Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

środa, 14 września 2016

Barbara Taylor Bradford – „A jednak miłość”













Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
Katowice 2010
Tytuł oryginału: Where You Belong
Przekład: Anna Dobrzańska-Gadowska





Spory pomiędzy Albańczykami zamieszkującymi Kosowo (autonomiczna prowincja Serbii) a Serbami tak naprawdę trwały od wieków. W 1989 roku Federalna Republika Jugosławii zniosła jednak autonomię Kosowa, co doprowadziło do tego, iż Albańczycy natychmiast zaczęli bojkotować wszelkiego rodzaju serbskie instytucje. Trzeba dodać, że stanowili tam ponad dziewięćdziesiąt procent ogółu ludności. Kiedy w 1991 roku doszło do rozpadu Jugosławii, wówczas kosowscy Albańczycy wystąpili o przyznanie prowincji niepodległości. Przeprowadzono zatem referendum, w którym większość obywateli opowiedziała się za niepodległością. Tak więc rozpisano wybory, na skutek których wybrano prezydenta i parlament. Niemniej Serbia nie uznała nowo wybranych władz.

W związku z powyższym powstało tak zwane „państwo w państwie”. W dodatku Wyzwoleńcza Armia Kosowa zaczęła nawoływać do zbrojnego buntu, zaś serbskie represje skierowane wobec albańskich Kosowarów doprowadziły do zaostrzenia się napięć na terenie całej prowincji. Fakt ten w konsekwencji doprowadził w 1998 roku do wybuchu walk, natomiast władze w Belgradzie, na których czele stał Slobodan Milošević (1941-2006), przeprowadziły masowe wysiedlenia Albańczyków, nie przejmując się zupełnie sprzeciwem międzynarodowej społeczności. W wyniku tych działań około ośmiuset pięćdziesięciu tysięcy uchodźców z Kosowa szukało schronienia głównie na terenie Albanii i Macedonii, gdzie uzyskali pomoc od Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców (z ang. United Nations High Commissioner for Refugees) oraz innych organizacji o charakterze humanitarnym. Z kolei wobec ludności pozostałej w Kosowie zastosowano straszliwe represje, mordowano cywilów, jak również przeprowadzano czystki etniczne.

W momencie, gdy na nic zdały się próby dyplomatycznego zakończenia konfliktu, podjęto decyzję o przeprowadzeniu nalotów na serbskie cele wojskowe i strategiczne przez NATO. W tej sytuacji w czerwcu 1999 roku Slobodan Milošević został zmuszony do zaakceptowania pokojowego porozumienia. Na mocy rzeczonego porozumienia wycofano z terenu Kosowa wojska jugosłowiańskie, jak również dopilnowano, aby kosowscy uchodźcy wrócili do swoich domów. Celem zapewnienia bezpieczeństwa, do Kosowa przybyło pięćdziesiąt tysięcy żołnierzy międzynarodowych sił zbrojnych KFOR (z ang. Kosovo Force). W dniu 10 czerwca 1999 roku Rada Bezpieczeństwa przyjęła rezolucję S/RES/1244, na podstawie której powołano Misję Tymczasowej Administracji Organizacji Narodów Zjednoczonych w Kosowie ( z ang. United Nations Interim Administration Mission in Kosovo; UNMIK). Od tej pory to właśnie UNMIK przejęła kontrolę nad prowincją.


Żołnierze Marines eskortujący albańskie dzieci (22 czerwca 1999 roku)
fot. sierżant Craig J. Shell
(Korpus Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych)


W sierpniu 1998 roku nic nie zapowiada końca wojny domowej w Kosowie. Zanim siły NATO wmieszają się w konflikt, upłynie jeszcze trochę czasu. Troje fotoreporterów wojennych żyje w samym centrum walk i nie zważając na własne bezpieczeństwo robi wszystko, aby tylko pokazać ludziom na całym świecie na czym tak naprawdę polega wojna. Trzydziestojednoletnia Valentine Denning, czterdziestojednoletni Tony Hampton i trzydziestoośmioletni Jake Newberg pracują dla znanej międzynarodowej agencji fotograficznej GEMSTAR. Valentine i Jake pochodzą z Ameryki, ale na stałe mieszkają w Europie, a dokładnie w Paryżu, natomiast Tony jest Brytyjczykiem. Każde z nich ma za sobą trudną przeszłość. Kobieta już w dniu swoich narodzin została odrzucona przez matkę, więc logiczne, że nie chce jej znać. Żadnych pozytywnych uczuć nie żywi także do swojego młodszego brata, którego matka faworyzowała odkąd Val pamięta. Choć dziś Valentine jest już dorosła, nadal nie potrafi zrozumieć, co też takiego złego zrobiła swojej rodzicielce, że ta nie wykazywała wobec niej żadnych głębszych uczuć i gdyby nie dziadkowie oraz kochająca niania, nie wiadomo, jak potoczyłoby się jej życie. Może przeżyłaby tak silne załamanie nerwowe, że teraz wiodłaby żywot w jakimś ośrodku dla psychicznie chorych?

Wydanie z 2002 roku
Wyd. LIBROS
tłum. Anna Dobrzańska-Gadowska
Z kolei Jake Newberg – mówiący o sobie „Żyd z Georgii” – jest świeżo po rozwodzie, który kosztował go niemało nerwów. Na szczęście dla niego wszystko dobrze się skończyło i dziś mężczyzna może powiedzieć, że naprawdę jest wolny. Został jeszcze Tony Hampton. Okazuje się, że on również jeszcze do niedawna był żonaty. Jego była małżonka to rzekomo okropna zołza, która jedynie zatruwała mu życie. Tony ma dwoje dzieci, z którymi utrzymuje kontakt najczęściej, jak tylko jest to możliwe. A ponieważ czasu nie ma zbyt wiele, więc dzieciaki jakoś muszą sobie radzić bez ojca. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że Valentine i Tony mają romans i wygląda na to, że sprawa jest bardzo poważna. W końcu mężczyzna niedawno oświadczył, że rozwiódł się właśnie dla swojej kochanki i teraz nic już nie stanie im na przeszkodzie, aby wziąć ślub. W tym wszystkim tylko Jake stoi na uboczu i spokojnie przygląda się całej sytuacji. Mężczyzna przyjaźni się od lat zarówno z Valentine, jak i z Tonym, więc jest też wtajemniczony w ich prywatne sprawy.

Cała trójka to naprawdę odważni ludzie, którzy pod gradem kul i wśród huku wybuchających bomb biegną przed siebie, aby sfotografować martwych lub umierających w męczarniach ludzi. Oni nie robią tego dla pieniędzy czy sławy, ani też taniej sensacji, choć za swoje zdjęcia otrzymują i nagrody, i niemałe pieniądze. Ktoś powiedziałby, że są nieodpowiedzialni albo zwyczajnie głupi, że narażają życie z powodu jakiejś fotki. To nie są jednak zwykłe zdjęcia. To przede wszystkim dokumentacja i świadectwo dla tych, którzy nigdy nie doświadczyli okrucieństwa wojny. Niestety, Tony nie zawsze w swojej pracy kieruje się rozsądkiem. Nierzadko zdarza się tak, że biegnie na oślep, aby tylko uchwycić najbardziej tragiczny moment i pokazać go światu. Tak też dzieje się w ten sierpniowy dzień 1998 roku. Valentine, Tony i Jake znajdują się w samym centrum walk. Kule świszczą im nad głowami, gdzieś wybuchają bomby, a w uszach słychać krzyki rannych i umierających ludzi. Trzeba też ratować dzieci, które nieświadome zagrożenia wychodzą naprzeciw śmierci. I wtedy dochodzi do najgorszego. Choć jadąc do Kosowa fotoreporterzy spodziewali się, że mogą zostać tam ranni albo nawet zabici, to jednak kiedy przychodzi ten moment żadne z nich nie chce umierać.

Najpoważniej ranny zostaje Tony. Kiedy Val jakimś cudem dociera do ukochanego, ten jeszcze żyje. Ona również jest ranna. Podobnie jak Jake. Lecz ich rany nie są na tyle poważne, aby pozbawić ich życia. To Tony jest teraz najważniejszy. W jaki sposób jednak dostać się do ambulansu Czerwonego Krzyża, skoro nie zanosi się na to, żeby ostrzał ustał? Chyba tylko cud sprawia, że w pewnym momencie trafiają pod opiekę lekarzy, którzy natychmiast odtransportowują ich do najbliższego szpitala. Niestety, natychmiast po dotarciu do placówki medycznej, Tony umiera. Val i Jake zostają natomiast opatrzeni i wszystko wskazuje na to, że już niedługo wrócą do domu, aby tam dojść do zdrowia. W tej sytuacji zrozumiałe jest, że Valentine wpada w rozpacz. Właśnie straciła mężczyznę, którego kochała i planowała spędzić z nim resztę życia. Jake również nie czuje się dobrze. Tony był jego najlepszym kumplem i wiele razem przeszli przez te wszystkie lata. Jak teraz będą żyć bez Hamptona, który w ich opinii był naprawdę niezwykłym człowiekiem? Czy Val będzie jeszcze w stanie ułożyć sobie życie z kimś innym? Czy ocalali fotoreporterzy wrócą kiedyś do pracy i wyjadą na front, aby tam zbierać materiały, które pomogą im w uświadamianiu ludzi, jakim potwornym złem jest wojna?

Wydanie z 2001 roku
Wyd. LIBROS
tłum. Anna Dobrzańska-Gadowska
Mija kilka tygodni. Val i Jake zostają zaproszeni do Anglii, aby tam wziąć udział w nabożeństwie żałobnym w intencji Tony’ego Hamptona. Pomimo że żadne z nich nie ma najmniejszej ochoty uczestniczyć w tej smutnej uroczystości, obydwoje jadą do Londynu. Tam okazuje się, że Tony wcale nie był wobec nich taki uczciwy, jak mogło się to wydawać. Wcale się nie rozwiódł i nigdy nie planował ożenić się z Valentine Denning. Miał naprawdę szczęśliwą rodzinę, która była dla niego bardzo ważna. Dlaczego zatem kłamał? Dlaczego oszukiwał przyjaciół? Dlaczego opowiadał im niestworzone rzeczy o swojej żonie? Czy miał urojenia? A może było to celowe działanie z jego strony? Co stałoby się, gdyby nie zginął w Kosowie? Czy nadal brnąłby w swoje kłamstwa? Kim tak naprawdę był Tony Hampton? Czy Valentine będzie w stanie żyć z przekonaniem, że ostatni rok swojego życia spędziła u boku mężczyzny, który przez cały czas ją oszukiwał? Tych pytań jest naprawdę wiele, natomiast na chwilę obecną nie ma na nie żadnej odpowiedzi.

Pomimo że głównym wątkiem powieści jest romans, to jednak przesłanie tej książki wcale nie jest takie płytkie, jak mogłoby się z pozoru wydawać. Barbara Taylor Bradford porusza w niej naprawdę poważne problemy. Jak wspomniałam wyżej, Valentine Denning to młoda kobieta, która od dnia narodzin jest traktowana przez własną matkę niczym piąte koło u wozu. W dodatku z młodszym bratem Donaldem też żyje jak przysłowiowy pies z kotem. Praktycznie rodziny, która mieszka w Nowym Jorku mogłoby w ogóle nie być. Dlatego też linia fabularna wykreowana jest tak, aby pokazać czytelnikowi, że oprócz miłości, to jednak rodzina jest najważniejsza, nawet jeśli zostało się przez nią odrzuconym. W każdej chwili mogą bowiem pojawić się jakieś okoliczności, dzięki którym dojdzie do spotkania z bliskimi i wtedy – jeszcze do niedawna – kiepskie relacje mogą ulec diametralnej przemianie. Autorka zwraca uwagę na to, jak ważne jest tutaj przebaczenie. Bez wybaczenia wyrządzonych krzywd nie da się normalnie funkcjonować, ponieważ te negatywne emocje już zawsze będą człowiekowi towarzyszyć i niekiedy nie będą pozwalały również na stworzenie poprawnych relacji z innymi ludźmi.

Robert Capa
Kolejnym zagadnieniem jest prawdziwa przyjaźń. Bohaterowie przechodzą przez naprawdę ciężkie chwile i gdyby nie pomoc przyjaciół, zapewne nie daliby sobie rady z dramatami, jakie ich dotykają w życiu. Nie chodzi tutaj jedynie o Valentine i Jake’a. W miarę upływu czasu pojawiają się także inne postacie, którym w życiu nie wiedzie się najlepiej. Muszą bowiem stawić czoło zagrożeniu, które może przyprawić ich nawet o śmierć. Barbara Taylor Bradford sygnalizuje też, że w którymś momencie może okazać się, iż człowiek, o którym myśleliśmy, że znamy go na wskroś, okazuje się zwykłym oszustem albo wręcz sadystą, który przez cały czas kpił sobie z nas i być może miał z tego powodu niezły ubaw. W powieści jest również mowa o prawdziwej pasji. Otóż, dla naszych bohaterów robienie zdjęć na froncie wcale nie jest jedynie pracą. To jest prawdziwa pasja, z której nie są w stanie zrezygnować nawet w obliczu zagrożenia życia. Chwila odpoczynku na złapanie równowagi psychicznej w zupełności im wystarczy. Przecież ludzie ich potrzebują, bo kto inny, jak nie Valentine, Jake i im podobni, będzie wyrzutem sumienia dla polityków wszczynających wojny? Przecież zdjęcia, które robią na froncie w ogniu walk nie trafią do ich prywatnego archiwum.

Moim zdaniem A jednak miłość to piękna powieść nie tylko o prawdziwej miłości, która jest w stanie przetrwać naprawdę wiele, ale przede wszystkim jest to historia o brutalnym życiu, jakie fundują nam politycy podejmujący nieodpowiedzialne decyzje. W wyniku tych decyzji giną niewinni ludzie, a świat wielokrotnie biernie się temu przygląda. Co ważne, nad całą tą opowieścią wciąż unosi się duch Roberta Capy (1913-1954) – węgierskiego fotoreportera wojennego, który był autorem zdjęć z pięciu wojen. Fotografował też inne ekstremalne sytuacje. Robert Capa zginął w Indochinach na skutek wybuchu miny lądowej. W chwili śmierci trzymał w ręce aparat Contax, zaś na ostatniej wykonanej przez niego fotografii widać maszerujących żołnierzy.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz