Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

piątek, 9 grudnia 2016

Matthew Skelton – „Endymion Spring”














Wydawnictwo: EGMONT POLSKA
Warszawa 2007
Tytuł oryginału: Endymion Spring
Przekład: Jolanta Kozak





Moguncja (Niemcy), rok 1452


Pochodzący z bogatej rodziny mieszczańskiej, Johann Fust, przemierza uliczki Moguncji, mając przy boku oddanego sługę, Petera Schoeffera z Grensheim. Jest mroźna, zimowa noc. Z Paryża przywędrowali do Strasburga, a stamtąd, nie znalazłszy tego, czego szukają, podążają dalej na północny wschód, docierając aż do Moguncji. W ślad za Fustem, młody chłopak ciągnie ogromne sanie, a na nich ciężki kufer, który jest magicznie zapieczętowany głowami węży. Aby go otworzyć, należy nakarmić węże krwią. I tak oto Johann Fust trafia do drukarni, której właścicielem jest… inny Johann.

Johann Gutenberg wraz ze swoim czeladnikiem pracuje właśnie nad nowym wynalazkiem – ruchomą czcionką – przy pomocy której chce wydrukować tekst Biblii. Fust pragnie zostać wspólnikiem Gutenberga. Początkowo drukarz pała do tego pomysłu niechęcią, ale z biegiem czasu przekonują go guldeny Jahanna Fusta.

Młody czeladnik, Endymion Spring, od samego początku nie darzy sympatią nowego wspólnika swojego mistrza. Za to ochoczo zaprzyjaźnia się z jego sługą. Natomiast sen z powiek spędza mu myśl: co też może znajdować się w tajemniczym kufrze, do którego dostępu zawzięcie bronią dwa węże? Pytany o to Fust, uparcie twierdzi, że to tylko specjalny papier, będący częścią jego wynalazku.


          

Moguncja (Niemcy), rok 1453

Johann Fust (1400-1466)
Słynny piętnastowieczny
niemiecki drukarz.
Portret pochodzi z XVIII wieku
i widać na nim Johanna Fusta
trzymającego w dłoni
wydrukowaną Biblię.
autor nieznany
Pewnej nocy Endymion Spring wykrada się ze swojej izby, gdyż słyszy dziwne głosy, jakby czyjś szept. Idąc schodami w dół, chłopak dociera do drukarni swojego mistrza i widzi tam Petera Schoeffera z Grensheim wraz z Fustem. Jahann Fust stoi pochylony nad kufrem i mamrocze pod nosem jakieś niezrozumiałe zaklęcia, jednocześnie sunąc palcami po bocznych ścianach kufra. W pewnym momencie Fust moczy palce w ciemnym i gęstym płynie przypominającym krew. Następnie błyskawicznym ruchem Fust zaciska dłonie na głowach węży i do każdej paszczy wpuszcza po kropli krwawego płynu, co sprawia, że klapa kufra podnosi się.

Endymion widzi też, jak Fust wyjmuje z kufra srebrno-seledynową, zwierzęcą skórę. Następnie wyciąga długą i falistą kartę, która pulsuje życiem. Nagle karta w dłoniach Fusta zaczyna rozszczepiać się na wiele niezwykle cienkich warstw, które stają się niemal przeźroczyste. Endymion odnosi wrażenie, że warstwy te mnożą się bez końca. Czeladnik słyszy również jak Jahann Fust wyjaśnia swojemu słudze pochodzenie owego magicznego pergaminu. Kończąc swoją opowieść Fust obwieszcza, że ten papier, zwany smoczą skórą, karmi się dziećmi!

Słysząc to, Endymion ze strachu nie panuje nad sobą. Ukryty za prasą drukarską, uderza w nią głową, co sprawia, że Fust odkrywa, że w izbie nie przebywa jedynie z Peterem. Aby odkryć kto jeszcze jest w pomieszczeniu, udaje, że traci przytomność. Kiedy wraz z Peterem wychodzi z drukarni, Endymion opuszcza swoją kryjówkę i zmierza wprost do miejsca, gdzie magiczny pergamin emanuje ciepłym blaskiem. Chłopak zachwycony wyjmuje kilka jego warstw. Nagle jego oczom ukazują się jakieś tajemnicze słowa, które nie wiadomo skąd pojawiły się na pergaminie. Jest to coś na kształt wyroczni. W tekście Endymion odnajduje swoje imię i nazwisko. Jest przerażony. Niestety, w pewnym momencie słyszy, jak Fust z Peterem wracają. Nie namyślając się wiele, usiłuje uciec, lecz czuje jak pergamin zaczyna się kurczyć i przyjmować coraz mniejszy rozmiar. W efekcie olbrzymia karta papieru staje się maleńką książeczką, która idealnie mieści się w dłoni Endymina. Od tego momentu chłopak jest w wielkim niebezpieczeństwie. Musi uciekać z Moguncji i tym samym opuścić swojego mistrza. W ucieczce pomaga mu Peter. Sługa Fusta zakochany w jego córce, nie chce towarzyszyć Endymionowi. Ostatecznie Endymion w przebraniu żebraka, zabierając ze sobą enigmatyczną książkę, udaje się w daleką podróż. Po kilku miesiącach trafia do Oksfordu.



Oksford (Anglia), kilkaset lat później



Dwunastoletni Blake Winters wraz z matką i młodszą siostrą przybywa do Oksfordu z Ameryki. Rodzice dzieci postanowili na jakiś czas się rozstać. Ojciec, Christopher, nadal przebywa w Stanach Zjednoczonych, natomiast matka, Juliet, rozłąkę tę wykorzystuje na pracę nad swoją książką. Najbardziej z tej niekomfortowej sytuacji niezadowolone są dzieci, natomiast siostra Blake’a, zwana przez wszystkich „Duck”, niechęć tę manifestuje nieustannie nosząc żółtą pelerynę. Założyła ją w dniu, kiedy rodzice odbyli największą ze swoich kłótni i za nic nie ma zamiaru jej zdejmować. Stąd właśnie wzięło się imię „Duck”, które bardziej należy traktować jako przezwisko.

Johann Gutenberg (ok. 1398-1468)
Złotnik, rzemieślnik i drukarz moguncki.
Jako pierwszy na świecie stworzył
przemysłową metodę druku.
Portret powstał po śmierci
Johanna Gutenberga.
autor nieznany
Pewnego dnia, będąc w Bibliotece Kolegium Świętego Hieronima, Blake, który zupełnie nie przepada za książkami, całkiem przypadkowo natyka się na pewną tajemniczą książkę. Wydaje się, że owa książka znalazła go sama. Jest ona bardzo stara, ma zepsute zapięcie, zaś kiedy chłopiec jej dotyka, czuje lekkie ukłucie w palec. Jakie jest jego zdziwienie, kiedy odkrywa, że książka jest w środku pusta. Nie ma w niej żadnego tekstu, a dodatkowo jej kartki dziwnie drżą, jakby żyły. W pewnym momencie na stronach książki zaczynają pojawiać się tajemnicze zapisy, jak gdyby nie pochodziły z tego wieku. Nikt oprócz Blake’a ich nie widzi. I tak oto zaczyna się fascynująca, ale też bardzo niebezpieczna przygoda chłopca i jego siostry. Od tego momentu na ich drodze zupełnie nieoczekiwanie pojawiają się ludzie, od których dzieci otrzymują cenne wskazówki, lecz do sedna zagadki muszą dotrzeć same.

Największą ciekawość budzi w dzieciach Endymion Spring. Za wszelką cenę pragną dowiedzieć się, kim lub czym był. Blake jednego jest pewien. Ten „ktoś” albo „coś” wybrało właśnie jego. Ale w jakim celu? Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze niezwykle tajemnicza, a zarazem niebezpieczna Osoba z Cienia, która za wszelką cenę pragnie dostać w swoje ręce Ostatnią Księgę. Dlaczego? Czym jest owa Księga i jaką moc posiada? Kim jest wspomniana Osoba z Cienia i jakie ma zamiary? 

Endymion Spring to powieść zaliczana do literatury fantasy i przeznaczona dla młodzieży, lecz pomimo to dorosły czytelnik czyta ją jednym tchem. Pamiętam, że swego czasu przeczytałam ją w ciągu jednego dnia, chociaż książka do najcieńszych nie należy. Powieść przeczytałam kilka lat temu, a był to czas, kiedy niezbyt chętnie sięgałam po literaturę młodzieżową. Wtedy też nie miałam zamiaru po nią sięgnąć. Trafiła więc w moje ręce zupełnie przypadkowo. Teraz wiem, że gdybym wówczas odłożyła ją na półkę i pozwoliła sobie o niej zapomnieć, zrobiłabym wielki błąd. Dlatego zachęcam do tej lektury również osoby dorosłe.

Myślę, że powieść bardzo dużo zyskuje poprzez umiejscowienie jej akcji w dwóch diametralnie różnych rzeczywistościach. Ona naprawdę przenosi w czasie! Osobiście uwielbiam takie książki, kiedy mogę nagle znaleźć się w zupełnie innych realiach niż współczesne, a w XV wieku całkiem dobrze się czułam. Poza tym oprawa graficzna również robi niesamowite wrażenie. Tekst dotyczący Moguncji napisany jest inną czcionką, zaś kartki na krawędziach są szare i sprawiają wrażenie naprawdę starych. Natomiast kiedy czytamy o Blake’u i jego przygodach, grafika nie ulega zmianie i jest taka, jaką obserwujemy obecnie. Ten fakt również działa na wyobraźnię.

Młody czytelnik, który nie zna zbyt dobrze historii, może też zastanawiać się, czy osoby występujące w powieści naprawdę istniały. Mam tutaj na myśli bohaterów żyjących w XV wieku. Autor wyjaśnia tę kwestię na końcu książki i tym samym rozwiewa wszelkie wątpliwości. Powołuje się na różne źródła. Głównie chodzi tutaj o osobę Johanna Fusta, który jest przedstawiony na kartach książki tak, jakby był postacią fikcyjną. Ale o tym wszystkim dowiecie się, gdy przeczytacie fantastyczną powieść Matthew Skeltona, która swego czasu stała się prawdziwym hitem i została przez media porównana do Kodu Leonarda da Vinci Dana Browna. Fabuła powieści jest tak skonstruowana, że niesie ze sobą wiele mądrości życiowych, a także pokazuje, że książki naprawdę potrafią się ze sobą wzajemnie porozumiewać, tylko my – zwykli śmiertelnicy – tego nie słyszymy.










wtorek, 6 grudnia 2016

Paullina Simons – „Dziewczyna na Times Square”















Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2012
Tytuł oryginału: The Girl in Times Square
Przekład: Katarzyna Malita





Czasami w życiu człowieka przychodzi taki moment, kiedy świat wali mu się na głowę i tak naprawdę tylko cud może sprawić, że wszystko skończy się dobrze. Niestety, o ile cuda się zdarzają, to bardzo rzadko. Przeważnie ludzie ze swoimi tragediami muszą borykać się sami. Gdy otrzymują wsparcie rodziny i przyjaciół, wówczas łatwiej im znosić przeciwności losu. Gorzej natomiast dzieje się wtedy, gdy zostają całkiem sami w swoim nieszczęściu i nie mogą liczyć nawet na najbliższych. W dodatku brakuje pieniędzy, żeby zapłacić choćby tylko czynsz za mieszkanie, nie mówiąc już o jakichś większych wydatkach i zakupach, które w tym trudnym czasie sprawiłyby przyjemność. Z powodu braku pieniędzy trudno jest też mówić o sfinansowaniu kosztownego i długiego leczenia. Co wtedy robić? Usiąść i płakać? Popaść w rozpacz, nie widząc już żadnej drogi przed sobą? A może warto zaczekać, aż karta się odwróci i dobry los uśmiechnie się do człowieka?

Główna bohaterka książki Paulliny Simons staje właśnie w obliczu życiowej tragedii i wydaje się, że będzie musiała zmagać się z nią sama. Lily Quinn ma jedynie dwadzieścia cztery lata. Jest rok 1999, czyli czas, kiedy ludzie już niedługo entuzjastycznie będą wkraczać w XXI wiek. Dziewczyna mieszka w Nowym Jorku w dość obskurnej dzielnicy. Lokum, które wynajmuje też nie jest najpiękniejsze. Lily dzieli je z przyjaciółką – Amy McFadden – i chłopakiem, który już niedługo przyjmie status byłego partnera. Joshua właśnie się wyprowadza, ponieważ nagle uznał, że z Lily jakoś nie jest mu po drodze. Na szczęście dziewczyna nie zostaje zupełnie sama, bo wszak ma jeszcze Amy. Dziewczyny bardzo dobrze się dogadują, a Lily wydaje się, że koleżanka nie ma przed nią żadnych tajemnic. Czyżby?

Tak naprawdę można powiedzieć, że życie Lily Quinn nie różni się niczym od tego, jakie prowadzą statystyczni młodzi Amerykanie. Przecież każdemu może zdarzyć się, że zabraknie mu punktów, aby zdać końcowy egzamin na studiach, i w związku z tym nie odebrać dyplomu. Brak pieniędzy też nie jest niczym dziwnym, ponieważ młodzi studiujący ludzie z reguły szukają finansowego wsparcia u rodziców. Lily robi dokładnie to samo, pomimo że pracuje. Niemniej zarabia zbyt mało, aby móc się utrzymać w Nowym Jorku. Dziewczyna jest najmłodszym dzieckiem swoich rodziców. Pomiędzy nią a starszym rodzeństwem jest spora różnica wieku, dlatego też wszyscy traktują ją niczym dziecko, któremu do prawdziwej dorosłości jeszcze sporo brakuje, jak gdyby zapominali, że Lily ma już dwadzieścia cztery lata. Możliwe, że dzieje się tak dlatego, iż dziewczyna swoim zachowaniem wcale nie przypomina osoby dorosłej. A może jest to jedynie złudzenie? Może Lily nie miała jeszcze okazji udowodnić swojej dorosłości?

Polskie wydanie z 2006 roku.
Rodzina Quinnów nie należy do ubogich, dlatego też może dziwić fakt, że nasza bohaterka mieszka w tak bardzo obskurnym mieszkaniu. Starsze siostry są już od dawna na swoim i prowadzą ustabilizowane życie u boku mężów, natomiast brat jest kongresmenem z poważnymi planami politycznymi na przyszłość. On również – jak na przykładnego polityka przystało – posiada ustabilizowane życie rodzinne. Oprócz rodziców i rodzeństwa, Lily Quinn ma jeszcze babcię, którą bardzo kocha i regularnie raz w tygodniu ją odwiedza. Z babcią jest pewien problem, bo oto pewnego dnia przestała nagle wychodzić z domu. Dlaczego? Co takiego spowodowało, że starsza pani za nic nie chce opuścić swojego mieszkania na Brooklynie? Czy ta sytuacja ma jakiś związek z jej przeszłością? Bo trzeba wiedzieć, że Claudia Rose Vail, znana niegdyś jako Klavdia Róża Venkiewicz, urodziła się w Gdańsku, lecz gdy Niemcy napadli na Polskę, kobieta uciekła z okupowanego kraju. Tamte dramatyczne wydarzenia wciąż stoją staruszce przed oczami i przy każdej okazji raczy nimi swoją wnuczkę, która nie ma najmniejszego pojęcia o tym, czym była druga wojna światowa. Nie może więc wczuć się w sytuację Claudii, bo zwyczajnie jej nie rozumie. Może jedynie wysłuchać i pokiwać głową, zaś już po chwili zmienić temat rozmowy.

Gdyby Lily Quinn nadal prowadziła takie życie, jakie zostało opisane powyżej, wówczas na pewno nie zainteresowałoby ono czytelnika. Dlatego też pewnego dnia życie bohaterki zostaje wywrócone do góry nogami i tak naprawdę nie wiadomo czy Lily wyjdzie z tego cało. Wszystko dzieje się bowiem bardzo szybko. Oto któregoś czerwcowego dnia nagle bez wieści znika Amy McFadden i nikt nie ma choćby najmniejszego pojęcia o tym, dokąd mogła się udać. Od samego początku policja prowadzi śledztwo, lecz nie natrafia na żaden ślad dziewczyny. Nikt, kogo przesłuchuje detektyw Spencer O’Malley nie jest w stanie podać informacji, które przynajmniej w niewielkim stopniu mogłyby popchnąć sprawę do przodu. Co zatem stało się z Amy? Gdzie jest? Dlaczego zniknęła tak nagle, nie zabierając ze sobą żadnych dokumentów? Czy uda się ją odnaleźć? Czy żyje? A może ktoś ją zamordował? Jeśli tak, to komu się naraziła? Z kim zadarła? W co się wplątała? Na razie na te wszystkie pytania nie ma ani jednej odpowiedzi.

Niestety, wygląda też na to, że los postanowił jeszcze bardziej doświadczyć Lily, jakby zniknięcie przyjaciółki, brak porozumienia z matką i odejście chłopaka były zbyt małym obciążeniem dla jej psychiki. Otóż dziewczyna dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora, a jej szanse na przeżycie są minimalne. Jeżeli nawet uda jej się wyjść z choroby, to będzie to graniczyć z cudem. Jedyne, co teraz Lily musi zrobić to poddać się leczeniu i zaufać lekarzowi, który przecież nie ma dla niej zbyt optymistycznych wieści. W dodatku rysuje przed dziewczyną perspektywę bardzo wyczerpującej i wyniszczającej organizm terapii, która albo jej pomoże, albo zaprowadzi prosto do grobu. Czy Lily znajdzie w sobie na tyle dużo siły, aby poddać się leczeniu? Czy będzie walczyć? A może pogodzi się z losem i będzie czekać już tylko na śmierć? Przecież jest taka młoda. Ktoś powiedziałby, że całe życie jeszcze przed nią. Czy w tej sytuacji nie brzmi to jak utarty banał? 


Widok na Times Square 


Dziewczyna na Times Square to pierwsza powieść Paulliny Simons, jaką przeczytałam. Nazwisko Autorki nie jest mi jednak obce, ponieważ wokół jej powieści czytelnicy i wydawcy na całym świecie robią tak wiele szumu, że nie sposób tego nie zauważyć. Swoją przygodę z twórczością Paulliny Simons nie rozpoczęłam jednak od słynnej trylogii o losach Tatiany i Aleksandra (Jeździec Miedziany, Tatiana i Aleksander i Ogród letni), lecz od powieści autonomicznej, a zrobiłam to na wypadek, gdyby proza Autorki nie przypadła mi do gustu. Mogło się bowiem zdarzyć, że po lekturze Dziewczyny na Times Square nie chciałabym już sięgnąć po kolejną jej książkę. Natomiast jeśli czyta się trylogię bądź cykl powieściowy, wówczas wypadałoby je skończyć. Przynajmniej takie jest moje zdanie. W związku z czym bezpieczniej jest zacząć od powieści autonomicznej, jeśli nie zna się twórczości danego autora/autorki. W tym przypadku okazało się jednak, że będzie ciąg dalszy i już czeka na mnie kolejna powieść Paulliny Simons.

Jedno z wydań amerykańskich.
Wyd. HARPER (2008)
Historia Lily Quinn niesamowicie mnie poruszyła. Do tej pory poznałam dwie książki dotykające podobnego problemu. Są to Love Story Ericha Wolfa Segala (1937-2010) oraz Jesienna miłość Nicholasa Sparksa, na podstawie której w 2002 roku powstał film zatytułowany Szkoła uczuć. Love Story również sfilmowano, a było to w 1970 roku. Tym razem na kartach książki również spotykamy śmiertelnie chorą dziewczynę i do szaleństwa zakochanego w niej mężczyznę. Tak naprawdę nie wiadomo jak skończy się ich związek, lecz mimo to sporo straszy od Lily mężczyzna sprawia, że ta choć przez chwilę może poczuć się wyjątkową i kochaną. Czuje się tak nawet wtedy, gdy z powodu chemioterapii traci włosy, a choroba z każdym dniem wyniszcza jej organizm, sprawiając, że w końcu wygląda niczym zombie. W pewnym momencie nic już z Lily nie zostaje, a przy życiu trzyma ją chyba tylko miłość. Można zatem zadać sobie pytanie, dlaczego prawdziwe uczucie przyszło tak późno? Dlaczego prawdziwa miłość czekała do chwili, gdy Lily stanie nad grobem? Jaki jest tego cel? A co z mężczyzną, który jest przy dziewczynie niemalże o każdej porze dnia i nocy, jeśli tylko praca i inne obowiązki mu na to pozwalają? Przecież już niedługo może zostać sam. Czy zatem jest sens wiązać się z kimś, kto w każdej chwili może umrzeć? Po co narażać się aż na takie cierpienie? Może lepiej odejść i znaleźć sobie kogoś zdrowego, z kim dałoby się założyć rodzinę?

Paullina Simons nie skupia się jednak tylko na romansie, który de facto wymaga od bohaterów naprawdę sporo poświęcenia i wewnętrznej siły. Oprócz tego, że przez całą powieść czytelnik trzymany jest w napięciu i wciąż zastanawia się, czy Lily Quinn przeżyje, myśli także o tym, co takiego stało się z młodziutką Amy McFadden. Policja wciąż błądzi we mgle pomimo że ma jakieś podejrzenia, ale to przecież tylko podejrzenia, a nie twarde dowody. Bardzo dużo miejsca Autorka poświęca relacjom rodzinnym, które nie należą do najlepszych i najłatwiejszych. Bohaterowie przede wszystkim mają problem sami ze sobą, a to nie pozwala im nawiązać poprawnych więzi rodzinnych. W życiu każdego człowieka są rzeczy ważne i ważniejsze, lecz postacie funkcjonujące na kartach książki czasami zupełnie tego nie dostrzegają. U nich na pierwszy plan wysuwają się sprawy, które tak naprawdę nie mają większego znaczenia, kiedy w grę wchodzi dobro drugiej osoby.

Paullina Simons ogromny nacisk kładzie również na problem alkoholowy. Są bowiem tacy bohaterowie, którzy w ogóle nie radzą sobie ze swoim alkoholizmem. Nie mają w sobie na tyle wewnętrznej siły, aby móc ostatecznie zerwać z nałogiem, choć niekiedy potrafią nad nim zapanować. Czasami jednak nie zdają sobie sprawy z tego, że ich alkoholizm nie tyle wyrządza szkodę im samym, co ich bliskim. Musi zatem wydarzyć się coś naprawdę dramatycznego, aby mogli zrozumieć, że problem znajduje się po ich stronie, a z nie po stronie otoczenia. Trudno jest im też przyjąć pomoc od innych, ponieważ tkwią w przekonaniu, że to nie oni są winni, lecz ci, którzy dzielą z nimi życie.

Moim zdaniem Dziewczyna na Times Square to powieść poruszająca ważne kwestie życiowe i zmuszająca czytelnika do zastanowienia się nad własnym postępowaniem. Problemy, z którymi zmagają się bohaterowie są identyczne z tymi, jakie dotykają zwykłego śmiertelnika. Każda z postaci wykreowanych na potrzeby książki jest niesamowicie autentyczna. To są ludzie podobni do tych, z którymi większość z nas mogła mieć styczność w swoim życiu. Gdybym musiała opisać tę historię jednym słowem, to użyłabym przymiotnika smutna. Pomimo że Paullina Simons stara się nie przygnębiać czytelnika i w związku z tym operuje słownictwem, które czasami może wywołać uśmiech na twarzy osoby czytającej, to jednak całość przenika smutek i wrażenie, że ta opowieść nie będzie mieć szczęśliwego zakończenia.







piątek, 2 grudnia 2016

Jane Austen – „Emma”












Wydawnictwo: COMFORT 
Warszawa 1991
Tytuł oryginału: Emma
Przekład: Jadwiga Dmochowska




Niezwykle trudno jest oceniać klasykę. Powieści zaliczane do tej kategorii już przez sam fakt figurowania w niej są szczególne. W dodatku, w jaki sposób zachęcić czytelnika do sięgnięcia po lekturę klasyczną, skoro jej sława trwa od wieków? Albo jak zniechęcić tego samego czytelnika do powieści, która przez lata traktowana jest niczym relikwia? Bez wątpienia jedną z takich właśnie pozycji klasycznych jest Emma autorstwa brytyjskiej pisarki żyjącej na przełomie XVIII i XIX wieku. Pracę nad powieścią Jane Austen (1775-1817) rozpoczęła w 1814 roku, zaś po dwóch latach książka trafiła w ręce czytelniczek. Jak podają źródła, powieść została wydana anonimowo. Pamiętajmy, że w czasach, kiedy tworzyła Jane Austen, nie patrzono przychylnie na pisanie książek przez kobiety. Bardzo często było tak, że pisarki przybierały męskie pseudonimy, aby opublikować swoje dzieło.

Można by rzec, iż tytułowa bohaterka, Emma Woodhouse to osoba jedyna w swoim rodzaju. Mieszka w małym miasteczku, a praktycznie w wiosce Highbury w posiadłości Hartfield. Jest bogata, piękna, dobrze urodzona, posiada rozległą wiedzę i mądrość. Emmę poznajemy w momencie, gdy jej guwernantka, a jednocześnie przyjaciółka właśnie wyszła za mąż za niejakiego pana Westona. Zarówno Emma, jak i jej ojciec czują się bardzo blisko związani z Anne Tylor, co też tłumaczy ich poczucie osamotnienia, które w przypadku Emmy dość szybko mija. Oczywiście, pan Woodhouse nie omieszka skomentować tego wydarzenia po swojemu. Według niego kobiety nie powinny nigdy wychodzić za mąż.

Przyszedł wprawdzie smutek, łagodny smutek, lecz pozbawiony jakiegokolwiek niemiłego wrażenia: panna Tylor wyszła za mąż. Strata panny Tylor była pierwszym zmartwieniem Emmy. Wieczorem, w dzień ślubu ukochanej przyjaciółki, siedziała po raz pierwszy pogrążona przez dłuższą chwilę w żałosnych myślach. Przyjęcie ślubne dobiegło końca, goście wyjechali, Emma została; zjedli obiad we dwoje z ojcem, bez nadziei na obecność osoby trzeciej, która ożywiłaby nieco długi wieczór. Ojciec usadowił się do zwykłej poobiedniej drzemki, córce zaś nie pozostawało nic innego, tylko siedzieć i rozmyślać nad tym, co utraciła.*

Pan Knightley & Emma
Ilustracja pochodzi z wydania
z 1898 roku.
autor: 'Chris' Hammond
Pod tym pseudonimen naprawdę
kryła sie kobieta
Christiana Mary Demain 

(1860-1900)
Niemniej, Emma nie byłaby sobą, gdyby nie zaradziła tej pustce, która nagle powstaje w jej życiu. Natychmiast zaprzyjaźnia się z siedemnastoletnią Harriet Smith, dziewczyną z nieprawego łoża. Od tej pory najważniejszym celem staje się dla Emmy wydanie Harriet za mąż za porządnego człowieka. I tak oto potencjalnym mężem dla panny Smith zostaje miejscowy pastor, pan Elton. Emma za wszelką cenę próbuje ich ze sobą zeswatać. Wmawia swojej młodziutkiej przyjaciółce, iż pastor żywi do niej gorące uczucie, czym sprawia, że Harriet zakochuje się w panu Eltonie. Mało tego. Emma posuwa się wręcz do tego, że nakłania Harriet do odrzucenia oświadczyn pana Roberta Martina. Niestety, pastor gardzi panną Smith, a swoje uczucia kieruje względem… Emmy.

– Wielkie nieba! – wykrzyknął pan Elton. – Co to ma znaczyć? Panna Smith! Panna Smith, jako żywo nie przyszła mi do głowy. Nie okazywałem jej nigdy żadnych atencji poza tymi, jakie się należą pani serdecznej przyjaciółce; nie obchodziłaby mnie ani trochę, czy żyje, czy nie żyje, gdyby nie fakt, że pani się z nią przyjaźni. Jeżeli wyobrażała sobie, że jest inaczej, to widać własne uczucia zawiodły ją na manowce, i jest mi przykro, niezmiernie przykro. Ale panna Smith doprawdy, proszę pani, któż mógłby pomyśleć o pannie Smith, gdy panna Woodhouse jest w pobliżu? Nie, słowo honoru, nie ma tu mowy o niestałości charakteru. Myślałem tylko o pani. Zaprzeczam najenergiczniej, jakoby moją uwagę, choćby przelotnie, zajął ktoś inny. Wszystko cokolwiek powiedziałem albo uczyniłem w ciągu minionych tygodni, było powiedziane i czynione jedynie po to, aby zaznaczyć moje uwielbienie dla pani. Nie mogła pani o tym wątpić. Nie – dodał z naciskiem dającym wiele do myślenia – jestem pewien, że pani to spostrzegła i zrozumiała mnie.**

Ale Emma Woodhouse skupiona na swataniu przyjaciółki ani nie spostrzegła, ani też nie zrozumiała zamiarów pana Eltona. Gdyby była posłuchała dobrych rad i przestróg brata swojego szwagra, pana George’a Knightleya, z pewnością uniknęłaby tej niezręcznej sytuacji. A tak, nie dość, że na siłę wciskała pastorowi kobietę, której ten nie chciał, to jeszcze doprowadziła do upokorzenia swojej przyjaciółki i przysporzenia jej niemałych cierpień. Jednak Emma to osóbka wielce rozumna, dlatego też z łatwością ponownie manipuluje Harriet. Ostatecznie doprowadza do tego, że panna Smith powoli zapomina o tej niefortunnej sytuacji, natomiast pan Elton wyjeżdża z Highbury, aby w niedługim czasie przywieźć na swoją plebanię… żonę. A na swatanie Harriet przyjdzie jeszcze czas.

Pan Woodhouse & Emma
Ilustracja pochodzi z wydania
z 1909 roku.
autor: Charles Edmund Brock
(1970-1938)
Teraz uwaga Emmy skupiona jest na synu pana Westona – Franku Churchillu – który mieszka w Londynie wraz ze swoim wujostwem. Frank to ktoś w sam raz dla Emmy, choć ona już dawno postanowiła, że nie wyjdzie za mąż. Ale przecież każdą obietnicę można złamać. Przecież jeśli pojawi się ktoś, kto będzie odpowiadał jej pozycją społeczną, majątkiem, czy manierami, to zawsze może zmienić zdanie. Takie właśnie oczekiwania Emma ma wobec pana Churchilla. Ale czy zostaną one spełnione? A może Emmie tak naprawdę jedynie wydaje się, że jest zakochana we Franku? Oczywiście intryg i ujawnionych niespodziewanie tajemnic nie ma końca.

Swego czasu lord David Cecil (1902-1986) tak oto rzekł na temat poglądów Jane Austen w kwestii instytucji małżeństwa: Małżeństwo dla pieniędzy to nikczemność, a małżeństwo bez nich to głupota. Lecz zastanówmy się, czy Emma to naprawdę powieść jedynie o perypetiach matrymonialnych osiemnastowiecznej Anglii?

Z pewnością nie. Książkę tę można z powodzeniem określić jako błyskotliwą komedię omyłek, której centrum stanowią gra pozorów, iluzji i oszukiwania samego siebie. To właśnie nadmiar egoizmu i zadufanie w sobie dostarczają nam takiej rozrywki. Zauważmy, że w samym środku tej intrygi znajduje się nasza nietuzinkowa bohaterka, pełna życia i wigoru, a jednocześnie urocza, nieznośna i niezwykle apodyktyczna.

Wiele recenzji kończy się zdaniem, iż Emma to świetnie napisana powieść o miłości, czyli innymi słowy klasyczny romans, który rozgrywa się w scenerii osiemnastowiecznej Anglii. Być może to zdanie powinno wystarczyć, aby zachęcić czytelnika do sięgnięcia po książkę. Jednak powieść Jane Austen charakteryzuje znacznie głębszy wymiar. Jest to opowieść, która dostarcza nie tylko wzruszeń, ale również zmusza czytelnika do przemyśleń nad naturą człowieka. Myślę, że warto ją także przeczytać ze względu na swoisty zapis kobiecych oczekiwań w stosunku do mężczyzn. Czytelniczki odnajdą w niej szereg wypowiadanych wprost, bądź też nieznacznie ukrytych uzupełnień portretu męskiego ideału.

Sądzę, że Emma to powieść troszkę niedoceniana przez krytyków, a nawet przez samych czytelników. Ogólnie przyjęło się, że to Rozważana i romantyczna jest najlepszym dziełem Jane Austen. Ale czy na pewno? Przyjrzyjmy się nieco bliżej społeczeństwu opisanemu przez Autorkę. Mamy koniec XVIII wieku. Angielskie ziemiaństwo największą wagę przywiązuje do zasad savoir-vivre’u. Społeczeństwo wciąż zastanawia się, jak należy się poprawnie zachować, czy wypada udać się z wizytą, a może to oni pierwsi powinni nas odwiedzić? A może należałoby ją zaprosić, ale przecież ona jest trochę niższego stanu, czy w związku z tym oni nie będą urażeni? Albo co podać na proszony obiad i jak poprowadzić tańce? Kto powinien iść w pierwszej parze, aby nikogo nie obrazić? Tego typu pytania można mnożyć bez końca.


Gwyneth Paltrow w roli Emmy Woodhouse w ekranizacji powieści (1996)
reż. Douglas McGrath
źródło

Z drugiej strony pojawiają się natomiast rozterki natury miłosnej, jak flirty czy walka o korzystny związek. Kto powinien kogo pokochać? Kto, kogo poślubi? A kto będzie ukrywał łzy? Jak widzimy codzienne życie, jak i skrywane tajemnice oraz osobiste dramaty są tutaj wysuwane na pierwszy plan. Na pierwszy rzut oka widać, że Jane Austen zżyła się ze swoimi bohaterami. Przyjrzyjmy się choćby temu, w jaki sposób rozwiązują oni swoje problemy. Robią to bardzo delikatnie.

Według mnie najmocniejszą stroną tej powieści jest z pewnością opis kobiecych postaci. Spójrzmy na ich wygląd zewnętrzny, który zmienia się pod wpływem przeżyć, a także ich myśli oraz wnętrze. Jak bardzo ten romans różni się od tych, do jakich przyzwyczajają nas pisarze współcześni. Brak w nim fizyczności. Bohaterowie kochają wnętrzem, a bliskość cielesna jest, jakby w pewien sposób zakazana. Jest to styl specyficzny właśnie dla Jane Austen i jej podobnych autorek. Jednak nie każda kobieta-czytelniczka wyrazi zgodę na taki romans.

W moim odczuciu powieść ta nie budzi żadnych zastrzeżeń, choć nie jest to moja ulubiona książka Jane Austen, gdyż tą najlepszą wciąż pozostaje Mansfield Park. Z kolei Emma jako postać niesamowicie mnie drażniła. Denerwowało mnie w niej niemal wszystko, a szczególnie jej wybitny talent do wtrącania się w sprawy innych. Jej zarozumiałość, pewność siebie i niemały egoizm budziły we mnie bardzo negatywne uczucia. Z pewnością takie emocjonalne podejście do tej powieści stanowi wielki komplement dla Jane Austen. Gdyby Autorka żyła, to być może byłaby szczęśliwa, że jako czytelniczka tak właśnie odebrałam Emmę Woodhouse, ponieważ obecnie mówi się, że im bardziej irytujący bohater, tym lepszy. Poza tym denerwowało mnie również to, że cokolwiek wydarzyło się w życiu jednego z bohaterów, natychmiast dyskutowała o tym cała wieś. Mało tego. To był praktycznie obowiązek, aby dzielić się z innymi swoimi nawet najbardziej prywatnymi sprawami. Czy czegoś nam to przypadkiem nie przypomina? A w jaki sposób dziś roznoszą się plotki? Czy dzisiejsze małomiasteczkowe społeczności nie postępują podobnie?


Kontynuacje Emmy



Wyd. Prószyński i S-ka
Warszawa 1998
Tytuł oryginału: Emma in Love
tłum. Małgorzata Tkaczyk



Wyd. Rachocki i S-ka
Pruszków 1997
Tytuł oryginału:
A Visit to Highbury
tłum. Maciej Świerkocki
Tom I
Wyd. Rachocki i S-ka
Pruszków 1998
Tytuł oryginału:
Later Days at Highbury
tłum. Maciej Świerkocki
Tom II








* J. Austen, Emma, Wyd. COMFORT, Warszawa 1991, s. 5.
** Ibidem, s. 92.




wtorek, 29 listopada 2016

Francine Rivers – „ Ostatni Zjadacz Grzechu”












Wydawnictwo: BOGULANDIA
Warszawa 2013
Tytuł oryginału: The Last Sin Eater
Przekład: Bożena Sand-Tasak




Podobnie jak narodziny, śmierć również jest częścią naszego życia. Na przestrzeni wieków moment umierania był różnie traktowany przez rozmaite kultury. Skupmy się jednak na Wielkiej Brytanii. W XVIII i XIX wieku jednym z obrzędów było kładzenie na piersiach zmarłego kawałka chleba, co w tamtych czasach bynajmniej nie było traktowane jako swego rodzaju dziwactwo. Potem zaczęto zatrudniać osoby, których zadaniem było zjedzenie owego chleba i tym samym wzięcie na siebie grzechów zmarłego. Osobę taką nazywano Zjadaczem Grzechów. Podczas rytuału Zjadacz Grzechów posilał się chlebem i pił wino. Skąd zatem wziął się ten dziwny – z naszego punktu widzenia – rytuał? Kto mógł być takim Zjadaczem Grzechów?

Spożywanie pokarmów podczas pogrzebu lub krótko po nim nie jest niczym niezwykłym. Przecież w dzisiejszych czasach również organizuje się stypy, na których rodzina i znajomi zmarłego spożywają uroczysty obiad, aby uczcić śmierć osoby zmarłej i wymieniać się wspomnieniami o niej. Nierzadko w trakcie styp pijemy także alkohol. Ta tradycja obecna jest w społeczeństwach od stuleci. Lecz mimo to Zjadacz Grzechów jest nam obcy. Ludzie, którzy pełnili niegdyś tę rolę byli różni z uwagi na zadanie, jakie mieli do wykonania. Co ciekawe, Zjadacze Grzechów byli obecni w niektórych odłamach chrześcijaństwa. Przeprowadzali oni ceremonię, w trakcie której brali na siebie grzechy osoby zmarłej, aby ta mogła po śmierci cieszyć się Bożym przebaczeniem, jeśli na przykład odeszła z tego świata bez przystąpienia do spowiedzi. Tak więc Zjadacza Grzechów zazwyczaj zatrudniano, kiedy ktoś zmarł niespodziewanie i przed śmiercią nie miał okazji pojednać się z Bogiem.

Poprzez spożywanie chleba i napojów (zwykle wina lub piwa) umieszczonych na piersiach zmarłej osoby, oraz rytualne gesty wykonywane nad martwym ciałem, Zjadacz Grzechów sprawiał, że rodzina zmarłego wierzyła, iż grzechy bliskiej osoby zostały właśnie „zjedzone” przez owego zjadacza, w związku z czym można było żyć w spokoju i przekonaniu, iż zmarły osiągnie zbawienie. Chociaż na terenie całej Wielkiej Brytanii Zjadacz Grzechów odgrywał istotną rolę podczas ceremonii pogrzebowych, to jednak bardzo rzadko możemy spotkać o nim wzmianki w tekstach źródłowych. Dlatego też większość historyków zaprzecza istnieniu Zjadacza Grzechów. Niemniej, są też i tacy, którzy twierdzą, że ci ludzie naprawdę istnieli, a ich powoływanie było skutkiem ludzkiej niewiedzy odnośnie do reguł wiary chrześcijańskiej. Historycy zastanawiają się, jak w ogóle ktoś mógł uwierzyć w „zjadanie grzechów”, nie mówiąc już o braniu udziału w ceremonii w oświeconym XIX wieku? Działo się tak jednak pod wpływem nonkonformistów, którym nie wystarczało jedynie odrzucenie dawnych wierzeń.

Jedno z wydań amerykańskich.
Wyd. Tyndale House Publishers
(2013)
Nie wszędzie na terenie Wielkiej Brytanii wspomniane rytuały miały taki sam przebieg. Na przykład w Walii, członkowie rodziny zmarłego kładli na jego piersiach dopiero co wyjęte z pieca ziemniaki lub ciasto, które pozostawiali tam aż do ostygnięcia. Ludzie wierzyli bowiem, że jedzenie wchłonie wszystkie grzechy zmarłego. Potem pokarm ten był umieszczany pod tak zwanym Drzewem Grzechu, gdzie po jakimś czasie był spożywany właśnie przez Zjadacza Grzechów, który – jak już wspomniałam wyżej – w ten sposób brał na siebie wszystkie przewinienia osoby zmarłej. Ponadto zostawiano mu także niewielką sumę pieniędzy, lecz zazwyczaj Zjadacz Grzechów ich nie przyjmował. Z kolei w innych częściach Wielkiej Brytanii Zjadacz Grzechów przychodził do domu zmarłego i tam spożywał przygotowany dla niego pokarm, który znajdował się obok trumny. Robił to w obecności żałobników, nie gardząc przy tym pieniędzmi. Po zakończeniu ceremonii Zjadacz Grzechów opuszczał dom zmarłego, a jego odejściu towarzyszyły przekleństwa żałobników.

Trzeba pamiętać, że w całej tej ceremonii najważniejsze było spożywanie pokarmów przez Zjadacza Grzechów, bez względu na to, w jakiej części Wielkiej Brytanii praktykowano ten zwyczaj. Jedzenie zawsze było przyrządzane z najlepszych produktów, co miało dać pewność, że każdy grzech został „skonsumowany”. Okazuje się jednak, że ten zwyczaj pojawił się również w Ameryce w XIX wieku, a stało się tak za sprawą imigrantów. Był on praktykowany na terenach górzystych, czyli dokładnie w Appalachach. To właśnie tam znajduje się łańcuch górski Great Smoky Mountains, czyli miejsce akcji Ostatniego Zjadacza Grzechu. Jest połowa XIX wieku. Rodzinę Forbesów dotyka nieszczęście. Oto pewnego dnia umiera ukochana matka i babcia – Gorawen Forbes. Z kobietą najbardziej związana była jej dziesięcioletnia wnuczka Cadi. Dziewczynka bardzo rozpacza po odejściu babci, jednak wie, że jedyne, co może zrobić w tej sytuacji, to pogodzić się z losem. Ponieważ rodzina Forbesów jest jedną z tych, które przybyły do Ameryki z Walii, musi wezwać pod swój dach Zjadacza Grzechów, który weźmie na siebie wszystkie przewinienia, jakich dopuściła się w życiu Gorawen Forbes. Tak więc biją dzwony, które dla mężczyzny mieszkającego gdzieś w górach są wskazówką, że musi on opuścić swoją kryjówkę i udać się do doliny, aby wypełnić swą posługę. Człowiek ten robi tak już od ponad dwudziestu lat.

Ponieważ mała Cadi jest dość ciekawskim dzieckiem, praktycznie wszyscy ostrzegają ją, aby nie dopuściła do sytuacji, w której mogłaby spojrzeć Zjadaczowi Grzechu prosto w oczy. Niestety, dzieje się inaczej. Głos mężczyzny modlącego się przy trumnie zmarłej staruszki robi na dziewczynce tak wielkie wrażenie, że ta nie może przejść obok tego obojętnie. W którymś momencie patrzy więc Zjadaczowi Grzechu w oczy i od tej chwili już nic nie jest w jej życiu takie samo, jak przedtem. Cadi uświadamia sobie, że ma na sumieniu wielki grzech i już nigdy nie będzie mogła żyć spokojnie. Już zawsze będzie wiedziała, że dopuściła się strasznego czynu, który – według lokalnych wierzeń – może zabrać jedynie Zjadacz Grzechu. Cadi postanawia więc, że odnajdzie mężczyznę i poprosi go, aby ten wziął na siebie jej przewinienie. Czy zatem dziesięcioletnie dziecko mogło faktycznie popełnić aż tak niewybaczalny grzech, że musi zająć się nim tylko Zjadacz Grzechu? Co takiego zrobiła Cadi, że sumienie nie pozwala jej normalnie żyć? Dlaczego tak bardzo katuje samą siebie? Czy teraz będzie musiała umrzeć, skoro Zjadacz Grzechu zabiera grzechy jedynie zmarłym? Jak gdyby tego było mało, dziewczynka zaczyna rozmawiać z kimś, kogo tylko ona może widzieć.

Peter Wingfield w roli
Zjadacza Grzechu w filmie
Ostatni Zjadacz Grzechu
(2007)
reż. Michael Landon, Jr.
źródło
W dolinie mieszkają różni ludzie. Niemniej, na czele tejże społeczności stoi niejaki Brogan Kai, który jest postrachem dla wszystkich. To on dyktuje warunki i to jego należy słuchać, ponieważ w innym razie można nawet stracić życie z jego ręki. Okrutny Brogan podporządkował sobie wszystkich, nie tylko własną rodzinę. Ludzie naprawdę się go boją, więc nawet jeśli zdają sobie sprawę z tego, że mężczyzna czyni źle, nie mają w sobie na tyle odwagi, aby móc mu się sprzeciwić. Wygląda jednak na to, że jest ktoś, kto jest w stanie stawić czoło Broganowi, nawet kosztem utraty życia. To prawie piętnastoletni syn Kai – Fagan. Czy chłopak już do reszty postradał zmysły? Czy nie żal mu matki, dla której jest najukochańszym dzieckiem, pomimo że kobieta ma jeszcze dwóch synów? Przecież ojciec jest w stanie zrobić mu krzywdę, nie bacząc na to, że Fagan jest jego synem!

W końcu przychodzi taki moment, kiedy Cadi i Fagan zbliżają się do siebie. Zaczyna ich łączyć nie tylko przyjaźń, ale coś znacznie głębszego. Nie jest to bynajmniej miłość. Są bowiem za młodzi, aby ją rozpoznać lub wiedzieć czym tak naprawdę jest prawdziwe uczucie pomiędzy mężczyzną a kobietą. Oni odkrywają w sobie coś zgoła innego. Ktoś przeznaczył ich do znacznie wyższych celów, niż przeciętny człowiek jest sobie w stanie wyobrazić. Któregoś dnia na ich drodze staje bowiem pewien tajemniczy mężczyzna, którego słowa już na zawsze odmienią ich życie. Kim jest ten człowiek? Czego od nich chce? Czy nie widzi, że Cadi i Fagan to jeszcze dzieci, które są zbyt małe, aby wypełnić to, co ten ma im do przekazania?

Każdy, kto zna twórczość Francine Rivers wie, że nie jest ona zwyczajną pisarką. Autorka tworzy bowiem powieści, które przeznaczone są dla konkretnego czytelnika, co wcale nie oznacza, że inni nie mogą po nie sięgać. Niemniej, literatura chrześcijańska nie każdemu odpowiada. Ludzie mają bowiem różne poglądy na temat wiary w Boga, więc niekiedy albo boją się tego typu książek, albo uważają, że wręcz wstyd je czytać. Mnie Francine Rivers już dawno urzekła swoją twórczością, a zrobiła to głównie dlatego, iż jej książki nie stanowią jedynie źródła rozrywki, lecz wzbudzają w czytelniku refleksję nad życiem i nad tym, co ewentualnie może nas czekać po tej drugiej stronie. Powieści tej amerykańskiej autorki nie mają na celu nawracać na siłę, lecz pokazywać, że oprócz tego, co widzimy może być również coś, czego zobaczyć się nie da. Dlatego też w powieściach sporo jest cytatów zaczerpniętych z Biblii. W dodatku na końcu każdej książki znajdują się pytania, na które odpowiedzieć może tylko czytelnik, ponieważ wśród nich można spotkać i takie, które skierowane są bezpośrednio do niego, zaś nie mają związku z właśnie przeczytaną powieścią.

Choć Ostatni Zjadacz Grzechu to powieść oparta na wierzeniach pogańskich, mimo że w odniesieniu do Boga, to jednak fabuła pokazuje, iż w każdej chwili można zmienić swoje życie i zrozumieć, gdzie tkwił błąd. Podobnie jak inne książki Francine Rivers, ta również dotyczy przebaczenia i miłości. Tak naprawdę na samym początku wszyscy bohaterowie są źli, każdy z nich ma coś na sumieniu, lecz żadna z tych osób nie jest potępiona. Oni wszyscy mogą w każdej chwili odwrócić się od tego, co złe i pójść prostą drogą. Może to zrobić nawet okrutny Brogan Kai. Z kolei pomiędzy małą Cadi a jej matką został wybudowany bardzo wysoki mur i tylko przebaczenie jest w stanie go zniszczyć. Czytając książkę czasami wydawało mi się, że Cadi Forbes jest zbyt mała, aby móc tak mądrze rozumować. Autorka z tej dziesięcioletniej dziewczynki zrobiła osobę dorosłą, która niekiedy przemawia niczym uczony. Możliwe, że stało się tak dlatego, iż cała ta historia jest napisana z perspektywy staruszki, która swoim wnukom opowiada o tym, co wydarzyło się, kiedy ta była dzieckiem.


Liana Liberato jako Cadi Forbes & Soren Fulton w roli Fagana Kai.
Kadr pochodzi z filmu Ostatni Zjadacz Grzechu (2007)
reż. Michael Landon, Jr.
źródło

Francine Rivers sporo miejsca poświęca także strachowi, który obezwładnia człowieka i czyni go niezdolnym do podjęcia jakichkolwiek działań, nawet jeśli byłyby one słuszne i mogły pomóc. Tak właśnie zachowuje się społeczność zamieszkująca tereny Great Smoky Mountains. Oni wszyscy wiedzą, że w ich dolinie dzieje się źle; wiedzą, że ktoś wiele lat temu został skrzywdzony, lecz nie mają odwagi przeciwstawić się tyranowi, ponieważ obawiają się nie tylko o siebie, ale także o swoich bliskich. Wolą skazać kogoś na wieczne wygnanie i życie w opuszczeniu bez jakiejkolwiek nadziei na poprawę losu, niż mu pomóc. Z drugiej strony jednak na kartach powieści czytelnik spotyka również symbol wielkiej odwagi, dzięki której nawet perspektywa utraty życia nie jest straszna. Ktoś powiedziałby, że to nie odwaga, lecz szaleństwo. I pewnie miałby rację. Lecz wszystko tak naprawdę zależy od punktu widzenia i tego, co tak naprawdę kieruje człowiekiem przy podejmowaniu konkretnych działań.

Oczywiście centralnym punktem tej historii jest tytułowa postać Zjadacza Grzechu. To wokół jego osobistego dramatu kręci się wszystko, co dzieje się na kartach powieści. Jego cierpienie jest niewyobrażalne, a może być jeszcze większe, kiedy pozna prawdę. Czy zatem będzie w stanie wybaczyć, gdy już dotrze do niego, że jego dotychczasowe życie tak naprawdę nie miało żadnego celu i znaczenia? Że zmarnował ponad dwadzieścia lat, wierząc w coś, co nigdy nie było prawdą? Jaką rolę w tym wszystkim odegra Cadi Forbes? Czy kiedy już wyjdą na jaw tajemnice skrywane przez tak wielu ludzi, będzie jeszcze możliwe normalne życie w dolinie?

Pomimo że akcja powieści rozgrywa się w latach 50. XIX wieku, to jednak w moim odczuciu nie jest to powieść historyczna, ponieważ nie czuje się choćby minimalnie klimatu epoki. Powieścią historyczną może być jedynie z nazwy. Książka nie zawiera opisów charakterystycznych dla połowy dziewiętnastego stulecia, natomiast fabuła dotyczy w głównej mierze sfery psychicznej poszczególnych bohaterów. Pierwszoosobowy narrator skupiony jest na swoich wewnętrznych przeżyciach oraz zachowaniu ludzi, którzy go otaczają. Z drugiej strony jednak, opowiada tak dynamicznie, że w pewnym momencie czytelnik przestaje zwracać uwagę na to, że w ogóle nie czuje atmosfery XIX wieku. Zostajemy bowiem wciągnięci w rozwój wydarzeń i przestaje mieć dla nas znaczenie, kiedy tak naprawdę rozgrywa się akcja Ostatniego Zjadacza Grzechu. Równie dobrze mogłyby to być czasy współczesne.

Książkę przeczytałam i opowiedziałam o niej, lecz zawsze przy tego rodzaju literaturze sięgnięcie po nią zostawiam wyborowi czytelnika. Nigdy za wszelką cenę nie namawiam do czytania tego typu prozy, ponieważ w tym wypadku każdy powinien podjąć decyzję sam. Dla mnie Ostatni Zjadacz Grzechu jest kolejną książką Francine Rivers, która wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Wciągnęła mnie już od pierwszej strony i sprawiła, że chciałam jak najszybciej poznać zakończenie. Niestety, już po raz kolejny spotykam się z nieporadnym tłumaczeniem powieści Francine Rivers, co trochę psuje walor jej książkek. Dlatego może lepiej byłoby czytać je w oryginale.







sobota, 26 listopada 2016

Barbara Taylor Bradford – „Dynastia z Ravenscar” # 1













Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2008
Tytuł oryginału: The Ravenscar Dynasty
Przekład: Anna Dobrzańska-Gadowska




Epoka edwardiańska (1901-1910) to czas w historii Wielkiej Brytanii, w którym Zjednoczone Królestwo święciło triumf jako imperium. Podczas tych krótkich dziewięciu lat brytyjscy politycy stawiali czoło powstającej potędze. To także czas rządów Edwarda VII Koburga (1841-1910), od którego imienia epoka zaczerpnęła swoją nazwę. Król Edward VII był synem królowej Wiktorii Hanowerskiej (1819-1901) i księcia Alberta Koburga (1819-1861). Jako książę Walii zwykł mawiać: Nie mam nic przeciwko modleniu się do Ojca Przedwiecznego, ale muszę być jedynym mężczyzną w kraju, który uzależniony jest od wiecznej matki.

Król Edward VII większość swojego życia spędził pod skrzydłami matki, królowej Wiktorii, której panowanie jeszcze do niedawna było najdłuższe spośród wszystkich władców Wielkiej Brytanii. Wygląda na to, że obecna królowa Elżbieta II Windsor już niedługo wysunie się w tej kwestii na prowadzenie. Edward był wówczas jedynie księciem Walii czekającym na swoją kolej do sprawowania rządów w państwie. Pomimo swoich licznych tytułów, Bertie sporą część życia spędził w cieniu swej matki. Znany był także z licznych romansów, które bynajmniej nie przysporzyły mu sławy w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wśród kobiet, z którymi się spotykał były dwie w trakcie rozwodu, co w tamtych czasach traktowane było jako poważny skandal obyczajowy. Dlatego też trudno było wyobrazić sobie, że Edward, obejmując tron, nagle doświadczy jakiejś głębokiej wewnętrznej przemiany. Chociaż Bertie prowadził „niezdyscyplinowane życie społeczne”, a do tego miał u boku wciąż słabującą po trzecim porodzie żonę, to jednak jego życie rodzinne było stosunkowo udane.

Edward VII Koburg
Portret pochodzi z 1906 roku.
autor: Sir Samuel Luke Fildes
(1843-1927)
Edward VII znany był jako rozjemca, dlatego też zaniepokojony był tym, że jego bratanek – cesarz Wilhelm II Hohenzollern (1859-1941), syn cesarza Fryderyka III Hohenzollerna (1831-1888) i siostry Edwarda, najstarszej córki królowej Wiktorii Hanowerskiej, Wiktorii Koburg (1840-1901) – prowadzi Europę ku wojnie. Jego obawy okazały się uzasadnione. Kiedyś syn Edwarda VII – Jerzy V Windsor (1865-1936) – będzie wykazywał podobne cechy. Ponadto król Jerzy V będzie utożsamiał się również ze swoim kuzynem carem Mikołajem II Romanowem (1868-1918).

Podczas swojego krótkiego panowania, Edward VII okazał się skutecznym i rzetelnym królem, a ponieważ nie stronił od bogatego życia towarzyskiego, był również doskonałym lingwistą. Był uprzejmy, interesował się bieżącymi sprawami z zakresu polityki zagranicznej, okazywał współczucie Francuzom. Odegrał kluczową rolę w zachęcaniu swej matki do powrotu do życia publicznego, z którego wycofała się po śmierci księcia Alberta. Edward VII był królem, który utrzymywał równowagę pomiędzy wymaganym przepychem przy jednoczesnym zachowaniu praw konstytucji, która tak naprawdę była jeszcze w proszku, oraz minimalizował swoje uwikłanie się w sprawy polityczne. W kwietniu 1904 roku Wielka Brytania podpisała umowę z Francją, czyli tak zwane serdeczne porozumienie (z fr. Entente cordiale), natomiast w sierpniu 1907 roku do skutku doszedł układ pomiędzy Wielką Brytanią a Rosją. Król nie był jednak odpowiedzialny za te porozumienia i pozostawał w tle politycznych rozgrywek. Może i epoka edwardiańska była krótka, ale mimo to zasygnalizowała poważne zmiany i różnice w porównaniu z surowością charakterystyczną dla późnego okresu wiktoriańskiego. Przemiany te narastały przed wybuchem wojny światowej w 1914 roku i stanowiły przerwę w wydarzeniach, które dopiero miały ujrzeć światło dzienne.

Epoka edwardiańska była krótka, lecz pełna wrażeń mających miejsce w czasie, który wielkimi krokami prowadził do wojny, czego obawiał się król. Był to zatem okres przemian, korelacji różnych tematów, a także ludzi i wydarzeń odnoszących się stricte do lat 1901-1910. Wyżej wspomniane umowy z Francją i Rosją były niczym innym, jak tylko odpowiedzią na antyniemieckie nastroje oraz odzwierciedleniem naturalnych sojuszy zawartych pomiędzy tymi trzema państwami. Możliwe, że Edward VII w pewnych sprawach postępował nierozważnie, lecz z całą pewnością potrafił mocno zaangażować się w klęskę spowodowaną tym, iż konserwatyści zasiadający w Izbie Lordów odmówili zatwierdzenia tak zwanego ludowego budżetu (z ang. People’s Budget) zaproponowanego przez liberałów. Wówczas król był tak przerażony, że przedstawił swojego syna jako ostatniego króla Anglii w kwestii spraw zagranicznych. Próbował też interweniować i w związku z tym wezwał konserwatystów Arthura Jamesa Balfoura, 1. hrabiego Balfour (1848-1930) i Henry’ego Petty-Fitzmaurice’a, 5. markiza Lansdowne (1845-1927) do zatwierdzenia budżetu. Wtedy radykałowie Winston Churchill (1874-1965) i David Lloyd George (1863-1945) zaproponowali wprowadzenie zmian.

Królowa Aleksandra Duńska
(1844-1925)

Powyższy portret żony
Edwarda VII powstał
w 1905 roku.
autor: Sir Samuel Luke Fildes
Tak więc ustawa parlamentu z 1911 roku ostatecznie rozwiązała konstytucyjne relacje pomiędzy Izbą Gmin i Izbą Lordów. Stare obawy o władzę parlamentu i względną rolę Izby Gmin i Izby Lordów ostatecznie uległy zmianie. Już nigdy więcej Lordowie nie zatrzymali demokratycznej woli ludu. Czasy się zmieniały, zbliżała się wojna światowa, zaś pobyt Edwarda VII na tym świecie zmierzał ku końcowi. Kiedy zmarł, wówczas na tronie Wielkiej Brytanii zasiadł jego syn Jerzy V Windsor, którego los przeznaczył na pradziadka obecnej królowej Elżbiety II Windsor.

Tak właśnie przedstawia się tło historyczne pierwszego tomu trylogii Barbary Taylor Bradford o szlacheckim rodzie Deravenelów, którzy swój główny majątek posiadają w Ravenscar w hrabstwie Yorkshire. Geneza rodu sięga jeszcze czasów Wilhelma I Zdobywcy (ok. 1028-1087), natomiast piękna rezydencja położona w malowniczej scenerii, w której obecnie mieszkają, została wzniesiona za panowania Elżbiety I Tudor (1533-1603). Teraz na czele rodziny stoi Richard Deravenel, który musi toczyć walkę ze znienawidzonym rodem Grantów z Lancashire. Przedstawiciel rodu Grantów sześćdziesiąt lat wcześniej bezprawnie przejął władzę w prężnie rozwijającej się firmie i taka sytuacja ma miejsce do dziś. Tak więc Richard, a po jego śmierci jego spadkobiercy, chcą za wszelką cenę zarządzać kopalniami diamentów i węgla, winnicami, kamieniołomami, tkalniami i wytwórniami odzieży, ponieważ uważają, że mają do tego większe prawo niż Grantowie. Niestety, nie jest to takie proste, kiedy uzurpator wciąż nie chce oddać tego, co zagrabił. Pewnego dnia 1904 roku Richard Deravenel wraz ze swoim młodszym synem Edmundem oraz szwagrem – również Richardem – i jego synem Thomasem wyjeżdżają do Włoch, aby tam rozwiązać problemy związane z funkcjonowaniem firmy. Niestety, wszyscy giną w pożarze hotelu, w którym wynajmowali pokoje. Wieść o ich śmierci jest druzgocąca dla najbliższej rodziny. Cecily Deravenel pogrąża się w rozpaczy, choć wie, że nic już nie zdoła wrócić życia ani jej mężowi, ani synowi, ani też bratu i bratankowi. Teraz trzeba stanąć twardo na ziemi i zacząć myśleć, w jaki sposób dalej pociągnąć tę nierówną walkę o władzę w firmie.

Najstarszym synem Richarda i Cecily jest Edward, który zgodnie z rodzinną tradycją będzie musiał teraz zająć miejsce ojca i odzyskać przedsiębiorstwo. Edward ma dopiero osiemnaście lat i studiuje na Oksfordzie, lecz wygląda na to, że będzie zmuszony przerwać naukę i rozpocząć zażartą batalię z wrogiem, który nie ustąpi i posunie się do najohydniejszych okrucieństw, aby tylko nie stracić władzy w firmie. Młody Deravenel ma jeszcze dwóch młodszych braci – George’a i Richarda – a także siostry, które jednak nie będą brały udziału w tej rywalizacji, póki żyją męscy potomkowie zmarłego Richarda Deravenela. Jest też starszy kuzyn – Neville Watkins, syn Richarda Watkinsa i brat Thomasa – który pragnie pomóc Edwardowi w walce o firmę. Prawda jest taka, że ani Edward, ani też Neville nie wierzą w rzekomy wypadek, w którym życie stracili ich bliscy. Oni są święcie przekonani, że tam we Włoszech popełniono okrutne morderstwo. Oczywiście podejrzewają Grantów, którzy przecież od lat uzurpują sobie prawa, które im się nie należą. Mężczyźni mają zamiar zrobić wszystko, aby tylko wróg poniósł zasłużoną karę za to, czego się dopuścił, a tym samym odzyskać przedsiębiorstwo. Czy faktycznie mają rację? Czy uda im się udowodnić winę Grantom? A może Edward i Neville zwyczajnie się mylą i za ewentualnym zabójstwem ich bliskich stoi ktoś zupełnie inny? Czy kiedy już Edward odzyska firmę będzie w stanie dobrze nią zarządzać? Przecież on ma dopiero osiemnaście lat i żadnego doświadczenia!


