Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

niedziela, 18 sierpnia 2013

Karol Bunsch – „Bezkrólewie” #5










Wydawnictwo: WYDAWNICTWO LITERACKIE
Kraków 1979
Seria: Powieści Piastowskie





Dzisiaj znów chciałabym zabrać Was w odległą podróż do epoki średniowiecza. Jednak tym razem nie będziemy podróżować po średniowiecznej Anglii, Francji czy Niemczech. Po raz pierwszy pozostaniemy na naszych rodzimych ziemiach. Wyobraźcie sobie zatem, że jest rok 1034. Właśnie nagłą i przedwczesną śmiercią umiera Mieszko II Lambert, syn wspaniałego i niezwykle walecznego Bolesława I Chrobrego. W Polsce panuje żałoba. Pomimo że zmarły król nie dorównywał swojemu ojcu, to jednak lud i najbliżsi dworzanie czują smutek po jego odejściu. Mieszkowi II przypisuje się, iż wypędził z kraju swoich dwóch braci. Organizował też niszczycielskie inwazje na Saksonię. Prowadził wojny obronne przeciw Niemcom, Czechom oraz książętom Rusi Kijowskiej. W roku 1031 Mieszko II opuścił Polskę z powodu kolejnej wyprawy Konrada II na nasze ziemie.[1] Do tego doszły jeszcze ataki Jarosława Mądrego[2] i Mścisława I Chrobrego[3]. To właśnie oni pomogli osadzić na polskim tronie Bezpryma – najstarszego syna Bolesława I Chrobrego i brata Mieszka II Lamberta. Tereny, które waleczny ojciec Mieszka II zdołał przyłączyć do Polski, jego syn utracił. Chociaż zjednoczył państwo, to jednak nie udało mu się odbudować stabilnych struktur władzy.

Jeszcze jako książę Mieszko II ożenił się z Rychezą Lotaryńską. To małżeństwo pozwoliło mu pozyskać wsparcie Rzeszy. Rycheza Lotaryńska była pierwszą koronowaną władczynią Polski, choć zdaniem Jana Długosza po raz pierwszy koronę na głowę założyła czwarta żona Bolesława I Chrobrego – Oda Dytrykówna. Rycheza urodziła Mieszkowi II syna Kazimierza oraz dwie córki. Wiara w Boga stanowiła dla niej fundament władzy. Być może właśnie dlatego przeszła do historii jako Rycheza Błogosławiona. Była córką palatyna reńskiego – Erenfrieda Ezzona i Matyldy – córki Ottona II i siostry Ottona III. Swoje młode lata spędziła prawdopodobnie w klasztorze. Jednak nie wszyscy podzielali sposób myślenia królowej Rychezy. Chrześcijaństwo sprowadzone do Polski przez księcia Mieszka I zaczęło poważnie słabnąć. Na Śląsku rozpoczęły się powstania pogan. Lud nie chciał wiary w jednego Boga, ale swobody wyznania. Nawet ci, którzy przyjęli chrzest, dążyli do wiary w wielu bogów. Po śmierci Mieszka II te wystąpienia przeciwko chrześcijaństwu jeszcze bardziej się nasiliły. I co wtedy robi mądra królowa Rycheza? Otóż występuje do papieża, aby ten zdjął śluby z jej syna Kazimierza, który od najmłodszych lat swojego życia przebywał w klasztorze, gdzie przyuczał się na duchownego. I tutaj nasuwa się pytanie. Po co zatem przeznaczono Kazimierza do stanu duchownego, skoro był on jedynym synem Mieszka II i zgodnie z prawem jedynym następcą tronu? A może jednak późniejszy Kazimierz Odnowiciel nie był jedynym męskim potomkiem Mieszka II? Może gdzieś w zapomnieniu żył syn, którego ojciec już wcześniej przeznaczył na tron?

Rycheza Lotaryńska (ur. ok. 993 - zm. 1063)
Otóż okazuje się, że Mieszko II nie był posłusznym mężem i jeszcze przed śmiercią – jako swoją ostatnią wolę – tron polski powierzył w ręce swojego syna z nieprawego łoża. Potomek Bolesława I Chrobrego miał swego czasu kochankę. Z tego związku na świat najprawdopodobniej przyszedł książę Bolko, o którym historia zupełnie zapomniała. Nie wspomina o nim nawet Gall Anonim w swoich kronikach. A dlaczego nie wspomina? Z bardzo prostego powodu. Bolko w żadnym wypadku nie przyniósł chluby naszemu krajowi. Był księciem okrutnym, pozbawiał życia innych bez mrugnięcia okiem, stał po stronie pogaństwa. Oczywiście miał swoich zwolenników, jak Michała Awdańca – palatyna i wiernego wykonawcę testamentu Mieszka II.

Współcześni historycy zgodnie uważają, że postać Bolesława Mieszkowica zwanego również Zapomnianym lub Okrutnym, to zwykła fikcja. Bolko został wymyślony, jedynie po to, aby zapełnić około pięcioletnią lukę w dziejach Polski jaka powstała po śmierci Mieszka II. Ale czy ci historycy mają rację? Jeśli tak, to kto zasiadał na polskim tronie w tym okresie, skoro prawowity syn zmarłego władcy przebywał wówczas gdzieś w Niemczech, bo to właśnie tam wysłała go matka? Poza tym sporo informacji na temat księcia Bolesława zawierają kroniki niemieckie. Skąd zatem taka rozbieżność? Myślę, że w tej kwestii nigdy nie będzie wiadomo jak było naprawdę.

W Bezkrólewiu Karola Bunscha książę Bolko jak najbardziej występuje. Mało tego. Obok Rychezy Lotaryńskiej i braci Awdańców, jest on jednym z głównych bohaterów tej części cyklu piastowskiego. Autor ukazuje go w sposób identyczny jak zapiski historyczne, w których ta tajemnicza postać funkcjonuje. Po śmierci Mieszka II, książę Bolko upomina się o swoje prawa z całą mocą swojego silnego charakteru. Kiedy czytelnik spotyka go na kartach powieści, mężczyzna ma około dwudziestu lat i właśnie jedzie do Gniezna, aby zasiąść na polskim tronie. W tym samym czasie Rycheza Lotaryńska sprowadza z klasztoru swojego osiemnastoletniego syna – Kazimierza, któremu wręcz nakazuje objęcie władzy. Dochodzi do pierwszego zjazdu, na którym Bolko niestety nie pojawia się. Z kolei młody Kazimierz nie jest skory do posłuszeństwa matce, ponieważ znacznie lepiej czuje się jako duchowny. Ta bratobójcza walka o władzę wcale nie jest mu na rękę. Chce nawet podzielić się Polską z księciem Bolkiem. Tylko czy porywczego Bolka zadowoli taki kompromis? Przecież ojciec wyraźnie powiedział przed śmiercią, że chce go widzieć jako swojego następcę.

wydanie z 2003 roku
Książę Bolko ma na sumieniu naprawdę wiele złego. W swoim krótkim życiu dopuścił się okrucieństw, o jakich nikomu się nie śniło. Aby dopiąć swego i osiągnąć zamierzony cel jest w stanie pozbawić swojego wroga życia jednym pchnięciem miecza. Ale jest coś, co sprawia, że wstydzi się swojego postępowania. To pogarda ukochanej kobiety. Pomimo wszystko, Bolko ma uczucia. Potrafi kochać. Lecz jego miłość jest zaborcza i bezlitosna. Nie pyta o zdanie wybranki swojego serca. Nie wie, co ona czuje. Nie ma pojęcia, czy ona też darzy go uczuciem. Liczy się tylko on sam. Aby zdobyć jej serce posuwa się do najgorszego okrucieństwa. Jednak nie wie, że za wszystko w życiu trzeba zapłacić. A on będzie musiał to zrobić bardzo szybko. Śmierć upomni się o niego w najmniej spodziewanym momencie.

Bezkrólewie to piąta część cyklu piastowskiego stworzonego przez zapomnianego już trochę Karola Bunscha. Na tego Autora trafiłam zupełnie przypadkowo. Do niedawna nie miałam pojęcia, że w polskiej literaturze historycznej zapisał się tak znakomity pisarz. Przez swoje niedopatrzenie cykl piastowski liczący trzynaście tomów, rozpoczęłam od części piątej. Jednak mam zamiar swój błąd bardzo szybko naprawić i wrócić do tomów poprzedzających Bezkrólewie, a także sięgnąć po następne.

Spotkałam się z opinią, że Bezkrólewie to najsłabsza część tej serii. Na chwilę obecną nie umiem stwierdzić czy tak jest w istocie, ponieważ pozostałe tomy jeszcze przede mną. Akurat mnie ta część bardzo się podobała. Jednak trzeba wiedzieć, że nie czyta się jej łatwo. Autor zastosował tutaj język staropolski, szczególnie w przypadku dialogów. Narracja pisana jest językiem w miarę prostym i zrozumiałym. Natomiast przy dialogach Autor użył słownictwa zbliżonego do tego, jakim posługiwano się w średniowieczu. Dla niektórych czytelników może to być męczące, ale z drugiej strony dowiadujemy się, że na przykład:

  • marchy – zwłoki
  • rozbaczasz – rozważasz
  • wiło – głupcze
  • sądy – naczynia
  • obasta – obydwaj

Tego typu słownictwa spotkamy trochę na kartach powieści. Mnie ono bynajmniej nie przeszkadzało, ponieważ wszystko jest doskonale wyjaśnione w przypisach. Moim zdaniem dzięki takiemu zabiegowi książka tylko zyskuje, ponieważ w ten sposób poznajemy dokładniej klimat tamtej epoki.

Muszę przyznać, że pomimo tego, iż książę Bolko jest postacią negatywną, to jednak Karol Bunsch przedstawił go w taki sposób, że można poczuć do niego sympatię. Przynajmniej tak było w moim przypadku. Na tyle dobrze znam historię, aby wiedzieć, że Bolko nigdy tronu polskiego nie objął, a przynajmniej tak twierdzą znawcy, lecz nie przeszkadzało mi to w dopingowaniu go w walce z Rychezą Lotaryńską. Może stało się tak dlatego, że królowa pokazana jest tutaj jako – mówiąc kolokwialnie – zwyczajna zołza, żądna władzy. Robi praktycznie wszystko, aby to Kazimierz ten tron objął. Mało tego. Pragnie na siłę nawracać naród polski, a tego nie wszyscy pragną. Poza tym tak naprawdę to nie Kazimierz ma rządzić Polską, ale ona. Młody król ma być jedynie narzędziem w jej rękach.

Po przeczytaniu tylko jednej części tego piastowskiego cyklu nie podejmę się jeszcze jego rekomendacji. Mogę ewentualnie polecić wszystkim miłośnikom historii ten jeden tom. Mnie bardzo się podobał. Moim zdaniem Karol Bunsch przedstawił średniowieczne polskie realia doskonale. Alexandre Dumas (ojciec) powiedział swego czasu, że pisarze, którzy tworzą powieści historyczne to swego rodzaju cudotwórcy, bo wskrzeszają umarłych. Myślę, że miał rację. Praktycznie zawsze, kiedy czytam powieść historyczną odnoszę wrażenie, że ci nieżyjący już tak długo bohaterowie naprawdę na tę jedną chwilę powracają do świata żywych. 






[1] Konrad II (ur. ok. 990 roku – zm. w 1039 roku) – pierwszy władca niemiecki z dynastii salickiej; król Niemiec, Włoch, Burgundii i Święty Cesarz Rzymski.
[2] Jarosław I Mądry (978-1054) – Wielki Książę Rusi Kijowskiej; pochodził z dynastii Rurykowiczów.
[3] Mścisław I Chrobry (983-1036) - książę tmutarakański i czernihowski. 





22 komentarze:

  1. Dla mnie jest to naprawdę cenna recenzja, świetnie nakreślona. O Bunschu już bym prawie Agnieszko zapomniał, świetnie ze go nam przypomniałaś :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Ci się podobało. :-) Pozostałe części tego cyklu chcę dorwać jak najszybciej. Nie wiem, jaki poziom jest kolejnych książek Bunscha, ale na podstawie tej jednej uważam, że pisał rewelacyjnie. :-)

      Usuń
  2. Średniowieczne polskie realia doskonale, to nie jest coś, co lubię najbardziej, dlatego nie skuszę się na tę książkę, niemniej jednak, jak zwykle jestem pod wrażeniem twojej profesjonalnej recenzji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio czytałaś przecież świetne fantasy, gdzie akcja przeniesiona jest też do średniowiecza, więc coś mi tu nie pasuje z tym Twoim "nielubieniem" tej epoki. ;-) No chyba, że Ty klasyków nie lubisz. A to już inna sprawa. Ja tych powieści historycznych mam w planie bardzo dużo, a Bunscha chcę przeczytać wszystkie. :-)

      Usuń
    2. Podpisuję się pod tym, co napisala Cyrysia. :)

      Usuń
    3. A ja dziś znowu przytargałam z biblioteki tomy powieści historycznych i to tych liczących sobie już sporo lat. :D

      Usuń
    4. No właśnie o to mi chodziło, że nie przepadam za klasyką, wręcz czuje do niej wstręt. Próbowałam czytać parę razy książki z tego gatunku, lecz mają one z reguły tak specyficzny styl narracji, iż nie nie odczuwałam żadnej przyjemności czytania, dlatego średniowiecze we ,,współczesnym wydaniu'' owszem tak, lecz w klasycznym- niestety nie.

      Usuń
    5. Oj, a nie za mocnego słowa używasz - "wstręt"? Wiesz, ja uwielbiam klasykę i trochę mnie to zabolało. Klasyka jest nieśmiertelna i zawsze ludzie będą do niej wracać. Dziś już nikt tak nie pisze. Masowo zalewa nas literatura śmieciowa. Widzisz, ja na przykład nie lubię tych wszystkich wulgarnych erotyków, którymi Ty się zachwycasz, a klasyka na ich tle to swego rodzaju perły.

      Usuń
  3. nie mogę się do tego Bunscha przybrać:( mam upatrzone ze trzy jego książki i jakoś weny nie mam... To Bezkrólewie też dobre widzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że ciężki jest językowo, ale ja nie miałam z tym problemu. Tak jak napisałam w recenzji, Bunsch użył słownictwa staropolskiego. Mnie się podobało i wielki szacunek mu się należy za odwagę. Współcześni pisarze jednak uciekają od tego rodzaju języka, bo chyba trochę się boją, żeby nie wyszło karykaturalnie. Generalnie uważam, że lepiej z czegoś zrezygnować, niż się ośmieszyć. Ale co klasyk to klasyk. :-)

      Usuń
  4. Dobra książka historyczna od czasu do czasu nikomu nie zaszkodziła, a że czasem lubię sięgnąć po ambitną literaturę i za tą bym chętnie się zabrała :)
    http://qltura.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, że nie zaszkodziła. Nawet powinno się ją przeczytać od czasu do do czasu. Nie mówię, żeby to robić tak często, jak ja, ale raz na jakiś czas naprawdę warto. :-)))

      Usuń
  5. Spójrz tylko, jak Ty swoimi recenzjami działasz na moją pamięć. Dziękuję swoją drogą za przypomnienie o tym kawałku naszej historii. Gdzieś w połowie Twojego tekstu uderzyła mnie pewna myśl. Przypomniała mi się okładka i tytuł pewnej książki, którą znalazłam dawno temu na strychu. Sprawdziłam i okazuje się, iż "Ojciec i syn" to pierwszy tom serii, której kontynuację teraz przedstawiłaś. Nie wiem nawet czy teraz znajdę tę książkę wśród kurzu i starych zeszytów, ale mam teraz wielką ochotę ją przeczytać zwłaszcza, że po fragmentach jakie przeczytałam, akcja zaczyna się gdzieś przed panowaniem Mieszka I, więc powinno być ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aneczko, jest mi bardzo miło, że tak działam swoimi recenzjami historycznymi. :-) Książka , o której wspominasz, to tom drugi cyklu piastowskiego. Po kolei leci to tak:

      1. Dzikowy skarb
      2. Ojciec i syn
      3. Rok tysięczny
      4. Bracia
      5. Bezkrólewie
      6. Odnowiciel
      7. Imiennik - śladem pradziada
      8. Przekleństwo
      9. Zdobycie Kołobrzegu
      10. Psie Pole
      11. Powrotna droga
      12. Wywołańcy
      13. Przełom

      K. Bunsch napisał jeszcze dwie powieści o Jagiellonach, trylogię o Aleksandrze Wielkim i jakieś nowelki. Mam zamiar wszystkie te książki przeczytać. Dzisiaj zaopatrzyłam się w tom pierwszy i drugi cyklu piastowskiego. Z tym, że one są podzielone jeszcze na dwa odrębne tomy i może dlatego pomyślałaś, że "Ojciec i syn" to część pierwsza cyklu, bo znalazłaś tom pierwszy tej drugiej części. Trochę to skomplikowane. :-) Mam takie marzenie, żeby ludzie zaczęli przekonywać się do historii, bo to bardzo piękna nauka jest. Kiedy analizuje się wydarzenia, można wyciągać własne wnioski, można "gdybać". To jest super sprawa. Oby udało Ci się odszukać jeszcze raz tego "Ojca i syna". :-)))

      Usuń
    2. To chyba jednak zacznę po kolei :) Dzięki za poprawkę. "Imiennik" chyba też jest podwójny, chyba że znowu się mylę. W każdym razie choć denerwują mnie serie to tym razem zamierzam się przełamać.

      Usuń
    3. Tak, masz rację. "Imiennik" jest podwójny. Umknęło mi podczas pisania. :-) Jest tak:

      7. Imiennik - śladem pradziada
      8. Imiennik - Miecz i Pastorał

      A po "Powrotnej drodze" jest jeszcze "Wawelskie wzgórze". Okazuje się, że tych tytułów jest piętnaście, a nie trzynaście, tak jak podałam. Mój błąd. Przepraszam. :-)

      Usuń
  6. Brzmi nieźle, ale chyba nie będę miała kiedy przeczytać i tak już tyle pozycji czeka, ami czasu wciąż brak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie z tym brakiem czasu to wieczny problem. Gdyby nie wakacje, to na pewno nie przeczytałabym tylu książek. Przez te dwa miesiące nadrobiłam sporo zaległości, ale od września już mi się skończy to dobre i tych powieści na pewno będzie mniej. :-)

      Usuń
  7. Moja ulubiona pozycja to OJCIEC I SYN, choc czytalam wszystko Bunscha. Od zawsze marzylam o ekranizacji tej powiesci /zamiast Sienkiewicza-bajkopisarza/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede mną właśnie "Dzikowy skarb" i "Ojciec i syn". Ciekawa jestem czy też ten "Ojciec..." tak mnie zachwyci jak Ciebie. A tak w ogóle, to zekranizowano Bunscha kiedykowiek, bo się nie orientuję? Jeśli nie, to uważam, że jest to ogromna strata, bo jego twórczość naprawdę na to zasługuje. :-)

      Usuń
  8. trochę inne spojrzenie:

    http://slowianin.wordpress.com/zniknal-w-mrokach-sredniowiecza/

    OdpowiedzUsuń