Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

wtorek, 29 listopada 2016

Francine Rivers – „ Ostatni Zjadacz Grzechu”












Wydawnictwo: BOGULANDIA
Warszawa 2013
Tytuł oryginału: The Last Sin Eater
Przekład: Bożena Sand-Tasak




Podobnie jak narodziny, śmierć również jest częścią naszego życia. Na przestrzeni wieków moment umierania był różnie traktowany przez rozmaite kultury. Skupmy się jednak na Wielkiej Brytanii. W XVIII i XIX wieku jednym z obrzędów było kładzenie na piersiach zmarłego kawałka chleba, co w tamtych czasach bynajmniej nie było traktowane jako swego rodzaju dziwactwo. Potem zaczęto zatrudniać osoby, których zadaniem było zjedzenie owego chleba i tym samym wzięcie na siebie grzechów zmarłego. Osobę taką nazywano Zjadaczem Grzechów. Podczas rytuału Zjadacz Grzechów posilał się chlebem i pił wino. Skąd zatem wziął się ten dziwny – z naszego punktu widzenia – rytuał? Kto mógł być takim Zjadaczem Grzechów?

Spożywanie pokarmów podczas pogrzebu lub krótko po nim nie jest niczym niezwykłym. Przecież w dzisiejszych czasach również organizuje się stypy, na których rodzina i znajomi zmarłego spożywają uroczysty obiad, aby uczcić śmierć osoby zmarłej i wymieniać się wspomnieniami o niej. Nierzadko w trakcie styp pijemy także alkohol. Ta tradycja obecna jest w społeczeństwach od stuleci. Lecz mimo to Zjadacz Grzechów jest nam obcy. Ludzie, którzy pełnili niegdyś tę rolę byli różni z uwagi na zadanie, jakie mieli do wykonania. Co ciekawe, Zjadacze Grzechów byli obecni w niektórych odłamach chrześcijaństwa. Przeprowadzali oni ceremonię, w trakcie której brali na siebie grzechy osoby zmarłej, aby ta mogła po śmierci cieszyć się Bożym przebaczeniem, jeśli na przykład odeszła z tego świata bez przystąpienia do spowiedzi. Tak więc Zjadacza Grzechów zazwyczaj zatrudniano, kiedy ktoś zmarł niespodziewanie i przed śmiercią nie miał okazji pojednać się z Bogiem.

Poprzez spożywanie chleba i napojów (zwykle wina lub piwa) umieszczonych na piersiach zmarłej osoby, oraz rytualne gesty wykonywane nad martwym ciałem, Zjadacz Grzechów sprawiał, że rodzina zmarłego wierzyła, iż grzechy bliskiej osoby zostały właśnie „zjedzone” przez owego zjadacza, w związku z czym można było żyć w spokoju i przekonaniu, iż zmarły osiągnie zbawienie. Chociaż na terenie całej Wielkiej Brytanii Zjadacz Grzechów odgrywał istotną rolę podczas ceremonii pogrzebowych, to jednak bardzo rzadko możemy spotkać o nim wzmianki w tekstach źródłowych. Dlatego też większość historyków zaprzecza istnieniu Zjadacza Grzechów. Niemniej, są też i tacy, którzy twierdzą, że ci ludzie naprawdę istnieli, a ich powoływanie było skutkiem ludzkiej niewiedzy odnośnie do reguł wiary chrześcijańskiej. Historycy zastanawiają się, jak w ogóle ktoś mógł uwierzyć w „zjadanie grzechów”, nie mówiąc już o braniu udziału w ceremonii w oświeconym XIX wieku? Działo się tak jednak pod wpływem nonkonformistów, którym nie wystarczało jedynie odrzucenie dawnych wierzeń.

