Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

wtorek, 24 stycznia 2017

Paullina Simons – „Pieśń o poranku”














Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2013
Tytuł oryginału: A Song in the Daylight
Przekład: Katarzyna Malita





Kiedy człowiek czuje, że ma już wszystko, a życie obeszło się z nim naprawdę łagodnie w porównaniu do innych, wówczas zaczyna zastanawiać się nad celem swojej dalszej egzystencji. Możliwe, że popadł już w rutynę, a codzienne czynności wykonywane do tego samego schematu nie sprawiają mu takiej przyjemności, jak miało to miejsce kiedyś. Matka, która spędza całe dnie w domu, opiekując się dziećmi nierzadko czuje, że życie wymyka jej się z rąk i tak naprawdę nic dobrego już jej nie czeka, choć najmocniej na świecie kocha swoją rodzinę i oddałaby za nią życie. Mąż większość czasu spędza w pracy i jedyne, co go interesuje, to ciepły obiad na stole oraz zapewnienie bliskim egzystencji na godnym poziomie. Takie rozumowanie nie jest złe, dopóki nie przysłoni innych istotnych spraw. Bywa bowiem tak, że małżonkowie uparcie podążają tą samą drogą już od wielu lat, nie mając ani czasu, ani ochoty na zmianę. Wtedy może zdarzyć się tak, że nieoczekiwanie ktoś inny pojawi się w ich życiu i pokaże im, że przecież jeszcze nie wszystko stracone i można żyć inaczej. Wystarczy tylko podjąć odważną decyzję i pozwolić porwać się emocjom, idąc za głosem serca.

Rutyna, która tak uwierała przez ostatnie lata przykładnego małżeńskiego życia może zatem odejść w zapomnienie, bo oto nagle przed naszymi oczami pojawi się zupełnie inna perspektywa, a ktoś właśnie uświadomi nam, że najwyższa pora, aby znów zacząć myśleć tylko o sobie. Nasze pragnienie zmiany życia będzie wówczas tak ogromne, że odrzucimy wszelkie wyrzuty sumienia i pójdziemy za tym, co dyktuje nam serce. Niestety, nie zawsze decyzje podejmowane pod wpływem emocji są rozważne. Często zdarza się tak, że w ich wyniku krzywdzimy tych, którzy do tej pory stanowili sens naszego życia i obdarzali nas bezgranicznym zaufaniem. Czy zatem warto jest porzucić męczącą rutynę i zacząć życie z kimś nowym, z dala od tego, czemu poświęciliśmy większość swojego życia? Czy budowanie własnego szczęścia na nieszczęściu bliskich naprawdę przyniesie nam spełnienie? Możliwe, że na początku tak właśnie będzie, lecz po jakimś czasie – kiedy już opadną emocje – będą nas maltretować wyrzuty sumienia, a umysł stale będzie nam podsuwał obrazy z przeszłości i twarze bliskich, których porzuciliśmy, aby zacząć żyć inaczej. Może jednak lepiej spróbować coś zmienić w towarzystwie tych, którzy dzielą z nami życie?

W takich sytuacjach, jak ta opisana powyżej bardzo często w grę wchodzi prowadzenie podwójnego życia, które nierzadko wiąże się ze zdradą małżeńską. Powszechnie przyjęło się, że to rodzina jest najważniejsza, lecz istnieje ryzyko, że jest to tylko utarty banał, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że wielu ludzi porzuca ją, aby zacząć nowy etap życia. Tak właśnie postąpiła główna bohaterka powieści Paulliny Simons – czterdziestoletnia Larissa Stark. Kobieta posiada wszystko to, o czym inni mogą jedynie pomarzyć. Otóż ma kochającego męża i troje wspaniałych dzieci. Starkowie żyją na naprawdę wysokim poziomie, choć zawodowo pracuje tylko Jared. To on zajmuje się domowym budżetem. Mężczyzna jest zatrudniony w Prudential, więc zna się na finansach, jak nikt inny. Poza tym zarabia naprawdę dużo, a to pozwala na to, aby jego rodzina nie narzekała na brak pieniędzy. Larissa zajmuje się dziećmi, choć tęskni za pracą zawodową. Kiedyś zajmowała się teatrem, a nawet zdarzało jej się wyreżyserować jakąś sztukę. Wie jednak, że rodzina jest najważniejsza i to jej należy poświęcić swój czas. Z drugiej strony kobieta nie ma go zbyt wiele, aby móc pracować. Zajmowanie się domem jest dla niej naprawdę niezwykle absorbujące, pomimo że zatrudnia pomoc domową.


Ratusz w Summit w stanie New Jersey
W budynku znajdują się posterunek policji, sala sądowa, garaż
oraz wiele innych pomieszczeń. 

fot. Tom Sulcer
źródło


Starkowie żyją jak typowa amerykańska rodzina. Mieszkają w Summit, miasteczku leżącym w stanie New Jersey. Posiadają przyjaciół, z którymi spotykają się dość często. Podczas tych spotkań dyskutują na rozmaite tematy, nawet na te zahaczające o filozofię. Oczywiście każdy z przyjaciół posiada swoje własne problemy, którymi dzieli się z resztą towarzystwa. Wygląda więc na to, że wszyscy mogą liczyć na siebie wzajemnie. W dodatku Larissa utrzymuje też kontakt z przyjaciółką z dzieciństwa, która obecnie mieszka na Filipinach, gdzie wraz ze swoim narzeczonym angażuje się we wszelkiego rodzaju protesty przeciwko władzy. Czego zatem można chcieć więcej? Okazuje się, że Larissa jednak nie do końca jest zadowolona ze swojego życia. Męczy się w zamknięciu i rutynie dnia codziennego. Pragnie znów być aktywna zawodowo, dlatego też jeden z przyjaciół spieszy jej z pomocą i proponuje pracę w swoim teatrze. Nie jest to jednak to, o czym kobieta marzy, pomimo że przyjmuje jego ofertę, bo przecież lepsze to niż nic.

Kiedy zbliżają się czterdzieste urodziny Larissy, jej mąż Jared pragnie zrobić żonie niespodziankę. A ponieważ stać go na kosztowny prezent, zabiera ją do salonu samochodowego, gdzie kupuje jej sportowego jaguara. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że właśnie przyczynił się do rozpadu własnej rodziny. Otóż okazuje się, że jednym ze sprzedawców w salonie jest młody, dwudziestoletni chłopak, którego Larissa już kiedyś spotkała. Od tego momentu zaczyna się podwójne życie Larissy Stark, o którym ani Jared, ani tym bardziej dzieci nie mają pojęcia. Kobieta jest mistrzynią w tym, co robi. Jej kamuflaż jest tak doskonały, że nikt nie ma najmniejszego pojęcia, iż ta wzorowa żona i matka w każdy poniedziałek na kilka godzin opuszcza rodzinę, aby uprawiać gorący seks ze swoim młodym kochankiem. Pewnego dnia Larissa Stark zwyczajnie znika, nie pozostawiając żadnych śladów, które mogłyby pomóc w zrozumieniu tego, co się z nią stało. Czy wyjechała? A jeśli tak, to w czyim towarzystwie? A może uległa jakiemuś wypadkowi i teraz leży gdzieś nieprzytomna albo nieżywa? Dlaczego opuściła męża i dzieci, które rzekomo tak bardzo kochała? Czy jeszcze kiedyś jej bliscy ją zobaczą? Czy Larissa wróci do domu? Może gdy się już wyszaleje i zrozumie, jak wiele straciła, przybiegnie do męża z podkulonym ogonem i będzie go błagać o wybaczenie? Co zrobi zrozpaczony Jared, kiedy już do tego dojdzie? Czy taką zdradę można wybaczyć?

Wydanie amerykańskie z 2010 roku
Wyd. HARPER
Po lekturze Dziewczyny na Times Square, która wywarła na mnie naprawdę ogromne wrażenie, postanowiłam sięgnąć po następną powieść Paulliny Simons. Niestety, kolejna książka nie do końca spełniła moje oczekiwania. Możliwe, że stało się tak, ponieważ zbyt wiele od niej oczekiwałam. Oczywiście historia opowiedziana na kartach Pieśni o poranku kryje w sobie drugie dno i stanowi, jak gdyby przestrogę skierowaną do tych osób, które dają ponieść się emocjom i z ich powodu rzucają wszystko, co było dla nich do tej pory naprawdę ważne, aby zacząć nowe życie w miejscu niedostępnym dla ludzi z ich przeszłości. W tej powieści ukryte jest również ostrzeżenie przed łatwowiernością. Larissa ufa bezgranicznie, ponieważ pożądanie fizyczne przesłania jej wszelkie wady swojego dwadzieścia lat młodszego kochanka. Ta różnica wieku sprawia, że oni tak naprawdę nadają na różnych falach, lecz kobieta zupełnie tego nie dostrzega. Może przy chłopaku, który mógłby być jej synem, pragnie się odmłodzić? A może czuje się przy nim atrakcyjniejsza niż przy mężu, który już dawno wkroczył w fazę wieku średniego?

Pieśń o poranku nie należy do najcieńszych książek, dlatego też w pewnym momencie zaczynałam zastanawiać się nad sensem pisania tak grubych powieści, skoro tak naprawdę przez większość akcji czytelnik czuje się jedynie znudzony fabułą. Pierwsze strony tej historii prezentują się zachęcająco, ponieważ Autorka wprowadza nastrój tajemniczości, bo oto nagle znika główna bohaterka i nikt nie wie gdzie ani z kim jest, a potem cofamy się w czasie i poznajemy codzienne życie Starków, które zwyczajnie jest nużące. Najprawdopodobniej to właśnie ta nuda, która udziela się także czytelnikowi, spowodowała, że Larissa zapragnęła czegoś więcej. Podobnie jak sam czytelnik. On również pragnie czegoś więcej, a tym czymś jest dynamika powieści. Gdyby akcja nie była tak bardzo rozwleczona, wówczas zapewne tę książkę czytałoby się dużo lepiej.

Książka stanowi typową powieść obyczajową, choć w pewnym momencie można ulec złudnemu wrażeniu, że będzie także zawierała elementy kryminału. Nie jest to historia, która może porwać czytelnika, natomiast jedynym zaskoczeniem jest tutaj jej zakończenie. Niestety, na ten emocjonalny szok musimy czekać aż do ostatniego rozdziału. Oczywiście przez cały ten czas możemy analizować postępowanie Larissy Stark i oceniać ją krytycznie lub tłumaczyć jej zachowanie. Do mnie ta postać zupełnie nie przemówiła i przez cały czas stałam po stronie Jareda Starka, ponieważ to on jest tutaj najbardziej pokrzywdzony. Oczywiście są też dzieci, które w niczym nie zawiniły, a jednak również mocno cierpią. Niemniej, to nie moja antypatia względem głównej bohaterki sprawiła, że książki nie oceniam za dobrze, choć z drugiej strony mogłabym przyznać, że po zaginięciu kobiety akcja nieco nabiera tempa. W moim postrzeganiu tej książki jest zatem trochę sprzeczności, lecz nie zmienia to faktu, że po Pieśni o poranku oczekiwałam czegoś zgoła innego i lepszego w wykonaniu.

Możliwe, że powieść przypadnie do gustu wielbicielom twórczości Paulliny Simons, którzy okażą się bezkrytyczni w jej ocenie. Z kolei czytelnicy lubiący klasyczne powieści obyczajowe też nie powinni poczuć się rozczarowani. Jeśli natomiast chodzi o sceny erotyczne, to jest ich tutaj całkiem sporo, co może przyciągnąć uwagę tych, którzy lubią w powieściach nieco pikantniejsze wątki, choć mimo to Pieśni o poranku na pewno nie można zaliczyć do literatury erotycznej. Mam nadzieję, że inne książki Paulliny Simons bardziej mnie wciągną. Czekam zatem co najmniej na powtórkę wrażeń, które otrzymałam po przeczytaniu Dziewczyny na Times Square.








poniedziałek, 23 stycznia 2017

Agnieszka Lingas-Łoniewska – „Piętno Midasa”













Wydawnictwo: NOVAE RES
Gdynia 2016






Chyba każdy z nas wie, że prowadzenie podwójnego życia jest bardzo ryzykowne. W najmniej oczekiwanym momencie możemy bowiem zostać zdemaskowani i wtedy trzeba będzie ponieść konsekwencje swoich czynów. Generalnie prowadzenie podwójnego życia kojarzy nam się ze zdradą małżeńską. Należy jednak pamiętać, że nie zawsze taki styl życia wiąże się z posiadaniem kochanki czy kochanka, w zależności od tego, kto zdradza. Czasami jest tak, że podwójne życie bądź podwójna tożsamość mają związek z prowadzeniem jakichś szemranych interesów, o których najbliższe otoczenie nie może się dowiedzieć. Człowiek tylko z pozoru wydaje się uczciwy i szczery wobec bliskich, zaś tak naprawdę skrywa w sobie tajemnice, których ujawnienie mogłoby być katastrofalne w skutkach. Może zdarzyć się więc tak, że dopiero po latach albo po śmierci osoby prowadzącej podwójne życie rodzina i znajomi dowiadują się, kim ten człowiek był naprawdę. Wtedy na jaw wychodzą sprawy, które są w stanie wstrząsnąć nie tylko wąskim środowiskiem lokalnym, ale również rozprzestrzenić się na szeroką skalę.

Ludzie od zarania dziejów pragną żyć na poziomie, który zapewniałby im dostatnie życie, lecz często do swojego bogactwa dochodzą nieuczciwie, krzywdząc innych. Są też tacy, którzy pragną wyrwać się ze środowiska, które nie tylko ma na nich zły wpływ, ale także sprawia, iż zwyczajnie się w nim duszą. Wtedy na ich drodze może pojawić się ktoś wpływowy, kto wyciąga do nich rękę i oferuje pomoc. Nie zawsze jednak ta pomoc jest bezinteresowna. Nierzadko trzeba za nią płacić i to przez długie lata, w związku z czym trudno jest wydostać się spod „opieki” dobroczyńcy. Wszystko zależy bowiem od tego, kto tak naprawdę pomaga i dlaczego to robi. Możliwie, że chce nas od siebie uzależnić i wykorzystać do swoich własnych celów. Nie pozwala na podejmowanie samodzielnych decyzji ani też na życie, które chcemy prowadzić bez uzależniania się od kogokolwiek. Co zatem zrobić, aby móc wyrwać się spod takiej kontroli i nie ściągnąć na siebie i bliskich niebezpieczeństwa? Czy w ogóle jest szansa na to, żeby zacząć wreszcie normalnie żyć bez wiecznego oglądania się za siebie?

