Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

wtorek, 23 sierpnia 2016

Mark Twain – „Przygody Tomka Sawyera” # 1













Wydawnictwo: VESPER
Warszawa 2012
Tytuł oryginału: The Adventures of Tom Sawyer
Przekład: Jędrzej Polak
Ilustracje z pierwszego wydania książki





Tomek stwierdził, że świat właściwie wcale nie jest taki zły.
Sam o tym nie wiedząc, odkrył wielkie prawo działań ludzkich, a mianowicie: jeżeli chcemy obudzić w mężczyźnie
lub chłopaku pragnienie jakiejś rzeczy, powinniśmy ją przedstawić jako trudną do zdobycia.




Cóż za mądry i spostrzegawczy chłopiec z tego Tomka Sawyera! Już pod koniec XIX wieku wiadomo było, że mężczyźni to „myśliwi”, którzy nie lubią, jeśli coś przychodzi im zbyt łatwo, bo wtedy bardzo szybko się nudzą i tracą zainteresowanie. Czy to stwierdzenie nie jest uniwersalne i ponadczasowe? Oczywiście, że jest. Utwory klasyczne przecież mają to do siebie, że prawdy w nich zawarte są aktualne pomimo upływu lat, a nawet wieków. Dlatego nie warto o nich zapominać. Trzeba je pielęgnować i stale do nich powracać.

W roku 1876 pewien amerykański pisarz, Mark Twain (1835-1910), ukończył powieść, której nadał tytuł Przygody Tomka Sawyera. Odbiorcami jego książki mieli być przede wszystkim młodzi czytelnicy. Głównym bohaterem powieści Autor uczynił tytułowego Tomka Sawyera, który wszystkich dookoła wodzi za nos, a przy tym jest niezwykle inteligentny i zaradny. Jego głowa jest pełna wszelkiej maści pomysłów, a on sam wciąż poszukuje wrażeń, czasami wręcz kosztem innych. Książka została napisana żywym oraz barwnym językiem, jednocześnie oddając wiernie realia ówczesnego życia. Dodatkowy jej walor stanowi wątek kryminalny, oczywiście na miarę literatury dziecięcej. Rzeczywistość przedstawiona przez Marka Twaina to w głównej mierze świat skupiający się na wyobraźni, zabawie i beztroskich chwilach wolności tak charakterystycznych dla okresu dzieciństwa. Młodego czytelnika akcja powieści na pewno będzie trzymać w napięciu, a dodatkowo zapewni mu sporą dawkę humoru. Właśnie te pierwiastki sprawiły, że książka bardzo szybko zyskała sobie rzesze czytelników, natomiast sam Autor w kolejnych latach napisał jeszcze dwa utwory, stanowiące kontynuację przygód niesfornego Tomka. 

Tomek Sawyer
Ilustracja pochodzi z pierwszego
wydania książki (1876)
autor: Truman W. Williams (1839-1897)
Obecnie Przygody Tomka Sawyera również cieszą się popularnością, natomiast młodzi czytelnicy na całym świecie bardzo chętnie i często sięgają po powieść. W oparciu o jej fabułę na przełomie lat nakręcono kilka filmów, zaś nieprzemijające przesłanie książki sprawiło, że została ona na stałe wpisana do kanonu lektur szkolnych. Dzięki temu Autor nie został zapomniany.

Akcja powieści rozgrywa się pod koniec XIX wieku i obejmuje wydarzenia mające miejsce od wiosny do wczesnej jesieni. Fabuła skupia się także na wydarzeniach wcześniejszych, o których wspomina przecież Indianin Joe. Nawiązuje on do okresu, kiedy żył jeszcze mąż pani Douglas. To przecież wtedy pan Douglas kazał wychłostać go za włóczęgostwo przed więzieniem. W konsekwencji fakt ten stał się przyczyną zemsty Mieszańca na wdowie. Z kolei w zakończeniu powieści czytelnik dowiaduje się, iż bohaterowie tej historii są już osobami dorosłymi i teraz wiodą szczęśliwe życie. Tak więc czas dotyczący opowieści o wyczynach małego urwisa jest przeszły względem czasu, w którym narrator zaczyna opowiadać swoją historię.

Mark Twain przenosi czytelnika do niewielkiego miasteczka o nazwie St. Petersburg, które położone jest w Ameryce nad rzeką Missisipi. Lecz nie tylko tam spotykamy bohaterów Przygód Tomka Sawyera. Niektóre wydarzenia mają miejsce także na pobliskiej wyspie Jacksona oraz w jaskiniach McDougala. W powieści odnajdujemy kilka wątków: przygodowy, kryminalny i miłosny. Niemniej, to właśnie przygodowy stanowi trzon całej fabuły. Narrator opowiada o licznych przygodach Tomka, który pomimo swoich, niekiedy wręcz dziwacznych pomysłów, zyskuje podziw dorosłych, w ten sposób stając się bohaterem. Wbrew pozorom Tomek to naprawdę rozsądny chłopiec i dzięki tej roztropności udaje mu się wychodzić cało z każdej opresji.

Z kolei wątek o podłożu kryminalnym związany jest z zabójstwem młodego doktora Robinsona. Przypadkowymi świadkami tego wydarzenia są Tomek i Huck Finn. Obawiając się, że morderca lekarza zemści się na nich, jeżeli odważą się powiedzieć komukolwiek o nocnym zajściu na cmentarzu, chłopcy przysięgają milczeć niczym grób. Ten wątek wiąże się także z szeregiem innych sytuacji pobocznych, które w konsekwencji doprowadzają do tragicznego odkrycia.

Tomek i Huck Finn
Ilustracja pochodzi z wydania
holenderskiego (1910-1919)
autor: Johan Braakensiek (1858-1940)
W powieści jest również obecny pierwiastek miłosny, który ma związek z uczuciami, jakie połączyły Tomka i jego koleżankę Becky Thatcher. Praktycznie już przy pierwszym spotkaniu dziewczynka wzbudza zainteresowanie Tomka, który dostrzegając ją w ogrodzie pragnie za wszelką cenę zwrócić na siebie jej uwagę. Okazuje się, że nawet najsłynniejszy urwis na świecie potrafi być romantyczny. Nie pamięta tylko o tym, że już wcześniej „zaręczył” się z inną dziewczynką. Kiedy fakt ten wychodzi na jaw, Becky jest wstrząśnięta. Trudno się temu dziwić. Wygląda na to, że Tomek nie jest stały w uczuciach! Choć z drugiej strony można przypuszczać, że tym razem chłopiec spotkał wreszcie prawdziwą miłość, gdyż bardzo cierpi z powodu nieprzyjęcia przez Becky jego przeprosin. No cóż… Miłość bywa też i tragiczna, więc jedyne, co mu pozostaje, to uwolnić się od tego męczącego uczucia. Niemniej, chyba jednak dziewczynka jest mu pisana, bo już niedługo okaże się, że staną się nierozłączni.

W powieści pojawia się również postać drugoplanowa. To wspomniany już Huck Finn. Chłopiec jest synem lokalnego pijaka, który zupełnie o niego nie dba. Dziecko wiedzie życie typowego włóczęgi, nie uczęszcza do szkoły, czym wzbudza zazdrość wśród swoich rówieśników. Zazdrościć komuś, że jest nieposłuszny? Dziwne, prawda? Huck Finn jest nieodłącznym kompanem Tomka i bardzo chętnie bierze udział w realizacji jego pomysłów. Chłopiec jest typowym przykładem człowieka, który kiedy raz przyzwyczai się do czegoś, trudno mu potem zmienić owo przyzwyczajenie.

Generalnie Przygody Tomka Sawyera zaliczane są do gatunku powieści przygodowej z elementami kryminału. Linia fabularna książki jest niezwykle żywa i pełna zaskakujących zwrotów akcji. Narrator jest tutaj wszechobecny i wszechwiedzący, lecz jednocześnie zachowuje dystans do przedstawionego świata. Poza tym doskonale zna swoich bohaterów i relacjonuje ich przeżycia z perspektywy obserwatora. Niezwykle wyraźnie swoją obecność zaznacza w zdaniach kończących książkę, gdzie wyjaśnia, dlaczego akurat w tym momencie musi przerwać opowieść. Narrator charakteryzuje bohaterów w sposób bezpośredni, natomiast odbiorca poznaje ich poprzez działania, jakie podejmują, a także ich wypowiedzi. Sama kreacja postaci jest niezwykle szczegółowa. Autor wiernie oddał stan psychiczny dzieci, ukazując świat widziany właśnie z ich perspektywy. Bez wątpienia język powieści jest prosty, barwny oraz żywy. Autor doskonale dostosował go do odbioru przez najmłodszych czytelników. Istotnym elementem jest komizm sytuacyjny, a także komizm postaci i ich wypowiedzi. To sprawia, że obecne w powieści chwile grozy nie są już tak przerażające.

Przygody Tomka Sawyera dodatkowo zostały zabarwione obyczajowością dziewiętnastowiecznego amerykańskiego społeczeństwa. Obecna jest tutaj wiara w zabobony i wszelkiego rodzaju przesądy. Generalnie życie mieszkańców miasteczka upływa bez większych wrażeń i emocji. Dorośli trudnią się pracą, żyją we wzajemnej zgodzie, wobec siebie są życzliwi oraz chętni do ewentualnej pomocy i wsparcia. Z kolei dzieci chodzą do szkoły i szkółki niedzielnej. Istotnymi wydarzeniami w ich życiu są wizyty ważnych osobistości w miasteczku, których przyjmują z honorami. Natomiast każdej niedzieli czynnie uczestniczą w nabożeństwie. Utrapieniem matek jest jedynie Huck Finn. Dla tej małomiasteczkowej społeczności niezwykle ważne jest także poczucie wspólnoty. Bardzo dokładnie widać to w memencie poszukiwań Tomka i Becky, w których uczestniczą wszyscy mieszkańcy, starając się wesprzeć zrozpaczonych rodziców dziewczynki i ciotkę Polly. Tę senną atmosferę miasteczka burzą jedynie sporadyczne i nieprzewidziane wydarzenia.


Tomek & ciotka Polly
Kadr pochodzi z filmu zrealizowanego na podstawie książki w 1938 roku.
W roli Tomka wystąpił Tommy Kelly (1925-2016), natomiast
ciotkę Polly zagrała Mary Robson (1858-1942).
reż. Norman Taurog (1899-1981) & George Cukor (1899-1983)

Egzystencja mieszkańców została ukazana w powieści pośrednio i pobieżnie, co stanowi swego rodzaju tło dla ogółu fabuły. W tym miejscu należałoby też wspomnieć o sytuacji rodzinnej głównego bohatera, ponieważ nie jest ona bez znaczenia. Tomek Sawyer jest sierotą, którego wychowuje ciotka Polly. Ze starszą panią łączą go dość specyficzne więzi emocjonalne, choć jednocześnie są one bardzo silne. Wbrew pozorom ciotka Polly darzy chłopca szczerą i bezgraniczną miłością. Niemniej, w swoim postępowaniu zawsze stara się kierować dobrem Tomka, wierząc, że wychowa go na prawego człowieka, co jednocześnie stanowi dla niej spore wyzwanie. Ciotka Polly twierdzi, że Tomek ma przysłowiowego diabła za skórą, a w efekcie swoich dziwacznych wyczynów ściąga nieszczęście nie tylko na samego siebie, ale także na nią jako na dobrą chrześcijankę. Pamiętajmy, że ciotka wychowuje chłopca zgodnie z pewnymi ściśle określonymi regułami. Karci go za przewinienia, a nawet stosuje kary cielesne, choć robi to z wielkim bólem serca. Kobieta wciąż ma poczucie, iż nie wypełnia właściwie swoich obowiązków wobec dziecka, gdyż Tomek niejednokrotnie odwraca jej uwagę lub stara się ją rozśmieszyć, co sprawia, że Polly zapomina o jego złych czynach. Do kwestii opieki nad chłopcem podchodzi niezwykle poważnie, ponieważ za nic nie chce poczuć się winną jego ewentualnej zguby. Bardzo często mu nie ufa, będąc świadomą jego kłamstw i wykrętów, lecz pomimo to zawsze otacza go opieką i troską, zamartwia się o jego dobro, jak również dba o jego zdrowie, podając mu rozmaite, wręcz dziwaczne leki. Natomiast kiedy Tomek nagle znika, Polly nie ukrywa swojej rozpaczy i modli się o jego rychły powrót.

Mark Twain przy pracy (1880)
autor: Truman W. Williams
Jak zatem przedstawiają się uczucia Tomka Sawyera względem ciotki? Otóż chłopiec również darzy starszą panią miłością, lecz z drugiej strony doskonale potrafi wykorzystać jej dobroć i naiwność. Wymyśla rozmaite sposoby, aby Polly była zadowolona, przy czym wkłada w to jak najmniej wysiłku. Pomimo że dość często sprawia jej przykrość, to jednak zawsze odczuwa wyrzuty sumienia z tego powodu i potrafi usprawiedliwiać swoje postępowanie brakiem rozsądku i zapalczywością. Dodatkowo Tomek ma świadomość, iż wielokrotnie poprzez swoje negatywne postępowanie sprawia ciotce przykrość. Prawdziwe uczucia wobec Polly uwidaczniają się w momencie, gdy widzi ją zapłakaną i zanoszącą modlitwy do Boga o jego powrót do domu.

Relacje Tomka z ciotką Polly to klasyczny przykład relacji dziecka z osobą dorosłą. Kobieta na pierwszym miejscu stawia wychowanie chłopca zgodnie z przyjętymi zasadami, kierując się przy tym jego dobrem i poczuciem odpowiedzialności wobec niego. Z kolei Tomek twierdzi, iż nie potrzebuje kontroli osób dorosłych, zaś reguły, jakie narzuca mu ciotka, stanowią dla niego wyłączne ograniczenie jego wolności. Tak naprawdę łączy ich szczera i silna miłość. Różnicę stanowi jedynie fakt, iż ciotka Polly jest tego świadoma, natomiast Tomek za nic nie potrafi przyznać się otwarcie do swoich prawdziwych uczuć.










sobota, 20 sierpnia 2016

Lucyna Olejniczak – „Kobiety z ulicy Grodzkiej. Hanka” # 1














Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 2015






W dawnych epokach rzucanie klątwy było dość powszechnym zjawiskiem. Tego rodzaju praktyk dopuszczały się przede wszystkim kobiety, które przez otoczenie uważane były za wiedźmy wchodzące w konszachty z diabłem. Za rzucenie klątwy groziła wówczas najsurowsza kara. Rzekoma czarownica musiała bowiem liczyć się z tym, że skończy na stosie trawiona płomieniami ognia. Rzadko zdarzało się, aby kobieta, którą posądzono o rzucenie klątwy czy czary wyszła z tego cało. Nie zawsze jednak przekleństwo związane było z uprawianiem magii. Niekiedy ofiarą oskarżeń mogła paść również albo zbyt urodziwa, albo też zupełnie pozbawiona urody niewiasta. W minionych wiekach ludzie byli tak bardzo przesądni i zabobonni, że często każde odmienne zachowanie traktowali jako znak pochodzący od sił piekielnych. Wystarczyło „złe spojrzenie”, aby móc skazać kogoś na śmierć w męczarniach lub na okrutne tortury, które praktycznie niczym nie różniły się od skonania na stosie. Jeśli już ktoś rzucił klątwę na wroga, to z reguły przekleństwo miało dotyczyć co najmniej kilku pokoleń jego rodziny. Niejednokrotnie złorzeczyły osoby, które leżały już na łożu śmierci i doskonale wiedziały, że nie zostaną poddane ani torturom, ani też nikt nie skaże ich na śmierć w płomieniach, natomiast wróg do końca swoich dni nie będzie mógł zaznać spokoju i każde życiowe niepowodzenie będzie przypisywał klątwie.

Wizerunek z nagrobka Jakuba Boboli,
który znajdował się w kościele
Wszystkich Świętych
w Krakowie

Wizerunek pochodził z pierwszej
połowy XIX wieku.
autor: Bogumił Gąsiorowski (?)
Przenieśmy się teraz do Krakowa na ulicę Grodzką. Źródła historyczne podają, że powstała ona w 1257 roku, a jej nazwa wzięła się stąd, iż prowadziła do grodu, czyli do zamku. W dawnych wiekach ulicę Grodzką nazywano również ulicą świętego Jędrzeja lub Zamkową. Jest to najdłuższa ulica Krakowa. Niegdyś, na ulicy Grodzkiej, idąc od strony rynku można było natrafić na nieistniejący już dziś kościół pod wezwaniem Wszystkich Świętych, który w 1333 roku został wybudowany w miejsce drewnianego kościółka. 

Źródła historyczne z 1386 roku podają, że kościół wzniesiono z inicjatywy pobożnego rycerza Jakuba Boboli (?), natomiast kronikarz Jan Długosz (1415-1480) twierdzi, iż rycerz ten wywodził się z rodu Leliwitów i przybył do Polski z Nardenii. Po zburzeniu świątyni, jeszcze przez kilka lat można było podziwiać jej wysoką wieżę, którą remontowano, lecz mimo to została ona ostatecznie zburzona w 1842 roku. Przy kościele funkcjonowała także szkoła założona przez krakowskiego kanonika Macieja Miechowitę (1457-1523), który zasłużył się również jako kronikarz, historyk, geograf, profesor, pisarz medyczny oraz lekarz. Według niektórych źródeł, w 1549 roku w murach szkoły zamordowano kilku jej uczniów.

Na kartach pierwszego tomu sagi rodzinnej autorstwa Lucyny Olejniczak, na ulicy Grodzkiej znajduje się kamienica, w której mieści się znana w całym Krakowie apteka. Jej właścicielem jest Franciszek Bernat. Każdy, kto go zna darzy mężczyznę wielkim szacunkiem i liczy się z jego wiedzą farmaceutyczną. Nie może być inaczej, skoro Bernat wiele razy pomógł chorym mieszkańcom Krakowa, polecając odpowiednie lecznicze specyfiki, które niemalże natychmiast przynosiły ulgę w cierpieniu i leczyły schorzenia, na które – wydawałoby się – nie ma ratunku. Tak więc Franciszkowi Bernatowi naprawdę nie można niczego zarzucić. Niestety, aptekarz posiada też drugą twarz, o której mało kto wie, a jeśli już czegoś się domyśla, to nie mówi o tym głośno, a jedynie szepcze gdzieś po kątach. Otóż słabością krakowskiego aptekarza są kobiety. Pomimo że od lat jest żonaty, to jednak ten fakt nie przeszkadza mu nastawać na młode i niewinne dziewczyny. Trzeba wiedzieć, że żadnej ze swoich służących Franciszek nie przepuści. Im panna bardziej się broni, tym Bernat odczuwa większą satysfakcję.

Nie dziwi więc fakt, że młode dziewczyny zachodzą z Franciszkiem w ciążę. Niemniej jego bękarty nigdy nie mogą ujrzeć światła dziennego. Bernat nie może przecież stracić reputacji i zniszczyć sobie wizerunku, na który tak długo pracował. A zatem pozbywa się niechcianych dzieci w okrutny sposób przy udziale wspólnika, który milczy niczym grób. Z kobietami, które obdarzyły go nieślubnymi dziećmi również się nie patyczkuje. Dziewczyny albo umierają podczas porodu, albo – na wyraźne polecenie aptekarza – wracają zhańbione tam skąd przyszły. Z żoną Klementyną także nie obchodzi się lepiej, lecz ona ma nad nim tę przewagę, że w każdej chwili może obdarzyć Franciszka upragnionym synem, któremu ten pozostawi kiedyś aptekę „Pod Złotym Moździerzem” i wykształci na szanowanego farmaceutę.

Widok na ulicę Grodzką w Krakowie
w stronę Rynku Głównego (1908)

autor: Franciszek Klein (1882-1961)
Pewnego dnia w piwnicy w kamienicy przy ulicy Grodzkiej przez trudy porodu przechodzi Hanka – jedna z dziewczyn zapłodnionych przez Franciszka. W tym samym czasie żona Bernata wydaje na świat martwą córeczkę. Akuszerka, która właśnie asystuje przy porodzie Hanki, doskonale wie, co czeka zarówno Hankę, jak i jej nowo narodzone dziecko. Ponieważ służąca także rodzi dziewczynkę, akuszerka postanawia ratować jej dziecko. Zamienia zatem noworodki i tym samym dziecko z nieprawego łoża staje się ślubną córką okrutnego aptekarza. Niczego nieświadoma uszczęśliwiona Klementyna nadaje dziewczynce imię Wiktoria i dziękuje Bogu, że wreszcie wysłuchał jej modlitw i zesłał dziecko, które urodziło się żywe. Do tej pory Klementyna albo traciła ciążę, albo rodziła martwe dzieci. Można sobie zatem wyobrazić, jak bardzo jest szczęśliwa, kiedy widzi, że noworodek jest zdrowy i silny.

Tymczasem Franciszek nakazuje natychmiast pozbyć się dziecka Hanki. Dziewczyna nie znając prawdy o zamianie noworodków przeklina Bernata na łożu śmierci i oddaje ducha Bogu. W całym tym zamieszaniu akuszerka nie zdążyła bowiem powiadomić Hankę o tym, co właśnie zrobiła z jej córeczką. Klątwa młodej służącej ma od tej chwili spaść nie tylko na aptekarza, ale także na wszystkie jego dzieci. Umierając Hanka nie miała pojęcia, że przeklina również swoją maleńką córeczkę. Jak zatem potoczą się losy Wiktorii, którą w nieświadomości przeklęła własna matka? Czy Franciszek Bernat zazna kiedykolwiek spokoju? A może słowa zhańbionej umierającej Hanki już zawsze będą dźwięczeć w jego uszach i nie pozwolą spać spokojnie? Czy jest jeszcze jakakolwiek szansa na to, aby odwrócić zły los? Czy prawda wyjdzie kiedyś na jaw?

Ulica Grodzka – widok
w kierunku kościoła św. Andrzeja (1908)

autor: Franciszek Klein
Sięgając po pierwszą część Kobiet z ulicy Grodzkiej nie oczekiwałam zbyt wiele, pomimo że uwielbiam sagi rodzinne z historią w tle. Ostatnio poważnie zawiodłam się na historii napisanej w podobnym klimacie, więc tym razem nie chciałam się rozczarować, dlatego podeszłam do Hanki z dystansem. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie, ponieważ książka już od pierwszej strony wciągnęła mnie tak bardzo, że nie potrafiłam oderwać się od niej dopóki nie przeczytałam ostatniego zdania. Nie dość, że pomysł na powieść rewelacyjny, to jeszcze dodatkowo warsztat pisarski bez zarzutu.

Akcja Hanki rozpoczyna się pod koniec XIX wieku, a dokładnie w 1890 roku. Po śmierci tytułowej bohaterki, to Wiktoria staje się tą, która zajmuje centralne miejsce w tej historii. Dlaczego zatem tytuł Hanka? Ponieważ przez całą powieść bohaterom towarzyszy klątwa, którą kobieta rzuciła na łożu śmierci. To jej skutki będą odczuwane praktycznie na każdym kroku i nie wiadomo tak naprawdę czy kiedykolwiek coś się w tej kwestii zmieni. Czytelnik obserwuje jak Wiktoria dorasta, staje się coraz bardziej samodzielna, aż w końcu odkrywa w sobie zamiłowanie do farmacji. Dziewczyna pragnie bowiem za wszelką cenę studiować, aby potem móc przejąć aptekę po ojcu. Jesteśmy także świadkami jej pierwszych miłosnych uniesień. Wiktoria bardzo różni się od swojego ojca pod względem charakteru. Jest otwarta i cierpi, kiedy widzi niedolę innych. Potrafi zaopiekować się słabszymi, którzy sami nie mogą tego zrobić. To bardzo rozsądna bohaterka, która bynajmniej nie może powiedzieć, że życie ją oszczędza i rozpieszcza. O wszystko musi walczyć i zdobywać własnymi siłami. W dodatku na jaw wychodzą także rodzinne tajemnice, z którymi dziewczyna będzie musiała sobie poradzić, a ich skutki doprowadzą do naprawdę dramatycznych sytuacji.

Moim zdaniem Lucyna Olejniczak stworzyła fascynującą historię, która pozwala czytelnikowi przenieść się do Krakowa z przełomu wieków i wraz z bohaterami odkrywać coraz to nowe rodzinne sekrety. Nie brak też opisów historycznego Krakowa, a te sprawiają, że jesteśmy w stanie oczami wyobraźni ujrzeć tamte magiczne, nieco senne miejsca, których dziś już nie ma albo ich wygląd tak bardzo się zmienił, że nie przypominają tych sprzed wielu, wielu lat. Jestem przekonana, że miłośnicy sag rodzinnych z historią w tle nie będą zawiedzeni, jeśli sięgną po Kobiety z ulicy Grodzkiej. Książka jest doskonałą lekturą również dla tych, którzy uwielbiają Kraków i jego niezwykły klimat.











wtorek, 16 sierpnia 2016

Santa Montefiore – „Francuski ogrodnik”

















Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2009
Tytuł oryginału: The French Gardener
Przekład: Anna Dobrzańska-Gadowska





Latem, tuż po skończeniu powieści Morze utraconej miłości, Santa Montefiore często odpoczywała w swoim rodzinnym domu w Hampshire. Tam zwykła przesiadywać w pięknym ogrodzie i była z tego powodu niesamowicie szczęśliwa. Cieszyła się, że tak naprawdę nigdy nie opuściła domu, w którym się wychowała. Chociaż Autorka na stałe mieszka w Londynie, to jednak weekendy i święta spędza w domu na farmie rodziców, gdzie dorastała wraz z bratem i siostrą. Jej brat również posiada podobny dom i bardzo często rodzeństwo wraz ze swoimi dziećmi spędza tam idylliczne chwile, spacerując po pobliskim lesie, uprawiając warzywa, dbając o kwiaty, łapiąc motyle i dokarmiając ptaki, tym samym rozkoszując się pięknem okolicy i czerpiąc z niej swego rodzaju magię. Tak więc pewnego dnia Santa Montefiore odpoczywała w ogrodzie i obserwowała dzieci wdrapujące się na traktor, którego ogrodnik Simon używał do koszenia trawników. Dzieciaki śmiały się, zaś Simon prowadził traktor tak, jakby ich tam wcale nie było. Pisarka myślała wtedy o nasionach słonecznika, które właśnie zostały zasiane w szklarni oraz o robakach, które jej córka znalazła w ziemi. Potem pomyślała o rodzicach, którzy zazwyczaj byli bardzo zajęci własnym życiem. Wtedy oczami wyobraźni ujrzała ich jak spacerują po ogrodzie wraz z Simonem, omawiając kwestie uprawy ogrodu i słuchając mądrych sugestii ogrodnika.

Kilka lat wcześniej zmarł stary ogrodnik Peter i nie zadbał o to, aby na swoje miejsce zaproponować kogoś innego. Wtedy też rodzice Santy Montefiore skupili się na uprawie warzyw, co było dla nich stosunkowo prostą pracą. Autorka wiedziała bowiem, że jej mama zawsze marzyła o tym, aby mieć piękny ogród, lecz nie była w stanie pracować w nim sama. Wtem na progu domu stanął Simon i powiedział, że chciałby wynająć jeden z domków znajdujących się na terenie posiadłości. Był leśniczym i ogrodnikiem. Tak więc początkowo rodzice Santy poprosili go, aby popracował w ogrodzie przez kilka najbliższych poranków. Wkrótce jednak poranki zamieniły się w dni, a Simon zaczął pracować w pełnym wymiarze godzin. I wtedy też rodzina Santy Montefiore spędzała coraz więcej czasu w ogrodzie, a kiedy dzieci nieco podrosły, wówczas z zapartym tchem obserwowano, jak idą w ślady swoich rodziców, powielając ich ogrodowe zabawy. To właśnie ogrodnik Simon stał się dla Autorki inspiracją do napisania Francuskiego ogrodnika. Santa Montefiore chciała bowiem stworzyć historię dotykającą prostych czynności dających mnóstwo radości, którą można czerpać z natury. Przecież oglądanie filmów na DVD czy granie w gry komputerowe można łatwo zastąpić bardziej zdrowszymi zabawami na świeżym powietrzu.

Pewnego dnia Santa Montefiore wygłosiła referat, po którego zakończeniu jakaś kobieta, kładąc rękę na jej ramieniu, zapytała czy Autorka kiedykolwiek rozważała napisanie powieści o czymś innym niż miłość. Santa uznała to pytanie za nieco dziwne. Bo czy jest coś innego, o czym można pisać? Przecież miłość to uczucie, które motywuje nas do działania. Miłość jest także tym, co sprawia, że stajemy się lepszymi ludźmi. Miłość inspiruje nas do stawania się wielkimi. W obliczu śmierci nikt nie myśli o niczym innym, jak tylko o ludziach, którzy nas kochają. Tak więc odpowiedź Autorki na to pytanie brzmiała: NIE. Uważa ona bowiem, że miłość zawsze będzie znajdować się w samym centrum jej opowieści, tak samo, jak jest ona obecna w jej życiu. 


Fragment typowego angielskiego ogrodu


To tyle, jeśli chodzi o genezę powstania Francuskiego ogrodnika. Oczywiście inspiracją stał się jeszcze dodatkowo piękny ogród zaprojektowany przez Georgię Langton, który znajduje się w Dorset. Niemniej postać tytułowego bohatera powstała w oparciu o ogrodnika Simona. Skupmy się zatem teraz na samej powieści. Otóż pewnego dnia Miranda i David Claybourne decydują się na kupno domu w niewielkiej miejscowości o nazwie Hartington. Posiadłość od dwóch lat stoi pusta, ponieważ jej poprzedni właściciele nagle wyjechali i tak naprawdę nikt nie wie dokąd się udali. Wśród miejscowej społeczności byli bardzo lubiani i każdy mile ich wspomina. Z kolei Claybourne’owie to ludzie nieprzyzwoicie bogaci. David pracuje w londyńskim City jako bankowiec, zaś Miranda jest dziennikarką, która na zlecenie pisuje artykuły do poczytnych gazet. Małżonkowie mają dwoje dzieci: Gusa i Storm.

Niestety, David nie może spędzać w Hartington House tyle czasu, ile chciałaby Miranda, ponieważ mężczyzna jest tak bardzo zapracowany, że w ciągu tygodnia nie jest w stanie wyrwać się z Londynu. Może to zrobić jedynie w weekendy, ale mimo to jego wizyty w wiejskiej posiadłości nie należą do najbardziej udanych. Jest zmęczony i wciąż myśli o swoim życiu w Londynie. Nie ma więc z niego praktycznie żadnego pożytku. Wszystko tak naprawdę spada na Mirandę. To ona musi zadbać o dom i dzieci, zaś David dostarcza jedynie środki finansowe, aby jej w tym pomóc. Mężczyzna poważnie zaniedbuje też swoje dzieci. Mała Storm wydaje się nie dostrzegać nieobecności ojca, lecz starszy Gus cierpi z tego powodu, choć nie mówi o tym głośno. O jego tęsknocie za ojcem świadczy zachowanie chłopca. Gus sprawia bowiem poważne kłopoty wychowawcze. Nauczyciele w szkole są z niego niezadowoleni, a koledzy praktycznie przed nim uciekają, żeby ten przypadkiem nie zrobił im krzywdy. W dodatku Gus ma w perspektywie wyjazd do szkoły z internatem, co jeszcze dodatkowo pobudza jego agresję wobec otoczenia.

Wydanie z 2012 roku
Jak wiadomo, ludzie bogaci raczej nie pozwalają sobie na to, aby pracować fizycznie. Tego rodzaju pracę wykonują za nich ci, którym w życiu trochę gorzej się powiodło. Tak też jest w przypadku Claybourne’ów. Pewnego dnia decydują się bowiem na zatrudnienie kucharki, sprzątaczki i… ogrodnika. Nie jest to jednak takie proste, jak mogłoby się wydawać. O ile z kucharką i sprzątaczką nie mają większych problemów, to w przypadku ogrodnika sprawa nieco się komplikuje. W dodatku ogród w Hantington House jest bardzo zaniedbany, a miejscowi mieszkańcy nie ukrywają, że za poprzednich właścicieli posiadłości był on niezwykle piękny, co oczywiście było zasługą kobiety, która tam wcześniej mieszkała. Miranda nie ukrywa zatem, że jest jej trochę wstyd, iż nie potrafi zadbać o odpowiedni klimat swoich włości. Dlatego też daje ogłoszenie i czeka, aż w progu jej domu pojawi się ogrodnik…

Akcja Francuskiego ogrodnika rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych i podzielona jest na cztery pory roku. Z jednej strony czytelnik poznaje historię Mirandy i Davida oraz ich dzieci, którzy żyją współcześnie, zaś z drugiej cofamy się o prawie trzydzieści lat i wkraczamy w świat poprzednich właścicieli Hantington House. Ta druga historia kryje bowiem w sobie szereg tajemnic i ludzkich dramatów, które po latach znów odżyją i upomną się o wyjaśnienie. Poznamy zatem losy dwojga ludzi, których życie głęboko doświadczyło, ale też sprawiło, że nie zamieniliby tamtych chwil na nic innego. Oczywiście w samym centrum tego wszystkiego jest wielka, tragiczna, ale też prawdziwa miłość, która jest w stanie przetrwać lata pomimo rozłąki. Złożone obietnice są ważniejsze, aniżeli to, czego oczekują od bohaterów inni. Z drugiej strony jednak historia tych ludzi to pasmo dokonywania dramatycznych wyborów i świadomość, że bez względu na to, jaką decyzję podejmą, ktoś na pewno będzie cierpiał. Można oceniać bohaterów i twierdzić, że postępują nieodpowiedzialnie, myśląc jedynie o sobie i oszukując tych, którzy im zaufali, lecz w ich przypadku liczą się w głównej mierze uczucia, nad którymi nie potrafią zapanować.

Francuski ogrodnik to także opowieść o rodzinie. To historia dwóch – wydawałoby się, że bardzo różniących się od siebie wzajemnie rodzin – lecz tak naprawdę niezwykle podobnych i kierujących się praktycznie tymi samymi uczuciami i zasadami. Miranda i David – choć nieprzyzwoicie bogaci – są także nieszczęśliwi. W pewnym momencie fundamenty życia, jakie zbudowali zaczynają się chwiać i pewnego dnia może dojść do tego, że ich dom po prostu runie. Nie chodzi tutaj bynajmniej o Hantington House, który można byłoby łatwo odbudować. Sprawa jest znacznie poważniejsza i tylko od nich samych zależy, czy będą w stanie sprostać problemom, które sami wygenerowali.

Jedno z wydań brytyjskich
Santa Montefiore skupia się także na bardzo ważnej kwestii, jaką jest rodzicielstwo. Otóż nie zawsze zaspokajanie wszystkich zachcianek dzieci powoduje, że są one szczęśliwe. Bardzo często dla naszych dzieciaków istotniejsza jest obecność w ich życiu kochającego rodzica, który może poświęcić im czas, niż kolejny wypasiony prezent. Pod tym względem fabuła powieści jest niezwykle pouczająca, ponieważ wytyka współczesnym zapracowanym rodzicom ich błędy wychowawcze. Dobrze jeśli rodzic na czas zda sobie sprawę z własnych błędów, lecz znacznie gorzej będzie wtedy, gdy mama czy tata nadal będą brnąć w swój egoizm i chęć zarabiania coraz większych pieniędzy. Wtedy ich dzieci na pewno nie będą szczęśliwe. Może też przyjść taki moment, kiedy dzieciaki uczuciem obdarzą kogoś całkiem im obcego, kto poświęca im swój czas i sprawia, że czują się zauważone i ważne.  W takiej sytuacji wysoce prawdopodobne jest, że po prostu odwrócą się od biologicznych rodziców, zapominając o ich istnieniu.

Moim zdaniem Francuski ogrodnik to powieść z jednej strony lekka i przyjemna, zaś z drugiej posiadająca drugie dno, które należy odkryć, aby dobrze zrozumieć jej przesłanie. Na pewno nie jest to książka, którą czyta się dla zabicia czasu, bo nie ma nic lepszego pod ręką. Fabuła jedynie z pozoru sprawia wrażenie mało ambitnej i skonstruowanej według utartych schematów. Miłość pokazana jest tutaj na różnych szczeblach, czyli pomiędzy małżonkami, kochankami oraz rodzicami i dziećmi. Ta ostatnia zawsze będzie najważniejsza, choćbyśmy nie wiadomo co robili. Uczucie do dziecka wygra ze wszystkim innym i żadna konkurencja mu nie zagrozi.

Na koniec chciałabym zwrócić uwagę jeszcze na jeden problem. Otóż Santa Montefiore pokazuje też czytelnikowi, jak bardzo ludzkie opinie i złośliwości mogą być krzywdzące. Poprzez kreację jednej z bohaterek daje nam do zrozumienia, że tak naprawdę nie wygląd zewnętrzny jest najważniejszy, lecz nasza osobowość. Henrietta Moon jest bowiem postacią, która daje nadzieję kobietom popadającym w kompleksy i uważającym, że tak naprawdę nic dobrego już ich w życiu nie spotka i do końca swoich dni skazane są na samotność w czterech ścianach własnych domów.

Henrietta to bohaterka, z którą może identyfikować się wiele współczesnych kobiet. Dlatego też ważne jest, aby w pobliżu takiej osoby byli ludzie, którzy swoim zachowaniem nie będą wpędzać jej w jeszcze większe kompleksy, lecz pomogą spojrzeć na życie z drugiej, tej lepszej strony. Bo przecież każdy człowiek jest piękny, zaś jego piękno na pewno nie jest wyrażone poprzez atrakcyjność fizyczną, jak próbuje nam często wmówić dzisiejszy świat. Myślę, że Francuski ogrodnik to powieść, po którą naprawdę warto sięgnąć, ponieważ jest to książka dająca nadzieję i sprawiająca, że – choć przez chwilę – jesteśmy w stanie inaczej spojrzeć na życie.








sobota, 13 sierpnia 2016

Agnieszka Wojdowicz – „Niepokorne. Judyta” # 3















Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. Dziękuję!



Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA
Warszawa 2016




Kiedy pomyślę o latach 1905-1907, wówczas pierwsze, co przychodzi mi na myśl to bunt przeciwko absolutyzmowi carskiemu. Zaczęło się jednak od wojny rosyjsko-japońskiej. Na początku XX wieku na Dalekim Wschodzie doszło do zaostrzenia konfliktu pomiędzy Rosją a Japonią, która stawała się krajem coraz bardziej ekspansjonistycznym. Rosjanie nie chcieli bowiem zgodzić się na japońską dominację w Korei* i pomimo pojawienia się pojednawczych gestów ze strony Japończyków, pewna swych możliwości Rosja nadal dążyła do konfrontacji. Tak więc w 1905 roku japońska armia wkroczyła na tereny Korei, natomiast marynarka wojenna zablokowała Port Artur, gdzie znajdowała się rosyjska flota Pacyfiku. Wtedy też Rosja odpowiedziała wysłaniem swoich wojsk przeciwko Japonii. Niemniej, w bitwie pod Mukdenem, która trwała od 19 lutego do 10 marca 1905 roku, to Japończycy odnieśli zwycięstwo nad armią rosyjską. W konsekwencji zawartego pokoju w Portsmouth w dniu 5 września 1905 roku Rosja została zmuszona oddać Japonii część swych ziem leżących na wschodzie.

Trzeba pamiętać, że Rosja dążyła do wojny z Japonią, ponieważ potrzebowała jakiegoś sukcesu, który mógłby załagodzić społeczne nastroje. Jednakże nieudana wojna spowodowała, że jeszcze bardziej wzmocniła się radykalizacja społeczeństwa, które domagało się demokratycznych reform w Rosji rządzonej w sposób absolutystyczny. W dniu 22 stycznia 1905 roku w Petersburgu odbyła się zatem demonstracja, którą policja i wojsko rozpędziły niezwykle brutalnie. Działania te przyniosły wiele ofiar w ludziach, zaś samo wydarzenie przeszło do historii jako krwawa niedziela.

Car Mikołaj II Romanow
Portret pochodzi z 1905 roku.
autor: Henry Matveevich Manizer
(1847-1925)
Ponieważ główne siły rosyjskie znajdowały się na Dalekim Wschodzie, car Mikołaj II Romanow (1868-1918) robił wszystko, aby tylko nie dopuścić do groźnych i krwawych rozruchów. W tym celu musiał pójść na pewne ustępstwa. Postanowiono zatem wprowadzić system wyborczy oraz zwołać parlament, czyli tak zwaną Dumę. Pomimo podjęcia wysiłku nie udało się jednak uspokoić sytuacji, zaś w drugiej połowie roku na pancerniku Potiomkin wybuchł bunt marynarzy. Potem przez kraj przetoczyła się fala masowych strajków, natomiast w grudniu dodatkowo wybuchło jeszcze powstanie moskiewskie. W tym samym czasie pogłębieniu uległy różnice wewnątrz partii komunistycznej. Partia rozbiła się bowiem na marksistowską większość bolszewików oraz na mienszewików. Pozostałymi istotnymi partiami opozycyjnymi były: Partia Socjalistycznych Rewolucjonistów (eserowcy) oraz Konstytucyjni Demokraci (kadeci). Z kolei w czasie trwania rewolucji w 1905 roku powołano pierwsze Rady Delegatów Robotniczych, co było swego rodzaju formą władzy proletariatu. Zastosowano również nowe formy walki o prawa socjalne, czego przykładem był strajk powszechny. Wydarzenia zapoczątkowały proces demokratyzacji systemu, co stopniowo doprowadziło do osłabienia władzy caratu.

W efekcie wspomnianych wyżej wydarzeń krwawej niedzieli, na terenach zaboru rosyjskiego nastroje społeczne zaczęły się stopniowo zaostrzać. Doszło do strajku szkolnego, którego skutkiem była repolonizacja oświaty. Od stycznia 1905 roku powoli zaczęto podnosić płace, jak również skracano tydzień pracy, aby w ten sposób zapobiec wybuchowi buntu skierowanemu przeciwko władzy cara. Niemniej konflikt zaczął narastać do roku 1906, ponieważ premier Piotr Stołypin (1862-1911) w wyniku nowej ordynacji wyborczej zapewnił w Dumie zdecydowaną przewagę stronnictwom prawicowym. Wobec robotników zaczęto stosować przemoc, która przerodziła się w krwawy terror. Zdecydowano się również na faworyzowanie bogatych chłopów. W dniu 1 maja 1905 roku, czyli w Święto Pracy, w Warszawie odbył się pochód, który szybko zamienił się w poważną manifestację. Pomimo że ją rozpędzono, to jednak kilkadziesiąt osób zostało zastrzelonych w trakcie starć z policją. Następnie wybuchł strajk powszechny, który w Łodzi zakończył się śmiercią około trzystu demonstrantów.

Polscy socjaliści zaczęli tworzyć też Rady Delegatów Robotniczych niemal takie same, jak te w Rosji. Powołano także tak zwaną Republikę Zagłębiowską oraz Republikę Ostrowiecką. Ta pierwsza dotyczyła nieoficjalnego przejęcia władzy przez robotników. Ich rządy trwały przez dziesięć dni od 31 października do 10 listopada 1905 roku. To nieformalne przejęcie władzy doprowadziło do masowych strajków. Z kolei Republika Ostrowiecka została proklamowana 27 grudnia 1905 roku w konsekwencji strajków, wieców i manifestacji ulicznych. Na jej czele stanął Ignacy Boerner (1875-1933), który był bliskim współpracownikiem Józefa Piłsudskiego (1867-1935). OB PPS (Organizacja Bojowa Polskiej Partii Socjalistycznej) przeprowadzała również liczne zamachy, których celem byli ówcześni przedstawiciele władzy. Podczas tak zwanej krwawej środy (15 sierpnia 1906 roku) zabito oraz raniono kilkudziesięciu policjantów.

W 1906 roku w środowisku polskich socjalistów nastąpił podział na PPS-Frakcję Rewolucyjną Józefa Piłsudskiego, która dążyła do niepodległości Polski, oraz na PPS Lewicę, której celem było wywołanie ogólnoświatowej rewolucji i całkowite zniesienie granic. Drugie główne stronnictwo polityczne, czyli Stronnictwo Narodowe Romana Dmowskiego (1864-1939), tak zwana endecja, opowiadało się za polityką prorosyjską i podchodziło do rewolucji w sposób zdystansowany. Niemniej widząc wzrost napięcia społecznego Roman Dmowski powołał do życia Narodowy Związek Robotniczy o charakterze prawicowym. Polska burżuazja bardzo wyraźnie popierała endecję, czego wyrazem stało się zdecydowane zwycięstwo w wyborach do Dumy. NZR zdobył niemalże wszystkie możliwe mandaty. Z drugiej strony jednak, spory wpływ na sukces endecji miał bez wątpienia bojkot wyborów przez partie robotnicze.


Patrol kozaków w Alejach Ujazdowskich w Warszawie wiosną 1905 roku
Obraz pochodzi z 1906 roku.
autor: Stanisław Masłowski (1853-1926)


Powyżej nakreśliłam w skrócie sytuację polityczną, jaka panowała w Królestwie Kongresowym (Kongresówce) w latach 1905-1907. Zrobiłam to nie bez powodu. Otóż, akcja trzeciego – i zarazem ostatniego – tomu opowieści o trzech niezwykłych przyjaciółkach rozgrywa się właśnie na tle bardzo niebezpiecznych wydarzeń, które miały miejsce w Polsce na samym początku XX wieku. Trzeba pamiętać, że w tamtym okresie nasz kraj znajdował się pod zaborami i musiało minąć jeszcze sporo czasu, aby mógł odzyskać niepodległość. Nie zmieniało to jednak faktu, iż ludzie pragnęli wolności i robili wszystko, aby jak najmniej odczuwać zakazy ustanowione przez zaborców. Tak właśnie próbują żyć Eliza Wiebracht, Klara Stojnowska i Judyta Schraiber. Pierwsza z nich odnalazła już swoje szczęście u boku ukochanego męża Antona. Niemniej rysę na rodzinnym szczęściu Elizy wciąż stanowi niechęć jej babki do Wiebrachta, który przecież jest Austriakiem. A jak wiemy Elżbieta Pohorecka – pomimo upływu lat – nadal nie może wybaczyć Austriakom tego, że w 1846 roku to właśnie z ich winy brutalnie został zamordowany jej mąż, a ona z maleńkim dzieckiem skazana na wygnanie. Możliwe, że staruszka już nigdy nie zaakceptuje wybranka serca swojej wnuczki i do końca życia będzie mieć do niej żal, iż ta pokochała i związała się z wrogiem, który jeszcze w dodatku jest ojcem jej prawnucząt. Co takiego musi się stać, aby starsza pani zmieniła zdanie? Czy w ogóle jest na to choćby cień szansy?

Z kolei Klara Stojnowska nadal uchodzi za kobietę wyzwoloną i nieważne są dla niej powszechnie obowiązujące konwenanse. Młoda kobieta żyje w wolnym związku z bardzo zdolnym krakowskim lekarzem, co oczywiście nie podoba się jej rodzicom. Z ojcem nadal jest skłócona. Czasami rozmawia jednak z matką, lecz ich konwersacje są dalekie od tych, jakie powinny prowadzić matka i córka. Wydaje się, że jedynym członkiem rodziny, z którym łączą Klarę w miarę zażyłe relacje jest jej brat Maurycy. On raczej niczego jej nie wytyka i chyba jednak akceptuje wybory wyzwolonej siostry. Z drugiej strony Maurycy to przecież artysta podróżujący po świecie, więc i jego poglądy na niektóre życiowe kwestie są inne, aniżeli ludzi żyjących w kraju, którzy nigdy nie wyściubili nosa poza jego granice. Ta niezależność Klary jest też niesamowicie niebezpieczna. Kobieta nie słucha nikogo. Za nic ma ostrzeżenia przyjaciół. W tych naprawdę niebezpiecznych czasach panna Stojnowska uwikłała się w poważne sprawy polityczne, co w każdej chwili może się skończyć dla niej tragicznie. Nawet ukochany Andrzej Odrzywolski nie jest w stanie nic zrobić. A może jednak jest coś, co sprawi, że Klara zmieni wreszcie zdanie i zaprzestanie tych swoich niebezpiecznych wojaży do Kongresówki? Może jeszcze nie przyszedł odpowiedni czas na to, aby mogła wieść życie przykładnej żony i matki?


Targowisko na Mariensztacie i wiadukt Pancera w Warszawie
(Królestwo Kongresowe) około 1905 roku

autor nieznany


A teraz skupmy się na Judycie, bo to przecież ona jest główną bohaterką trzeciej części Niepokornych. Pamiętamy, że kobieta jest z pochodzenia Żydówką, która wychowała się na krakowskim Kazimierzu. Jej przeszłość nie przedstawia się zbyt kolorowo. Podobnie jak Klara, Judyta również jest skłócona z rodziną. Nie podporządkowała się bowiem sztywnym żydowskim regułom i teraz musi ponosić tego konsekwencje. Tak jak w przypadku Klary można mówić jedynie o przyjaznych relacjach z bratem, tak Judyta utrzymuje je z kuzynką, która podczas każdego spotkania zdaje jej relacje z tego, co dzieje się w domu Schraiberów. Obecnie nasza bohaterka na stałe mieszka w Wiedniu i do Krakowa przyjeżdża tylko okazjonalnie. Jej prawdziwe życie toczy się w stolicy Austrii. To tam ma pracę, która daje jej satysfakcję. W Wiedniu posiada również przyjaciół i przede wszystkim jest tam ukochana córeczka Hania, którą Judyta chciałaby jednak wychować na Żydówkę.

Ojciec Hani – Max Henneberg – znaczy dla Judyty już nieco mniej. Kobieta traktuje go jak przyjaciela, choć on bardzo ją kocha. W dodatku z rodziną Maxa jakoś nie jest Judycie po drodze; szczególnie jedna z sióstr mężczyzny daje jej wyraźnie do zrozumienia, że dla Żydówki z Krakowa nie ma tak naprawdę miejsca pod dachem Hennebergów. Nie dziwi więc fakt, że Judyta coraz częściej myśli o zmianie swojego życia. I kiedy tak się zastanawia i rozważa rozmaite warianty, na jej drodze ponownie staje Maurycy Stojnowski, z którym niegdyś łączyły ją naprawdę bliskie relacje. Czy zatem Judyta zdecyduje się na porzucenie Maxa i związanie się ze swoją dawną miłością? Czy Maurycy to faktycznie mężczyzna, z którym można planować całe życie? Czy jest on odpowiednim kandydatem na męża Judyty i ojca dla Hani? Czy Judyta wykaże się aż tak wielkim egoizmem, że porzuci wszystko, co do tej pory było dla niej ważne, aby zacząć nowy etap życia u boku malarza?


Wiedeński Schwarzenbergplatz z fontanną Hochstrahlbrunnen,
natomiast w tle widać pałac Schwarzenbergów (1905)


Moim zdaniem Judyta to doskonałe zwieńczenie trylogii Niepokorne. Wszystko to, co zostało niedopowiedziane w poprzednich częściach, teraz znajduje swój finał. Autorka zabiera czytelnika w fascynującą podroż po Wiedniu, Krakowie, Warszawie i Zakopanem z początku XX wieku. Oczami wyobraźni widzimy każdą uliczkę, budynek, kwitnące kwiaty czy drzewo, które właśnie wypuszcza zielone listki. Niekiedy „słyszymy” nawet chrzęst żwiru pod stopami bohaterów. Nie mogę nadziwić się, jak wiele pracy Agnieszka Wojdowicz włożyła w opisy przyrody, krajobrazu, a nawet poszczególnych ulic i budynków, które bohaterowie mijają podczas podróży dorożkami. Mało tego. Widać też, że Autorka zgłębiła swoją wiedzę na temat charakteru żydowskiego życia, co sprawia, że to, o czym czytamy staje się jeszcze bardziej autentyczne. Tak więc w tej powieści swoje role odgrywają nie tylko poszczególne postacie, ale także szczegóły, którym Autorka poświęca tak wiele miejsca. Po prostu mistrzostwo świata! Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio czytałam książkę, która byłaby tak perfekcyjnie dopracowana pod każdym względem. W dodatku, kiedy przeczytałam scenę, w której Klara podróżuje pociągiem w towarzystwie pewnego wąsatego dżentelmena, wówczas pomyślałam sobie: „O matko! Cóż za genialny pomysł!”.

Emilie Louise Flöge 
projektantka mody i przyjaciółka
Judyty Shraiber,
a także życiowa partnerka
Gustava Klimta 

Portret pochodzi z 1902 roku.
autor: Gustav Klimt
Chciałabym też pochwalić styl, jakim pisze Agnieszka Wojdowicz. Jest lekki niczym chmurka na niebie, a czytelnik podczas lektury jest tak bardzo pochłonięty wydarzeniami, które rozgrywają się na kartach powieści, że w pewnym momencie traci poczucie rzeczywistości. Wielokrotnie odniosłam wrażenie, że właśnie przebywam w Wiedniu z początku XX wieku i wraz z Judytą i Maxem podążam tymi sami uliczkami, którymi oni chadzają. Nie będę jednak ukrywać, że bardzo zasmuciło mnie zakończenie. Nawet w najśmielszych snach nie spodziewałam się, że cała ta historia właśnie tak się skończy. Oczywiście fakt ten dodatkowo sprawia, że trylogia pozostanie w mojej pamięci przez bardzo długi czas i zapewne będę do niej wracać bardzo często.

Nie tylko Judyta, ale też Eliza i Klara to powieści o silnych młodych kobietach, które pomimo trudności prą do przodu i robią wszystko, aby osiągnąć szczęście. Nie zawsze im się to udaje, ponieważ zdarza się, że podejmują błędne decyzje, których skutki czasami przyprawią je o łzy rozpaczy. Każda z tych kobiet ma za sobą jakieś dramatyczne doświadczenia, jednak to Judyta wciąż musi zmagać się z demonami przeszłości, które nie pozwalają jej ułożyć sobie życia tak, jakby tego pragnęła. Wydaje się, że przeszłość stale do niej wraca i nie pozwala zaznać spokoju. Lecz z drugiej strony to od niej samej zależy, jak długo jeszcze będzie pozwalać na to, aby zła przeszłość niszczyła jej teraźniejszość.

Na koniec nie pozostaje mi nic innego, jak tylko polecić trylogię Niepokorne. Jest to bowiem przepiękna i niezwykle klimatyczna opowieść, która przeniesie czytelnika w świat trudny pod względem politycznym, lecz jakże barwny jeśli wziąć pod uwagę środowisko, w jakim funkcjonują bohaterowie, jak również miejsca, gdzie rozgrywa się akcja trylogii. Ponadto, na kartach każdej z tych części, oprócz postaci czysto fikcyjnych, spotkamy także osoby, które żyły na tym świecie przed nami, a w historii zapisały się dzięki swojemu nieprzeciętnemu talentowi artystycznemu. Wspomnę tutaj chociażby Stanisława Wyspiańskiego (1869-1907), Gustava Klimta (1862-1918) czy Emilie Louise Flöge (1874-1952).









* Korea – nieistniejące już państwo, które było połączeniem Korei Południowej i Północnej. Usytuowane było na Półwyspie Koreańskim we wschodniej części Azji. Od północy graniczyło z Chinami, natomiast od północnego-wschodu z Rosją. W 1945 roku – po zakończeniu drugiej wojny światowej – Korea została podzielona na dwa odrębne państwa. 








czwartek, 11 sierpnia 2016

Ałbena Grabowska – „Stulecie Winnych. Ci, którzy walczyli” # 2
















Wydawnictwo: ZWIERCIADŁO
Warszawa 2015





Podczas drugiej wojny światowej Brwinów wyszedł obronną ręką, jeśli wziąć pod uwagę zniszczenia materialne, które okazały się naprawdę niewielkie. W samym Pruszkowie działania wojenne w ogóle nie miały miejsca, jeśli nie liczyć niemieckiego nalotu w pierwszym dniu wojny oraz sowieckiego, który został przeprowadzony w trakcie ostatniej okupacyjnej nocy. Zagrożenia były jednak realne, ponieważ w czasie Kampanii Wrześniowej Brwinów znajdował się w strefie bezpośrednich działań wojennych. W tym kontekście wymienia się dwie niezwykle krwawe bitwy, które miały związek z odwrotem oddziałów armii „Łódź”. Rozegrały się one w okolicach Pruszkowa. Jedna z nich miała miejsce we wsi Ołtarzewo w dniach 12-13 września 1939 roku, natomiast druga była sześciogodzinnym bojem na stosunkowo niewielkim terenie położonym pomiędzy Brwinowem a Pruszkowem i kosztowała życie stu dwudziestu polskich żołnierzy. Bitwa rozegrała się 12 września 1939 roku. W obydwu bitwach Polacy byli stroną atakującą, natomiast polskie oddziały biorące w nich udział to jednostki ugrupowania armii „Łódź”.

W Bitwie pod Brwinowem starły się 36. Pułk Piechoty Legii Akademickiej dowodzony przez podpułkownika Karola Ziemskiego ps. Wachnowski (1895-1974) oraz niemiecka 4. Dywizja pancerna z 10. Armii generała Georga Reinhardta (1887-1963). Zadaniem 36. Pułku Piechoty było utorowanie drogi na Warszawę dla 28. Dywizji Piechoty. W razie klęski, pułk miał wycofać się do Puszczy Kampinoskiej. Tak więc rankiem 12 września 1939 roku Polacy opanowali dworzec kolejowy w Brwinowie. Nieco wcześniej (dokładnie o godzinie piątej rano) 1. Kompania z 36. Pułku Piechoty została ostrzelana przez niemiecki patrol motocyklowy. Z kolei około godziny dziewiątej I Batalion z 36. Pułku Piechoty zajął Otrębusy, zaś II Batalion zdobył zachodnie zabudowania Parzniewa. Około południa I Batalion usiłował zdobyć Helenów, ale niestety atak załamał się pod silnym ostrzałem z moździerzy oraz broni maszynowej. Polacy zmuszeni byli zatem wycofać się w rejon stacji kolejowej w Brwinowie. Godzinę później do walki przystąpiła niemiecka 4. Dywizja Pancerna wspierana przez oddziały z 31. Dywizji Piechoty. Pomimo fatalnej sytuacji Polakom udało się jednak odeprzeć atak. Drugie niemieckie natarcie ruszyło około godziny wpół do czwartej po południu, lecz i ono zostało odparte, ponieważ na pomoc I Batalionowi przybyli żołnierze z 28. Dywizji Piechoty. Niemcy, którzy ponieśli dość spore straty, przestali atakować około godziny wpół do szóstej po południu. Z kolei późnym wieczorem wykrwawiony polski pułk wycofał się na teren Puszczy Kampinoskiej. Ciężki sprzęt i działa zostały zniszczone i pozostawione na terenie parku. Wszędzie widać było resztki umundurowania, porzucony sprzęt, a także połamaną broń i amunicję. To, co jeszcze nadawało się do użytku zostało zabrane przez mieszkańców.

płk Karol Ziemski 
Zdjęcie pochodzi z 1935 roku, a Karol Ziemski
jest na nim w stopniu majora.
Nazajutrz o świcie – 13 września 1939 roku – wkroczyły do Brwinowa wojska niemieckie. Wtedy też żołnierze Wehrmachtu schwytali dziesięciu przypadkowych przechodniów – głównie uczniów – i rozstrzelali ich na Łąkach Parzniewskich. Według zachowanych danych straty wojsk polskich wynosiły: stu dwudziestu zabitych i dwustu rannych. Niemniej świadkowie tamtych krwawych zdarzeń twierdzili, że straty te były znacznie większe, ponieważ statystyki nie uwzględniły zabitych żołnierzy z rozbitych pododdziałów, które rozproszone były w Lasach Młochowskich położonych w okolicy Nadarzyna. Zdecydowana ich część została złapana przez hitlerowców i rozstrzelana przez oddział niemieckiej 4. Dywizji Pancernej. Znane jest również świadectwo egzekucji wykonanej w dniu 17 września 1939 roku na plebani w Nadarzynie. Po uprzednim dotkliwym pobiciu stracono tam grupę dwudziestu oficerów i podoficerów Wojska Polskiego.

Bitwa pod Brwinowem na stałe zapisała się w historii miasta i nawet obecnie jego mieszkańcy często wracają myślami do tamtych krwawych walk. Na kartach drugiego tomu Stulecia Winnych pamiętna bitwa rozegrała się jednak kilka dni wcześniej, bo już 5 września 1939 roku! Przynajmniej tak wynika z wydarzeń, w których – przez zupełny przypadek – czynny udział bierze jeden z bohaterów. Dlaczego tak się stało? Skąd wzięła się tak poważna pomyłka w datach? Nie mam pojęcia. Podobnie, jak nadal nie umiem zrozumieć wykonania publicznej egzekucji na mieszkańcach Brwinowa już w pierwszym dniu wojny, kiedy to – według źródeł historycznych – późniejsze miasteczko w tym dniu było atakowane z powietrza, a represje wobec ludności cywilnej zaczęły się dopiero po zakończeniu bitwy. Zostawmy jednak ten temat i skupmy się na fabule drugiej części trylogii.

Otóż od rozpoczęcia wojny minęło trzy lata. Mamy zatem rok 1942, zaś rodzina Winnych zdążyła już poznać co to znaczy okrucieństwo hitlerowskiego okupanta. Nie żyje bowiem senior rodu Antoni Winny, który oddał życie w sposób naprawdę szlachetny. Podobnie jak miało to miejsce w 1914 roku, teraz również jedno życie zostało zabrane w zamian za dwa nowe. Jedna z córek Stanisława Winnego – Mania – idąc w ślady swojej matki, w dniu rozpoczęcia wojny urodziła dwie córeczki, którym nadała imiona Kasia i Basia. Niestety, od samego początku ich narodzin, kobieta musi sama zajmować się wychowywaniem dziewczynek, ponieważ jej młody małżonek gdzieś przepadł. Po tym, jak Niemcy rozstrzelali na rynku grupę mieszkańców Brwinowa, Paweł Bartosiewicz zniknął i choć od tamtej pory minęło już trzy lata, mężczyzny nadal nie ma w domu i nikt nie wie, gdzie się podziewa. Czyżby zaciągnął się do armii i teraz walczy w obronie ojczyzny? A może już nie żyje i próżno czekać jego powrotu? Wygląda jednak na to, że Maria powoli godzi się z faktem, że została wdową. Na szczęście są dwie rozkoszne bliźniaczki, które wnoszą do rodziny wiele radości i to na nich skupia się uwaga poszczególnych członków rodu. I wtedy też na pierwszy plan wysuwa się Ania, która w tych ciężkich czasach musi wziąć na swe barki odpowiedzialność za bliskich.  
Zygmunt Bartkiewicz
(pisarz, dziennikarz i felietonista)
Zdjęcie pochodzi z 1930 roku.
W okresie okupacji hitlerowskiej był jednym
z gości Jarosława Iwaszkiewicza w Stawisku. 
W 1942 roku Ania jest już mężatką i teraz wraz z małżonkiem mieszka w Warszawie, gdzie przecież nie jest łatwo. Jest okupacja, więc trzeba mieć oczy wokół głowy. Nie można już nikomu ufać, bo nie wiadomo, czy ktoś, kogo było się do tej pory pewnym nie pobiegnie przypadkiem na Szucha 25 i nie doniesie gestapo o różnych „bardzo ważnych” rzeczach. Ponieważ Ania wykształciła się na nauczycielkę, teraz może wykorzystywać swoje umiejętności w konspiracji. Uczy zatem na tajnych kompletach, zaś oficjalnie pracuje w pewnej przytulnej kawiarence, gdzie w miarę możliwości serwuje klientom skromne łakocie i lurowatą kawę. Zaprzyjaźnia się też z właścicielem kawiarenki, który podczas tej wojny już swoje przeżył. Ania nie jest jednak szczęśliwa. Nie chodzi tutaj jedynie o szalejący wokół terror, bo przecież na tym polu każdy cierpi. Ania nie jest szczęśliwa w małżeństwie. Pewnego dnia wyszła bowiem za mąż za początkującego poetę, który swego czasu odwiedzał majątek Jarosława Iwaszkiewicza (1894-1980) w Stawisku. W okresie okupacji, oprócz Kazimierza Tarasiewicza, gośćmi państwa Iwaszkiewiczów byli: Zygmunt Bartkiewicz (1867-1944), Leon Schiller (1887-1954), Krzysztof Kamil Baczyński (1921-1944), Czesław Miłosz (1911-2004), jak również wielu innych, którzy nie zostali wymienieni w powieści. Po ślubie Kazimierz okazał się zupełnie innym człowiekiem, aniżeli zapowiadał się pierwotnie. Poza tym, Ania również dochodzi do pewnych wniosków, co oczywiście nie wpływa korzystnie na jej małżeństwo. Czy zatem jej związek z Kazimierzem przetrwa? Czy obydwoje znajdą kiedyś jakiś złoty środek, aby je uratować? A może lepiej byłoby się rozstać i przestać krzywdzić siebie nawzajem?

Z kolei w Brwinowie życie płynie zupełnie inaczej niż w stolicy. Oczywiście brakuje młodych mężczyzn, którzy wyruszyli na wojnę. Obydwaj bracia Ani i Mani walczą gdzieś poza granicami Polski, a Pawła nadal nie ma. Z nestorką rodu – Bronią – też jest pewien kłopot, ponieważ od dnia tragicznej śmierci Antoniego, starsza pani przestała mówić. Nie przeszkadza jej to jednak w pomocy rodzinie i wychowywaniu kolejnego pokolenia Winnych. Poszczególni członkowie rodziny nie wiedzą jeszcze, że ten tragiczny czas przyniesie im nowe zmartwienia. W dodatku będą musieli podejmować kolejne trudne decyzje, od których będzie zależeć ich bezpieczeństwo w Brwinowie pod czujnym okiem Niemców i tych, którzy sprzyjają okupantowi. Z drugiej strony jednak Winni też nie mogą powiedzieć o sobie, że są bez skazy. Ich rodzina również splamiła się współpracą z wrogiem i tak naprawdę nie wiadomo, jak problem ten rozwiąże się, kiedy wojna już się zakończy. Czy zdrajca i jego bliscy zostaną odrzuceni? A może Winni wspaniałomyślnie zapomną o tym, że członek ich rodziny stanął po stronie nazistów?

Tablica znajdująca się przy wejściu
do pałacu Wierusz-Kowalskich,
gdzie po bitwie zorganizowano
szpital polowy.

fot. Krzysztof Dudzik
(Creative Commons)
Podobnie jak pierwszy tom Stulecia Winnych, drugi także nie przedstawia się rewelacyjnie, choć są w nim elementy, które zasługują na uwagę i pochwałę, lecz jest tego naprawdę niewiele, co mnie osobiście bardzo smuci, ponieważ – tak jak poprzednio – pomysł na fabułę okazał się doskonały. Pojawiły się natomiast problemy z wykonaniem i jeśli ktoś twierdzi, że książka napisana jest zgodnie z prawdą historyczną, to tylko dlatego, że historia wojenna i komunistyczna jest jego słabą stroną. Tak jak wspomniałam wyżej Autorka pomyliła datę bitwy pod Brwinowem, choć sam moment ataku na dworzec kolejowy opisała wyjątkowo dobrze. Natomiast jeśli chodzi o realia drugiej wojny światowej w Warszawie, to przyznam, że były takie momenty, kiedy miałam ochotę krzyczeć: „To nie tak wyglądało!”. Ktoś może zapytać: „Skąd o tym wiesz, skoro nie przeżyłaś wojny?” Owszem, nie przeżyłam, ale czytałam wiele wspomnień naocznych świadków tamtych tragicznych wydarzeń. W dodatku moi dziadkowie cudem uniknęli łapanki, a ich historia towarzyszy mi od urodzenia. Tak więc mam na ten temat pewną wiedzę.

Pomimo że Ałbena Grabowska nie zapomniała o problemie Holokaustu, to jednak nie umiałam przestać myśleć o brwinowskich Żydach, z których tylko niewielu ocalało. Eksterminacja ludności żydowskiej nie dotyczyła jedynie Warszawy, a skoro akcja Stulecia Winnych skupia się na Brwinowie, to przecież aż się prosi chociażby o kilka zdań na ten temat. Z drugiej strony jednak, skoro Autorka pominęła problem żydowski w pierwszym tomie, to trudno nagle wyskakiwać z nim w części drugiej. Z kolei kiedy przyszedł dzień wybuchu Powstania Warszawskiego doznałam ogromnego rozczarowania. Ałbena Grabowska poświęca temu wydarzeniu tak mało miejsca, że praktycznie można odnieść wrażenie, iż najważniejszego i najkrwawszego zrywu Polskiego Państwa Podziemnego w ogóle nie było. Gdzie te bomby spadające na Warszawę? Gdzie sanitariuszki spieszące rannym z pomocą? Gdzie żołnierze Armii Krajowej walczący przeciwko hitlerowcom? I wreszcie, gdzie Krzysztof Baczyński, który pojawił się w powieści w kontekście spotkań literackich u Iwaszkiewiczów w Stawisku, a potem nagle przepadł bez wieści? Nawet wyrecytował tam jeden ze swoich wierszy! Przecież Baczyński to symbol Powstania Warszawskiego! Skoro Autorka wprowadziła go do fabuły powieści, to wydaje mi się, że akurat ten bohater swoją rolę powinien zagrać do końca. W Ci, którzy walczyli Powstanie Warszawskie przebiega w oparciu o jednego czy dwóch bohaterów, i to jedynie tych, którzy mają bezpośredni związek z Winnymi. Nie widać ich jednak w akcji, lecz ukazani są w sytuacjach, które stanowią konsekwencję pewnych działań.

Oszczepnik Janusz Sidło 
fot. M. Szymkowski
Mało wiarygodne wydają mi się także wydarzenia, które nastąpiły tuż po zakończeniu wojny. O ile obozowe przeżycia jednej z bohaterek opisane są w oparciu o prawdziwe wydarzenia, to kwestie dotyczące nie tyle prześladowania żołnierzy Armii Krajowej, co ich ewentualnego ratowania od śmierci, w tym przypadku wydają się bardzo naciągane. Z kolei postać Kazimierza Tarasiewicza przechodzi tak niewiarygodną metamorfozę, że na pierwszy rzut oka widać, iż tak naprawdę Autorka nie miała pomysłu na to, w jaki sposób realnie pokierować bohaterem. Poza tym, w powieści występuje szereg nazwisk, które przeciętnemu czytelnikowi – szczególnie młodego pokolenia – niewiele powiedzą bez bliższego wyjaśnienia. Bo czy ktoś z młodych wie, kim byli Janusz Sidło (1933-1993) czy Elżbieta Duńska-Krzesińska (1934-2015)? Pierwszy ze sportowców nazwany jest w powieści również Januszem Cisło, co dodatkowo może pomieszać czytelnikowi w głowie. Pamiętajmy zatem, że Janusz Sidło (nie Cisło!) był lekkoatletą, którego sportową dyscypliną był rzut oszczepem. W 1954 roku z Mistrzostw Europy w Lekkoatletyce, które odbywały się wówczas w szwajcarskim Bernie, przywiózł złoty medal. Z kolei Elżbieta Krzesińska – zwana Złotą Elą – była najwybitniejszą lekkoatletką specjalizującą się w skoku w dal. Na tych samych mistrzostwach zdobyła brązowy medal. Przykro przyznać, ale Elżbietę Krzesińską Autorka książki potraktowała niczym klasyczną blondynkę z kawałów, która trajkocze bez ładu i składu. To była naprawdę wyjątkowa postać w dziejach polskiego sportu i nie godzi się przedstawiać ją w ten sposób! 

Powieść Ci, którzy walczyli to przede wszystkim książka przeznaczona dla czytelników, którzy nie wymagają wiele od literatury. Jest to również powieść dla tych, którzy podczas lektury nie zagłębiają się w tło historyczne i nie dociekają czy jest ono nakreślone poprawnie pod względem merytorycznym, czy też nie. Po drugi tom Stulecia Winnych mogą śmiało sięgnąć czytelnicy, dla których ważniejsze są strona emocjonalna fabuły, zawiłe rodzinne tajemnice oraz losy poszczególnych bohaterów, nawet jeśli oderwane są one od rzeczywistości, w której rozgrywa się akcja powieści. Natomiast jeśli o mnie chodzi, to obawiam się, że nie zapałam sympatią do tej trylogii, dopóki nie zostanie kiedyś wznowiona po uprzedniej korekcie redakcyjnej z uwzględnieniem osoby konsultanta merytorycznego. Dla mnie dobra linia fabularna oraz równie dobra kreacja niektórych bohaterów to stanowczo za mało, abym mogła polecać książkę innym czytelnikom.