Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Agnieszka Wojdowicz – „Strażnicy Nirgali. Korona Mandalich” # 3













Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA
Warszawa 2013





Trudno jest żyć, kiedy człowiek traci dosłownie wszystko. Nie ma już bezpiecznego miejsca, w którym mógłby się schronić w gorsze dni. Czasami zmuszony jest żyć na wygnaniu, ponieważ do ukochanego domu nie ma już powrotu. Najgorzej jest jednak wtedy, gdy ludzie tracą wszystko z powodu nienawiści i zachłanności tych, którzy pragną władzy i w związku z tym wywołują wojny. Niszczą wówczas wszystko, co tylko stanie im na drodze, myśląc, że dzięki temu osiągną sukces. Przeważnie takie przekonanie jest złudne, ponieważ zawsze trzeba wziąć pod uwagę fakt, iż któregoś dnia Dobro zatriumfuje nad Złem, a wróg, który doprowadził do okrutnych zniszczeń, ostatecznie polegnie i już nigdy nie zakłóci nikomu spokoju.

Kiedy wydawało się, że życie mieszkańców fantastycznej krainy o nazwie Nirgala będzie spokojne i szczęśliwe, stało się coś zupełnie nieprzewidzianego. Otóż wróg ponownie zaatakował. Nie mógł bowiem pogodzić się z przegraną oraz zdradą tych, których uznawał za swoich wyznawców. Nie dość, że oszukali w podstępny sposób, to jeszcze przyłączyli się do tych, których z założenia trzeba zniszczyć, aby przejąć władzę. Mowa oczywiście o okrutnych zmiennokształtnych mnichach Hauruki, na czele których stoi bezwzględny ojciec Symeon. To on pociąga za wszystkie sznurki i podejmuje ważne decyzje. To on wciąż szuka sojuszników, aby pomogli mu unicestwić znienawidzonych przez niego aniołów i wszystkich tych, którzy im sprzyjają. Tak więc po przegranej bitwie ojciec Symeon ponownie atakuje. Tym razem odnosi jednak zwycięstwo, co sprawia, że nasi pozytywni bohaterowie muszą uciekać i szukać pomocy, czasami nawet u tych, którym swego czasu wyrządzili krzywdę, kradnąc najcenniejszy skarb, aby tylko móc uratować swoją krainę.

Można przypuszczać, że tak
właśnie wyglądałby przedstawiciel
łowców aniołów, gdyby pozwolić
mu opuścić karty powieści.
Dramat mieszkańców Nirgali wciąż trwa. Aby nie dać się zabić, jej obrońcy zmuszeni są wyruszyć w świat. Tak naprawdę nie wiadomo dokąd można uciec. Wszyscy wiedzą, że to jeszcze nie koniec i pewnego dnia przyjdzie znów zmierzyć się z okrutnymi mnichami i łowcami aniołów. Niemniej, w pojedynkę trudno będzie odnieść zwycięstwo. Tak więc anioł Mikail Argyll zaczyna szukać sojuszników. Teraz to na nim spoczywa odpowiedzialność, po tym, jak Hauruki zamordowali mu ojca. Niestety, jego wysiłki spełzają na niczym. W dodatku wciąż tropią go Hauruki, którzy znani są z tego, że przyjmują postać kruków. Dlatego każdy łopot skrzydeł może oznaczać tragedię. Jak gdyby tego było mało, dwoje jego przyjaciół – Eryk Falco i Maite Columba – muszą robić wszystko, aby uniknąć zemsty ojca Symeona. Obydwoje są przecież zdrajcami, którzy wychowani w zakonie, teraz z pełną świadomością stają po tej drugiej, lepszej stronie. W dodatku Eryk jest poważnie ranny i nie wiadomo, czy uda mu się przeżyć.  

Z kolei Bree Whelan znajduje schronienie w sąsiedniej miejscowości. Przebywa tam wraz z młodszą siostrą ukochanego Mikaila. Wiadomo jednak, że Bree nie będzie siedzieć bezczynnie i czekać, aż ktoś załatwi za nią pewne sprawy. Ona również udaje się na poszukiwanie sojuszników, którzy mogliby pomóc zwyciężyć mnichów i raz na zawsze rozprawić się ze złem, które ci wokół rozsiewają. Niestety, szybko okazuje się, że nie będzie łatwo i nawet magiczna Korona Mandalich nie będzie w stanie odmienić przeznaczenia. Klęska jest więc przytłaczająca. Wydaje się, że nasi bohaterowie już zawsze będą żyć na wygnaniu albo zmuszeni będą oddać władzę mnichom. Z drugiej strony jednak drzemie w nich ogromna wola walki i siła, która popycha ich do działania, nawet jeśli nie ma już nadziei na nic dobrego.

Korona Mandalich to ostatnia część młodzieżowej trylogii autorstwa Agnieszki Wojdowicz. Muszę przyznać, że bardzo ujęła mnie ta fantastyczna historia, choć rzadko czytam fantastykę, a jeszcze rzadziej sięgam po powieści typowo młodzieżowe. Na kartach trzeciego tomu czytelnik widzi ogromną determinację bohaterów, którzy w pewnym momencie praktycznie muszą postawić wszystko na jedną kartę. Jeśli chcą zwyciężyć mnichów Hauruki i tym samym pokonać zło, które oni wokół rozsiewają, trzeba zrobić wszystko, aby przeszkodzić im w dalszym niszczeniu świata. Należałoby też pomścić tych, którzy w wyniku walk stracili życie. I zapewne jeszcze stracą, ponieważ każda wojna niesie ze sobą ofiary w ludziach czy innych istotach. Nieważne czy jest to wojna w świecie realnym, czy fantastycznym. Zawsze ktoś będzie musiał umrzeć.


Czasami anioły ukrywają swoje skrzydła. Robią to albo dla wygody, albo dlatego,
iż nie chcą zwracać na siebie uwagi wroga. Możliwe, że wtedy tak właśnie wyglądaliby
Bree Whelan i Mikail Argylla. 


Historia, którą proponuje młodzieży Autorka zawiera w sobie utarte już przesłanie o walce Dobra ze Złem. Pomimo tego, że bohaterowie stale żyją w strachu przed mnichami, jest w tej opowieści również sporo pozytywnych emocji. Gdyby nie nad wyraz silna przyjaźń, jaka łączy poszczególnych bohaterów, los Nirgali i całej reszty tego wyimaginowanego świata byłby naprawdę opłakany. To właśnie ta przyjaźń sprawia, że nasi bohaterowie pragną nadal walczyć. W dodatku bardzo zależy im na pokoju w ich krainie, a także na przywróceniu wartości, które niegdyś rządziły ich światem. Każda z tych postaci ma też nadzieję, że kiedyś przyjdzie taki dzień, w którym nikt nie będzie czuł strachu. Czy zatem ich nadzieje są płonne? Może to zwykli marzyciele, którzy zwyczajnie nie doceniają mocy i determinacji mnichów?

Jeśli natomiast wziąć pod uwagę postacie skrajnie negatywne, to wówczas zobaczymy, jak bardzo chęć zdobycia władzy i – co za tym idzie – usunięcia sobie w tym celu przeszkody spod nóg, może zawładnąć człowiekiem, a w tym wypadku zmiennokształtną istotą. Poza tym jest jeszcze ta pewność siebie, która sprawia, że uważają siebie za niepokonanych. Czy słusznie? Czy faktycznie Hauruki mogą czuć się pewnie, mając obok siebie łowców aniołów? W tym aspekcie dość wyraźnie widać też, jak bardzo można zmienić się pod wpływem zaistniałych okoliczności lub obecności kogoś, kto wyznaje zupełnie inne wartości. Mam tutaj na myśli Eryka i Maite. Przecież oni stali kiedyś po stronie złych mocy, a teraz robią wszystko, aby tylko nie dopuścić do tego, żeby ich światem zawładnęli mnisi. W którymś momencie zrozumieli bowiem swój błąd, lecz mimo to wiele kosztowało ich ponowne zdobycie zaufania swoich przyjaciół. Z drugiej strony jednak można odnieść wrażenie, że tych dwoje nie było tak końca zepsutych. Kiedy bliżej przyjrzymy się ich zachowaniu, wówczas zobaczymy, że pod parasolem mnichów wcale nie czuli się tak dobrze, jak można byłoby sądzić. To daje nadzieję na to, że nawet wróg może w końcu stać się przyjacielem.


Na kartach powieści czytelnik spotka również niezwykle inteligentnego perytona,
czyli fikcyjnego stwora o ciele jelenia i orlich skrzydłach.
Jedna z bohaterek próbuje go nawet oswoić. Czy jej się to uda? 


Strażnicy Nirgali to literatura, na którą młody czytelnik powinien zwrócić uwagę. W pewnym sensie zawiera ona w sobie również przesłanie edukacyjne. Pokazuje bowiem, co tak naprawdę liczy się dla młodego człowieka. Tym czymś jest przyjaźń i bliskość drugiej osoby, nawet w sytuacjach z góry skazanych na niepowodzenie. To właśnie siła prawdziwej przyjaźni sprawia, że to, co wydaje się niemożliwe, może nagle przybrać zupełnie nieoczekiwany obrót i doprowadzić do zwycięstwa. Ponadto uczy, że warto czasami dać innym drugą szansę, pomimo że doznaliśmy zawodu. Nie można bowiem na zawsze przekreślać drugiego człowieka, jeśli zdarzyło mu się popełnić jakiś błąd. I na koniec, najważniejsze, aby egzystować w grupie, bo wtedy świat – nawet ten najbardziej okrutny – może przybrać kolorowe barwy.








piątek, 21 kwietnia 2017

Adrian Grzegorzewski – „Czas burzy” # 2






RECENZJA PRZEDPREMIEROWA
Premiera książki 26. 04. 2017









Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. Dziękuję!


Wydawnictwo: ZNAK/MIĘDZY SŁOWAMI
Kraków 2017



Trudno jest myśleć dziś o Wołyniu, nie mając w pamięci bestialskiej rzezi dokonanej na Polakach przez ich sąsiadów Ukraińców. Obecnie ten temat ożywa niemalże przy każdej dyskusji odnośnie do relacji polsko-ukraińskich i przypuszczalnie jeszcze bardzo długo będzie powodem generowania wrogich nastrojów po obydwu stronach. Na pewno nie pomagają tutaj wszelkiego rodzaju wydarzenia, które jednoznacznie świadczą o tym, że w niektórych środowiskach po stronie ukraińskiej wciąż gloryfikuje się osobę Stepana Bandery (1909-1959), natomiast rok 2017 ogłasza się Rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Antypolskie nastroje na Wołyniu miały miejsce już w 1939 roku. Wtedy swoją działalność uaktywniły grupy, w skład których wchodzili Ukraińcy, natomiast po ataku Związku Sowieckiego na Polskę w dniu 17 września 1939 roku, wymierzone przeciw Polakom akcje zaczęły znacznie przybierać na sile. Z kolei ich liczba i zasięg wzrosły jeszcze bardziej po wybuchu wojny pomiędzy Trzecią Rzeszą a Związkiem Sowieckim, a co za tym idzie zajęciu dawnych Kresów Rzeczpospolitej przez nazistowskie Niemcy w 1941 roku.

Jesienią 1942 roku swoją działalność rozpoczęła wspomniana wyżej Ukraińska Powstańcza Armia, czyli innymi słowy formacja zbrojna walcząca o niepodległość Ukrainy. Jej ataki od samego początku miały na celu wymordowanie Polaków mieszkających na Wołyniu. Ukraińska Powstańcza Armia wraz z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) są zatem odpowiedzialne za bestialskie mordowanie polskiej ludności cywilnej. Swoje apogeum te antypolskie działania osiągnęły latem 1943 roku. Ukraińscy nacjonaliści przekonywali wówczas, że właśnie nadszedł czas, aby wreszcie móc wywalczyć niepodległość Ukrainy, lecz zasadniczą przeszkodą ku temu są Polacy. Uważali bowiem, że dopóki na ziemi ukraińskiej będzie żył choćby tylko jeden Polak, nie uda się im stworzyć samodzielnego ukraińskiego państwa.

Tak więc masowa akcja przeciwko polskiej ludności rozpoczęła się w dniu 11 lipca 1943 roku. Z samego rana oddziały UPA otoczyły i zaatakowały dziewięćdziesiąt dziewięć wsi i osad, w których mieszkali Polacy. Miejscowości te były położone w trzech powiatach, czyli kowelskim, horochowskim oraz włodzimierskim. Rzeź wołyńska rozpoczęła się około godziny trzeciej rano atakiem na polską wieś o nazwie Gurów, w której życie zachowało jedynie siedemdziesiąt osób spośród czterystu osiemdziesięciu mieszkańców. W tym samym dniu dwudziestu nacjonalistów wtargnęło do kościała w Porycku podczas mszy świętej. W ciągu trzydziestu minut zamordowali około stu osób, w tym również kobiety i dzieci, nie oszczędzając także starców. Bandyci wymordowali wtedy wszystkich mieszkańców Porycka. Było to około dwieście osób.


Zamordowani przez UPA Polacy ze wsi Lipniki (1943)


Inne oddziały ukraińskich nacjonalistów zaatakowały między innymi takie miejscowości, jak Nowiny, Wygranka, Romanówka, Orzeszyn oraz Swojczów. Ataki, których dokonano 11 lipca 1943 roku były więc jednymi z najokrutniejszych oraz najbardziej krwawych mordów, jakich dopuścili się ukraińscy nacjonaliści w latach 1942-1944. Rzeź wołyńska oznacza wiele ludobójczych akcji dokonanych przez Ukraińską Powstańczą Armię i miejscowych chłopów, a wymierzonych w ludność polską i czeską, która zamieszkiwała tereny Wołynia. Trzeba też dodać, że odwet za te brutalne akcje wzięła polska partyzantka. W lipcu 1943 roku oddziały UPA przeprowadziły około pięćset trzydzieści ataków. Towarzyszyło im hasło: Śmierć Lachom!  Wymordowano wtedy kilkanaście tysięcy Polaków.

Oszacowanie dokładnej liczby Polaków, którzy zginęli w czasie rzezi wołyńskiej nie jest łatwe. Ocenia się, że było to około sześćdziesiąt tysięcy pomordowanych. Z kolei Ukraińcy podają, że ofiar po ich stronie było od dziesięciu do dwudziestu tysięcy, w tym część z nich zginęła podczas akcji odwetowych prowadzonych przez polską partyzantkę, natomiast część straciła życie z rąk UPA. Była to kara za pomoc, jakiej udzielali Polakom lub za odmowę przyłączenia się do katów. Ten problem szczegółowo opisałam przy okazji eseju na temat pierwszego tomu dylogii Adriana Grzegorzewskiego zatytułowanego Czas tęsknoty.

Dmytro Klaczkiwski (1911-1945)
Był jednym z inicjatorów rzezi wołyńskiej
i głównym kierującym akcją mordowania
 polskiej ludności.
Zdjęcie pochodzi z lat 30. XX wieku. 
Tym razem swoją opowieść Autor rozpoczyna wydarzeniami mającymi miejsce w 1943 roku. Do domu w rodzinnych Bedryczanach wraca Marta Kosiecka. To, czego była świadkiem w ostatnim czasie nie mieści się w głowie. Kobieta cały czas ma w pamięci akty terroru, jakich Ukraińcy dopuścili się na Polakach. Marta zdążyła już wyjść za mąż i owdowieć. Na chwilę obecną nie potrafi otrząsnąć się z szoku, a tęsknota za zamordowanym mężem wcale nie pomaga jej w odzyskaniu emocjonalnej równowagi. Marta ma jednak nadzieję, że w rodzinnej wsi zastanie matkę, która ukoi jej ból. Niestety, kiedy już dociera do wsi, jej oczom ukazuje się dramatyczny widok. Widzi ogromne spustoszenie, jakiego dokonali jej ukraińscy sąsiedzi, natomiast matki nigdzie nie ma. W domu, który tak bardzo ukochała, mieszka teraz ktoś inny. I choć młodej kobiecie trudno jest uwierzyć i zaakceptować to, co widzi, to jednak mobilizuje w sobie siły i udaje się na poszukiwanie kogoś, kto będzie w stanie udzielić jej informacji na temat tego, co stało się w Bedryczanach.

