Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

wtorek, 19 grudnia 2017

Spotkałam Henryka przez przypadek, kiedy pisałam artykuł dla gazety...






ROZMOWA Z KATRINĄ SHAWVER


Katrina Shawver jest doświadczoną pisarką, blogerką, prelegentką i autorką książki zatytułowanej „Henry   A Polish Swimmer’s True Story of Friendship from Auschwitz to America”. Biografia została wydana w 2017 roku. Jest skierowana do dorosłego czytelnika, oparta na faktach i ciesząca się wielkim uznaniem wśród czytelników. Autorka ukończyła studia licencjackie na Uniwersytecie Arizony na wydziale języka angielskiego i nauk politycznych. Swoją pisarską karierę rozpoczęła ponad dwadzieścia lat temu, pisząc setki artykułów dla „The Arizona Republic”. Jej ulubiony cytat brzmi: „Co próbowałbyś zrobić, gdybyś wiedział, że nie możesz ponieść klęski?” Katrina mieszka w Phoenix w Arizonie (USA) wraz z mężem Rickiem.



Agnes A. Rose: Katrina, jestem ogromnie zaszczycona, że mogę gościć Cię na moim blogu i porozmawiać z Tobą. W listopadzie wydałaś swoją pierwszą książkę opowiadającą historię Henryka Zgudy, który był polskim katolikiem. Jak to się stało, że spotkałaś Henryka? Przecież jest wielu Polaków, którzy żyli lub wciąż żyją w Ameryce, ponieważ opuścili Polskę z powodu drugiej wojny światowej lub komunizmu. Dlaczego to był akurat Henryk?

Katrina Shawver: Jestem równie zaszczycona Twoim zainteresowaniem. Spotkałam Henryka przez przypadek, kiedy pisałam artykuł dla gazety. Gdyby nie tamten telefon, nigdy byśmy się nie spotkali. Nie szukałam tej historii; ona przyszła do mnie dzięki szczęściu i opatrzności. Przed Henrykiem nigdy nie znałam żadnego Polaka. Nadal nie potrafię wytłumaczyć tamtej impulsywnej decyzji, aby zaproponować mu spisanie jego historii, a ponieważ miał już osiemdziesiąt pięć lat, więc nie było czasu do stracenia, jeśli chciało się uchwycić jego wspomnienia. On i (jego żona) Nancy nie mieli dzieci, a on nie miał rodzeństwa, któremu mógłby zostawić swoją historię. Jego przeżycia naprawdę zostałyby wymazane z historii, gdybyśmy się nie spotkali. Był bardzo miłym człowiekiem i łatwo się z nim rozmawiało.

AAR: Henryk Zguda został aresztowany przez Niemców w Krakowie w 1942 roku i wysłany do Więzienia Montelupich. Następnie przeżył kilka obozów koncentracyjnych. Znając realia panujące w nazistowskich obozach śmierci bardzo trudno jest wyobrazić sobie jak Henryk był w stanie tam przeżyć. Czy zatem mogłabyś powiedzieć polskim czytelnikom, którzy nie przeczytali jeszcze Twojej książki, co takiego Henryk zrobił, że zdołał zachować życie? 

KS: Henryk twierdził, że przeżył, ponieważ to inni uratowali mu życie kilka razy, tak samo, jak on pomagał komu tylko mógł. Tak naprawdę wierzę, że każda historia dotycząca przetrwania jest wyjątkowa i wiąże się z posiadaniem ogromnego szczęścia. Czy strażnicy odwracali wzrok w odpowiednim momencie? Jak można uniknąć tyfusu, gdy wszyscy wokół ciebie umierają? Dlaczego osoba stojąca za tobą została wybrana do rozstrzelania, podczas gdy ty nie? Dzieją się różne rzeczy, lecz nie można ich wyjaśnić.

Henryk miał szczęście, że w liceum uczył się niemieckiego, by móc rozumieć, czytać i pisać po niemiecku. Więźniowie, którzy rozumieli język niemiecki mogli liczyć na dłuższe życie w każdym obozie koncentracyjnym. W chwili aresztowania Henryk miał dwadzieścia pięć lat i był silnym sportowcem. Był przyzwyczajony do ciężkiej pracy i potrafił bardzo szybko myśleć. Zauważył, że nauczyciele akademiccy i osoby przyzwyczajone do łagodniejszych warunków fizycznych, umierały znacznie szybciej. Po prostu nie byli w stanie przystosować się fizycznie do trudnych warunków.

AAR: Co stało się z rodziną Henryka, kiedy został aresztowany?

KS: Henryk był jedynakiem, a jego ojciec zmarł, gdy Henryk był małym dzieckiem, więc była tylko matka, Karolina Zguda. Pozostała w Krakowie i przez całą wojnę pracowała nadal jako pomoc domowa u zamożnej rodziny. Matka Henryka mieszkała w Krakowie przez całe życie.

AAR: Jak wyglądało życie Henryka, kiedy przyjechał do Ameryki? Co było dla niego najważniejsze, gdy zaczął żyć w nowym miejscu?

KS: Henryk i jego przyjaciółka uciekli z komunistycznej Polski w 1956 roku, kiedy reżim znacznie przybrał na sile. Nigdy nie byli małżeństwem. Gdy dwa lata później wraz z przyjaciółką wyruszył do Ameryki, wówczas obydwoje mogli już swobodnie rozpocząć nowe życie. Henryk pragnął zobaczyć miejsce związane z dwoma jego bohaterami filmowymi: Tomem Mixem i Elvisem Presleyem.

AAR: Czy Henryk kiedykolwiek myślał o powrocie do Polski i spędzeniu tutaj reszty swojego życia? Jak wiemy, Polska przestała być krajem komunistycznym w 1989 roku.

KS: Nie. Henryk przybył do Nowego Jorku w styczniu 1959 roku i rok później poślubił swoją żonę Nancy. Pochodziła z dużej włoskiej rodziny i razem stworzyli bardzo szczęśliwe życie. Później otrzymał obywatelstwo Stanów Zjednoczonych. O ile wiem, Henryk odwiedził Polskę przynajmniej raz, a było to w latach siedemdziesiątych. Nancy nie towarzyszyła mu w tej podróży, ponieważ czuła się niezręcznie, nie mówiąc po polsku, a poza tym wciąż istniało realne niebezpieczeństwo, że Henryk zostanie aresztowany jako dezerter. W 1989 roku, kiedy wreszcie upadł komunizm, Henryk miał już siedemdziesiąt dwa lata, był na emeryturze, matka już dawno zmarła, a on przeżył większość swoich przyjaciół mieszkających w Polsce. Jego życie toczyło się w Stanach Zjednoczonych, mimo że zawsze nosił Polskę w swoim sercu i zawsze mówił mi o tym, jak piękny jest jego ojczysty kraj.

AAR: Co najbardziej przeraziło Cię podczas gromadzenia materiałów do książki? Jakie wydarzenie z obozowego życia Twojego bohatera było najbardziej makabryczne?

KS: Czasami podczas wywiadów, kiedy Henryk omawiał niektóre z trudniejszych aspektów obozów koncentracyjnych lub kiedy przeglądaliśmy książki z czarno-białymi fotografiami, chciałam przerwać rozmowę. Chciałam przejść do czegoś bardziej przyjemnego. Niemniej chciałam uhonorować Henryka i wielu innych, którzy nie mieli okazji zatrzymać taśmy, zamknąć książki i zmienić tematu. Co było najbardziej makabryczne? Henryk krótko pracował w krematorium w Buchenwaldzie, które odwiedziłam w 2013 roku.


Katrina & Henryk w 2003 roku


AAR: Jak długo pracowałaś nad tą książką? Co było najtrudniejszym wyzwaniem podczas pisania?

KS: Spotkałam Henryka w listopadzie 2002 roku, więc minęło piętnaście lat od rozpoczęcia pracy do opublikowania książki. Niestety, Henryk zmarł rok po naszym spotkaniu. Podczas tych lat kilka razy odkładałam projekt na bok albo przytłoczona ilością pracy, którą trzeba było dokończyć, albo po prostu przeszkadzało w tym życie. Miałam troje małych dzieci, starzejącego się rodzica i trochę problemów zdrowotnych w rodzinie, które miały pierwszeństwo. Do niedawna miałam również pracę, więc tempo było wolniejsze, niż gdybym była pełnoetatową pisarką.

Jeśli chodzi o trudne wyzwania, to tak naprawdę nic w tym projekcie nie było łatwe. Czytałam wszystko, co udało mi się znaleźć, ale z jednym zastrzeżeniem — mówię tylko po angielsku. Oprócz prowadzenia badań na szeroką skalę, tłumaczenia dokumentów i planowania podróży do Polski, pojawiały się wyzwania związane z transkrypcją każdego wywiadu. Henryk używał terminów i nazwisk, które zapamiętał w językach polskim i niemieckim bez tłumaczenia na angielski. To nie byłoby właściwe, aby przerywać mu po każdym słowie i prosić o wyjaśnienie. Nawet miejsca, nazwy ulic i nazwiska ludzi mogłam zapisywać tylko fonetycznie. Kiedy dziesięć lat później przeglądałam swoje notatki było wiele momentów, kiedy zastanawiałam się nad tym, co Henryk mówił, a czego wtedy nie rozumiałam. Henryk kiedyś zażartował: „Powinnaś uczyć się polskiego. Wtedy moglibyśmy naprawdę porozmawiać.”

AAR: Czy mogłabyś powiedzieć nam, jak wyglądają Twoje spotkania z czytelnikami? Kiedy z nimi rozmawiasz, na co zwracasz uwagę? Jakie pytania Ci zadają?

KS: Książka jest na rynku dopiero od dwóch miesięcy. W listopadzie z okazji jej premiery ponad osiemdziesiąt pięć osób przyszło na moje spotkanie autorskie i wielu poleciło mnie grupom, którym mogłam opowiedzieć o książce. Miałam spotkanie w Żydowskim Domu Kultury, była też konferencja na temat ludobójstwa, a także pogadanki w grupach pisarzy. Wszyscy są zafascynowani tą historią. Przeżycia Henryka są częścią historii, o której nikt nie słyszał z wyjątkiem Polaków — chodzi o Holokaust widziany oczami Polaków. Ta opowieść wydaje się przemawiać do tak wielu ludzi jako zapomniana i ważna historia, inteligentna lektura oraz pozwalająca poznać sympatyczną osobę, jaką był Henryk. Czasami nawet w obozie koncentracyjnym nie opuszczało go poczucie humoru.

Uwielbiam spotykać się z czytelnikami osobiście i cieszyć się wystąpieniami publicznymi. Oprócz spotkań lokalnych, bardzo staram się dotrzeć do nich przez Internet i media społecznościowe. Przy pomocy mojego komputera mogę docierać do wielu osób na całym świecie. Jestem szczęśliwa, że mogłam nawiązać kontakt również z Tobą.

AAR: Jak bardzo historia Henryka wpłynęła na Twoje życie? Jak się ono zmieniło?

KS: Spotkanie z Henrykiem Zgudą zmieniło kierunek mojego życia. Kiedy zaczęłam pracę nad książką, nie wiedziałam, że tak wielu rzeczy nie wiem. Dziś jestem publikującą autorką posiadającą wiedzę o Polsce i drugiej wojnie światowej oraz o tym, jak mało wyrazów uznania otrzymali Polacy i Henryk za ich cierpienia i śmierć. Już na samym początku zdałam sobie sprawę, że historia Henryka reprezentuje tylu innych Polaków, których nigdy nie uhonorowano poza polską społecznością, co moim zdaniem było strasznie niesprawiedliwe. Moja definicja „złego dnia” bardzo się zmieniła. W porównaniu ze złym dniem w obozie koncentracyjnym niczym jest to wszystko, co się dzieje, kiedy ktoś odcina mnie od ruchu ulicznego albo gdy praca jest szczególnie stresująca. To wszystko znaczy, że błogosławieństwem jest dla mnie posiadanie samochodu czy zatrudnienia. Jestem o wiele bardziej świadoma tego, by nie marnować jedzenia — żywność była cennym towarem przez większość życia Henryka.

AAR: W swojej książce piszesz, że Ty i Twój mąż byliście w Polsce w październiku 2013 roku. Odwiedziliście Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau. Czy mogłabyś powiedzieć nam coś więcej o Waszej podróży?

KS: Bardzo pomocne było dla nas to, że przez cały dzień był z nami świetny tłumacz. Rano miałam spotkanie z szefem archiwów muzeum. W ramach swoich badań poprosiłam wcześniej o kilka nazwisk więźniów, a pracownicy przygotowali dla mnie ogromny stos rejestrów, który mogłam przejrzeć. Po przejrzeniu dokumentów doktor Płosa bardzo cierpliwie odpowiadał na wszystkie moje pytania.

Na godzinę szesnastą mieliśmy umówionego prywatnego przewodnika na trzydniową wycieczkę. Chciałam zobaczyć bardzo konkretne miejsca i zadać pytania, które dotyczyły doświadczeń Henryka. Henryk został uwięziony tylko w obozie macierzystym Auschwitz I, więc spędziliśmy tam większość czasu. Pod koniec dnia chciałam zobaczyć Birkenau, ponieważ Henryk tam również chodził. Tak się złożyło, że mój mąż Rick, nasza przewodniczka Magda i ja byliśmy jedynymi trzema osobami znajdującymi się w Birkenau w czasie, gdy muzeum było zamknięte. Jest to miejsce, w którym kiedyś przebywało ponad sto tysięcy osób. Cali drżeliśmy, ponieważ był to zimowy wieczór, ciemny i cichy. Nie przywieźliśmy ze sobą wystarczająco dużo ciepłych ubrań. Z niczym nie można porównać zwiedzania obozu koncentracyjnego w zimny, ciemny dzień, aby móc zrozumieć, jak to wyglądało z perspektywy nieszczęśliwych więźniów. W ciszy naprawdę czułam duchy milionów zamordowanych dusz, które wołały do mnie: „Nie zapomnij o nas.” Nigdy tego nie zrobię.  

Wydawnictwo: Köehler Books
Virginia Beach (USA) 2017
AAR: Jak myślisz, dlaczego druga wojna światowa wciąż stanowi część naszej kultury?

KS: Myślę, że fascynacja drugą wojną światową trwa z kilku powodów. Wciąż jesteśmy dwoma lub trzema pokoleniami żyjącymi historią i wciąż są wśród nas ludzie, którzy przeżyli tamtą epokę, choć nie zostaną z nami już długo. Wszyscy mają po osiemdziesiąt i dziewięćdziesiąt lat, więc ich wspomnienia są cenne i wyjątkowe i muszą zostać uchwycone, zanim zostaną zatarte przez historię.

Holokaust z perspektywy żydowskiej był niezwykle dobrze udokumentowany i nauczany przez trzy pokolenia. Tysiące pamiętników „Holokaustu” są wydrukowane i sądzę, że ludzie wciąż próbują zrozumieć „dlaczego” i „jak” zwykli Niemcy, w większości naprawdę dobrze wykształceni, mogli zamienić się w naprawdę okrutnych morderców i wziąć udział w obliczonym na miliony ludzkich istnień masowym morderstwie.

AAR: Dlaczego tak bardzo interesuje Cię polska historia?

KS: Prawie każdy mnie o to pyta. Jestem Amerykanką, która nigdy wcześniej nie miała żadnego związku z Polską. Kiedy planowałam podróż do Polski wiele osób pytało: „Dlaczego Polska?” Jestem naprawdę wyjątkowa. Po prostu, spotkałam kogoś z Polski, zaproponowałam mu opisanie jego historii i potrzebowałam zrozumieć rzeczywistość oraz kontekst czasu i miejsca, których nie doświadczyłam. Zawsze uwielbiałam historię, a dobry pisarz musi być ciekawy i zadawać pytania, szczególnie dotyczące tego, dlaczego to wszystko się wydarzyło, a nie tylko tego, co ktoś zrobił. Jako dziennikarka muszę sprawdzać swoje źródła, a to oznacza, że muszę znaleźć te same informacje co najmniej dwa razy. Na początku naszych wywiadów zdałam sobie sprawę, że dynamika historii Europy i zmieniające się granice są niezwykle istotne dla tego, co przydarzyło się Polsce podczas i po drugiej wojnie światowej.

AAR: Oprócz pisania zajmujesz się także innymi rzeczami. Czy mogłabyś powiedzieć nam coś więcej na ten temat?

KS: Uwielbiam muzykę klasyczną i chodzę do filharmonii. Lubię wędrować po górach w pobliżu mojego domu i staram się znaleźć czas na czytanie. Uwielbiam też zabierać moją córkę na spotkania typu matka-córka. Jesteśmy sobie bardzo bliskie.

AAR: Jaki jest Twój następny projekt? Czy mogłabyś powiedzieć nam coś o nim?

KS: Obecnie skupiam się na promowaniu „Henryka” i pokazaniu jego historii jak największej liczbie osób. Jestem przekonana, że kolejna historia pojawi się w moim życiu we właściwym czasie.

AAR: Katrina, bardzo dziękuję za rozmowę i za książkę. Mam nadzieję, że pewnego dnia Twoja książka zostanie przetłumaczona na język polski. Jestem bardzo szczęśliwa, że w Ameryce tak wielu autorów pisze o Polsce i o jej historii, szczególnie o tej wojennej. Czy jest coś, co chciałabyś powiedzieć Polakom?

KS: I ja również mam nadzieję, że moja książka zostanie przetłumaczona na język polski. Mam wielki szacunek dla Polski i Polaków. Kongres Polonii Amerykańskiej w Arizonie wspierał mnie, a ostatnio gościł mnie na Balu Dziedzictwa Polskiego. To, że kraj nadal istnieje, a dziś się rozwija, stanowi świadectwo siły jego kultury. Z dumą mogę stwierdzić, że dwa egzemplarze „Henryka” znajdują się w bibliotece Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Dla anglojęzycznych Polaków „Henryk” jest dostępny na całym świecie na Book Depository, Amazon UK oraz w innych księgarniach.

Bardzo lubię dostawać wiadomości od czytelników, nawet jeśli są one tylko po polsku. Używam oprogramowania do tłumaczenia online, więc nie ma problemu z czytaniem w innym języku, niż angielski. W przypadku dłuższych tekstów pomagają mi w tłumaczeniu polscy przyjaciele.

Można mnie znaleźć:

Email: katrina@katrinashawver.com
Strona internetowa: katrinashawver.com
„Henryk” na Book Depository: Click here
„Henryk” na Amazon UK: Click here


Rozmowa, przekład i redakcja
Agnes A. Rose



Jeśli chcesz przeczytać ten wywiad w oryginale, kliknij tutaj.
If you want to read this interview in English, please click here.
Jeśli chcesz przeczytać recenzję książki, kliknij tutaj.
If you want to read my book review, please click here





sobota, 16 grudnia 2017

Katrina Shawver – „Henry: A Polish Swimmer’s True Story of Friendship from Auschwitz to America”








Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. 
Dziękuję!



Wydawnictwo: Köehler Books
Virginia Beach 2017




Kraków był jednym z miast, które w czasie drugiej wojny światowej poważnie ucierpiały z uwagi na straty w ludziach. Podczas gdy takie miasta, jak Warszawa, Poznań, Białystok, Gdańsk czy Elbląg zostały praktycznie zrównane z ziemią, cierpiąc z powodu kolejnych marszów wrogich wojsk oraz długotrwałej okupacji hitlerowskiej, Kraków będący największym i najważniejszym miastem południowej Polski, pozostał niemalże nietknięty. Możliwe, że sytuacja ta wynikała z tego, iż Niemcy pragnęli zapewnić mu pewną ochronę, gdyż ustanowili tam główną siedzibę nazistowskiego rządu generalnego. Innymi słowy miasto zostało przejęte przez hitlerowców, stając się stolicą pseudo-państwa, które obejmowało wówczas południowo-wschodnią połowę dzisiejszej Polski oraz południową część obecnej Ukrainy. Przedsięwzięcie to kontrolował Hans Frank (1900-1946), który po wojnie został uznany zbrodniarzem wojennym i stracony w Norymberdze. Za swą pierwszą bazę Hans Frank obrał sobie Wawel, czyli dawną siedzibę polskich królów. Tak więc pomimo że architektura Krakowa nie została zniszczona w czasie wojny, tak jak miało to miejsce na przykład w Warszawie, to jednak tego samego nie można powiedzieć o kulturze miasta i jego mieszkańcach.

Już na samym początku wojny Niemcy zdecydowali, że nie zamierzają dzielić miasta z ludnością żydowską. Trzeba wiedzieć, że przed wybuchem wojny, w Krakowie żyło sześćdziesiąt tysięcy Żydów, co stanowiło jedną czwartą całej populacji. Niemiecka okupacja Krakowa rozpoczęła się w dniu 6 września 1939 roku. Wtedy też hitlerowcy zlikwidowali społeczną organizację żydowską i powołali swoją własną, która miała za zadanie zająć się sprawą nie tylko krakowskich Żydów, ale także tych mieszkających na terenie całego kraju. Mowa oczywiście o Żydowskiej Radzie Starszych (z niem. Judenrat). W kwietniu 1940 roku wydano rozkaz, aby Żydzi opuścili Kraków w ciągu najbliższych czterech miesięcy. W tym okresie z miasta ewakuowano trzydzieści pięć tysięcy ludności żydowskiej, wciąż pozostawiając piętnaście tysięcy. Od tamtej pory Kraków stał się stolicą Polski okupowanej przez hitlerowców.

W marcu 1941 roku Niemcy wybudowali getto w dzielnicy Podgórze, na południe od Wisły, w którym zamieszkało dwadzieścia tysięcy Żydów, w tym również Żydów z okolicznych gmin. Bardzo szybko getto stało się miejscem, gdzie ludzie umierali z głodu, a z powodu przeludnienia rozprzestrzeniały się także śmiertelne choroby, nie mówiąc już o niewyobrażalnej brutalności Niemców, którzy mordowali Żydów, kiedy tylko przyszła im na to ochota. Masowe deportacje z getta rozpoczęły się w czerwcu 1942 roku. Wtedy to pięć tysięcy Żydów zostało wysłanych do obozu śmierci w Bełżcu. Z kolei w październiku 1942 roku do Bełżca wywieziono kolejne sześć tysięcy Żydów. Podczas tej akcji naziści rozstrzelali tych, którzy przebywali w szpitalu, domu starców, a także dzieci z sierocińca. W samym getcie śmierć poniosło około kilkuset Żydów. Likwidacją getta zajął się Amon Göth (1908-1946), wysyłając ludzi zdolnych do pracy do nazistowskiego obozu w Płaszowie, zaś innych rozkazywał mordować na ulicach lub w ich domach, a resztę wysyłać na pewną śmierć do Auschwitz. 


Esesmani przed bramą nazistowskiego obozu śmierci w Bełżcu (1942)


Już na samym początku wojny Kraków stracił wielu swoich czołowych myślicieli, a stało się to wówczas, gdy Niemcy aresztowali profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego. Było to 6 listopada 1939 roku. Profesorowie zostali wysłani do niemieckich obozów koncentracyjnych. Polacy, którzy pozostali w Krakowie każdego dnia byli świadkami tego, jak bardzo zmieniło się ich miasto. Sklepy, domy i generalnie całe dzielnice zostały przejęte przez nazistów. Nawet krakowski Rynek utracił swoją nazwę, gdyż został przemianowany na Adolf Hitler Platz. Przez całą wojnę widoczny był opór ze strony krakowian. W mieście działała Armia Krajowa, która planowała tutaj powstanie, które miało być podobne do tego, jakie w sierpniu 1944 roku wybuchło w Warszawie. Ostatecznie decyzja o powstaniu została jednak odwołana, a stało się tak dlatego, iż siły hitlerowskie były tam zbyt duże, podczas gdy wielu młodych i zdolnych do walki krakowian zostało aresztowanych. Brakowało także broni, której można byłoby użyć w ewentualnym powstaniu.

