poniedziałek, 2 grudnia 2019

Staram się, aby moje historie podnosiły na duchu, przynosząc światu Bożą nadzieję...




ROZMOWA Z SUSAN ANNE MASON




Susan Anne Mason to pisarka pochodząca z Kanady, która pisze romanse z elementem duchowości. Jej celem jest tworzenie porywających opowieści o przebaczeniu i odkupieniu. Zawsze czytała i pisała, i te dwie czynności były obecne w jej życiu odkąd pamięta.  Zaczęła pisać już jako nastolatka. Chociaż jej pierwsza powieść została odrzucona, to jednak autorka nie poddała się. Ponad trzydzieści lat później ponownie zajęła się pisaniem i wreszcie jej książka została opublikowana! Susan mieszka na przedmieściach Toronto, gdzie pracuje w niepełnym wymiarze godzin jako sekretarka w kościele. Jest żoną i matką dwojga niesamowitych dzieci oraz członkinią American Christian Fiction Writers (ACFW) i Romance Writers of America (RWA). Oprócz pisania lubi robić albumy i odkrywać w Internecie historię swojej rodziny. Dotychczas w Polsce wydano pięć jej książek, tj. serię zatytułowaną „Mieć odwagę, by marzyć” („Irlandzkie łąki”, „Szlachetne serce” i „Przysięga miłości”), „Spadkobierca” oraz „Najlepsze chęci”, które stanowią pierwszą część serii „Kanadyjskie wyprawy”.




Agnes Anne Rose: Susan, jestem naprawdę zaszczycona, że zgodziłaś się na ten wywiad i w związku z tym możemy teraz porozmawiać. We wrześniu ukazała się w Polsce książka „Najlepsze chęci”. Jak wspomniałam powyżej, powieść ta stanowi pierwszą część serii „Kanadyjskie wyprawy”. Czy możesz powiedzieć nam coś więcej o książce i o całej serii?

Susan Anne Mason: Cześć, Agnieszko! Miło mi Cię poznać. Książki z serii „Kanadyjskie wyprawy” powstały, ponieważ chciałam stworzyć serię, której książki nie byłyby ze sobą ściśle powiązane. Pokochałam serię „Mieć odwagę, by marzyć”, lecz czułam, że te książki należy czytać po kolei, co dla niektórych czytelników jest bardzo trudne. Tak więc seria „Kanadyjskie wyprawy” opowiada o trzech osobach, które spotykają się na statku płynącym z Anglii do Kanady, a każda z tych książek to historia jednej osoby, niezwiązana bezpośrednio z pozostałymi.

„Najlepsze chęci” opowiadają o Grace Abernathy, która odnajduje swoją owdowiałą siostrę, Rose, i jej małego synka. Grace planuje przekonać Rose, aby ta wraz z nią wróciła do Anglii, ale wszystko się zmienia, gdy docierają do niej tragiczne wieści, i wtedy jest zdecydowana zapewnić bezpieczeństwo swojemu siostrzeńcowi, Christianowi. Grace przybiera fałszywe nazwisko, by zostać nianią Christiana, i przenosi się do posiadłości Easton. Pracując jako niania dziecka, zupełnie niespodziewanie zakochuje się w Andrew Eastonie, prawnym opiekunie chłopca. Niestety, Andrew jest zaręczony ze swoją rozpieszczoną przyjaciółką, która z całą pewnością stanie się okropną macochą dla Christiana. Grace musi dołożyć wszelkich starań, aby chronić swojego siostrzeńca… i swoje serce.

AAR: Seria „Mieć odwagę, by marzyć” opowiada historie irlandzkiej rodziny O’Leary. Podobnie jak powyższa seria powieściowa, ta również stanowi beletrystykę historyczną. Co takiego zainspirowało Cię do pisania o Irlandczykach? Czy były to Twoje irlandzkie korzenie z obydwu stron Twojego drzewa genealogicznego?

SAM: Masz rację, Agnieszko! Moje irlandzkie pochodzenie znacznie wpłynęło na to, że zapragnęłam pisać o irlandzkiej rodzinie. Ponadto zawsze kochałam sagi rodzinne. Jedna z serii, którą uwielbiałam jako nastolatka to „The Thornbirds”, czyli opowieść o irlandzkiej rodzinie, która przeprowadziła się do Australii. W Kanadzie był też telewizyjny mini serial i co tydzień czekałam na niego, aby dowiedzieć się, co stanie się z Maggie. Niektóre wątki tej serii zainspirowały mnie do napisania „Irlandzkich łąk”.

AAR: Który z irlandzkich bohaterów jest Ci najbliższy i dlaczego?

SAM: Moją ulubioną postacią jest Rylan Montgomery, ale mogę też powiedzieć, że najbliżej czuję się związana z Brianny O’Leary. Jako młoda kobieta byłam do niej bardzo podobna – spokojna, zastraszana przez autorytety i zawsze pragnąca zadowolić ludzi żyjących wokół mnie. Tak więc droga Britanny do odnalezienia samej siebie i umiejętności ochrony siebie stała się tym, z czym naprawdę mogłam się identyfikować.

AAR: Przeczytałam w Internecie, że zanim opublikowałaś „Irlandzkie łąki” minęło dziesięć lat. Dlaczego?

SAM: To skomplikowane pytanie! Zaczęłam pisać dla zabawy, kiedy moje dzieci były małe, nigdy tak naprawdę nie zamierzając publikować. Napisanie jednej książki zajęło mi dwa lata (nawiasem mówiąc, to było okropne). Potem odkryłam grupę pisarzy z Toronto tworzących romanse*, zaczęłam uczęszczać na seminaria i wciągnęłam się w świat pisania. Wcześniej czułam się bardzo samotna, nie znając innych pisarzy. Zaczęłam uczyć się więcej o rzemiośle pisarskim i tak było dopóki moja praca nie okazała się wystarczająco dobra, aby wygrać konkurs i w ten sposób zwrócić uwagę redaktora z wydawnictwa Bethany House, który zaproponował mi umowę na trzy książki!


Wydawnictwo Dreams
tłum. Anna Pliś


AAR: Kilka tygodni temu przeczytałam „Spadkobiercę”. Byłam pod dużym wrażeniem tej książki. Myślę, że jest to najpiękniejsza książka łącząca wartości chrześcijańskie ze zwykłym ludzkim życiem. Co sprawiło, że napisałaś tę powieść?

SAM: Właściwie wpadłam na ten pomysł podczas badań nad przodkami. Dowiedziałam się, że mój prapradziadek pracował jako stajenny w stajniach należących do zamożnej angielskiej rodziny, której majątek nazywał się Stainsby House. W toku dalszych badań odkryłam, że ożenił się z jedną z podkuchennych pracujących w tej posiadłości i to sprawiło, że wyobraziłam sobie, jak mogłaby wyglądać ich historia miłosna. Pomyślałam, że fajnie byłoby napisać historię, w której bohaterowie pobraliby się już na samym początku książki (zamiast romansu, w którym para nie może być razem aż do samego końca), ale musiałam znaleźć sposób na podtrzymanie konfliktu pomiędzy nimi. A cóż może być lepszego, niż to, że stajenny zostaje spadkobiercą!

