Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

środa, 21 stycznia 2015

Anita Shreve – „Żona pilota”













Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
Katowice 2006
Tytuł oryginału: The Pilot’s Wife
Przekład: Ewa Gorządek





Pod koniec zeszłego roku przeczytałam Trudną miłość autorstwa Anity Shreve. Ta książka tak bardzo mi się spodobała, że postanowiłam sięgnąć po kolejne powieści Autorki. Ponieważ o Żonie pilota powszechnie mówi się, że jest to najlepsza i najbardziej znana książka Anity Shreve, zdecydowałam się sięgnąć właśnie po nią. W dodatku na podstawie tej powieści w 2002 roku powstał film w reżyserii Roberta Markowitza o tym samym tytule. Główną rolę zagrała amerykańska aktorka i reżyserka, a także laureatka Oscara za film krótkometrażowy – Christine Lahti. Gdybym miała porównywać Żonę pilota z Trudną miłością, to przyznam szczerze, że ta druga powieść w moich oczach wypadła znacznie lepiej. Oczywiście obydwie historie mają kilka cech wspólnych, ale do najważniejszych zaliczyłabym umiejscowienie akcji. Wydarzenia opowiedziane w Trudnej miłości rozgrywają się na przełomie XIX i XX wieku, natomiast Żona pilota osadzona jest w realiach bardziej nam współczesnych, bo jest to przełom lat 80. i 90. XX wieku, kiedy swoją działalność terrorystyczną na terenie Irlandii prowadzi Irlandzka Armia Republikańska, czyli w skrócie IRA (z ang. Irish Republican Army). To właśnie ta organizacja stała się dla Anity Shreve inspiracją wykreowania w powieści wątku kryminalnego. Oczywiście Autorka znacznie więcej uwagi poświęca tym, którzy stoją, jak gdyby poza działalnością tejże organizacji, ale mimo tego jej skutki odczuwają dość dotkliwie. O czym w takim razie jest ta powieść?

Główną bohaterką jest około czterdziestoletnia Kathryn Lyons. To tytułowa żona pilota. Kobieta jest Amerykanką i mieszka w Fortune's Rocks w stanie New Hampshire w Nowej Anglii. Przypomnę, że bohaterowie Trudnej miłości również byli związani z tym miejscem, ale było to wiele lat wcześniej. Kathryn Lyons mieszka tam razem z dorastającą córką, zaś jej mąż jest pilotem samolotów pasażerskich. Generalnie kursuje na trasie Ameryka-Europa. Z uwagi na swój zawód, bardzo często nie ma go w domu, co niekorzystnie wpływa na relacje pomiędzy nim a Kathryn. Niemniej, wygląda na to, że małżonkowie są w stanie nadal być ze sobą, a wszelkiego rodzaju konflikty starają się tłumić w zarodku. Możliwe, że Kathryn na wiele spraw przymyka oko, bo przecież ponad wszystko kocha męża i nie chce, aby ich związek się rozpadł. W dodatku jest jeszcze Mattie, która potrzebuje ojca. Jack jest dla córki całym światem. Ta miłość jest oczywiście wzajemna, ponieważ Jack również nie wyobraża sobie braku Mattie w swoim życiu.

Plakat promujący film
zrealizowany na podstawie książki.
Pewnego dnia tuż przed Bożym Narodzeniem dochodzi do tragedii. Gdzieś na terenie Irlandii samolot, za którego sterami siedział Jack Lyons niespodziewanie eksploduje w powietrzu i wpada do wody. Kathryn i Mattie są zrozpaczone. Właśnie straciły na zawsze najdroższą im osobę. Jak teraz będą żyć bez Jacka? Nie będzie już pożegnań przed lotem, ani też radosnych powrotów do domu po szczęśliwej podróży. Czy są w stanie się z tym pogodzić? Posłańcem, który przynosi Kathryn wiadomość o śmierci jej męża jest Robert Hart, który od tej pory wraz z innymi specjalistami będzie zajmował się badaniem przyczyn katastrofy. Katastrofy, w której oprócz Jacka Lyonsa życie straciło jeszcze sto trzy niewinne osoby. Niestety, w miarę jak śledztwo nabiera tempa, na światło dzienne wychodzą sprawy, o których ani Kathryn, ani współpracownicy Jacka nie mieli pojęcia. Co takiego kryje się za tragiczną śmiercią pilota? Czy mężczyzna był uczciwy wobec własnej rodziny i przyjaciół? Jakie życie prowadził? Czego się dopuścił? Czy kursowanie pomiędzy dwoma kontynentami miało na celu jedynie transportowanie pasażerów? A może za tymi służbowymi podróżami kryło się coś jeszcze, o czym nikt nie miał pojęcia?

