Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

czwartek, 9 czerwca 2016

Wiesława Bancarzewska – „Noc nad Samborzewem” # 3
















Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA
Warszawa 2015





Kiedy kilka lat temu pisałam swoją blogową powieść Literackie podróże Weroniki, wówczas w myślach mojej bohaterki często dominował strach przed przeniesieniem się w czasy, w których rozgrywałby się jakiś militarny konflikt. Siedemnastoletnia Weronika obawiała się, że – znając historię – nie zniosłaby na przykład realiów drugiej wojny światowej. Wolała żyć w średniowieczu, niż choćby jedynie przez chwilę być świadkiem okrucieństwa faszystowskiego okupanta wobec jego ofiar. Wiedziała, że nie zniosłaby widoku ulicznych egzekucji, aresztowań niewinnych ludzi, a już na pewno nie dałaby rady funkcjonować w Auschwitz-Birkenau. Na szczęście nic takiego się nie stało. Literatura okazała się łaskawa i Weronika nigdy nie trafiła do roku 1939, ani też do pierwszej połowy lat 40. XX wieku.

Myślę, że – podobnie jak moja powieściowa bohaterka – nikt z nas będących przy zdrowych zmysłach nie chciałby żyć w czasach, gdzie na każdym kroku czai się śmierć, a głód i strach nie pozwalają zasnąć. O ile Weronika Świtalska miała szczęście, o tyle Anna Duszkowska-Obrycka nie mogła już tego samego o sobie powiedzieć. Wiesława Bancarzewska odpowiedzialna za losy swojej powieściowej bohaterki postanowiła, że Anna jednak przeżyje drugą wojnę światową i doświadczy wszechogarniającego strachu przede wszystkim o swojego męża i kilkuletnią córeczkę. O siebie nie musiała się martwić, bo przecież w każdej chwili mogła skorzystać z zaczarowanego obrazu z modrzewiem i znaleźć się w swoim toruńskim mieszkaniu w bezpiecznym dwudziestym pierwszym wieku.

Po Nałęczowie i Annopolu Wiesława Bancarzewska proponuje czytelnikowi podróż do fikcyjnego Samborzewa – miasteczka położonego w okolicy Inowrocławia. Lecz zanim tam trafimy, jeszcze przez pewien czas jesteśmy w równie fikcyjnym i znanym już nam Annopolu (nie mylić z Annopolem w województwie lubelskim). To przecież tam Anna osiedliła się wraz z mężem Aleksandrem Obryckim i ich córeczką Walentynką. Aleksander pracował jako zarządca annopolskiego majątku i gdyby nie wybuch wojny zapewne cała rodzina nadal żyłaby tam sobie szczęśliwie, nie myśląc o tym, co przyniesie przyszłość. Jest wrzesień roku 1939, co oznacza, że Polskę atakują Niemcy i wybucha wojna, o której konsekwencjach wie jedynie Anna Obrycka. Jej mąż dostaje wezwanie do wojska i w związku z tym wyjeżdża z Annopola nie wiadomo na jak długo. Nie wiadomo też gdzie przyjdzie mu walczyć z wrogiem i czy w ogóle jeszcze kiedyś wróci do swojej ukochanej Ani i ich córeczki.  



Słowa orędzia prezydenta Ignacego Mościckiego (1867-1946),
które Polacy usłyszeli w dniu wybuchu drugiej wojny światowej. 


Po kilku dniach do Annopola wkraczają Niemcy, którzy muszą przecież gdzieś mieszkać, szczególnie jeśli chodzi o wysokich rangą żołnierzy. Tak więc bardzo szybko dom, w którym do tej pory mieszkali Obryccy zostaje zajęty przez jednego z nazistowskich oficerów. Ponieważ Anna – z racji wykształcenia – bardzo dobrze posługuje się niemieckim, praktycznie natychmiast zostaje zatrudniona jako osobista sekretarka Rudolfa von Bruggena. Lepsze to, niż zostać całkiem bez pracy, co w konsekwencji mogłoby się skończyć dla Anny bardzo źle. Jako bezrobotna mogłaby przecież zostać wywieziona do jakiegoś obozu koncentracyjnego. Niestety, zatrudnienie u Niemca wcale nie oznacza, że będzie mogła zostać w annopolskim majątku. Teraz panem na włościach jest Rudolf von Bruggen. W związku z tym Anna Obrycka wraz z Walentynką przeprowadzają się do pobliskiego Samborzewa, gdzie w otoczeniu przyjaciół i wrogów muszą nauczyć się żyć w nowej rzeczywistości. Wtedy też na drodze Anny Obryckiej staje przystojny kolejarz Dominik Polanisz, który już na samym początku wojny odznacza się wielkim bohaterstwem.

Od tej pory życie Anny Obryckiej będzie toczyć się pomiędzy Samborzewem i Annopolem. Czasami wstąpi też do pobliskiego Wierzbińca, gdzie zawsze znajdzie pomoc i pocieszenie. Oczywiście nie należy też zapominać o współczesnym Toruniu, w którym tak naprawdę toczy się jej prawdziwe życie. Po pewnym czasie okaże się też, że Dominik Polanisz wcale nie traktuje jej jedynie jako przyjaciółki. W miarę upływu czasu Anna staje się dla mężczyzny kimś naprawdę bliskim. Czy zatem jest szansa na miłość? Czy Anna zapomni o swoim ukochanym Olku i zwiąże się z Dominikiem? A może Aleksander już nigdy nie wróci do domu, więc po co zawracać sobie głowę kimś, kto tak naprawdę może zniknąć z jej życia już na zawsze? Wreszcie, czy Anna Obrycka znów stanie się Anną Duszkowską i wróci do swoich czasów? Czy jej życie będzie takie samo, jak przed podróżą w przeszłość i ponownym spotkaniem swoich bliskich, których obecnie nie ma już obok niej?

Akcja trzeciego i zarazem ostatniego tomu trylogii rozgrywa się na dwóch płaszczyznach. Podobnie było w poprzednich dwóch częściach, ponieważ Anna od czasu do czasu wracała do swojego życia we współczesnym Toruniu, choćby jedynie po to, aby móc sprawdzić potrzebne informacje w Internecie czy zabrać jakieś niezbędne rzeczy, których w pierwszej połowie XX wieku jeszcze nie było. Wiadomo, że umieszczanie bohaterów w dwóch rzeczywistościach, które diametralnie różnią się od siebie nie jest łatwe. Trzeba bowiem zachować pewną logikę, aby nie doprowadzić do sytuacji, które czytelnikowi wydadzą się po prostu śmieszne. Żadnej śmieszności bynajmniej nie zauważyłam, ale wydaje mi się, że tragizm drugiej wojny światowej przedstawiony jest zbyt łagodnie. Jestem w tej grupie czytelników, dla których druga wojna światowa to wręcz świętość, natomiast w beletrystyce zawsze zwracam uwagę na poziom jej dramatyzmu. Zawsze powtarzam, że nie wszyscy Niemcy byli katami, ale ci dobrzy to tylko jednostki, zaś większość niestety mordowała nas z zimną krwią i nic nie mogło tego zmienić. Mało tego. Oni czuli satysfakcję z tego, że ich ofiary umierają ze strachu na sam ich widok. Każdy mord stanowił dla nich niemałą rozrywkę.

Apolinary Jankowski 
Skoro już wspomniałam o „rozrywkowym” zachowaniu esesmanów, to chcę zwrócić uwagę na pewne wydarzenie, które Autorka opisała w powieści. Otóż była to tak zwana Krwawa niedziela w Inowrocławiu, czyli innymi słowy masakra więźniów przebywających w zakładzie karnym w Inowrocławiu. Zbrodnia ta miała miejsce w nocy z 22 na 23 października 1939 roku. Wtedy to z rąk esesmanów, którym przewodzili Otto Christian Hirschfeld (1909-?) i Hans Ulrych Jahnz (?-1945) zginęło pięćdziesięciu sześciu niewinnych Polaków, w tym prezydent Inowrocławia Apolinary Jankowski (1899-1939) oraz jego zastępca Władysław Juengst (?-1939), a także wójt gminy Inowrocław-Zachód Mieczysław Eckert (1897-1939). Esesmani mordowali tych ludzi dla zwykłej przyjemności jedynie oraz własnego widzimisię. To potworne wydarzenie poprzedziła alkoholowa libacja. Ci, którym jakimś cudem udało się przeżyć, tak wspominali mord na współwięźniach:

Kazano nam stać w drzwiach cel otwartych, twarzą zwróconą w ich ciemne wnętrze. Wywoływano nazwiska, sprowadzano więźniów na parter do holu-areny, wszystko w pośpiechu, wśród gradu przekleństw i kopnięć. Na dole rozpoczęły się przesłuchy: Jak się nazywasz, ty psie? Nim padła odpowiedź, waliło się ciało głuchym łoskotem na posadzkę, uderzone kolbą lub rękojeścią rewolweru w szczękę i ogłuszone.

Drugą kwestią, którą chcę poruszyć w związku z powieścią jest współczesny polski antysemityzm i to często wyrażany przez tych, którzy tak naprawdę nie mają bladego pojęcia o tym, o czym mówią, szczególnie mam na myśli ludzi młodych niemających dostatecznej wiedzy, aby być zobligowanymi do wypowiadania się na tak trudne tematy. Cieszę się, że Wiesława Bancarzewska zdecydowała się poruszyć tę kwestię w swojej książce. Zawsze, kiedy do moich uszu docierają antysemickie teksty wypowiadane przez Polaków, żałuję, że nie można tych ludzi choć na chwilę przenieść do obozu Auschwitz-Birkenau, aby zobaczyli na własne oczy co się wtedy działo. Jestem przekonana, że umarliby ze strachu na sam widok ówczesnych komór gazowych czy pieców krematoryjnych, nie mówiąc już o spotkaniu jednego czy drugiego esesmana znęcającego się nad niewinnymi ludźmi.

Podczas gdy w poprzednich tomach trylogii jedynie Anna Duszkowska-Obrycka przemieszcza się pomiędzy dwoma światami, tym razem Wiesława Bancarzewska zdecydowała się też na przeniesienie jednego z pozostałych bohaterów do czasów współczesnych Annie. Może nie do końca owa postać radzi sobie w zgoła odmiennej rzeczywistości, ale bardzo szybko się uczy i w gruncie rzeczy wcale nie wygląda to źle. Jest trochę zabawnie i wydaje się, że tak mogłoby już zostać. Autorka zadbała również o wplecenie do fabuły autentycznych historycznych wydarzeń, czego przykładem jest wspomniana wyżej Krwawa niedziela. Ten zabieg bardzo mi się podoba.

W moim odczuciu Noc nad Samborzewem doskonale zamyka trylogię o Annie Duszkowskiej. Zakończenie chwyta za serce. Poza tym, jeśli ktoś twierdzi, że jest ono mało wiarygodne, to pragnę w tym miejscu przypomnieć książkę pisarza o międzynarodowej sławie, którym jest Francuz Guillaume Musso. Powieść nosi tytuł Będziesz tam?, w której Autor praktycznie w identyczny sposób rozwiązuje powrót głównego bohatera do czasów współczesnych. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że każda powieść z elementami fantastyki nigdy nie będzie do końca wiarygodna. Tam zawsze znajdą się wydarzenia, które w realnym świecie okażą się niemożliwe do zaistnienia. Na koniec mogę już tylko dodać, że generalnie cała trylogia bardzo mi się podobała.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.