Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

środa, 7 września 2016

Ryszard Wolański – „Aleksander Żabczyński. Jak drogie są wspomnienia”














Wydawnictwo: DOM WYDAWNICZY REBIS
Poznań 2015
Przedmowa: Roman Dziewoński
Współpraca: Adam Wolański





Aleksander Żabczyński (1900-1958) to – obok Eugeniusza Bodo (1899-1943) – wybitny aktor przedwojennego kina i teatru. Niektórzy twierdzili wręcz, że ci dwaj panowie rywalizowali ze sobą o to, który z nich jest „większym amantem” kina lat 30. XX wieku. Nie wiadomo do końca, czy ta rywalizacja była autentyczna, czy może tylko stworzona na potrzeby rozwoju kariery obydwu aktorów. Pewne jest natomiast, że zarówno Aleksander Żabczyński, jak i Eugeniusz Bodo mieli mnóstwo wielbicielek zakochanych w nich bez pamięci. Na deskach teatrów, czy też w filmach obydwaj stworzyli niezapomniane kreacje bohaterów, które do dzisiaj wspominane są z ogromnym sentymentem. Postacie kreowane przez Aleksandra Żabczyńskiego na pewno były świadome własnej urody oraz wysokiej pozycji społecznej. Byli to zazwyczaj eleganccy dżentelmeni, których los obdarzył ogromnym urokiem osobistym, nie zapominając również o zasobności ich portfela.

Byli tacy, którzy sądzili, że prywatnie Aleksander Żabczyński bardzo przypomina bohaterów, których odgrywa. Lubił bowiem obracać się w elitarnych kręgach Warszawy. Ponieważ jego przyjazny sposób bycia sprawiał, że bardzo łatwo zjednywał sobie ludzi, wiele grzechów mu wybaczano. Kobiety roztapiały się pod jego ciepłym spojrzeniem, zaś promienny uśmiech i aksamitny głos naprawdę potrafiły zdziałać cuda. Z kolei mężczyźni doceniali jego sportowe umiejętności. W chwilach, gdy przedwojenna towarzyska elita zajmowała się plotkowaniem na temat coraz to nowych trendów w obowiązującej modzie, a także koloryzowaniem niektórych wydarzeń, fanki Aleksandra Żabczyńskiego wzdychały do oficerów, arystokratów czy młodych przedsiębiorców, w których role wcielał się aktor.

Można powiedzieć, że szczytowym momentem w karierze aktorskiej Aleksandra Żabczyńskiego był dzień 23 grudnia 1935 roku, kiedy na ekrany kin wszedł film w reżyserii Jana Nowiny-Przybylskiego (ok. 1904-1938) i Konrada Toma (1887-1957) zatytułowany Manewry miłosne, czyli córka pułku. Nasz bohater zagrał w nim rolę hrabiego Nika Quanti, który był porucznikiem huzarów. Akcja komedii rozgrywa się w stolicy fikcyjnego państwa o nazwie Skumbrja. Oczywiście rej wodzi porucznik Niko Quanti. Jego rodzina pragnie, aby ten ożenił się z kobietą, która została dla niego wybrana. Niemniej porucznik jest już zakochany w pięknej, owdowiałej baronowej, którą obdarzył głębokim uczuciem podczas pewnego balu. Tak więc do narzeczonej, którą narzuciła mu rodzina, Niko udaje się w przebraniu swego ordynansa, który z kolei odgrywa rolę porucznika. Okazuje się jednak, że przeznaczoną mu narzeczoną jest… właśnie owdowiała baronowa Kolmar. Tymczasem ona również przebrała się za swoją pokojówkę, natomiast pokojówka wcieliła się w rolę swej pani. Wszelkie nieporozumienia wyjaśniają się dopiero wtedy, gdy odbywają się prawdziwe husarskie zaręczyny.


Aleksander Żabczyński (Niko Quanti) & Tola Mankiewiczówna (baronowa Kolmar) 
w filmie Manewry miłosne, czyli córka pułku.


Na planie Miłosnych manewrów Aleksander Żabczyński pokazał, że naprawdę potrafi tańczyć, czego przykładem była przepiękna scena walca zatańczonego z Tolą Mankiewiczówną (1900-1985). Co ciekawe, aktorzy i cała ekipa filmowa pracowali nad nią ponad trzydzieści godzin, zaś Aleksander Żabczyński przez cały ten czas nie odczuwał zmęczenia, lecz zachowywał zwiewność ruchów, prowadząc swoją partnerkę w sposób zdecydowany. Śpiew, taniec oraz pełna żartobliwych momentów gra aktorska sprawiły, iż po premierze filmu okrzyknięto Żabczyńskiego gwiazdą pierwszej wielkości. To wszystko spowodowało, że niecały rok później aktor ponownie śpiewał i tańczył na ekranie. Tym razem wystąpił z Lodą Niemirzanką (1909-1984) i zaśpiewał wielki szlagier Nie kochać w taką noc to grzech. Z kolei w 1936 roku Aleksander Żabczyński pojawił się w komedii w reżyserii Konrada Toma zatytułowanej Ada! To nie wypada!, gdzie zagrał arystokratę bez pamięci zakochanego w pięknej i żywiołowej córce ziemianina.

W 1936 roku na ekrany kin wszedł także inny film z udziałem Aleksandra Żabczyńskiego. Mowa oczywiście o Jadzi w reżyserii Mieczysława Krawicza (1893-1944), gdzie zagrał Jana Okszę – syna prezesowej składu sportowego. W filmie tym towarzyszyła mu Jadwiga Smosarska (1898-1971) wcielająca się w rolę głównej bohaterki Jadzi Maliczówny, która była córką właściciela konkurencyjnej firmy. Szybko okazało się jednak, że widzowie pragną oglądać Żabczyńskiego w rolach „rozśpiewanych”, a występ u boku najbardziej znanej żeńskiej gwiazdy polskiego kina przedwojennego – Jadwigi Smosarskiej – zapisał się w dorobku aktora jako ten najbardziej znany, o którym wiele z nas pamięta do dziś. Nie tylko widzowie nie mieli zastrzeżeń do jego roli w Jadzi. Ich zdanie podzielali także krytycy. Manewry miłosne czy Jadzia nie były pierwszymi filmami, w których widzowie mogli oglądać Aleksandra Żabczyńskiego. Aktor zadebiutował bowiem przed kamerami już dziesięć lat wcześniej, zaś na deskach teatru pojawił się w 1922 roku.


Michał Znicz (1888-1943) jako Królik, dyrektor firmy Oksza,
Mieczysława Ćwiklińska (1879-1972) w roli prezesowej firmy i matki Jana Okszy
oraz Aleksander Żabczyński (Jan Oksza). 

Kadr pochodzi z filmu Jadzia.


Rodzina Żabczyńskiego nie była jednak zachwycona z obranej przez niego życiowej drogi. Aleksander był synem oficera armii rosyjskiej, który po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku, został generałem Wojska Polskiego, więc oczekiwano, że syn pójdzie jednak w ślady ojca. Oczywiście taki był pierwotny plan, ponieważ kiedy Aleksander Żabczyński ukończył dziewiętnaście lat, wówczas rozpoczął naukę w Szkole Podchorążych w Poznaniu. Do 1921 roku służył zatem w 1. pułku artylerii, aby po ogłoszeniu demobilizacji rozpocząć studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Problemy zaczęły się natomiast wraz z otrzymaniem indeksu Warszawskiej Szkoły Gry Sceniczno-Filmowej N. Niovilli. Od tego momentu przyszły aktor znacznie częściej przebywał w towarzystwie koleżanek i kolegów po fachu, aniżeli wśród prawników. Ostatecznie w 1922 roku z prawem wygrała jego miłość do teatru. Wtedy też – jako młody syn żołnierza – zadebiutował na scenie teatru eksperymentalnego Reduta, który został założony przez Juliusza Osterwę (1885-1947) i Mieczysława Limanowskiego (1876-1948). Wystąpił tam w Pastorałce Leona Schillera (1887-1954) i wcielił się w rolę Archanioła Gabriela. Studiów prawniczych nigdy nie ukończył, natomiast przez kilka kolejnych lat Aleksander Żabczyński współpracował z łódzkimi, lwowskimi i warszawskimi teatrami. Trzeba też przyznać, że doskonale czuł się również na scenach teatrzyków rewiowych.

Tamara Wiszniewska (1919-1981) w roli
hrabianki Jadwigi & Aleksander Żabczyński
jako Zygmunt, narzeczony Jadwigi
w filmie Biały murzyn (1939).

reż. Leonard Buczkowski (1900-1967)
W 1926 roku Aleksandra Żabczyńskiego odkrył Henryk Szaro (1900-1942), który powierzył mu mało znaczącą rolę w dramacie zatytułowanym Czerwony błazen. Był to film niemy z wątkiem kryminalnym, a jego zapis zaginął na przestrzeni lat. Niektórzy biografowie Aleksandra Żabczyńskiego twierdzą, że aktor spotkał na planie filmowym Jadwigę Smosarską już w 1927 roku, kiedy to obydwoje zagrali w Ziemi obiecanej będącej ekranizacją powieści Władysława Reymonta (1867-1925). Film został wyreżyserowany przez Aleksandra Hertza (1879-1928) i Zbigniewa Gniazdowskiego (1877-1950). Oczywiście produkcja ta nie przetrwała próby czasu, ale nie to jest najważniejsze, choć z drugiej strony może gdyby była obecnie dostępna, wówczas można byłoby uniknąć pomyłek dotyczących jej obsady.

Pomimo że Aleksander Żabczyński wymieniany jest w obsadzie tegoż filmu, to jednak gdzieś na samym końcu, co może świadczyć, że jego rola była praktycznie bez znaczenia. Nigdzie też nie można znaleźć nawet wzmianki o charakterze roli, w jaką się tam rzekomo wcielił. Jadwiga Smosarska natomiast zagrała jedną z głównych ról, a była to postać Anki Kurowskiej.

Z kolei Ryszard Wolański w swojej książce o Aleksandrze Żabczyńskim zawzięcie odpiera powyższą tezę i twierdzi, że aktor nigdy nie pojawił się na planie tego filmu i nie zagrał w nim żadnego z bohaterów. Komu zatem należałoby wierzyć? Jeśli o mnie chodzi, to przychylam się do opinii Ryszarda Wolańskiego, ponieważ o Aleksandrze Żabczyńskim jest tak mało informacji odnośnie do Ziemi obiecanej, a te, które są nie stanowią nawet najmniejszego dowodu na to, iż aktor faktycznie pojawił się w tym filmie. Poza tym Ryszard Wolański przeprowadził szereg badań merytorycznych, które pozwoliły mu na zaprzeczenie faktom podawanym przez innych biografów Aleksandra Żabczyńskiego. Prawdą natomiast jest, że w Ziemi obiecanej obok Jadwigi Smosarskiej wystąpiły takie gwiazdy przedwojennego kina, jak Kazimierz Junosza-Stępowski (1880-1943), Ludwik Solski (1855-1954), Antoni Różański (1862-1934), czy Loda Halama (1911-1996).

Maria Malicka (1900-1992) jako
śpiewaczka Ewa Korecka,
Aleksander Żabczyński w roli
dziedzica Zaruby
& Wiesław Gawlikowski
(ok. 1890-1933) jako profesor muzyki.

Kadr pochodzi z filmu Janko Muzykant.
Pierwszym filmem z udziałem Aleksandra Żabczyńskiego, który zachował się do dziś, jest Janko Muzykant i pochodzi z 1930 roku. Oczywiście film zrealizowano w oparciu o opowiadanie Henryka Sienkiewicza (1846-1916) pod tym samym tytułem. Żabczyński zagrał w nim nieczułego na piękno sztuki dziedzica Zarubę. Obraz został wyreżyserowany przez Ryszarda Ordyńskiego (1878-1953). Niestety, ani rola w Janku Muzykancie, ale też role w kolejnych dramatach nie przyniosły aktorowi sukcesu. Musiało upłynąć jeszcze trochę czasu, aby aktor wspiął się na szczyt swojej aktorskiej kariery. Wydaje się, że dopiero kino dźwiękowe sprawiło, iż w pełni dostrzeżono talent Żabczyńskiego. Bez wątpienia wielkim atutem aktora był jego melodyjny i aksamitny głos, który mógł zostać zauważony tylko na planach filmów dźwiękowych albo w teatrach. Ta nieziemska barwa głosu w miarę upływu czasu stawała się znakiem firmowym Aleksandra Żabczyńskiego. Do tego wszystkiego dochodził jeszcze promienny uśmiech, którym uwodził swoje wielbicielki.

Z kolei Jan Nowina-Przybylski odkrył w Żabczyńskim jego talent komediowy. To właśnie ten reżyser powierzył aktorowi główną rolę w Panience z poste restante (1935). Współreżyserem obrazu był Michał Waszyński (1904-1965) znany również ze ścisłej współpracy z Eugeniuszem Bodo. Potem przyszła kolej na wspomniane już Manewry miłosne, a także kolejne dzieła z domieszką komedii, jak Ada! To nie wypada! (1936), Będzie lepiej (1936), Jadzia (1936) czy Pani minister tańczy (1937). Natomiast na planie Zapomnianej melodii (1938) u boku Heleny Grossówny (1904-1994) Żabczyński zaśpiewał Już nie zapomnisz mnie, która to piosenka stała się przewodnim motywem filmu. Premiera ostatniego przedwojennego filmu z udziałem Żabczyńskiego miała miejsce już w czasie okupacji hitlerowskiej 31 maja 1940 roku. Był to film zatytułowany Sportowiec mimo woli w reżyserii Mieczysława Krawicza. Obraz był doskonałą komedią, w której Aleksander Żabczyński w rolach głównych wystąpił wraz z Adolfem Dymszą (1900-1975), najbardziej utalentowanym przedwojennym aktorem komediowym.


Helena Grossówna jako pensjonarka Halina Rolicz & Aleksander Żabczyński
w roli Stefana Frankiewicza.

Kadr pochodzi z filmu Zapomniana melodia.


Lata drugiej wojny światowej brutalnie przerwały doskonale rozwijającą się karierę aktorską Aleksandra Żabczyńskiego. Zresztą, nie tylko on musiał zawiesić swoją karierę. Inni aktorzy również zostali do tego zmuszeni, choć byli i tacy, którzy nie wahali się grać dla Niemców. Natomiast sam Żabczyński jako zawodowy żołnierz zasilił szeregi Wojska Polskiego i opuścił kraj, pozostawiając w nim żonę Marię (1903-1981). Został ranny w bitwie pod Monte Cassino, która rozegrała się w dniach 17-19 maja 1944 roku. Do Polski powrócił w 1946 roku w stopniu kapitana. Niestety, nie była to już ta sama Polska, którą aktor zostawiał przed kilkoma laty. Teraz władzę w państwie sprawowali stalinowscy komuniści, którzy jakoś tak szczególnie upatrzyli sobie Żabczyńskiego i za wszelką cenę starali się znaleźć na niego przysłowiowego „haka”. Teczka akt z donosami i rozpracowywaniem „szpiega Żabczyńskiego” była dość sporych rozmiarów. Czy coś znaleziono? Nie, ponieważ w życiorysie aktora nie było niczego, co mogłoby go kwalifikować jako szpiega i zdrajcę Polski. Pamiętając jednak, co Sowieci zrobili z Eugeniuszem Bodo, można było spodziewać się wszystkiego.

Aleksander Żabczyński jako
Szafrankiewicz w spektaklu teatralnym
Trzeci dzwonek (1958).

reż. Marian Wyrzykowski (1904-1970)
Po przeczytaniu doskonałej biografii Eugeniusza Bodo zatytułowanej Już taki jestem zimny drań, którą również napisał Ryszard Wolański, kwestią czasu było sięgnięcie po kolejną książkę z tego gatunku jego autorstwa. W mojej opinii Ryszard Wolański należy bowiem do grona tych biografów, którzy nie idą na skróty, nie snują domysłów i nie podają w swoich książkach informacji, które nie mają nic wspólnego z tematem oraz opisywaną rzeczywistością. Autor jest także jednym z tych, którzy autentycznie zżywają się z osobami, o których piszą, co jest wyraźnie widoczne na kartach książek. Te emocje udzielają się również czytelnikowi. Tak więc sięgając po Jak drogie są wspomnienia byłam niemalże pewna, iż ani się nie rozczaruję, ani też nie będę mieć poczucia, że czegoś nie zrozumiałam, ponieważ Autor podaje informacje w sposób nie tylko przejrzysty, ale też bardzo ciekawy. Prostuje również fakty, które ktoś inny wcześniej zniekształcił, sprawiając, że biografia Aleksandra Żabczyńskiego mogła poniekąd zostać zafałszowana.

Z niniejszej biografii czytelnik dowie się wielu naprawdę wartościowych rzeczy z zakresu przedwojennego kina. Sama osoba Aleksandra Żabczyńskiego budzi podziw, szacunek, ale też współczucie, szczególnie kiedy czytamy o powojennym fragmencie jego życia. Po wojnie pojawiła się bowiem poważna choroba, która nie zawsze pozwalała aktorowi na normalne życie. Choć wrócił do aktorskiego zawodu, to jego praca wyglądała już nieco inaczej, niż miało to miejsce przed okupacją hitlerowską. Wydaje się, że przy życiu trzymała go miłość do żony, chociaż byli i tacy, którzy zarzucali mu zdrady małżeńskie i prowadzenie hulaszczego życia.

Biografia napisana jest w podobny sposób, jak ta o Eugeniuszu Bodo. Praktycznie jest to ten sam schemat, lecz mimo to czytelnik nie ma wrażenia, że czyta powielenie tamtej książki, a tylko w roli głównej występuje inny bohater. Książka zawiera wiele fotografii pochodzących z zawodowego życia Aleksandra Żabczyńskiego. Są też teksty donosów i akt, które służyły Urzędowi Bezpieczeństwa do rozpracowywania „podejrzanego”. Myślę, że dla fanów przedwojennego kina oraz osoby Aleksandra Żabczyńskiego będzie to biografia niezwykle wartościowa, pozwalająca choć na chwilę przenieść się w lata dwudziestolecia międzywojennego, a potem do trudnej powojennej Polski. 









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz