Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

wtorek, 27 czerwca 2017

Philippa Gregory – „Trzy siostry, trzy królowe”










Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. Dziękuję!


Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Katowice 2017
Tytuł oryginału: Three Sisters, Three Queens
Przekład: Urszula Gardner



Małgorzata Tudor (1489-1541), królowa Szkocji (1503-1513) była najstarszą córką Henryka VII Tudora (1457-1509), króla Anglii w latach 1485-1509, oraz jego żony Elżbiety York (1465-1503), która z kolei była córką Edwarda IV Yorka (1442-1483). Małgorzata urodziła się 29 listopada 1489 roku w Westminster. Jeszcze zanim skończyła sześć lat, rozpoczęły się kilkuletnie negocjacje mające na celu poślubienie przez księżniczkę Jakuba IV Stuarta (1473-1513), króla Szkocji (1488-1513), który popierał Perkina Warbecka (ok. 1474-1499) będącego pretendentem do angielskiego tronu. Perkin Warbeck podawał się bowiem za księcia Ryszarda Shrewsbury (ok. 1473-1483), którego tajemnicza śmierć w murach Tower do dziś spędza sen z powiek brytyjskim historykom. Książę Ryszard był synem króla Edwarda IV Yorka i jego żony Elżbiety Woodville (ok. 1437-1492). Tak więc małżeństwo Małgorzaty Tudor i Jakuba IV Stuarta miało zapobiec tego rodzaju sojuszom, których celem było popieranie uzurpatora do tronu Anglii.

Ostatecznie 8 sierpnia 1503 roku w Edynburgu doszło do ślubu Małgorzaty i Jakuba. Chciwy Henryk VII wyposażył córkę w niezwykle skromny posag, co wywołało konflikt pomiędzy tymi dwoma królestwami, choć towarzyszył temu traktat o wiecznym pokoju. Henryk VII nie zrobił jednak nic, aby zażegnać ten spór. Całe życie Małgorzaty po zawarciu małżeństwa z Jakubem IV było niekończącą się serią intryg. Najpierw w grę wchodziło popieranie przez nią jednej frakcji politycznej, a potem drugiej. Raz było to na rzecz jej ojczystego kraju, zaś innym razem występowano przeciwko Anglii, opowiadając się za Francją. Z kolei zachowanie Małgorzaty zależało głównie od zewnętrznych wpływów na jej osobę.

Małgorzata Tudor
pomiędzy 1520 a 1538 rokiem.

Portret został namalowany
w 1620 roku.
autor: Daniël Mijtens
(1590-1648)
Małgorzata Tudor została koronowana na królową Szkocji w marcu 1504 roku. Do roku 1507 nie doczekali się z Jakubem potomstwa. Pomiędzy rokiem 1507 a 1510 para królewska doczekała się dwóch synów i córki. Niestety, wszystkie dzieci zmarły w okresie niemowlęcym. W 1512 roku Małgorzata urodziła syna, któremu szczęśliwie udało się przeżyć. W 1514 roku został on ogłoszony Jakubem V i tym samym przejął schedę po ojcu. W tym samym roku Małgorzata urodziła także pogrobowca Aleksandra, księcia Ross, który zmarł rok później. Spór z bratem Henrykiem VIII Tudorem (1491-1547) z powodu spuścizny po Henryku VII i ich babce Małgorzacie Beauford (1443-1509), stał się przyczyną wojny, która zakończyła się w Flodden Field, gdzie 9 września 1513 roku zginął Jakub IV, pozostawiając wykonanie swojej ostatniej woli Małgorzacie, która od tej pory pozostawała jedyną opiekunką małego króla Jakuba V Stuarta. Bitwa ta znana jest również jako bitwa pod Branxton, czyli wsi leżącej w hrabstwie Northumberland.