Tymczasem kościelny Witalij przeżywa najgorsze dni w swoim życiu. Oto bowiem okrutny Jegor i jego bezwzględni kompani mordują mu najbliższych. Najpierw życia pozbawiony zostaje starszy syn kościelnego, a potem żona i drugi z synów. To wszystko dzieje się na oczach Witalija. Jego oszczędzają, bo jest Rusinem, ale żona i dzieci to już przecież polska krew, więc nie mogą pozostać przy życiu. W dodatku Jegor ma właśnie doskonałą okazję do tego, aby zemścić się na starszym mężczyźnie. Przecież to Witalij przyczynił się do tego, że niejaki Piotr Ochocki zabrał mu Swietę, która została Ukraińcowi przeznaczona na żonę. Jegor musi zatem wyrównać rachunki. Lacha też kiedyś dopadnie, lecz najpierw chce załatwić sprawę z tymi, których ma na wyciągnięcie ręki. Ochocki gdzieś zniknął. Swiety również nie ma już w Bedryczanach. Kiedy Marta Kosiecka dociera do domu Witalija jest już po wszystkim, a stary siedzi niczym posąg i pustym wzrokiem jedynie wpatruje się w trzy równo usypane groby, zaś ból rozrywa mu serce na drobne kawałki. Wtedy też Marta dowiaduje się, co tak naprawdę zaszło we wsi podczas jej nieobecności.

Mniej więcej w tym samym czasie w Warszawie swoim szczęściem cieszą się Piotr Ochocki i jego ukochana Swieta. W końcu odnaleźli się po prawie czterech latach, więc nie dziwi fakt, że – na ile to jest tylko możliwe – pragną spędzać ze sobą jak najwięcej czasu. Obydwoje działają w konspiracji. Piotr jest nawet dowódcą i czasami zdarza mu się kierować najbardziej niebezpiecznymi akcjami. Niestety, wojna bardzo go zmieniła. Nie jest już tym samym chłopakiem, którego Swieta poznała w Bedryczanach. Wtedy chciał zostać architektem, a teraz myśli tylko o tym, jak skutecznie wykończyć okupanta. Zabijanie stało się dla niego chlebem powszednim. Po prostu przyzwyczaił się do tego i nawet ręka mu nie zadrży, kiedy trzeba odebrać wrogowi życie. Niekiedy wręcz przekracza swoje uprawnienia, ale jakoś nie za bardzo go to obchodzi.


Aleje Ujazdowskie przy skrzyżowaniu z ulicą Chopina.
Widok w kierunku placu na Rozdrożu. Po prawej stronie za drzewami widać
pałacyk Rzyszczewskich i kamienicę ufundowaną przez aptekarza oraz działacza społecznego
i gospodarczego żydowskiego pochodzenia Maurycego Spokornego (1859-1917). 

To w tym miejscu „Pegaz” dokonał zamachu na Franza Kutscherę w dniu 1 lutego 1944 roku.
Fotografia pochodzi z lat 20. XX wieku. 


Wreszcie przychodzi dzień, na który zaplanowany jest zamach na Franza Kutscherę (1904-1944). To nazistowski zbrodniarz zwany katem Warszawy. Dla takich nie ma litości. Jest to naprawdę niezwykle ryzykowna akcja i trzeba liczyć się z najgorszym. Każdy z tych młodych żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że może nie wyjść z akcji żywy. Niemniej dobro ojczyzny jest dla nich znacznie ważniejsze, aniżeli własne życie. Zbyt dużo okrucieństwa na ulicach Warszawy, aby przechodzić obok niego obojętnie i pozwalać hitlerowcom na dalsze egzekucje niewinnych ludzi. Tak się nieszczęśliwie składa, że świadkiem zamachu na Franza Kutscherę jest Swieta. Na jej oczach rozgrywają się naprawdę dramatyczne sceny. I choć gdzieś w głębi duszy doskonale wie, że jej Piotr może nie wyjść cało z tej akcji, to jednak stara się, żeby ta myśl nie zawładnęła nią bez reszty. Niestety, w pewnym momencie dziewczyna widzi, jak Piotr pada na ziemię raniony kulami hitlerowca. Nie jest przecież ani głupia, ani naiwna. Dlatego jest przekonana, że rany, które powaliły jej ukochanego na ziemię są śmiertelne. W dodatku Ukrainka jest pielęgniarką, więc tym bardziej jest świadoma tego, co się właśnie stało. Czy zatem będzie potrafiła żyć bez ukochanego Piotrusia? Jak będzie teraz wyglądać jej życie? Czy jeszcze kiedyś będzie szczęśliwa? Czy odnajdzie wewnętrzny spokój? U kogo będzie mogła szukać pocieszenia?

Czas burzy to powieść, w której bohaterowie wciąż muszą dokonywać dramatycznych wyborów. To nie oni kierują swoim życiem, lecz otaczająca ich rzeczywistość. Są od niej uzależnieni i dlatego bardzo trudno jest im podejmować decyzje, które nie miałyby związku z realiami, w jakich zmuszeni są egzystować. Sytuacje, którym trzeba stawić czoło, czasami wymykają się spod kontroli, a wtedy konsekwencje mogą być naprawdę fatalne. W dodatku nie zawsze mają możliwość postępować zgodnie z własnym sumieniem. Czasami dzieje się bowiem tak, że konieczne jest podejmowanie działań, które są wbrew ich przekonaniom, a nawet mogą przysporzyć cierpienia tym, których kochają. Wojna kieruje się zupełnie innymi zasadami, aniżeli czas pokoju. Wojna nie pyta o pozwolenie, tylko robi swoje, nie dbając o ludzkie dobro.



Patrol żołnierzy Armii Krajowej i Armii Czerwonej na ulicy Wielkiej
w Wilnie podczas operacji  
„Ostra Brama” (7-15 lipca 1944). 
Niektórzy bohaterowie powieści biorą udział w walkach o wyzwolenie Wilna,
a potem przedostają się do Warszawy, aby walczyć w Powstaniu Warszawskim.  

Drugi tom dylogii to także opowieść o wyrównywaniu rachunków. Mówią, że zemsta jest słodka, ale czy zawsze podyktowana właściwymi motywami? To również – a może przede wszystkim – historia o potędze miłości, która jest silniejsza od śmierci. Nawet jeśli można ułożyć sobie życie na nowo, to jednak gdzieś głęboko w sercu i umyśle wciąż drzemie uczucie, którego nikt ani nic nie zdoła wymazać. Na kartach książki czytelnik spotyka także tych, dla których bardzo ważna jest przyjaźń i to bez względu na narodowość. Ci bohaterowie są zatem symbolem tego, że pomimo różnic oraz krwawych podziałów społecznych można szanować drugiego człowieka, a nawet oddać za niego życie.

Pomimo że na kartach książki niezwykle ważni są mężczyźni, to jednak Adrian Grzegorzewski bardzo wyraźnie eksponuje postacie kobiece. Zarówno Marta, jak i Swieta to bohaterki silne i próbujące za wszelką cenę zachować swoją godność, choć warunki wcale temu nie sprzyjają. Nawet w obliczu największego zagrożenia życia, obydwie dziewczyny nie poddają się. Szczególnie w przypadku Marty można wyraźnie zaobserwować jej przemianę wewnętrzną. Pod wpływem doświadczeń, z nieśmiałej i skrytej dziewczyny zmienia się w kobietę, która naprawdę wie, czego chce od życia i przed niczym się nie cofnie, aby osiągnąć swój cel. Wielokrotnie czytelnik odnosi wrażenie, że Marta wie znacznie więcej, niż można byłoby przypuszczać. W dodatku jej miłość wystawiona jest na wielką próbę.

Moim zdaniem Adrian Grzegorzewski stworzył doskonałą opowieść, która czasami mrozi krew w żyłach, a kiedy indziej pozwala mieć nadzieję na pozytywne zakończenie. Na kartach książki Autor nikogo nie ocenia, nie potępia, ani też nie gloryfikuje. Losy swoich bohaterów przedstawia w sposób obiektywny, pozostawiając czytelnikowi ocenę ich postępowania. Ta historia jest tym bardziej wartościowa, bo oparta na prawdziwych wydarzeniach, choć nie bez domieszki fikcji. Myślę, że naprawdę warto sięgnąć zarówno po Czas tęsknoty, jak i po Czas burzy. Choć generalnie dylogia adresowana jest do kobiet, to jednak uważam, że mężczyźni również powinni ją przeczytać. 











środa, 19 kwietnia 2017

Joanna Jax – „Piętno von Becków” # 2















Wydawnictwo: VIDEOGRAF
Chorzów 2016





Po zakończeniu drugiej wojny światowej część znaczących polityków europejskich zapoczątkowała proces zmierzający do naprawy nie tylko wizerunku Europy, ale przede wszystkim rzeczywistości, która przez lata wojny była naprawdę dramatyczna. Tak więc zaczęto tworzyć nowe międzynarodowe układy oraz ustalano nowe państwowe granice. W tym samym czasie okrutnym wojennym zbrodniarzom albo wymierzano kary – nierzadko kary śmierci – albo ścigano ich niemalże po całym świecie. Dość szybko okazało się bowiem, że wielu z nich zamiast sprawiedliwego wyroku sądu otrzymało pomoc w ucieczce i w konsekwencji życie na nowych warunkach i z nową tożsamością. Patrząc na problem z perspektywy XXI wieku bardzo trudno jest w pozytywny sposób ocenić ten powojenny porządek. Dla wielu państw szokujący był przede wszystkim udział najważniejszych przywódców Związku Radzieckiego w procesach, które prowadziły do oskarżenia i ukarania nazistowskich zbrodniarzy. Trudno jest także zrozumieć inne – mniej znane – wydarzenia. Chodzi tutaj głównie o losy wielu aktywnych nazistów, którym ułatwiono ucieczkę przed wymiarem sprawiedliwości. Pomoc w opuszczeniu terenu Europy nadeszła bowiem nie tylko ze strony argentyńskiego rządu, ale także wysoko postawionych europejskich hierarchów kościelnych. Ten drugi fakt naprawdę mocno szokuje. Niezbyt jasny jest również udział Amerykanów w tym procederze.

Jeszcze przed 20 listopada 1945 roku, gdy swoje obrady rozpoczął Międzynarodowy Trybunał Wojskowy w Norymberdze, wyżej postawieni naziści wiedzieli już, że niezwykle trudno będzie im uniknąć długoletniego więzienia albo nawet kary śmierci. Z kolei niektórzy z nich byli świadomi tego na długo przed podpisaniem kapitulacji przez przedstawicieli Trzeciej Rzeszy. W związku z tym dość szybko rozpoczęto ściśle tajne przygotowania do egzystowania w nowych realiach. Najprawdopodobniej na skutek działań samego Heinricha Himmlera (1900-1945) została powołana do życia organizacja związana z Argentyną o nazwie ODESSA, czyli Organizacja Byłych Członków SS (z niem. Organisation der ehemaligen SS-Angehörigen). Była to tajna siatka konspiracyjna, zaś jej kluczowym zadaniem było przede wszystkim zadbanie o transport esesmanów w miejsce bezpieczne i neutralne. Organizacja miała również na celu wykorzystanie zrabowanych podczas wojny kosztowności, które miały pokryć koszty tejże operacji. Pieniądze potrzebne były głównie na to, aby móc przekupić odpowiednich urzędników, jak również na wyrobienie nowych dokumentów oraz sfinansowanie kosztów podróży i – co za tym idzie – pierwszych najtrudniejszych miesięcy życia w nowym miejscu.

Juan Domingo Perón Sosa
Zdjęcie pochodzi z 1946 roku. 
Kraje Ameryki Południowej, szczególnie Argentyna i Brazylia, nie bez powodu stały się głównym kierunkiem emigracji nazistów. Zasadniczym atutem było ich położenie, czyli znaczna odległość od Europy. Z drugiej strony jednak hitlerowcy kierowali się tam z innych względów. Otóż ówczesny argentyński wiceprezydent i minister wojny Juan Perón (1895-1974) prowadził bowiem politykę, która łączyła w sobie nie tylko hasła nazistowskie, lecz także hasła społecznej sprawiedliwości, nie ukrywając jednocześnie swojej fascynacji upadłą Trzecią Rzeszą. Jeszcze zanim został wiceprezydentem, Juan Perón zajmował stanowisko wojskowego attaché we Włoszech. Były to lata 1939-1941. To pozwoliło mu zachwycić się faszyzmem Benito Mussoliniego (1883-1945) oraz propagowaną przez niego ideą przywództwa.

Niemniej nie tylko sentymenty decydowały o tym, że Argentyna stała się tak bardzo otwarta dla nazistów. Juan Perón chciał uczynić ze swojego kraju państwo silne i bardzo dobrze zmilitaryzowane. Dlatego też ściągał tam najlepszych specjalistów w dziedzinie wojskowości, jak również inżynierów, konstruktorów odrzutowców, a nawet ekspertów nuklearnych. Niektóre źródła wskazują, iż w 1943 roku przyszły prezydent zabiegał nawet o kontakt z Trzecią Rzeszą, chcąc nawiązać z faszystami współpracę. Ofertą Argentyny mocno zainteresowany był właśnie Heinrich Himmler, który zabezpieczał dalszy los esesmanów, lokując za granicą niemieckie kapitały.

Tak więc nie dziwi fakt, że jeden z bohaterów drugiej części rodzinnej sagi autorstwa Joanny Jax po wielu, wielu latach zostaje przypadkowo odnaleziony w Ameryce Południowej. Tym bohaterem jest Peter von Beck, czyli młodszy brat Wernera von Becka, którego czytelnicy poznali już w pierwszym tomie dylogii. Jest zatem rok 2014, natomiast w Brazylii mają miejsce XX Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej. I tak oto na jednym z meczów jakiś reporter uwiecznia na zdjęciu byłego nazistę, a potem puszcza w obieg fotografię, dzięki czemu cały świat dowiaduje się, że Peter von Beck wciąż żyje. Choć teraz jest już staruszkiem, któremu śmierć zagląda w oczy, to jednak nie zmienia to faktu, że informacja o jego obecności wśród żywych wywołuje szok wśród tych, którzy podczas wojny mieli z nim kontakt. Jedną z takich osób jest mieszkająca w Warszawie Kornelia Landowska. Staruszka mieszka wraz z wnuczką, którą traktuje dość specyficznie, pomimo że kobieta ma już swoje lata. Marta nie ma jednak pojęcia, dlaczego widok Petera von Becka na fotografii znajdującej się w gazecie tak bardzo zszokował jej babcię. Ponieważ Marta Landowska z wykształcenia jest historykiem, jest więc przekonana, że nie zostawi tej sprawy bez rozwiązania. Kiedyś na pewno przyjdzie taki moment, kiedy kobieta zajmie się tą kwestią.


Katoliccy biskupi w towarzystwie nazistów


Szybko okazuje się, że nie tylko w Polsce widok młodszego von Becka wśród żywych wywołał szok. W Londynie mieszka bowiem niejaki Tom Anders, który również bardzo emocjonalnie potraktował informację o byłym naziście. Pomimo że Brytyjczyk jest zbyt młody, aby móc spotkać się fizycznie z von Beckiem podczas wojny, to jednak widok byłego hitlerowca naprawdę mocno na niego podziałał. Dlaczego? Kim dla Andersa jest ten znienawidzony przez wielu starzec? Co takiego ich łączy? Ale to jeszcze nie wszystko. W Jerozolimie w rodzinie Halpernów wieść o żyjącym von Becku również wywołała wielkie poruszenie. Przed wojną Halpernowie mieszkali w Trzeciej Rzeszy, gdzie prowadzili świetnie prosperujący zakład jubilerski. Byli wtedy naprawdę kimś. Wszyscy ich szanowali, obdarzali zaufaniem i korzystali z ich nieprzeciętnej wiedzy odnośnie do biżuterii i drogocennych kamieni. Potem przyszła wojna i wszystko dosłownie z dnia na dzień zniknęło. Teraz senior rodu Halpernów pragnie wreszcie odzyskać to, co mu się prawnie należy. Do tej pory sądził, że wszystko przepadło. Myślał bowiem, że nikt z przedstawicieli znienawidzonej przez niego rodziny von Becków już nie żyje. A tu taka niespodzianka! Izaak Halpern szukał nazistów przez tak wiele lat i oto jedno przypadkowe zdjęcie w prasie sprawia, że w starym sercu Żyda odżywa nadzieja na odzyskanie rodzinnych dóbr i ukaranie winnego. Do tego celu stary Halpern wykorzystuje swojego bratanka Dawida, który jest agentem wywiadu. Czy zatem uda im się doprowadzić sprawę do końca? Czy Izaak będzie mógł kiedyś umrzeć w spokoju ze świadomością, że zrobił wszystko, aby przywrócić godność swoim przodkom?

Tymczasem w Warszawie niejaka Julia Kunis również pragnie dowiedzieć się czegoś o von Beckach. Kierują nią zupełnie inne motywy, aniżeli osobami wspomnianymi powyżej. Julia jest prawnuczką Wernera von Becka i jedyne, czego w tej chwili pragnie to poznać losy swojej rodziny. Kobieta wciąż pamięta, ile złego wyrządzono jej ukochanemu dziadkowi, kiedy na jaw wyszło czyim tak naprawdę synem jest Maurycy Kunis. Tak więc pragnienie poznania dziejów rodziny prowadzi Julię do Marty Landowskiej. Kobiety nawet nie przypuszczają, jak wiele mają ze sobą wspólnego. Okaże się też, że odkrywanie historii von Becków wcale nie będzie należeć do najbezpieczniejszych zajęć. Kim tak naprawdę byli osławieni von Beckowie, którzy tak bardzo zasłużyli się dla Trzeciej Rzeszy i jej wodza? Jakich zbrodni dopuścili się w imię wyznawanej ideologii? Czy teraz po wielu latach ich potomkowie mogą czuć się bezpieczni? Jak wiele tajemnic nie zostało jeszcze odkrytych? Czy ich ujawnienie przypadkiem nie pociągnie za sobą kolejnych nieszczęść?


Adolf Eichmann (1906-1962) przed sądem izraelskim 
Wyrokiem sądu nazista został skazany na karę śmierci przez powieszenie.
Jego ciało zostało spalone w krematorium, a prochy rozrzucone
nad wodami Morza Śródziemnego.
Zdjęcie pochodzi z 1961 roku. 


Muszę przyznać, że podczas gdy Dziedzictwo von Becków nie do końca spełniło moje oczekiwania, ponieważ w którymś momencie coś wyraźnie zaczęło się psuć, tak Piętno von Becków pochłonęło mnie bez reszty. Nie potrafiłam oderwać się od lektury. Tym razem Joanna Jax stworzyła opowieść nie tyle z historią w tle, co powieść na wskroś sensacyjną. Jej akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych, czyli współcześnie i podczas wojny, lat komunizmu, aż do czasu, kiedy Polska była już całkowicie wolnym krajem. Czytelnik jest przenoszony w rozmaite miejsca na świecie. Tak więc czasami jesteśmy w Izraelu, aby już po chwili udać się do Szwajcarii albo do Niemiec, gdzie wraz z bohaterami możemy odwiedzić zrujnowany majątek von Becków. W tym wszystkim nie brakuje swoistego napięcia, które towarzyszy tego rodzaju powieściom. Natomiast nieoczekiwane zwroty akcji i postacie, których zachowanie może naprawdę zaskoczyć sprawiają, że książkę czyta się z ogromnym zainteresowaniem.

Okazuje się bowiem, że w miarę, jak Julia Kunis odkrywa coraz to nowe elementy układanki dotyczące jej przodków, również ona sama zostaje uwikłana w jakąś niezrozumiałą dla niej aferę. Przecież Julia chciała jedynie poznać losy swojej rodziny. Nawet przez myśl jej nie przeszło, aby coś ugrać dla siebie i wzbogacić się czyimś kosztem. Ona nawet nie ma pojęcia o tym, że bliscy jej pradziadka mieli na sumieniu coś więcej, aniżeli tylko przynależność do NSDAP i aktywną działalność w czasie tej strasznej wojny. Podczas gdy w pierwszym tomie sagi uwaga Autorki w głównej mierze skupia się na życiu Warnera von Becka i jego romansie z Marią Tarnowską, tak tym razem przed czytelnikiem zostaje odkryta bestialska osobowość Petera von Becka. Oczywiście wiadomo było, że młodszy von Beck nie należał do świętych, ale nikt tak naprawdę nie spodziewałby się, że był on zdolny do takich okrucieństw. Zepchany na margines przez własną rodzinę oraz wciąż żyjący w cieniu ubóstwianego przez wszystkich starszego brata, Peter pragnął również czymś zabłysnąć i pokazać władczemu ojcu, że nazwiska von Beck nie nosi od parady.

Znaczący wpływ na postępowanie poszczególnych bohaterów ma miłość. Tak naprawdę to ona kieruje ich działaniami i decyzjami, jakie podejmują. Nie zawsze są to właściwe decyzje, ale na ich zmianę jest już niestety za późno. Nawet po latach nie można naprawić krzywd, które zostały niegdyś wyrządzone. Miłość dotyka zatem nie tylko tych, którzy musieli żyć w czasie wojny, ale również tych żyjących współcześnie. Okazuje się też, że skutki decyzji podejmowanych przez starsze pokolenie oddziaływują na młodych, którzy nie są niczego świadomi. Od urodzenia nie mieli bowiem pojęcia, że są wychowywani w duchu wydarzeń z przeszłości ich bliskich. To one ukształtowały nie tylko ich dziadków, lecz także ich samych. Teraz jest więc okazja, aby położyć temu kres. Wystarczy jedynie doprowadzić pewne sprawy do końca i odkryć tajemnice, które do tej pory nie ujrzały światła dziennego.

Piętno von Becków pokazuje też, jak łatwo mogą przeciąć się ze sobą wzajemnie życiowe drogi ludzi, którzy do pewnego czasu nie mieli pojęcia o swoim istnieniu. Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest wybaczenie. Czasu wrócić już nie można, a przecież żyć trzeba nadal. Nie wolno zatem obarczać młodego pokolenia uczuciami, które nie mają z nim nic wspólnego. Nie można dopuścić do tego, aby te złe emocje zostały odziedziczone przez młodych, ponieważ wtedy bardzo łatwo doprowadzić do zniszczenia im życia. Przyglądając się bohaterom widzimy również, że w obliczu zagrożenia są oni w stanie odrzucić na bok uprzedzenia i działać ramię w ramię dla dobra sprawy. To wymaga naprawdę sporej dojrzałości.

Podsumowując całą dylogię można śmiało stwierdzić, że Joanna Jax stworzyła naprawdę ciekawą historię z drugą wojną światową w tle. Jest to opowieść pełna emocji, zaskakujących zwrotów akcji, ale też pokazuje, ile tak naprawdę dla każdego z bohaterów znaczy miłość. W imię tego uczucia są oni zdolni do poświęceń. Z drugiej strony jednak ta sama miłość może działać destrukcyjnie i sprawić, że człowiek będzie zdolny do najgorszej podłości. Z kolei zasadniczym przesłaniem całej tej historii jest umiejętność wybaczania. Nie jest to łatwe, ale też nie niemożliwe. Trzeba jedynie wykrzesać z siebie choć odrobinę chęci i tym samym nie obarczać kolejnego pokolenia własnymi demonami przeszłości.









poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Francine Rivers – „Rodowód Łaski. Batszeba” # 4












Wydawnictwo: AETOS MEDIA
Wrocław 2015
Tytuł oryginału: Unspoken: Bathsheba
Przekład: Marta Balon





Batszeba (?-po 970 p.n.e.) to jedna z żon izraelskiego króla Dawida (ok. 1040-ok. 970 p.n.e.), o której mówi się, że była tą najukochańszą, a jednocześnie najbardziej sławną. Ich małżeństwo zostało zawarte po tym, jak łączył ich pozamałżeński romans w czasie, gdy Dawid był już królem. Działo się to mniej więcej w latach 1005-965 przed naszą erą. Historia Batszeby i Dawida okazała się tak trwała, że stała się inspiracją do stworzenia niezliczonej ilości powieści romantycznych, filmów oraz sztuk dramatycznych. Związek Batszeby i Dawida koncentrował się na jednym pytaniu: Kto kogo uwiódł? Dzieje tej pary zapisane są w starotestamentowej Drugiej Księdze Samuela w rozdziałach jedenastym i dwunastym na tle wojny Dawida z Ammonitami, czyli starożytnym plemieniem aramejskim, które w XII wieku przed naszą erą osiedliło się na terytorium Zajordania, na północny wschód od Moabu (kraina historyczna położona na wschodnim brzegu Morza Martwego na terenie dzisiejszej Jordanii), pomiędzy lewym dopływem Jordanu a rzeką Arnon na południu. Kraj Ammonitów zwany był Ammonem. Tak więc rozdział jedenasty Drugiej Księgi Samuela opowiada o tym, jak król wysłał swoją armię na wojnę, zaś sam pozostał w Jerozolimie. Oczywiście pozycja Dawida na tronie była wystarczająco bezpieczna i tak naprawdę nie potrzebował już staczać z nikim bitew, aby udowodnić swoją potęgę militarną. Dlatego mógł pozwolić sobie na wysłanie tylko swoich generałów.

I tak oto podczas relaksu na pałacowym balkonie, z którego król miał widok na całe miasto, dojrzał nagle piękną kobietę biorącą kąpiel. Dzięki swoim posłańcom, Dawid dowiedział się, że kobietą tą jest niejaka Batszeba, żona Uriasza Hetyty, czyli oddanego żołnierza walczącego u boku Dawida. Fakt ten rodzi zatem kluczowe pytanie: Czy Batszeba przyszła do Dawida z własnej woli, czy może król zmusił ją do bycia mu uległą? Tradycyjne studia biblijnie wskazują, że Batszeba nie mogła nie wiedzieć, że jej dom znajduje się bardzo blisko królewskiego pałacu, biorąc pod uwagę fakt, iż Dawid był wystarczająco blisko, aby móc ujrzeć ją podczas kąpieli, której oddawała się na świeżym powietrzu. Co więcej, w tym czasie jej mąż Uriasz opuścił ją, aby walczyć w sprawie Dawida. Chociaż feministyczna interpretacja biblijna dowodzi, że Batszeba była ofiarą króla, to jednak mimo to mogła przecież odmówić Dawidowi swojego ciała. Są tacy badacze Biblii, którzy odkryli informację dotyczącą tego, iż Batszeba była jednak tak samo winna, jak inne żony króla. Kiedy Dawid posłał po nią swoich ludzi, ta natychmiast do niego przyszła. Nie była przez nich do niczego zmuszana, ani też nie starała się używać licznych wymówek, które posłużyłyby jej w uniknięciu spotkania z innym mężczyzną, nawet jeśli był to sam król, a jej męża nie było wtedy obok. Zamiast tego, poszła do Dawida z własnej woli i dlatego ponosi odpowiedzialność za to, co stało się później.


Batszeba podczas kąpieli 
Obraz został namalowany w 1889 roku.
autor: Jean-Léon Gérôme (1824-1904)



Nawet jeśli Batszeba postanowiła uwodzić króla Dawida, to jednak uważano, że grzech izraelskiego władcy w związku z ich romansem był większy z dwóch powodów. Kiedy odkrył już tożsamość Batszeby, wówczas był świadomy, że jest ona mężatką. Wtedy też wysłał jej męża na wojnę, wydając odpowiednie polecenia, które miały przyprawić Uriasza o śmierć. Dawid zdawał sobie również sprawę z tego, że jego związek z Batszebą będzie wyraźnym naruszeniem szóstego przykazania, które brzmi: Nie cudzołóż! A przecież król Izraela miał być religijnym przywódcą narodu wybranego, a także politycznym liderem. Mimo to Dawid i Batszeba oddawali się cielesnym uciechom, aż do momentu, kiedy kobieta nie wróciła do domu. Cała sprawa mogła się jednak szybko zakończyć, gdyby nie druga klauzula zawarta w Drugiej Księdze Samuela mówiąca o tym, że Batszeba po prostu oczyszczała się po menstruacji. Trzeba bowiem pamiętać, że zgodnie z prawami czystości żydowskiej, kobieta musi poczekać siedem dni po zakończeniu menstruacji, zanim będzie mogła rytualnie oczyścić się w mykwie, czyli specjalnym basenie zanurzenia, aby potem móc znów dzielić łoże ze swoim mężem.

Tekst biblijny sugeruje natomiast, że tym oczyszczeniem była kąpiel, podczas której Dawid ujrzał Batszebę. W zależności od długości menstruacji, siódmy dzień przed nakazem dokonywania zabiegu oczyszczania praktycznie gwarantuje, iż kobieta najprawdopodobniej zacznie owulować albo będzie zbliżać się do tego momentu cyklu i wówczas będzie mogła znów uprawiać seks. W rezultacie Batszeba i Dawid oddawali się cielesnym uciechom w jednym z najlepszych momentów kobiecego cyklu, co – jak się potem okazało – było tragiczne w skutkach. Niedługo po tym, jak Batszeba i Dawid popełnili cudzołóstwo, kobieta wysłała do króla wiadomość, informując go o tym, iż jest brzemienna. Tak więc Dawid znalazł się w sytuacji, która nie pozwoliła mu już na ukrywanie ich romansu w tajemnicy. Poza tym Batszeba również nie mogła zbyt długo maskować swojego odmiennego stanu. Zamiast naprawić negatywne skutki swego haniebnego postępowania, Dawid zdecydował się na jeszcze gorsze rozwiązanie problemu.


Batszeba rozmawia z posłańcem Dawida, zaś król obserwuje ich
z tarasu swojego pałacu

Obraz pochodzi z 1562 roku.
autor: Jan Massys (1510-1575)


Najpierw król usiłował doprowadzić do tego, aby nienarodzone dziecko było owocem związku Batszeby z Uriaszem, lecz przypomniał sobie, że wcześniej jego oddany żołnierz otrzymał instrukcje dotyczące bitwy, gdzie zapisano, że nie wolno w tym czasie uprawiać seksu. Mimo to Dawid nakazał Uriaszowi wrócić do domu i zająć się żoną. Żołnierz pozostał jednak w swoim baraku, a gdy Dawid zapytał go, dlaczego nie wykonał jego rozkazu, wówczas ten lojalnie oświadczył, że wcale nie marzy mu się wizyta w małżeńskiej alkowie, podczas gdy armia Dawida przebywająca na froncie nie ma takiej możliwości. Wtedy Dawid zaprosił Uriasza na obiad i poczęstował go mocniejszym trunkiem, do którego dosypał jakiś afrodyzjak, myśląc, że dzięki temu wzbudzi w Uriaszu pożądanie względem Batszeby. Nic takiego się nie stało, a pijany Uriasz zamiast wrócić do żony, udał się do baraku. Wtedy Dawid zwyczajnie zemścił się na żołnierzu. Król był tak bardzo zdesperowany, że napisał list do swojego generała o imieniu Joab, nakazując mu, aby ten wystawił Uriasza na pierwszą linię frontu, gdzie walka jest gwałtowna i brutalna, a następnie wycofał resztę wojsk, tym samym pozostawiając Uriasza bez ochrony. Dawid przekazał ten list Joabowi przez Uriasza, który tak naprawdę nie miał pojęcia, że właśnie dostarcza generałowi wyrok śmierci na samego siebie!

Pewne jest, że Joab nakazał Uriaszowi walczyć na pierwszej linii frontu, gdy armia Dawida po długim oblężeniu zaatakowała wreszcie Rabbath. Choć Joab nie wycofał wojska, jak polecił mu król, to jednak zarówno Uriasz, jak i inni żołnierze zginęli. Po okresie żałoby Batszeba została przyprowadzona do królewskiego pałacu, aby zostać ostatnią żoną Dawida. Fakt ten miał zapewnić ich dziecku konieczne prawa. I wtedy do akcji wkroczył prorok Natan (?-po 970 p.n.e.), który uraczył Dawida pewną tragiczną opowieścią. Po jej wysłuchaniu król wpadł w gniew, a wtedy Natan przyznał, że przypowieść była właśnie o Dawidzie. Prorok wytknął królowi również grzech cudzołóstwa, kłamstwa i morderstwa. W dodatku Natan stwierdził, że Dawid popełnił grzechy godne potępienia, a wręcz zasługujące na karę śmierci, w związku z czym Bóg zabierze mu nowo narodzonego syna. Śmierć dziecka była ogromną stratą dla Dawida i Batszeby, lecz już niedługo kobieta znów była brzemienna, zaś za kilka miesięcy urodził się kolejny syn, któremu nadano imię Salomon.


Król Dawid uwodzi Batszebę
Obraz pochodzi z XVII wieku
autor nieznany


Pomimo że na początku relacje pomiędzy Dawidem a Batszebą mogą wydawać się nieco pasywne, to jednak kobieta stała się najsławniejszą żoną króla Dawida, a to ze względu na to, w jaki sposób zdobyła tron dla ich syna Salomona. Kiedy Dawid był już stary i słaby, a jego najstarszy syn Adoniasz (po 1010-ok. 970 p.n.e.) próbował siłą przejąć tron jeszcze za życia ojca, wówczas wieść o tym dotarła do uszu Dawida dzięki prorokowi Natanowi i właśnie Batszebie. Był to więc niezwykle sprzyjający moment, aby kobieta mogła „załatwić” władzę Salomonowi, który przecież przez całe życie był lojalny wobec ojca. Po śmierci Dawida, to właśnie Salomon został nowym królem Izraela, lecz najpierw musiał pozbyć się rywala w osobie przyrodniego brata, czyli wspomnianego wyżej Adoniasza. Aż do dnia śmierci Batszeby Salomon był nie tylko jej najukochańszym dzieckiem, ale także najwspanialszym żołnierzem, a o jego niezwykłej mądrości mówi się do dnia dzisiejszego.

Jak widać powyżej, nie mogłam oprzeć się pokusie przed opowiedzeniem praktycznie całej historii romansu Dawida i Batszeby. Jest ona bardzo ciekawa, zważywszy że pozwala przeanalizować aspekt moralny tych dwojga ludzi, których znamy z kart Starego Testamentu. Dzieje tej pary stały się głównym tematem czwartej części kobiecego biblijnego cyklu Francine Rivers. Na kartach książki czytelnik poznaje Batszebę już jako małą dziewczynkę, która wodzi za Dawidem cielęcym wzrokiem, kiedy ten jest jeszcze zwykłym pasterzem. Do zostania królem Izraela jeszcze sporo mu brakuje, lecz mimo to zdaje sobie sprawę z tego, jaki los przeznaczył mu Bóg. Niemniej musi najpierw pokonać swojego teścia – króla Saula. Jest to sprawa dość skomplikowana, ponieważ niezwykle trudno jest zrozumieć ten rodzinny konflikt. Przez cały ten czas Batszeba depcze młodemu Dawidowi po piętach i praktycznie na jego oczach staje się piękną kobietą. Niemniej Dawid jakoś jej nie dostrzega, co przyprawia dziewczynę o wielkie cierpienie. Pomimo że wszyscy wokół starają się przekonać ją, iż Dawid nie jest dla niej odpowiednim mężczyzną, to jednak Batszeba wie swoje i stale łudzi się, że któregoś dnia jej ukochany zwróci wreszcie na nią uwagę. Wydaje się jednak, że w chwili, gdy dziewczyna zostaje wydana za mąż za Uriasza Hetytę, nic już nie będzie można zrobić w tej sprawie.


Śmierć syna Batszeby & Dawida
Rycina pochodzi z około 1872 roku.
autor: Julius Schnorr von Carolsfeld (1794-1872)



W swojej książce Francine Rivers skupia się głównie na aspekcie moralnym i wewnętrznej walce Batszeby i Dawida, której obydwoje doświadczają po popełnieniu grzechu cudzołóstwa. Zarówno piękna żona Uriasza, jak i sam król cierpią z tego powodu, choć Dawid w swoim wielkim pożądaniu popełnia błędy, które przyniosą naprawdę dramatyczne skutki. Za wszystko trzeba będzie bowiem słono zapłacić, a Bóg, który namaścił zwykłego pasterza na króla narodu wybranego wcale nie będzie dla niego taki litościwy, jak mogłoby się wydawać. Żadna pokuta tutaj nie pomoże, ani też żadne modlitwy czy zadośćuczynienie. Kara będzie naprawdę sroga. Z kolei Batszeba samą siebie będzie uważać za cudzołożnicę, dla której nie ma już ratunku. Ona doskonale wie, co zrobiła i do jakich tragicznych wydarzeń się przyczyniła. W dodatku stale czuje zazdrość o pozostałe żony swojego męża. Nie pomagają nawet zapewnienia Dawida, że jest dla niego tą najukochańszą i najbardziej ubóstwianą. Batszeba cierpi za każdym razem, kiedy do jej uszu dochodzi wieść, iż oto jej królewski małżonek właśnie posłał po którąś ze swoich żon, z którą pragnie spędzić noc. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze negatywne relacje z rodziną. Trudno bowiem oczekiwać, że matka kobiety i reszta jej rodziny zaakceptuje to, co się właśnie wydarzyło.

Batszeba jest naprawdę ciekawą powieścią, natomiast sama Autorka dołożyła starań, aby nie była to historia nudna. Bohaterowie są bardzo wyraziści, zaś wydarzenia, w których biorą udział nie są jedynie powieleniem tych, z jakimi mamy do czynienia na kartach Starego Testamentu. Są one dość dobrze rozbudowane, co pozwala czytelnikowi jeszcze bardziej zagłębić się w lekturę. Moim zdaniem Stary Testament generalnie stanowi doskonałą inspirację do napisania powieści historycznej. Pomijając przekaz religijny uważam, że pod względem literackim jest to naprawdę świetny materiał, z którego można czerpać w nieskończoność. Nie dziwi zatem fakt, że tak wielu pisarzy stworzyło i wciąż tworzy swoje książki w oparciu o starotestamentowe historie. Rodowód Łaski to nie jedyny cykl Francine Rivers oparty na Biblii. W swoim dorobku Autorka ma również opowieści o mężczyznach, którzy wielkimi literami zapisali się na kartach starożytnej historii. Myślę, że one także warte są uwagi.




___________________________
* Tekst inspirowany fabułą książki. 








piątek, 14 kwietnia 2017

Maureen Lee – „Dom przy Parku Książąt”












Wydawnictwo: C&T CRIME & THRILLER
Toruń 2005
Tytuł oryginału: The House by Princes Park
Przekład: Agnieszka Klonowska

 



Dom. To słowo kojarzy nam się przede wszystkim z ciepłem, szczęściem i bliskimi, na których można liczyć w każdej sytuacji. Dom to miejsce, do którego chętnie wracamy po ciężkim dniu, wiedząc, że ktoś w nim na nas czeka. Na samą myśl o rodzinnym domu, czujemy ciepło wokół serca, a kiedy opuszczamy go, rozpoczynając samodzielne życie z dala od rodziców, często wracamy do niego wspomnieniami. Jednak nie każdemu dane jest urodzić się i wychować w domu, gdzie wszyscy darzą się wzajemnie miłością i są dla siebie wsparciem w potrzebie. Wśród nas są i tacy, którzy nigdy nie zaznali ciepła domowego ogniska. Bo przecież dom to przede wszystkim ludzie, którzy w nim mieszkają. To od nich zależy, jakie wspomnienia będziemy mieć po latach. To ludzie tworzą jego szczególną atmosferę. Jedni robią wszystko, aby panowało w nim szczęście, natomiast inni wręcz przeciwnie. Wciąż doprowadzają do sytuacji konfliktowych, tym samym sprawiając, że człowiek pragnie z tego domu uciec jak najdalej i nigdy do niego nie wracać. A jaki dom stworzyła swojej rodzinie Ruby O’Hagan, główna bohaterka powieści Maureen Lee pod tytułem Dom przy Parku Książąt?

