Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

niedziela, 8 grudnia 2013

Nora Roberts – „Hołd”













Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2009
Tytuł oryginału: Tribute
Przekład: Jan Kabat




„Hołd” to takie wzniosłe słowo. Słowo, które z reguły kojarzy nam się z czymś niezwykle poważnym. Zazwyczaj hołd składamy tym, którzy w jakiś szczególny sposób zasłużyli się dla kraju, na przykład podczas drugiej wojny światowej, kiedy oddali własne życie za wolność. Okazuje się jednak, że hołd można złożyć nie tylko weteranom wojennym. Otóż, w życiu każdego z nas może pojawić się, a potem odejść ktoś, komu będziemy wiele zawdzięczać, i kto wywrze na nas ogromny wpływ. Wtedy będziemy starać się czcić pamięć tej szczególnej osoby i robić wszystko, aby o niej nie zapomnieć. Hołd można złożyć również niezwykłemu miejscu. Miejscu, z którym wiąże się jakieś specyficzne wydarzenie. Jednakże trzeba pamiętać, że każde wydarzenie związane jest z obecnością ludzi. Praktycznie nie zdarzyłoby się nic bez ich udziału. I tak oto koło się zamyka i wracamy do punktu wyjścia, którym jest człowiek. To właśnie jemu składamy hołd i to o nim pamiętamy przez lata, a nawet wieki.

W stanie Virginia w Dolinie Shenandoah leży miasteczko o nazwie Skyline Village, które zamieszkiwane jest tylko przez kilka tysięcy ludzi. Jak to zazwyczaj bywa w tego typu miejscowościach, ludzie znają się tutaj bardzo dobrze, a wszystko, co nowe muszą dokładnie obejrzeć, aby ostatecznie móc stwierdzić czy ta rzeczona nowość będzie pasować do ich uporządkowanego życia i środowiska. Taki przybysz musi naprawdę bardzo się starać, aby tubylcy go zaakceptowali i w końcu uznali za swego. Choć jest to bardzo trudne, to jednak nie jest niemożliwe. Niemniej łatwiej jest znaleźć akceptację w nowym miejscu, jeśli nie łączy nas z nim przeszłość. Gorzej bowiem, jeżeli wracamy do jakiegoś miasteczka, którego mieszkańcy wciąż pamiętają o skandalu związanym albo bezpośrednio z naszą osobą, albo z kimś z naszej rodziny. W takiej sytuacji z reguły już na starcie jesteśmy skazani jedynie na własne siły. Być może znajdzie się ktoś, kto pomimo wszystko będzie do nas przyjaźnie ustosunkowany, ale wtedy musi liczyć się z tym, że sąsiedzi oraz dotychczasowi przyjaciele i znajomi będą patrzeć na niego krzywym okiem, bo przecież brata się z wrogiem.

We wspomnianym powyżej miasteczku Skyline Village znajduje się zrujnowana posiadłość zwana Małą Farmą. Ściany tego domu niejedno widziały i niejedno przeżyły. Gdyby potrafiły mówić zapewne zdradziłyby wiele tajemnic, które wiążą się z posiadłością. Niestety, mówić nie potrafią, więc trzeba liczyć jedynie na ludzi, którzy być może będą próbować odkryć prawdę. Praktycznie wszyscy w Skyline Village wiedzą, że ponad trzydzieści lat temu na Małej Farmie rozegrała się tragedia, a właściwe miały miejsce dwa dramaty, które pomimo upływu lat odbijają się echem wśród mieszkańców. Do dziś z ust do ust przekazywana jest wieść o samobójczej śmierci Janet Hardy, która przedawkowała leki, popijając je alkoholem. Dlaczego to zrobiła? Co ją popchnęło do tak dramatycznego kroku? Otóż, generalnie panuje przekonanie, że nie mogła już dłużej znieść tragicznych konsekwencji samochodowego wypadku swojego osiemnastoletniego wówczas syna. Pomimo że Janet miała jeszcze córkę, to jednak syn był dla niej najważniejszy. To on stanowił sens jej życia. Po jego śmierci wybitna hollywoodzka aktorka i piosenkarka nie potrafiła już żyć i cieszyć się tym, czym obdarzył ją los. Nie była dla niej ważna kariera. Tłumy wielbicieli również przestały ją interesować. Tak więc popadła w głęboką depresję, z której jest tylko jedno wyjście: śmierć.



Krajobraz Doliny Shenandoah 


Po trzydziestu pięciu latach od tamtego wydarzenia na Małą Farmę przyjeżdża wnuczka Janet Hardy – Cilla McGowan. Kobieta ma dwadzieścia osiem lat i jest łudząco podobna do swojej babki. Tak bardzo ją przypomina, że można wręcz odnieść wrażenie, iż to Janet wstała z grobu i znowu zarządza posiadłością, na której czasami była też szczęśliwa. Co takiego skłoniło Cillę do przybycia na farmę? Otóż, dziewczyna pragnie ją wyremontować, a potem na niej zamieszkać. W rodzinie Cilli McGowan robienie kariery w Hollywood jest niemalże obowiązkiem. Jest to, jak gdyby tradycja, którą należy bezwzględnie kultywować. Tak właśnie zrobiła matka Cilli, która nie wyobraża sobie życia bez telewizyjnych kamer i sławy. Nie może znieść, kiedy nie piszą o niej gazety. Zapewne z tego właśnie powodu zmienia mężów jak rękawiczki. Bo skoro w jej życiu zawodowym na daną chwilę nie dzieje się nic takiego, co mogłoby zainteresować opinię publiczną, to trzeba przyciągnąć jej uwagę życiem prywatnym.

Jakże inna jest Cilla. Kiedy była jeszcze małym dzieckiem, nad którym sprawowano kontrolę, bez słowa sprzeciwu wykonywała polecenia matki. Dilly pragnęła na siłę zrobić z niej hollywoodzką gwiazdę, nie bacząc na brak ze strony dziewczynki jakichkolwiek chęci ku temu, nie mówiąc już o talencie, którego Cilla od samego początku nie miała i mieć nie zamierzała. Tak więc pewnego dnia zbuntowała się i rozpoczęła życie na własny rachunek, pragnąc zostać przedsiębiorcą budowlanym. Domy i ich remontowanie to jest to, co Cilla pragnie robić i do czego uparcie dąży. Stąd zakup Małej Farmy. Ale czy tylko z powodu przeprowadzenia gruntownego remontu na farmie Cilla odkupiła ją od swojej matki? Nie. Ona w ten sposób chce złożyć hołd swojej babce, której tak naprawdę nie miała okazji poznać, bo Janet Hardy odeszła z tego świata jeszcze zanim jej wnuczka się urodziła. Wszystko, co Cilla wie na temat babki to informacje zaczerpnięte z prasy i z opowieści Dilly. Te ostatnie nie zawsze są wiarygodne, bo Dilly już tak ma, że mówi tak, jak jej wygodnie.

I tak oto szczęśliwa Cilla rozpoczyna remont Małej Farmy. Zatrudnia miejscowych fachowców, a sama staje się szefem brygady remontowej. Wydawać by się mogło, że miejscowi nawet ją zaakceptowali, choć nie omieszkają wspominać w jej obecności legendarnej Janet Hardy. Lecz Cilla jakoś nie bardzo się tym przejmuje, bo w końcu zdaje sobie sprawę z tego, że jej babka swego czasu musiała wywrzeć na niejednym spore wrażenie. Bardzo szybko też poznaje swojego nieziemsko przystojnego sąsiada. Ford Sawyer jest pisarzem, który tworzy powieści w postaci komiksów. Ma nie tylko nieprzeciętny talent do rysowania, ale też niesamowity urok osobisty, któremu Cilla bardzo szybko ulega. Lecz to nie ich ewentualny romans będzie w tym wszystkim najważniejszy. Najistotniejszą kwestią będzie fakt, iż pomimo wszystko w Skyline Village jest ktoś, kto chce jej zrobić krzywdę. Tylko czy na pewno jej? A może tłem tych ataków jest jednak jej babka? Co zatem takiego stało się w przeszłości, że teraz wraca ze zdwojoną mocą? Czy Janet Hardy naprawdę popełniła samobójstwo, jak wszyscy twierdzą? A może znalazł się jednak ktoś, kto jej pomógł przenieść się na tamten świat? A jeśli tak się w istocie stało, to kto mógł jej tak bardzo nienawidzić, że aż posunął się do morderstwa? Co takiego zrobiła Janet, że przysporzyła sobie wrogów? Tak więc mnóstwo pytań, a żadnej odpowiedzi.


Być może to właśnie na takiej farmie mieszkała niegdyś Janet Hardy,
a potem jej wnuczka Cilla McGowan


Nie wiem tak naprawdę którą z kolei powieścią Nory Roberts jest Hołd. Oczywiście powieścią, którą przeczytałam. Jest ich tak dużo, że w pewnym momencie straciłam rachubę. Większość z nich przeczytałam jeszcze przed rozpoczęciem pisania bloga, więc może zdarzyć się, że któregoś dnia do nich wrócę. Dla mnie Nora Roberts to pisarka, po której książki zawsze chętnie sięgam. Kiedyś powiedziałam, że jest to jedna z tych autorek, która mogłaby napisać totalnego gniota, a ja i tak bym go przeczytała.

Nora Roberts bardzo często w swoich powieściach ukazuje świat ludzi nieprzyzwoicie bogatych i działających w show businessie. Tak też jest i tym razem, choć wspomniany show business w tym przypadku stanowi jedynie tło. Tutaj na pierwszy plan wysuwa się Cilla McGowan – aktorka i piosenkarka z lat dziecięcych, która ma dosyć tamtego życia i pragnie spełniać się w czymś, co kocha. Zawód, który sobie wybrała raczej nie jest przeznaczony dla kobiet, ale Cilla świetnie sobie radzi. Jest silna, nie tylko fizycznie. Niemniej czasami przychodzą takie chwile, kiedy nie panuje nad swoimi emocjami. Jej przeciwieństwo stanowi Ford Sawyer, z którym nasza bohaterka prędzej czy później i tak pójdzie do łóżka. Postanowiłam nie ukrywać tego faktu, bo przecież wszyscy, którzy znają twórczość Nory Roberts (a chyba mało kto nie zna) wiedzą, że zawsze znajdzie się w nich jakiś przystojny sąsiad, detektyw, były policjant, architekt, aktor, czy pisarz, który zawładnie sercem głównej bohaterki do tego stopnia, iż należy już tylko nasłuchiwać bicia weselnych dzwonów.

Tym, czym chciałabym Was zainteresować, jest wątek sensacyjny. Jest on dość interesujący i tak naprawdę do samego końca nie wiemy, kto jest tym złym, i co faktycznie przydarzyło się Janet Hardy. Nora Roberts dodatkowo próbuje zainteresować czytelnika, wprowadzając lekki element fantasy. Otóż, Cilla ma sny, w których rozmawia ze swoją babką. Oczywiście nie zdradzę tematu tychże konwersacji, ale musicie wiedzieć, że są one dla Cilli niezwykle ważne. Przecież ona na dobrą sprawę nie widziała swojej babki na oczy. Zna ją jedynie ze zdjęć i opowiadań. Natomiast żywej nigdy jej nie spotkała. W którymś momencie w niebezpieczeństwie znajduje się nie tylko Cilla, ale też osoby, które są jej przyjazne. Ogromną rolę odgrywa tutaj również niejaki Spock. Bohater niezwykle sympatyczny, choć zupełnie pozbawiony urody. 

Książka naprawdę bardzo mi się podobała. Przeczytałam ją praktycznie jednym tchem, ale pewnie głównie dlatego, że akurat potrzebowałam takiej właśnie lektury – lekkiej i nie zmuszającej do zbyt wytężonej pracy umysłowej. Na podstawie tej powieści powstał serial telewizyjny, który miał swoją światową premierę w 2009 roku. W rolach głównych możemy obejrzeć nieżyjącą już niestety Brittany Murphy (1977-2009) oraz Jasona Lewisa. Przyznam, że nie oglądałam jeszcze tej produkcji, ale czytałam już kilka opinii na jej temat i w większości widzowie wypowiadają się niezbyt pochlebnie. Uważają, że serial jest nudny i w niczym nie dorównuje książce.

Czego jeszcze można spodziewać się po Hołdzie? Na pewno tajemnicy z przeszłości, która w końcu zostanie rozwikłana. W miasteczku żyją jeszcze ludzie, którzy pragną zemsty. Ludzie, którzy uważają, że nie wyrównali z rodziną Janet Hardy swoich rachunków. Tak więc emocji nie brakuje. Ci, którzy lubią kiedy w książce iskrzy, a seks stanowi jeden z głównych elementów fabuły, również nie powinni poczuć się rozczarowani podczas lektury. Natomiast jako tłumacz, mam tylko jedną małą uwagę. Moim zdaniem książki z gatunku literatury kobiecej nie powinny być tłumaczone przez mężczyzn, a tak jest w tym przypadku. Trzeba pamiętać, że tłumacz to taki drugi autor i to od niego w głównej mierze zależy jakość przełożonej powieści. Myślę, że ktoś, kto nie jest tłumaczem nie zwróci uwagi na pewne kwestie związane z przekładem. Mnie jednak coś w tym tłumaczeniu zgrzytało. Niemniej fakt ten nie wpływa znacząco na jakość książki.









21 komentarzy:

  1. Przyznam, że z ogromnym zainteresowaniem czytałam twoją recenzje ,,Hołdu'', ponieważ jakiś czas temu dostałam tę książkę w prezencie od pewnej blogerki. Jeszcze nie miałam okazji jej czytać, ale będę chciała to w najbliższym czasie nadrobić i już nie mogę się doczekać własnych wrażeń z tej lektury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że prezent jak najbardziej trafiony. Książka powinna Ci się spodobać. Mnie praktycznie porwała. A tak przy okazji to podam Ci taką ciekawostkę, że natrafiłam na recenzję tej powieści na blogu amerykańskiej blogerki. Opinia nie była przychylna. Toczyła się tam gorąca dyskusja pomiędzy innymi blogerami, do której włączyła się sama Nora Roberts. Zareagowała naprawdę emocjonalnie. Mniej więcej tak samo, jak reagują niekiedy nasi autorzy, kiedy czytają negatywne recenzje swoich książek. Okazuje się, że wszędzie jest tak samo. A ja myślałam, że to tylko w Polsce tak dyskutują. ;-)

      Usuń
    2. mnie książka podobała się bardzo i myślę, że ci się spodoba.. recenzja jest świetna i oddaje ducha książki...wiesz że ja ją uwielbiam i bardzo cenię. Co do tej blogerki to są osoby którym może się nie podobać jej twórczość - to już kwestia gustu;) A autor zawsze chce by ludzie czytali z przyjemnością jego dzieła;) Dodałam recenzje do wyzwania;)

      Usuń
    3. To mnie zaskoczyłaś tą ciekawostką, ale widać wszędzie jest tak samo, że każdy pisarz broni swojego ,,dziecka'' jak tylko może, tylko jedni robią to rozsądnie i z dystansem a drudzy bardziej emocjonalnie.

      Usuń
    4. Po tym komentarzu Nory Roberts widać było, że zrobiło jej się przykro, że niektóre czytelniczki negatywnie odebrały tę powieść. Jednak pomimo emocjonalnego podejścia do sprawy, zachowała klasę. Nie wykłócała się z nimi i nie narzucała swojego zdania. Nie broniła też książki za wszelką cenę. No i co chyba najważniejsze, nie obrażała, jak to czasami ma miejsce w Polsce. Jeśli o mnie chodzi, to nie mogę powiedzieć, że wobec książek Roberts jestem bezkrytyczna i łykam wszystko bez względu na jakość. Zdarzało mi się napisać negatywną recenzję, szczególnie tych typowych romansów, ale to i tak nie zmienia faktu, że uwielbiam powieści tej autorki i czytać nie przestanę. ;-)

      Martuś, dziękuję za docenienie mojej recenzji i dodanie jej do wyzwania. :-)

      Usuń
  2. Mnie też zainteresowałaś tą recenzją, nawet bardzo! Bardzo lubię takie opowieści o farmie, budowaniu nowego życia etc. Jak będzie jutro w bibliotece, to na pewno wypożyczę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że bedzie dostępna w bibliotece. Życzę zatem miłej i emocjonującej lektury! :-)))

      Usuń
  3. Bardzo świetny tekst! Dawno nie czytałam żadnej recenzji z takim zaciekawieniem. Potrafisz przekonać czytelnika do książki. Na pewno sięgnę po "Hołd", skoro tak zachęcasz. Jeśli chodzi o tłumaczenia to zawsze coś zgrzyta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że recenzji Ci się spodobała. :-) A co do tłumaczeń, to moim zdaniem niektóre są naprawdę bardzo dobre i nie zawsze coś mi w nich zgrzyta. Czasami tłumacz lepiej sobie radzi niż autor. W tym przypadku chodziło mi o to, że mężczyźni mają inny styl pisania i dlatego literaturę kobiecą do przekładu powinno zlecać się kobietom, bo one piszą bardziej uczuciowo. Kładą większy nacisk na stronę emocjonalną. Dlatego też wolę czytać powieści w oryginale. ;-)

      Usuń
  4. Przyznam, że kiedyś rozpocząłem lekturę tej książki, być może zaległości nadrobię ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dlaczego przerwałeś czytanie tej książki? :-)

      Usuń
  5. uwielbiam wszystkie książki Nory Roberts (te które przeczytałam oczywiście) i też już dawno straciłam rachubę w liczeniu :) To nie mam sensu ;)
    "Hołd" już dawno zamierzałam przeczytać, a teraz tak mnie zachęciłaś że jeszcze w tym tygodniu lecę do biblioteki ^^
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cieszę się, że zachęciłam i mam nadzieję, że się nie zawiedziesz na tej powieści. :-) Uściski! :-)

      Usuń
  6. To ja się zachwycę okładką - piękna. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, a mnie ta okładka nie za bardzo się podoba. Ale może to dlatego, że nie lubię ciemnych kolorów. Wydanie amerykańskie ma znacznie lepszą - moim zdaniem - okładkę. Jest jasna i taka ciepła. ;-)

      Usuń
  7. Recenzja ciekawa, jak dotąd twórczości Nory Roberts nie poznałam ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To powinnaś poznać jej twórczość, bo naprawdę warto. :-)

      Usuń
  8. czytałam:) jedna z lepszych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt, zła nie jest, ale czytałam lepsze np. "Słodka zemsta", "Rafa", a nawet ostatnio "Niebo Montany". :-)

      Usuń
  9. Ja również bardzo lubię Norę Roberts, ale "Hołdu" nie znałam. Świetna recenzja, więc na pewno przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam. Mnie ta książka bardzo się podobała. :-)

      Usuń