Szkocja podzielona została na dwie partie polityczne. Jedna opowiadała się za sojuszem z Anglią, zaś druga z Francją. Przywódcą tej drugiej był Jan Stuart, książę Albany (ok. 1484-1536). Książę był również następnym w kolejce po synach Małgorzaty kandydatem do szkockiego tronu. Sama Małgorzata z oczywistych powodów skłaniała się ku frakcji angielskiej, natomiast gdy Jan Stuart wrócił z Francji do Szkocji na zaproszenie szkockiego parlamentu wiosną 1514 roku, wówczas konflikt ten niemal wywołał wojnę domową. W tej sytuacji rozpoczęły się więc rozmaite spekulacje na temat ponownego małżeństwa Małgorzaty. Ludwik XII, król Francji (1462-1515), oraz cesarz Maksymilian I Habsburg (1459-1519) byli odpowiednimi kandydatami do ręki młodej wdowy, o czym naturalnie nie omieszkano jej powiadomić. Niemniej, Małgorzata poszła własną drogą i potajemnie poślubiła Archibalda Douglasa, 6. hrabiego Angus (1489-1557). Fakt ten miał miejsce 6 sierpnia 1514 roku.  

Konsekwencją tego małżeństwa było zrażenie do siebie wielu najpotężniejszych arystokratów Szkocji, co uczyniło Małgorzatę całkowicie zależną od Douglasów. Kiedy na korzyść Jana Stuarta dostarczyła tak oczywistego pretekstu radzie do usunięcia jej z funkcji regentki i opiekunki małoletniego króla, wówczas w lipcu 1515 roku książę Albany zamknął Małgorzatę w zamku Stirling, zanim ta zdołała oddać mu swoich synów po tym, jak została zmuszona do kapitulacji. Małgorzata wróciła jednak do Edynburga, lecz przestała już odpowiadać za opiekę nad małym królem. Potem – we wrześniu – uciekła do Anglii, gdzie miesiąc później urodziła córkę Archibalda Douglasa, której nadała imię Małgorzata (1515-1578). Ta mała dziewczynka w przyszłości została hrabiną Lennox i matką Henryka Stuarta, lorda Darnleya (1545-1567) oraz babką Jakuba VI (I) Stuarta (1556-1625), który po śmierci Elżbiety I Tudor (1533-1603) zasiadł na tronie Anglii.


Małgorzata odmawia księciu Albany, Janowi Stuartowi, wydania swoich synów.
Obraz pochodzi z 1859 roku.
autor: John Faed (1819-1902)


Latem 1516 roku Małgorzata udała się do Londynu, zaś Archibald Douglas niezadowolony z postępowania żony, wrócił do Szkocji, gdzie zawarł pokój z Janem Stuartem i tym samym odzyskał odebrany mu majątek. Rywalizacja pomiędzy francuskimi i angielskimi frakcjami w Szkocji była niezwykle skomplikowana z uwagi na prywatne ruchy Hamiltonów i Douglasów, na czele których stali hrabiowie: James Hamilton, 1. hrabia Arran i 2. lord Hamilton (1475-1529), oraz wspomniany wyżej Archibald Douglas, 6. hrabia Angus. Walczyli oni o objęcie władzy w przypadku nieobecności Jana Stuarta w Szkocji, gdyby na przykład  – w tym samym czasie – Henryk VIII Tudor został aresztowany przez Franciszka I Walezjusza (1494-1547). Zaczął zatem narastać konflikt pomiędzy Małgorzatą a jej mężem, a następnie pojawiły się sugestie, aby rozważyła rozwód z Archibaldem Douglasem. Najprawdopodobniej była to propozycja Jana Stuarta, który będąc w Rzymie znalazł nieoczekiwanego sprzymierzeńca w osobie Małgorzaty teraz noszącej tytuł Królowej Matki. Małgorzata czuła się więc opuszczona przez frakcję opowiadającą się za sojuszem z Anglią, a powodem tego był stanowczy sprzeciw jej brata Henryka VIII Tudora dotyczący ewentualnego rozwodu. Kiedy książę Albany wrócił do Szkocji w 1521 roku, wówczas jego relacje z Małgorzatą stworzyły podstawy do oskarżenia go, iż zamierza ją poślubić i w związku z tym sprzyja jej rozwodowi z hrabią Angus. Sugerowano nawet, że Małgorzata jest kochanką Jana Stuarta.

Małgorzata i Henryk podczas pobytu
Erazma z Rotterdamu (ok. 1467-1536)
w Anglii około 1496 roku. 