Jakub Rojalski to nieziemsko przystojny mężczyzna po czterdziestce. Mieszka samotnie na jednym z wrocławskich osiedli i stara się nikomu nie wchodzić w drogę. Nie posiada rodziny, a i znajomych też nie ma zbyt wielu. Kiedy zajdzie potrzeba, wówczas pomaga sąsiadom, czym zyskuje sobie ich wdzięczność. Jakub pasjonuje się fotografią, która pozwala mu w miarę godnie żyć. Na jego zdjęciach można zobaczyć głównie zabytkowe budynki, ale czasami też fotografuje ludzi. Nie jest z nikim związany, choć z uwagi na swoją nieprzeciętną urodę nie może powiedzieć, że brak mu powodzenia u kobiet. Niemniej, nie ma zamiaru wiązać się na stałe. Owszem, nie pogardzi jakąś przelotną znajomością na jedną noc, ale to wszystko. Bardzo często wraca myślami do przeszłości, która spędza mu sen z powiek. W pewnym momencie coś się jednak zmienia. W życiu Jakuba pojawiają się dwie piękne kobiety…

Kuba Król to chłopak, którego czas dorastania przypadł na przełom lat 80. i 90. XX wieku. Pochodzi z patologicznej rodziny. Matka to prostytutka zarabiająca na życie w pobliskim burdelu, natomiast ojciec jest alkoholikiem grającym nałogowo w karty z kumplami od kieliszka. Pomimo tak parszywej sytuacji rodzinnej, Kuba pragnie od życia czegoś więcej. Nie chce skończyć w taki sam sposób, jak jego rodzice. Chłopak jest bardzo zdolny i inteligentny, więc w szkole nie idzie mu źle. Ale są tacy, z którymi musi walczyć. Nie zawsze udaje mu się ukryć przed ich ciężkimi pięściami. Jest inny, a oni tego bardzo nie lubią. Pewnego dnia Kuba poznaje dziewczynę i zakochuje się w niej z wzajemnością. Dagmara pochodzi z rodziny, której nie można niczego zarzucić, dlatego to chyba cud, że w ogóle zwróciła uwagę na kogoś takiego, jak Kuba. Ba! Nawet jej rodzice go zaakceptowali. Lecz to jeszcze nie wszystko. Otóż któregoś dnia Kuba Król spotyka na swojej drodze Grabarza…

Midas to płatny zabójca. Bez mrugnięcia okiem rozwala każdego, na kogo akurat jest zlecenie. Tak jak bohater greckich mitów był uzależniony od złota, tak on nie może uwolnić się od śmierci. Jest naprawdę doskonały w tym, co robi. Jeśli ktoś nawali, wtedy wysyłają właśnie jego, bo wiedzą, że nie spudłuje i doprowadzi sprawę do końca. Swoją profesję uprawia już dość długo i nie wygląda na to, aby miał przestać. Zarabia na tym krocie. Nie tylko polska policja depcze mu po piętach, ale też ta o zasięgu międzynarodowym. Jednak Midas jest zawsze o krok przed organami ścigania, co doprowadza policjantów do białej gorączki. Najbardziej wyczulona na jego imię jest inspektor Karolina Linde. Policjantka za punkt honoru postawiła sobie ujęcie Midasa i doprowadzenie do jego skazania. Niestety, okazuje się, że nie jest to takie proste. W pewnym momencie śledztwo wcale nie posuwa się do przodu, a Midas wciąż zabija…





Co zatem łączy tych trzech mężczyzn? Jak wiele wspólnego mają ze sobą i który z nich wygra wcale niełatwą wewnętrzną walkę? Walkę, która pozostawi po sobie dotkliwe rany, a te nie wiadomo czy kiedykolwiek się zabliźnią. A może Rojalski, Król i Midas to ten sam mężczyzna? Czy w takim razie możliwe jest, aby jeden człowiek stanowił zlepek tak ogromnych sprzeczności? Co takiego musi wydarzyć się, aby nikt już nie czuł się zagrożony ze strony Midasa? Czy Jakub Rojalski uwolni się wreszcie od koszmarów przeszłości i zacznie normalnie żyć u boku którejś z kobiet. Czy w końcu zazna szczęścia? A co stanie się z Kubą Królem – chłopakiem, który chciał jedynie wydostać się z patologii, w jakiej przyszło mu żyć? Który z nich zwycięży, a który się podda i odejdzie w zapomnienie?

Piętno Midasa to powieść, która na rynku wydawniczym ukazała się w zeszłym roku i praktycznie jeszcze przed jej oficjalną premierą było wiadomo, że zdobędzie tytuł bestsellera. Tematyka książki jest niezwykle oryginalna. Agnieszka Lingas-Łoniewska skupiła się na wielu aspektach społecznych. Z jednej strony mamy bowiem wewnętrzny konflikt jednostki i praktycznie do samego końca nie wiadomo, w jaki sposób ta walka się zakończy. Z drugiej strony pojawia się przemoc domowa, która wciąż stanowi aktualny temat, i należy o niej mówić i pisać. Jest też miłość, dla której bohaterowie są w stanie zrobić praktycznie wszystko, nawet zdradzić to, co jest uważane za ściśle tajne. Czytelnik jest także świadkiem prawdziwej przyjaźni, która sprawia, że można dla niej wręcz zabić. Ale to nie wszystko. W pewnym momencie pojawia się również tak przemożna chęć zemsty, że bohaterom trudno jest powstrzymać się przed podjęciem tego ostatecznego kroku. Tak więc linia fabularna jest skonstruowana w taki sposób, aby czytelnik miał pełny obraz zagadnień poruszanych na kartach książki. Powieść Piętno Midasa to także dramat w odniesieniu nie tylko do jednostki, lecz także w nieco szerszym kontekście, ponieważ każde kolejne wydarzenie pociąga za sobą następne. I tak aż do samego końca.

Kiedyś pisałam już, że Agnieszka Lingas-Łoniewska potrafi doskonale tworzyć epilogi. W Piętnie Midasa mamy możliwość wybrania zakończenia według własnego uznania. Autorka zaproponowała bowiem dwa różne rozwiązania i w zależności od tego, które z nich czytelnik wybierze, będzie mógł inaczej ocenić wcześniejsze postępowanie poszczególnych bohaterów. Będzie można wtedy zadawać sobie szereg pytań, z których chyba najważniejsze jest to dotyczące prawdziwej miłości i lojalności. Co postawimy wyżej: uczucie czy obowiązek? Czy w imię miłości będziemy w stanie porzucić zasady, które nam wpajano przez lata i kierować się jedynie sercem, wierząc, że to, co robimy naprawdę jest słuszne, choć niezgodne z prawem? Z kolei patrząc na ten sam problem z drugiej strony można zastanawiać się, czy będziemy mogli żyć z poczuciem winy, gdy zawiedziemy zaufanie człowieka, któremu jeszcze tak niedawno wyznawaliśmy miłość? W tych dwóch epilogach Agnieszka Lingas-Łoniewska porusza naprawdę poważne dylematy moralne. Nie jest to tylko granie na emocjach czytelnika, lecz w tych końcowych scenach tkwi coś znacznie poważniejszego. Ukryte jest tam drugie dno, które należy odkryć, aby w pełni pojąć przesłanie powieści.

Piętno Midasa zawiera w sobie także elementy zaskoczenia, czego przykładem jest znajomość Jakuba Rojalskiego i Anny Szymańskiej. Ten wątek tylko z pozoru może wydawać się niezrozumiały, lecz kiedy dotrzemy do końca powieści, wówczas zdamy sobie sprawę z tego, że tak naprawdę przez cały czas pełnił on w książce zasadniczą rolę. Pojawia się również postać znana z innych książek Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, co także jest swego rodzaju zaskoczeniem i jednocześnie ukłonem w stronę czytelników zafascynowanych serią powieściową Zakręty losu. Myślę, że do sięgnięcia po powieść nie trzeba nikogo specjalnie zachęcać. To jedna z tych lektur, które budzą w czytelniku sprzeczne emocje, podobnie jak sprzeczni są wykreowani przez Autorkę bohaterowie. Uważam, że jest to literatura przeznaczona nie tylko dla kobiet. Tym razem chciałabym ją polecić również mężczyznom. 










sobota, 21 stycznia 2017

Zanim zaczęłam prowadzić badania do „Pani Einstein”, nie miałam pojęcia, że Albert i Mileva mieli przed ślubem dziecko ...







ROZMOWA Z MARIE BENEDICT



Marie Benedict jest prawnikiem procesowym z długoletnim doświadczeniem i pracującym dla dwóch czołowych kancelarii w kraju. Jest absolwentką Boston College i Boston University School of Law. Podczas gdy Marie praktykowała jako adwokat, marzyła o fascynującej pracy dotyczącej odkrywania losów kobiet znanych z historii. Ostatecznie zdecydowała się zacząć pisać. Książką zatytułowaną „Pani Einstein” rozpoczęła nową serię powieści historycznych. Wspomniana powieść opowiada o pierwszej żonie Alberta Einsteina, która również była fizykiem. Możliwe, że Mileva Marić miała wpływ na pracę swojego męża. Marie Benedict tworzy także jako Heather Terrell. Do tej pory opublikowała takie powieści historyczne jak „The Chrysalis”, „The Map Thief” oraz „Brigid of Kildare”. Jest również autorką serii „Fallen Angel” i „Ksiąg Ewy”*. W Polsce premiera książki „Pani Einstein” odbyła się 11 stycznia 2017 roku.





Agnes A. Rose: Marie, bardzo dziękuję, że zgodziłaś się przyjąć moje zaproszenie do rozmowy. Jestem bardzo szczęśliwa, że możemy porozmawiać o Twoich książkach. Zacznijmy od tego, że jesteś prawnikiem. Co sprawiło, że zdecydowałaś się tworzyć fikcję literacką? Czy chciałaś zapomnieć o swojej pracy zawodowej i skupić się na czymś, co dawało Ci więcej przyjemności?

Wyd. ZNAK HORYZONT
Kraków 2017
tłum. Natalia Mętrak-Ruda
Marie Benedict: Choć lubiłam pracować jako prawnik procesowy w zakresie prawa handlowego w Nowym Jorku, to jednak zawsze – od najmłodszych lat – byłam uzależniona od niezliczonej ilości historii, szczególnie kobiet żyjących w przeszłości. Pewnej nocy, gdy pracowałam do późna w swojej kancelarii, przyjaciel zadał mi pytanie, które sprawiło, że zrodził się pomysł na powieść. Od tamtego momentu piszę i jestem bardzo szczęśliwa, że jestem w stanie skupić się wyłącznie na pisaniu.

AAR: Jak wspomniałam wyżej, marzyłaś o pracy, która pozwoliłaby Ci odkrywać losy kobiet znanych z historii. Myślę, że ten fakt mógł spowodować, że zainteresowałaś się życiem Milevy Marić. Jak natknęłaś się na jej historię? Co zmotywowało Cię do napisania o tej kobiecie?

MB: Pewnego wieczoru czytałam jednemu z moich synów biografię Alberta Einsteina przeznaczoną dla dzieci, a wydaną przez wydawnictwo Scholastic. W książce wspomniano, że jego pierwsza żona również była fizykiem, a on studiował z nią na uniwersytecie. Zaczęłam zastanawiać się, kim była ta kobieta i jaką rolę mogłaby odegrać w pracy wielkiego naukowca. Gdy zaczęłam zgłębiać temat, historia Milevy Marić stała się jeszcze bardziej intrygująca i ważna.

AAR: Niektórzy historycy mówią, że pierwsza żona Alberta Einsteina przyczyniła się do powstania jego wczesnych prac, lecz wciąż nie wiemy jak istotne były jej rola i udział w tych badaniach. Co o tym sądzisz?

MB: Choć myślę, że nigdy nie poznamy w pełnym zakresie jej udziału w jego pracach, to jednak wiemy, że Mileva była dobrze wykształcona i niezwykle inteligentna, i że ona i Albert przez długi czas byli partnerami w pracy i podczas studiów. Biorąc pod uwagę przeszłość Milevy i charakter jej związku z Albertem, czyż nie powinien na innych spoczywać ciężar udowodnienia tego, że nie odegrała ona żadnej roli w jego naukowych odkryciach?

AAR: Jaki jest najbardziej interesujący albo może zaskakujący fakt, na który natknęłaś się podczas studiowania materiałów do „Pani Einstein”?

MB: Zanim zaczęłam prowadzić badania do „Pani Einstein”, nie miałam pojęcia, że Albert Einstein i Mileva Marić mieli przed ślubem dziecko – to dziewczynka o imieniu Lieserl – i nie rozumiałam, w jaki sposób dziecko wpłynęło na życie Milevy. Fakt ten był zdumiewający, szczególnie w odniesieniu do kluczowej roli, jaką odegrał w życiu Milevy.  

AAR: Co okazało się najtrudniejsze podczas pisania „Pani Einstein”?

MB: Taką ironiczną postacią jest Albert Einstein, najprawdopodobniej najbardziej znany na świecie naukowiec i jedna z bardziej znanych osób, które kreowałam podczas tworzenia tej historii, co niekoniecznie czyni go trudnym do opisania, zwłaszcza że jego wizerunek w „Pani Einstein” nie jest całkowicie zgodny z obrazem wielkiego naukowca, w jaki wierzy większość ludzi.

AAR: „Pani Einstein” została wydana w Ameryce kilka miesięcy temu. Czy mogłabyś nam powiedzieć jak zareagowali na nią Twoi amerykańscy czytelnicy?

MB: Byłam niesamowicie szczęśliwa z powodu wspaniałego przyjęcia jej przez moich czytelników. Książkę bardzo chwalono i komplementowano, a historia Milevy Marić wydaje się być odbierana inaczej przez różnych ludzi – było to zdziwienie, że jej historia nigdy nie została opowiedziana, złość, że jej możliwy wkład w pracę Alberta Einsteina został zapomniany lub przytłumiony, rozczarowanie, że jej emocjonalne i troskliwe wsparcie Einsteina podczas krytycznego okresu w jego karierze zostało zmarginalizowane, albo smutek z powodu straszliwych strat, jakie poniosła Mileva. Mogłabym wymieniać bez końca!


Albert Einstein (1879-1955) ze swoją pierwszą żoną Milevą Marić (1875-1948)
Zdjęcie zrobiono w 1912 roku.
autor nieznany


AAR: Piszesz również jako Heather Terrell. Czy to Twój pseudonim literacki? Dlaczego piszesz, używając dwóch nazwisk?

MB: Moje wszystkie wcześniejsze powieści, czyli te, które pisałam jako Heather Terrell, zawierają w sobie motyw tajemnicy, zazwyczaj taki, który koncentruje się na problemie niezbadanego lub historycznego mitu. Podczas gdy tamte powieści różnią się w kwestii gatunku, to jednak są do siebie wzajemnie podobne. Moje nowe powieści, z których pierwszą jest „Pani Einstein”, będą beletrystyką historyczną skoncentrowaną na nieopowiedzianych losach kobiet znanych z historii, które mają istotny wpływ na charakter naszego współczesnego życia.

AAR: Jesteś również autorką paranormalnej serii dla młodzieży. Czy mogłabyś nam powiedzieć coś więcej o tych książkach?

MB: Ta seria – zatytułowana „Fallen Angel” – analizuje podobne tematy, a mianowicie dotyczące niezgłębionych tajemnic historycznych, chociaż ta analiza skupia się na innym gatunku i posiada szerszy zasięg. W tej serii zgłębiłam genezę mitu o wampirze i tego, jak ta kwestia jednocześnie wyglądała w różnych kulturach.

AAR: Niektórzy polscy recenzenci próbują porównać serię „Księgi Ewy” do trylogii „Igrzyska śmierci” Suzanne Collins. Czy zgadzasz się z tym? Czy inspirowałaś się tymi książkami? A może jest to jedynie trik marketingowy użyty przez wydawców i powtarzany przez czytelników?

MB: Seria „Igrzyska śmierci” była imponująca i jest mi bardzo miło z powodu takiego porównania. Jeśli istnieją jakiekolwiek podobieństwa pomiędzy tymi dwoma seriami, to jednak nie są one zamierzone.

Wydanie amerykańskie
Wyd. SOURCEBOOKS LANDMARK
USA, październik 2016
AAR: A teraz powróćmy do historii. Dlaczego interesujesz się nieznanymi losami kobiet, które żyły przed nami? Nie chciałabyś pisać o kobietach, których dzieje są powszechnie znane? Myślę, że jest to łatwiejsze z powodu gromadzenia materiałów.

MB: Zagłębianie się w życie kobiet, które odegrały znaczącą rolę historyczną – ale które są mało znane – daje nam świeże i pełniejsze spojrzenie na naszą historię i na nas samych. Dlatego piszę o kobietach, których losy są w dużej mierze nieodkryte, zamiast o tych powszechnie znanych.

AAR: Czy posiadasz jakąś ulubioną kobiecą postać historyczną, którą podziwiasz? Jeśli tak, to kim ona jest i dlaczego akurat ta?

MB: Lista takich kobiet, które podziwiam, jest bardzo długa i nie mogłabym wyróżnić tylko jednej z nich.

AAR: Jeśli mogłabyś przenieść się w czasie i spotkać Milevę Marić, to o czym chciałabyś z nią porozmawiać?

MB: Bardzo chciałabym spotkać Milevę! Po spędzeniu tak dużo czasu z jej listami, czuję się tak, jakbym ją znała, choć oczywiście nigdy nie możemy znać kogoś, kto żył w przeszłości. Mam nadzieję, że Mileva i ja mogłybyśmy porozmawiać o jej najwcześniejszych aspiracjach, o jej zdumiewającym dostaniu się na uniwersytet szwajcarski, gdy tak niewiele kobiet miało wyższe wykształcenie, o tym, jak wyglądał jej związek z Albertem, i o charakterze jej roli w „cudownym roku” jego pracy, a przede wszystkim o tym, co stało się z jej drogą Lieserl.

AAR: Czy znalazłaś już kolejną nieodkrytą historię kobiety, o której chciałabyś napisać? Jeśli tak, to czy mogłabyś nam o niej opowiedzieć?

MB: Jak już wspomniałam, posiadam bardzo długą listę takich zapomnianych historii kobiet, które uwielbiam i chciałabym, aby ujrzały światło dzienne. Tak naprawdę bardzo trudno jest wybrać tylko jedną kobietę, aby móc się na niej skupić. Prawdę powiedziawszy, wybrałam już taką do mojej kolejnej książki zatytułowanej „Carnegie’s Maid”. To opowieść o kobiecie stojącej za metamorfozą słynnego amerykańskiego przemysłowca Andrew Carnegie’a, który z bezwzględnego biznesmena zmienił się w pierwszego na świecie filantropa.

AAR: Marie, jeszcze raz dziękuję Ci za tę rozmowę. Życzę Ci kolejnych sukcesów w pracy literackiej. Czy jest coś, co chciałabyś powiedzieć swoim polskim czytelnikom, którzy mają zamiar sięgnąć po „Panią Einstein”?

MB: Bardzo dziękuję za Wasze wsparcie i zainteresowanie „Panią Einstein”!



Rozmowa, przekład i redakcja
Agnes A. Rose




Jeśli chcesz przeczytać ten wywiad w oryginale, kliknij tutaj.
If you want to read this interview in English, please click here





W Polsce do tej pory wydano dwie części serii: Relikt i Pogranicze. W skład serii wchodzi również tom zatytułowany Chronicle, który jest prequelem do pierwszego tomu. Niestety, nie jest dostępny w polskim tłumaczeniu. [przyp. tłum.].





piątek, 20 stycznia 2017

Judith Lennox – „Zapisane na szkle”














Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 2003
Tytuł oryginału: Written On Glass
Przekład: Ewa Partyga





Po zakończeniu drugiej wojny światowej (1939-1945) ludziom, którzy przeżyli ten dramat, bardzo trudno było wrócić do normalnego życia. Większość z nich cierpiała z powodu utraty bliskich. Byli też i tacy – szczególnie żołnierze wysyłani na front – którzy podczas wojny stracili zdrowie i doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że już nigdy nie będą mogli żyć tak, jak przed wybuchem wojny. Bardzo często wracali do domu, którego tak naprawdę już nie było, ponieważ albo został niszczony przez spadające z niemieckich samolotów bomby, albo po prostu nie było w nim bliskich, którzy mogliby na takiego żołnierza czekać. Rządy poszczególnych państw biorących udział w konflikcie również musiały zmierzyć się ze skutkami wojny. Trzeba bowiem było odbudowywać zniszczone miasta i doprowadzić do jako takiego stanu zrujnowaną gospodarkę. Taka sytuacja bardzo często okazywała się sprzyjająca dla wszelkiej maści oszustów i przestępców, którzy na biedzie i wprowadzanych ograniczeniach pragnęli się wzbogacić. Oczywiście władze starały się kontrolować tego typu nielegalne działania, ale wielokrotnie było tak, że oszuści wyprzedzali organa ścigania o krok i trudno było wpaść na ich ślad.

Trzeba pamiętać, że nie tylko Polska ucierpiała podczas drugiej wojny światowej, choć straty naszego kraju okazały się największe i najbardziej dotkliwe. Były to straty nie tylko w ludziach, ale także na płaszczyźnie materialnej. Innym europejskim krajem, który również sporo ucierpiał była Anglia, gdzie ludzie tracili życie przede wszystkim podczas nalotów bombowych. Nie było tam natomiast takiego prześladowania ludności cywilnej, jak w Polsce. Tylko u nas groziła kara śmierci za ukrywanie Żydów. Czasami można jednak odnieść wrażenie, że Anglicy swoje wojenne cierpienia stawiali ponad wszystko i wydawało im się, że żaden inny kraj nie poniósł większych strat niż oni. Możliwe, że taki odbiór ich powojennych reakcji jest błędny, lecz czasami na kartach książek autorstwa brytyjskich pisarzy widać, że to Anglia znajduje się w centrum działań wojennych, natomiast inne państwa są pomijane.

Wydanie brytyjskie z 2003 roku
Wyd. PAN BOOKS
Nie ulega jednak wątpliwości, że po wojnie bardzo trudno było zaakceptować nową rzeczywistość bez strachu, że w każdej chwili na głowę może paść niemiecka bomba. Po kilku latach terroru ludzie zaczęli się stopniowo przyzwyczajać do nowych realiów, więc taki względny spokój był dla nich czymś, jakby z innego świata. W dodatku trzeba jeszcze było na nowo budować relacje międzyludzkie i więzi rodzinne. Na pewno nie było to łatwe. Przyjrzyjmy się zatem dwóm rodzinom, które po zakończeniu drugiej wojny światowej muszą stawić czoło nowej rzeczywistości i próbować od nowa ułożyć sobie życie. Tymi rodzinami są Temperleyowie i Chancellorowie. Ich posiadłości od wielu lat sąsiadują ze sobą wzajemnie. Młode pokolenie obydwu klanów wychowywało się praktycznie na tym samym podwórku od dzieciństwa, więc nie dziwi fakt, że łączą ich naprawdę bliskie więzi, które czasami nawet wykraczają poza relacje czysto przyjacielskie.

Rodziny mieszkają w południowej Anglii. Temperleyowie prowadzą dobrze prosperującą firmę, która zajmuje się produkcją radioodbiorników. W czasie wojny zarobili na nich naprawdę sporo, ponieważ ludzie byli chłonni wiedzy z frontu, więc nagminnie zaopatrywali się w te urządzenia. Ponieważ syn Temperleyów – Marius – brał czynny udział w działaniach wojennych, to jego siostra – młodziutka Julia – musiała stanąć na czele firmy po nagłej śmierci ojca. Radziła sobie zadziwiająco dobrze, więc przedsiębiorstwo wciąż się rozwijało. Julia to bardzo piękna dziewczyna, więc nie można mieć za złe młodym mężczyznom, że zwracają na nią uwagę. Jeszcze przed wojną starszy z braci Chancellorów – Jack – obiecał jej, że po zakończeniu wojennej zawieruchy na pewno się z nią ożeni. Nie mógł zrobić tego podczas wojny, ponieważ został wysłany na front. W tym czasie jednak do Juli zbliżył się młodszy Chancellor – Will – który z powodu złego stanu zdrowia nie został powołany do armii. Nie da się ukryć, że z tego powodu czuł się wykluczony i było mu zwyczajnie wstyd, że chore serce nie pozwala mu walczyć z wrogiem i bronić ojczyzny.

Teraz jest rok 1946 i wszyscy żołnierze, którym udało się przeżyć wracają do rodzinnych domów. Wracają zatem i Marius Temperley, i Jack Chancellor. Niestety, relacje pomiędzy Jackiem a Julią nie są już tak dobre, jak miało to miejsce przed wojną. Wydaje się, że Will zajął jego miejsce u boku dziewczyny. Z kolei Marius pragnie odnaleźć kobietę, z którą łączył go wojenny romans. Gdzieś w centrum tego wszystkiego znajduje się natomiast siedemnastoletnia kuzynka Chancellorów – Topaz Brooke – która mieszka tylko z matką, ponieważ ojciec zmarł, kiedy dziewczyna miała zaledwie sześć lat. Veronica Brooke to kobieta bardzo despotyczna, która nie ma najlepszego zdania o swojej jedynej córce, uważając wręcz, ze ta nie posiada żadnych talentów i generalnie jest do niczego. Innego zdania są natomiast Will i Marius. Ten ostatni praktycznie od pierwszej chwili budzi w Topaz nieznane jej dotąd uczucia. Czy ta znajomość ma zatem szansę na przekształcenie się w coś poważniejszego? Czy los nie zakpi sobie przypadkiem z młodziutkiej Topaz i nie sprawi, że będzie musiała cierpieć?

Brytyjskie wydanie z 2015 roku
(również w formie e-booka)
Wyd. HEADLINE
Gdzieś w tle pojawia się natomiast podstarzała i schorowana kuzynka Chancellorów, która nie dość, że jest bardzo bogata, to jeszcze niesamowicie zgorzkniała, lecz członkowie rodziny tolerują ją ze względu na majątek, jaki posiada. Wszyscy wiedzą bowiem, że Carrie Chancellor będzie musiała prędzej czy później sporządzić testament i przekazać komuś z rodziny swoją farmę. Dla zdobycia takiego majątku warto zatem zacisnąć zęby i być miłym dla despotycznej starej panny, z której w młodości los okrutnie sobie zadrwił. Komu w takim razie przypadnie majątek Carrie? Czy walka o względy kuzynki doprowadzi do tragedii? Czym będzie kierować się kobieta przy pisaniu testamentu i ustanawianiu swojego spadkobiercy?

I tak oto przez siedem długich lat przeplatają się losy Temperleyów i Chancellorów. Bohaterowie przeżywają wielkie namiętności, ale też cierpią z powodu niepowodzeń i życiowych porażek. Dosięgają ich tragedie, które sprawiają, że ich sposób patrzenia na życie ulega zmianie. W miarę upływu lat dojrzewają i zaczynają zupełnie inaczej myśleć, a ich hierarchia wartości ulega modyfikacji. Niemniej, dla każdego z nich najważniejsza jest miłość, która potrafi zdziałać cuda, jeśli tylko jej na to pozwolą.

Zapisane na szkle to nic innego, jak tylko dobrze skonstruowana saga rodzinna, której akcja rozgrywa się w dość trudnych powojennych czasach. Judith Lennox skupia się w niej zarówno na emocjach towarzyszących bohaterom, jak i na opisie realiów panujących w Anglii tuż po drugiej wojnie światowej. Jesteśmy zatem świadkami nie tylko odbudowywania nadszarpniętych relacji międzyludzkich, ale także oczami wyobraźni widzimy zniszczony Londyn, któremu należy przywrócić przedwojenny splendor. Nasi bohaterowie każdego dnia próbują odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości i ułożyć sobie życie tak, aby poczuć się spełnionymi. Oni stale poszukują szczęścia, które zostało im odebrane. Niejednokrotnie dokonują złych wyborów, które potem mszczą się na nich, przyprawiając ich o cierpienie. Czasami jednak nie wiedzą, że upragnione szczęście jest tuż obok i jedynie trzeba wyciągnąć po nie rękę.


Tak w 1946 roku świętowano w Londynie zakończenie drugiej wojny światowej.
Na zdjęciu widać maszerującą brytyjską piechotę podczas
Londyńskiej Parady Zwycięstwa,
która odbyła się
w dniu 8 czerwca 1946 roku. 

fot. Imperialne Muzeum Wojny (z ang. Imperial War Museum)


Choć na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że Temperleyowie i Chancellorowie są rodzinami wywodzącymi się z wyższych warstw społecznych, to jednak prawda wygląda nieco inaczej. Oczywiście w obydwu przypadkach przestrzegane są konwenanse obowiązujące jeszcze przed wojną, lecz bohaterowie żyją już w zupełnie innych czasach i jakoś niespecjalnie są skłonni do tego, aby kierować się w życiu normami społecznymi i tym, co inni powiedzą. Tak żyje szczególnie młode pokolenie, które naprawdę wiele już widziało. Przecież niektórzy z mężczyzn walczyli na froncie, a tam nie było miejsca na to, aby dzielić żołnierzy pod względem ich pochodzenia. Tam wszyscy byli równi i walczyli o to samo oraz przeciwko temu samemu wrogowi. Podobnie kobiety. Lata wojny wiele zmieniły w sposobie postrzegania przez nie świata. Starych zasad trzymają się tylko ci, którzy wojnę spędzili w domach i nie angażowali się w jakiekolwiek działania przeciwko nazistom.

Zapisane na szkle to jedna z wcześniejszych książek Judith Lennox, dlatego też nieco różni się od tych, które Autorka pisze obecnie. Chociaż z obydwiema rodzinami związane są pewne tajemnice z przeszłości, to jednak nie są one w stanie wstrząsnąć czytelnikiem do tego stopnia, aby na długo zapadły mu w pamięć. Jest także obecny wątek kryminalny, lecz nie wpływa on znacząco na jakość powieści. Autorka wprowadziła także postacie, które są przedstawicielami środowiska aktorskiego. To bardzo specyficzni ludzie, którzy żyją po swojemu, nie dbając w ogóle o obowiązujące konwenanse. Moim zdaniem książka jest raczej opowieścią o ludziach którzy kochają i pragną zaznać szczęścia – czasami nawet za wszelką cenę – niż o sekretach, które skrywają w sobie przez lata, aby w końcu wyciągnąć je na światło dzienne i zszokować nimi otoczenie. Myślę, że powieść może spodobać się tym, którzy lubią spokojne sagi rodzinne osadzone w realiach powojennych. Nie należy się jednak spodziewać tego, że fabuła nas wzruszy albo sprawi, iż zapamiętamy tę historię na długo. 







czwartek, 19 stycznia 2017

Dominika Bel – „Wiśniowy jogurt”












Wydawnictwo: REPLIKA
Zakrzewo 2012




Czy możliwe jest rozwiązanie zagadki kryminalnej w ciągu dwóch, najwyżej trzech dni? W naszych polskich realiach takie błyskawiczne odnalezienie sprawcy bądź sprawców morderstwa oraz poznanie powodów jego dokonania, raczej nie wchodzi w grę. Z reguły proces odkrywania prawdy trwa znacznie dłużej. Od czego jednak mamy fikcję literacką, prawda? Kilka lat temu Dominika Bel zaproponowała czytelnikom historię o dość specyficznym tytule: Wiśniowy jogurt. Tytuł nieco intrygujący, zaś patrząc na okładkę niewiele można z niego wywnioskować. Tak naprawdę bez zagłębienia się w treść powieści, czytelnik nie wie, czego może spodziewać się po tak zatytułowanej książce. Czyżby kolejna powieść z wątkiem kulinarnym, jak na przykład Włoskie wesele autorstwa Nicky Pellegrino? Otóż nie. Tym razem mamy do czynienia z lekkim kryminałem, a dokładnie z czymś na kształt komedii kryminalnej.  

Warszawa. Jest wczesny ranek pewnej lipcowej niedzieli. To tego dnia swoje sześćdziesiąte urodziny świętuje powszechnie szanowany profesor socjologii, Sylwester Płonin. Na wieczór w jego willi zaplanowano już uroczyste przyjęcie urodzinowe, na którym mają zgromadzić się wszyscy członkowie jego rodziny oraz znajomi. Jednak nikt jeszcze nie wie, że na owym przyjęciu zabraknie najważniejszej osoby. Będzie brakować szanownego jubilata, gdyż ten dokładnie dziesięć minut po szóstej rano, wyleci w powietrze tuż przed swoim domem. W samochodzie profesora ktoś bowiem podłoży ładunek wybuchowy, a potem odpali go przy pomocy telefonu komórkowego. Ale kto mógł posunąć się do tak makabrycznego czynu? Kto z otoczenia profesora mógł aż tak bardzo go nienawidzić, aby chcieć go zabić? Komu Płonin zaszkodził? Komu się naraził? Nie wiadomo. Wybuch jest tak potężny, że zniszczeniu ulega nie tylko samochód naukowca, ale także zaparkowany obok motocykl oraz część ogrodzenia willi.

Luiza Drogosz to czterdziestoletnia kobieta mieszkająca w sąsiednim domu. To ona pierwsza powiadamia policję o całym zdarzeniu. Niedługo po zgłoszeniu, na miejscu zjawia się policyjny radiowóz.

(…) Gdy po kilku minutach pojawił się radiowóz, policjanci zobaczyli jakby migawki z centrum Bagdadu, ale obok szczątków samochodu-pułapki, na krawężniku, siedziała całkiem europejska, rudowłosa kobieta otulona w czarny skórzany płaszcz. 
– Ja akurat żyję i dzwoniłam do was – wykrztusiła, podciągając kolana, by nie potknięto się o jej nogi w za dużych czerwonych drewniakach. 
– Czy pani jest ranna? – spytała policjantka. – Lekarz już tu idzie. 
Kobieta potrząsnęła głową. Płomienne, kręcone włosy zalśniły złotem w porannym lipcowym słońcu, dziwnie kontrastując z czernią płaszcza. 
– Więc niech nie idzie. – Powoli, z wysiłkiem podniosła się z chodnika. – Nic mi nie jest, bo huk usłyszałam z domu. – Ruchem podbródka wskazała dawno nieodnawianą przedwojenną willę. – Jeśli chcecie wiedzieć, było dziesięć po szóstej. 
– Tak dokładnie pani natychmiast sprawdziła? – zainteresował się policjant. 
Rzuciła mu bardzo nieprzychylne spojrzenie. 
– Chciałam zaparzyć kawę i właśnie patrzyłam na zegar w kuchni, gdy to się stało. Było jak trzęsienie ziemi. Kiedy stwierdziłam, że koło mnie wszystko w porządku, wyjrzałam przez okno i potem już automatycznie wybiegłam (…)*.

Niemal natychmiast wieść o tragicznej śmierci profesora rozchodzi się lotem błyskawicy wśród osób związanych w jakiś sposób z nieboszczykiem. Wszyscy zastanawiają się nad tym, co się stało i kto mógł to zrobić. W tym samym czasie Luiza na terenie swojej posesji odnajduje nieznajomego mężczyznę, który swoim wyglądem przypomina typowego bezdomnego. Lecz czy to aby na pewno jest bezdomny? A może ten człowiek nie znalazł się tam przypadkowo, zwłaszcza że robi wszystko, żeby tylko nająć się u kobiety jako ogrodnik?

Ale wróćmy do profesora Płonina. Wiadomo, że jemu nie można już pomóc, lecz można rozwikłać zagadkę jego śmierci. Wciąż zaczynają pojawiać się coraz to nowe osoby, padają podejrzenia, niektórzy są zastraszani tajemniczymi SMS-ami, które mogą sprawiać wrażenie pewnego rodzaju ostrzeżeń, a nawet gróźb. Natomiast dwie kobiety zostają poturbowane w ten sam sposób. Córka Płonina zostaje zepchnięta z ruchomych schodów w galerii handlowej, zaś jego znajomą ktoś wypycha z autobusu. Na szczęście kobiety nie odnoszą poważnych obrażeń. W pewnym momencie tych osób powiązanych z Płoninem jest już tak dużo, że czytelnik traci orientację kto jest kim. Trudno rozpoznać kto należy do rodziny, a kto jedynie przyjaźnił się z profesorem. Poszczególni zainteresowani prowadzą ze sobą rozmowy w taki sposób, że czytelnikowi ciężko jest zorientować się, kto z nich mógłby być zabójcą. Praktycznie nie wiadomo tego do ostatniej chwili. Cała ta sytuacja jest niezwykle zakamuflowana, a efekt końcowy jest dość zaskakujący. W dodatku chodzą też słuchy, że profesor w chwili śmierci był w trakcie pisania swojej autobiografii. Czyżby zawarł w tych wspomnieniach coś, co mogłoby zaszkodzić osobom tam opisanym i dlatego jedynym wyjściem było zamordowanie Płonina? Oczywiście, pojawia się też pytanie, gdzie dokładnie znajduje się ta niedokończona książka? Kto jest w jej posiadaniu? Cała sprawa gmatwa się jeszcze bardziej, gdy zaczynają pojawiać się kolejne ofiary śmiertelne.

Moim zdaniem książka jest jak najbardziej godna polecenia. Jak już wspomniałam na początku, jest to lekki kryminał z domieszką humoru, który czyta się płynnie i z uśmiechem na twarzy. Jedyne, co może drażnić, to właśnie ta mnogość bohaterów biorących udział w rozwikłaniu tajemnicy morderstwa profesora. Myślę, że Autorka doskonale zdawała sobie sprawę, że tak właśnie może się zdarzyć, dlatego też już na początku książki zadbała o to, aby czytelnik nie był zdezorientowany. Jeszcze przed zagłębieniem się w fabułę mamy dokładny spis osób biorących udział w „przedstawieniu”. Mnie osobiście ten spis skojarzył się z projekcją filmu, kiedy to tuż przed jego rozpoczęciem pojawia się napis: w rolach głównych. A zatem, w Wiśniowym jogurcie w rolach głównych występują:
Profesor Sylwester Płonin – profesor socjologii, ginie w zamachu bombowym w dniu sześćdziesiątych urodzin. 
Magdalena Płonin – córka profesora, przyjechała z Niemiec. Wcale nie ma takiej znowu dużej nadwagi. 
Mikołaj Płonin – syn profesora, znikąd nie przyjechał, nigdzie się nie wybiera. Bywa nerwowy. 
Irmina Dobrzyńska – siostra profesora, elegancka oaza spokoju. Na pewno przecież nie zaatakowałaby nikogo wieszakiem na ubrania. 
Teresa Chociej – szwagierka Irminy, siostra jej zmarłego męża. Osobiście jest zdania, że… 
Adrianna Chociej – córka Teresy Chociej. Przebywanie z rodziną Płoninów jest dla niej szkołą przetrwania. 
Luiza Drogosz – płomiennowłosa sąsiadka profesora. Bywa zaskoczona miejscem przebywania kubka po jogurcie. 
Robert Gondor – siostrzeniec żony profesora. Nieładnie jest nazywać go bałkańskim draniem. 
Karina Wińska – znajoma profesora (poprzez byłego męża). Oczywiście, że już w ogóle nie myśli o swoim eks**.
Dominika Bel zafundowała czytelnikowi także sporą mieszankę charakterów. Tak więc na kartach powieści spotykamy na przykład posłusznego syna, który wbrew własnym marzeniom i planom, stosuje się do oczekiwań ojca. Jest też córka, która w przeciwieństwie do brata, robi wszystko, aby sprzeciwić się ojcu, czego przykładem jest życie w wolnym związku na złość tatusiowi, bo wie, że ojciec lubi, a właściwie lubił, jak wszystko jest uporządkowane. Mamy też upartego finansistę, który nie daje za wygraną dopóki nie osiągnie upragnionego celu.

Ponadto czytelnik ma również możliwość stopniowego odkrywania tajemnic z życia profesora Płonina. W pewnym momencie okazuje się, że ten ceniony socjolog wcale nie był taki, za jakiego wszyscy go uważali. Dopiero po jego śmierci wychodzą na jaw jego mniejsze i większe przewinienia. Co ciekawe, Autorka nie przekazała prowadzenia sprawy policji w sposób, do jakiego wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni w tego typu książkach. Owszem, policja gdzieś tam pojawia się w tle, jednak na pierwszy plan wysuwają się osoby związane z profesorem i to właśnie im Dominika Bel zleciła odnalezienie zabójcy Płonina. Nie ukrywam, że bardzo podoba mi się takie rozwiązanie, gdyż charakteryzuje je inność.

W takim razie jaki związek z tym wszystkim ma tytułowy wiśniowy jogurt? Otóż, kluczowy. Bez tego owocowo-mlecznego napoju „do dziś” nie byłoby wiadomo dlaczego zginął profesor Płonin i kto się przyczynił do jego śmierci. Mnie ta książka bardzo przypadła do gustu. Spodobała mi się na tyle, że chętnie sięgnęłabym po inną powieść autorstwa Dominiki Bel, którą jest Klątwa Marianny. Według mnie Autorka posiada niezwykle płynny styl pisania, który w żadnym wypadku nie męczy czytelnika, a dodatkowo potrafi też świetnie konstruować dialogi, co nie jest rzeczą łatwą. Polecam zatem wszystkim miłośnikom lekkich kryminałów z humorem.






* D. Bel, Wiśniowy jogurt, Wyd. Replika, Zakrzewo 2012, s. 7-8.
** Ibidem, s. 5.