jak i jej autora/autorkę.



O Janie III Sobieskim pisałam również tutaj







* Fluksja – obrzęk twarzy powstały na skutek procesów zapalnych zębów.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz