Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

poniedziałek, 18 lipca 2016

Kate Morton – „Dom nad Jeziorem”















Wydawnictwo: ALBATROS A. KURYŁOWICZ
Warszawa 2016
Tytuł oryginału: The Lake House
Przekład: Izabela Matuszewska





Stary opuszczony dom z zaniedbanym ogrodem ukrywający w swoich murach jakąś mroczną rodzinną tajemnicę sprzed dziesiątek lat to – jak dotąd – stały element każdej powieści autorstwa Kate Morton. Zastanawia zatem fakt, dlaczego Autorka niezmiennie zyskuje sobie rzesze oddanych czytelniczek na całym świecie, skoro jej książki – jak na razie – nie zaskakują niczym nowym i oryginalnym. Kate Morton pisze bowiem do tego samego schematu od dnia swojego debiutu, którym była powieść Dom w Riverton. O ile za pierwszym czy drugim razem można zachwycać się tego typu fabułą, to na dłuższą metę może ona wydawać się oklepana i nużąca. A jednak mimo to książkom Kate Morton wystawia się coraz więcej dobrych, aniżeli złych opinii. Wyjaśnienie jest chyba tylko jedno. Otóż, współczesne czytelniczki uwielbiają sagi rodzinne z akcją umiejscowioną w tajemniczym i mrocznym miejscu. Jeśli natomiast dorzuci się jeszcze do tego jakąś makabryczną zbrodnię popełnioną przed wielu laty, wówczas osiągnięcie sukcesu stanowi już tylko kwestię czasu.

Dom nad Jeziorem to najnowsza powieść Kate Morton i tak naprawdę nie można powiedzieć, że książka zaskakuje czymś nowym, co oczywiście było to przewidzenia już na etapie jej zapowiedzi. Charakteryzuje ją ten sam schemat, do którego zdążyliśmy się przyzwyczaić od prawie dziesięciu lat pisarskiej kariery Autorki. Tak więc mamy stary opuszczony dom, rodzinną niewyjaśnioną przez lata tajemnicę i bohaterów, którzy teraz usiłują za wszelką cenę odkryć co też takiego stało się z małym chłopcem, który w noc świętojańską 1933 roku zniknął bez wieści i nigdy nie udało się go odnaleźć, ani nawet ustalić jaki los go spotkał i kto brał udział w jego porwaniu. A może wręcz w zabójstwie? W dodatku praktycznie przez całą powieść nie dzieje się nic szczególnego. Dopiero pod sam koniec akcja nabiera tempa i dochodzi do decydującego rozstrzygnięcia.

Mały chłopiec, o którym wspomniałam wyżej, to Theo Edevane. Przed drugą wojną światową wraz ze swoimi rodzicami i trzema starszymi siostrami mieszkał w przepięknej posiadłości w Kornwalii. Od siedemdziesięciu lat sprawa jego tajemniczego zniknięcia nie doczekała się jednak rozwiązania. Siostra chłopca – dziś ponad osiemdziesięcioletnia Alice Edevane – stara się nie myśleć o tym, co stało się podczas tamtej pamiętnej nocy świętojańskiej, lecz nie jest to takie proste. Staruszka obwinia siebie za to, co przydarzyło się małemu Theo. Czy słusznie? Jeszcze jako mała dziewczynka, a potem nastolatka Alice wykazywała ogromny talent do tworzenia opowieści kryminalnych. Miała też obok siebie przyjaciela rodziny, który zachęcał ją do rozwijania owego talentu. Zapewne gdyby nie tamten człowiek, Alice nigdy nie stałaby się znaną i poczytną autorką kryminałów. Można śmiało rzec, że jej postać nasuwa czytelnikowi myśl o Agacie Christie (1890-1976) i trudno jest nie zauważyć, że Kate Morton przy kreowaniu Alice Edevane inspirowała się właśnie osobą Królowej Kryminałów. Przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie, zważywszy że nazwisko Agathy Christie wspomniane jest na kartach powieści. 

Pewnego dnia Loeanneth, czyli Dom nad Jeziorem zupełnie przypadkowo zostaje odkryty przez policjantkę Sadie Sparrow. Kobieta przyjechała właśnie z Londynu, aby odpocząć od pracy. Nie jest to jednak dla niej zwyczajny urlop, ponieważ w swojej pracy poważnie narozrabiała, zbyt mocno i osobiście zaangażowała się w sprawę, którą właśnie prowadziła i tym samym przekroczyła granice, czego szef nie może jej wybaczyć. W związku z tym jedynym wyjściem do czasu, aż sprawa przycichnie, było wysłanie Sadie na przymusowe wakacje. Ponieważ kobieta ma w Kornwalii ukochanego dziadka, może się u niego zatrzymać. I tak oto któregoś dnia odkrywa tajemniczą i mroczną posiadłość, obecnie zamkniętą na cztery spusty, która budzi jej ogromne zainteresowanie. Sadie nawiązuje zatem listowny kontakt z Alice Edevane, która jest właścicielką Loeanneth. Kierując się swoim policyjnym instynktem Sadie pragnie rozwiązać sprawę zagadkowego zniknięcia Theo Edevane’a, co powoduje, że Alice musi znów zagłębić się w przeszłości i wrócić myślami do wydarzeń, które nie są dla niej miłym wspomnieniem. W Loeanneth naprawdę sporo się działo i nie wszystko, co tam się stało można określić słowem „szczęście”.





W związku z powyższym akcja powieści zostaje podzielona na dwie płaszczyzny czasowe, czyli tak samo, jak dzieje się to we wszystkich książkach Kate Morton. Z jednej strony mamy rok 2003 i bohaterów, którzy robią wszystko, aby tylko dowiedzieć się, co takiego wydarzyło się niegdyś w Domu nad Jeziorem, a z drugiej cofamy się do pierwszej połowy XX wieku i poznajemy losy mieszkańców Loeanneth. Widać zatem, że pod pozornym szczęściem było tam też ukryte sporo bólu i cierpienia. Z kolei pierwsza wojna światowa odcisnęła swoje piętno na wielu rodzinach, nie oszczędzając także Edevane’ów. Trzeba było radzić sobie z konsekwencjami wojny, a nie każdy był w stanie tego dokonać. Wiele ówczesnych rodzin każdego dnia przeżywało istny koszmar i nikt tak naprawdę nie mógł nic zrobić, aby ulżyć w cierpieniu tym, którzy na własne oczy widzieli to, co działo się na froncie i w czym brali czynny udział. Pojawiały się zatem wyrzuty sumienia, nocne koszmary i agresja skierowana na Bogu ducha winnych członków rodziny.

Gdyby zatem głębiej przeanalizować każdego z bohaterów, to moglibyśmy odkryć, że praktycznie wszystkich dręczą jakieś wewnętrzne demony, które tylko czekają sposobnej chwili, aby móc się ujawnić. Alice Edevane pomimo sukcesu, jaki osiągnęła jako utalentowana pisarka, nie potrafi zaznać spokoju, ponieważ wciąż zadręcza się wydarzeniami z dzieciństwa. Wie zbyt dużo o swojej rodzinie, aby mogła przejść nad tym do porządku dziennego. Zna tajemnice swojej matki. Ponadto wciąż pamięta, jak bardzo została zraniona przez mężczyznę, co na pewno w jakiś sposób przyczyniło się do tego, że nigdy nie zaznała szczęścia z mężczyzną i do starości pozostała panną. Jej starsza siostra Deborah również nie może spać spokojnie. Choć udało jej się stworzyć rodzinę, to jednak przeszłość związana z Domem nad Jeziorem nie daje o sobie zapomnieć. Los małego Theo bezustannie spędza jej sen z powiek. Owszem, przez wiele lat był to temat tabu, lecz w końcu nadszedł czas, aby zacząć odkrywać karty tamtego zagadkowego zaginięcia. Możliwe, że gdyby nie nagłe pojawienie się Sadie Sparrow, obydwie kobiety zabrałyby sekret do grobu, tak jak zrobiła to ich siostra Clemmie.




Skoro już mowa o Sadie Sparrow to ona również nie może żyć spokojnie, i nie chodzi tutaj jedynie o pracę, w której nie zachowała się jak profesjonalna policjantka. W jej przeszłości wydarzyło się coś, co od piętnastu lat nie pozwala jej normalnie żyć, choć udaje zarówno przed samą sobą, jak i przed innymi, że tak naprawdę nic się nie dzieje, i że o wszystkim już zapomniała. Czy zatem jest jeszcze szansa na to, aby Sadie naprawiła to, do czego została zmuszona wiele lat temu? Czy uzyska przebaczenie? Czy będzie umiała samej sobie wybaczyć? To wszystko jest niesamowicie trudne, ponieważ główną rolę odgrywają tutaj ludzkie uczucia, a wiele spraw zdążyło już się solidnie pogmatwać, aby można je było odkręcić bez bólu i cierpienia.

Dom nad Jeziorem to powieść, która wciąga od samego początku, pomimo że – tak jak wspomniałam – jest schematyczna. Wygląda na to, że Autorka doskonale wyczuła gust czytelniczek na całym świecie i wie, jak sprawić, aby nie odłożyły jej książki na półkę, nie doczytując do końca. Fabuła Domu nad Jeziorem dotyka najbardziej intymnych miejsc ludzkiej duszy. Każdy z bohaterów potrzebuje miłości, choć nie każdy jawnie się do tego przyznaje. Widać, jak bardzo potrzebny jest drugi człowiek, choćby tylko po to, żeby móc z nim porozmawiać i nie czuć się tak bardzo samotnym. Wiele też w życiu człowieka zmienia śmierć bliskiej osoby. Odejście kogoś, z kim spędziło się większość życia jest niezwykle druzgocące i tylko bliskość innych może pomóc odzyskać względną równowagę życiową.

Kate Morton to jedna z moich ulubionych pisarek i choć czasami jestem naprawdę krytyczna względem jej twórczości, to jednak nie mam zamiaru przestać czytać jej książek. Na każdą z nich wyczekuję z niecierpliwością. Uwielbiam te jej rodzinne tajemnice i nieoczekiwane zwroty akcji, które sprawiają, że jeszcze bardziej chcę poznać zakończenie. W przypadku Domu nad Jeziorem zakończenie jest naprawdę zaskakujące. Uważam, że Kate Morton to jedna z tych pisarek, od których należałoby się uczyć tego, w jaki sposób tworzyć literaturę kobiecą, która nie byłaby banalna, przesłodzona i w rezultacie nudna oraz nie wnosząca w życie czytelniczek niczego wartościowego. Schemat, jakiego używa Autorka przy tworzeniu fabuły swoich książek doskonale się sprawdza i daje poczucie, że właśnie tego pragną czytelniczki na całym świecie.  

Polecam zatem Dom nad Jeziorem, choć muszę przyznać, że jak do tej pory najbardziej urzekła mnie powieść Strażnik tajemnic, pomimo że niektórzy twierdzą, iż jest to najsłabsza książka w dorobku literackim Kate Morton. Na pewno nie jest taka w mojej opinii!










1 komentarz:

  1. Królewskie Recenzje18 lipca 2016 19:15

    Jestem niezmiernie zaciekawiona tą książką.

    OdpowiedzUsuń