Nie bez powodu przybliżyłam realia, jakie panowały w Krakowie w czasie drugiej wojny światowej. Zrobiłam to dlatego, iż bohater niezwykłej biografii autorstwa amerykańskiej dziennikarki Katriny Shawver był związany właśnie z Krakowem. To tam się urodził, tam dorastał i tam został aresztowany przez Niemców, a potem zamknięty w więzieniu mieszczącym się przy ulicy Montelupich. Miejsce to początkowo pełniło funkcję koszar wojskowych, a znajdowało się w budynku, który od XVI wieku należał do włoskiej rodziny kupiecko-bankierskiej Montelupich. Z kolei w 1905 roku władze austriackie zdecydowały, że będzie tam sąd wojskowy, który wcześniej znajdował się na Wawelu. Potem sąd przekształcono w więzienie. Podczas drugiej wojny światowej w budynku tym znajdowało się hitlerowskie więzienie policyjne, nad którym kontrolę sprawowało Gestapo. W latach 1940-1944 więzionych było tam około pięćdziesiąt tysięcy osób.


Więźniowie z Więzienia Montelupich w 1939 roku


Życie Henryka Zgudy (1917-2003) zapowiadało się naprawdę wspaniale. Był świetnym pływakiem oraz piłkarzem wodnym, a także znał języki obce. Gdyby nie wybuch wojny, wówczas możliwe, że jego życie potoczyłoby się zgoła inaczej. W 1942 roku został aresztowany przez Niemców i uwięziony we wspomnianym wyżej więzieniu przy ulicy Montelupich. Potem został wywieziony do Auschwitz, a stamtąd trafił do nazistowskiego obozu koncentracyjnego w Buchenwald, który funkcjonował od lipca 1937 roku aż do końca wojny. Henryk Zguda przebywał także w niemieckim obozie w Flossenbürg. Przeżył również dramatyczny marsz śmierci, trafiając w końcu do Dachau, gdzie pod koniec wojny został wyzwolony. Życie w powojennej komunistycznej Polsce też nie było łatwe. Nowe władze rozpoczęły masowe prześladowania, których nie uniknął również Henryk. Ostatecznie udało mu się wyemigrować do Ameryki, gdzie poślubił miłość swojego życia i tam zmarł w 2003 roku, mając osiemdziesiąt sześć lat. Nigdy nie zapomniał jednak o pływaniu. Emigracja do Stanów Zjednoczonych była dla niego swego rodzaju ucieczką od świata, który nie był już tym samym, jaki Henryk pamiętał sprzed wojny. Trzeba pamiętać, że nie osiągnąłby tego wszystkiego, gdyby nie przyjaciele, na których mógł liczyć w każdej chwili.

Książka Katriny Shawver to niezwykła relacja o człowieku, który przeżył pomimo ogromnego okrucieństwa, jakie obecne było w nazistowskich obozach koncentracyjnych. Podczas pisania Autorka zadbała o każdy szczegół. Na kartach książki czytelnik poznaje Henryka, który był naprawdę niezwykłym człowiekiem. Do tego dochodzi jeszcze historia tak tragiczna, że można być niemal pewnym, iż z tego piekła nie ma już powrotu do normalnego życia. Katrina Shawver w niesamowicie interesujący sposób ukazuje losy Henryka Zgudy, a całość wzbogacają dodatkowo liczne fotografie. Biografia powstała w oparciu o serię wywiadów, jakie autorka przeprowadziła z Henrykiem Zgudą w latach 2002-2003, czyli tuż przed jego śmiercią. Tak sobie myślę, że jakaś niewidzialna siła musiała kierować tym, że Katrina Shawver mogła spotkać się jeszcze z Henrykiem, aby móc spisać jego wspomnienia, które tak naprawdę są hołdem złożonym wszystkim, którzy tę straszną wojnę przeżyli, a także jej śmiertelnym ofiarom. Takich książek powinno powstawać jak najwięcej, choć z każdym rokiem jest to coraz trudniejsze, ponieważ naocznych świadków tamtych wydarzeń jest już coraz mniej.


Katrina Shawver & Henry Zguda w 2003 roku


Na kartach książki czytelnik poznaje nie tylko wydarzenia, które miały miejsce w życiu Henryka Zgudy, ale także może przeczytać, jak bardzo emocjonalnie do pisania o nich podeszła sama Autorka. Tak więc nie brak również jej własnych spostrzeżeń i uwag. Poza tym czytelnik dowie się też, jak wyglądała Polska przed wojną, zanim Adolf Hitler (1889-1945) postanowił zniszczyć nie tylko kraj, ale przede wszystkim ludzi w nim żyjących. Bohater książki to naprawdę piękna postać niezależnie od tego, jakiego fragmentu życia dotyczy jego opowieść. Bardzo często Henryk wspomina o niezwykłej wewnętrznej sile, która pomagała mu przetrwać najgorsze chwile jego życia. Niektórych może dziwić fakt, iż pomimo wszechobecnego terroru, nigdy nie narzekał na swój los, choć to wcale nie oznacza, że go akceptował. Możliwe, że wynikało to z jego ogromnego pragnienia życia. Właśnie to pragnienie dodawało mu sił, aby przeżyć każdy kolejny dzień. Historia Henryka, choć tragiczna, to jednak daje nadzieję i podnosi na duchu.

Na świecie żyje wielu ludzi, którzy tak naprawdę wciąż niewiele wiedzą o okrucieństwie drugiej wojny światowej. Nie do końca rozumieją także na czym polegał Holokaust. Dlatego też ta książka może być dla nich doskonałym źródłem informacji wypełniających luki w ich wiedzy historycznej. Nie mam słów, aby wyrazić swoje emocje po przeczytaniu tej książki. Ze swej strony mogę być tylko wdzięczna Autorce, że podjęła się tak trudnego tematu. Dla Polaków bardzo ważne jest to, by świat dowiedział się o tym, jak wielki dramat przeżyliśmy, kiedy 1 września 1939 roku hitlerowskie Niemcy napadły na Polskę. Ale przecież to nie wszystko, bo kilkanaście dni później (17 września) to samo zrobił Związek Sowiecki na czele z Józefem Stalinem (1878-1953). Polecam zatem książkę Katriny Shawver każdemu, kto pragnie poznać niezwykłą historię człowieka, który przeżył piekło, a mimo to nigdy się nie poddał i nie stracił wiary w ludzi.





Email: katrina@katrinashawver.com
Strona internetowa Autorki:  katrinashawver.com
HENRYK na Book Depository: Click here
HENRYK na Amazon UK: Click here


Jeśli chcesz przeczytać tę recenzję w języku angielskim, kliknij tutaj.
If you wanto to read this review in English, please click here







piątek, 30 czerwca 2017

Philippa Gregory – „Trzy siostry, trzy królowe”










Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. Dziękuję!


Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Katowice 2017
Tytuł oryginału: Three Sisters, Three Queens
Przekład: Urszula Gardner



Małgorzata Tudor (1489-1541), królowa Szkocji (1503-1513) była najstarszą córką Henryka VII Tudora (1457-1509), króla Anglii w latach 1485-1509, oraz jego żony Elżbiety York (1465-1503), która z kolei była córką Edwarda IV Yorka (1442-1483). Małgorzata urodziła się 29 listopada 1489 roku w Westminster. Jeszcze zanim skończyła sześć lat, rozpoczęły się kilkuletnie negocjacje mające na celu poślubienie przez księżniczkę Jakuba IV Stuarta (1473-1513), króla Szkocji (1488-1513), który popierał Perkina Warbecka (ok. 1474-1499) będącego pretendentem do angielskiego tronu. Perkin Warbeck podawał się bowiem za księcia Ryszarda Shrewsbury (ok. 1473-1483), którego tajemnicza śmierć w murach Tower do dziś spędza sen z powiek brytyjskim historykom. Książę Ryszard był synem króla Edwarda IV Yorka i jego żony Elżbiety Woodville (ok. 1437-1492). Tak więc małżeństwo Małgorzaty Tudor i Jakuba IV Stuarta miało zapobiec tego rodzaju sojuszom, których celem było popieranie uzurpatora do tronu Anglii.

