Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

piątek, 14 kwietnia 2017

Maureen Lee – „Dom przy Parku Książąt”












Wydawnictwo: C&T CRIME & THRILLER
Toruń 2005
Tytuł oryginału: The House by Princes Park
Przekład: Agnieszka Klonowska

 



Dom. To słowo kojarzy nam się przede wszystkim z ciepłem, szczęściem i bliskimi, na których można liczyć w każdej sytuacji. Dom to miejsce, do którego chętnie wracamy po ciężkim dniu, wiedząc, że ktoś w nim na nas czeka. Na samą myśl o rodzinnym domu, czujemy ciepło wokół serca, a kiedy opuszczamy go, rozpoczynając samodzielne życie z dala od rodziców, często wracamy do niego wspomnieniami. Jednak nie każdemu dane jest urodzić się i wychować w domu, gdzie wszyscy darzą się wzajemnie miłością i są dla siebie wsparciem w potrzebie. Wśród nas są i tacy, którzy nigdy nie zaznali ciepła domowego ogniska. Bo przecież dom to przede wszystkim ludzie, którzy w nim mieszkają. To od nich zależy, jakie wspomnienia będziemy mieć po latach. To ludzie tworzą jego szczególną atmosferę. Jedni robią wszystko, aby panowało w nim szczęście, natomiast inni wręcz przeciwnie. Wciąż doprowadzają do sytuacji konfliktowych, tym samym sprawiając, że człowiek pragnie z tego domu uciec jak najdalej i nigdy do niego nie wracać. A jaki dom stworzyła swojej rodzinie Ruby O’Hagan, główna bohaterka powieści Maureen Lee pod tytułem Dom przy Parku Książąt?

Niemalże w dniu zakończenia pierwszej wojny światowej niejaka Olivia Jones poznaje przystojnego amerykańskiego żołnierza, w którym zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Olivia jest pielęgniarką, natomiast Tom O’Hagan to jej pacjent. Owocem ich namiętnego związku jest dziecko. Dziewczynka, której Olivia w pośpiechu nadaje imię Ruby, na cześć matki jej ukochanego. Niestety, Olivii nie jest pisana wspólna szczęśliwa przyszłość u boku Toma, gdyż żołnierz ginie podczas przejazdu pociągiem przez most, który sabotażyści walczący po stronie aliantów nafaszerowali minami. Dla Olivii jest to koniec wszystkiego. Nie tylko koniec marzeń o lepszej przyszłości, ale także koniec macierzyństwa. Pamiętajmy, że jest początek dwudziestego wieku. Niezamężne kobiety z dziećmi traktowane są na równi z trędowatymi. Piętnuje się je niczym francuskie kurtyzany. Wiele kobiet nosi fałszywe obrączki, aby zmylić otoczenie. Przecież zawsze można powiedzieć, że mąż wyjechał albo poległ na wojnie. Jednak Olivia nie może tego zrobić. Nie może kłamać, bo jest już za późno. Jej rodzina, a szczególnie ojciec, wie jak ciężkiego grzechu dopuściła się jego córka. Nie chce jej znać. Nie chce widzieć na oczy swojej wnuczki. Jego nienawiść jest tak ogromna, że już kilka godzin po porodzie pozbawia Olivię córeczki, brutalnie wyrywając ją z jej ramion. I tak maleńka Ruby trafia do klasztoru, przy którym siostry zakonne prowadzą sierociniec. Wydaje się, że Olivia tarci swoje dziecko już na zawsze. Ale czy na pewno?

Mija czternaście długich lat. Ruby wyrasta na pannicę, która nie przebiera w słowach, jeśli uważa, że ma rację. W klasztorze słynie z ciętego języka. Nie lubi sprzątać, gotować, prasować, ani też wykonywać wszystkich tych czynności, które są niezbędne przy prowadzeniu domu. Jej największym marzeniem jest praca w sklepie. Jednak wiek, który właśnie osiągnęła zmusza ją do opuszczenia klasztoru i zamieszkania u jakiejś bogatej rodziny. Lecz ona nie chce być służącą, o czym dość głośno mówi. I wtedy, jak gdyby w odpowiedzi na jej żarliwe modlitwy, w klasztorze pojawia się niejaka Emily Dangerfield. Kobieta jest siostrą przeoryszy klasztoru, w którym wychowała się Ruby O’Hagan. Jest samotna, więc potrzebuje towarzystwa. W ten sposób Ruby trafia do pięknego domu, lecz nie wie jeszcze, że nie będzie jej dane długo w nim przebywać. Los zadecyduje inaczej, zmuszając ją do życia na własny rachunek w nędzy tak wielkiej, że aż niewyobrażalnej. Jeszcze długo będzie musiała poczekać, zanim odnajdzie prawdziwą życiową przystań w postaci domu przy Parku Książąt, na który skazana będzie przez większość swojego życia. 

Wydanie brytyjskie z 2002 roku
Wyd. ORION
Londyn 
Dom przy Parku Książąt to opowieść o młodej dziewczynie powoli wkraczającej w dorosłe życie, wraz z upływem czasu stając się dojrzałą kobietą, a potem sędziwą staruszką. Ona podobnie, jak niegdyś jej matka, także musi zmierzyć się ze sztywnymi regułami moralności. Lecz mimo to niczego nie żałuje. Rodzina jest dla niej najważniejsza i to o nią dba, jednocześnie zaprzepaszczając wiele okazji ku temu, aby być szczęśliwą. Przekorny los wciąż rzuca ją w wir obowiązków, których przecież nienawidzi od dziecka. Ale Ruby nie skarży się. W spokoju przeżywa swoje radości i smutki, wierząc, że tak trzeba. Kiedy wybucha druga wojna światowa, ona niesie pomoc nie tylko ludziom z nią spokrewnionym. Pomaga każdemu, kto tej pomocy potrzebuje. W pewnym momencie wydaje się, że wszyscy którzy ją otaczają potrafią jedynie brać, nie dając nic w zamian. A może Ruby poprzez swoją dobroć nauczyła ich tego? Tak bardzo przyzwyczaili się do tego, że na Ruby stale można liczyć, że nie potrafią już wyobrazić sobie, że mogłoby być inaczej. Jest w tym pewien egoizm. Ruby praktycznie jest wykorzystywana przez swoje córki, a potem wnuczki. Niemalże u kresu życia wychowuje także swojego prawnuka, ponieważ wnuczka nie ma najmniejszego zamiaru tego robić, chcąc cieszyć się życiem. Na córki też liczyć nie może. Kiedy Ruby postanawia wreszcie zadbać o siebie i zająć się swoim życiem, wszyscy są tym oburzeni. Jest to dla nich niezrozumiałe. Jak Ruby może zostawić ich na tydzień i tak po prostu wyjechać! I to jeszcze do Ameryki?!

Tytułowy dom przy Parku Książąt mieszczący się w Liverpoolu jest dla Ruby właśnie tą przystanią, o której wspomniałam wyżej. W jego posiadanie kobieta weszła zupełnie przypadkowo. Tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej pewna dama o nazwisku Hart, wyjeżdżając do Ameryki, poprosiła Ruby o zaopiekowanie się jej domem. Lecz Ruby zamiast się nim jedynie zaopiekować, zwyczajnie się do niego wprowadziła, otwierając drzwi także wielu innym osobom. Pani Hart nigdy ze Stanów nie wróciła, a Ruby nie wyobrażała sobie już życia w innym miejscu. Podobnie jak jej rodzina. Choć dom był stary i zniszczony, to jednak stanowił swego rodzaju oazę spokoju, gdzie można było zawsze odnaleźć pocieszenie i radość. Oczywiście życie Ruby O’Hagan nie obfituje jedynie w same radości. Tak, jak to w życiu bywa, są też ból, cierpienie, śmierć. Jednak najważniejsze jest to, w jaki sposób Ruby i jej rodzina sobie z tym radzą. Czy się załamują? Czy złorzeczą losowi, że tak mocno ich doświadcza? Czy się buntują?

Książka sama w sobie nie należy do jakichś wybitnych dzieł literackich. Jest to zwyczajna historia obyczajowa przedstawiająca losy czterech pokoleń kobiet na tle rozmaitych rzeczywistości. Poruszany jest też bardzo wyraźnie problem rasizmu w Stanach Zjednoczonych. Jedni są „zbyt czarni”, a inni „nie dość czarni”. Każda z tych grup w jakiś sposób jest wyrzucana poza nawias społeczeństwa. Nie wolno im korzystać z miejskich środków transportu, uczestniczyć w rozmaitych wydarzeniach kulturalnych, gdzie są obecni także „biali”. Takich zakazów jest mnóstwo. Generalnie zabrania się przebywania osobom czarnoskórym w tych samych miejscach publicznych, w których przebywają także „biali”. Wygląda to tak, jak gdyby należały one tylko do rasy białej. Ta walka o równouprawnienie jest tutaj bardzo mocno zarysowana.

Autorka pokazuje też, ile tak naprawdę znaczy przyjaźń i miłość, a przede wszystkim rodzina. W rodzinie można wybaczyć wszystko. Dla swojego dziecka matka może zrezygnować nawet z własnego szczęścia, aby tylko jemu dobrze się wiodło. Ale czy jest to słuszne postępowanie, jeśli dziecko wybiera złą drogę? Jeżeli ktoś lubi lekkie historie obyczajowe opisane na tle rozmaitych realiów i pokazujące jak bardzo zmieniają się ludzie na przestrzeni lat, to ta książka jest jak najbardziej dla niego. 








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.