Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

środa, 12 sierpnia 2015

Marian Piotr Rawinis – „Dworek pod malwami. Nadzieje i tęsknoty” # 1












Wydawnictwo: WYDAWNICTWO PI
Warszawa 2014






W dniu 5 sierpnia w Częstochowie została otwarta Wystawa Przemysłu i Rolnictwa, w której udział wzięło około siedmiuset wystawców, natomiast w ciągu dwóch miesięcy zwiedziło ją trzysta pięćdziesiąt tysięcy ludzi. Wystawa trwała do 3 października i była największą przed pierwszą wojną światową wystawą przemysłową zorganizowaną na ziemiach polskich. Prace nad przygotowaniem Wystawy Przemysłu i Rolnictwa trwały już od 1907 roku, zaś jej prezesem został książę Stefan Lubomirski (1862-1941). W tym samym czasie na Węgrzech założono klub sportowy z siedzibą w niewielkim miasteczku pod Budapesztem. Było to 3 sierpnia 1909 roku, a klub nosił nazwę Kispesti Athlétikai Club (AC), która w miarę upływu lat ulegała zmianom i obecnie klub nazywa się Budapest Honvéd FC i swoją siedzibę posiada w samej stolicy Węgier. Z kolei 8 sierpnia tegoż roku w Seattle w stanie Waszyngton do życia powołano międzynarodową organizację mistyków chrześcijańskich (z ang. The Rosicrucian Fellowship). Cztery dni później, w dniu 12 sierpnia, odbyły się wyścigi samochodów na torze wyścigowym Indianapolis Motor Speedway. Natomiast 21 sierpnia w San Francisco Amerykanin o nazwisku Ralph Rose (1885-1913) ustanowił nowy rekord świata w pchnięciu kulą z wynikiem 15,54 metrów. Również w sierpniu, dokładnie 26. dnia tegoż miesiąca, na ulicach Igławy (czeskie miasto statutarne) pojawiły się pierwsze elektryczne tramwaje.

Oprócz powyższego, w Kościele Katolickim rok 1909 ogłoszono również Rokiem Świętym Jakubowym, czyli rokiem jubileuszowym, co wiązało się z tym, iż święto świętego Jakuba Apostoła było obchodzone w niedzielę w dniu 25 lipca. Gdyby wspomnienie świętego Jakuba wypadało w inny dzień, wówczas nie zawracano by sobie głowy podobną uroczystością. Tego rodzaju sytuacja przypada co sześć, pięć, sześć oraz jedenaście lat. Wierni, którzy w roku jubileuszowym odwiedzą grób świętego Jakuba, który znajduje się w Santiago de Compostela i wyznają tam wiarę katolicką, a także odmówią przypisane do uroczystości modlitwy w intencjach podanych przez papieża, jak również przystąpią w ciągu piętnastu dni przed bądź piętnaście dni po nawiedzeniu grobu do spowiedzi i komunii świętej mogą otrzymać odpust zupełny. Oczywiście pielgrzymkę w roku jubileuszowym można odprawić nie tylko do grobu świętego Jakuba w Santiago de Compostela, lecz do każdego innego miejsca, gdzie znajdują się relikwie Apostoła. Pierwszy Rok Święty Jakubowy przypadł w 1120 roku i został ustanowiony przez papieża Kaliksta II (?-1124).

To tyle ciekawostek odnoszących się do 1909 roku. Teraz skupmy się na pierwszym tomie nowego wydania doskonałej rodzinnej polskiej sagi autorstwa Mariana Piotra Rawinisa, znanego również jako Piotr Kukliński. Akcja powieści rozpoczyna się właśnie w sierpniu 1909 roku (stąd powyższa wzmianka o sierpniowych wydarzeniach z tamtego okresu) na terenie Podlasia, a dokładnie w Białymstoku i okolicach. Już w prologu czytelnik poznaje Michała Kalinowskiego, który – jak się potem okazuje – jest dziedzicem majątku Kalinówka. Mężczyzna ma czterdzieści lat, jest wdowcem i mieszka we dworze wraz ze swoją matką oraz dwoma synami. W posiadłości jest też służba, która każdego dnia pomaga w prowadzeniu dworu. Do Kalinówki należą także pola uprawne, z których dziedzic czerpie dochody każdego roku. Jak wszyscy, Michał Kalinowski także ma swoje wady i zalety. Ku zmartwieniu rodzicielki, syn bardzo lubi kobiety i w sprawach damsko-męskich wcale sobie nie folguje. Pani Katarzyna już od jakiegoś czasu pragnie, aby syn wreszcie się ożenił, bo ileż można być wdowcem! Ale czy Michał podziela zdanie starszej pani? Chyba nie za bardzo. Jemu raczej odpowiada styl życia, jaki aktualnie prowadzi i jak na razie nie chce niczego zmieniać.


Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat sagi, kliknij w baner. 