Jedno z wydań amerykańskich.
Wyd. Tyndale House Publishers
(2013)
Nie wszędzie na terenie Wielkiej Brytanii wspomniane rytuały miały taki sam przebieg. Na przykład w Walii, członkowie rodziny zmarłego kładli na jego piersiach dopiero co wyjęte z pieca ziemniaki lub ciasto, które pozostawiali tam aż do ostygnięcia. Ludzie wierzyli bowiem, że jedzenie wchłonie wszystkie grzechy zmarłego. Potem pokarm ten był umieszczany pod tak zwanym Drzewem Grzechu, gdzie po jakimś czasie był spożywany właśnie przez Zjadacza Grzechów, który – jak już wspomniałam wyżej – w ten sposób brał na siebie wszystkie przewinienia osoby zmarłej. Ponadto zostawiano mu także niewielką sumę pieniędzy, lecz zazwyczaj Zjadacz Grzechów ich nie przyjmował. Z kolei w innych częściach Wielkiej Brytanii Zjadacz Grzechów przychodził do domu zmarłego i tam spożywał przygotowany dla niego pokarm, który znajdował się obok trumny. Robił to w obecności żałobników, nie gardząc przy tym pieniędzmi. Po zakończeniu ceremonii Zjadacz Grzechów opuszczał dom zmarłego, a jego odejściu towarzyszyły przekleństwa żałobników.

Trzeba pamiętać, że w całej tej ceremonii najważniejsze było spożywanie pokarmów przez Zjadacza Grzechów, bez względu na to, w jakiej części Wielkiej Brytanii praktykowano ten zwyczaj. Jedzenie zawsze było przyrządzane z najlepszych produktów, co miało dać pewność, że każdy grzech został „skonsumowany”. Okazuje się jednak, że ten zwyczaj pojawił się również w Ameryce w XIX wieku, a stało się tak za sprawą imigrantów. Był on praktykowany na terenach górzystych, czyli dokładnie w Appalachach. To właśnie tam znajduje się łańcuch górski Great Smoky Mountains, czyli miejsce akcji Ostatniego Zjadacza Grzechu. Jest połowa XIX wieku. Rodzinę Forbesów dotyka nieszczęście. Oto pewnego dnia umiera ukochana matka i babcia – Gorawen Forbes. Z kobietą najbardziej związana była jej dziesięcioletnia wnuczka Cadi. Dziewczynka bardzo rozpacza po odejściu babci, jednak wie, że jedyne, co może zrobić w tej sytuacji, to pogodzić się z losem. Ponieważ rodzina Forbesów jest jedną z tych, które przybyły do Ameryki z Walii, musi wezwać pod swój dach Zjadacza Grzechów, który weźmie na siebie wszystkie przewinienia, jakich dopuściła się w życiu Gorawen Forbes. Tak więc biją dzwony, które dla mężczyzny mieszkającego gdzieś w górach są wskazówką, że musi on opuścić swoją kryjówkę i udać się do doliny, aby wypełnić swą posługę. Człowiek ten robi tak już od ponad dwudziestu lat.

Ponieważ mała Cadi jest dość ciekawskim dzieckiem, praktycznie wszyscy ostrzegają ją, aby nie dopuściła do sytuacji, w której mogłaby spojrzeć Zjadaczowi Grzechu prosto w oczy. Niestety, dzieje się inaczej. Głos mężczyzny modlącego się przy trumnie zmarłej staruszki robi na dziewczynce tak wielkie wrażenie, że ta nie może przejść obok tego obojętnie. W którymś momencie patrzy więc Zjadaczowi Grzechu w oczy i od tej chwili już nic nie jest w jej życiu takie samo, jak przedtem. Cadi uświadamia sobie, że ma na sumieniu wielki grzech i już nigdy nie będzie mogła żyć spokojnie. Już zawsze będzie wiedziała, że dopuściła się strasznego czynu, który – według lokalnych wierzeń – może zabrać jedynie Zjadacz Grzechu. Cadi postanawia więc, że odnajdzie mężczyznę i poprosi go, aby ten wziął na siebie jej przewinienie. Czy zatem dziesięcioletnie dziecko mogło faktycznie popełnić aż tak niewybaczalny grzech, że musi zająć się nim tylko Zjadacz Grzechu? Co takiego zrobiła Cadi, że sumienie nie pozwala jej normalnie żyć? Dlaczego tak bardzo katuje samą siebie? Czy teraz będzie musiała umrzeć, skoro Zjadacz Grzechu zabiera grzechy jedynie zmarłym? Jak gdyby tego było mało, dziewczynka zaczyna rozmawiać z kimś, kogo tylko ona może widzieć.

Peter Wingfield w roli
Zjadacza Grzechu w filmie
Ostatni Zjadacz Grzechu
(2007)
reż. Michael Landon, Jr.
źródło
W dolinie mieszkają różni ludzie. Niemniej, na czele tejże społeczności stoi niejaki Brogan Kai, który jest postrachem dla wszystkich. To on dyktuje warunki i to jego należy słuchać, ponieważ w innym razie można nawet stracić życie z jego ręki. Okrutny Brogan podporządkował sobie wszystkich, nie tylko własną rodzinę. Ludzie naprawdę się go boją, więc nawet jeśli zdają sobie sprawę z tego, że mężczyzna czyni źle, nie mają w sobie na tyle odwagi, aby móc mu się sprzeciwić. Wygląda jednak na to, że jest ktoś, kto jest w stanie stawić czoło Broganowi, nawet kosztem utraty życia. To prawie piętnastoletni syn Kai – Fagan. Czy chłopak już do reszty postradał zmysły? Czy nie żal mu matki, dla której jest najukochańszym dzieckiem, pomimo że kobieta ma jeszcze dwóch synów? Przecież ojciec jest w stanie zrobić mu krzywdę, nie bacząc na to, że Fagan jest jego synem!

W końcu przychodzi taki moment, kiedy Cadi i Fagan zbliżają się do siebie. Zaczyna ich łączyć nie tylko przyjaźń, ale coś znacznie głębszego. Nie jest to bynajmniej miłość. Są bowiem za młodzi, aby ją rozpoznać lub wiedzieć czym tak naprawdę jest prawdziwe uczucie pomiędzy mężczyzną a kobietą. Oni odkrywają w sobie coś zgoła innego. Ktoś przeznaczył ich do znacznie wyższych celów, niż przeciętny człowiek jest sobie w stanie wyobrazić. Któregoś dnia na ich drodze staje bowiem pewien tajemniczy mężczyzna, którego słowa już na zawsze odmienią ich życie. Kim jest ten człowiek? Czego od nich chce? Czy nie widzi, że Cadi i Fagan to jeszcze dzieci, które są zbyt małe, aby wypełnić to, co ten ma im do przekazania?

Każdy, kto zna twórczość Francine Rivers wie, że nie jest ona zwyczajną pisarką. Autorka tworzy bowiem powieści, które przeznaczone są dla konkretnego czytelnika, co wcale nie oznacza, że inni nie mogą po nie sięgać. Niemniej, literatura chrześcijańska nie każdemu odpowiada. Ludzie mają bowiem różne poglądy na temat wiary w Boga, więc niekiedy albo boją się tego typu książek, albo uważają, że wręcz wstyd je czytać. Mnie Francine Rivers już dawno urzekła swoją twórczością, a zrobiła to głównie dlatego, iż jej książki nie stanowią jedynie źródła rozrywki, lecz wzbudzają w czytelniku refleksję nad życiem i nad tym, co ewentualnie może nas czekać po tej drugiej stronie. Powieści tej amerykańskiej autorki nie mają na celu nawracać na siłę, lecz pokazywać, że oprócz tego, co widzimy może być również coś, czego zobaczyć się nie da. Dlatego też w powieściach sporo jest cytatów zaczerpniętych z Biblii. W dodatku na końcu każdej książki znajdują się pytania, na które odpowiedzieć może tylko czytelnik, ponieważ wśród nich można spotkać i takie, które skierowane są bezpośrednio do niego, zaś nie mają związku z właśnie przeczytaną powieścią.

Choć Ostatni Zjadacz Grzechu to powieść oparta na wierzeniach pogańskich, mimo że w odniesieniu do Boga, to jednak fabuła pokazuje, iż w każdej chwili można zmienić swoje życie i zrozumieć, gdzie tkwił błąd. Podobnie jak inne książki Francine Rivers, ta również dotyczy przebaczenia i miłości. Tak naprawdę na samym początku wszyscy bohaterowie są źli, każdy z nich ma coś na sumieniu, lecz żadna z tych osób nie jest potępiona. Oni wszyscy mogą w każdej chwili odwrócić się od tego, co złe i pójść prostą drogą. Może to zrobić nawet okrutny Brogan Kai. Z kolei pomiędzy małą Cadi a jej matką został wybudowany bardzo wysoki mur i tylko przebaczenie jest w stanie go zniszczyć. Czytając książkę czasami wydawało mi się, że Cadi Forbes jest zbyt mała, aby móc tak mądrze rozumować. Autorka z tej dziesięcioletniej dziewczynki zrobiła osobę dorosłą, która niekiedy przemawia niczym uczony. Możliwe, że stało się tak dlatego, iż cała ta historia jest napisana z perspektywy staruszki, która swoim wnukom opowiada o tym, co wydarzyło się, kiedy ta była dzieckiem.


Liana Liberato jako Cadi Forbes & Soren Fulton w roli Fagana Kai.
Kadr pochodzi z filmu Ostatni Zjadacz Grzechu (2007)
reż. Michael Landon, Jr.
źródło

Francine Rivers sporo miejsca poświęca także strachowi, który obezwładnia człowieka i czyni go niezdolnym do podjęcia jakichkolwiek działań, nawet jeśli byłyby one słuszne i mogły pomóc. Tak właśnie zachowuje się społeczność zamieszkująca tereny Great Smoky Mountains. Oni wszyscy wiedzą, że w ich dolinie dzieje się źle; wiedzą, że ktoś wiele lat temu został skrzywdzony, lecz nie mają odwagi przeciwstawić się tyranowi, ponieważ obawiają się nie tylko o siebie, ale także o swoich bliskich. Wolą skazać kogoś na wieczne wygnanie i życie w opuszczeniu bez jakiejkolwiek nadziei na poprawę losu, niż mu pomóc. Z drugiej strony jednak na kartach powieści czytelnik spotyka również symbol wielkiej odwagi, dzięki której nawet perspektywa utraty życia nie jest straszna. Ktoś powiedziałby, że to nie odwaga, lecz szaleństwo. I pewnie miałby rację. Lecz wszystko tak naprawdę zależy od punktu widzenia i tego, co tak naprawdę kieruje człowiekiem przy podejmowaniu konkretnych działań.

Oczywiście centralnym punktem tej historii jest tytułowa postać Zjadacza Grzechu. To wokół jego osobistego dramatu kręci się wszystko, co dzieje się na kartach powieści. Jego cierpienie jest niewyobrażalne, a może być jeszcze większe, kiedy pozna prawdę. Czy zatem będzie w stanie wybaczyć, gdy już dotrze do niego, że jego dotychczasowe życie tak naprawdę nie miało żadnego celu i znaczenia? Że zmarnował ponad dwadzieścia lat, wierząc w coś, co nigdy nie było prawdą? Jaką rolę w tym wszystkim odegra Cadi Forbes? Czy kiedy już wyjdą na jaw tajemnice skrywane przez tak wielu ludzi, będzie jeszcze możliwe normalne życie w dolinie?

Pomimo że akcja powieści rozgrywa się w latach 50. XIX wieku, to jednak w moim odczuciu nie jest to powieść historyczna, ponieważ nie czuje się choćby minimalnie klimatu epoki. Powieścią historyczną może być jedynie z nazwy. Książka nie zawiera opisów charakterystycznych dla połowy dziewiętnastego stulecia, natomiast fabuła dotyczy w głównej mierze sfery psychicznej poszczególnych bohaterów. Pierwszoosobowy narrator skupiony jest na swoich wewnętrznych przeżyciach oraz zachowaniu ludzi, którzy go otaczają. Z drugiej strony jednak, opowiada tak dynamicznie, że w pewnym momencie czytelnik przestaje zwracać uwagę na to, że w ogóle nie czuje atmosfery XIX wieku. Zostajemy bowiem wciągnięci w rozwój wydarzeń i przestaje mieć dla nas znaczenie, kiedy tak naprawdę rozgrywa się akcja Ostatniego Zjadacza Grzechu. Równie dobrze mogłyby to być czasy współczesne.

Książkę przeczytałam i opowiedziałam o niej, lecz zawsze przy tego rodzaju literaturze sięgnięcie po nią zostawiam wyborowi czytelnika. Nigdy za wszelką cenę nie namawiam do czytania tego typu prozy, ponieważ w tym wypadku każdy powinien podjąć decyzję sam. Dla mnie Ostatni Zjadacz Grzechu jest kolejną książką Francine Rivers, która wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Wciągnęła mnie już od pierwszej strony i sprawiła, że chciałam jak najszybciej poznać zakończenie. Niestety, już po raz kolejny spotykam się z nieporadnym tłumaczeniem powieści Francine Rivers, co trochę psuje walor jej książkek. Dlatego może lepiej byłoby czytać je w oryginale.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz