Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

wtorek, 24 stycznia 2017

Paullina Simons – „Pieśń o poranku”














Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2013
Tytuł oryginału: A Song in the Daylight
Przekład: Katarzyna Malita





Kiedy człowiek czuje, że ma już wszystko, a życie obeszło się z nim naprawdę łagodnie w porównaniu do innych, wówczas zaczyna zastanawiać się nad celem swojej dalszej egzystencji. Możliwe, że popadł już w rutynę, a codzienne czynności wykonywane do tego samego schematu nie sprawiają mu takiej przyjemności, jak miało to miejsce kiedyś. Matka, która spędza całe dnie w domu, opiekując się dziećmi nierzadko czuje, że życie wymyka jej się z rąk i tak naprawdę nic dobrego już jej nie czeka, choć najmocniej na świecie kocha swoją rodzinę i oddałaby za nią życie. Mąż większość czasu spędza w pracy i jedyne, co go interesuje, to ciepły obiad na stole oraz zapewnienie bliskim egzystencji na godnym poziomie. Takie rozumowanie nie jest złe, dopóki nie przysłoni innych istotnych spraw. Bywa bowiem tak, że małżonkowie uparcie podążają tą samą drogą już od wielu lat, nie mając ani czasu, ani ochoty na zmianę. Wtedy może zdarzyć się tak, że nieoczekiwanie ktoś inny pojawi się w ich życiu i pokaże im, że przecież jeszcze nie wszystko stracone i można żyć inaczej. Wystarczy tylko podjąć odważną decyzję i pozwolić porwać się emocjom, idąc za głosem serca.

Rutyna, która tak uwierała przez ostatnie lata przykładnego małżeńskiego życia może zatem odejść w zapomnienie, bo oto nagle przed naszymi oczami pojawi się zupełnie inna perspektywa, a ktoś właśnie uświadomi nam, że najwyższa pora, aby znów zacząć myśleć tylko o sobie. Nasze pragnienie zmiany życia będzie wówczas tak ogromne, że odrzucimy wszelkie wyrzuty sumienia i pójdziemy za tym, co dyktuje nam serce. Niestety, nie zawsze decyzje podejmowane pod wpływem emocji są rozważne. Często zdarza się tak, że w ich wyniku krzywdzimy tych, którzy do tej pory stanowili sens naszego życia i obdarzali nas bezgranicznym zaufaniem. Czy zatem warto jest porzucić męczącą rutynę i zacząć życie z kimś nowym, z dala od tego, czemu poświęciliśmy większość swojego życia? Czy budowanie własnego szczęścia na nieszczęściu bliskich naprawdę przyniesie nam spełnienie? Możliwe, że na początku tak właśnie będzie, lecz po jakimś czasie – kiedy już opadną emocje – będą nas maltretować wyrzuty sumienia, a umysł stale będzie nam podsuwał obrazy z przeszłości i twarze bliskich, których porzuciliśmy, aby zacząć żyć inaczej. Może jednak lepiej spróbować coś zmienić w towarzystwie tych, którzy dzielą z nami życie?

W takich sytuacjach, jak ta opisana powyżej bardzo często w grę wchodzi prowadzenie podwójnego życia, które nierzadko wiąże się ze zdradą małżeńską. Powszechnie przyjęło się, że to rodzina jest najważniejsza, lecz istnieje ryzyko, że jest to tylko utarty banał, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że wielu ludzi porzuca ją, aby zacząć nowy etap życia. Tak właśnie postąpiła główna bohaterka powieści Paulliny Simons – czterdziestoletnia Larissa Stark. Kobieta posiada wszystko to, o czym inni mogą jedynie pomarzyć. Otóż ma kochającego męża i troje wspaniałych dzieci. Starkowie żyją na naprawdę wysokim poziomie, choć zawodowo pracuje tylko Jared. To on zajmuje się domowym budżetem. Mężczyzna jest zatrudniony w Prudential, więc zna się na finansach, jak nikt inny. Poza tym zarabia naprawdę dużo, a to pozwala na to, aby jego rodzina nie narzekała na brak pieniędzy. Larissa zajmuje się dziećmi, choć tęskni za pracą zawodową. Kiedyś zajmowała się teatrem, a nawet zdarzało jej się wyreżyserować jakąś sztukę. Wie jednak, że rodzina jest najważniejsza i to jej należy poświęcić swój czas. Z drugiej strony kobieta nie ma go zbyt wiele, aby móc pracować. Zajmowanie się domem jest dla niej naprawdę niezwykle absorbujące, pomimo że zatrudnia pomoc domową.


Ratusz w Summit w stanie New Jersey
W budynku znajdują się posterunek policji, sala sądowa, garaż
oraz wiele innych pomieszczeń. 

fot. Tom Sulcer
źródło


Starkowie żyją jak typowa amerykańska rodzina. Mieszkają w Summit, miasteczku leżącym w stanie New Jersey. Posiadają przyjaciół, z którymi spotykają się dość często. Podczas tych spotkań dyskutują na rozmaite tematy, nawet na te zahaczające o filozofię. Oczywiście każdy z przyjaciół posiada swoje własne problemy, którymi dzieli się z resztą towarzystwa. Wygląda więc na to, że wszyscy mogą liczyć na siebie wzajemnie. W dodatku Larissa utrzymuje też kontakt z przyjaciółką z dzieciństwa, która obecnie mieszka na Filipinach, gdzie wraz ze swoim narzeczonym angażuje się we wszelkiego rodzaju protesty przeciwko władzy. Czego zatem można chcieć więcej? Okazuje się, że Larissa jednak nie do końca jest zadowolona ze swojego życia. Męczy się w zamknięciu i rutynie dnia codziennego. Pragnie znów być aktywna zawodowo, dlatego też jeden z przyjaciół spieszy jej z pomocą i proponuje pracę w swoim teatrze. Nie jest to jednak to, o czym kobieta marzy, pomimo że przyjmuje jego ofertę, bo przecież lepsze to niż nic.

Kiedy zbliżają się czterdzieste urodziny Larissy, jej mąż Jared pragnie zrobić żonie niespodziankę. A ponieważ stać go na kosztowny prezent, zabiera ją do salonu samochodowego, gdzie kupuje jej sportowego jaguara. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że właśnie przyczynił się do rozpadu własnej rodziny. Otóż okazuje się, że jednym ze sprzedawców w salonie jest młody, dwudziestoletni chłopak, którego Larissa już kiedyś spotkała. Od tego momentu zaczyna się podwójne życie Larissy Stark, o którym ani Jared, ani tym bardziej dzieci nie mają pojęcia. Kobieta jest mistrzynią w tym, co robi. Jej kamuflaż jest tak doskonały, że nikt nie ma najmniejszego pojęcia, iż ta wzorowa żona i matka w każdy poniedziałek na kilka godzin opuszcza rodzinę, aby uprawiać gorący seks ze swoim młodym kochankiem. Pewnego dnia Larissa Stark zwyczajnie znika, nie pozostawiając żadnych śladów, które mogłyby pomóc w zrozumieniu tego, co się z nią stało. Czy wyjechała? A jeśli tak, to w czyim towarzystwie? A może uległa jakiemuś wypadkowi i teraz leży gdzieś nieprzytomna albo nieżywa? Dlaczego opuściła męża i dzieci, które rzekomo tak bardzo kochała? Czy jeszcze kiedyś jej bliscy ją zobaczą? Czy Larissa wróci do domu? Może gdy się już wyszaleje i zrozumie, jak wiele straciła, przybiegnie do męża z podkulonym ogonem i będzie go błagać o wybaczenie? Co zrobi zrozpaczony Jared, kiedy już do tego dojdzie? Czy taką zdradę można wybaczyć?

Wydanie amerykańskie z 2010 roku
Wyd. HARPER
Po lekturze Dziewczyny na Times Square, która wywarła na mnie naprawdę ogromne wrażenie, postanowiłam sięgnąć po następną powieść Paulliny Simons. Niestety, kolejna książka nie do końca spełniła moje oczekiwania. Możliwe, że stało się tak, ponieważ zbyt wiele od niej oczekiwałam. Oczywiście historia opowiedziana na kartach Pieśni o poranku kryje w sobie drugie dno i stanowi, jak gdyby przestrogę skierowaną do tych osób, które dają ponieść się emocjom i z ich powodu rzucają wszystko, co było dla nich do tej pory naprawdę ważne, aby zacząć nowe życie w miejscu niedostępnym dla ludzi z ich przeszłości. W tej powieści ukryte jest również ostrzeżenie przed łatwowiernością. Larissa ufa bezgranicznie, ponieważ pożądanie fizyczne przesłania jej wszelkie wady swojego dwadzieścia lat młodszego kochanka. Ta różnica wieku sprawia, że oni tak naprawdę nadają na różnych falach, lecz kobieta zupełnie tego nie dostrzega. Może przy chłopaku, który mógłby być jej synem, pragnie się odmłodzić? A może czuje się przy nim atrakcyjniejsza niż przy mężu, który już dawno wkroczył w fazę wieku średniego?