Rezydencja Burghley House wybudowana w epoce elżbietańskiej.
Można zatem przypuszczać, że powieściowi Deravenelowie zamieszkują
w rezydencji podobnej do tej, którą widać powyżej. 

Obraz pochodzi z 1829 roku.
autor nieznany


Czy ten krótki zarys fabuły czegoś nam nie przypomina? Czy historia nie pokazała nam już brutalnej walki o władzę, na skutek której ginęli ludzie, a przedmiot walki wciąż przechodził z rąk do rąk? Oczywiście, że na przestrzeni wieków taka sytuacja miała miejsce i to wiele razy. Niemniej, najbardziej znaną wojną o władzę była angielska Wojna Dwóch Róż (1455-1485), podczas której o tron walczyli Yorkowie i Lancasterowie. Każdy, kto choć trochę interesuje się historią Anglii wie, o co tak naprawdę chodziło w tym konflikcie. Podobnie jak wielbiciele prozy Philippy Gregory, która Wojnie Kuzynów oraz panowaniu Plantagenetów i Tudorów poświęciła swoje fenomenalne powieściowe cykle. Tym razem nie mamy jednak do czynienia z powieściami stricte historycznymi, lecz z fabułą bardziej współczesną, choć po pierwszym tomie trylogii może wydawać się inaczej z uwagi na czas umiejscowienia akcji.

Historia Anglii od czasów Wojny Dwóch Róż do okresu panowania Elżbiety I Tudor stała się dla Barbary Taylor Bradford inspiracją do tego, aby stworzyć coś na kształt tamtej epoki, lecz opisać to w kontekście wydarzeń XX wieku. Tak więc zamiast Plantagenetów (Yorków) mamy Deravenelów, natomiast miejsce Lancasterów zajmują Grantowie. Każdy z historycznych bohaterów posiada swojego współczesnego odpowiednika. I tak Edward Deravenel wzorowany jest na królu Edwardzie IV Yorku (1442-1483), jego kuzyn Neville Watkins to nikt inny, jak tylko Ryszard Neville (1428-1471), zwany też Twórcą Królów, natomiast obecnie zarządzający firmą Henry Grant to sam Henryk VI Lancaster (1421-1471), który jak wiadomo cierpiał z powodu choroby psychicznej odziedziczonej po swoim francuskim dziadku Karolu VI Szalonym (1368-1422). Na kartach książki spotykamy również wiele innych postaci, które wzorowane są właśnie na bohaterach historycznych, którzy odegrali naprawdę ważną rolę w dziejach Anglii.

Moda damska w epoce edwardiańskiej
Przyznam, że pomysł na fabułę jest genialny! Oczywiście dla kogoś, kto zna historię Anglii linia fabularna może okazać się zbyt przewidywalna, żeby móc się nią głębiej zainteresować. Trudno jest bowiem wymagać od Autorki, aby zmieniała wydarzenia, jeśli głównym jej zamysłem było przeniesienie faktów historycznych w czasy współczesne. Ale czy wciąż nie czytamy powieści historycznych dotyczących tego samego okresu w dziejach jakiegoś kraju? Przecież tego typu fabuły powielają się, a każda z nich jest w stanie zachwycić czytelnika od nowa. W przypadku dziejów Deravenelów i ich następców mamy coś zgoła odmiennego, ponieważ każda z postaci – choć wzorowana na historii – jest bliższa współczesnemu czytelnikowi z uwagi na czas umiejscowienia akcji. Czasami trudno jest nam identyfikować się z bohaterami, którzy żyli wiele wieków przed nami. W tym przypadku mamy natomiast postacie, od których dzieli nas najwyżej sto lat.

Głównym bohaterem Dynastii z Ravenscar jest Edward Deravenel, który – jak wspomniałam wyżej – wzorowany jest na osobie Edwarda IV Yorka. Podobnie jak król, on również wdaje się w liczne romanse, płodzi dzieci i tak naprawdę nie ma zamiaru się ustatkować. Nawet nagła śmierć ojca i stawienie czoła trudnej sytuacji nie może zmusić go do zmiany stylu życia. Wydaje się, że wszystko ulegnie zmianie w chwili, kiedy na jego drodze pojawi się piękna wdowa Elizabeth Wyland, czyli nikt inny, jak tylko odpowiednik Elżbiety Woodville (ok. 1437-1492). Z historii wiemy, że Elżbieta Woodville nie wzbudziła sympatii rodziny Edwarda IV, gdyż uważano ją za karierowiczkę, która celowo zastawiła sidła na króla, aby dzięki małżeństwu polepszyć swój byt na tym świecie i zabezpieczyć swoje dzieci z poprzedniego związku. Czy tak samo dzieje się w przypadku Elizabeth Wyland? Czy ona także pragnie zapewnić sobie i swojej rodzinie lepsze warunki do życia, wychodząc za Edwarda Deravenela?

Obok Edwarda i Neville’a ważnymi bohaterami są także młodsi bracia tego pierwszego, czyli George i Richard. Znając historię Anglii nie mogłam podczas czytania pozbyć się myśli, w jaki sposób Barbara Taylor Bradford pokierowała losem tych dwóch mężczyzn, którzy na razie są jeszcze chłopcami, choć George już na tym etapie zaczyna się buntować i znacznie różni się zarówno od Edwarda, jak i od Richarda. Pamiętajmy, że Jerzy Plantagenet, 1. książę Clarence (1449-1478) nie zapisał się w historii Anglii zbyt honorowo, bowiem został oskarżony o zdradę stanu, a to sprawiło, że zginął w Tower z polecenia swojego brata Edwarda. Jak zatem ułożą się losy powieściowego George’a Deravenela? O tym jeszcze za wcześnie mówić, ponieważ ten wątek Autorka rozwinie i zakończy w kolejnym tomie trylogii zatytułowanym Spadkobiercy z Ravenscar. Podobnie jak kwestię dotyczącą życia i śmierci Richarda Deravenela i dwóch małoletnich synów Edwarda Deravenela. Oczywiście wiadomo, co takiego stało się z Ryszardem III Yorkiem (1452-1485), jak również z synami Edwarda IV – Edwardem (1470-1483?) i Ryszardem (1473-1483?). A jak ta kwestia będzie wyglądać na kartach trylogii? To się dopiero okaże.


Londyńczycy przed Harrodsem w 1909 roku.
Obraz przedstawia nie tylko ówczesną modę damską, ale także męską.
Można sobie zatem wyobrazić, jak wyglądają bohaterowie Dynastii z Ravenscar

autor nieznany

Wiem, że losy Deravenelów nie zostały zbyt dobrze przyjęte przez czytelników zarówno polskich, jak i zagranicznych, o czym świadczą krytyczne opinie zamieszczane w Internecie. Nie rozumiem dlaczego tak się stało. W moim przekonaniu już pierwszy tom wskazuje na to, że historia zaproponowana przez Barbarę Taylor Bradford jest niezwykle oryginalna i napisana z ogromną pasją. Owszem, bohaterowie mogą wydawać się, jak gdyby wyciągnięci z zupełnie innej rzeczywistości, ale czy jest to wadą? Postacie, które poznajemy, to osoby niesamowicie bogate, które mieszkają w ociekających przepychem rezydencjach. Kobiety obwieszone są diamentami, a ich kreacje są szyte przez najlepszych krawców epoki. Generalnie wszyscy żyją tak, jak przystało na ludzi pochodzących z wyższych sfer. Nie zgadzam się też z tym, że niektórzy czytelnicy zarzucili Autorce nadmierne epatowanie seksem. Według mnie w tej kwestii wszystko jest na swoim miejscu, a wprowadzenie do fabuły licznych romansów Edwarda Deravenela musi wiązać się również ze sferą erotyczną.



Inne wydanie również z 2008 roku
Wydanie z 2015 roku


Dodatkowo fabuła obfituje w intrygi, spiski i zdrady, które oczywiście mają na celu przejęcie władzy w firmie. Jak gdyby tego było mało, do konfliktów dochodzi również w samej rodzinie Deravenelów. To wszystko sprawia, że książka wydaje się jeszcze bardziej interesująca. Myślę, że dla wielbicieli historii Anglii Dynastia z Ravenscar będzie powieścią oryginalną, która wymyka się wszelkim schematom, jeśli chodzi o tworzenie powieści historycznych, bowiem z jednej strony sporo w niej historii i wydarzeń, które znamy z jej kart, zaś z drugiej nowatorska koncepcja fabuły powoduje, że czytelnik ma nadzieję, iż bohaterowie pójdą jednak inną drogą, niż ich historyczni poprzednicy.