Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

sobota, 25 czerwca 2016

Gaynor Arnold – „Dziewczyna w błękitnej sukience”
















Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
Kraków 2012
Tytuł oryginału: Girl in a Blue Dress
Przekład: Julia Gryszczuk-Wicijowska





Urodziła się w 1815 roku w Szkocji w Edynburgu. Natomiast wraz ze swoją rodziną przybyła do Anglii w 1834 roku. Była najstarszą córką George’a Hogartha, który pracował jako krytyk muzyczny dla The Morning Chronicle, gdzie swoich sił w pisaniu próbował również pewien młody dziennikarz, a następnie redaktor The Evening Chronicle. Młoda dama tak bardzo zawróciła w głowie owemu dziennikarzowi, że ostatecznie para zaręczyła się w 1835 roku, a w dniu 2 kwietnia roku 1836 Szkotka i Anglik stanęli na ślubnym kobiercu. Nowożeńcy miesiąc miodowy spędzili w pobliżu Chatham w hrabstwie Kent. Ich małżeństwo mogło uchodzić w oczach publiki za niezwykle szczęśliwe. Przecież udało im się stworzyć bardzo liczną rodzinę, w której na świat przyszło aż dziesięcioro dzieci! Byli to: Charles junior (1837-1896), Mary (1838-1896), Catherine Elizabeth (1839-1929), Walter (1841-1863), Francis Jeffrey (1844-1886), Alfred (1845-1912), Sydney (1847-1872), Henry (1849-1933), Dora Annie (1850-1851) oraz Edward (1852-1902). Oprócz Dory, która nagle zmarła we wczesnym dzieciństwie, praktycznie każde z dzieci zapisało się w historii czymś szczególnym.

Pewnego dnia w progu domu owej niezwykłej pary stanęła siostra pani na Doughty Street – Mary Hogarth (1820-1837), aby służyć pomocą oraz wspierać swoją starszą siostrę i szwagra. W epoce wiktoriańskiej nie było niczym niestosownym, aby niezamężna kobieta mieszkała oraz służyła pomocą i radą młodym małżonkom. Takich przypadków w tamtych czasach było bardzo wiele. Jednakże pan domu bardzo mocno przywiązał się do szwagierki i kiedy ta – po krótkiej chorobie – nagle zmarła w jego ramionach w 1837 roku, pogrążył się w głębokiej żałobie. Od tego czasu jej postać bardzo często pojawiała się w jego utworach, które tworzył z ogromnym zapałem.

Catherine Dickens 
Portret został namalowany w 1847 roku.
autor: Daniel Maclise (1806-1870)
Zapewne zastanawiacie się o kim mowa? Otóż, nie o kim innym, jak tylko o samym Charlesie Dickensie (1812-1870) i jego żonie Catherine (1815-1879). Któregoś dnia los tych dwojga tak bardzo zafascynował Gaynor Arnold, że postanowiła na jego podstawie napisać książkę. Dodatkowo doskonałą okazją ku temu stał się fakt, iż rok 2012 w Anglii został ogłoszony Rokiem Charlesa Dickensa. Oczywiście nie wszystko w książce jest autentyczne, ponieważ jak sama Autorka przyznaje, część wątków stanowi wytwór jej wyobraźni i wplotła je, aby nieco ubarwić fabułę albo tylko po to, żeby uzupełnić niektóre nieścisłości biograficzne. Tak więc powieści nie można traktować na równi z literaturą faktu, lecz należy podejść do niej bardziej jak do fikcji literackiej.

Kilka lat po śmierci Mary Hogarth, w domu państwa Dickensów pojawiła się kolejna siostra Catherine. Tym razem była to Georgina Hogarth (1827-1917), która również miała służyć pomocą i radą. Georgina zamieszkała z Dickensami w momencie, gdy Charles i Catherine popłynęli do Ameryki. Do jej obowiązków należało opiekowanie się dziećmi, które zostały w Anglii. W 1845 roku Dickens pisywał już amatorskie sztuki teatralne i zdobywał coraz większą popularność, podczas gdy jego żona odchodziła w cień. Owszem, udało jej się zaistnieć przez chwilę jako autorce książki kucharskiej, którą opublikowała pod pseudonimem Lady Maria Clutterbuck. Ów poradnik dla gospodyń domowych nosił tytuł What Shall we Have for Dinner? (w wolnym tłumaczeniu: Co mamy na obiad?). Publikacja zawierała szereg sposobów układania menu oraz kilka przepisów kulinarnych o różnym stopniu trudności. Do roku 1860 książka doczekała się kilku wersji.

Dickensów nie ominęły też tragedie. Śmierć siostry Catherine to nie jedyny dramat tego typu w ich rodzinie. Nie dziwi więc fakt, że pani Dickens cierpiała z powodu załamania nerwowego. W powrocie do zdrowia bynajmniej nie mogła liczyć na swojego męża, który był już uważany za najwybitniejszą postać angielskiej literatury, i dla którego ważniejsze było to, co powiedzą jego czytelnicy. Jako autor sztuk teatralnych miał też kontakt z pięknymi, młodymi aktorkami, a to nie mogło skończyć się dobrze. Tak więc Catherine Dickens coraz częściej popadała w stany depresyjne, aż w końcu…

Młody Charles Dickens 
Portret powstał w 1839 roku.
autor: Daniel Maclise
Kto zna biografię Charlesa Dickensa doskonale wie, co było dalej. Dziewczyna w błękitnej sukience na pewno burzy obraz Wielkiego Pisarza, jaki możemy sobie wykreować na podstawie jego utworów. Przypomnijmy sobie chociażby Opowieść Wigilijną i jej przesłanie. Owszem, Dickens był wrażliwy na los ubogich. Wspomagał ich, ale wobec własnej rodziny i tych którzy powinni być dla niego najważniejsi, był w stanie zachowywać się niczym najgorszy łajdak. Według Gaynor Arnold, Dickens uważał siebie za tego Jednego Jedynego, ponad którym nie ma już nikogo innego. Jego poczucie humoru nie zawsze szło w parze z odczuciami towarzystwa, w jakim akurat przebywał. Liczyła się tylko publika i nic poza tym. Czyżby był tak wielkim egoistą, że poza czubkiem własnego nosa nie widział już niczego ani nikogo innego? Być może tak właśnie było.

W powieści Autorka zmieniła imiona bohaterów, tak więc nie znajdziemy tutaj Charlesa Dickensa, lecz Alfreda Gibsona, zaś Catherine to Dorothea Gibson. Jeśli ktoś obawia się, że podczas czytania książki będzie mieć do czynienia z klasyczną nudną biografią, to pragnę uspokoić, że lektura ta ma formę typowej powieści, w której bohaterowie żyją własnym życiem, konwersują ze sobą i przemawiają również do czytelnika. Początkowo akcja powieści nie zachwyca niczym niezwykłym. Zapewne, gdybym sugerowała się jej początkiem, nigdy nie publikowałabym tej recenzji, ponieważ książka by mnie zwyczajnie znużyła i zostałaby przeze mnie nie dokończona.

Cała powieść jest formą wspomnień, które snuje Doro tuż po śmierci Alfreda. Pisarz zmarł nagle w trakcie pisania kolejnej książki. Ostatnie lata małżeńskiego życia Gibsonów nie należały na pewno do udanych, więc można zrozumieć fakt, że Dorothea nie uczestniczy nawet w jego pogrzebie. W chwili, gdy poznajemy główną bohaterkę, kobieta ma kontakt jedynie z najstarszą córką. Reszta dzieci nie odwiedza jej od lat. Dlaczego? O tym dowiecie się od samej pani Gibson, jeśli dacie jej szansę i przeczytacie powieść.

Narrator w osobie Doro cofa się do początków znajomości z Alfredem Gibsonem, a następnie prowadzi czytelnika poprzez poszczególne etapy jego kariery literackiej i teatralnej. Przedstawia nam osoby, które przez te wszystkie lata stawały na drodze państwa Gibsonów, a także samego Alfreda. Bo trzeba wiedzieć, że w życiu Jednego Jedynego pojawiali się i tacy ludzie, których – aż do pewnego czasu – Doro nie znała i nigdy nie spotkała. Są wśród nich przyjaciele, ale też i wrogowie. Sposób postępowania każdej z tych postaci można interpretować na rozmaite sposoby. Można wynajdywać szereg usprawiedliwień i powodów, dla których dana osoba zachowała się tak a nie inaczej. Tylko czy jest ku temu jakiś sens, skoro i tak zwycięża miłość? Okazuje się bowiem, że kochać można nawet wtedy, gdy doznaje się ogromnej krzywdy od tej drugiej osoby.

Charles Dickens
ze swoimi dwiema córkami
(1869)
Dziś wielu z nas powiedziałoby, że Doro Gibson sama skazała się na cierpienie, katując swoją duszę głębokim i prawdziwym uczuciem do tego, który sprawił, że przez wiele lat czuła się niczym banitka we własnym kraju. Przecież zamiast wciąż rozpamiętywać czas swojego małżeństwa, mogła znaleźć sobie innego życiowego partnera i być szczęśliwą. Bez wątpienia tym partnerem mógłby zostać wieloletni przyjaciel Gibsonów, Michael O’Rourke, któremu Doro nie była obojętna. Biedna pani Gibson jest przykładem kobiety, która kocha bez względu na wszystko. Choć czasami też nienawidzi, to jednak miłość niweluje te negatywne uczucia. Komuś mogłoby się wydawać, że ona zupełnie nie posiada dumy, gdyż pozwala sobą pomiatać, poniżać i upokarzać na oczach całej Anglii. Tylko że ona robi to z prawdziwej i szczerej miłości. Tak ślubowała wiele lat temu i pragnie tej przysięgi dotrzymać, pomimo że mąż jej na to nie pozwala.

Doro Gibson to nie tylko symbol małżeńskich uczuć. Kobieta jest także przykładem na to, jak powinna kochać matka. Przecież jej dzieciom też można wiele zarzucić. Kiedy musiały wybrać, opowiedziały się za dostatkiem i komfortem egzystencji, zamiast stanąć po stronie tej, która dała im życie. Zostały przy człowieku, który ich matkę oskarżał o to, że w ogóle przyszły na świat, jakby zapomniał, że do płodzenia dzieci potrzeba dwojga ludzi – mężczyzny i kobiety.

Generalnie książka nie jest zła, ale też nie jest jakąś szczególną rewelacją. Kiedy sięgałam po nią spodziewałam się naprawdę porywającej historii, która wciśnie mnie w fotel i nie pozwoli, abym odłożyła powieść dopóki nie przeczytam ostatniego zdania. Niestety, tak się nie stało, nad czym boleję, ponieważ tematyka naprawdę interesująca, szczególnie dla kogoś, kto lubi zatapiać się w historię. Poza tym nowatorski może też wydawać się sam pomysł na fabułę. Niby o życiu Dickensów, a jednak nie do końca.

Momentami miałam wrażenie, że nawet narratorka jest już znużona tym, iż w ogóle kazano jej to wszystko opowiadać, a jej znużenie udziela się także czytelnikowi. Nie jest już osobą młodą, więc i sił w niej mniej niż wtedy, gdy poznała Alfreda Gibsona, a on lecząc swoje złamane serce, zachwycił się – odzianą w błękitną sukienkę – panienką z dobrego domu. Teraz rozumiem skąd na okładce – skądinąd bardzo pięknej, choć znacznie bardziej pasującej do początków XX wieku, a nie do epoki wiktoriańskiej – wzięły się te wszystkie mądre słowa Anny Popek i Grażyny Wolszczak. Bo kiedy książka jest przeciętna i raczej nie potrafi sama się obronić, wtedy należy jej w tym pomóc. A któż może zrobić to lepiej, niż znana dziennikarka czy aktorka?








1 komentarz:

  1. Bardzo mnie zaciekawiła ta książka. Wydaje się być bardzo poruszająca.

    OdpowiedzUsuń