AAR: Dlaczego do fabuły swoich opowieści wplatasz wartości chrześcijańskie?

Wydawnictwo Dreams
tłum. Elżbieta Zawadowska 
SAM: Staram się, aby moje historie podnosiły na duchu, przynosząc światu Bożą nadzieję i bezwarunkową miłość. To wspaniale, gdy czytelniczka wysyła mi wiadomość, że moje słowa przemówiły do niej i dały jej nadzieję odnośnie do jej życiowej sytuacji. To daje satysfakcję.

AAR: Jak wspomniałam powyżej, Twoja pierwsza powieść, którą napisałaś jako nastolatka, została odrzucona. Czy mogłabyś powiedzieć nam, co stało się z tą książką?

SAM: Nic! Leży wysoko na półce w mojej szafie razem z tym odmownym listem! Zaczęłam ją pisać, gdy miałam dwanaście lat, a skończyłam, kiedy miałam około piętnastu. To był jeden wielki bałagan, ale za to świetna nauka!

AAR: Skąd czerpiesz informacje i pomysły do swoich książek?

SAM: Wiele razy trzon pomysłu stanowi życie mojej rodziny albo historia z gazety, a potem buduję wokół tego fabułę. Na przykład w przypadku drugiej części „Kanadyjskich wypraw”, „The Highest of Hopes”, zasadniczym pytaniem było życie mojej babci, która nigdy nie znała swoich rodziców. Jej matka zmarła przy porodzie i powiedziano jej, że jej ojciec umarł z powodu złamanego serca. Podczas swoich badań odkryłam, że nie umarł, a tak naprawdę ożenił się ponownie i miał kolejne dziecko. Zastanawiałam się, co zrobiłaby moja babcia, gdyby kiedykolwiek się o tym dowiedziała. Czy wróciłaby do Anglii, by znaleźć ojca i stawić mu czoło, czy udawałaby, że on nie istnieje? Tak więc moja bohaterka, Emmaline, robi to pierwsze, gdy dowiaduje się, że jej ojciec, o którym myślała, że nie żyje, ma się bardzo dobrze i mieszka w Kanadzie. Emmaline jest niepokorną kobietą i oczywiście przepływa ocean, aby go odnaleźć.

AAR: Jaka była najbardziej zaskakująca rzecz, której nauczyłaś się podczas tworzenia swoich książek?

SAM: Jak naprawdę trudne jest pisanie! I ile pracy zajmuje redagowanie i udoskonalanie opowieści, dopóki ta nie trafi do druku.

AAR: Czy dostajesz dużo wiadomości od czytelników? O czym mówią?

SAM: Niezbyt często dostaję wiadomości od swoich czytelników, ale ilekroć ktoś poświęci czas na skontaktowanie się ze mną, jestem bardzo wzruszona i z całą pewnością odpowiadam na jego wiadomość. Jak powiedziałam wcześniej, najbardziej satysfakcjonującą rzeczą jest otrzymywanie wiadomości od kogoś, kto naprawdę docenił pozytywne przesłanie moich książek.

AAR: Piszesz także romance współczesne. Mam na myśli serię „The Rainbow Falls” i książkę zatytułowaną „Healing The Widower’s Heart”. Żadna z nich nie została jeszcze opublikowana w Polsce. Czy mogłabyś powiedzieć nam coś więcej o tych książkach?

SAM: Książki te zostały wydane w Stanach Zjednoczonych przez niewielkie wydawnictwo i wątpię czy zostaną przetłumaczone. Ale nigdy nie wiadomo. Skupiają się one wokół mieszkańców małego fikcyjnego miasteczka Rainbow Falls w Północnej Dakocie. Pierwsza bohaterka, Lily, ucieka przed trudną przeszłością. Jej nowy gospodarz, Nick, okazuje się mężczyzną honorowym, czego Lily nigdy wcześniej nie doświadczyła. Trudno jest jej mu zaufać, ale kiedy dowiaduje się, że Nick myśli o zostaniu pastorem, wie, że nigdy nie będzie dla niego wystarczająco dobra.

„Healing The Widower’s Heart” to książka w rodzaju harlequina, o wdowcu i jego małym synku, który nie może uciec od smutku, oraz o młodej opiekunce, która pomaga im wyleczyć się z przygnębienia. To była jedna z moich ulubionych książek!

AAR: Ciekawi mnie, w jaki sposób piszesz? Czy w pisaniu bardziej kierujesz się logiką czy intuicją, albo łączysz ze sobą te dwie rzeczy? Proszę, opisz swój proces tworzenia.

Wydawnictwo Dreams
tłum. Elżbieta Zawadowska
SAM: Powiedziałabym, że jest to połączenie obydwu tych kwestii. Muszę przedstawić swoim wydawcom zarys każdej książki, zanim zaproponują mi umowę. Zwykle współpracuję ze swoim osobistym krytykiem i intensywnie myślimy o tym, co może się wydarzyć w każdej książce. Kiedy mam już ogólny zarys każdej opowieści, wysyłam ją do swojego wydawcy. Jednak… kiedy zacznę pisać, robię to bardziej intuicyjnie i wiele razy moje postacie odmawiają współpracy z moim zarysem (śmiech). Opowieść zazwyczaj kończy się zupełnie inaczej niż ta, od której zaczęłam.

AAR: Jakie cele i założenia przyświecały Twoim książkom i czy czujesz, że je osiągnęłaś?

SAM: Moim celem było danie ludziom historii podnoszących na duchu, dających nadzieję na przyszłość. Jak również oznajmienie im, że Bóg ich kocha bez względu na wszystko. Chciałam też pisać wspaniałe historie miłosne ze szczęśliwymi zakończeniami! Ogólnie rzecz biorąc, czuję, że to osiągnęłam.

AAR: Czy są jakieś ludzkie historie, które poznałaś podczas zbierania materiałów do książek? Czy mogłabyś się nimi podzielić?

SAM: Większość swoich badań prowadzę w Internecie i podczas zwiedzania niektórych miast mających związek z moją książką. Tak naprawdę nie spotykam się z ludźmi. Wybacz!

AAR: Jaki jest Twój kolejny projekt? Czy pracujesz nad nową książką?

SAM: Pracuję nad nową trzyczęściową serią zatytułowaną „Redemption’s Light”. To opowieść o młodej kobiecie, żyjącej w 1941 roku, która chce otworzyć klinikę położniczą dla niezamężnych matek. Pierwsza książka nosi tytuł „Heaven For Her Heart” i powinna ukazać się późną jesienią 2020 roku.

