Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

środa, 23 listopada 2016

Agnieszka Wojdowicz – „Strażnicy Nirgali. Łowcy aniołów” # 2














Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA
Warszawa 2012





Po odniesieniu spektakularnego sukcesu zazwyczaj przychodzi czas na świętowanie. Tak dzieje się zarówno w przypadku osobistych powodzeń, jak i sukcesów na znacznie większą skalę, jak na przykład wygranie wojny czy wzmocnienie swojej pozycji na arenie międzynarodowej. Pokonanie przeciwnika, który zagrażał naszemu spokojowi lub próbował zawłaszczyć nasze mienie jest nie lada osiągnięciem. Największe szczęście daje jednak człowiekowi to, że w pewnym momencie był w stanie odnieść zwycięstwo nad Złem, które od jakiegoś czasu panoszyło się w jego życiu i usiłowało zrobić wszystko, aby tylko doprowadzić do upadku człowieka. W takiej sytuacji ważna jest też obrona wartości, w które się wierzy i które kierują życiem danej osoby. Czasami sukces polega również na tym, że mścimy się na kimś za doznane krzywdy. Tylko czy kiedy jest już po wszystkim, naprawdę możemy poczuć ulgę i triumfować?

Na pewno ulgę i ogromne szczęście czują mieszkańcy Nirgali – fantastycznej krainy wymyślonej przez Agnieszkę Wojdowicz. Krainy, która de facto niewiele różni się od świata, w którym żyje współczesny czytelnik. Tym razem spotykamy bohaterów w momencie, kiedy wydaje im się, że to, co najgorsze jest już za nimi. Zakon mściwych i okrutnych mnichów Hauruki został pokonany i praktycznie mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że walka wciąż trwa. Owszem, nie wszyscy, którzy jeszcze nie tak dawno walczyli, mogą świętować razem z przyjaciółmi, gdyż teraz znajdują się w niewoli u wroga, ale generalnie w Nirgali panuje radosna atmosfera. Oczywiście nasi bohaterowie nie zapomnieli o swoich druhach i tylko czekają sposobnej chwili, aby ruszyć im na ratunek. Najpierw jednak trzeba obmyślić stosowny plan działania. Zarówno mieszkańcy Nirgali, jak i ci, którzy im sprzyjają muszą też pamiętać, że wróg wcale nie odpuścił i w najmniej spodziewanym momencie znów zaatakuje, aby przejąć władzę i dokończyć swojego dzieła.


Zapewne Autorka miała inną koncepcję placu Suriela w Nirgali,
lecz w mojej wyobraźni przedstawia się on mniej więcej tak, jak powyżej.


Tak naprawdę Nirgali nadal grozi niebezpieczeństwo. Jej mieszkańcy z jednej strony narazili się ludowi Gornów, dopuszczając się niewybaczalnego czynu wobec nich. Natomiast z drugiej strony zmiennokształtni mnisi Hauruki wcale nie złożyli broni. W dodatku do walki z Nirgalą szukają sprzymierzeńców, którzy będą w stanie im pomóc w zniszczeniu i miasta i przejęciu nad nim władzy. Tak więc wojna jest nieunikniona. Podobnie jak w części pierwszej – Serce Suriela – na kartach drugiego tomu również spotykamy siedemnastoletnią Bree Whelan, która jest dziewczyną pochodzącą z rodu aniołów. Niemalże przez cały czas towarzyszy jej zakochany w niej anioł Mikail Argylla, który teraz będzie musiał wziąć na swe barki schedę po zamordowanym ojcu. Czy zatem chłopak będzie miał na tyle siły, aby poradzić sobie z grożącym jego miastu niebezpieczeństwem? Czy nowa Wielka Trójka, w której skład wszedł także Mikail, wykaże się wystarczającym doświadczeniem, aby stawić czoło wrogom? A jeśli nie, to gdzie szukać pomocy?

Praktycznie wszyscy, którzy sprzyjają Wielkiej Trójce będą mieć teraz pełne ręce roboty. W dodatku zagrożeniem nie jest jedynie wojna. Naszych bohaterów dotykają także problemy osobiste, z którymi muszą walczyć. Jak pamiętamy z pierwszego tomu, Bree Whelan to dziewczyna bardzo roztargniona i często wpadająca w kłopoty, jakby miała ich zbyt mało. Teraz ma jeszcze obok siebie małą dziewczynkę, która świata poza nią nie widzi. W związku z tym nasza Bree musi nauczyć się przede wszystkim tego, czym jest odpowiedzialność za drugą osobę. Ponieważ jest też wyjątkowa i piękna, nie dziwi fakt, że budzi zainteresowanie płci przeciwnej, co wszak może doprowadzić do konfliktu, który przecież nikomu nie jest potrzebny w obliczu zagrożenia wojną.


Pewnego dnia przez swoją niefrasobliwość Bree Whelan wpada w poważne tarapaty. 
Czy dziewczyna już nigdy nie zazna wolności?


Drugi tom trylogii rozpoczyna się dość tajemniczo, co praktycznie od pierwszej strony wzbudza w czytelniku ciekawość. Pojawia się bowiem enigmatyczny złodziej, który bezwstydnie kradnie aniołom ich magiczne kryształy, dzięki którym mogą czuć się bezpiecznie. Kim zatem jest ów złodziej? Na czyje polecenie działa? W jakim celu kradnie? Oprócz złodzieja, na kartach książki czytelnik spotyka też nowych bohaterów. Są nimi tytułowi łowcy aniołów. Jak gdyby tego było mało, pojawiają się również postacie, które muszą walczyć przede wszystkim z własnym sumieniem. Zmuszeni są bowiem podjąć decyzję, po której stronie stanąć. Tak więc dryfują na swego rodzaju moralnym rozdrożu, nie mając pojęcia jak postąpić, choć presja jest ogromna. Prawdę powiedziawszy nie mają żadnego wyboru. Bez względu na to, jaką drogę wybiorą ktoś i tak na tym ucierpi. Czy zatem dopuszczą się zdrady tych, którzy im zaufali? A może to samych siebie złożą w ofierze, aby tylko przyjaciele mogli żyć w spokoju?


Niektórzy bohaterowie trylogii należą do zmiennokształtnych.
Wśród nich jest ktoś, kto potrafi przyjąć postać sokoła.


Przyznam, że po przeczytaniu pierwszego tomu trylogii byłam przekonana, że na tym się nie skończy. Teraz wiem, że Agnieszka Wojdowicz to autorka wszechstronna. Najpierw zachwyciła mnie niezwykle klimatyczną trylogią dla kobiet wydaną pod wspólnym tytułem Niepokorne, natomiast obecnie dawkuję sobie jej twórczość w postaci literatury młodzieżowej. Łowcy aniołów to powieść, która wciągnęła mnie już od pierwszej strony. Jak wspomniałam wyżej, rozpoczyna się bardzo tajemniczo, co tylko sprawia, że czytelnik chce poznać tożsamość owego złodzieja farinów. Potem akcja coraz bardziej się rozkręca, pojawiają się nowe postacie, a znani już bohaterowie stają w obliczu poważnego niebezpieczeństwa. W dodatku wiedzą, że wojna jest nieunikniona. Skoro jestem już przy temacie wojny, to muszę dodać, że opis walk jest skonstruowany po mistrzowsku. Można odnieść wrażenie, że nagle zostaliśmy przeniesieni do Nirgali i razem z bohaterami bronimy jej do utraty tchu.

Powieść składa się z kilku wątków. Walka Dobra ze Złem to tylko jeden z nich. Ponieważ aniołowie i pozostali bohaterowie wzorowani są na ludziach, muszą więc zmagać się z problemami, które nie są obce współczesnemu młodemu człowiekowi. Pojawia się zatem miłość i związana z nią zazdrość. Jest zdrada i wyrzuty sumienia, kiedy to straszne przewinienie wyjdzie na jaw. Jest także nauka brania odpowiedzialności za własne czyny i za drugiego człowieka, który zaufał i nie wyobraża sobie, że może zostać opuszczonym przez tego, którego darzy ciepłymi uczuciami. Pojawia się również niepokój, a czasami wręcz paniczny strach o bliskich, bez których nie można już wyobrazić sobie dalszego życia. I wreszcie, tęsknota za bliskimi i niepewność związana z ich losem. To wszystko sprawia, że młody czytelnik może z powodzeniem utożsamić się z tym czy innym bohaterem i jego przeżyciami.









1 komentarz:

  1. Czytałam tę serię i mi się podobała jednak bardziej jestem oczarowana jej druga serią - "Niepokorne" ;)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.