Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

czwartek, 2 marca 2017

Barbara Wood – „Domina”












Wydawnictwo: KSIĄŻNICA/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Katowice 2008
Tytuł oryginału: Domina
Przekład: Anna Kraśko





Dziś cofnijmy się do czasów, kiedy dwie trzecie Amerykanów mieszkało na farmach lub w wiejskich posiadłościach. Kanalizacja w domach należała do rzadkości, a mieszkania ogrzewano przy pomocy dymiących pieców, w których spalano drewno, zaś zamiast elektryczności używano lamp naftowych. Praca w gospodarstwach była naprawdę ciężka i bardzo często dochodziło do wypadków. Występowały również poważne choroby, takie jak cholera, żółta febra, dur brzuszny, błonica, malaria czy gruźlica. Te trudne warunki dodatkowo potęgował fakt, że nie było wtedy jeszcze szczepionek, nie prowadzono badań laboratoryjnych, a także nie było wielu skutecznych leków, aby ówcześni lekarze mogli wyleczyć wspomniane choroby. Taki wiejski lekarz był jednak w stanie wyleczyć niektóre dolegliwości. Potrafił nastawić złamane kości, zaradzić trudno gojącym się ranom, czy też ostrym objawom niektórych chorób. Kiedy nie można było uniknąć interwencji chirurgicznej, wówczas operacje często odbywały się albo w domach pacjentów, albo w szpitalach.

Z kolei niewielkie zabiegi przeprowadzano niemalże wyłącznie w domach pacjentów. Pod koniec XIX wieku jeszcze tak niedawno popularne puszczanie krwi uważane za główną metodę leczenia, zupełnie przestało być brane pod uwagę przez większość medyków. Od tej chwili proces leczenia odbywał się w większości przypadków w oparciu o dostępne specyfiki w połączeniu z odpoczynkiem i odpowiednią dietą. Zalecano zatem spożywanie bulionu, kaszy oraz ciepłych lub zimnych napojów. Powszechne było także stosowanie ciepłych kąpieli, okładów i płukanek. Każdy lek, który zostawał podany pacjentowi był nanoszony miejscowo na dotknięty chorobą obszar ciała lub rozpuszczany w cieczy, na przykład w herbacie. Dopóki lekarze nie nauczyli się przygotowywać sterylnych roztworów, nie robiono pacjentom zastrzyków. Z kolei przygotowanie wszelkiego rodzaju tabletek było trudne i czasochłonne. W małych miejscowościach, gdzie brakowało apteki, leki często były przygotowywane przez lekarza.

Doktor William H. Thomson
fot. Rockwood & Co.
źródło
Przed epoką antybiotyku, leki przeważnie były stosowane do leczenia objawów danej choroby, a nie samego stanu chorobowego. Na przykład można było używać wielu leków przeciwbólowych, jak opium, morfinę, fenacetynę czy acetanilid, a także niektóre leki o właściwościach przeciwgorączkowych, jak kora wierzby albo wiązówka błotna. Stosowano również środki przeczyszczające przygotowywane na bazie różnych roślin, których właściwością było przyśpieszenie defekacji i oczyszczanie dolnego odcinka przewodu pokarmowego. Z kolei opium mogło być stosowane przy zwalczaniu biegunki, zaś kamfora łagodziła swędzenie skóry i stosowano ją także na rany, aby zapobiec infekcji, ponieważ posiada ona właściwości przeciwbakteryjne. Specyfiki te stosowano dla wygody pacjenta oraz aby nie dopuścić do powikłań (odwodnienie, zaparcia, wysoka gorączka), podczas gdy choroba biegła swoim naturalnym torem.

Lekarze, którzy na bieżąco śledzili najnowsze badania medyczne mogli być zaznajomieni z ideami podobnymi do tych, które prowadził doktor William H. Thomson (1833-1918). Był profesorem medycyny na uniwersytecie w Nowym Jorku. Wydał książkę zatytułowaną Notes on Materia Medica and Therapeutics (w wolnym tłumaczeniu: Uwagi dotyczące surowców leczniczych i lecznictwa), która stała się podręcznikiem używanym podczas wykładów prowadzonych na uniwersytecie w roku akademickim 1888/1889. Ta książka czytelnie ukazuje metody leczenia stosowane pod koniec XIX wieku. Autor dzieli w niej wszystkie zabiegi na trzy kategorie, czyli leki, nie-leki i środki dezynfekujące. Środki lecznicze to zabiegi, takie jak masaże, kąpiele, tworzenie pęcherzy na ciele, stosowanie ciepłych lub zimnych okładów, przy jednoczesnym zakazie używania substancji żrących i drażniących.

Leki były dzielone na dwie grupy ze względu na chorobę i jej objawy. Wyżej wspomniałam już, że przeważnie leczono objawy danego schorzenia, zamiast konkretną chorobę. Od tej chwili miało już być inaczej. Zaczęto bowiem zastanawiać się nad tym, jak efektywnie leczyć samą chorobę. Skuteczny lek dostępny pod koniec XIX wieku był stosowany głównie w przypadku chorób przewlekłych lub – zdaniem doktora Thomsona – jeśli chodzi o dolegliwości odziedziczone bądź nabyte. Zazwyczaj leki te wymagały kilku dawek, aby mogły być skuteczne. Z kolei leki odtwórcze wykorzystywano jedynie po to, aby uzupełnić braki jakichś minerałów czy witamin w organizmie. Na przykład podawano żelazo przy niedokrwistości. Alternatywne leki często podawano w małych dawkach, ponieważ mogły mieć one właściwości trujące, dlatego też należało obserwować reakcję organizmu pacjenta na dany specyfik, a przy tym zachować ostrożność. Przykładem może być zimowit, który wykorzystywano przy leczeniu zapalenia stawów. Obecnie skuteczność tych leków nie jest jednak zbyt dobrze znana i rozumiana.

Florence Nightingale (1820-1910)
Angielska pielęgniarka, która miała istotny
wpływ na kreowanie nowoczesnego
pielęgniarstwa w XIX wieku.
Portret pochodzi z około 1873 roku.
autor nieznany
Trzecią kategorię leków stanowiły środki dezynfekujące. Tę niewielką grupę leków stosowano w profilaktyce chorób zakaźnych. Nowe badania – z perspektywy omawianej epoki – wykazały, że niektóre choroby spowodowane są przez działanie żywych organizmów, które można było zobaczyć tylko pod mikroskopem. Chorobom tym można było zapobiegać lub je leczyć przez zabijanie tychże organizmów i zatrzymywanie ich rozwoju w ciele człowieka. Głównymi środkami służącymi do dezynfekcji były roztwór karbolowy, chlor, wapno, węgiel czy siarka. Sposoby leczenia podobnych chorób przez różnych lekarzy mogły się różnić ze względu na fakt, iż edukacja medyczna była w znacznym stopniu nierównomierna, a także dlatego, że produkcja leków nie była tak dobrze rozwinięta, jak ma to miejsce obecnie. Poza tym nie znano jeszcze przyczyn występowania wielu chorób. Każdy lekarz przede wszystkim leczył w oparciu o własne doświadczenia, natomiast niekoniecznie na podstawie badań medycznych.

W tamtym czasie nie było niczym niezwykłym to, że pacjenci z reguły najpierw leczyli się domowymi sposobami, a dopiero po jakimś czasie wzywali lekarza, który czasami niewiele był w stanie pomóc, ponieważ choroba była już tak zaawansowana, że tylko cud mógł uratować pacjenta przed śmiercią. Pierwszym naprawdę skutecznym lekiem w leczeniu wielu zakażeń występujących wewnątrz organizmu był Prontosil, lecz odkryto go dopiero w 1935 roku. Niemniej odkrycie to doprowadziło do wynalezienia antybiotyku, który zrewolucjonizował medycynę na całym świecie.

W takiej właśnie amerykańskiej rzeczywistości musi egzystować młoda lekarka Samantha Hargrave. Lecz zanim to się stanie kobieta przejdzie prawdziwe piekło nie tylko w swoim rodzinnym domu, ale także podczas studiów medycznych. Zacznijmy jednak od początku. Samantha urodziła się w 1860 roku w St. Agnes Crescent w Anglii jako córka Samuela Hargrave’a, który jest nie tylko bardzo surowym mężem i ojcem, ale także wymagającym pastorem. Uważa on bowiem, że Bóg zsyła na ludzi jedynie kary, zaś wszelkiego rodzaju przyjemności są po prostu zakazane, w tym również seks, chyba że dochodzi do niego z powodu małżeńskiego obowiązku. Dlatego też kiedy jego żona cierpi katusze podczas porodu, jedyną czynnością, do jakiej w tym momencie jest zdolny, to bezwarunkowe oddanie się Bogu poprzez żarliwą modlitwę. Samuel nie chce słyszeć o sprowadzeniu lekarza. Mężczyzna twierdzi bowiem, że zarówno on, jak i jego małżonka zasłużyli sobie na te męki, a to dlatego, iż podczas płodzenia dziecka, które właśnie pcha się na świat, obydwoje odczuwali przyjemność. Zdaniem pastora tylko akuszerka może asystować przy porodzie, natomiast żaden inny mężczyzna nie ma prawa oglądać jego żony nagiej.