AAR: Susan, bardzo dziękuję Ci za tę interesującą rozmowę. Czy jest coś, co chciałabyś dodać lub powiedzieć swoim polskim czytelnikom?

SAM: Tylko to, że jestem wdzięczna za miłość i wsparcie, jakie od Was otrzymuję! Jestem wdzięczna Wam wszystkim!



Rozmowa, przekład i redakcja
Agnes A. Rose




Jeśli chcesz przeczytać ten wywiad w oryginale, kliknij tutaj.
If you want to read this interview in English, please click here.










Chodzi o grupę The Toronto Romance Writers, która powstała w 1986 roku i zrzesza autorów tworzących każdy rodzaj romansów: historyczne, współczesne, futurystyczne, paranormalne i z wątkiem sensacyjnym. (przyp. tłum.).






środa, 20 listopada 2019

Zawsze chciałam napisać książkę o pięknym wybrzeżu Oregonu...




ROZMOWA Z IRENE HANNON


Irene Hannon jest bestselerową i wielokrotnie nagradzaną autorką. Napisała ponad pięćdziesiąt powieści, wśród których są romanse z wątkiem sensacyjnym, współczesne romanse oraz powieści typowo kobiece. Irene posiada tytuł licencjata z psychologii i magistra z dziennikarstwa. Przez wiele lat pracowała na dwóch etatach, aż w końcu zrezygnowała ze stanowiska dyrektora ds. komunikacji korporacyjnej w firmie Fortune 500, aby zostać pełnoetatową pisarką. Wszystkie jej powieści charakteryzuje światopogląd chrześcijański. W wolnym czasie lubi gotować, uprawiać ogród i śpiewać. Jako wykwalifikowana wokalistka śpiewała główne role w wielu musicalach. Jest także solistką w swoim kościele parafialnym. Kiedy nie jest zajęta, wówczas wraz z mężem podróżuje, w sobotnie poranki chodzi do ulubionej kawiarni i spędza czas z rodziną. Mieszkają w Missouri. W Polsce możemy przeczytać trzy jej książki: „Pewnego lata”, „Tej idealnej wiosny” i  Przystań Nadziei”.



Agnes Anne Rose: Witam Cię bardzo serdecznie, Irene, i dziękuję, że poświęciłaś czas, aby dzisiaj ze mną porozmawiać. Czy zawsze uważałaś siebie za pisarkę? Możesz opowiedzieć coś o swojej drodze wydawniczej?

Irene Hannon: Cieszę się, że tutaj jestem! Tak, zawsze uważałam się za pisarkę. Myślę, że pisarzem człowiek się rodzi, a nie jest stworzony, natomiast pisanie, jak każdy inny talent, jest darem. Niemniej, w młodości nigdy nie uważałam pisania powieści jako realny wybór swojej kariery. Wszyscy wiedzą, jak trudno jest zarabiać na życie w jakiejkolwiek twórczej dziedzinie, a ja nie chciałam się martwić tym, że nie będę mieć wystarczająco dużo pieniędzy na życie. Po skończeniu studiów dziennikarskich podjęłam pracę w świecie biznesu, gdzie pisałam codziennie i wtedy nocami zaczęłam pisać książki. Sprzedaż mojej pierwszej książki zajęła dużo czasu, a po drodze było wiele niepowodzeń. Mimo to nadal pisałam i ostatecznie osiągnęłam sukces, który pozwolił mi porzucić korporacyjny świat i pisać w pełnym wymiarze godzin.

AAR: Kim byli ludzie, którzy Cię zachęcali i dostrzegali w Twoim pisaniu potencjał?

IH: Na początku to moi rodzice byli dla mnie największym wsparciem. Uwierzyli we mnie, co dało mi pewność, że mogę spróbować. Mój tata wciąż mnie zachęca i wiem, że moja mama czuwa nade mną z nieba. Pierwszą osobą, która przekonała mnie, że posiadam poważny potencjał, była moja nauczycielka języka angielskiego w szkole średniej. Była również pasjonatką siły języka i to ona przekazała mi tę pasję.

AAR: Jak wspomniałam wyżej, fabuła Twoich książek opiera się na światopoglądzie chrześcijańskim. Co sprawiło, że zdecydowałaś się tworzyć beletrystykę chrześcijańską?

IH: Dwie rzeczy. Po pierwsze, zawsze wierzyłam, że można opowiadać ciekawe historie bez wulgaryzmów, jawnej przemocy lub scen łóżkowych. Beletrystyka chrześcijańska jest idealnym domem dla tego rodzaju opowieści. Lubię ten gatunek, ponieważ jest pełen nadziei i koncentruje się na rzeczach, które naprawdę mają znaczenie. Pomimo tego, element wiary w moich książkach wydaje się niewielki. Zazwyczaj pokazuję bohaterów, którzy żyją w wierze, a nie o niej mówią, lecz jasne jest, że ich przekonania wpływają na wszystkie ich wybory.

AAR: W jaki sposób sprawiasz, by opowieść stała się wiarygodna, szczególnie kiedy osobiście nie zetknęłaś się z trudnościami, które przeżyli Twoi bohaterowie?

IH: Pomagają mi moje studia psychologiczne. Podobnie jak moja praca sceniczna, która wymaga ode mnie odgrywania różnych ról i stawania się inną osobą. Podsumowując, empatia jest tutaj kluczem. Musisz postawić się w roli bohatera i postarać się wyobrazić sobie, co on czuje. W dużej mierze pomaga także czytanie, ponieważ istnieje wielu wspaniałych autorów, którzy stworzyli postacie, które pomagają nam lepiej zrozumieć ogrom różnych doświadczeń i wyzwań.

Wydawnictwo Replika
tłum. Piotr Kuś
AAR: A teraz porozmawiajmy o książkach, które zostały opublikowane w Polsce. Pierwszą z nich jest „Pewnego lata”. Powieść została wydana w 2013 roku. Według polskich recenzentów jest to piękna opowieść o sile wiary i relacji międzyludzkich, jak również zadziwiającym splocie wydarzeń, który pewnego lata zetknął ze sobą losy kilkorga ludzi. Czy mogłabyś powiedzieć nam, co zainspirowało Cię do napisania tej książki?

IH: Chciałam napisać książkę o uzdrowieniu relacji pomiędzy rodzeństwem. Stworzyłam więc historię, w której dwie bardzo różniące się od siebie siostry i żyjące przez dość długi czas z dala od siebie, spotykają się pewnego lata, aby poradzić sobie z kryzysem rodzinnym. Trzeba przezwyciężyć urazę, wzajemną rywalizację i bolesną przeszłość. Przesłanie, które chciałam zawrzeć jest takie, że nigdy nie jest za późno, aby naprawić krzywdy i zacząć wszystko od nowa, i że przebaczenie win z przeszłości stanowi często klucz do lepszej przyszłości.