Niemalże w dniu zakończenia pierwszej wojny światowej niejaka Olivia Jones poznaje przystojnego amerykańskiego żołnierza, w którym zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Olivia jest pielęgniarką, natomiast Tom O’Hagan to jej pacjent. Owocem ich namiętnego związku jest dziecko. Dziewczynka, której Olivia w pośpiechu nadaje imię Ruby, na cześć matki jej ukochanego. Niestety, Olivii nie jest pisana wspólna szczęśliwa przyszłość u boku Toma, gdyż żołnierz ginie podczas przejazdu pociągiem przez most, który sabotażyści walczący po stronie aliantów nafaszerowali minami. Dla Olivii jest to koniec wszystkiego. Nie tylko koniec marzeń o lepszej przyszłości, ale także koniec macierzyństwa. Pamiętajmy, że jest początek dwudziestego wieku. Niezamężne kobiety z dziećmi traktowane są na równi z trędowatymi. Piętnuje się je niczym francuskie kurtyzany. Wiele kobiet nosi fałszywe obrączki, aby zmylić otoczenie. Przecież zawsze można powiedzieć, że mąż wyjechał albo poległ na wojnie. Jednak Olivia nie może tego zrobić. Nie może kłamać, bo jest już za późno. Jej rodzina, a szczególnie ojciec, wie jak ciężkiego grzechu dopuściła się jego córka. Nie chce jej znać. Nie chce widzieć na oczy swojej wnuczki. Jego nienawiść jest tak ogromna, że już kilka godzin po porodzie pozbawia Olivię córeczki, brutalnie wyrywając ją z jej ramion. I tak maleńka Ruby trafia do klasztoru, przy którym siostry zakonne prowadzą sierociniec. Wydaje się, że Olivia tarci swoje dziecko już na zawsze. Ale czy na pewno?

Mija czternaście długich lat. Ruby wyrasta na pannicę, która nie przebiera w słowach, jeśli uważa, że ma rację. W klasztorze słynie z ciętego języka. Nie lubi sprzątać, gotować, prasować, ani też wykonywać wszystkich tych czynności, które są niezbędne przy prowadzeniu domu. Jej największym marzeniem jest praca w sklepie. Jednak wiek, który właśnie osiągnęła zmusza ją do opuszczenia klasztoru i zamieszkania u jakiejś bogatej rodziny. Lecz ona nie chce być służącą, o czym dość głośno mówi. I wtedy, jak gdyby w odpowiedzi na jej żarliwe modlitwy, w klasztorze pojawia się niejaka Emily Dangerfield. Kobieta jest siostrą przeoryszy klasztoru, w którym wychowała się Ruby O’Hagan. Jest samotna, więc potrzebuje towarzystwa. W ten sposób Ruby trafia do pięknego domu, lecz nie wie jeszcze, że nie będzie jej dane długo w nim przebywać. Los zadecyduje inaczej, zmuszając ją do życia na własny rachunek w nędzy tak wielkiej, że aż niewyobrażalnej. Jeszcze długo będzie musiała poczekać, zanim odnajdzie prawdziwą życiową przystań w postaci domu przy Parku Książąt, na który skazana będzie przez większość swojego życia. 

Wydanie brytyjskie z 2002 roku
Wyd. ORION
Londyn 
Dom przy Parku Książąt to opowieść o młodej dziewczynie powoli wkraczającej w dorosłe życie, wraz z upływem czasu stając się dojrzałą kobietą, a potem sędziwą staruszką. Ona podobnie, jak niegdyś jej matka, także musi zmierzyć się ze sztywnymi regułami moralności. Lecz mimo to niczego nie żałuje. Rodzina jest dla niej najważniejsza i to o nią dba, jednocześnie zaprzepaszczając wiele okazji ku temu, aby być szczęśliwą. Przekorny los wciąż rzuca ją w wir obowiązków, których przecież nienawidzi od dziecka. Ale Ruby nie skarży się. W spokoju przeżywa swoje radości i smutki, wierząc, że tak trzeba. Kiedy wybucha druga wojna światowa, ona niesie pomoc nie tylko ludziom z nią spokrewnionym. Pomaga każdemu, kto tej pomocy potrzebuje. W pewnym momencie wydaje się, że wszyscy którzy ją otaczają potrafią jedynie brać, nie dając nic w zamian. A może Ruby poprzez swoją dobroć nauczyła ich tego? Tak bardzo przyzwyczaili się do tego, że na Ruby stale można liczyć, że nie potrafią już wyobrazić sobie, że mogłoby być inaczej. Jest w tym pewien egoizm. Ruby praktycznie jest wykorzystywana przez swoje córki, a potem wnuczki. Niemalże u kresu życia wychowuje także swojego prawnuka, ponieważ wnuczka nie ma najmniejszego zamiaru tego robić, chcąc cieszyć się życiem. Na córki też liczyć nie może. Kiedy Ruby postanawia wreszcie zadbać o siebie i zająć się swoim życiem, wszyscy są tym oburzeni. Jest to dla nich niezrozumiałe. Jak Ruby może zostawić ich na tydzień i tak po prostu wyjechać! I to jeszcze do Ameryki?!

Tytułowy dom przy Parku Książąt mieszczący się w Liverpoolu jest dla Ruby właśnie tą przystanią, o której wspomniałam wyżej. W jego posiadanie kobieta weszła zupełnie przypadkowo. Tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej pewna dama o nazwisku Hart, wyjeżdżając do Ameryki, poprosiła Ruby o zaopiekowanie się jej domem. Lecz Ruby zamiast się nim jedynie zaopiekować, zwyczajnie się do niego wprowadziła, otwierając drzwi także wielu innym osobom. Pani Hart nigdy ze Stanów nie wróciła, a Ruby nie wyobrażała sobie już życia w innym miejscu. Podobnie jak jej rodzina. Choć dom był stary i zniszczony, to jednak stanowił swego rodzaju oazę spokoju, gdzie można było zawsze odnaleźć pocieszenie i radość. Oczywiście życie Ruby O’Hagan nie obfituje jedynie w same radości. Tak, jak to w życiu bywa, są też ból, cierpienie, śmierć. Jednak najważniejsze jest to, w jaki sposób Ruby i jej rodzina sobie z tym radzą. Czy się załamują? Czy złorzeczą losowi, że tak mocno ich doświadcza? Czy się buntują?

Książka sama w sobie nie należy do jakichś wybitnych dzieł literackich. Jest to zwyczajna historia obyczajowa przedstawiająca losy czterech pokoleń kobiet na tle rozmaitych rzeczywistości. Poruszany jest też bardzo wyraźnie problem rasizmu w Stanach Zjednoczonych. Jedni są „zbyt czarni”, a inni „nie dość czarni”. Każda z tych grup w jakiś sposób jest wyrzucana poza nawias społeczeństwa. Nie wolno im korzystać z miejskich środków transportu, uczestniczyć w rozmaitych wydarzeniach kulturalnych, gdzie są obecni także „biali”. Takich zakazów jest mnóstwo. Generalnie zabrania się przebywania osobom czarnoskórym w tych samych miejscach publicznych, w których przebywają także „biali”. Wygląda to tak, jak gdyby należały one tylko do rasy białej. Ta walka o równouprawnienie jest tutaj bardzo mocno zarysowana.

Autorka pokazuje też, ile tak naprawdę znaczy przyjaźń i miłość, a przede wszystkim rodzina. W rodzinie można wybaczyć wszystko. Dla swojego dziecka matka może zrezygnować nawet z własnego szczęścia, aby tylko jemu dobrze się wiodło. Ale czy jest to słuszne postępowanie, jeśli dziecko wybiera złą drogę? Jeżeli ktoś lubi lekkie historie obyczajowe opisane na tle rozmaitych realiów i pokazujące jak bardzo zmieniają się ludzie na przestrzeni lat, to ta książka jest jak najbardziej dla niego.