Louis Pasteur (1822-1895) podczas
prowadzenia badań
w swoim laboratorium

Bohaterowie powieści często
powołują się na wyniki jego analiz.
autor nieznany
Samuel Hargrave ma dwóch synów, wobec których raczej nie wykazuje ojcowskich uczuć. Ma względem nich swoje plany i nie dopuszcza do siebie myśli, że któryś z chłopców mógłby się im sprzeciwić. Żaden bunt z ich strony nie wchodzi w grę. Okazuje się jednak, że pastor tak naprawdę nie zna swoich dzieci. Gdy akuszerka informuje Samuela, że konieczne jest sprowadzenie lekarza, ponieważ ona niewiele może poradzić przy tak trudnym porodzie, młodszy z synów Hargrave’a cichaczem wymyka się z domu i co sił w nogach biegnie po doktora, choć doskonale wie, że za nieposłuszeństwo spotka go bardzo surowa kara. Niemniej dla chłopca ważniejsze jest życie matki, aniżeli jakieś fanaberie ojca. Niestety, pomimo pomocy lekarza pani Hargrave umiera, zaś mały James tak mocno obrywa od ojca, że zostaje kaleką na całe życie. W tym nieszczęściu jedynym pocieszeniem jest to, że udaje się uratować dziecko. To dziewczynka, którą ochrzczono imieniem Samantha.

Od najmłodszych lat Samantha Hargrave musi radzić sobie sama. Ojciec zupełnie się nią nie interesuje. Mężczyzna całą swą uwagę skupia na Biblii i synach, wobec których musi przecież zrealizować swoje plany. Tak więc mała Samantha wychowuje się na ulicy wśród bezdomnych zwierząt i ubogich ludzi. To miejskie slumsy są jej domem, a najlepszym przyjacielem staje się dla niej starszy od dziewczynki chłopak o imieniu Freddy. Już podczas tych wędrówek po ciemnych zakamarkach miasteczka Samantha odkrywa w sobie niezwykły dar. Choć jest wyobcowana i praktycznie do nikogo się nie odzywa, to jednak czuje, że pragnie pomagać innym, a pierwszym jej pacjentem staje się bezdomny stary kot. Jej zainteresowanie światem medycyny jeszcze bardziej się potęguje, kiedy srogi ojciec oddaje ją na służbę do starego aptekarza, który wśród mieszkańców miasteczka budzi jedynie postrach. Niemniej dziewczynka doskonale radzi sobie w towarzystwie pana Hawksbilla. Dba o jego dom, gotuje mu, pierze jego ubrania i generalnie stanowi dla starca doskonałe towarzystwo. W zamian człowiek ten odwdzięcza się przekazywaniem dziewczynce wiedzy, którą sam posiada. I tak oto Samantha Hargrave z dnia na dzień wie coraz więcej o różnego rodzaju specyfikach i chorobach, w przypadku których należy owe leki stosować. Poznaje też tajemnicę, którą Hawksbill skrywa przez wiele lat i z powodu której zupełnie przestał starać się o towarzystwo innych ludzi.

Elizabeth Blackwell
Portret pochodzi z 1905 roku.
autor: Joseph Stanley Kozlowski
(1912-1992)
Kiedy pewnego dnia pan Hawksbill umiera, Samantha zostaje oddana przez ojca do żeńskiej szkoły w Londynie, gdzie zdobywa wiedzę, jaką musi posiadać dobrze wychowana panna epoki wiktoriańskiej. Tam też dochodzi do niecodziennego incydentu. Na skutek pewnych wydarzeń Samantha poznaje samą Elizabeth Blackwell (1821-1910), czyli pierwszego w historii lekarza-kobietę. Elizabeth opowiada więc dziewczynie swoją historię. Mówi o tym, jak udało jej się zdobyć lekarski dyplom w świecie zdominowanym przez mężczyzn. To niewiarygodny upór i chęć niesienia pomocy potrzebującym, a także pokazanie mężczyznom, że kobieta wcale nie jest gorsza od nich, sprawiły, że zaszła tak daleko. Oczywiście nie było łatwo, bo przecież każda kobieta stworzona jest wyłącznie do roli posłusznej żony i matki. Nie wolno jej pracować, a jeśli już się zdecyduje na taki krok, wówczas musi liczyć się z tym, że żaden szanujący się mężczyzna nigdy się z nią nie ożeni, zaś społeczeństwo będzie na nią patrzeć jak na jakieś dziwadło. Mało kto będzie też jej ufał jako lekarzowi. Mimo tych wszystkich przestróg, w Samancie rodzi się pragnienie pójścia w ślady Elizabeth Blackwell i stawienia czoła wszystkim trudnościom, jakie bez wątpienia spotka na drodze do kariery. I tak oto nasza bohaterka wyjeżdża do Ameryki, gdzie poznaje pewnego lekarza, który robi wszystko, aby tylko pomóc upartej dziewczynie w osiągnięciu zamierzonego celu.