Obraz powstał w 1910 roku.
autor: Frank Cadogan Cowper
(1877-1958)
Ponieważ książę Albany był mocno popierany przez szkocki parlament, hrabia Angus uznał, iż konieczne jest wycofanie się do Francji. Tak więc przez trzy lata miała miejsce wojna pomiędzy Anglią a Szkocją, która rozgrywała się na granicy tych dwóch państw, lecz w maju 1524 roku książę Albany zobowiązał się do przerwania swojej politycznej działalności i udania się do Francji. W tym samym czasie Henryk VIII Tudor nieustannie dążył do zabezpieczenia swojego siostrzeńca, czyli króla Szkocji. Z kolei Małgorzata balansowała pomiędzy obiema frakcjami politycznymi (angielską i francuską) bez jakiejkolwiek uregulowanej polityki. Jej postępowanie uzależnione było od tego, kto akurat chciał wynieść na tron jej syna. Ostatecznie w lipcu 1524 roku Małgorzata została regentką Jakuba V Stuarta. W tym czasie Królowa Matka zakochała się w Henryku Stewarcie (1495-1552), który był drugim synem Andrew Stewarta, 1. lorda Avondale (?-1513). Małgorzata poślubiła Henryka natychmiast po tym, jak rozwiodła się z hrabią Angus w 1527 roku. 

I tak oto Małgorzata Tudor i jej nowy mąż, któremu nadano tytuł 1. lorda Methven, przez pewien czas sprawowali rządy w imieniu Jakuba V. Lecz gdy jej pragnienie dotyczące zorganizowania spotkania Jakuba z Henrykiem VIII w 1534 roku doprowadziło do frustracji zarówno duchowieństwo, jak i radę królewską, rozczarowana Małgorzata zdradziła bratu pewne tajemnice, co sprawiło, że jej syn oskarżył ją o zdradę, twierdząc, iż za pieniądze stała się angielskim szpiegiem. W 1537 roku chciała więc rozwieść się z lordem Methven, zaś jej pragnienie mogło zostać spełnione w wyniku interwencji Jakuba. Niemniej dwa lata później pogodziła się z mężem, z którym nie miała jednak dzieci. Doprowadzając do końca swoją intrygę zarówno w Szkocji, jak i w Anglii, Małgorzata zmarła 18 października 1541 roku na zamku Methven.

Katarzyna Aragońska
Portret pochodzi z 1502 roku.
autor: Michael Sittow (1469-1525)
Małgorzata Tudor to postać zapomniana przez historyków, a przecież jej życie – jak wynika z powyższego – było dość bogate w rozmaite wydarzenia. Starsza siostra Henryka VIII była kobietą, która wytrwale dążyła do celu. Nie była bynajmniej infantylna. Życie jej nie oszczędzało. Bardzo szybko straciła męża, którego najprawdopodobniej mocno kochała, choć był od niej sporo starszy, i od tego momentu musiała radzić sobie sama. Robiła więc wszystko, aby tylko jej małoletni syn nie utracił tronu Szkocji, który przecież należał mu się po ojcu. Na kartach książki Philippy Gregory czytelnikowi ukazany jest obraz silnej kobiety, która ulega też emocjom i bardzo szybko traci głowę z powodu przystojnych mężczyzn. Małgorzata jest bowiem spragniona miłości, nie tylko tej fizycznej, ale przede wszystkim duchowej. Ona pragnie każdego dnia czuć wsparcie mężczyzny. To pozwala jej wytrwale dążyć do obranego celu. Owszem, popełnia błędy, lecz tego rodzaju postępowanie można przecież łatwo wytłumaczyć. Poza tym Małgorzata – jak mało która kobieta w tamtych czasach – stara się być niezależna, co sprawia, że raczej nie liczy się ze zdaniem mężczyzn, którzy pragną kierować jej życiem. Ona sama obiera własną drogę i wytrwale nią podąża. Nawet jeśli im ustępuje, to robi to tylko przez wzgląd na swego syna.

Philippa Gregory ukazała swoją bohaterkę na tle dwóch innych kobiet związanych z Tudorami. Są to Katarzyna Aragońska (1485-1536), czyli pierwsza żona Henryka VIII, i młodsza siostra Maria Tudor (1496-1533), którą znamy przede wszystkim jako żonę Charlesa Brandona, 1. księcia Suffolk (1484-1545). Mało kto jednak pamięta, że zanim Maria wyszła potajemnie za Charlesa, czym bardzo rozgniewała swojego brata, była żoną Ludwika XII. Król Francji zmarł jednak niedługo po ślubie, co otworzyło Tudorównie drogę do poślubienia księcia Suffolk, w którym była już zakochana od jakiegoś czasu. Plotka głosiła, że Maria znacząco przyczyniła się do zgonu francuskiego króla. Mówiono nawet o truciźnie. Czy tak było naprawdę? Nie wiadomo. Niemniej, jej nagły i potajemny ślub z Charlesem Brandonem stworzył doskonałe podłoże do tego, aby snuć rozmaite przypuszczenia.