Pani Katarzyna Kalinowska, jak każda matka, chciałaby dla swojego jedynaka jak najlepiej. W związku z tym któregoś dnia postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i po prostu działać. Ona wie, że kiedyś przyjdzie dzień, w którym jej zabraknie, a Michał zostanie sam bez kobiety u boku. Oczywiście chodzi o kobietę, którą mógłby poślubić i która spełniłaby nie tyle oczekiwania samego Michała, ale przede wszystkim pani Katarzyny. Pierwszą żonę starsza pani wybrała swojemu synowi i teraz pragnie uczynić to samo, bo przecież Kalinówką nie może zarządzać byle jaka panna o niskim pochodzeniu społecznym. I tak oto wybór pada na niejaką Justynę Nowacką, która generalnie uchodzi za mało urodziwą, lecz braki w urodzie nadrabia pochodzeniem. Justyna jest dość dobrze wykształcona i wraz z ojcem mieszka w sąsiednim majątku. Czy plany pani Katarzyny dojdą do skutku? Jak zareaguje Michał, kiedy dowie się, że jego matka znów próbuje układać mu życie? Czy dziedzic Kalinówki zdecyduje się na oświadczyny i sprowadzenie do majątku macochy dla swoich dwóch prawie dorosłych synów?

Skoro już mowa o potomkach Michała Kalinowskiego, to trzeba przyznać, że szczególnie młodszy Staś wciąż przyprawia go o bezsenność, a swoją babkę o palpitacje. Nie dość, że został usunięty ze szkoły, to jeszcze interesuje się jakimiś zakazanymi lekturami, za których posiadanie grozi nawet wywózka na Syberię. Pamiętajmy, że akcja powieści rozgrywa się w czasach, kiedy Polska wciąż jeszcze pozostaje pod zaborami, a Podlasie znajduje się pod zaborem rosyjskim. W dodatku nadal brzmią echa powstania styczniowego, co jest niezwykle wyraźnie widoczne w domu Kalinowskich, którego członek rodziny brał udział w walce, o czym pani Katarzyna stale wspomina i nikomu nie pozwala zapomnieć o rodzinnym bohaterze. Starszy syn pana Michała – Ignaś – w przeciwieństwie do młodszego szykowany jest na spadkobiercę, choć zapewne i o Stasiu ojciec nie zapomni przy dzieleniu swojego majątku. Niemniej obydwaj synowie różnią się od siebie i każdy z nich ma nieco inne spojrzenie na otaczającą rzeczywistość. Mamy bowiem czas, kiedy do głosu zaczyna dochodzić socjalizm, choć na chwilę obecną są to działania konspiracyjne. Mimo to władza rosyjska trzyma rękę na pulsie i sprawdza nawet najdrobniejsze doniesienia.

Bardzo wyraźnym kontrastem dla życia w Kalinówce jest to, co dzieje się w okolicznych wioskach. Tam egzystencja wygląda zupełnie inaczej. Ludzie biedują, licząc na zarobek w dworskich majątkach. Mieszkają w niewielkich domach, gdzie brakuje jedzenia i miejsca, więc muszą głodować i cisnąć się niczym śledzie w słoiku. Kiedy dziewczyna osiągnie na tyle dojrzały wiek, że można już myśleć o małżeństwie, ojciec rodziny natychmiast zaczyna rozglądać się za mężczyzną, który zgodziłby się ożenić z jego córką. Z jednej strony jest to uchronienie dziewczyny przed staropanieństwem, ale z drugiej widać w tym chęć pozbycia się z domu jednej gęby do wyżywienia. Od teraz niech mąż martwi się o byt córki. Młodzi raczej nie mogą liczyć na akceptację przez rodziców własnych wyborów, lecz muszą godzić się z decyzjami swoich rodzicieli, którzy aranżując małżeństwa dzieci liczą przede wszystkim na zysk. Uczucia spychane są na dalszy plan, o ile w ogóle ktoś o nich myśli oprócz młodych. Czasami zakochani wręcz ukrywają swoją miłość, bo doskonale wiedzą, że spotkają się z brakiem jej akceptacji.  


Kolekcja poprzedniego wydania sagi, która ukazała się w 2011 roku w sprzedaży kioskowej. Całość liczyła siedemdziesiąt krótkich tomików. 


Nadzieje i tęsknoty to połączenie kilku tomów sagi, które w poprzednim wydaniu zostały opublikowane oddzielnie, a było ich aż siedemdziesiąt (!!!), natomiast Autor firmował je nazwiskiem „Piotr Kukliński”. Wygląda na to, że tym razem zostaną one zebrane w nieco grubsze książki, co pozwoli zmniejszyć liczbę wydanych tomów. Na chwilę obecną jest już dostępny drugi tom zatytułowany Zranione dusze. Pierwsza cześć sagi o rodzinie Kalinowskich stanowi, jak gdyby wstęp do dalszych wydarzeń. Czytelnik poznaje relacje, jakie łączą Michała z matką. Wydaje mi się, że dziedzic Kalinówki znajduje się pomiędzy przysłowiowym młotem a kowadłem. Z jednej strony zaborcze postępowanie matki przyprawia go o frustrację i nie chce się podporządkować temu, czego wymaga od niego rodzicielka, która jakby zapomina, że jej dziecko ma już czterdzieści lat i samo potrafi o siebie zadbać oraz podejmować decyzje dotyczące własnego życia. Z drugiej strony Michał wciąż matkę szanuje i czasami wręcz siłą powstrzymuje się od wypowiedzenia własnego zdania na jakiś temat. Wielokrotnie za plecami pani Katarzyny postępuje w sposób, który matka na pewno by potępiła. Niemniej, aby zaniechać ingerowania starszej pani we własne życie, Michał któregoś dnia wywija jej taki numer, że chyba tylko cud sprawia, iż wdowa nie schodzi z tego świata z powodu ataku serca. I znów, z jednej strony aż chce się przyklasnąć Michałowi, że wreszcie zbuntował się przeciwko rządom matki, lecz z drugiej należałoby zanegować jego postępowanie, bo tak naprawdę Michał wykorzystał niewinną i niezbyt rozgarniętą dziewczynę tylko i wyłącznie do swoich własnych celów. Na tę chwilę to jemu ma być dobrze, zaś inni w ogóle się nie liczą.

Kiedy czytamy Nadzieje i tęsknoty nie sposób przestać się zastanawiać, co takiego wydarzy się dalej. Autor, niczym gawędziarz, opowiada o mieszkańcach Kalinówki i ich sąsiadach. Sporo miejsca poświęca miłości, ale nie tylko tej pomiędzy kobietą a mężczyzną, lecz również tej matczynej, o czym była mowa powyżej, oraz ojcowskiej. Pamiętajmy, że w Kalinówce spotykamy trzy pokolenia tej samej rodziny i każde z nich trochę inaczej traktuje rzeczywistość, w jakiej żyje. Owszem, bardzo ważne jest zachowanie obowiązujących norm, ale mimo to sposób podchodzenia do życia jest inny w przypadku kobiet, a inny jeśli chodzi o mężczyzn. W tym wszystkim pojawia się oczywiście zazdrość, która początkowo jest tłumiona, lecz w końcu znajduje swoje ujście i doprowadza do czynów, które w żadnym razie nie przystoją osobie wywodzącej się z wyższych sfer.

Dworek pod malwami to doskonała lektura dla czytelników, którzy lubią sagi rodzinne z historią w tle. Klimat charakterystyczny dla początku XX wieku, kiedy to jeszcze czuło się powiew wieku XIX, jest tutaj wyraźnie zaznaczony. Równie wyraźnie ukazane są relacje Polaków z Rosjanami. Dla mnie osobiście pierwsze spotkanie z twórczością Mariana Piotra Rawinisa okazało się strzałem w dziesiątkę. Generalnie przyjęło się, że pisanie sag rodzinnych to zazwyczaj domena kobiet, a mężczyźni stworzeni są do pisania książek o znacznie mocniejszej tematyce, jak powieści sensacyjne czy kryminały tudzież thrillery i horrory. Jak widać, nic bardziej mylnego, ponieważ w tym przypadku mężczyzna stworzył doskonałą historię, którą czyta się z zapartym tchem. Autor na swoim koncie ma także inne powieści, a najbardziej znana jest chyba Saga rodu z Lipowej, której akcja rozgrywa się w XIV i XV wieku. Saga opowiada historię pewnego rycerskiego rodu zamieszkującego tereny położone niedaleko Częstochowy. Mam wielką nadzieję, że kiedyś uda mi się przeczytać i ten cykl powieściowy. A póki co polecam Dworek pod malwami.








5 komentarzy:

  1. Nie ukrywam, że bardzo lubię sagi, więc chętnie bym się zapoznała. A tak przy okazji czytałaś może Sagę Rodu Whiteoaków? Ja się w niej zakochałam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam "Sagi rodu Whiteoaków", ale coś o niej słyszałam, więc mam na uwadze. Ostatnio natomiast sprowadziłam sobie do domu "Sagę rodziny Kentów" Johna Jakesa - to ten autor, co napisał trylogię o wojnie secesyjnej: "Północ i Południe". :-)

      Usuń
  2. Ja bardzo lubię sagi rodzinne z historią w tle. Chyba to troszkę Twoja zasługa, bo jeszcze parę lat temu nie miałam pojęcia, że te książki mogą być tak zajmujące, ale przeczytałam kilka tekstów, które zamieściłaś i dołączyłam do DKK, gdzie sagi są niezwykle lubiane i przepadłam. Z drugiej strony może docenianie sag przychodzi z wiekiem, kiedy zdajemy sobie sprawę z upływu czasu? ja sama jestem ciekawa ile tomów będzie stanowiło wydanie o większej ilości stron na tom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam sagi rodzinne od bardzo dawna. U mnie wiek nie gra roli, bo pamiętam, że czytałam i zachwycałam się takimi książkami, kiedy jeszcze byłam bardzo młoda i chodziłam do szkoły. Ale ja generalnie mam zupełnie inny gust niż większość czytelników i dlatego u mnie na blogu nie ma tzw. książek "trendy". :-)

      Usuń
  3. Zdecydowanie mam w planach ta sage! Tym bardziej po takiej ciekawej recenzji :)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.