Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Pomysły na swoje opowieści znajduję dosłownie wszędzie...







ROZMOWA Z BARBARĄ WOOD


Barbara Wood to amerykańska pisarka, która przyszła na świat w Warrington (hrabstwo Lancashire w Anglii). Urodziła się jako córka Angielki i Polaka, natomiast jej panieńskie nazwisko brzmi Lewandowska. Do Stanów Zjednoczonych wyjechała z rodzicami i starszym bratem. Dorastała w Południowej Kalifornii i uczęszczała do szkół w Los Angeles. Po ukończeniu szkoły średniej, Barbara studiowała na Uniwersytecie Kalifornijskim w Santa Barbara, lecz przerwała naukę, aby zostać technikiem chirurgii. W 1976 roku wydała swoją pierwszą powieść. Do tej pory napisała dwadzieścia dziewięć książek, w tym trzy pod pseudonimem Kathryn Harvey. Książki te całkowicie różnią się od tych, które tworzy jako Barbara Wood. Obecnie pracuje nad trzydziestą powieścią. Jest autorką o międzynarodowej sławie, a jej książki znajdują się na liście bestsellerów i zostały przetłumaczone na ponad trzydzieści języków. Na ich kartach czytelnik jest przenoszony do egzotycznych krajów, o których realia Barbara starannie zadbała, aby pokazać swoim fanom prawdziwą kulturę i historię związane z każdą opowieścią. W sercu każdej książki znajduje się silna, niezależna kobieta. Kiedy Barbara nie pracuje nad książką, wówczas cieszy się czasem spędzanym przy lekturach innych autorów.  




Agnes A. Rose: Bardzo dziękuję, że przyjęła Pani moje zaproszenie do wzięcia udziału w wywiadzie. Jestem zaszczycona, że mogę gościć Panią na swoim blogu i porozmawiać. Jak zrozumiałam, zdobywała Pani wiedzę potrzebną do pracy jako technik chirurgii. Czy mogłaby nam Pani powiedzieć, co sprawiło, że zmieniła Pani zdanie i postanowiła zacząć pisać książki?
                         
Barbara Wood: Ja również jestem zaszczycona, że poprosiłaś mnie o wywiad! Tak, pracowałam w szpitalu na sali operacyjnej. Pisanie: nigdy nie zmieniłam zdania. Od czasu, kiedy byłam małą dziewczynką, opowiadam różne historie. Zaczęłam je pisać na papierze, gdy miałam dwanaście lat. Pisanie było moim hobby, czymś, co robiłam wieczorami po pracy w szpitalu. Dopiero po opublikowaniu trzech powieści przekonano mnie, abym zrezygnowała z mojej „dziennej” pracy i została w domu, żeby pisać w pełnym wymiarze godzin. Była to bardzo dziwna zmiana, takie przejście od pracy w zespole do pracy w zupełnej samotności.




AAR: Czy miała Pani jakieś trudności z wydaniem pierwszej książki? Jeśli tak, to jak sobie Pani z nimi poradziła?

BW: Jedyną trudnością, jakiej doświadczyłam było pójście do księgarni, aby zobaczyć tam swoją książkę! Moi przyjaciele dosłownie musieli mnie przepchnąć przez drzwi!

AAR: Na Pani stronie internetowej przeczytałam, że swoją pierwszą książkę napisała Pani w wieku szesnastu lat. Myślę, że to bardzo wcześnie. Jestem niezmiernie ciekawa o czym była ta książka. Czy wciąż ją Pani pamięta?

BW: Och, oczywiście, że pamiętam! Przez te wszystkie lata wciąż ją mam. Nosi tytuł „Aton’s Kingdom” i jest romansem rozgrywającym się w starożytnym Egipcie w czasach Nefertiti i Echnatona. Jest w niej wiele scen trzymania się za rękę i gapienia się w oczy (śmiech). Zostawiłam instrukcje, według których ma ona zostać spalona po mojej śmierci.

AAR: Zanim została Pani międzynarodową autorką bestsellerów, wykonywała Pani wiele innych zawodów, była Pani kelnerką, sekretarką, telefonistką, a nawet wyprowadzała Pani psy. Czy to był Pani własny sposób na szukanie miejsca w życiu?

BW: Przypuszczam, że tak. Poza tym myślę, że poszukiwałam samej siebie poprzez pisanie, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam. Zawsze myślałam o pisaniu jako o hobby. Nigdy nie sądziłam, że moja książka zostanie wydana. Pisałam całe powieści i wkładałam je do szuflady. Dopiero mój mąż zaproponował, abym spróbowała coś wydać. Sprzedałam książkę już przy pierwszej próbie. Byłam bardzo zaskoczona!

AAR: Na kartach swoich książek zazwyczaj zabiera Pani czytelników do egzotycznych krajów. Niekiedy pisze Pani także o czasach prehistorycznych. Jak zbiera Pani potrzebne informacje do tego rodzaju historii?

BW: Robię bogaty research. Odwiedziłam każde miejsce, o którym napisałam. Nie będę pisać o miejscu, w którym nigdy nie byłam.

AAR: Ponieważ odwiedziła Pani wszystkie kraje, o których Pani napisała, czy mogłaby nam Pani opowiedzieć o swoich wrażeniach z tych podróży? Który kraj podobał się Pani najbardziej? Dlaczego?

BW: Uwielbiam każdy kraj, w jakim kiedykolwiek byłam, lecz każdy z innego powodu. (Włochy z powodu jedzenia, Niemcy za wino, Egipt za starożytne miejsca, Australię z powodu piwa). Ale każde z tych miejsc ubóstwiam ze względu na ludzi. Uwielbiam spotykać obcych i prosić ich o opowiedzenie mi o sobie, słucham też ich historii. Ludzie mnie fascynują. Dodatkowo, każdy inny kraj na świecie posiada dłuższą historię niż Ameryka (nie ma wzmianki o tym, kiedy Indianie byli tutaj jedynymi mieszkańcami). To taka przyjemność odwiedzić kraj, który ma tak bardzo stare ulice i zabytki, gdzie chodzili znani ludzie.

AAR: Czytam Pani książki od wielu lat i bardzo je lubię. W Polsce Pani czytelnicy mogą przeczytać większość z nich. Kilka tygodni temu czytałam „Dominę”. Moim zdaniem jest to niezwykle piękna historia. Główną bohaterką tej powieści jest Samantha Hargrave, która pragnie zostać lekarzem, ale przez cały czas musi walczyć ze światem zdominowanym przez mężczyzn. Jest bardzo odważną kobietą, która nie chce się poddać. Co zmotywowało Panią do stworzenia tej kobiecej postaci żyjącej w konserwatywnej epoce wiktoriańskiej?

BW: Kocham świat medycyny. Lubiłam pracować na sali operacyjnej, jestem zafascynowana – nawet teraz – kobietami, które wkraczają w świat medycyny, zwłaszcza jako lekarze, a ja zawsze interesowałam się historią medycyny. Zawsze był to męski zawód. W średniowieczu kobiety, które próbowały uczyć się medycyny, palono jako czarownice. Myślę, że mężczyźni byli zazdrośni. Chciałam pokazać czytelnikom to, jak traktowano kobiety w epoce wiktoriańskiej. Pielęgniarstwo stało się uznanym zajęciem dla kobiet, ale nie zawód lekarza. Samantha Hargrave składa się z kilku kobiet-lekarzy, które żyły w XIX wieku.

AAR: Drugą Pani książką, którą ostatnio przeczytałam jest „Córka słońca”. Cóż za wspaniały pomysł na fabułę! Na kartach tej powieści zabiera Pani czytelników do epoki prekolumbijskiej. Czy mogłaby nam Pani powiedzieć, jak wyglądała praca nad tą książką? Czy trudno było wykreować świat kultury Tolteków?

BW: Oczywiście odwiedziłam ruiny Chaco Canyon i próbowałam wyobrazić sobie, jak to miejsce wyglądało wtedy. Tak naprawdę nikt tego nie wie. Eksperci (naukowcy, historycy, archeolodzy) nie mogą zgodzić się co do tego, w jaki sposób Toltekowie przybyli do Nowego Meksyku lub dlaczego to zrobili, a nawet w kwestii tego, czy w ogóle tam byli. Najbardziej tajemnicze jest to, dlaczego tak nagle zniknęli bez śladu. Chociaż przeprowadziłam tyle badań, ile tylko mogłam, to jednak większość tej książki jest wytworem mojej wyobraźni.

AAR: Wiem, że jest Pani również współautorką powieści o Polsce okupowanej przez nazistów. Nosi ona tytuł „Night Trains”. Akcja rozgrywa się w 1941 roku, a jej miejscem jest strategiczne miasto Sofia. Zastanawiam się, dlaczego nazwa miasta to Sofia. W Polsce nigdy nie było miejscowości o takiej nazwie. Czy jest ona fikcyjna? Powieść nie została jeszcze przetłumaczona na język polski. Czy zatem mogłaby nam Pani powiedzieć coś więcej na temat tej książki?

BW: „Night Trains” napisałam wspólnie z chirurgiem, z którym pracowałam. To on znalazł artykuł w czasopiśmie medycznym o pewnym mieście w Polsce, które bardzo sprytnie trzymało nazistów z dala od siebie z powodu epidemii tyfusu. Jest to prawdziwa historia. Niestety, nie było sposobu, w jaki moglibyśmy dowiedzieć się szczegółów na ten temat, więc zdecydowaliśmy się na fikcję. A zatem Sofia jest miastem fikcyjnym.*

AAR: Napisała Pani tak wiele książek. Czy zatem mogłaby nam Pani powiedzieć, w jaki sposób znajduje Pani coraz to nowe i świeże pomysły na fabułę? 

BW: Pomysły na swoje opowieści znajduję dosłownie wszędzie. Czytam gazety, odkrywam interesujące rzeczy w Internecie albo podsłuchuję rozmowy w restauracjach. Zawsze je spisuję. Przez cały czas noszę ze sobą notatnik, a gdy widzę lub słyszę coś, co brzmi interesująco, zapisuję to. Obecnie pracuję nad swoją trzydziestą książką, ale mam wystarczająco dużo materiałów, aby napisać więcej niż trzydzieści powieści!

AAR: Moim zdaniem zbyt wiele romansów starej szkoły ukazuje kobiety jako potrzebujące pomocy i trochę żałosne. Ciekawi mnie, dlaczego zdecydowała się Pani pisać zupełnie odwrotnie i pokazywać kobiety jako silne i odnoszące sukcesy?

BW: Myślę, że to dlatego, iż sama nie jestem miękką i będącą w potrzebie kobietą, więc nie mogę identyfikować się z taką bohaterką i pisać o niej. Jestem wojowniczką, a więc to jest ten rodzaj kobiety, o której piszę.

AAR: Jakie przesłanie dla czytelników zawierają Pani książki?

BW: Są dwie kwestie, względem których mam nadzieję, że czytelnicy odczytują je w moich książkach: że dostarczyły im przyjemności i choć na chwilę zapomnieli o swoich zmartwieniach (dlatego właśnie czytam książki), a także, że nauczyli się czegoś nowego, i że dałam im do myślenia (to kolejny powód, dla którego czytam książki).

AAR: Czy mogłaby Pani opisać swój harmonogram pracy? Czy robi Pani szkic? Posiada Pani jakieś nawyki?

BW: Robię zarys podczas pisania, ale nigdy z wyprzedzeniem. Odkrywam daną historię w trakcie pisania, a więc wiele razy jestem tak samo zaskoczona zwrotem akcji czy ujawnioną tajemnicą, jak czytelnik. Trzymam się tylko głównego pomysłu. Książkę mogę pisać rok albo nawet i dłużej, więc muszę wrócić i przypomnieć sobie, gdzie są bohaterowie i co robią.

Mój harmonogram pracy jest taki sam każdego dnia: wstaję i idę prosto do mojego ulubionego krzesła, które znajduje się przy oknie, zwijam się na nim wraz z moim kotem, notatnikiem oraz kawą i piszę ręcznie. Robię przerwę, aby pójść na spacer po okolicy, a następnie po południu przenoszę na komputer to, co napisałam odręcznie. 

AAR: Jak wspomniałam wyżej, pisze Pani również jako Kathryn Harvey. Pod pseudonimem napisała Pani trzy książki. Dlaczego zdecydowała się Pani zmienić nazwisko, aby napisać te powieści? Jak bardzo różnią się one od tych, które tworzy Pani jako Barbara Wood?

BW: Książki Kathryn Harvey zawierają sporo seksu. Wielu autorów używa pseudonimów, gdy zmieniają swój styl. Nie chciałam, aby czytelnicy Barbary Wood byli zszokowani.

AAR: Czy mogłaby nam Pani opowiedzieć o swoim kolejnym projekcie lub projektach?

BW: Książka, którą właśnie oddałam mojemu wydawcy nosi tytuł „The Far River”. Dotyczy ona niemieckich imigrantów, którzy przyjeżdżają do Kalifornii w 1912 roku, aby założyć winiarnię (Kalifornia słynie z win). To trzydziestoletnia saga rodzinna. Ta książka jest już gotowa i pojawi się w przyszłym roku. Teraz zaczynam inną rodzinną opowieść, to trzypokoleniowa historia zaczynająca się od trzech sióstr żyjących obecnie, które dochodzą do zaskakująco wielkiego majątku i ostatecznie odkrywają szokujące tajemnice rodzinne.

AAR: Raz jeszcze dziękuję za rozmowę. Życzę Pani dalszych sukcesów w pracy. Czy jest coś, co chciałaby Pani powiedzieć swoim polskim czytelnikom?

BW: Dziękuję, Agnieszko, to była dla mnie przyjemność. Twoje pytania dały mi do myślenia! A przy okazji, twój angielski jest doskonały. Niestety, jedyne słowa po polsku, jakich kiedykolwiek się nauczyłam, mają związek z okresem, kiedy byłam małą dziewczynką, a mój ojciec nauczył mnie modlić się po polsku. Podejrzewam, że myślał, iż Maryja Dziewica woli polski od angielskiego (śmiech).

A moim polskim czytelnikom chciałabym powiedzieć, że mają szczególne miejsce w moim sercu. Po wojnie mój ojciec nigdy nie wrócił do Polski, więc został odcięty od rodziny. Chciałabym więc skorzystać z tej okazji, jeśli tylko mogę, i przywitać się nie tylko z Twoimi czytelnikami, Agnieszko, ale także powiedzieć, że jeśli wśród czytelników tego bloga są jacyś Lewandowscy, to pozdrawia ich kuzynka z Kalifornii!



Rozmowa, przekład i redakcja
Agnes A. Rose



Jeśli chcesz przeczytać ten wywiad w oryginale, kliknij tutaj.
If you want to read this interview in English, please click here







* Prawdopodobnie chodzi tutaj o fikcyjną epidemię tyfusu, którą na przełomie 1941 i 1942 roku wywołali dwaj polscy lekarze: Eugeniusz Łazanowski (1913-2006) i Stanisław Matulewicz (?). Pewnego dnia Matulewicz odkrył niegroźną bakterię, która obecna w organizmie człowieka, podczas tekstów medycznych dawała takie same wyniki, jak tyfus plamisty. Lekarze zaczęli zatem wstrzykiwać swoim pacjentom tę niegroźną bakterię, a potem wysyłać próbki ich krwi do niemieckich laboratoriów. Cała akcja miała miejsce w okolicach Stalowej Woli na Podkarpaciu. I tak oto Niemcy przerażeni „epidemią” tyfusu zaczęli nagminnie uciekać z zagrożonego obszaru. Ewakuacja dotyczyła nie tylko niemieckich oficerów, ale także zwykłych niemieckich obywateli. Z powodu strachu przed zarazą hitlerowcy odstąpili od aresztowań i masowych wywózek ludzi do nazistowskich obozów koncentracyjnych. W ten sposób lekarze uratowali mnóstwo ludzi, również Żydów. Aby uniknąć dekonspiracji, medycy ukryli fakt całkowitej nieszkodliwości bakterii nawet przed swoimi pacjentami. Po raz pierwszy powieść „Night Trains” została opublikowana w 1979 roku. Współautorem jest Gareth Wootton. [przyp. tłum.].









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.