Ponieważ nie jest moją intencją streszczenie fabuły powieści w całości, dlatego poprzestanę na tym etapie jej nakreślania. Jak można się domyśleć Domina to opowieść o kobiecie, która poświęciła bardzo wiele, aby tylko osiągnąć swój cel. To historia kobiety, która musiała zmagać się nie tylko z ostracyzmem społecznym, lecz także z własnymi słabościami. Niemniej chęć niesienia pomocy potrzebującym jest u niej tak wielka, że Samantha jest w stanie naprawdę wiele poświęcić, aby tylko doprowadzić sprawę do końca. W dodatku nie omijają jej także osobiste dramaty, które osłabiają jej siły psychiczne, lecz z drugiej strony dodają także odwagi, aby wciąż iść naprzód i nie oglądać się za siebie. Można odnieść wrażenie, że nasza Samantha Hargrave to taka serialowa doktor Michaela Quinn, której losy polscy widzowie mieli okazję śledzić w latach 90. XX wieku.

Barbara Wood przenosi zatem czytelników w czasy epoki wiktoriańskiej, gdzie panują sztywne konwenanse, których należy przestrzegać, gdyż w innym wypadku można zostać odrzuconym przez społeczeństwo. Trzeba mieć w sobie naprawdę wiele samozaparcia, aby nie dać sobą kierować. Autorka pokazuje, w jaki sposób wyglądały studia medyczne w drugiej połowie XIX wieku, gdzie w ławach studenckich zasiadali wyłącznie młodzi mężczyźni, którzy za nic w świecie nie potrafili zrozumieć, dlaczego mają w swoim gronie kobietę. Przecież to się nie godzi! Samantha traktowana jest bowiem jak wariatka, która ubzdurała sobie, że będzie lekarzem. Nawet wykładowcy nie chcą prowadzić zajęć w jej obecności. Godzą się na to pod warunkiem, że dziewczyna będzie siedzieć za parawanem, a oni nie będą musieli na nią patrzeć podczas wykładów. Samancie nie wolno uczestniczyć w sekcji zwłok, ani też przeprowadzać zabiegów chirurgicznych. Dlaczego? Przecież kobieta nie może oglądać nagiego ciała innej osoby! Ta swoista wstydliwość działa w obydwie strony. Pacjentki wręcz dostają histerii, kiedy musi je zbadać lekarz-mężczyzna. Nie pozwalają się dotknąć, a skoro medyk nie może ich dotykać, to w jaki sposób ma postawić diagnozę? I koło się zamyka. Nie dziwi więc fakt, że w XIX wieku tak wielu pacjentów umierało z powodu nawet błahych schorzeń. Na szczęście w otoczeniu Samanty Hargrave są jednak ludzie, którzy myślą przyszłościowo i wiedzą, czym tak naprawdę jest zawód lekarza i co się z nim wiąże.  


Sala szpitala w Scutari (dzielnica Istambułu dziś znana jako Üsküdar)
To tam przez pewien czas pracowała Florence Nightingale, tworząc nowoczesny szpital.
Można przypuszczać, że powieściowa doktor Samantha Hargrave prowadziła podobną placówkę w San Francisco.
Obraz został namalowany około 1856 roku.
autor: William Simpson (1823-1899)



Domina to naprawdę doskonała powieść i błędem byłoby sądzić, że jest to zwykły romans, biorąc pod uwagę nazwisko Autorki, które niektórym czytelnikom może kojarzyć się właśnie z taką literaturą. Oczywiście kwestie damsko-męskie również występują w fabule, lecz tak naprawdę główny problem tej historii tkwi w czymś zupełnie innym. Jak się okazuje Samantha w pewnej chwili musi także walczyć z firmą, która produkuje szkodliwy specyfik i wmawia pacjentom, że po jego zastosowaniu pokonają każdą – nawet śmiertelną – chorobę. Dziś powiedzielibyśmy, że młoda lekarka zmuszona jest stawić czoło potężnemu koncernowi farmaceutycznemu, z którym – jak wiadomo – nie jest łatwo wygrać. Czy naszej bohaterce uda się ochronić pacjentów przez pewną śmiercią, jaką funduje im owa firma, aby tylko na nich zarobić? Czy sąd przychyli się do argumentów wysuwanych przez doktor Hargrave? A może fakt, że jest kobietą już na starcie sprawi, że nikt nie będzie chciał jej słuchać?

Barbara Wood należy do moich ulubionych amerykańskich autorek starszego pokolenia. Jej książki zawsze poruszają niebanalne problemy, zaś akcja osadzona jest w czasach, które do najłatwiejszych nie należały. Bohaterowie wykreowani przez Barbarę Wood muszą zmagać się z wieloma trudnościami. Przeżywają życiowe dramaty, ale ich wewnętrzna siła sprawia, że nigdy się nie poddają, tak jak Samantha Hargrave. Poza tym zawsze łączy ich wzajemna przyjaźń, która pomaga pokonywać codzienne życiowe trudności. 









4 komentarze:

  1. Twój tekst od razu przypomniał mi ,,Dr Quinn". Bardzo zainteresował mnie wstęp, gdzie pisałaś o sposobach leczenia w czasach wiktoriańskich. Akurat czytam drugi tom sagi rodu Poldarków i występuje tam krótki wątek kłótni dwóch lekarzy u schyłku XVIII w, gdzie jeden z nich jest zwolennikiem upuszczania krwi, a drugi wręcz przeciwnie, Zastanawiałam się, czy autor celowo stworzył dwóch bohaterów o tak kontrastowych poglądach, Twój tekst uświadomił mi jednak, że Winston Graham po prostu ukazał sytuację, która mogłaby wydarzyć się w czasach, w których autor umieścił fabułę swojej książki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Skojarzenie z Dr Quinn jest jak najbardziej prawidłowe. :-) Samantha Hargrave też musi stawić czoło skostniałym normom obowiazującym w epoce wiktoriańskiej, a jej największą zbrodnią jest to, że urodziła się kobietą. Niestety, takie były czasy, że nikt wtedy kobiet nie chciał słuchać i zabraniał im wielu rzeczy. Nawet niektóre kobiety były przeciwne temu, aby ich koleżanki wybijały się ponad przeciętność. One miały siedzieć w domu i wychowywać dzieci oraz być dobrymi i posłusznymi żonami. Czy wiesz, że wtedy nawet widok kobiety w ciąży spacerującej po ulicy budził zgorszenie? Dziś jest to nie do pomyślenia. Z kolei scena, którą opisujesz z sagi rodu Poldarków jest jak najbardziej autentyczna. Byli bowiem lekarze, którzy chcieli iść naprzód i leczyć nowatorskimi sposobami, ale byli też i tacy, którym wystarczało to, co mają. Nie chceli się rozwijać. Taki lekarz też jest obecny na kartach "Dominy". Czas, w jakim rozgrywa się akcja tej powieści, to okres, kiedy lekarze dopiero zaczynają rozpoznawać bakterię. Do tej pory nie wiedzieli, dlaczego ludzie tak masowo umierają. Okazało się, że winne są wszelkiego rodzaju zarazki! Czy wiesz, że przed przystąpieniem do zabiegu ci medycy nie myli nawet rąk, bo nie mieli pojęcia, że noszą na nich bakterie? I dlatego dochodziło do masowych zakażeń, a ludzie umierali na skutek naprawdę błahych chorób. Dzięki, że przypomniałaś mi o Poldarkach. Też mam ich w planie. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. To jestem bardzo ciekawa Twoich wrażeń z przyszłej lektury. Mi saga rodu Poldarkow bardzo się podoba, choć pierwszy tom nieco mnie rozczarował, bo tło historyczne było opisane dość słabo, ale kontynuacja jest już zdecydowanie lepsza, przynajmniej w mojej opinii. Niemniej cykl bardzo mnie wciągnął.

    OdpowiedzUsuń
  4. Obawiam się, że to jeszcze trochę potrwa, bo mam bardzo dużo zaległości w lekturach, a czasu na czytanie mało. Oglądałam na wyrywki serial i to, co zobaczyłam bardzo mi się podobało. I dlatego pomyślałam sobie, że muszę wreszcie wziąć się za książki. :-)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.