AAR: Twoja kolejna książka, zatytułowana „Tej idealnej wiosny”, została opublikowana w Polsce w 2014 roku. Niektórzy polscy czytelnicy mówią, że jest to przyjemna lektura o sile modlitwy i wiary w to, że nasze losy są zapisane przez jakąś siłę wyższą i wszystko, co się dzieje z ludźmi prowadzi ich ku temu, co jest im przeznaczone. Czy mogłabyś powiedzieć nam, jak wspominasz pracę nad tą książką?

IH: „Tej idealnej wiosny” zaczyna się od listu małej dziewczynki, w którym prosi biznesmena filantropa o pomoc w zaplanowaniu urodzinowej niespodzianki dla swojego starszego sąsiada. Ostatecznie ten prosty gest dobroci dotyka wielu ludzi i przynosi mnóstwo błogosławieństwa. Jednym z przesłań tej książki jest to, że wszystko, co robimy może wywołać efekt fali i że łaska może wejść w nasze życie w najbardziej nieoczekiwany sposób. To piękna, podnosząca na duchu opowieść o drugich szansach i rozpoczynaniu wszystkiego od nowa.

AAR: Kilka tygodni temu przeczytałam „Przystań Nadziei”, która została wydana w Polsce w zeszłym roku. Jestem pod wielkim wrażeniem tej powieści. Nie mogę o niej zapomnieć. Pozwól, że zapytam, jak pojawił się pomysł opowiedzenia historii Tracy i Michaela?

IH: Zawsze chciałam napisać książkę o pięknym wybrzeżu Oregonu, więc kilka lat temu pojechałam tam, aby zebrać materiały na temat miejsca akcji. Jedną z roślin uprawianych w Oregonie jest żurawina. Postanowiłam więc stworzyć bohaterkę, która jest właścicielką rodzinnej farmy żurawinowej przeżywającej trudności finansowe. Towarzyszy jej także głęboki smutek. Michael przybywa do Przystani Nadziei w poszukiwaniu odpowiedzi… i odkupienia. Ukrywa tę bolesną tajemnicę i głęboki żal. Chciałam zabrać czytelników w podróż z tymi dwiema zranionymi duszami, które znajdują uzdrowienie, nadzieję i miłość. Jest też druga historia o starszej kobiecie, która ma pretensje izolujące ją od wielu lat od otoczenia. Kluczową częścią tej historii jest obserwowanie jej transformacji, gdy zaczyna ona wchodzić w interakcje z Michaelem.

Wydawnictwo Replika
tłum. Monika Orłowska
AAR: Oprócz tych trzech książek, o których rozmawiałyśmy powyżej, napisałaś ich znacznie więcej. Czy mogłabyś wybrać jedną z nich i zarekomendować ją swoim polskim czytelnikom? Powiedz, dlaczego akurat ta.

IH: Poleciłabym jedną z książek pochodzących z serii „Przystań Nadziei”. Oprócz pierwszego tytułu – „Przystań Nadziei” – są jeszcze cztery… i co najmniej trzy w drodze. Cieszę się, że czytelnicy na całym świecie przyjęli to małe nadmorskie miasteczko w stanie Oregon. „Driftwood Bay”, najnowsza powieść z serii „Przystań Nadziei”, cieszy się szczególną popularnością. Każda historia jest autonomiczna, ale we wszystkich pojawia się kilka drugorzędnych postaci, jak Floyd i Gladys, moja para mew; przekomarzający się duchowni z dwóch kościołów w mieście; oraz Charley Lopez, artysta prowadzący stoisko z taco na nabrzeżu. Zapraszam wszystkich czytelników tej strony do odwiedzenia Przystani Nadziei i poznania ich!

AAR: Jaka jest najbardziej zaskakująca rzecz, którą odkryłaś podczas pisania książki/książek?

IH: To, że pisanie nigdy nie staje się łatwiejsze. Ludzie, którzy nie są pisarzami, nie zawsze to rozumieją. Ale prawda jest taka, że im dłużej to robię, tym jest mi trudniej. To dlatego, że chcę, aby każda książka była lepsza od poprzedniej, więc zawsze staram się ją ulepszać. I z każdą książką, którą piszę uczę się czegoś nowego.

AAR: Czy wśród bohaterów, których stworzyłaś, masz swojego ulubionego? Jeśli tak, to który? I co czyni go tak wyjątkowym?

IH: Uwielbiam wszystkie moje postacie, ale ulubionym bohaterem czytelników jest Charley Lopez, czyli postać z „Przystani Nadziei”, o której wspomniałam powyżej. On zawsze ma do powiedzenia coś mądrego i wydaje się, że dużo wie o innych. Dostałam od czytelników więcej komentarzy dotyczących tej postaci, niż na temat wszystkich innych moich bohaterów razem wziętych i pojawiających się w pozostałych książkach.

AAR: Twoja najnowsza książka „Dark Ambitions” została wydana w październiku. Jest to trzecia część serii zatytułowanej „Code of Honor”. Czy mogłabyś powiedzieć nam coś więcej na temat tej powieści i całej serii?

IH: Pisząc skupiam się na dwóch gatunkach – współczesnym romansie i romansie z wątkiem sensacyjnym. „Dark Ambitions” to powieść trzymająca w napięciu. Seria „Code of Honor” przedstawia troje przyjaciół z dzieciństwa pochodzących z trudnych środowisk, których więź w miarę upływu czasu… i grożącego im niebezpieczeństwa jeszcze bardziej się umocniła. Będąc dziećmi przysięgli sobie, że uczynią świat lepszym, i to jest ten kod, według którego żyją – stąd wziął się tytuł serii. „Dark Ambitions” to trzecia książka z serii, która opowiada o byłym pilocie wojskowym, który obecnie prowadzi obóz dla przybranych dzieci. Historia zaczyna się, gdy w obozie odkryty zostaje ślad krwi na śniegu. Wtedy były pilot wynajmuje prywatnego detektywa, aby ten pomógł mu rozwiązać zagadkę śladu krwi. Lecz im bardziej zagłębiają się w sprawę, tym większe grozi im niebezpieczeństwo, ponieważ ktoś nie chce, aby prawda została odkryta. Jest to historia trzymająca w napięciu z zakończeniem, którego większość czytelników nie jest w stanie przewidzieć. I jak w przypadku wszystkich moich książek tworzących serie, tutaj też każda jest autonomiczna. Nie ma wątków fabularnych, które przenoszą się z książki na książkę.

Wydawnictwo Dreams
tłum. Emilia Niedzieska
AAR: Czy mogłabyś zdradzić nam, jaki jest styl Twojej pracy? Czy jesteś planistką, czy piszesz to, co akurat przyjdzie Ci do głowy?

IH: Trochę i jedno, i drugie. Przed rozpoczęciem pisania spędzam sporo czasu na poznawaniu swoich postaci i kreśleniu podstawowej fabuły. Na wczesnym etapie robię też dużo badań. Gdy zaczynam pisać, pozwalam, aby to historia przejęła kontrolę. Nie mam jednak ani konspektu, ani nawet planu pisania sceny po scenie.

AAR: Napisałaś więcej niż pięćdziesiąt książek. Czy kiedykolwiek ogarniały Cię jakieś wątpliwości?

IH: Często – szczególnie wtedy, gdy próbuję wymyślić, dokąd udać się ze swoją kolejną książką. Ten etap wydaje mi się bardzo bezproduktywny, ponieważ na stronie nie pojawiają się żadne słowa. A zatem myślę. Wiem, że to część mojego pisarskiego procesu, ale czasami myślę, że wątki tej historii nigdy nie połączą się ze sobą lub że nie wpadnę na naprawdę sugestywny pomysł. Mój mąż mógłby opowiedzieć Ci o tych wątpliwościach, ponieważ to on musi tego słuchać!

AAR: Jak wspomniałam wyżej, jesteś autorką otrzymującą szereg nagród. Na przykład siedmiokrotnie byłaś finalistką nagrody RITA, a trzy razy ją zdobyłaś. Ta nagroda uważana jest za Oscara w dziedzinie romansów. Ale zdobyłaś także znacznie więcej nagród. Czy mogłabyś powiedzieć nam coś więcej na ich temat?

IH: Miałam szczęście, że moja praca została doceniona wieloma nagrodami, wśród których znalazły się także National Readers’ Choice, Daphne du Maurier Award, Retailers’ Choice, Booksellers’ Best, Carol Award i Reviewers’ Choice. Ta ostatnia przyznawana jest przez magazyn RT Book Reviews.  Nagroda za całokształt twórczości przyznawana przez RT Book Reviews dotyczyła całego mojego dorobku literackiego i była dla mnie wyjątkowa. Lecz ta, która ma dla mnie największe znaczenie wprowadziła mnie do galerii sław amerykańskich pisarzy. Dzieje się tak po trzykrotnym zdobyciu nagrody RITA w tej samej kategorii, a tylko szesnastu autorów dokonało tego w prawie czterdziestoletniej historii organizacji.

AAR: Co oznacza dla Ciebie sukces literacki? W jaki sposób zmienił on Twoje życie?

IH: Ogromnym błogosławieństwem okazało się zarabianie na życie dzięki pisaniu powieści. Pracuję przez wiele godzin, ale mój harmonogram dnia jest znacznie bardziej elastyczny, niż wtedy, gdy pracowałam w korporacji. Tak więc od czasu do czasu wraz z mężem możemy wymknąć się na lunch do uroczego miejsca na wsi. Poza tym moje życie nie zmieniło się tak bardzo, ponieważ moje priorytety są takie same… wiara, rodzina i pisanie. Mój mąż i ja mieszkamy w tym samym domu, który kupiliśmy po ślubie, na długo zanim odniosłam duży literacki sukces. Udzielam więcej wywiadów i mam więcej spotkań autorskich, niż kiedyś, ale kiedy jestem w domu (to moje ulubione miejsce), jestem tą samą Irene, którą zawsze byłam. Nigdy nie potrzebuję rzeczy materialnych do tego, aby być szczęśliwą, i chociaż cieszę się chwilami splendoru, który zawdzięczam swojemu sukcesowi, cieszę się, że większość dni spędzam w spokoju i kameralnie.

AAR: Na koniec chciałabym zapytać Cię, czy obecnie nad czymś pracujesz. Czy mogłabyś podzielić się tym ze swoimi czytelnikami?  

IH: Zawsze pracuję nad jakąś książką. W kwietniu ukaże się szósta część serii „Przystań Nadziei”. Jej tytuł to „Starfish Pier”. Przyszłej jesieni rozpocznę nową serię romansów z wątkiem sensacyjnym, w której udział biorą trzy siostry zaangażowane w poszukiwanie prawdy. Ta seria nosi tytuł „Triple Threat”, a jej pierwsza część zatytułowana jest „Point of Danger”. Tak więc przede mną wiele powieści!

AAR: Irene, bardzo dziękuję Ci za tę miłą rozmowę. To była dla mnie ogromna przyjemność móc z Tobą porozmawiać. Czy jest coś, co chciałabyś dodać albo powiedzieć swoim polskim czytelnikom?

IH: Cieszę się, że kilka moich książek zostało przetłumaczonych na język polski i mam nadzieję, że w przyszłości zostaną przetłumaczone kolejne. Dziękuję wszystkim, którzy czytali lub kupili moje książki wydane w języku polskim. Tych, którzy czytają po angielsku zapraszam do odwiedzenia mojej strony na Facebooku (https://www.facebook.com/Irene-Hannon-426433004084567/), gdzie prawie codziennie rozmawiam z czytelnikami. Natomiast moja strona internetowa (www.irenehannon.com) zawiera więcej informacji na temat wszystkich moich książek i mojej przeszłości. Dziękuję, Agnieszko, za zaproszenie. Było mi bardzo miło!




Rozmowa, przekład i redakcja
Agnes A. Rose




Jeśli chcesz przeczytać ten wywiad w oryginale, kliknij tutaj
If you want to read this interview in English, please click here






piątek, 8 listopada 2019

Magdalena Zimniak – „Wschód księżyca”








Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki i Wydawnictwa. Dziękuję!



Wydawnictwo: PROZAMI
Słupsk/Warszawa 2019



Niektórzy uważają, że szkolne przyjaźnie są tymi najtrwalszymi i zawieranymi na całe życie, podczas gdy są też tacy, którzy twierdzą, że dopiero będąc na studiach ludzie są zdolni do nawiązywania najsilniejszych relacji. Niemniej często zdarza się, że po zdaniu matury, kiedy to każdy młody człowiek wybiera własną życiową drogę, w jego pamięci wciąż pozostają ci, z którymi spędził kilka najlepszych lat życia. To szkolni koledzy byli świadkami pierwszych miłosnych rozczarowań; to oni przychodzili z pomocą, gdy trzeba było wyciągać z tarapatów; to im powierzaliśmy najgłębiej ukryte tajemnice i naiwnie wierzyliśmy, że nigdy nie ujrzą one światła dziennego. Co jednak zrobić, jeśli szkolna koleżanka lub kolega bezustannie tkwią w naszych myślach i nie pozwalają nam normalnie żyć? Co zrobić, gdy mimo wszystko staramy się ułożyć sobie życie, lecz myślami wciąż wracamy do tego, co było, kiedy mieliśmy osiemnaście lub dziewiętnaście lat? Co zrobić, kiedy każdego dnia zdradzamy w myślach naszego obecnego partnera? Albo partnerkę, z którą dzielimy życie? Czy to już obsesja czy może jedynie tak silne zauroczenie, że nie pozwala nam ono normalnie funkcjonować?

Monikę i Pawła połączyło coś wyjątkowego, choć była to tylko jedna upojna noc podczas balu maturalnego. Noc, o której oboje nie potrafili zapomnieć, pomimo że każde z nich po ukończeniu szkoły ułożyło sobie życie po swojemu. Monika praktycznie od zawsze była inna. Często można było odnieść wrażenie, że choć fizycznie jest obecna, to jednak jej dusza porusza się w jakimś zupełnie innym wymiarze. Możliwe, że właśnie ta inność tak bardzo zafascynowała Pawła, iż nie mógł o niej zapomnieć pomimo upływu lat. Mało kto zdawał sobie sprawę z tego, że ta wyobcowana dziewczyna przeżyła w dzieciństwie tragedię i od tamtej pory nie potrafi uporać się z traumą. Nieświadomi niczego koledzy traktowali ją na tyle normalnie, na ile można traktować osobę, która wciąż duchem błądzi w jakiejś innej rzeczywistości.

Od matury Moniki i Pawła mija kilka lat. Ona ma już dom, męża i malutkie dziecko, natomiast on wciąż nie potrafi się ustatkować. Zmienia dziewczyny niczym przysłowiowe rękawiczki, ponieważ z żadną nie potrafi stworzyć stałego związku. W podświadomości chłopaka nadal „mieszka” Monika. Pewnego dnia oboje spotykają się zupełnie przypadkowo i wówczas ich uczucie odżywa na nowo. W rezultacie dziewczyna namawia Pawła na wyjazd w Tatry. Chłopak nie waha się ani chwili. Wie bowiem, że taka okazja już się nie powtórzy, bo przecież Monika jest mężatką, a mąż nie będzie stale wyjeżdżał służbowo. Niestety, romantyczny w zamyśle wyjazd kończy się tragicznie. Kobieta bez żadnego ostrzeżenia rzuca się w przepaść na oczach zszokowanego mężczyzny. Pragnie tylko jednego. Chce aby Paweł podążył w nieznane razem z nią, lecz ten tego nie robi sparaliżowany strachem. Nawet w najśmielszych snach nie przypuszczał, że dziewczyna, z którą jeszcze przed kilkoma minutami przeżywał chwile miłosnych uniesień, targnie się na swoje życie. Wydaje się, że jedyne, co w tej sytuacji może zrobić młody mężczyzna, to wrócić do domu i modlić się, żeby nikt nie odkrył, iż to on towarzyszył Monice w ostatnich minutach jej życia. Gdyby stało się inaczej, mógłby wszak zostać posądzony o zamordowanie ukochanej.

Mijają lata. Paweł układa sobie życie u boku najwspanialszej dziewczyny, jaką mógł sobie wymarzyć, lecz to wcale nie oznacza, że zapomniał o tym, co stało się w górach. Na samą myśl o Zakopanem paraliżuje go strach i wie, że nie może tam wrócić, choćby nie wiadomo co się działo. Lecz okazuje się, że życie napisało dla niego zupełnie inny scenariusz. Po dwudziestu latach Paweł wraca do miejsca, w którym miał nadzieję już nigdy się nie znaleźć. Nie ma bowiem pojęcia, że w drodze na Zawrat wciąż ktoś na niego czeka. Czy mężczyźnie uda się oprzeć demonom czającym się w górach? A może z raz obranej drogi nie ma już powrotu? Co stanie się z jego bliskimi, jeśli Paweł ulegnie i podąży za głosem, który bezustannie go woła? Czy może narażać niewinnych ludzi? Przecież oni nie zasłużyli sobie na to, aby dzielić z nim to, co zostało zapoczątkowane wiele lat temu.

Magdalena Zimniak znana jest z tego, że pisze mroczne thrillery psychologiczne. Kiedy wydaje się, że nie można wymyślić już niczego nowego, wówczas autorka wydaje kolejną książkę i zaskakuje czytelnika tematem, który wbija go w fotel, po kręgosłupie przebiega mu stado mrówek i zaczyna nerwowo rozglądać się po pokoju, zastanawiając się, czy przypadkiem złe duchy nie nawiedziły i jego. Czytelnik wytęża słuch, myśląc czy sam również nie usłyszy jakichś podejrzanych głosów. Klimat powieści jest niezwykle mroczny. Pojawiają się w niej różni bohaterowie, którzy w mniejszym bądź większym stopniu związani są z Moniką. Moim zdaniem to ona jest tutaj główną bohaterką, ponieważ to właśnie wokół niej wszystko się kręci. Choć nie żyje od wielu lat, to jednak stale daje o sobie znać. To ona kieruje życiem tych, którzy zostali i którzy byli jej bliscy. Monika nie daje o sobie zapomnieć, choćby nie wiadomo, jak bardzo nasi bohaterowie pragnęli wyrzucić ją z pamięci.  

Pomimo że powieść zawiera w sobie pierwiastek metafizyczny, to jednak należałoby bardziej skupić się na kwestiach realnych. Na kartach powieści występuje wielu bohaterów, z których każdy musi zmagać się z własnymi demonami. U niektórych pojawia się przeogromna chęć zemsty. W ich przypadku jest to uczucie, którego tak naprawdę nie powinni czuć, a jednak dzieje się inaczej. To uczucie jest silniejsze od nich samych i wydaje się, że tak naprawdę nic nie jest w stanie tego zmienić. Z drugiej strony obecna jest także miłość, która objawia się pod kilkoma postaciami. Jest zatem miłość rodziców do dziecka, obsesyjna i prowadząca do zguby miłość pomiędzy kochankami, czy też miłość między przyjaciółmi, która przejawia się przede wszystkim w niewyobrażalnej potrzebie bezustannego chronienia osób znajdujących się w ciągłym niebezpieczeństwie. Oprócz tego mamy również do czynienia z miłością zakazaną, dla której można wręcz zabić.

Wschód księżyca to bez wątpienia thriller psychologiczny stanowiący doskonałe studium przypadku. Psychikę i postępowanie wszystkich bohaterów, nawet tych drugoplanowych, możemy bowiem poddać dogłębnej analizie i spróbować dociec, dlaczego zachowują się w ten konkretny sposób. Co ciekawe, oprócz Moniki, na pierwszy plan wysuwa się duchowny, który nie tylko musi radzić sobie z niełatwą codziennością swojego kapłańskiego stanu, ale przede wszystkim z własnymi emocjami i demonami, które od lat mu towarzyszą. On doskonale wie, że są rzeczy, których robić mu nie wolno, lecz mimo to są chwile, kiedy nie potrafi skutecznie walczyć z pokusą.

Najnowsza powieść Magdaleny Zimniak stanowi doskonałą lekturę dla tych czytelników, którzy oczekują od powieści czegoś więcej, niż tylko rozrywki i przyjemnie spędzonego czasu. Wschód księżyca to opowieść, która pozwala zrozumieć, co tak naprawdę jest w życiu najważniejsze i czym należy kierować się w relacjach z innymi ludźmi. To także opowieść o tym, jak ważne są ludzkie wybory. Jedna nierozważna i nieprzemyślana decyzja może bowiem uruchomić lawinę dramatycznych zdarzeń, które trudno będzie zatrzymać i których konsekwencje przejdą na kolejne pokolenia. Historia Moniki i Pawła hipnotyzuje i wciąga z każdą kolejną stroną. To bez wątpienia książka, która na długo pozostaje w pamięci czytelnika.








czwartek, 31 października 2019

Dorota Ponińska – „Sekrety pani pułkownikowej”







Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. Dziękuję!



Wydawnictwo: EDIPRESSE KSIĄŻKI
Warszawa 2019


W okresie dwudziestolecia międzywojennego Warszawa nazywana była Paryżem Północy, a to ze względu na swój niepowtarzalny klimat. Zachwyt budziła przede wszystkim jej architektura. Z jednej strony miasta można bowiem było zobaczyć ogromne gmachy, natomiast z drugiej klasycystyczne budynki. Przedwojenna Warszawa była zatem majestatycznym miastem, w którym tętniło życie i które wyraźnie wyróżniało się na tle ówczesnych stolic Europy. Można było wówczas odnieść wrażenie, że mieszkańcy stolicy wierzą, iż czeka ich wspaniała przyszłość w nowej i jakże odmienionej po latach zaborów Warszawie. Niestety, pragnienia te zniszczyła wojenna zawierucha, która zabrała ze sobą magiczny klimat Warszawy oraz odebrała jej wszystko to, co ją wyróżniało. W zamian wojna zostawiła ziemię pokrytą gruzem, resztkami kamienic oraz ludzką krwią.

Przedwojenne poranki charakteryzowały się niewielkim ruchem na warszawskich ulicach. Na sklepowych wystawach stały samotnie porcelanowe lalki, które z zadumą przypatrywały się pustym ulicom. Miasto ożywiało się dopiero około południa, gdyż wówczas parki zapełniały się radosnymi, roześmianymi i rozkrzyczanymi dziećmi, które biegały po alejkach, podczas gdy dorośli cieszyli się ciepłem promieni słonecznych i zachwycali się pięknym nadwiślańskim krajobrazem. Z kolei gdy zapadał zmrok Warszawa bynajmniej nie szykowała się do snu. Plac Teatralny mienił się wówczas świecącymi neonami i reklamami umieszczonymi na dachach kamienic i na latarniach. Opustoszałe nieco ulice oświetlane były tysiącem różnobarwnych migających lampek. Chociaż ruch na drogach nie był już tak natężony, jak za dnia, to jednak nie wszyscy warszawiacy chowali się w zaciszu swoich domów. Ci zamożniejsi bardzo często odwiedzali ekskluzywne lokale, aby w towarzystwie przyjaciół i znajomych, sącząc alkohol, pożegnać kończący się właśnie dzień. A potem powoli zamierał gwar, zaś samo miasto sposobiło się do snu pochłonięte przez nocny spokój, aby rankiem znów obudzić się do życia.


Plac Teatralny około 1925 roku. Po lewej stronie widać pałac Jabłonowskich. 


Przed wybuchem drugiej wojny światowej Warszawa była naprawdę piękna, a przynajmniej takie wydawało się być Śródmieście. Znajdowały się tam wspaniałe kamienice i piękne sklepy. Był też tor wyścigowy. Ponieważ Warszawa była miastem dorożek, bezustannie słychać było stukot końskich kopyt. Po ulicach jeździły też czerwone tramwaje i autobusy, lecz mimo to najwięcej widać było pojazdów konnych. Z kolei na Polu Mokotowskim znajdował się port lotniczy. Gdy w 1934 roku prezydentem miasta został Stefan Starzyński (1893-1939), rozpoczął się dynamiczny rozwój miasta. Wtedy też wspomniany wyżej tor wyścigowy przeniesiono na Służewiec, natomiast port lotniczy na Okęcie. Na spacery warszawiacy chodzili do Ogrodu Saskiego lub Ogrodu Pomologicznego znajdującego się na ulicy Nowogrodzkiej. Były również ulice, gdzie znajdowały się naprawdę eleganckie budynki przeznaczone tylko dla najbogatszych mieszkańców. W okresie międzywojennym zaczęto także wznosić luksusowe domy na Złotej.

W tamtym okresie w Warszawie był również dom handlowy braci Jabłkowskich, który znajdował się przy ulicy Brackiej 25. Ten modernistyczny gmach był bardzo chętnie odwiedzany przez warszawiaków, ponieważ jego kierownictwo naciskało na sprzedawców, aby wobec wszystkich klientów, a nie tylko wobec tych najbogatszych, byli uprzejmi. I to bardzo przyciągało ludzi. Można było tam kupić ubrania dla całej rodziny. Były też dostępne firanki, tkaniny i dywany. W domu handlowym działała pierwsza w Warszawie szklana winda. Organizowano w nim pokazy mody, natomiast bogate damy praktycznie zabijały się o ręcznie robione zaproszenia. W pierwszym rzędzie zawsze można było zobaczyć córki Józefa Piłsudskiego (1867-1935) – Wandę (1918-2001) i Jadwigę (1920-2014). Z kolei najsmaczniejsze pomarańcze sprzedawano na Nalewkach. Mówiono, że pochodziły one z Jaffy.


Luksusowy dom handlowy braci Jabłkowskich 


Przedwojenna Warszawa to na pewno miasto wielokulturowe. W porównaniu z innymi miastami europejskimi, mieszkało w nim najwięcej ludności pochodzenia żydowskiego, co sprawiało, że była ona centrum żydowskiego życia naukowego i kulturalnego. Wszystkim mieszkańcom Warszawa oferowała mnóstwo różnych rozrywek. Można było odwiedzać eleganckie kina albo tak zwane kina robotnicze, gdzie ekrany zastępowały zwykłe prześcieradła. Spacerowano po parkach oraz jeżdżono na wycieczki do Wilanowa, natomiast ci, którzy mogli sobie na to pozwolić, każdego wieczoru wychodzili do licznych restauracji albo kawiarni. Centrum miasta było nocami rozświetlane nie tylko gazowymi latarniami, ale także wspomnianymi już neonami.

Jeśli chodzi o modę, to należy zaznaczyć, że kobiety stopniowo zaczynały stawać się coraz bardziej wyzwolone. I choć nadal nosiły sukienki, które zakrywały kolana, to jednak były one krótsze i znacząco podkreślały talię. Minęła też moda na kostiumy kąpielowe przypominające wyglądem worki z rękawami i nogawkami. W latach trzydziestych przyszła również moda na plażowanie i teraz wypadało już wylegiwać się na piasku nad Wisłą. Znajdowały się tam specjalne podesty, na których praktycznie półnadzy mieszkańcy stolicy tańczyli do melodii wygrywanych przez zespoły jazzowe. Pomimo że większość warszawiaków żyła w nędzy, to jednak w dwudziestoleciu międzywojennym ludzi rozpierała niepowtarzalna energia. Ludzie chcieli żyć, chcieli się spotykać i wypoczywać na plażach nad Wisłą. Dlatego też po zakończeniu drugiej wojny światowej ci, którym udało się przeżyć, mocno tęsknili za tym, co było, ale niestety tamto życie sprzed wojny minęło bezpowrotnie.


Tak przed wojną wypoczywali warszawiacy.
Na zdjęciu widać Poniatówkę i plażę Kozłowskich. 

fot. Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny


Taką właśnie Warszawę możemy ujrzeć oczami wyobraźni w najnowszej powieści Doroty Ponińskiej. Akcja Sekretów pani pułkownikowej rozgrywa się gdzieś na przełomie lat 20. i 30. XX wieku. Prezydentem Polski jest bowiem Ignacy Mościcki (1867-1946), do którego na bale często chadzają nasi bohaterowie. Można odnieść wrażenie, że główną bohaterką jest tytułowa pani pułkownikowa, czyli Natalia Kotubrycka. Ale czy na pewno tak jest? Kobieta reprezentuje tę wyższą warstwę społeczną. Choć niegdyś istniało prawdopodobieństwo, że nie będzie jej dane wejść do wyższych sfer, to jednak jej życie potoczyło się w taki sposób, że ostatecznie osiągnęła swój cel. Dziś jest szanowaną małżonką zasłużonego w boju pułkownika, z którą wszyscy się liczą, pytają o zdanie, proszą o pomoc i zapraszają na spotkania towarzyskie. Niemniej pani pułkownikowa to tak naprawdę kobieta o niezwykle złożonej osobowości. Możliwe, że sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby nie tajemnice, które wciąż kładą się cieniem na jej życiu. Przeszłość stale ją prześladuje i nie pozwala zaznać spokoju.

Kolejną bohaterką, która ma tutaj do odegrania niemałą rolę i równie dobrze można uznać ją za główną postać, jest Frania Ozorek. Dziewczyna pochodzi z ubogiej wiejskiej rodziny, w której było niemało przemocy. Aby wyrwać się ze wsi i spod ciężkiej ręki ojca, zarówno Frania, jak i jej siostry uciekają do miasta, gdzie znajdują pracę w domach tych bogatszych warszawiaków. Frania trafia do domu pułkownika Kotubryckiego, gdzie pracuje jako służąca. Nie narzeka na pracę. Jest jej tutaj dobrze. Czuje się szanowana przez swoich chlebodawców. I pewnie wszystko nadal biegłoby z góry ustalonym rytmem, gdyby nie jedna noc, po której nic już nie będzie takie samo.

Trzecią – równie ważną bohaterką – jest niejaka Tatiana Trubecka. Dziś powiedzielibyśmy, że Tatiana to zwyczajna wróżka, która przepowiada przyszłość wszystkim tym, którzy mają na tyle dużo pieniędzy, że chcą jej za to płacić. Może są to ludzie nieco naiwni, może zagubieni, a może po prostu ciekawi, jak dalej potoczy się ich życie. Niemniej Tatiana mieszkająca w przedwojennej Warszawie wcale nie jest taką zwykłą wróżką, która wyciąga od ludzi pieniądze. Ona ma dar, który przywiozła ze sobą z dalekiej Syberii. Jest szamanką znającą ludzie serca, dusze i umysły. W dodatku jest kimś na kształt spowiednika, któremu można wszystko powiedzieć, a w zamian uzyskać poradę i pomoc w podjęciu trudnych decyzji. Tatianę można więc porównać do księgi, w której ukryta jest cała mądrość tego świata. Już niedługo życiowe drogi Tatiany Trubeckiej i Natalii Kotubryckiej niespodziewanie się przetną. Czy jednak pani pułkownikowa będzie w stanie zaakceptować to, co syberyjska szamanka ma jej do powiedzenia? Czy zgodzi się na układ, który może zniszczyć jej małżeństwo? A może będzie to jedyne wyjście, by móc je utrzymać? Jak wiele Natalia będzie musiała poświęcić, aby jej życie wróciło do normalności?


Aleje Jerozolimskie, rok 1934
fot. Willem van de Poll (1895-1970)


Po przepięknej opowieści Podróż po miłość, która ukazała się w formie trylogii, Dorota Ponińska proponuje nam coś zupełnie innego, choć równie magicznego i wciągającego już od pierwszej strony. Na kartach powieści czytelnik przenosi się do przedwojennej Warszawy i doświadcza jej niepowtarzalnego i magicznego klimatu. Lecz to nie wszystko. Spotykamy bowiem bohaterów, z których każdy jest inny, każdy wywodzi się z innego środowiska i każdy musi zmagać się z innymi problemami. Bohaterki mają do podjęcia naprawdę trudne decyzje. W przypadku Natalii dochodzą jeszcze tajemnice z przeszłości, które mogą zniszczyć jej uporządkowane życie, szczególnie jeśli wydostaną się poza cztery ściany jej domu. Ona doskonale wie, że gdyby tak właśnie się stało, będzie groził jej ostracyzm towarzyski, a na to przecież nie może sobie w żadnym razie pozwolić. Z kolei Frania może znaleźć się na bruku i co wtedy? Czy ktoś będzie chciał ją przyjąć do pracy z bagażem, który będzie dźwigać na swoich barkach? A może będzie musiała wrócić na wieś i znów godzić się na bycie pomiataną przez rodziców? Wydaje się, że tylko Tatiana stoi jakby obok całej tej sytuacji. Niemniej ona wie, jaki los czeka obydwie kobiety, jeśli nie podejmą właściwych decyzji.

Sekrety pani pułkownikowej to powieść, która posiada niepowtarzalny klimat. Jest w niej wszystko to, czego potrzeba dobrej powieści z akcją osadzoną w międzywojennej Warszawie. Autorka pokazuje nam życie mieszkańców ówczesnej stolicy z ogromną dokładnością i z różnych jego stron. Są bogaci, są biedni i są także ci, którzy żyją na średnim poziomie. Jest również próba radzenia sobie z sytuacją, która wydaje się bez wyjścia. Polecam zatem najnowszą powieść Doroty Ponińskiej wszystkim tym, którzy lubią cofać się w czasie i pragną pospacerować po ulicach przedwojennej Warszawy, a przy okazji podpatrzeć, jak wtedy wyglądało życie ludzi, którzy tak naprawdę niewiele się od nas różnili. Musieli bowiem zmagać się z podobnymi problemami i podejmować podobne decyzje, jak my dzisiaj. Ta książka to z jednej strony opowieść o życiu mieszkańców ówczesnej Warszawy, natomiast z drugiej stanowi ona doskonałe studium realiów panujących w dwudziestoleciu międzywojennym. Jeśli zatem chcielibyście wziąć udział w balu wydawanym przez Ignacego Mościckiego i jego małżonkę, to ta książka jest w sam raz dla Was.