Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

niedziela, 18 września 2016

Nora Roberts – „Pokusa”














Wydawnictwo: MIRA/HARLEQUIN POLSKA
Warszawa 2013
Tytuł oryginału: By My Side
Przekład: Adela Drakowska & Julita Mirska





Nora Roberts to bez wątpienia jedna z najbardziej poczytnych pisarek ostatnich dekad. Jej książki sprzedawane są na całym świecie w ogromnych nakładach i wygląda na to, że chyba nigdy nie wyjdą z mody. W 2011 roku mówiło się, że Nora Roberts wydała ponad czterysta powieści! Zapewne wzięto tutaj pod uwagę również krótkie opowiadania miłosne, które tworzyła na początku swojej kariery pod szyldem Harlequin. Nora Roberts wydaje średnio dziesięć książek rocznie, natomiast co minutę na całym świecie trzydziestu czterech czytelników kupuje którąś z jej powieści. Co ciekawe, fenomen Nory Roberts dotyczy nie tylko olbrzymiej sprzedaży książek, lecz także jej samodyscypliny i sposobu podchodzenia do pisania. Dzięki wielkiemu szacunkowi, jakim Autorka darzy swoją pracę, jest ona w stanie napisać powieść w ciągu czterdziestu pięciu dni. Jeśli już potrzebuje przerwy pomiędzy skończeniem jednej książki a rozpoczęciem pracy nad kolejną, to jest to tylko jeden dzień niezbędny, aby móc zebrać myśli.

A teraz może kilka słów o tym, jak to wszystko się zaczęło. Otóż był rok 1979, zaś na zewnątrz szalała śnieżyca. Zamknięto lokalne przedszkole, natomiast w domu brakowało czekolady do picia, a dwaj mali znudzeni chłopcy doprowadzali swoją młodą matkę niemalże do szaleństwa. Po kilku dniach grania z chłopcami w gry planszowe, młoda matka wpadła na pomysł, aby wziąć do ręki ołówek i kawałek papieru i zacząć zapisywać na nim pomysły na opowiadanie. Młoda matka bardzo lubiła czytać romanse spod szyldu Harlequin i uważała, że ma świetny pomysł, nad którym może popracować i przenieść go na papier. Zaczęła więc coś tam bazgrać na skrawkach papieru. Robiła to w przerwach pomiędzy bieganiem po domu za rozbrykanymi chłopcami. Po kilku latach pisania i kilku odmownych odpowiedziach od wydawców, wreszcie udało jej się sprzedać swój pierwszy maszynopis wydawnictwu Silhouette. Nikt wtedy nie przypuszczałby nawet, że po latach tamta młoda matka będzie jedną z najbardziej znanych autorek światowej literatury kobiecej, którą cenią nie tylko czytelnicy, ale także krytycy, nie mówiąc już o profitach finansowych, jakie spływają na jej bankowe konto.

Wydanie z 2009 roku
Przyznaję, że bardzo lubię prozę Nory Roberts i zawsze kiedy mam ochotę na powieść obyczajową z romansem w tle i wątkiem kryminalnym, sięgam po którąś z jej powieści. Ponieważ tych książek jest tak wiele i wciąż wydawane są nowe albo wydawcy publikują wznowienia, nie mam najmniejszego problemu z wyborem lektury. Niemniej odnoszę wrażenie, że nie sposób przeczytać wszystkich książek Nory Roberts. Tak więc pomimo że lubię opowieści oferowane przez Autorkę, to jednak nie wszystkie czytam z zainteresowaniem i nie każda z książek sprawia, że oceniam ją wysoko. Przykładem jest Pokusa, która składa się z dwóch oddzielnych historii, które nie mają ze sobą żadnego związku. Obydwa opowiadania zostały wydane po raz pierwszy w Stanach Zjednoczonych jeszcze w latach 80. XX wieku, czyli wtedy, gdy Nora Roberts tworzyła pod marką Harlequin. Potem obydwie minipowieści były wznawiane i w końcu trafiły do Polski. U nas również co pewien czas wydawcy dokonują wznowień, zmieniają okładki i tytuły, a później często promują jako nowość, która de facto żadną nowością nie jest.

Jak wspomniałam wyżej, w Pokusie czytelnik odnajdzie dwa opowiadania, które są klasycznymi romansami, choć prawdziwej erotyki w nich nie uświadczy. Tak więc jeśli ktoś oczekuje, że sięgając po książkę będzie ją czytał z wypiekami na policzkach, niczym Pięćdziesiąt twarzy Greya, to bardzo się rozczaruje. Zarówno Pensjonat marzeń, który poprzednio wydano pod tytułem Nieodparty urok, jak i Rajska jabłoń to niezwykle delikatne romanse, w których choć mocno iskrzy, to jednak bohaterowie nie posuwają się dalej, niż tylko do namiętnych pocałunków. Reszta jest kwestią wyobraźni czytelnika.


Pensjonat marzeń vel Nieodparty urok 
(tytuł oryginału: From This Day)

Piękna dwudziestoczteroletnia B.J. Clark jest kierowniczką pewnego pensjonatu usytuowanego w Nowej Anglii. Pensjonat nosi nazwę Lakeside Inn i jest nieco staroświecki. Powodem takiego stanu rzeczy są oczywiście klienci, którzy odwiedzają to miejsce. To przede wszystkim starsi ludzie, którzy mają swoje zachcianki i nierzadko żyją przeszłością. Zdarza się, że B.J. musi stawiać czoło ich dziwactwom, co wcale nie jest takie proste. Oczywiście młoda kobieta ma do pomocy całą załogę pracującą w pensjonacie, lecz ostatnie słowo zawsze należy do niej i tak naprawdę wszystko jest na jej głowie. Niestety, prawie zawsze to, co dobre kiedyś się kończy. Spokój B.J. i jej pracowników również.

Pewnego dnia do pensjonatu przychodzi wiadomość, że za kilka dni w jego drzwiach stanie niejaki Taylor Reynolds. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że pan Reynolds jest nowym właścicielem sieci pensjonatów, w tym również Lakeside Inn, i do Nowej Anglii przyjeżdża na wizytację, która może się skończyć naprawdę bardzo źle. Szybko okazuje się bowiem, że ponad trzydziestoletni Taylor chce zrobić z przytulnego pensjonatu ośrodek, do którego będą przyjeżdżać ludzie z wyższych sfer, a co za tym idzie będą zostawiać w jego kasie mnóstwo pieniędzy. Oczywiście na żadną przebudowę nie chce zgodzić się B.J., która uważa, że pensjonat bardzo na tym straci i odstraszy obecnych klientów, którzy już się przyzwyczaili do specyficznego klimatu tego miejsca. Od tej pory pomiędzy B.J. i Taylorem będzie już tylko iskrzyć. Ich kłótniom nie będzie końca, a wszystko to spowijać będzie erotyczne napięcie. Jak sobie z tym poradzą? Czy Reynolds w końcu ustąpi i przyzna rację pannie Clark? A może obydwoje dojdą do jakiegoś kompromisu, a Lakeside Inn nie straci swojego dotychczasowego uroku?


Pensjonat, którym kieruje B.J. Clark



Rajska jabłoń 
(tytuł oryginału: Temptation)

Eden Carlbough ma dwadzieścia trzy lata. Niedawno straciła ojca, z którym była bardzo zżyta. Odszedł nagle, czego Eden zupełnie się nie spodziewała, ponieważ nic nie wskazywało na to, że cierpi na jakąś poważną chorobę. Niestety, wraz ze śmiercią Briana Carlbougha, kobieta odziedziczyła także jego potężne długi pochodzące z hazardu. Straciła praktycznie wszystko. Nie ma już pięknego domu, firmy, ani nawet narzeczonego, który – jak się okazało – był z nią tylko dlatego, że mogła mu zapewnić dostatnie i bezproblemowe życie u swego boku. Eden musi też spłacić wierzycieli. Jak widać, młoda kobieta jest w naprawdę dramatycznej sytuacji. W dodatku o jej hańbie i wstydzie swego czasu pisały gazety, co sprawia, że panna Carlbough czuje ogromne upokorzenie.

Na szczęście Eden ma obok siebie prawdziwą przyjaciółkę, która nie ma zamiaru zostawić jej samej w potrzebie. Te grosze, które jeszcze pozostały, Eden inwestuje we wspólny interes, który ma być pierwszym krokiem ku temu, aby móc odbić się od dna. Tak więc wraz z Candice Bartholomew organizują letni obóz dla nastoletnich dziewcząt. Bardzo szybko przekonują się jednak, że opieka nad rozpieszczonymi nastolatkami pochodzącymi z bogatych i wpływowych rodzin wcale nie jest taka łatwa. Trzeba bowiem uważać, aby nie narazić się ich rodzicom, więc jakakolwiek surowa obozowa dyscyplina raczej nie wchodzi w grę. Podopieczne są tak rozpuszczone, że zupełnie nie słuchają co się do nich mówi. Szczególnie jedna z nich daje kobietom popalić. Pewnego dnia wbrew wszelkim nakazom Roberta Snow – wnuczka wpływowego sędziego – namawia koleżanki, aby udały się wraz z nią do sąsiadującego z obozem sadu. Jego właścicielem jest Chase Elliot, którego jabłka znane są niemalże w całych Stanach Zjednoczonych.

Jak można się spodziewać, Roberta doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że łamie regulamin obowiązujący w Liberty, lecz nic sobie z tego nie robi. Praktycznie natychmiast śladem dziewczynek podąża Eden. Oczywiście w sadzie spotyka przystojnego Chase’a. Okazuje się, że Eden wcale nie jest mu tak do końca obca. Na wybuch płomiennego uczucia nie trzeba długo czekać. Czy zatem Eden będzie w stanie zrezygnować z wygodnego życia i osiedlić się na wsi? Przecież do tej pory przyzwyczajona była do komfortu, chodziła na bale i obracała się w naprawdę zacnym towarzystwie. A Chase? Czy nie będzie mu przeszkadzać fakt, że wybranka jego serca nie ma grosza przy duszy? Co zrobi, kiedy na drodze do szczęścia stanie były narzeczony Eden?


Sad jabłoniowy Chase'a Elliota


Obydwa opowiadania na pewno nie należą do literatury ambitnej. To lekkie historie z domieszką humoru, które można przeczytać w ramach odprężenia. Dla wielbicielek Nory Roberts może to być lektura obowiązkowa. Podobnie jak dla czytelniczek gustujących w romansach. Jeśli o mnie chodzi, to znacznie bardziej cenię sobie te powieści Nory Roberts, które choć przez chwilę trzymają czytelnika w napięciu. Lubię kiedy bohaterowie znajdują się w niebezpieczeństwie, choć wiem, że i tak wyjdą z tego żywi i w jednym kawałku, a wszystko zakończy się happy endem. Z drugiej strony jednak nie odmawiam Norze Roberts bycia fenomenalną pisarką, o czym świadczy potężne grono jej czytelników na całym świecie. Myślę, że ten fenomen wynika z faktu, iż każdy człowiek jest stworzony do tego, aby kochać i być kochanym, posiadać prawdziwych i oddanych przyjaciół, a także kochającą rodzinę. To wszystko można znaleźć w powieściach Nory Roberts. Jeśli więc czytelnicy z jakiegoś powodu nie są w stanie zbudować trwałych związków z innymi ludźmi, to szukają ich właśnie w literaturze. Proza Nory Roberts stanowi natomiast gwarancję tego, że czytelnik, który na co dzień musi zmagać się z problemami, może choć na chwilę o nich zapomnieć i mieć nadzieję, że w jego życiu też któregoś dnia zaświeci słońce, a wszystkie kłopoty zakończą się happy endem.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.