Ta książka to przede wszystkim powieść o tym, jak dobrze znamy człowieka, z którym mieszkamy przez lata pod jednym dachem czy pracujemy w tym samym przedsiębiorstwie. Okazuje się bowiem, że nie zawsze ludzie, którym bezgraniczne ufamy, na to zaufanie zasługują. Może się zdarzyć, że ci ludzie będą prowadzić podwójne życie i dopiero po ich śmierci bliscy poznają prawdę. Żona pilota to także opowieść o miłości, która trwa pomimo oszustw, zdrady i codziennych kłamstw. Ktoś powiedziałby, że Kathryn Lyons była po prostu głupia, ufając bezgranicznie mężowi, zważywszy że jego zawód niósł ze sobą mnóstwo pokus, i tylko ogromna siła woli Jacka mogła zapobiec katastrofie nie tylko tej w powietrzu, ale przede wszystkim tej życiowej. Powieść porusza też kwestię granicy podejmowania ryzyka. Już sam wybór zawodu przez Jacka jest bardzo ryzykowny. Ale jeśli ktoś nie wyobraża sobie życia bez solidnej dawki adrenaliny co kilka dni, to oczywiście można ten wybór usprawiedliwić, natomiast rodzina i przyjaciele powinni go zaakceptować. Tylko czy to czasem nie jest egoizm ze strony – w tym wypadku – Jacka? Ktoś powie, że równie dobrze egoizmem można nazwać zabronienie mu latania. Lecz z drugiej strony egoizm bliskich spowodowany jest troską o zdrowie i życie osoby, którą kochają. No, tak. Ale czy można zamknąć tego człowieka w klatce i odgrodzić go od pracy, która stanowi sens jego życia? I tak źle, i tak niedobrze. Takich pytań w stylu: „co by było, gdyby…?” można w tej książce postawić bardzo dużo. Prawda jest jednak taka, że odpowiedzi na nie i tak w niej nie znajdziemy. Nie robi tego nawet Anita Shreve. Pozostawia ona czytelnika w swego rodzaju zawieszeniu. Natomiast zakończenie powieści też niczego nam nie wyjaśni.

Christine Lahti jako Kathryn Lyons
Przyznam szczerze, że jeśli chodzi właśnie o zakończenie, to spodziewałam się zupełnie innego. Przechodząc przez kolejne etapy fabuły, tworzyłam swój własny finał, który nawet w najdrobniejszym elemencie nie pokrył się z tym, który zaproponowała nam Autorka. Czy to dobrze, czy źle? Myślę, że to już zależy od indywidualnych spostrzeżeń każdego czytelnika, ponieważ jedni cenią sobie zakończenia otwarte, którym towarzyszą liczne niedopowiedzenia, zaś inni lubią, kiedy autor wszystko wyjaśni do końca.

Jeżeli ktoś spodziewa się po Żonie pilota jakichś szczególnych emocji, to ta książka raczej mu ich nie dostarczy. Jest to bowiem najzwyklejsza powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym. Można też nazwać ją dramatem z uwagi na katastrofę lotniczą. Anita Shreve bardzo dużo uwagi skupia na bliskich Jacka Lyonsa i ich uczuciach po jego śmierci. Żona Jacka praktycznie w pewnym momencie przejmuje stery dochodzenia i to ona za wszelką cenę pragnie poznać prawdę o swoim mężu i ojcu jej dziecka. Dużo uwagi Autorka poświęca także emocjom dziecka, które nagle straciło ojca, którego kochało ponad wszystko. Te relacje pomiędzy Mattie a Jackiem były może nawet silniejsze niż między Mattie a Kathryn, ponieważ w pewnej chwili okazuje się, że matka również czegoś nie dopatrzyła i o czymś zapomniała. Możliwe, że za bardzo skupiła się na własnym małżeństwie, nie pamiętając o potrzebach i problemach dorastającej córki.

Dla kogo zatem jest ta książka? Na pewno dla tych czytelników, którzy preferują powieści obyczajowe. Książka nie jest obszerna, co sprawia, że Autorka, jak gdyby patrzy na problem tylko z jednej strony. Przyznam, że brakowało mi w tej historii tak zwanej drugiej strony medalu. Jeżeli poruszany jest problem terroryzmu, to wydaje mi się, że należałoby pokazać badanie katastrofy lotniczej z udziałem ekspertów. Nie przekonuje mnie bowiem obraz śledztwa oparty jedynie na przesłuchaniu Kathryn Lyons. W dodatku jest jeszcze Robert Hart, który jest przedstawicielem śledczych, ale jakoś nie bardzo angażuje się w to śledztwo. Zbyt mało posiadamy informacji na jego temat. Jest jakaś wzmianka odnośnie jego życia prywatnego i na tym koniec. A co z pracą? Tak naprawdę nie widzimy go w akcji i nie możemy wyrobić sobie o nim zdania. Nie wiemy de facto, co Robert robi i gdzie się udaje po wyjściu z domu Kathryn. Relacje na ten temat są bardzo ubogie, o ile w ogóle można mówić o ich istnieniu. 

W moim odczuciu popularność tej książki i zachwyty nad nią są w dużym stopniu wyolbrzymione. Gdyby Anita Shreve rozbudowała niektóre wątki, powieść byłaby bardziej interesująca i wciągająca. Z kolei film na jej podstawie jest znacznie lepszy, ponieważ pokazuje to, czego zabrakło mi w powieści.







12 komentarzy:

  1. Miałam ją zamiar przeczytać i spodziewałam się więcej emocji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sugeruj się tym, co napisałam. To jest moje zdanie, a Twoje może być zupełnie inne. Ja tej książki w żadnym wypadku nie odradzam. Wychodzę z założenia, że każdy ma inny gust. Możliwe, że Tobie się spodoba. Może ja po prostu potrzebuję czegoś więcej. :-)


      Usuń
  2. Nie wiedziałam że film powstał na podstawie książki, a mam w planach go obejrzeć. Teraz postanowiłam że najpierw zabiorę się za książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, powstał w 2002 roku. Powiem Ci, że jak dla mnie jest bardzo dobry, a rzadko się zdarza, żebym ekranizację chwaliła bardziej niż książkę. Miłej lektury! :-)

      Usuń
  3. Czytałam i muszę przyznać, że mnie książka nie zawiodła. Może dlatego, że nie oglądałam filmu.
    I wcale nie żałuję, że książka nie została rozbudowana o dochodzenie, gdyż akurat ja nie przepadam za książkami sensacyjnymi.
    To przyjemnie się czytająca książka obyczajowa nie mająca za zadanie uwypuklać problemu terroryzmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za komentarz. Właśnie o to mi chodzi, żeby wyrażać różne opinie na temat tej samej książki. Bardzo się cieszę, że książka Ci się podobała, bo generalnie przecież wcale nie jest zła. To wszystko jest rzeczą gustu. Ja generalnie lubię, kiedy w powieściach obyczajowych jest wątek kryminalny rozbudowany. Może dlatego tak mam, że wychowałam się na powieściach Nory Roberts, a ona jak jest śledztwo, to je opisuje. Poza tym całkiem niedawno zapałałam uczuciem do książek Eriki Spindler, i stąd moje delikatne niezadowolenie. A film jest naprawdę super. Polecam! :-)

      Usuń
    2. Ja nie znam Roberts i Spindler również, ale generalnie najbardziej lubię książki obyczajowe i wspomnieniowe a jak już kryminał to koniecznie z rozbudowanym wątkiem obyczajowym.
      A film poszukam, bo jak przeczytam książkę to wtedy lubię obejrzeć film...nie odwrotnie.
      Ale jednego nie lubię...gdy fabuła filmu odbiega od fabuły książki.....to mnie irytuje.

      Serdeczności zostawiam.....

      Usuń
    3. Mnie tak właśnie zirytowała "Szkoła uczuć" na podstawie książki Nicholasa Sparksa - "Jesienna miłość". Oprócz głównego wątku fabuła jest bardzo zniekształcona i to mi się nie podobało. Natomiast w "Żonie pilota" widać, że to, co było tylko tłem dla powieści, w filmie zostało wyeksponowane dość wyraźnie.

      Uściski!

      Usuń
    4. Będę się chciała o tym przekonać.

      Usuń
  4. Nie czytałam książki ani nie oglądałam filmu, ale namawia mnie do tego szwagierka, która jednym i drugim jest zachwycona. Nie mówię nie, może kiedyś dam szansę "Żonie pilota" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że trzeba posłuchać szwagierki, a potem sama wyrobisz sobie zdanie. Tak jest najlepiej. :-)

      Usuń