Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

środa, 21 grudnia 2016

William Wharton – „Wieści”













Wydawnictwo: DOM WYDAWNICZY REBIS
Poznań 2009
Tytuł oryginału: Tidings
Przekład: Krzysztof Fordoński





Za kilka dni Boże Narodzenie. W związku z tym dobrze jest w tym szczególnym czasie przypominać powieści, których akcja rozgrywa się właśnie podczas świąt. Jedną z takich książek – dość dobrze znanych – jest powieść Wieści Williama Whartona. Już na wstępie chcę zaznaczyć, że nie jest to historia, dzięki której czytelnik poczuje tak zwaną magię Bożego Narodzenia. Wręcz przeciwnie. Może bowiem zdarzyć się tak, że po zakończeniu lektury jedynym uczuciem, jakiego doświadczy będzie smutek. Przynajmniej tak stało się w moim przypadku.

William Wharton, a właściwie Albert William du Aime (1925-2008) znany przede wszystkim z bestsellerowego Ptaśka, ukazał w Wieściach klasyczną, amerykańską rodzinę lat 80. XX wieku, przeżywającą wzloty i upadki. Pokazał rodzinę, która pomimo problemów stara się być razem przynajmniej w Boże Narodzenie. Głową owej rodziny jest Will Kelly, pięćdziesięciodwuletni filozof, wykładający w American College of Paris. Wszyscy określają go mianem „niewidzialnego człowieka”, gdyż żyje on własnym życiem, wciąż się czymś martwi, stale rozmyśla nad sensem istnienia, a czasami nawet zastanawia się czy naprawdę żyje. Nigdy też nie dotrzymuje złożonych obietnic i o wszystkim trzeba mu stale przypominać. Z kolei jego żona Loretta jest nauczycielką w Szkole Międzynarodowej w Paryżu. Mają czwórkę dzieci, z których troje mieszka w Stanach Zjednoczonych, zaś z nimi w Paryżu przebywa najmłodszy syn, Ben. Chłopak praktycznie w stu procentach przypomina ojca. Jego całym życiem są książki.

We Francji w dolinie Morvandeau znajduje się stary młyn, w którym rodzina Kelly pragnie spędzić Boże Narodzenie. Chociaż nie są oni zbyt religijni, to jednak ten magiczny czas ma dla nich ogromne znaczenie. Jest to czas, w którym wszyscy mogą być razem. Jako pierwszy w młynie zjawia się Will, którego zadaniem jest przygotowanie domu na przyjazd żony i dzieci. Po niewielkich perypetiach związanych z podróżą, do młyna dociera w końcu reszta rodziny. Pomimo że wszystko przebiega bez większych zakłóceń, to jednak Will czuje, że coś jest nie w porządku. Odczuwa niepokój, ponieważ jest przekonany, że są to ostatnie wspólne święta. Nie wie, jak będzie żył bez rodziny, a szczególnie bez żony. Cały ten lęk próbuje zrzucić na karb swojego dziwacznego usposobienia. Kiedy dzieli się swoimi przemyśleniami z dziećmi, one zwyczajnie go wyśmiewają.

Pierwsze amerykańskie
wydanie powieści.
Wyd. Henry Holt & Co.
USA, listopad 1987
Z emocjonalnego punktu widzenia w tej książce praktycznie nic się nie dzieje. Czytelnik ma do czynienia z typową amerykańską rodziną, przygotowującą się do świąt. Ewentualne emocje może budzić scena, kiedy Will jedzie do lasu ukraść sosnę, bo ta, którą otrzymał od sąsiada do niczego się nie nadaje. Adrenalinę może jeszcze podnieść czytelnikowi opis cięcia drewna. Jest to scena, w której Will uczy Bena, jak prawidłowo mężczyzna powinien trzymać piłę, aby nie zrobić sobie krzywdy. Kiedy dołącza do nich młodsza córka – Nicole –opis ten nabiera wręcz dramatyzmu. 

Można jednak zastanawiać się, czy Wieści nie należałoby odnieść nie tylko do klasycznej amerykańskiej rodziny, lecz generalnie do współczesnych rodzin żyjących na całym świecie. Ci Amerykanie stanowią jedynie przykład wielu rodzin, których członkowie tak naprawdę tylko z pozoru żyją ze sobą, lecz w rzeczywistości każdy zajęty jest własnymi sprawami i nie interesuje go, co takiego dzieje się z ojcem, matką, siostrą, bratem, córką czy synem.

Na początku wspomniałam, że książka na pewno nie przywraca wiary w magię Bożego Narodzenia. Być może ktoś, kto przeczyta powieść powierzchownie i nie będzie zastanawiał się nad jej wymową, poczuje, że Boże Narodzenie to czas naprawdę magiczny. Zresztą tak właśnie twierdzi wydawca, pisząc na okładce: Magiczne Boże Narodzenie wyczarowane piórem Whartona. Ale jak Boże Narodzenie może być magiczne i wyjątkowe, kiedy praktycznie wszyscy członkowie rodziny mają coś do ukrycia? Choć boją się o tym mówić głośno, to jednak nie kryją tego sami przed sobą. Tak naprawdę wydaje się, że jedynie Will jest w porządku. Wszyscy zgodnie w swoich sumieniach przyznają, że cała ta bożonarodzeniowa atmosfera jest zwyczajnie wykreowana na potrzeby świąt, a wszyscy udają i kłamią, że jest dobrze. Na przykład Loretta już od jakiegoś czasu zdradza męża i zastanawia się, jak mu o tym powiedzieć. Czy takie zachowanie może pomóc w stworzeniu niezapomnianej bożonarodzeniowej atmosfery? Czy to będzie kiedykolwiek szczere?

Najstarsza córka – Maggie – też czuje się źle w swoim małżeństwie i wszystkiego, czego pragnie, to wyswobodzić się z jego więzów. Chociaż z mężem ma syna, to jednak ten fakt nie powstrzymuje jej przed wystąpieniem o rozwód. Z kolei wspomniana już Nicole związana jest z pewnym rzeźbiarzem, z którym pragnie spędzić resztę życia, tylko jemu jakoś nie jest z nią po drodze. Ostatecznie postanawia za wszelką cenę urodzić jego dziecko i wychowywać je samotnie, nawet kosztem korzystania z pomocy opieki społecznej. Jest to jej tajemnica, którą ukrywa przed rodzicami i za nic nie wie, jak im o tym powiedzieć. Natomiast starszy syn – Mike – żyje w związku z miejscową, rozhisteryzowaną dziewczyną, dla której jest gotowy poświęcić studia i zrobienie doktoratu. Choć nie jest gotowy do małżeństwa, to jednak chce się z nią ożenić, aby w ten sposób uwolnić ją od rodziców, którzy są w trakcie rozwodu. Z kolei Ben nie cierpi swojego dorastania i również udaje, że wszystko jest w porządku. I tak oto każdy coś udaje i nikt nie jest szczery ani ze sobą samym, ani tym bardziej z bliskimi.

Polskie wydanie z 1995 roku.
Wyd. ZYSK i S-KA
tłum. Marek Obarski
Wieści nie przemówiły do mnie w taki sposób, jak tego oczekiwałam przed przystąpieniem do lektury. Niemniej nie oznacza to, że powieść jest zła. Historia, którą zaproponował nam William Wharton jest do bólu prawdziwa i uderza w sumienie czytelnika z ogromną siłą. Tak sobie myślę, że Autorowi właśnie o to chodziło. Pragnął odkryć przed ludźmi ich zakłamanie i robienie wszystkiego, aby tylko zatuszować własne postępowanie, znudzenie życiem i oszustwa, jakich dopuszczamy się wobec tych, którzy są – a przynajmniej powinni – być dla nas najważniejsi. Moim zdaniem Autor chciał, aby czytelnicy zatrzymali się na chwilę i zastanowili nad własnym życiem. Może my również coś „udajemy”? Może nasze coroczne Boże Narodzenia wcale nie są takie, za jakie je uważamy? Może my także nie jesteśmy szczerzy z naszymi bliskimi i ukrywamy przed nimi wiele spraw, próbując wmówić im i sobie, że tak naprawdę nic złego się nie dzieje? I wreszcie, czy nasze święta nie są czasami festiwalem pozorów i hipokryzji? 

Choć fabuła powieści jest tak skonstruowana, że czytelnik nie odczuje magii Bożego Narodzenia, którą wmawiają nam media, to jednak zawiera w sobie wielką mądrość. Do książki nie należy podchodzić w kategoriach zwyczajnej i cukierkowej opowiastki o Bożym Narodzeniu, gdzie wszyscy są dla siebie do przesady mili, dobrzy i wybaczają każde przewinienie. Wieści to historia z wyraźnym drugim dnem i przesłaniem, które może sprawić, że poczujemy się poniekąd urażeni, ponieważ William Wharton wytyka ludzkie błędy i niedoskonałości, niczego przy tym nie ukrywając, nie zatajając i nie usprawiedliwiając. Nie ma w tym żadnej magii, lecz realne życie, które wypełnione jest codziennymi problemami. Zwróćmy uwagę na okładkę. Przecież ta roztrzaskana choinkowa bombka ma w sobie tak wielką wymowę, że trudno tego nie zauważyć. Przecież to jest symbol rozpadającej się rodziny. Sądzę, że zakończenie tej książki również zostało doskonale przemyślane. Moim zdaniem Autor pragnął pokazać, że to tylko nam oszukującym wydaje się, iż osoba okłamywana jest naiwna i nie zdaje sobie z niczego sprawy. Prawda może być jednak zupełnie inna.

William Wharton mówił o sobie, że jest piszącym malarzem. Kiedyś jakiś recenzent zasugerował, że po napisaniu kilku powieści, w tym nagrodzonego Ptaśka (1978) oraz książki Stado (1985) mógłby być traktowany jako pisarz, który maluje. Autor nie zgodził się z owym recenzentem, ponieważ uważał, że są na świecie rzeczy, które można jedynie namalować, zaś inne tylko opisać. W jego powieściach generalnie można znaleźć elementy filozofii. Myślę, że William Wharton był jednym z tych pisarzy, których należy dziś określić mianem klasyka.









1 komentarz:

  1. Wbrew pozorom, zachęciłaś mnie do sięgnięcia po tę książkę. Z twórczością tego autora zetknęłam się przy okazji powieści ,,W księżycową jasną noc", gdzie autor podejmuje temat bezsenności wojny. Do dziś żałuję, że nie doczytałam książki ze względu na fakt, iż ktoś z bibliotecznego egzemplarza wyrwał kilkanaście stron.

    OdpowiedzUsuń