Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

czwartek, 12 grudnia 2013

Victoria Holt – „Dom Tysiąca Latarni”












Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 2008
Tytuł oryginału: The House of a Thousand Lanterns
Przekład: Xenia Wiśniewska




Historia Hongkongu tak naprawdę rozpoczęła się w 1842 roku w Nankinie. To właśnie wtedy zakończyła się pierwsza wojna opiumowa (1839-1842). W konflikcie tym brała udział Wielka Brytania oraz chińska dynastia Qing. Na początku XIX wieku w Chinach panowali tak zwani Mandżurowie (dynastia Qing). Był to naród wywodzący się z plemion tungusko-mandżurskich należący do ałtajskiej rodziny językowej, którzy od najdawniejszych czasów zamieszkiwali tereny północo-wschodniej Mandżurii. Plemię to od XVII wieku aż do roku 1911 władało Chinami. W tym czasie lud ten niemalże całkowicie zasymilował się z Chińczykami, co sprawiło, że stracił swoją odrębność kulturową. Dzisiaj ludność ta stanowi mniejszość, która zamieszkuje tereny Dżungarii i Mandżurii, gdzie żyje w rozproszeniu pośród ludności chińskiej.

Wracając do wojny opiumowej (wojny chińsko-brytyjskiej) należy pamiętać, iż rzeczona dynastia Qing, kierując się praktycznie jedynie własnymi zyskami, ograniczyła handel z zagranicą tylko i wyłącznie do kilku monopolistycznych organizacji kupieckich, nad którymi sprawowała swoją kontrolę. W takiej sytuacji nie obeszło się bez protestów ze strony kupców europejskich, głównie Brytyjczyków i Francuzów, którzy działali w ramach kolonizatorskich Kampanii Wschodnioindyjskich. Wyszli oni z propozycją otwarcia wielkiego chińskiego rynku zbytu dla swych towarów. Zaopatrując się w ogromne ilości herbaty, jedwabiu, ryżu, czy też wyrobów rzemieślniczych, byli zmuszeni płacić za te towary srebrem w wyniku braku zgody na wwóz swoich własnych towarów do Chin. Aby wyrównać bilans płatniczy, angielscy kupcy zaczęli dostarczać do Chin ogromne ilości opium pochodzące z upraw znajdujących się w Indiach Brytyjskich. W związku z tym w Chinach bardzo rozpowszechniło się palenie opium, choć wiadomo było, że jest to substancja szkodliwa dla ludzkiego organizmu. Prócz tego, handel tym narkotykiem wręcz przybrał formę przemytnictwa.

Tak więc z rozkazu cesarza Daoguanga, jego specjalny legat w Kantonie – Lin Zexu – nakazał zablokowanie angielskich faktorii oraz zniszczył dwadzieścia tysięcy skrzyń z zarekwirowanym opium. Narkotyk zmieszał z wapnem, solą i wodą, a następnie w takiej oto postaci wyrzucił opium do morza. Sam proces niszczenia narkotyku trwał jakieś dwadzieścia dwa dni. W konsekwencji rząd Wielkiej Brytanii uznał ten fakt za pretekst do wszczęcia wojny przeciwko Chinom, w związku z czym brytyjskie okręty zaatakowały Kanton, natomiast oddziały desantowe piechoty zajęły port, a potem także inne miasta przybrzeżne, w tym Szanghaj. Ostatecznie dynastia Qingów była zmuszona skapitulować, ponieważ Brytyjczycy mieli do dyspozycji znacznie nowocześniejsze uzbrojenie, któremu Chiny nie potrafiły sprostać.

Po klęsce na skutek pierwszej wojny opiumowej, cesarz z dynastii Qing został zmuszony do podpisania traktatu zwanego Nankińskim, który okazał się być jednym z najtragiczniejszych traktatów w historii cesarstwa chińskiego. Wieloletnie odszkodowania na rzecz Brytyjczyków, do jakich Chiny zostały wtedy zobowiązane, a także straty ekonomiczne, które były konsekwencją tychże działań, nie były jednak najdotkliwsze. Skutkiem Traktatu Nankińskiego było coś znacznie gorszego. Otóż otwierał on przed zachodnimi mocarstwami możliwość terytorialnej ekspansji oraz pozwalał innym (obcym) na przejmowanie nadzoru nad terenami o znaczeniu strategicznym. Jak można się łatwo domyślić, dla potężnego i samowystarczalnego cesarstwa było to doświadczenie nade wszystko poniżające i upokarzające.



Zniszczenia morskiej floty chińskiej podczas pierwszej wojny opiumowej
Autor: Edward Duncan (1803-1882)


A teraz przejdźmy już do samego Hongkongu. Ta skalista wyspa znajdująca się na południu Chin, na mocy Traktatu Nankińskiego przeszła w ręce Anglików. Z kolei kilkanaście lat później nadarzyła się sprzyjająca okazja, aby móc przejąć tereny lądowe, czyli tak zwany Kowloon. Oczywiście Brytyjczycy skorzystali z tejże okazji, lecz bliska odległość chińskiego terytorium nie była dla wyspy zbyt bezpieczna. Tak więc w roku 1898 jedynie wydzierżawiono tak zwane Nowe Terytoria, które stanowiły gospodarcze zaplecze. Niedługo potem podjęto walkę z żywiołem, która prowadziła do zabrania morzu jak największej przestrzeni niezbędnej do prowadzenia normalnego życia. Na konsekwencje tych działań nie trzeba było zbyt długo czekać. Hongkong powoli rozrastał się, aby wreszcie stać się jedną z największych metropolii świata, czyli miastem sięgającym swoimi wieżowcami aż do nieba. Lecz mimo to nadal było to miasto kolonialne. Dopiero po stu pięćdziesięciu pięciu latach, w roku 1997 Hongkong wrócił do Chin.

To właśnie pod koniec XIX wieku rozgrywa się akcja powieści pod tytułem Dom Tysiąca Latarni. Umiejscowienie akcji nie jest bynajmniej niczym nowym, biorąc pod uwagę książki, które Eleonor Hibbert napisała pod pseudonimem Victoria Holt. Interesujący jest natomiast fakt, iż tym razem Autorka przenosi czytelnika z Anglii do Hongkongu. Stąd mój wstęp, który mniej więcej nakreśla historię Hongkongu na długo zanim główna bohaterka przybywa do tego szczególnego miasta. Wojna opiumowa nie jest tutaj bez znaczenia, gdyż wiąże się ona z handlem, który towarzyszy nie tylko Jane Milner, ale także wszystkim, którzy ją otaczają. Niemniej zacznijmy od początku.

Główna bohaterka powieści urodziła się w Anglii jako Jane Lindsay. Jest jedynaczką. Posiada kochających rodziców, którzy chcą dla niej jak najlepiej. W związku z tym, kiedy dziewczyna osiąga wiek, który kwalifikuje ją do podjęcia nauki poza domem, zostaje wysłana do pewnej prestiżowej szkoły dla wyższych sfer. Tam zdobywa naprawdę gruntowne wykształcenie i choć nie pochodzi w wyższych warstw społecznych, to jednak udaje jej się zaaklimatyzować w nowym otoczeniu. Dziewczyna jest naprawdę żądna wiedzy, więc nie wykazuje nawet najmniejszych trudności w nauce.

Kiedy Jane kończy piętnaście lat, wówczas do jej szczęśliwego i poukładanego życia wkrada się tragedia. W dramatycznych okolicznościach traci ukochanego ojca. Pozbawiona jego opieki, czuje, że już nic nie będzie takie samo. Niemniej jednak matka dziewczyny staje na wysokości zadania i pomimo że cierpi po stracie męża, nie poddaje się. Kobieta wie, że teraz będzie musiała zadbać nie tylko o siebie, ale także o swoją jedynaczkę. Ponieważ Jane wciąż zdobywa wykształcenie na wysokim poziomie, istnieje możliwość, że kiedyś podejmie pracę guwernantki w jakimś bogatym domu. Lecz do tego czasu trzeba pomyśleć o jakiejś posadzie, która zapewniłaby godne życie zarówno Jane, jak i jej matce. Tak więc pani Lindsay robi wszystko, aby swój plan wprowadzić w życie. Ostatecznie udaje jej się podjąć pracę w domu niejakiego Sylwestra Milnera. Zostaje tam ochmistrzynią, co oznacza, że od tej chwili będzie sprawowała nadzór nad służbą.

Kim jest ów tajemniczy Sylwester Milner? Otóż, jest on mężczyzną po czterdziestce, który nigdy się nie ożenił. Od wielu lat trudni się handlem dziełami sztuki. Swoje interesy prowadzi właśnie na terenie Chin, a dokładnie w Hongkongu. W domu zwanym Zagrodą Rolanda również gromadzi rzeczone dzieła sztuki, szczególnie są to posągi chińskich bóstw. Na jego usługach jest Chińczyk, Ling Fu, który jeździ ze swoim panem dosłownie wszędzie. Z powodu licznych podróży w interesach, Sylwester w swoim własnym domu jest gościem, w związku z czym służba czuje się tutaj swobodnie. Oczywiście Milner nie prowadzi interesu sam. Ma konkurencję w postaci dwóch bratanków – Adama i Joliffe’a. Każdy z nich zajmuje się biznesem na swój własny sposób, co nie zawsze podoba się Sylwestrowi. Na tym tle dochodzi do nieporozumień, ale nic nie można na to poradzić.

W Zagrodzie Rolanda znajduje się pewien tajemniczy pokój, do którego wstęp ma jedynie pan domu oraz jego oddany chiński służący. Ponieważ Jane wreszcie kończy szkołę i tak naprawdę nie bardzo wie, co ma ze sobą zrobić, propozycja pracy u Sylwestra staje się dla niej wybawieniem z kłopotów. Jedynym warunkiem jest fakt, iż musi do perfekcji przyswoić sobie wiedzę na temat chińskich dynastii oraz dzieł sztuki, którymi handluje jej pracodawca. Nie jest to trudne zadanie, zważywszy że Jane jest niezwykle chętna ku temu, a do tego przyswaja wiedzę bardzo szybko. Tak więc w końcu staje się sekretarką Sylwestra Milnera, z czego wszyscy są niezwykle zadowoleni, a to wiąże się z faktem wtajemniczenia jej w umeblowanie wspomnianego już tajemniczego pokoju, który zwany jest przez wszystkich Pokojem Skarbów.

Jane i Joliffe na tle Domu Tysiąca Latarni 
Niestety, spokój nie trwa zbyt długo. Któregoś dnia do Zagrody Rolanda przybywa z wizytą Joliffe Milner. Od tej pory wszystko się zmienia nie tylko w życiu samej Jane, ale także w życiu osób, które obdarzyły ją zaufaniem. Wydaje się, że tylko jedna pani Lindsay jest zadowolona z wydarzeń, jakie zachodzą w życiu jej córki. Kobieta żywi przekonanie, że nad tym wszystkim czuwa jej zmarły mąż i to za jego przyczyną w życie jej dziecka wkroczył bratanek Sylwestra Milnera, który w błyskawicznym tempie zawładnął sercem Jane. Czy zatem Joliffe jest naprawdę tym mężczyzną, z którym młodziutka Jane powinna spędzić resztę życia? A może mężczyzna nie jest tak do końca uczciwy i należałoby posłuchać przestróg jego stryja, Sylwestra?

Jeśli chodzi o moje wrażenia po przeczytaniu tej książki, to tak naprawdę nie różni się ona niczym szczególnym od tych, które już czytałam. Victoria Holt pisała do schematu, co dokładnie widać, kiedy przeczytamy kilka jej powieści. Ponieważ lubię takie wiktoriańskie klimaty, sięgam po powieści tej Autorki bardzo chętnie i nie czuję jakiegoś przesytu. Dom Tysiąca Latarni to przede wszystkim historia niezwykle egzotyczna. Po rozmaitych perypetiach, jakich doświadcza Jane, wraz z bohaterką jesteśmy przeniesieni do Hongkongu, gdzie stykamy się z egzotyczną dziewiętnastowieczną kulturą tamtego miejsca. Oczywiście dzisiejszy Hongkong jest już zupełnie inny niż ten, który opisała Victoria Holt. Niemniej ten w wykonaniu Autorki jest równie ciekawy, jak współczesny.

Tytułowy Dom Tysiąca Latarni stanowi tutaj kwestię kluczową. To w nim, po przybyciu do Hongkongu, zamieszkuje Jane. Z tym miejscem łączy się tajemnica z przeszłości, którą nasza bohaterka pragnie odkryć. Czy jej się to uda? A może nie warto grzebać w czasach minionych? Czy życie Jane w którymś momencie znajdzie się w niebezpieczeństwie? Oczywiście tego wszystkiego dowiecie się po przeczytaniu książki.

Jak widać z powyższego będziemy tutaj mieć do czynienia z wątkiem kryminalnym, co również nie jest nowością w twórczości Victorii Holt. Niemniej jednak, na tle innych powieści Autorki, on także nie wyróżnia się niczym szczególnym. Z książki na książkę metody pozbycia się osoby, która w jakiś sposób stanowi zagrożenie dla któregoś z bohaterów, nie zmieniają się. Ewentualny morderca podąża praktycznie tą samą ścieżką, którą szedł inny bohater w przypadku innej powieści. Nie będę zatem na siłę zachwalać twórczości Victorii Holt, choć do mnie ona trafia i zawsze miło mi się czyta jej opowieści. Myślę, że po książki Autorki nie powinny sięgać osoby, które lubią mocniejszą literaturę oraz te, dla których schematyczność jest nudna. Moim zdaniem tacy czytelnicy mogliby ewentualnie przeczytać jedną z tych pozycji i na tym spotkanie z Autorką zakończyć. Sięgając bowiem po kolejną, narażają się na przeczytanie niemalże tej samej historii z bohaterami, którzy jedynie zmielili imiona i nazwiska oraz znaleźli się w jakimś innym miejscu. Jeśli chodzi o psychologię postaci, to jest ona niedopracowana, a właściwie wcale jej nie ma. Już kiedyś o tym pisałam, że główne bohaterki książek Victorii Holt są identyczne pod względem pochodzenia i psychiki. Owszem, czasami trafi się jakaś nieznaczna odmienność, ale jest to tak rzadkie zjawisko, że praktycznie zupełnie niezauważalne.

Dom Tysiąca Latarni to także romans, choć w zupełnie innych klimatach niż na przykład dzieje się to w przypadku twórczości Nory Roberts czy chociażby Danielle Steel. Victoria Holt bardziej oscyluje w kierunku klasyków, jak Jane Austen czy siostry Brontë. Mnie książki Eleonor Hibbert podobają się chyba głównie z tego powodu, iż wreszcie przekonałam się do klasyki i bardzo dobrze czuję się w tego typu klimatach. Nie nudzi mnie już nawet ta schematyczność. Zaletą tych powieści jest też to, iż czyta się je bardzo szybko. Fabuła jest tak prosta, że nie zmusza do myślenia. Tak więc spokojnie można zabrać taką powieść w podróż, gdzie naszą uwagę może coś rozpraszać. Nawet jeśli tak się stanie, to nie przeszkodzi nam to powrócić do książki bez ryzyka, że zapomnieliśmy co wydarzyło się na poprzedniej stronie.