Maria Tudor 
Portret pochodzi z pierwszej
połowy XVI wieku.
autor: prawdopodobnie
Jan van Mabuse vel Jan Gossaert
(ok. 1478-1532)
W swojej powieści Autorka skupia się nie tylko na tle historycznym i ukazaniu biografii Małgorzaty Tudor, lecz przede wszystkim stara się jak najdokładniej przedstawić relacje występujące pomiędzy tymi trzema kobietami. Katarzyna Aragońska nie budzi w Małgorzacie sympatii. Już od pierwszych dni pobytu Katarzyny na angielskim dworze, Małgorzata wie, że hiszpańska infantka raczej nie jest w stanie wzbudzić w niej przyjaznych uczuć. Trudno jest jej zaakceptować małżeństwo Katarzyny z Arturem Tudorem (1486-1502), lecz nie może się temu sprzeciwić, bo wówczas musiałaby wystąpić nie tylko przeciwko ojcu, ale też przeciwko babce, która wszak rządzi na dworze i bez jej wiedzy i zgody nic nie może zostać zatwierdzone. Małgorzata nie ukrywa, że Artur jest jej ukochanym bratem, zaś za Henrykiem nie przepada. Niespodziewana śmierć Artura spada na nią niczym grom z nieba, ponieważ od tej chwili nic już nie będzie wyglądać tak samo. Henryk zostaje jedynym męskim spadkobiercą tronu i musi pożegnać się z karierą duchownego. Trzeba bowiem pamiętać, że w czasach Tudorów pierwszy syn był wychowywany na następcę tronu, natomiast drugiemu pisana była kariera duchownego. Wszyscy wiedzą też, jak bardzo Henryk różni się od swojego zmarłego brata. Kiedy natomiast zaczyna się dyskusja o poślubieniu przez Henryka Katarzyny, Małgorzata nie jest już w stanie ukryć swojej antypatii do hiszpańskiej księżniczki. W miarę upływu czasu te negatywne emocje będą się już tylko potęgować, choć Małgorzata będzie starać się nie okazywać tego publicznie, lecz sama przed sobą niczego nie będzie ukrywać. Ona doskonale wie, co jej wolno, a czego nie.

Z kolei w oczach Małgorzaty Maria Tudor jest tą głupszą siostrą, dla której liczą się tylko modne stroje i pałacowe uczty. Taki obraz Marii nieco przypomina ten, który Philippa Gregory przedstawiła w Dwóch królowych, kreując tam literacki portret Katarzyny Howard (1525-1542). Momentami można odnieść wrażenie, że Małgorzata uważa siebie za tę najmądrzejszą i najbardziej inteligentną, zaś jej siostra to dziecko, które nie dostrzega tego, co naprawdę jest ważne i co służy polityce kraju. Bardzo wyraźnie widać tutaj rywalizację pomiędzy tymi trzema kobietami, choć gdy głębiej się nad tym zastanowić, trudno jest pozbyć się wrażenia, że to właśnie Małgorzata, chcąc uchodzić za tą najinteligentniejszą i najbardziej zaradną, stara się umniejszyć pozycję Katarzyny i Marii. Nie bez znaczenia jest tutaj również stosunek Małgorzaty do Henryka VIII. Najbardziej widoczny jest wówczas, gdy król stanowczo sprzeciwia się jej postępowaniu z Archibaldem Douglasem.

Philippa Gregory ponownie zachwyca swoich czytelników. Trzy siostry, trzy królowe to powieść pełna emocji i odkrywająca zapomniane karty historii Anglii. Autorka w niezwykle plastyczny sposób nakreśla wydarzenia minionej epoki, pamiętając przy tym o aspekcie psychologicznym, dzięki czemu czytelnik jest w stanie w pełni zrozumieć motywy, jakimi kierowała się Małgorzata Tudor przy podejmowaniu tej czy innej decyzji. Niniejsza powieść stanowi doskonałą lekturę dla tych, którzy pragną jeszcze głębiej poznać losy Tudorów. Dodatkowy walor stanowi sposób postrzegania znanych już znam faktów, lecz tym razem ma to miejsce z perspektywy Szkocji. Często bowiem pisarze odnoszą się do tamtej epoki, ukazując ją z punktu widzenia Anglii. Zachęcam zatem do sięgnięcia po Trzy siostry, trzy królowe, ponieważ jest to powieść, obok której trudno jest przejść obojętnie.












środa, 7 czerwca 2017

Zofia Mąkosa – Wendyjska winnica. Cierpkie grona










Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. 
Dziękuję!


Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Katowice 2017



W przedwojennej prasie co pewien czas pojawiały się informacje o wedyjskiej, czyli innymi słowy łużyckiej wsi, leżącej w Poznańskiem. Chodzi oczywiście o Chwalim znajdujący się najpierw w powiecie babimojskim, a po 20 grudnia 1920 roku, w powiecie wolsztyńskim pod miasteczkiem Kargowa (z niem. Karge, Unruhstadt) tuż na granicy Śląska z Brandenburgią. Przykładem jest czasopismo Ziemia z 1910 roku, na łamach którego napisano, iż chwalimscy Wendowie są na wymarciu; przez trzydzieści lat nie wpuszczano do wsi ani Niemców, ani Polaków, zaś małżeństwa dobierały się wyłącznie w obrębie ludności tej wsi; do roku 1881 nauka przygotowawcza do konfirmacji (sakramentów) odbywała się w kościele ewangelickim w Kargowej w języku wendyjskim, a dopiero od marca 1907 roku zniesiono tam wendyjskie nabożeństwa. Z kolei podczas spisu ludności w dniu 1 grudnia 1910 roku posługiwanie się językiem wedyjskim – jako ojczystym – podało w powiecie babimojskim sto siedemnaście osób, co z całą pewnością odnosiło się wyłącznie do mieszkańców Chwalimia. Natomiast Wendów pochodzących z powiatu międzyrzeckiego traktowano już jako „wędrowne jednostki”. Z kolei w 1912 roku pisano, że kolonia łużycka w Chwalimiu w Poznańskiem pomału już zanika.

W 1861 roku polski prawnik, historyk i przyjaciel narodu łużyckiego Wilhelm Bogusławski (1825-1901) w Rysie dziejów serbołużyckich wydanych w Piotrogrodzie (Petersburg) pisał: Ogromne zniszczenie Łużyc podczas trzydziestoletniej wojny pobudziło część Dolnołużyczan wysiedlić się do Polski i na granicy jej ze Śląskiem, we wsi Chwalimie nad Obrzycą, założyć osobną osadę, nie łącząc się z Niemcami. Mieszkańcy wsi Chwalima [forma to mylna, w rzeczywistości bowiem ludność mówi Chwalimia, w Chwalimiu, w zgodzie z gramatyczną zasadą tej od imienia Chwalim, Chwalima pochodzącej nazwy dzierżawczej], będąc wyznania ewangelickiego należą do parafii protestanckiej w Kargowie, gdzie się dla nich odprawia nabożeństwo po polsku co dwa tygodnie.

Kazimierz Nitsch
Wcześniej, bo w 1846 roku, w Opisaniu historyczno-statystycznym Wielkiego Księstwa Poznańskiego można było przeczytać takie oto słowa: Wieś Chwalim jest jedyną w całym powiecie przez Słowian wyznania luterańskiego zamieszkałą. Są to Łużyczanie, czyli Wendowie z Dolnej Łużycy. Gdy po najazdach szwedzkich kraj został wyludniony, przybyli między innymi osadnikami Wendowie, założyli osadę oddzielną, nie łącząc się z Niemcami, mimo wspólnego wyznania. Dotąd zachowywali dialekt właściwy, do polskiego zbliżony. Modlą się na książkach polskich gotyckimi głoskami drukowanych, i należą do parafii w Kargowie, gdzie dla nich co dwa tygodnie odbywa się luterskie nabożeństwo w języku polskim. – Widomość udzielona przez obywatela w powiecie zamieszkałego.