Pieśń o poranku nie należy do najcieńszych książek, dlatego też w pewnym momencie zaczynałam zastanawiać się nad sensem pisania tak grubych powieści, skoro tak naprawdę przez większość akcji czytelnik czuje się jedynie znudzony fabułą. Pierwsze strony tej historii prezentują się zachęcająco, ponieważ Autorka wprowadza nastrój tajemniczości, bo oto nagle znika główna bohaterka i nikt nie wie gdzie ani z kim jest, a potem cofamy się w czasie i poznajemy codzienne życie Starków, które zwyczajnie jest nużące. Najprawdopodobniej to właśnie ta nuda, która udziela się także czytelnikowi, spowodowała, że Larissa zapragnęła czegoś więcej. Podobnie jak sam czytelnik. On również pragnie czegoś więcej, a tym czymś jest dynamika powieści. Gdyby akcja nie była tak bardzo rozwleczona, wówczas zapewne tę książkę czytałoby się dużo lepiej.

Książka stanowi typową powieść obyczajową, choć w pewnym momencie można ulec złudnemu wrażeniu, że będzie także zawierała elementy kryminału. Nie jest to historia, która może porwać czytelnika, natomiast jedynym zaskoczeniem jest tutaj jej zakończenie. Niestety, na ten emocjonalny szok musimy czekać aż do ostatniego rozdziału. Oczywiście przez cały ten czas możemy analizować postępowanie Larissy Stark i oceniać ją krytycznie lub tłumaczyć jej zachowanie. Do mnie ta postać zupełnie nie przemówiła i przez cały czas stałam po stronie Jareda Starka, ponieważ to on jest tutaj najbardziej pokrzywdzony. Oczywiście są też dzieci, które w niczym nie zawiniły, a jednak również mocno cierpią. Niemniej, to nie moja antypatia względem głównej bohaterki sprawiła, że książki nie oceniam za dobrze, choć z drugiej strony mogłabym przyznać, że po zaginięciu kobiety akcja nieco nabiera tempa. W moim postrzeganiu tej książki jest zatem trochę sprzeczności, lecz nie zmienia to faktu, że po Pieśni o poranku oczekiwałam czegoś zgoła innego i lepszego w wykonaniu.

Możliwe, że powieść przypadnie do gustu wielbicielom twórczości Paulliny Simons, którzy okażą się bezkrytyczni w jej ocenie. Z kolei czytelnicy lubiący klasyczne powieści obyczajowe też nie powinni poczuć się rozczarowani. Jeśli natomiast chodzi o sceny erotyczne, to jest ich tutaj całkiem sporo, co może przyciągnąć uwagę tych, którzy lubią w powieściach nieco pikantniejsze wątki, choć mimo to Pieśni o poranku na pewno nie można zaliczyć do literatury erotycznej. Mam nadzieję, że inne książki Paulliny Simons bardziej mnie wciągną. Czekam zatem co najmniej na powtórkę wrażeń, które otrzymałam po przeczytaniu Dziewczyny na Times Square.








2 komentarze:

  1. A już wydawało się, że to trochę bardziej ciekawsza wersja typowej, nudnej obyczajówki. A szkoda, bo słyszałam o Paulinie Simmons wiele pochlebnych opinii. Mimo wszystko, jeżeli będę miała okazję, chciałabym zapoznać się z twórczością tej autorki. Słyszałaś może o jej "Jeźdźcu miedzianym"? Ponoć świetny i wyciska łzy tak bardzo, że nie można się długo pozbierać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, słyszałam o "Jeźdźcu miedziaym", ale jeszcze nie czytałam tej powieści. To jest pierwszy tom trylogii. A co "Pieśni o poranku", to uważam, że każdy autor kiedyś musi zaliczyć wpadkę, jeśli pisze tak dużo książek. W pewnym momencie pisarz zawsze popadnie w rutynę i to może go zgubić, dlatego musi być czujny. Ta książka oczywiście niesie ze sobą bardzo mądre przesłanie, o którym napisałam, jednak wykonanie nie do końca mi odpowiadało. :-)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.