Ostatecznie 8 sierpnia 1503 roku w Edynburgu doszło do ślubu Małgorzaty i Jakuba. Chciwy Henryk VII wyposażył córkę w niezwykle skromny posag, co wywołało konflikt pomiędzy tymi dwoma królestwami, choć towarzyszył temu traktat o wiecznym pokoju. Henryk VII nie zrobił jednak nic, aby zażegnać ten spór. Całe życie Małgorzaty po zawarciu małżeństwa z Jakubem IV było niekończącą się serią intryg. Najpierw w grę wchodziło popieranie przez nią jednej frakcji politycznej, a potem drugiej. Raz było to na rzecz jej ojczystego kraju, zaś innym razem występowano przeciwko Anglii, opowiadając się za Francją. Z kolei zachowanie Małgorzaty zależało głównie od zewnętrznych wpływów na jej osobę.

Małgorzata Tudor
pomiędzy 1520 a 1538 rokiem.

Portret został namalowany
w 1620 roku.
autor: Daniël Mijtens

(1590-1648)
Małgorzata Tudor została koronowana na królową Szkocji w marcu 1504 roku. Do roku 1507 nie doczekali się z Jakubem potomstwa. Pomiędzy rokiem 1507 a 1510 para królewska doczekała się dwóch synów i córki. Niestety, wszystkie dzieci zmarły w okresie niemowlęcym. W 1512 roku Małgorzata urodziła syna, któremu szczęśliwie udało się przeżyć. W 1514 roku został on ogłoszony Jakubem V i tym samym przejął schedę po ojcu. W tym samym roku Małgorzata urodziła także pogrobowca Aleksandra, księcia Ross, który zmarł rok później. Spór z bratem Henrykiem VIII Tudorem (1491-1547) z powodu spuścizny po Henryku VII i ich babce Małgorzacie Beauford (1443-1509), stał się przyczyną wojny, która zakończyła się w Flodden Field, gdzie 9 września 1513 roku zginął Jakub IV, pozostawiając wykonanie swojej ostatniej woli Małgorzacie, która od tej pory pozostawała jedyną opiekunką małego króla Jakuba V Stuarta. Bitwa ta znana jest również jako bitwa pod Branxton, czyli wsi leżącej w hrabstwie Northumberland.

Szkocja podzielona została na dwie partie polityczne. Jedna opowiadała się za sojuszem z Anglią, zaś druga z Francją. Przywódcą tej drugiej był Jan Stuart, książę Albany (ok. 1484-1536). Książę był również następnym w kolejce po synach Małgorzaty kandydatem do szkockiego tronu. Sama Małgorzata z oczywistych powodów skłaniała się ku frakcji angielskiej, natomiast gdy Jan Stuart wrócił z Francji do Szkocji na zaproszenie szkockiego parlamentu wiosną 1514 roku, wówczas konflikt ten niemal wywołał wojnę domową. W tej sytuacji rozpoczęły się więc rozmaite spekulacje na temat ponownego małżeństwa Małgorzaty. Ludwik XII, król Francji (1462-1515), oraz cesarz Maksymilian I Habsburg (1459-1519) byli odpowiednimi kandydatami do ręki młodej wdowy, o czym naturalnie nie omieszkano jej powiadomić. Niemniej, Małgorzata poszła własną drogą i potajemnie poślubiła Archibalda Douglasa, 6. hrabiego Angus (1489-1557). Fakt ten miał miejsce 6 sierpnia 1514 roku.  

Konsekwencją tego małżeństwa było zrażenie do siebie wielu najpotężniejszych arystokratów Szkocji, co uczyniło Małgorzatę całkowicie zależną od Douglasów. Kiedy na korzyść Jana Stuarta dostarczyła tak oczywistego pretekstu radzie do usunięcia jej z funkcji regentki i opiekunki małoletniego króla, wówczas w lipcu 1515 roku książę Albany zamknął Małgorzatę w zamku Stirling, zanim ta zdołała oddać mu swoich synów po tym, jak została zmuszona do kapitulacji. Małgorzata wróciła jednak do Edynburga, lecz przestała już odpowiadać za opiekę nad małym królem. Potem – we wrześniu – uciekła do Anglii, gdzie miesiąc później urodziła córkę Archibalda Douglasa, której nadała imię Małgorzata (1515-1578). Ta mała dziewczynka w przyszłości została hrabiną Lennox i matką Henryka Stuarta, lorda Darnleya (1545-1567) oraz babką Jakuba VI (I) Stuarta (1556-1625), który po śmierci Elżbiety I Tudor (1533-1603) zasiadł na tronie Anglii.


Małgorzata odmawia księciu Albany, Janowi Stuartowi, wydania swoich synów.
Obraz pochodzi z 1859 roku.
autor: John Faed (1819-1902)


Latem 1516 roku Małgorzata udała się do Londynu, zaś Archibald Douglas niezadowolony z postępowania żony, wrócił do Szkocji, gdzie zawarł pokój z Janem Stuartem i tym samym odzyskał odebrany mu majątek. Rywalizacja pomiędzy francuskimi i angielskimi frakcjami w Szkocji była niezwykle skomplikowana z uwagi na prywatne ruchy Hamiltonów i Douglasów, na czele których stali hrabiowie: James Hamilton, 1. hrabia Arran i 2. lord Hamilton (1475-1529), oraz wspomniany wyżej Archibald Douglas, 6. hrabia Angus. Walczyli oni o objęcie władzy w przypadku nieobecności Jana Stuarta w Szkocji, gdyby na przykład  – w tym samym czasie – Henryk VIII Tudor został aresztowany przez Franciszka I Walezjusza (1494-1547). Zaczął zatem narastać konflikt pomiędzy Małgorzatą a jej mężem, a następnie pojawiły się sugestie, aby rozważyła rozwód z Archibaldem Douglasem. Najprawdopodobniej była to propozycja Jana Stuarta, który będąc w Rzymie znalazł nieoczekiwanego sprzymierzeńca w osobie Małgorzaty teraz noszącej tytuł Królowej Matki. Małgorzata czuła się więc opuszczona przez frakcję opowiadającą się za sojuszem z Anglią, a powodem tego był stanowczy sprzeciw jej brata Henryka VIII Tudora dotyczący ewentualnego rozwodu. Kiedy książę Albany wrócił do Szkocji w 1521 roku, wówczas jego relacje z Małgorzatą stworzyły podstawy do oskarżenia go, iż zamierza ją poślubić i w związku z tym sprzyja jej rozwodowi z hrabią Angus. Sugerowano nawet, że Małgorzata jest kochanką Jana Stuarta.

Małgorzata i Henryk podczas pobytu
Erazma z Rotterdamu (ok. 1467-1536)
w Anglii około 1496 roku. 

Obraz powstał w 1910 roku.
autor: Frank Cadogan Cowper
(1877-1958)
Ponieważ książę Albany był mocno popierany przez szkocki parlament, hrabia Angus uznał, iż konieczne jest wycofanie się do Francji. Tak więc przez trzy lata miała miejsce wojna pomiędzy Anglią a Szkocją, która rozgrywała się na granicy tych dwóch państw, lecz w maju 1524 roku książę Albany zobowiązał się do przerwania swojej politycznej działalności i udania się do Francji. W tym samym czasie Henryk VIII Tudor nieustannie dążył do zabezpieczenia swojego siostrzeńca, czyli króla Szkocji. Z kolei Małgorzata balansowała pomiędzy obiema frakcjami politycznymi (angielską i francuską) bez jakiejkolwiek uregulowanej polityki. Jej postępowanie uzależnione było od tego, kto akurat chciał wynieść na tron jej syna. Ostatecznie w lipcu 1524 roku Małgorzata została regentką Jakuba V Stuarta. W tym czasie Królowa Matka zakochała się w Henryku Stewarcie (1495-1552), który był drugim synem Andrew Stewarta, 1. lorda Avondale (?-1513). Małgorzata poślubiła Henryka natychmiast po tym, jak rozwiodła się z hrabią Angus w 1527 roku. 

I tak oto Małgorzata Tudor i jej nowy mąż, któremu nadano tytuł 1. lorda Methven, przez pewien czas sprawowali rządy w imieniu Jakuba V. Lecz gdy jej pragnienie dotyczące zorganizowania spotkania Jakuba z Henrykiem VIII w 1534 roku doprowadziło do frustracji zarówno duchowieństwo, jak i radę królewską, rozczarowana Małgorzata zdradziła bratu pewne tajemnice, co sprawiło, że jej syn oskarżył ją o zdradę, twierdząc, iż za pieniądze stała się angielskim szpiegiem. W 1537 roku chciała więc rozwieść się z lordem Methven, zaś jej pragnienie mogło zostać spełnione w wyniku interwencji Jakuba. Niemniej dwa lata później pogodziła się z mężem, z którym nie miała jednak dzieci. Doprowadzając do końca swoją intrygę zarówno w Szkocji, jak i w Anglii, Małgorzata zmarła 18 października 1541 roku na zamku Methven.

Katarzyna Aragońska
Portret pochodzi z 1502 roku.
autor: Michael Sittow (1469-1525)
Małgorzata Tudor to postać zapomniana przez historyków, a przecież jej życie – jak wynika z powyższego – było dość bogate w rozmaite wydarzenia. Starsza siostra Henryka VIII była kobietą, która wytrwale dążyła do celu. Nie była bynajmniej infantylna. Życie jej nie oszczędzało. Bardzo szybko straciła męża, którego najprawdopodobniej mocno kochała, choć był od niej sporo starszy, i od tego momentu musiała radzić sobie sama. Robiła więc wszystko, aby tylko jej małoletni syn nie utracił tronu Szkocji, który przecież należał mu się po ojcu. Na kartach książki Philippy Gregory czytelnikowi ukazany jest obraz silnej kobiety, która ulega też emocjom i bardzo szybko traci głowę z powodu przystojnych mężczyzn. Małgorzata jest bowiem spragniona miłości, nie tylko tej fizycznej, ale przede wszystkim duchowej. Ona pragnie każdego dnia czuć wsparcie mężczyzny. To pozwala jej wytrwale dążyć do obranego celu. Owszem, popełnia błędy, lecz tego rodzaju postępowanie można przecież łatwo wytłumaczyć. Poza tym Małgorzata – jak mało która kobieta w tamtych czasach – stara się być niezależna, co sprawia, że raczej nie liczy się ze zdaniem mężczyzn, którzy pragną kierować jej życiem. Ona sama obiera własną drogę i wytrwale nią podąża. Nawet jeśli im ustępuje, to robi to tylko przez wzgląd na swego syna.

Philippa Gregory ukazała swoją bohaterkę na tle dwóch innych kobiet związanych z Tudorami. Są to Katarzyna Aragońska (1485-1536), czyli pierwsza żona Henryka VIII, i młodsza siostra Maria Tudor (1496-1533), którą znamy przede wszystkim jako żonę Charlesa Brandona, 1. księcia Suffolk (1484-1545). Mało kto jednak pamięta, że zanim Maria wyszła potajemnie za Charlesa, czym bardzo rozgniewała swojego brata, była żoną Ludwika XII. Król Francji zmarł jednak niedługo po ślubie, co otworzyło Tudorównie drogę do poślubienia księcia Suffolk, w którym była już zakochana od jakiegoś czasu. Plotka głosiła, że Maria znacząco przyczyniła się do zgonu francuskiego króla. Mówiono nawet o truciźnie. Czy tak było naprawdę? Nie wiadomo. Niemniej, jej nagły i potajemny ślub z Charlesem Brandonem stworzył doskonałe podłoże do tego, aby snuć rozmaite przypuszczenia.

Maria Tudor 
Portret pochodzi z pierwszej
połowy XVI wieku.
autor: prawdopodobnie
Jan van Mabuse vel Jan Gossaert
(ok. 1478-1532)
W swojej powieści Autorka skupia się nie tylko na tle historycznym i ukazaniu biografii Małgorzaty Tudor, lecz przede wszystkim stara się jak najdokładniej przedstawić relacje występujące pomiędzy tymi trzema kobietami. Katarzyna Aragońska nie budzi w Małgorzacie sympatii. Już od pierwszych dni pobytu Katarzyny na angielskim dworze, Małgorzata wie, że hiszpańska infantka raczej nie jest w stanie wzbudzić w niej przyjaznych uczuć. Trudno jest jej zaakceptować małżeństwo Katarzyny z Arturem Tudorem (1486-1502), lecz nie może się temu sprzeciwić, bo wówczas musiałaby wystąpić nie tylko przeciwko ojcu, ale też przeciwko babce, która wszak rządzi na dworze i bez jej wiedzy i zgody nic nie może zostać zatwierdzone. Małgorzata nie ukrywa, że Artur jest jej ukochanym bratem, zaś za Henrykiem nie przepada. Niespodziewana śmierć Artura spada na nią niczym grom z nieba, ponieważ od tej chwili nic już nie będzie wyglądać tak samo. Henryk zostaje jedynym męskim spadkobiercą tronu i musi pożegnać się z karierą duchownego. Trzeba bowiem pamiętać, że w czasach Tudorów pierwszy syn był wychowywany na następcę tronu, natomiast drugiemu pisana była kariera duchownego. Wszyscy wiedzą też, jak bardzo Henryk różni się od swojego zmarłego brata. Kiedy natomiast zaczyna się dyskusja o poślubieniu przez Henryka Katarzyny, Małgorzata nie jest już w stanie ukryć swojej antypatii do hiszpańskiej księżniczki. W miarę upływu czasu te negatywne emocje będą się już tylko potęgować, choć Małgorzata będzie starać się nie okazywać tego publicznie, lecz sama przed sobą niczego nie będzie ukrywać. Ona doskonale wie, co jej wolno, a czego nie.

Z kolei w oczach Małgorzaty Maria Tudor jest tą głupszą siostrą, dla której liczą się tylko modne stroje i pałacowe uczty. Taki obraz Marii nieco przypomina ten, który Philippa Gregory przedstawiła w Dwóch królowych, kreując tam literacki portret Katarzyny Howard (1525-1542). Momentami można odnieść wrażenie, że Małgorzata uważa siebie za tę najmądrzejszą i najbardziej inteligentną, zaś jej siostra to dziecko, które nie dostrzega tego, co naprawdę jest ważne i co służy polityce kraju. Bardzo wyraźnie widać tutaj rywalizację pomiędzy tymi trzema kobietami, choć gdy głębiej się nad tym zastanowić, trudno jest pozbyć się wrażenia, że to właśnie Małgorzata, chcąc uchodzić za tą najinteligentniejszą i najbardziej zaradną, stara się umniejszyć pozycję Katarzyny i Marii. Nie bez znaczenia jest tutaj również stosunek Małgorzaty do Henryka VIII. Najbardziej widoczny jest wówczas, gdy król stanowczo sprzeciwia się jej postępowaniu z Archibaldem Douglasem.

Philippa Gregory ponownie zachwyca swoich czytelników. Trzy siostry, trzy królowe to powieść pełna emocji i odkrywająca zapomniane karty historii Anglii. Autorka w niezwykle plastyczny sposób nakreśla wydarzenia minionej epoki, pamiętając przy tym o aspekcie psychologicznym, dzięki czemu czytelnik jest w stanie w pełni zrozumieć motywy, jakimi kierowała się Małgorzata Tudor przy podejmowaniu tej czy innej decyzji. Niniejsza powieść stanowi doskonałą lekturę dla tych, którzy pragną jeszcze głębiej poznać losy Tudorów. Dodatkowy walor stanowi sposób postrzegania znanych już znam faktów, lecz tym razem ma to miejsce z perspektywy Szkocji. Często bowiem pisarze odnoszą się do tamtej epoki, ukazując ją z punktu widzenia Anglii. Zachęcam zatem do sięgnięcia po Trzy siostry, trzy królowe, ponieważ jest to powieść, obok której trudno jest przejść obojętnie.












środa, 7 czerwca 2017

Zofia Mąkosa – Wendyjska winnica. Cierpkie grona










Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. 
Dziękuję!


Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Katowice 2017



W przedwojennej prasie co pewien czas pojawiały się informacje o wedyjskiej, czyli innymi słowy łużyckiej wsi, leżącej w Poznańskiem. Chodzi oczywiście o Chwalim znajdujący się najpierw w powiecie babimojskim, a po 20 grudnia 1920 roku, w powiecie wolsztyńskim pod miasteczkiem Kargowa (z niem. Karge, Unruhstadt) tuż na granicy Śląska z Brandenburgią. Przykładem jest czasopismo Ziemia z 1910 roku, na łamach którego napisano, iż chwalimscy Wendowie są na wymarciu; przez trzydzieści lat nie wpuszczano do wsi ani Niemców, ani Polaków, zaś małżeństwa dobierały się wyłącznie w obrębie ludności tej wsi; do roku 1881 nauka przygotowawcza do konfirmacji (sakramentów) odbywała się w kościele ewangelickim w Kargowej w języku wendyjskim, a dopiero od marca 1907 roku zniesiono tam wendyjskie nabożeństwa. Z kolei podczas spisu ludności w dniu 1 grudnia 1910 roku posługiwanie się językiem wedyjskim – jako ojczystym – podało w powiecie babimojskim sto siedemnaście osób, co z całą pewnością odnosiło się wyłącznie do mieszkańców Chwalimia. Natomiast Wendów pochodzących z powiatu międzyrzeckiego traktowano już jako „wędrowne jednostki”. Z kolei w 1912 roku pisano, że kolonia łużycka w Chwalimiu w Poznańskiem pomału już zanika.

W 1861 roku polski prawnik, historyk i przyjaciel narodu łużyckiego Wilhelm Bogusławski (1825-1901) w Rysie dziejów serbołużyckich wydanych w Piotrogrodzie (Petersburg) pisał: Ogromne zniszczenie Łużyc podczas trzydziestoletniej wojny pobudziło część Dolnołużyczan wysiedlić się do Polski i na granicy jej ze Śląskiem, we wsi Chwalimie nad Obrzycą, założyć osobną osadę, nie łącząc się z Niemcami. Mieszkańcy wsi Chwalima [forma to mylna, w rzeczywistości bowiem ludność mówi Chwalimia, w Chwalimiu, w zgodzie z gramatyczną zasadą tej od imienia Chwalim, Chwalima pochodzącej nazwy dzierżawczej], będąc wyznania ewangelickiego należą do parafii protestanckiej w Kargowie, gdzie się dla nich odprawia nabożeństwo po polsku co dwa tygodnie.

Kazimierz Nitsch
Wcześniej, bo w 1846 roku, w Opisaniu historyczno-statystycznym Wielkiego Księstwa Poznańskiego można było przeczytać takie oto słowa: Wieś Chwalim jest jedyną w całym powiecie przez Słowian wyznania luterańskiego zamieszkałą. Są to Łużyczanie, czyli Wendowie z Dolnej Łużycy. Gdy po najazdach szwedzkich kraj został wyludniony, przybyli między innymi osadnikami Wendowie, założyli osadę oddzielną, nie łącząc się z Niemcami, mimo wspólnego wyznania. Dotąd zachowywali dialekt właściwy, do polskiego zbliżony. Modlą się na książkach polskich gotyckimi głoskami drukowanych, i należą do parafii w Kargowie, gdzie dla nich co dwa tygodnie odbywa się luterskie nabożeństwo w języku polskim. – Widomość udzielona przez obywatela w powiecie zamieszkałego.

Polski językoznawca slawista, historyk języka polskiego i dialektolog Kazimierz Nitsch (1874-1958) podczas swojego życia wędrował po Polsce celem bliższego poznania owych Wendów, którzy bardzo go interesowali. Uważał bowiem, że brak pewności historycznej dość silnie nasuwa podejrzenia odnośnie do autentyczności Wendów. I tak oto w 1906 roku poznał bardzo interesujący pod względem językowym południowo-zachodni kącik Wielkopolski, a były to Dąbrówka nad Zbąszyniem i Nowe Miasto pod Babimostem, od którego niedaleko już na południe, natomiast za jeziorem leżał ów Chwalim. Tak się jakoś złożyło, że Kazimierz Nitsch nie miał czasu na dłuższy pobyt w okolicach Chwalimia, więc pewnego słonecznego dnia rowerem dojechał do wendyjskiej wsi i w jakiejś przydrożnej karczmie zaczął rozmowę po niemiecku z jednym z bywalców tejże karczmy. Posłużył się językiem niemieckim, ponieważ nie chciał urazić owego mężczyzny, który być może nie pałał sympatią do Polaków. Językoznawca pytał zatem o winnice, z których słynął tamten teren, a potem także o pochodzenie swojego rozmówcy. Chciał bowiem upewnić się, że ma do czynienia z rodowitym Chwalimiakiem. Na koniec zapytał go również o jego narodowość i język. Okazało się, że zagadnięty mężczyzna był najprawdziwszym Wendem i mówił po wendyjsku, a przynajmniej tak mu się wydawało. Kazimierz Nitsch nie chciał jednak wyprowadzać swojego rozmówcy z błędu, gdyż na podstawie dalszej już rozmowy stwierdził, że mężczyzna używa czysto polskiej gwary, choć nie była to gwara wielkopolska, lecz śląska. 

Oczywiście na tym się nie skończyło, gdyż językoznawcę coraz bardziej zaczął interesować Chwalim, do którego zawitał po kilku miesiącach. Wtedy też udał się wprost do domu – podobno najwięcej jeszcze wówczas mówiącego po polsku – Macieja Swady-Fiedlera. Był to mężczyzna sześćdziesięcioletni, który mówił całkiem biegle swoim polskim dialektem, a – według małżonki – robił to zwłaszcza wtedy, gdy się z nią kłócił. Z kolei kobieta posługiwała się językiem, który był zbliżony do niemieckiego. Ich trzydziestoletni syn co prawda rozumiał rodziców, lecz po polsku albo nie chciał już mówić, albo ten język sprawiał mu trudność. Najprawdopodobniej w tamtym okresie, czyli na początku XX wieku, chwalimskie dzieci jeszcze rozumiały po polsku, ale mimo to posługiwały się na co dzień językiem niemieckim. W czasie, kiedy Kazimierz Nitsch odwiedzał Chwalim, okolica naprawdę zachęcała do wycieczek. Szczególną uwagę należało wówczas zwrócić na chwalimskie winnice, piękne jezioro wojnowskie, ładny stary kościółek w Nowym Kramsku, czy też kolorowe kobiece stroje w Dąbrówce. Niestety, po pierwszej wojnie światowej winnice zaczęły obumierać, zaś Chawlim został przyłączony do Trzeciej Rzeszy i wrócił do Polski dopiero po zakończeniu drugiej wojny światowej.

Pomnik Poległych na placu
przed Ratuszem w Kargowej
(z niem. Unruhstadt)
Lata przedwojenne.
autor nieznany
Kiedy więc czytelnik na kartach powieści przenosi się do Chwalimia i spotyka Martę Neumann i jej rodzinę, wieś znajduje się pod rządami Berlina. Jest rok 1938. Sytuacja polityczna staje się coraz bardziej napięta. Naziści czują się już pewni swego. Adolf Hitler (1889-1945) jest traktowany niczym bóg, którego należy wielbić bez względu na wszystko. Panuje powszechne przekonanie, że każde działanie Führera nie niesie ze sobą żadnych szkód. Wszystko, co robi Wódz jest dobre, szlachetne i może jedynie sprzyjać Trzeciej Rzeszy, aby wynieść ją na piedestał. Niemcy są kimś na kształt narodu wybranego, zaś cała reszta to nic nieznaczące śmieci, które należy zniszczyć. Oczywiście największą nienawiścią trzeba darzyć Żydów, bo to oni są wszystkiemu winni. I choć do niedawna Żydzi i Niemcy żyli obok siebie i żadnej ze stron nie przeszkadzało kogo tak naprawdę ma za sąsiada, to jednak teraz nikt już o tym nie pamięta. Przerażające jest też to, że nienawiść do obcych wmawia się tym najmłodszym. Dziecięce i młodzieżowe organizacje hitlerowskie robią, co tylko mogą, aby wyprać mózgi i serca swoich podopiecznych z wszelkiej empatii wobec tych, którzy nie są Niemcami.

Marta Neumann uważa siebie za Niemkę, choć w jej rodzinie są także osoby o innej narodowości. Na przykład Janka Kaczmarek, której ojciec był Polakiem. Poza tym jest również nestorka rodu Gertruda Wielgus, która pochodzi z Wendów, czyli Słowian. Staruszka wcale nie ukrywa swojego pochodzenia. Używa wedyjskiego języka i choć ostatnio pamięć płata jej figle, to jednak wciąż opowiada o tym, co było. Tych historii z ogromną ciekawością słucha szczególnie nastoletnia córka Marty – Matylda. Dziewczyna wydaje się być mądrą nastolatką, która wychowywana jest w poszanowaniu wartości, lecz hitlerowska dziewczęca organizacja, do której należy Tila, może to wszystko zmienić. Tam uczą ją przecież bezwarunkowej miłości do Hitlera, a to oznacza, że dziewczyna będzie musiała myśleć zupełnie innymi kategoriami, niż te, jakie wyniosła z rodzinnego domu. Poza tym, ojciec Matyldy – Walter Neumann – jest członkiem partii, a to również do czegoś zobowiązuje.

Rodzina Neumannów jest przykładem typowej przedwojennej wiejskiej familii. Marta odziedziczyła majątek po rodzicach i obiecała im, że nigdy nie opuści gospodarstwa, lecz będzie w nim pracować do końca swoich dni. Z kolei jej mąż Walter to typowy mieszczuch, który w imię miłości do Marty był w stanie zostawić swoje wygodne życie w Berlinie i osiedlić się w Chwalimiu, a właściwie w Altreben, i tam pracować jako urzędnik państwowy. Oczywiście nie zmienia to faktu, że w miarę możliwości pomaga żonie w gospodarstwie. Najbardziej jednak do pracy zaprzęgana jest nastoletnia Tila. Dziewczyna często pracuje ponad swoje siły, co niekorzystnie odbija się na jej działalności na rzecz Rzeszy. Jej nieobecność na zbiórkach natychmiast jest zauważana i odpowiednio komentowana. Nie godzi się bowiem stawiać inne zajęcia ponad miłość do Führera, gdyż niekiedy grozi to nawet bardzo poważnymi konsekwencjami. W gospodarstwie Neumannom pomaga także Janka Kaczmarek, która jest kuzynką Marty. Kobieta ma nieco inne spojrzenie na otaczający ją świat. Pewnego dnia faszystowska ideologia wkrada się jednak w codzienne życie naszych bohaterów i tak naprawdę nie wiadomo już komu można ufać. Możliwe, że ten, kto jeszcze do niedawna wydawał się przyjacielem, teraz pierwszy pobiegnie donieść odpowiednim władzom o przewinieniu brata, siostry, sąsiada, męża czy żony. Tak więc wciąż trzeba być czujnym, a najlepiej jeśli bez słowa sprzeciwu wykonuje się postanowienia Führera i to jemu oddaje się bezgraniczny hołd.


Członkinie Związku Niemieckich Dziewcząt (z niem. Bund Deutscher Mädel; BDM)
W takim mundurze często można spotkać Matyldę Neumann.
Zdjęcie pochodzi z 1935 roku.
fot. Georg Pahl (1900-1963)


W swojej debiutanckiej powieści Zofia Mąkosa ukazuje wzajemne relacje łączące poszczególnych bohaterów. Oczywiście na pierwszy plan wysuwają się tutaj kobiety, które są silne i wiedzą, czego chcą od życia. I choć czasami niektóre z nich postępują lekkomyślnie, nie dbając o własne bezpieczeństwo, a jedynie o stronę emocjonalną swojego życia, to jednak nie są w tym same i mogą liczyć na wsparcie innych. Autorka pokazuje także drugą stronę życia w Altreben. Wśród mieszkańców wsi nie brak bowiem takich, którzy tylko czekają na to, aby sąsiada dotknęło jakieś niepowodzenie, w czym bardzo chętnie pomogą. Teraz kiedy sytuacja polityczna tak bardzo się zmieniła można przecież pomóc losowi i sprawić, że gestapo ochoczo zainteresuje się tym, czy innym delikwentem. 

Cierpkie grona to powieść, w której Zofia Mąkosa pokazuje wojnę od tej drugiej strony. Jest to niespotykana sytuacja, zważywszy na to, że polscy pisarze zazwyczaj przedstawiają wojenne realia wdziane oczami Polaków. W tym przypadku czytelnik ma możliwość poznania tego dramatycznego fragmentu historii z perspektywy zwykłych Niemców. I tak oto widzimy, jak bardzo destrukcyjnie na człowieka wpływa hitlerowska propaganda słyszana w radiu czy na zbiórkach rozmaitych młodzieżowych organizacji. Od najmłodszych lat wmawia się dzieciom, że liczy się tylko rasa aryjska, zaś wszystkich innych należy zniszczyć. Poza tym wiele też mówi się o tym, jak bardzo humanitarni są Niemcy, co tylko świadczy o tym, że nikomu nie wyrządzają krzywdy, a swoich wrogów traktują z szacunkiem. Natomiast wszelkiego rodzaju nazistowskie obozy koncentracyjne, gdzie każdego dnia brutalnie morduje się niewinnych ludzi, to jedna wielka bzdura. Na tej podstawie można wysnuć wniosek, że to Trzecią Rzeszę bezprawnie zaatakowano i teraz musi się bronić, bo przecież to Niemcy padli ofiarą tej okrutnej wojny. Najstraszniejsze w tym wszystkim jest to, że zwykli Niemcy w to wierzą i nie dadzą powiedzieć złego słowa o swoim kraju i jego przywódcy.


A tak z kolei wyglądają chłopcy, w których beztroskie życie wkrada się okrutna
faszystowska ideologia.

Na zdjęciu widać grupę członków Hitler-Jugend
(z pol. Młodzież Hitlera).
Zdjęcie pochodzi z 1933 roku.
autor nieznany

Nie wszystkich bohaterów tej opowieści można polubić. Przyznam, że Marta Neumann przez większą część książki nie wzbudzała mojej sympatii. Można bowiem odnieść wrażenie, że jest to kobieta, dla której liczy się jedynie praca w gospodarstwie, zaś rodzina i jej potrzeby odsuwa na dalszy plan. Jej relacje z mężem, któremu naprawdę na niej zależy, pomimo tego, że nie jest wobec niej do końca uczciwy, są naprawdę złe. Przypuszczam, że gdyby Marta poświęcała więcej uwagi Walterowi, wówczas ten nie szukałby przygód poza domem. Swoją nastoletnią córkę Marta również nie traktuje najlepiej. Wygląda na to, że Matylda stanowi dla niej siłę roboczą w gospodarstwie. Na pewno gdzieś w skrytości nasza bohaterka kocha swoje jedyne dziecko, lecz na zewnątrz praktycznie tego nie pokazuje. Dopiero dramatyczne przeżycia przeplatane chwilami szczęścia sprawiają, że Marta Neumann zaczyna inaczej patrzeć na życie i ludzi, którzy są wokół niej. To wszystko jest tak bardzo realne i wiarygodne, że czytelnik chłonie fabułę powieści niczym gąbka wodę. Autorka nie zapomniała również o problemie Holokaustu, tym razem jednak ukazanego z perspektywy Berlina. 

Moim zdaniem Cierpkie grona to powieść, która zasługuje na szczególną uwagę. W sytuacji, gdy polski rynek wydawniczy zapełniany jest literaturą kobiecą na różnym poziomie, Zofia Mąkosa wychodzi do czytelnika z książką, która zmusza do myślenia i refleksji nad naprawdę trudną niemiecko-polską historią. Autorka stwarza czytelnikowi możliwość dokonania oceny postępowania poszczególnych bohaterów, jak również ukazuje historię powszechnie nieznaną, choć bardzo interesującą.