Polski językoznawca slawista, historyk języka polskiego i dialektolog Kazimierz Nitsch (1874-1958) podczas swojego życia wędrował po Polsce celem bliższego poznania owych Wendów, którzy bardzo go interesowali. Uważał bowiem, że brak pewności historycznej dość silnie nasuwa podejrzenia odnośnie do autentyczności Wendów. I tak oto w 1906 roku poznał bardzo interesujący pod względem językowym południowo-zachodni kącik Wielkopolski, a były to Dąbrówka nad Zbąszyniem i Nowe Miasto pod Babimostem, od którego niedaleko już na południe, natomiast za jeziorem leżał ów Chwalim. Tak się jakoś złożyło, że Kazimierz Nitsch nie miał czasu na dłuższy pobyt w okolicach Chwalimia, więc pewnego słonecznego dnia rowerem dojechał do wendyjskiej wsi i w jakiejś przydrożnej karczmie zaczął rozmowę po niemiecku z jednym z bywalców tejże karczmy. Posłużył się językiem niemieckim, ponieważ nie chciał urazić owego mężczyzny, który być może nie pałał sympatią do Polaków. Językoznawca pytał zatem o winnice, z których słynął tamten teren, a potem także o pochodzenie swojego rozmówcy. Chciał bowiem upewnić się, że ma do czynienia z rodowitym Chwalimiakiem. Na koniec zapytał go również o jego narodowość i język. Okazało się, że zagadnięty mężczyzna był najprawdziwszym Wendem i mówił po wendyjsku, a przynajmniej tak mu się wydawało. Kazimierz Nitsch nie chciał jednak wyprowadzać swojego rozmówcy z błędu, gdyż na podstawie dalszej już rozmowy stwierdził, że mężczyzna używa czysto polskiej gwary, choć nie była to gwara wielkopolska, lecz śląska. 

Oczywiście na tym się nie skończyło, gdyż językoznawcę coraz bardziej zaczął interesować Chwalim, do którego zawitał po kilku miesiącach. Wtedy też udał się wprost do domu – podobno najwięcej jeszcze wówczas mówiącego po polsku – Macieja Swady-Fiedlera. Był to mężczyzna sześćdziesięcioletni, który mówił całkiem biegle swoim polskim dialektem, a – według małżonki – robił to zwłaszcza wtedy, gdy się z nią kłócił. Z kolei kobieta posługiwała się językiem, który był zbliżony do niemieckiego. Ich trzydziestoletni syn co prawda rozumiał rodziców, lecz po polsku albo nie chciał już mówić, albo ten język sprawiał mu trudność. Najprawdopodobniej w tamtym okresie, czyli na początku XX wieku, chwalimskie dzieci jeszcze rozumiały po polsku, ale mimo to posługiwały się na co dzień językiem niemieckim. W czasie, kiedy Kazimierz Nitsch odwiedzał Chwalim, okolica naprawdę zachęcała do wycieczek. Szczególną uwagę należało wówczas zwrócić na chwalimskie winnice, piękne jezioro wojnowskie, ładny stary kościółek w Nowym Kramsku, czy też kolorowe kobiece stroje w Dąbrówce. Niestety, po pierwszej wojnie światowej winnice zaczęły obumierać, zaś Chawlim został przyłączony do Trzeciej Rzeszy i wrócił do Polski dopiero po zakończeniu drugiej wojny światowej.

Pomnik Poległych na placu
przed Ratuszem w Kargowej
(z niem. Unruhstadt)
Lata przedwojenne.
autor nieznany
Kiedy więc czytelnik na kartach powieści przenosi się do Chwalimia i spotyka Martę Neumann i jej rodzinę, wieś znajduje się pod rządami Berlina. Jest rok 1938. Sytuacja polityczna staje się coraz bardziej napięta. Naziści czują się już pewni swego. Adolf Hitler (1889-1945) jest traktowany niczym bóg, którego należy wielbić bez względu na wszystko. Panuje powszechne przekonanie, że każde działanie Führera nie niesie ze sobą żadnych szkód. Wszystko, co robi Wódz jest dobre, szlachetne i może jedynie sprzyjać Trzeciej Rzeszy, aby wynieść ją na piedestał. Niemcy są kimś na kształt narodu wybranego, zaś cała reszta to nic nieznaczące śmieci, które należy zniszczyć. Oczywiście największą nienawiścią trzeba darzyć Żydów, bo to oni są wszystkiemu winni. I choć do niedawna Żydzi i Niemcy żyli obok siebie i żadnej ze stron nie przeszkadzało kogo tak naprawdę ma za sąsiada, to jednak teraz nikt już o tym nie pamięta. Przerażające jest też to, że nienawiść do obcych wmawia się tym najmłodszym. Dziecięce i młodzieżowe organizacje hitlerowskie robią, co tylko mogą, aby wyprać mózgi i serca swoich podopiecznych z wszelkiej empatii wobec tych, którzy nie są Niemcami.

Marta Neumann uważa siebie za Niemkę, choć w jej rodzinie są także osoby o innej narodowości. Na przykład Janka Kaczmarek, której ojciec był Polakiem. Poza tym jest również nestorka rodu Gertruda Wielgus, która pochodzi z Wendów, czyli Słowian. Staruszka wcale nie ukrywa swojego pochodzenia. Używa wedyjskiego języka i choć ostatnio pamięć płata jej figle, to jednak wciąż opowiada o tym, co było. Tych historii z ogromną ciekawością słucha szczególnie nastoletnia córka Marty – Matylda. Dziewczyna wydaje się być mądrą nastolatką, która wychowywana jest w poszanowaniu wartości, lecz hitlerowska dziewczęca organizacja, do której należy Tila, może to wszystko zmienić. Tam uczą ją przecież bezwarunkowej miłości do Hitlera, a to oznacza, że dziewczyna będzie musiała myśleć zupełnie innymi kategoriami, niż te, jakie wyniosła z rodzinnego domu. Poza tym, ojciec Matyldy – Walter Neumann – jest członkiem partii, a to również do czegoś zobowiązuje.

Rodzina Neumannów jest przykładem typowej przedwojennej wiejskiej familii. Marta odziedziczyła majątek po rodzicach i obiecała im, że nigdy nie opuści gospodarstwa, lecz będzie w nim pracować do końca swoich dni. Z kolei jej mąż Walter to typowy mieszczuch, który w imię miłości do Marty był w stanie zostawić swoje wygodne życie w Berlinie i osiedlić się w Chwalimiu, a właściwie w Altreben, i tam pracować jako urzędnik państwowy. Oczywiście nie zmienia to faktu, że w miarę możliwości pomaga żonie w gospodarstwie. Najbardziej jednak do pracy zaprzęgana jest nastoletnia Tila. Dziewczyna często pracuje ponad swoje siły, co niekorzystnie odbija się na jej działalności na rzecz Rzeszy. Jej nieobecność na zbiórkach natychmiast jest zauważana i odpowiednio komentowana. Nie godzi się bowiem stawiać inne zajęcia ponad miłość do Führera, gdyż niekiedy grozi to nawet bardzo poważnymi konsekwencjami. W gospodarstwie Neumannom pomaga także Janka Kaczmarek, która jest kuzynką Marty. Kobieta ma nieco inne spojrzenie na otaczający ją świat. Pewnego dnia faszystowska ideologia wkrada się jednak w codzienne życie naszych bohaterów i tak naprawdę nie wiadomo już komu można ufać. Możliwe, że ten, kto jeszcze do niedawna wydawał się przyjacielem, teraz pierwszy pobiegnie donieść odpowiednim władzom o przewinieniu brata, siostry, sąsiada, męża czy żony. Tak więc wciąż trzeba być czujnym, a najlepiej jeśli bez słowa sprzeciwu wykonuje się postanowienia Führera i to jemu oddaje się bezgraniczny hołd.


Członkinie Związku Niemieckich Dziewcząt (z niem. Bund Deutscher Mädel; BDM)
W takim mundurze często można spotkać Matyldę Neumann.
Zdjęcie pochodzi z 1935 roku.
fot. Georg Pahl (1900-1963)


W swojej debiutanckiej powieści Zofia Mąkosa ukazuje wzajemne relacje łączące poszczególnych bohaterów. Oczywiście na pierwszy plan wysuwają się tutaj kobiety, które są silne i wiedzą, czego chcą od życia. I choć czasami niektóre z nich postępują lekkomyślnie, nie dbając o własne bezpieczeństwo, a jedynie o stronę emocjonalną swojego życia, to jednak nie są w tym same i mogą liczyć na wsparcie innych. Autorka pokazuje także drugą stronę życia w Altreben. Wśród mieszkańców wsi nie brak bowiem takich, którzy tylko czekają na to, aby sąsiada dotknęło jakieś niepowodzenie, w czym bardzo chętnie pomogą. Teraz kiedy sytuacja polityczna tak bardzo się zmieniła można przecież pomóc losowi i sprawić, że gestapo ochoczo zainteresuje się tym, czy innym delikwentem. 

Cierpkie grona to powieść, w której Zofia Mąkosa pokazuje wojnę od tej drugiej strony. Jest to niespotykana sytuacja, zważywszy na to, że polscy pisarze zazwyczaj przedstawiają wojenne realia wdziane oczami Polaków. W tym przypadku czytelnik ma możliwość poznania tego dramatycznego fragmentu historii z perspektywy zwykłych Niemców. I tak oto widzimy, jak bardzo destrukcyjnie na człowieka wpływa hitlerowska propaganda słyszana w radiu czy na zbiórkach rozmaitych młodzieżowych organizacji. Od najmłodszych lat wmawia się dzieciom, że liczy się tylko rasa aryjska, zaś wszystkich innych należy zniszczyć. Poza tym wiele też mówi się o tym, jak bardzo humanitarni są Niemcy, co tylko świadczy o tym, że nikomu nie wyrządzają krzywdy, a swoich wrogów traktują z szacunkiem. Natomiast wszelkiego rodzaju nazistowskie obozy koncentracyjne, gdzie każdego dnia brutalnie morduje się niewinnych ludzi, to jedna wielka bzdura. Na tej podstawie można wysnuć wniosek, że to Trzecią Rzeszę bezprawnie zaatakowano i teraz musi się bronić, bo przecież to Niemcy padli ofiarą tej okrutnej wojny. Najstraszniejsze w tym wszystkim jest to, że zwykli Niemcy w to wierzą i nie dadzą powiedzieć złego słowa o swoim kraju i jego przywódcy.


A tak z kolei wyglądają chłopcy, w których beztroskie życie wkrada się okrutna
faszystowska ideologia.

Na zdjęciu widać grupę członków Hitler-Jugend
(z pol. Młodzież Hitlera).
Zdjęcie pochodzi z 1933 roku.
autor nieznany

Nie wszystkich bohaterów tej opowieści można polubić. Przyznam, że Marta Neumann przez większą część książki nie wzbudzała mojej sympatii. Można bowiem odnieść wrażenie, że jest to kobieta, dla której liczy się jedynie praca w gospodarstwie, zaś rodzina i jej potrzeby odsuwa na dalszy plan. Jej relacje z mężem, któremu naprawdę na niej zależy, pomimo tego, że nie jest wobec niej do końca uczciwy, są naprawdę złe. Przypuszczam, że gdyby Marta poświęcała więcej uwagi Walterowi, wówczas ten nie szukałby przygód poza domem. Swoją nastoletnią córkę Marta również nie traktuje najlepiej. Wygląda na to, że Matylda stanowi dla niej siłę roboczą w gospodarstwie. Na pewno gdzieś w skrytości nasza bohaterka kocha swoje jedyne dziecko, lecz na zewnątrz praktycznie tego nie pokazuje. Dopiero dramatyczne przeżycia przeplatane chwilami szczęścia sprawiają, że Marta Neumann zaczyna inaczej patrzeć na życie i ludzi, którzy są wokół niej. To wszystko jest tak bardzo realne i wiarygodne, że czytelnik chłonie fabułę powieści niczym gąbka wodę. Autorka nie zapomniała również o problemie Holokaustu, tym razem jednak ukazanego z perspektywy Berlina. 

Moim zdaniem Cierpkie grona to powieść, która zasługuje na szczególną uwagę. W sytuacji, gdy polski rynek wydawniczy zapełniany jest literaturą kobiecą na różnym poziomie, Zofia Mąkosa wychodzi do czytelnika z książką, która zmusza do myślenia i refleksji nad naprawdę trudną niemiecko-polską historią. Autorka stwarza czytelnikowi możliwość dokonania oceny postępowania poszczególnych bohaterów, jak również ukazuje historię powszechnie nieznaną, choć bardzo interesującą.