Myślę, że po Dom Tysiąca Latarni można sięgnąć przede wszystkim ze względu na egzotykę Hongkongu. Natomiast nie należy w żadnym razie spodziewać się ani ognistego romansu, ani tym bardziej jakiegoś wyjątkowego wątku kryminalnego, który zmrozi nam krew w żyłach. Jeśli ktoś jest zainteresowany twórczością Victorii Holt, a nie czytał jeszcze żadnej z jej powieści, to na początek polecam Panią na Mellyn vel Guwernantkę, bowiem żadna książka Autorki nie porwała mnie tak bardzo jak właśnie ta. A potem można już sięgać po kolejne tytuły, jeśli taka będzie wola czytelnika.





14 komentarzy:

  1. Kolejna twoja świetna recenzja z ciekawie zarysowanym tłem historycznym, czuję się skuszona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, tło historyczne bardzo ciekawe, jednak akcja powieści dzieje się jakieś 40 lat później, ale echo wojny opiumowej nadal słychać. Lubię takie książki, bo dają mi możliwość pisania o historii. A ja bardzo lubię szperać w historii i dowiadywać się ciekawych rzeczy. :-)

      Usuń
  2. Klimat powieści ciekawy, ale nadal nie na tyle, bym zapragnęła poznać tę autorkę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy powinnam tak mówić/pisać, ale znając Twoje upodobania jestem skłonna stwierdzić, że to nie są książki dla Ciebie. Zmęczyłabyś się przy nich, a w czytaniu nie o to chodzi, żeby się przy nim męczyć, prawda? :-)))

      Usuń
  3. Oj, lubię czytać powieści, gdzie choć w zarysie występują Chiny.. A recenzja jak zwykle świetna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj tego Hongkongu jest naprawdę sporo. Jakieś 3/4 akcji dzieje się w Chinach. Trzeba przyznać, że research jest tutaj świetnie zrobiony i czytelnik może poznać wiele zwyczajów i tradycji chińskich. To bardzo przesądny naród, który wierzy w rozmaite bóstwa, które "tracą twarz", kiedy człowiek nie jest im posłuszny. :-)))

      Usuń
  4. Jaka nietypowa okładka. Co do samej książki, jednak nie skorzystam, ponieważ porównujesz powyższe dzieło Victorii Holt bardziej do twórczości Jane Austen czy siostry Brontë a ja akurat nie gustuje w stylu tych autorek. Zdecydowanie skłaniam się ku Stell i Roberts.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale przy poprzednich książkach tej autorki pisałam też, że jej powieści utrzymane są w klimacie Jane Austen i sióstr Brontë, natomiast styl pisania jest zupełnie inny. Chodzi o to, że akcja dzieje się w epoce wiktoriańskiej i właśnie to łączy powieści Holt z książkami Austen i Brontë. Ale ognistego romansu i mocnych scen łóżkowych tutaj nie znajdziesz. ;-)

      Usuń
  5. O Chinach, Japonii i Azji ogólnie jakoś czytać nie lubię - przebrnęłam tylko przez 'Wyznania gejszy' a i to z trudem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja swego czasu napisałam obszerną pracę na temat Chin i to, czego się dowiedziałam podczas badań nad tym krajem, zmroziło mi krew w żyłach. Nie do pomyślenia jest, że w XXI wieku dzieją się tam tak okrutne rzeczy, a świat nic z tym nie robi.

      Usuń
  6. myślę, ze wezmę się za tę polecaną przez Ciebie pozycję i jak mi się spodoba to sięgnę i po te ;) Pozdrawiam ciepło i zapraszam do siebie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Guwernantka" jest niesamowita. Czytałam jednym tchem. Mam nadzieję, że i Tobie się spodoba. :-) Martuś, ja Cię odwiedzam, naprawdę. Niemniej, mam teraz tak dużo pracy, że po prostu nie wyrabiam, nawet ze swoim blogiem. Odwiedzam i komentuję u innych też rzadziej, ale to nie oznacza, że się na Was obraziłam. Po prostu robię ostatnie poprawki w swojej powieści, bo w styczniu chcę ją wypuścić w świat. Mam nadzieję, że wybaczysz. :-) Uściski! :-)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.