Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

niedziela, 3 listopada 2013

Philippa Carr – „Cud u Świętego Brunona” #1













Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
Katowice 2007
Tytuł oryginału: The Miracle at St Bruno’s
Przekład: Bożena Krzyżanowska




Zdarza się, że słyszymy, bądź też nawet spotykamy na swojej drodze ludzi, którzy uparcie wierzą, iż zostali wybrani do spełnienia jakichś wyższych celów. Ludzie ci niejednokrotnie są przekonani, że zostali posłani na Ziemię przez samego Boga i stanowią jego narzędzie w walce ze Złem. Generalnie trudno jest nam uwierzyć w autentyczność takich przekonań i bardzo często mamy rację, twierdząc, że ta „nawiedzona” osoba jest niepoczytalna albo kieruje nią zwyczajny religijny fanatyzm. Takich ludzi dzisiejszy świat utożsamia głównie z epoką średniowiecza, która charakteryzowała się zacofaniem i prymitywizmem niemalże na każdej płaszczyźnie życia społecznego. Choć tamte czasy minęły bezpowrotnie, to jednak od czasu do czasu możemy usłyszeć o „cudach”, które tak naprawdę z rzeczywistymi cudami nie mają nic wspólnego. Ten temat bardzo często poruszany jest też w literaturze.

Cofnijmy się zatem do epoki wczesnego angielskiego renesansu. Jest rok 1522. W opactwie pod wezwaniem Świętego Brunona dochodzi do niecodziennego wydarzenia. W noc Bożego Narodzenia duchowny, który temu opactwu przewodzi, odnajduje w kaplicy Najświętszej Marii Panny noworodka. W miejscu, gdzie do tej pory symbolicznie kładziono figurkę maleńkiego Jezusa, jest żywe dziecko! Jego zdumienie jest niewyobrażalne. Pierwsze, co przychodzi mu na myśl, to powtórka z historii. Przecież już raz w wigilijną noc miało miejsce podobne wydarzenie! Tamto rozegrało się w dalekim Betlejem. Czyżby i tym razem narodził się Mesjasz? Kiedy mija pierwszy szok, opat zabiera dziecko do klasztoru i od tej pory bracia zakonni będą się nim opiekować. Ponieważ jest to chłopiec, zakonnicy nadają mu imię „Brunon” od imienia ich patrona.

Mija około dziesięciu lat. Odnaleziony w bożonarodzeniowej szopce chłopiec dorasta i zaprzyjaźnia się z dwiema dziewczynkami, które mieszkają w sąsiedztwie. To kuzynki: Damask i Kate. Oczywiście jest jeszcze Rupert – brat Kate. Jednak chłopak w tej znajomości nie odgrywa jakiejś znaczącej roli. Jest z natury spokojny i to, co najbardziej go interesuje, to uprawa ziemi. Damask jest córką sędziego Williama Farlanda, który jest dość dobrze znany na królewskim dworze. W końcu pełni w państwie niebagatelną funkcję. Rodzice Kate i Ruperta zmarli z powodu śmiertelnych potów, które wówczas były dość powszechną chorobą i dziesiątkowały ludzi w zastraszającym tempie. W związku z tym dzieci zamieszkały w domu sędziego.

Posiadłość Farlandów graniczy nie tylko z ziemiami opactwa Świętego Brunona, ale także z posiadłością Thomasa More’a. William i Thomas bardzo się przyjaźnią, dlatego jego tragiczna śmierć będzie dla sędziego ogromnym szokiem i jeszcze bardzo długo nie będzie mógł podnieść się po tak wielkim ciosie zadanym przez Henryka VIII. Niemniej zanim to się stanie, życie w majątku Farlandów płynie bez większych problemów. Dzieci dorastają, pani Farland z powodzeniem prowadzi swój różany ogród, a po sąsiedzku mnisi wychowują Brunona, będąc święcie przekonanymi, że jest on zesłany przez samego Boga. Otaczają go wielką troską, wierząc, że dzięki niemu dokonują się rozmaite cuda. To przecież jego odnalezienie w bożonarodzeniową noc sprawiło, że klasztor uzyskał niezwykłą pomoc finansową od wiernego ludu. Takich zbiegów okoliczności jest naprawdę sporo i wszystkie przypisywane są „boskiemu” dziecku.

Cała ta sielanka zostaje brutalnie przerwana w momencie, gdy na królewskim dworze zaczynają zachodzić pierwsze zmiany. Król Henryk VIII właśnie pozbył się swojej pierwszej żony – Katarzyny Aragońskiej – i przygruchał sobie wyrafinowaną Annę Boleyn. Sprytna dworka z rodu Howardów tak bardzo omamiła okrutnego monarchę, że ten aż dopuścił się świętokradztwa, zrywając stosunki z Kościołem i papieżem, tym samym ogłaszając siebie głową Kościoła w Anglii. Od tego momentu nikt nie miał prawa kwestionować tej decyzji. Gdyby jakiś śmiałek odważył się jednak na taki krok, wówczas natychmiast trafiał do Tower, a stamtąd to już tylko na szafot. Wówczas w Anglii praktycznie panowały dwie religie: katolicyzm i protestantyzm. Lecz z drugiej strony ludzie żyli w swego rodzaju schizofrenii religijnej, bo tak naprawdę nie wiadomo było, po której stronie należy się opowiedzieć. Tak źle i tak niedobrze.

Dla wiary katolickiej, a tym samym dla klasztorów i duchowieństwa nadchodzi ciężki czas. Na rozkaz Henryka VIII wszelkiego rodzaju katolickie miejsca kultu są grabione, mnisi są mordowani, a co za tym idzie klasztory zamykane są na cztery spusty i nikt nie ma prawa w nich urzędować. Przez słowo „nikt” oczywiście należy rozumieć przedstawicieli duchowieństwa. Na rodzinę Farlandów również pada blady strach, bo przecież przez wiele lat przyjaźnili się z mnichami. Poza tym jest jeszcze Thomas More, którego życie właśnie wisi na włosku. A co w tym czasie dzieje się z Brunonem, który do tej pory mieszkał w klasztorze z mnichami? Otóż, po brutalnym zlikwidowaniu opactwa, dorastający chłopak trafia pod dach Farlandów. Przyjaźń pomiędzy nim a dziewczynkami nadal ma się całkiem dobrze. Wszystko zmienia się dopiero wtedy, gdy Kate wychodzi za mąż za sporo od siebie starszego arystokratę, który bardzo dobrze radzi sobie na królewskim dworze. Wyrafinowanej dziewczynie przecież zawsze o to chodziło. Odkąd sięga pamięcią, pragnęła bogactwa, wpływów i wystawnego życia. Wygląda na to, że teraz Kate jest bardzo szczęśliwa, ale czy to samo można powiedzieć o Brunonie, skoro nagle znika bez śladu? A może jest coś, co za wszelką cenę pragnie udowodnić? Jakaś tajemnica? A może prawda, której nie przyjmuje do wiadomości, wciąż uważając, że jest „darem niebios”?

Wyd. Świat Książki
Warszawa 1999
tłum. Bożena Krzyżanowska
Damask Farland również dochodzi do wieku, w którym powinna wyjść za mąż. Ten fakt spędza sen z powiek szczególnie jej ojcu. Czuje, że jego życie jest zagrożone, więc pragnie, aby jego ukochane dziecko było bezpieczne pod opieką jakiegoś dobrego i odpowiedzialnego mężczyzny. Owszem, Damask nie może powiedzieć, że nie ma adoratorów starających się o jej rękę, ale stanowczo twierdzi, że to nie z nimi pragnie spędzić resztę życia. Jakże jest inna od swojej kuzynki! Tamta na sam widok bogactwa byłaby zdolna poślubić samego diabła, zaś Damask szuka miłości i namiętności, które zapewnią jej szczęście. Czy dziewczyna zna już swojego wybranka? Czy wie, kto zostanie jej mężem i tylko czeka sposobnej chwili, aby to się stało? Czy to małżeństwo na pewno da jej szczęście? A może przyjdą rozczarowanie i ból?

Cud u Świętego Brunona to pierwszy tom rodzinnej sagi Philippy Carr zatytułowanej Córki Anglii. Jak widać Autorka ten cykl powieści rozpoczęła, opisując realia szesnastowiecznej Anglii. Akcja niniejszej części rozciągnięta jest pomiędzy 1522 rokiem a momentem objęcia tronu przez Elżbietę I Tudor. Tutaj fikcja przeplata się z prawdą. Postacie historyczne mieszają się z tymi, wymyślonymi przez Philippę Carr, które jednocześnie są bohaterami pierwszoplanowymi. To historia i ludzie, którzy ją wówczas tworzyli stanowią tło historyczne książki. O Henryku VIII mówi się bardzo wiele. Dyskutuje się na temat jego poczynań, polityki, jaką prowadzi, żon, których pozbywa się w okrutny sposób, ale nie jest on głównym bohaterem. Być może sam Thomas More miał jakiegoś bliskiego przyjaciela „zza płotu”, ale na pewno nie był nim powieściowy sędzia William Farland.

Philippa Carr wprowadza tutaj również pewną tajemnicę, którą prędzej czy później należy poznać i rozwiązać. Chodzi oczywiście o domniemaną boskość Brunona. Chłopak w pewnym momencie swojego życia wpada w swego rodzaju obsesję i nie dopuszcza do siebie myśli, że jego rodzicami mogą być zwykli śmiertelnicy. Za wszelką cenę pragnie wszystkim niedowiarkom pokazać, że jest inaczej. Że to on jest wysłannikiem niebios i nie wolno tego faktu negować. Tak mocno utwierdza się w tym przekonaniu, że w końcu stanowi zagrożenie dla otoczenia.

Charakterystyczną cechą książek Eleonor Hibbert jest to, iż narrację prowadzi zawsze w pierwszej osobie liczby pojedynczej. W tym przypadku narratorką jest Damask Farland, której życie naprawdę nie oszczędza. Żyje w wyjątkowo trudnych czasach. Jej ukochany ojciec jest człowiekiem honoru i robi rzeczy, które mogą zostać uznane za zdradę stanu. Wszędzie roi się od szpiegów. Nawet pod tym samym dachem może mieszkać ktoś, kto w każdej chwili doniesie. Tym kimś może być zwykły służący, którego pan zganił za jakieś błahe przewinienie. Ludzie żyją w potwornym strachu. Rozmowy, jakie prowadzą w głównej mierze dotyczą ówczesnej polityki. Taką informatorką dla Damask jest właśnie jej kuzynka Kate, która praktycznie nie robi nic innego, jak tylko interesuje się tym, co dzieje się na królewskim dworze. Oczywiście bohaterowie próbują w jakiś sposób umilać sobie czas, aby choć na chwilę zapomnieć o terrorze Tudorów, ale mimo tego, gdzieś w podświadomości wciąż czai się niewypowiedziany lęk, a dymy znad Smithfield każdego dnia przypominają o wielkim zagrożeniu.

Jak widać konsekwentnie wykonuję swój indywidualny plan przeczytania wszystkich części Córek Anglii. Nie będzie to takie proste, bo jak już pisałam wcześniej, w Polsce zaniedbano proces publikacji tego cyklu. Nie zrażam się jednak tym, że jestem zmuszona czytać go wyrywkowo. Wszystkich tomów jest dwadzieścia, z czego przeczytałam do tej pory tylko cztery: Cud u Świętego Brunona, Zwycięski Lew, Czas na milczenie i Nić babiego lata. Obiecałam sobie jednak, że się nie poddam, więc mam nadzieję, iż uda mi się przeczytać całość, nawet gdybym musiała sprowadzać resztę w oryginale. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że dziś już niewiele osób czyta tego rodzaju literaturę, traktując ją po macoszemu. Dla mnie powrót do starych książek, którymi zachwycały się poprzednie pokolenia, jest czymś niesamowitym. Dlatego u mnie na blogu nie znajdziecie zbyt wiele nowości.

Na pierwszy rzut oka Cud u Świętego Brunona wygląda jak zwykły romans, szczególnie jeśli ocenić tę książkę po okładce. Słyszałam gdzieś, że graficy nie czytają nawet fragmentów książek, do których okładki projektują, stąd tak wiele okładek jest zupełnie nietrafionych. Z kolei jeśli pada hasło, że to literatura kobieca, to szablonowo projektuje się tak, jak dla zwykłego romansu. W przypadku tej powieści romansu jest naprawdę znikoma ilość. Philippa Carr znacznie większą wagę przykłada do tła historycznego i tajemnic, które mają związek z poszczególnymi bohaterami. Powiedziałabym, że końcówka powieści zakrawa nawet na delikatny thriller.

Generalnie książka napisana jest bardzo dobrze pod względem warsztatowym. Bardzo podobały mi się dialogi, dzięki którym zdawałoby się, że nieśmiała i wycofana towarzysko Damask, pokazuje na co naprawdę ją stać. W miarę posuwania się akcji do przodu, dziewczyna staje się coraz bardziej wygadania i nie da sobie w kaszę dmuchać. Dodatkowo uwagę zwróciłam również na psychologię postaci. Należy podkreślić tutaj ich różnorodność pod kątem emocjonalnym, a także odmienne charaktery. Wydaje mi się, że spośród tych czterech tomów cyklu, które już za mną, Cud u Świętego Brunona można uznać za najlepszy, choć Zwycięski Lew też jest niczego sobie, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę stronę historyczną i erotyczną powieści.







14 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Ja do niczego nie namawiam. Lubię takie powieści, więc je czytam, a jak już przeczytam, to o nich piszę. Nie chcę czytać książek zgodnie z obowiazującym trendem, bo wtedy zaprzeczałabym sobie samej i fałszowała siebie jako czytelnika. Nikomu nie wciskam żadnej książki na siłę.

      Usuń
  2. Och, och, to nietypowe i oryginalne imię bohaterki - Damask - uświadomiło mi, że czytałam kiedyś tę książkę! W ogóle zaczytywałam się kiedyś w powieściach Philippy Carr czy Johanny Lindsey - wspaniała ucieczka od szarej rzeczywistości:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, te imiona robią wrażenie. :D Tego typu książki kiedyś naprawdę robiły furorę wśród czytelniczek, a teraz to ewentualnie starsze panie wypożyczają je z biblioteki i to nie zawsze. Ja bardzo lubię wracać do tych "staroci". Nic na to nie poradzę. Chciałabym bardzo dorwać cały cykl, bo tak jak piszesz - to doskonała ucieczka od codzienności, która daje możliwość odstresowania się, :-)

      Usuń
  3. Wszystkich tomów jest dwadzieścia! Jestem zdumiona. To bardzo dużo. Trzymam zatem w kciuki, aby dało ci się całą serię skompletować i przeczytać.
    Ja nie będę ,,kręcić'' i napiszę szczerze, że nie dam rady zmierzyć się z tą serią, ale mimo to ogromnie intryguje mnie domniemana boskość Brunona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro intryguje Cię "boskość" Brunona, to przeczytaj choć ten jeden tom. Tutaj już wszystko się wyjaśnia. Nie musisz czytać całej serii. ;-) Przypuszczam, że w bibliotece dostaniesz go bez problemu. A ja faktycznie uparłam się na tę serię i nie odpuszczę! :-)

      Usuń
    2. W takim razie na pierwszy tom się skuszę. Zapytam się tylko w mojej bibliotece, czy akurat go mają.

      Usuń
    3. Mogę Ci powiedzieć, że każda część tej serii stanowi, jak gdyby oddzielną historię, która w tym samym tomie znajduje swoje rozwiązanie. Jedyne, co łączy ten cykl to więzy krwi poszczególnych bohaterek. :-)

      Usuń
  4. Początkowo książka nasunęła mi bardzo mocne porównanie do "Klasztoru" Panosa Karnezisa, ale później to wrażenie osłabło. Zastanawiam się jaka jest dostępność pozostałych części cyklu, jeśli ściągać by ją przez polskiego pośrednika. Aż sprawdzę z ciekawości w mojej ulubionej księgarni językowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam "Klasztoru" Karnezisa, ale dzięki na info. Może kiedyś trafię na tę książkę. Natomiast co do "Córek Anglii", to oprócz tych czterech tomów, ktore przeczytałam, w Polsce wydano jeszcze kilka innych, ale niestety nie ma kompletu, więc muszę kombinować jak sprowadzić je w oryginale. Na stronach brytyjskich księgarni są dostępne bez problemu w formie e-booków, więc chyba skorzystam z tej oferty. :-)

      Usuń
  5. kurcze nie wiem co napisać o tek książce bo trudno m jednoznacznie określić czy mnie zachęciła czy nie, Twoja recenzja jest świetna, ale co do książki sama nie wiem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie wiem, co Ci doradzić, bo nie wiem, jak u Ciebie z historią. Lubisz powieści historyczne? Jeśli tak, to może kiedyś tak przy okazji zerknij na tę książkę. Może akurat Ci się spodoba. :-)))

      Usuń
  6. Powiem szczerze, że pierwsza część mnie nie przekonuje, ale z kolei, Że podchodzi do pod thriller i jest dużo tajemnicy i jej wyjaśniania bardzo mnie intryguje, zatem pomyślę jeszcze nad tym tytułem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod delikatny thriller podchodzi dopiero sama końcówka. Większość to raczej typowa powieść obyczajowa z historią w tle. Wiesz, ja mam bardzo specyficzny gust, jeśli chodzi o książki i generalnie czytam to, czego inni nawet palcem by nie tknęli. ;-)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.