Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

piątek, 22 lipca 2016

Sandra Brown – „W objęciach chłodu”















Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2007
Tytuł oryginału: Chill Factor
Przekład: Joanna Grabarek


 


Akcja powieści rozgrywająca się zimą, i to jeszcze w górach, zazwyczaj sprawia, że czytelnik ulega jakiemuś szczególnemu klimatowi. Abstrahując jednak od fikcji literackiej, nie należy zapominać, że każda wyprawa w góry wiąże się z szeregiem przygotowań, co pozwoli nam uniknąć ewentualnych zagrożeń. Lecz nie każdy o tym pamięta i wielu ludzi urządza sobie wycieczki po górach, będąc zupełnie nieodpowiedzialnymi, co potem często skutkuje dramatycznymi wypadkami i nierzadko utratą życia. Istnieje też prawdopodobieństwo utknięcia gdzieś w górach bez szans na szybką pomoc. W dodatku, co zrobić jeżeli nie jesteśmy tam sami? Oczywiście, nie ma problemu, gdy w tych niebezpiecznych warunkach towarzyszy nam przyjaciel, któremu można zawsze zaufać bez ryzyka, że zdradzi i ściągnie na nas niebezpieczeństwo. Ale co zrobić i jak się zachować, kiedy naszym towarzyszem okaże się… morderca poszukiwany przez FBI?!

Małe miasteczko w Karolinie Północnej o nazwie Cleary jest niezwykle piękne. Krajobraz, jaki się wokół roztacza wręcz zapiera dech w piersiach. Zapewne ten widok nie byłby tak piękny, gdyby nie góry, które dodają mu uroku. Lecz z drugiej strony góry potrafią też być wyjątkowo niebezpieczne i ktoś, kto ich nie zna, nie powinien wybierać się tam sam. Bo przecież one potrafią przynieść śmierć, szczególnie zimą, kiedy śnieg bezustannie sypie, zaścielając ziemię białym puszystym dywanem.

Góry to także doskonała kryjówka dla przestępców. To tam wielokrotnie ukrywają swoje ofiary i dopiero po jakimś czasie policja odnajduje ich ciała. Fakt ten jednak nie odstrasza ani turystów, ani tych, którzy pragną zaszyć się w górach, kupując tam nieruchomości. Lilly Burton, a właściwie Lilly Martin, również dała się skusić na kupno domku w górach. Nabyła go jeszcze wspólnie z byłym mężem, z którym właśnie się rozwiodła. Z Dutchem nie chce mieć już nic wspólnego, stąd jej powrót do panieńskiego nazwiska. Dutch Burton to miejscowy stróż prawa, który sam nie zawsze tego prawa przestrzega. Lilly ma już dość życia z agresywnym i niewiernym mężczyzną, dlatego postanawia go zostawić, na co były mąż nie chce wyrazić zgody. Ich rozstanie wiąże się zatem także z podziałem majątku, a właściwe z jego sprzedażą. Choć domek w górach każdemu z nich przywodzi na myśl najpiękniejsze chwile ich małżeństwa – bo i takie się zdarzały – to jednak postanawiają się go pozbyć.

Oczywiście nie obywa się bez kłótni. Porywczy Dutch pragnie siłą zatrzymać Lilly, ale ona już zdecydowała. Kiedy mężczyzna widzi, że już niczego nie wskóra, wybiega z domku, a jego odejściu towarzyszy huk zatrzaskiwanych drzwi. Lilly zostaje sama. Musi jednak wziąć się w garść, zabrać co do niej należy i wyruszyć do Atlanty, gdzie jest jej prawdziwe życie. Tam ma pracę, przyjaciół i wszystko to, czego nie dał jej były mąż. To właśnie w Atlancie czuje się bezpieczna.  Niestety, Lilly nie wie jeszcze, że najbliższe czterdzieści osiem godzin będzie dla niej walką o życie, ale też w tej walce odnajdzie coś, czego do tej pory los jej skąpił. W końcu postanawia zapakować do samochodu swój skromny dobytek i wyruszyć w drogę. I tutaj pojawia się problem. W Cleary szaleje śnieżyca, która odcina od świata nie tylko ją, ale także innych mieszkańców. Jednak to ona jest w największym niebezpieczeństwie, ponieważ znajduje się w górach, a nie w miasteczku.





Lilly Martin to silna i uparta kobieta. Choć wie, że jej powrót będzie ryzykowny, postanawia opuścić domek. Śnieg skutecznie ogranicza widoczność, tak więc o wypadek wcale nie jest trudno. Tak też się dzieje i w tym przypadku. W pewnym momencie kobieta czuje, że traci panowanie nad samochodem. W dodatku nagle nie wiadomo skąd, niczym zjawa, na drodze pojawia się mężczyzna, którego Lilly bierze pod koła. Na szczęście człowiek ten żyje, ale jego stan nie jest najlepszy. Na pierwszy rzut oka wiadomo, że nieznajomy potrzebuje natychmiastowej pomocy medycznej, lecz w tych warunkach pogodowych nie ma mowy o jakimkolwiek ratunku. Co w takim razie robi Lilly? Zabiera mężczyznę do domku w górach i tam stara się mu pomóc. Jej umiejętności medyczne nie stoją na najwyższym poziomie, ale robi, co może, aby udzielić mu pierwszej pomocy.

Bardzo szybko okazuje się też, że mężczyzna nie jest Lilly obcy. Kobieta już kiedyś go spotkała, czym wywołała atak furii u swojego byłego męża. Jednak w tym momencie nie to jest najważniejsze. W miasteczku od dwóch lat grasuje morderca, któremu policja nadała przydomek „Chaber”. Dlaczego akurat taki? Otóż, zabójca najpierw porywa swoje ofiary, a potem je zabija, zaś w miejscu porwania zostawia błękitną wstążkę. W ten sposób z miasteczka zniknęło już pięć kobiet. Policja próbuje więc ustalić kim jest tajemniczy i niebezpieczny Chaber, jednak jej działania okazują się – jak do tej pory – wysoce nieudolne. Oczywiście postępowaniem kieruje Dutch Burton, który niezbyt dobrze radzi sobie nie tylko jako policjant, ale też jako mężczyzna. Jego problemy emocjonalne negatywnie rzutują na sprawę. I tutaj pojawiają się pytania: Czy Lilly dając schronienie mężczyźnie, który wpadł pod koła jej samochodu, podpisała na siebie wyrok śmierci? Czy przypadkowo spotkany facet to poszukiwany przez FBI Chaber?

Jedno z brytyjskich wydań.
Wyd.: HODDER & STOUGHTON
 (2006)
W objęciach chłodu to bardzo dobry thriller, choć nieco przewidywalny, jeśli chodzi o wątek romantyczny. Ponieważ jeszcze jako nastolatka zaczytywałam się w powieściach Sandry Brown, mogę śmiało stwierdzić, że ta powieść jest trochę inna niż poprzednie książki Autorki, które miałam przyjemność czytać. Jedyne, co łączy ją z wcześniejszymi powieściami, to umiejscowienie akcji. Czytelnik ponownie ma do czynienia z małym miasteczkiem, gdzie wszystkimi i wszystkim trzęsie jeden człowiek. Tym razem jest to Wes Hamer, były sportowiec, a obecnie przewodniczący rady miasta. Z jego zdaniem musi liczyć się każdy mieszkaniec Cleary i nawet stróże prawa są zmuszeni tańczyć tak, jak on im zagra.

Choć praktycznie do ostatniej strony Sandra Brown trzyma czytelnika w napięciu, nie zdradzając kto stoi za morderstwami kobiet, to jednak wiadome jest, że cała historia będzie mieć szczęśliwe zakończenie. Jak to często bywa w tego typu książkach, tutaj również spotykamy tajemnice z przeszłości, które kładą się cieniem na obecnym życiu bohaterów. Jest wiele niedopowiedzeń, które wyjaśniają się dopiero z czasem. Miłośnicy twórczości Sandry Brown wiedzą, że jest ona znana z odważnych scen łóżkowych, a zatem i w tym przypadku ich nie zabraknie.

Generalnie amerykańską literaturę kobiecą charakteryzuje jedna rzecz, która wciąż się powtarza. Otóż, amerykańskie autorki przyzwyczaiły nas do kreowania bohaterów niezniszczalnych, jakby zapominając o tym, że człowiek jest istotą śmiertelną. Tak dzieje się nie tylko w książkach, ale także w filmach. Główni bohaterowie to przeważnie postacie, które pomimo bólu, cierpienia, a wręcz krytycznego fizycznego stanu zdrowia, potrafią walczyć z wrogiem niczym supermeni, zapominając, że jeszcze przed kilkoma minutami nie byli w stanie nawet podnieść się z łóżka. Ba! Praktycznie cudem wyrwali się z objęć śmierci. I nagle – pod wpływem jakiegoś impulsu – następuje cudowne odzyskanie sił i do ataku! W tej książce również mamy tego próbkę, a to sprawia, że nie do końca fabuła jest realna. Podobnie sprawa przedstawia się, jeśli chodzi o seks. Na jego uprawianie bohaterowie zawsze znajdują siły, choćby nawet byli już jedną nogą na drugim świecie.

Książka posiada jednak i dobre strony. Dodatkowym atutem W objęciach chłodu jest bowiem całkiem ciekawy portret psychologiczny poszczególnych postaci. Zdaję sobie sprawę, że ten fakt może zainteresować wielu czytelników. Czy zatem polecam tę książkę? Na pewno tak. Sandra Brown, obok Nory Roberts, to moja kolejna ulubiona amerykańska autorka tworząca literaturę dla kobiet. Lubię jej powieści, bez względu na naiwność, jaką wielokrotnie w nich proponuje. Jej powieści generalnie czyta się szybko i przyjemnie. Są swego rodzaju odskocznią od literatury poważniejszej, która zmusza czytelnika do myślenia. A ponieważ w Polsce mamy pod dostatkiem książek Sandry Brown, zawsze można wybrać wśród nich coś dla siebie. Natomiast jeśli do sięgnięcia po powieść nie przekonała Was moja recenzja, to może przekona Was Stephen King, który poleca tę książkę na okładce jej brytyjskiego wydania.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz