Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

wtorek, 20 sierpnia 2013

Iny Lorentz – „Płomienna narzeczona”












Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2009
Tytuł oryginału: Die Feuerbraut
Przekład: Joanna Diduszko-Kuśmirska




Po bardzo dobrym cyklu opowiadającym o dramatycznych losach nierządnicy Marii Adler wiedziałam, że na tej jednej serii się nie skończy. Niemiecka para Autorów pisząca pod pseudonimem Iny Lorentz wywarła na mnie na tyle pozytywne wrażenie, że w niedługim czasie sięgnęłam po ich kolejną książkę. Tym razem mój wybór padł na Płomienną narzeczoną. Zanim jednak przystąpiłam do lektury, przeczytałam kilka recenzji tej powieści. Niektórzy książkę zachwalali, natomiast inni ostrzegali przed wiejącą z niej nudą. Zdumiewa mnie jak opinie czytelników mogą różnić się od siebie. Niemniej jeszcze bardziej zadziwia mnie błędny przekaz niektórych recenzentów. Dziś, kiedy jestem na świeżo po lekturze, zastanawiam się czy czytałam tę samą książkę, którą przede mną omawiali inni.

Może najpierw kilka słów o tle historycznym. Otóż tym razem Autorzy przenoszą czytelnika do XVII wieku. Na terenie ówczesnej Rzeszy postrach sieją Szwedzi, którzy gwałcą, grabią, mordują i maszerują dalej, jakby nic się nie stało. Trwa wojna trzydziestoletnia. Ten konflikt zbrojny mający miejsce w latach 1618-1648 wybuchł pomiędzy protestanckimi państwami Rzeszy niemieckiej wspieranymi przez inne kraje europejskie (Szwecja, Dania, Republika Zjednoczonych Prowincji vel Republika Siedmiu Zjednoczonych Prowincji Niderlandzkich oraz Francja) a katolicką dynastią Habsburgów. Generalnie wojna wybuchła na tle religijnym, ale wśród jej przyczyn znalazło się również silne dążenie europejskich mocarstw do osłabienia potęgi Habsburgów. Fakt ten wyjaśnia długotrwałość konfliktu.

Aby Was nie zanudzić, tym razem zrezygnuję z dokładniejszej analizy tła historycznego, ponieważ należałoby skupić się w tym momencie na kwestii politycznej, a to akurat nie jest temat zbyt ciekawy. Generalnie lata wojny zostały podzielone na cztery okresy[1]. Akcja powieści obejmuje tak zwany okres szwedzki, czyli lata 1630-1635, a takim punktem kulminacyjnym jest bitwa pod Lützen, która rozegrała się w roku 1632.  


Bitwa pod Lützen w 1632 roku; Autor: Carl Wahlbom (1810-1858)


Książka stanowi mieszankę fikcji i rzeczywistych wydarzeń, które miały miejsce podczas tego konfliktu. Dlatego też oprócz postaci czysto fikcyjnych czytelnik na kartach powieści spotka również bohaterów, którzy w mniejszym lub większym stopniu w tej historii naprawdę zaistnieli. Tak więc poznamy szwedzkiego króla Gustawa II Adolfa czy Albrechta von Wallensteina – naczelnego wodza armii cesarskiej. Autorzy wspominają także o hrabim Jahannie Tilly[2], hrabim Axelu Oxenstierna[3], hrabim Matthiasie Gallasie[4], czy znanym wszystkim francuskim kardynale Richelieu.

Każda wojna ma to do siebie, że nie brak spiskowców, którzy tylko czekają, aby przypuścić atak na swoją ofiarę. Tak też jest i w tym przypadku. Armia cesarska liczy tysiące rozmaitych żołnierzy czujących do siebie mniejszą lub większą sympatię. Niekiedy aby zachować honor pojedynkują się, co tak naprawdę nie ma najmniejszego sensu, bo przecież trwa wojna i potrzeba zdrowych i sprawnych żołnierzy, zamiast rannych w dziecinnych i bezmyślnych potyczkach. Niektórzy pałają żądzą zemsty i tylko czekają odpowiedniej chwili, aby swój zamysł przekuć w czyn. W takiej armii zawiązują się też prawdziwe męskie przyjaźnie. Gdzieś po drodze strudzeni żołnierze zakochują się i robią wszystko, aby zapewnić bezpieczeństwo damom swojego serca.

Gustaw II Adolf król Szwecji (1594-1632)
Lecz nie to jest najważniejsze. Wojna to tylko tło. Na pierwszy plan wysuwa się… czarna magia i czarownice. Główną bohaterką jest hrabianka Irmela von Hochberg Kiedy ją poznajemy dziewczyna ma siedemnaście lat i nie jest zbyt urodziwa. Wraz z rodziną i grupą najbliższych sąsiadów opuszcza swój dom i w panice ucieka przed zbliżającymi się Szwedami. Niemniej Irmela nie jest taką zwyczajną młodą panienką. Ona posiada szczególny dar. Jej zmysły są nad wyraz dobrze rozwinięte, a więc słyszy i czuje otaczającą ją rzeczywistość na długo zanim dotrze ona do świadomości innych. Można wręcz rzec, że hrabianka „słyszy jak trawa rośnie”. Najprawdopodobniej ten niecodzienny dar odziedziczyła po swojej zmarłej już matce, którą swego czasu pewien zawistny dominikanin usiłował oskarżyć o uprawianie czarów. Jednakże poniósł w tej kwestii porażkę, ponieważ kobieta miała swoich wpływowych protektorów, którzy skutecznie się za nią wstawili.

Uciekający przed nieprzyjacielem w pewnej chwili docierają do lasu, na skraju którego nagle zatrzymują się. Dlaczego? Otóż Irmela słyszy tętent kopyt koni wroga. Podnosi przeraźliwy alarm, twierdząc, że z naprzeciwka nadjeżdżają znienawidzeni Szwedzi. Praktycznie nikt nie chce dać wiary jej słowom. Wśród uciekinierów są też tacy, którzy jawnie okazują jej niechęć, nazywając po prostu czarownicą. To członkowie jej rodziny. Nawet ojciec Irmeli nie chce jej uwierzyć, uznając, że dziewczynie tylko wydaje się, że coś słyszy. Jednak ona nie daje za wygraną i ucieka do lasu, a wraz z nią kilka innych kobiet. W ślad za Irmelą podąża również jej przyjaciel z dzieciństwa – Fabian von Birkenfels. Chłopak chce, aby dziewczyna wreszcie się opanowała i przestała histeryzować, bo w ten sposób opóźnia dalszą podróż. Próbuje skłonić ją do powrotu, lecz jest już za późno. Gdzieś w oddali słychać odgłosy walki i krzyki gwałconych kobiet. Fabianowi honor nie pozwala pozostać z kobietami w lesie. Chce wracać, ale Irmela siłą go powstrzymuje. Wie, że na leśnym trakcie prawdopodobnie nie ma już żywych ludzi. Pozostali tylko znienawidzeni Szwedzi, którzy jej zdaniem nie kwalifikują się, aby nazywać ich ludźmi. Dopiero, gdy jest pewna, że nie grozi im już żadne niebezpieczeństwo ze strony wroga, wraz z ocalałymi wraca na miejsce zbrodni, gdzie zastaje makabryczny widok. Tylko dwóm kobietom udaje się przeżyć całą tę masakrę. Jedna z nich jest niewyobrażalnie pokaleczona. To krewna przeora zakonu dominikanów – Ksawerego von Lexenthala. Dawna uroda dziewczyny zniknęła bezpowrotnie. Jej rozpacz jest niewyobrażalna. Za swoją krzywdę obwinia właśnie Irmelę, której wypomina czary. Wtóruje jej uratowana z masakry Joanna von Hochberg – przybrana ciotka Irmeli. Młoda kobieta nigdy nie żyła w przyjaźni z hrabianką. Teraz ma okazję do uzewnętrznienia swoich uczuć. Rzuca w stronę Irmeli nienawistne komentarze i posądza ją o stosowanie czarnej magii. Czy ma rację? Czy hrabianka von Hochberg naprawdę jest czarownicą, którą należy spalić na stosie?

Ostatecznie ocaleni uchodźcy docierają do Neuburga, a potem do Pasawy, gdzie swoje wpływy posiada przeor von Lexenthal. Wszystko wskazuje na to, że zakonnik nie zapomniał o swojej porażce sprzed wielu lat. Wtedy nie udało mu się doprowadzić matki Irmeli na stos, ale tym razem nie zamierza przegrać. Mówią, że zemsta jest słodka, a dominikanin pragnie zakosztować tej słodyczy najbardziej na świecie. Swoją nienawiść kieruje względem młodziutkiej hrabianki von Hochberg. W tym celu wykorzystuje swoją okaleczoną bratanicę – Ehrentraud von Lexenthal. Czy tym razem uda mu się sprawę doprowadzić do końca? Czy może liczyć na wsparcie ze strony Ehrentraud von Lexenthal buntowanej przez Joannę von Hochberg? Jak wielkie niebezpieczeństwo grozi niepozornej Irmeli i czy dziewczyna znajdzie kogoś, kto ją obroni, skoro na rodzinę już liczyć nie może?

Albrecht von Wallenstein (1583-1634)
Płomienna narzeczona to powieść z gatunku przygodowych. Tytuł wyraźnie wskazuje, że możemy mieć do czynienia z historycznym romansem z wojną w tle. Nic bardziej mylnego. Owszem, na kartach powieści pojawia się miłość, ale znacznie większą uwagę Autorzy skupili na ukazaniu problemu czarnej magii, która w XVII wieku naprawdę dość mocno rozprzestrzeniała się na terenach Rzeszy. Na stos trafiały nie tylko osoby, które przyłapano na gorącym uczynku. Praktycznie nikt nie mógł czuć się bezpieczny. Trzeba było uważać na każde wypowiedziane słowo czy gest. Ludzie w tamtym okresie byli niesamowicie przewrażliwieni, a wręcz obsesyjnie podchodzili do kwestii czarów. Każdy mógł być podejrzany. Najbardziej wyczulone na ten problem było duchowieństwo. Można powiedzieć, że ówczesny Kościół Katolicki opętany był przez swego rodzaju fanatyzm.

Przy Płomiennej narzeczonej nie sposób się nudzić. Akcja gna do przodu, wciąż coś się dzieje. Niemniej jeśli ktoś oczekuje, że znajdzie tutaj jakieś krwawe i brutalne opisy gwałtów na kobietach, to muszę rozczarować. Kiedy czytelnik wraz z którymś z bohaterów udaje się na miejsce zbrodni, jest już po wszystkim i oczami wyobraźni widzi tylko skutki tego, co się stało. Myślę, że Autorzy chcieli oszczędzić czytelnikowi tej brutalności. A może to kwestia przekładu? Może w wersji oryginalnej tego rodzaju opisy są znacznie bardziej wyraziste?

Tym, co najbardziej przyprawiło mnie o dreszcz przerażenia, był opis rytualnego uprawiania czarów. Pomyślałam sobie wtedy, że chyba właśnie od tego swój początek wziął satanizm. W mojej ocenie ta powieść stoi na naprawdę wysokim poziomie. Nie mogę jej niczego zarzucić. Tło historyczne opracowane fantastycznie. Bohaterowie realni i zróżnicowani pod względem psychologicznym, świetnie wpasowujący się w swoją epokę. Język prosty, co nie oznacza, że prymitywny. Czyta się naprawdę dobrze i szybko, pomimo że książka do najcieńszych nie należy. Polecam nie tylko miłośnikom historii, ale każdemu, kto lubi powieści przygodowe.

Na końcu książki Iny Lorentz pisze tak:

„Pewnego razu, podczas dość długiej podróży kolejką miejską, czytałam książkę popularnonaukową na temat kultu i pogromu czarownic. Była ona dla mnie źródłem wiedzy potrzebnej do napisania powieści. Nagle jedna z pasażerek zaatakowała mnie, krzycząc, jak śmiem zajmować się takimi diabelskimi sprawami. Kobieta radziła mi, żebym zamiast tego zajęła się chrześcijańską lekturą, co pomoże mi ocalić duszę.”[5]

No cóż… Gdyby Iny Lorentz posłuchała owej pasażerki, na pewno dziś czytelnicy nie mogliby cieszyć się lekturą naprawdę świetnej powieści o czasach, kiedy czarna magia była czymś powszechnym. Smutne tylko, że niektórym ludziom fanatyzm odbiera zdolność logicznego myślenia. 






[1] okres czesko-palatyński (1618-1624)
    okres duński (1625-1629)
    okres szwedzki (1630-1635)
    okres francusko-szwedzki (1635-1648)
[2] Johann t'Serclaes, hrabia Tilly (1559-1632) – generał w służbie bawarskiej, a następnie w habsburskiej.
[3] Axel Gustafsson Oxenstierna (1583-1654) – szwedzki polityk, najbliższy współpracownik króla Gustawa II Adolfa.
[4] Matthias Gallas (1584-1647) – wódz cesarski.
[5] I. Lorentz, Płomienna Narzeczona, Wyd. Sonia Draga, Katowice 2009, s. 603. 





16 komentarzy:

  1. rzadko czytam książki tego typu, więc nie wiem czy na tą się skuszę.

    pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic na siłę :-) Ja uwielbiam historię i powieści historyczne, więc dla mnie to niesamowita frajda, kiedy mogę coś takiego przeczytać. Wiem jednak, że tego typu literatura jest w mniejszości przytłoczona innymi gatunkami.

      Również pozdrawiam! :-)))

      Usuń
  2. "Nagle jedna z pasażerek zaatakowała mnie, krzycząc, jak śmiem zajmować się takimi diabelskimi sprawami. Kobieta radziła mi, żebym zamiast tego zajęła się chrześcijańską lekturą, co pomoże mi ocalić duszę." - ta pasażerka musi pochodzić z Polski i słuchać namiętnie pewnego radia... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem Ewciu, czy to polska słuchaczka pewnego radia, bo Iny Lorentz tego nie podaje. :D Ale przeraża mnie takie myślenie. Wiara w czary i uprawianie ich a jedynie czytanie o nich celem zdobycia pewnej wiedzy, to są dwie diametralnie różne rzeczy. Kiedyś koleżanka powiedziała mi, że w przedszkolu jej dziecka ksiądz zakazał czytania "Harry'ego Pottera". Byłam zdziwiona i zapytałam, dlaczego? A ona mi na to, że to magia, że tam bohaterowie obchodzą chrześcijańskie święta, a przecież to czarodzieje, itp. itd. Moją koleżankę tak to "zafascynowało", że chciała przekonać się na własnej skórze, czy faktycznie ten ksiądz ma rację i "Harry Potter" to taki demon. Tak się w lekturę wciągnęła, że przeczytała wszystkie części. I dziecku też poleca. Dodam jeszcze, że jest praktykującą katoliczką. Dlatego podejście do pewnych spraw niektórych osób mnie przeraża. ;-)

      Usuń
  3. Brzmi kusząco, jednak taką literaturą zostawię sobie na zimowe wieczory, w tej chwili preferuje lekkie lektury, ale z tym różnie bywa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tak miałam tego lata. Czytałam książki Eleonor Hibbert praktycznie jedną za drugą. To takie lekkie klimaty, gdzie akcja osadzona jest w epoce wiktoriańskiej. Mam jeszcze kilka powieści tej autorki i pewnie zanim skończy się lato postaram się je przeczytać. Natomiast "Płomienna narzeczona" naprawdę jest świetną lekturą. :-)

      Usuń
  4. Dobrze, że wątek wojenny jest tylko tłem, zaś nadrzędną rolę gra magia i czarownice, ponieważ bardzo lubię takie okultystyczne tematy, dlatego tym razem jestem skłonna poznać powyższą książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ufff... no to tym razem trafiłam w Twój gust. :-)

      Usuń
  5. Muszę przyznać, że ta książka to moje klimaty :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To musisz się za nią rozejrzeć koniecznie. :-)

      Usuń
    2. Z pewnością się rozejrzę, a jak znajdę, dam znać :-)

      Usuń
    3. A zatem czekam na info :-)))

      Usuń
  6. Recenzja świetna, ale jakoś nie poczułam przyciągania do tej książki, więc raczej jej nie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mój gust czytelniczy rzadko kiedy pokrywa się z gustem większości osób. Z reguły czytam książki, które są spychane gdzieś na boczny tor. Nie lubię poddawać się fali i czytać to, co czyta większość. Taka już niepokorna indywidualistka jestem. :-)

      Usuń
    2. Uwielbiam tą niepokorność i muszę przyznać, że czasem lubię to Twoje płynięcie pod prąd, bo potrafisz spośród zwykłych, zakurzonych książek wydobyć perełki.

      Usuń
    3. Na pewno nie byłoby tych perełek, gdybym współpracowała na stałe z wydawnictwami. Wtedy musiałabym czytać to, co wszyscy i na moim blogu byłyby książki, które w tym samym czasie pojawiałyby się też na innych blogach. A tak, mam tę swobodę w wyborze lektur. Dziś byłam w bibliotece i przyniosłam sobie thriller, co mi się rzadko zdarza. Aż sama jestem ciekawa swoich wrażeń po lekturze. :-)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.