Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

piątek, 30 września 2016

Francine Rivers – „Szofar zabrzmiał”















Wydawnictwo: BOGULANDIA
Warszawa 2013
Tytuł oryginału: And the Shofar Blew
Przekład: Bożena Sand-Tasak





Ostatnio coraz częściej mówi się o hipokryzji w Kościele Katolickim. Ludzie zarzucają księżom wiele złego i wielokrotnie nie mają litości dla ich postępowania, obrzucając ich najgorszymi obelgami. Prawdą jest, że ksiądz powinien być wzorem dla ludzi wierzących w Boga i nie dawać im powodu do zgorszenia. Coraz częściej zdarza się jednak, że próżno szukać w Kościele wzorów do naśladowania. Duchowni mieszają się do polityki, wytykają ludziom z ambony grzechy, jakby zapominając o tym, że sami też nie są bez winy. Jak gdyby tego wszystkiego było mało, straszą wiecznym potępieniem, choć sami żyją tak, jakby piekła w ogóle nie było. Nie jest tajemnicą, że wielu księży wdaje się w romanse z kobietami, potajemnie żyją w związkach homoseksualnych, nie wspominając już o pedofilii. Są też tacy, którzy jawnie wyznają nacjonalizm, niekiedy ocierający się wręcz o faszyzm. Natomiast chęć wzbogacania się kosztem wiernych nie jest już dziś niczym niezwykłym. Czasami są wręcz w stanie wezwać policję, jeśli rozmowa z tym czy innym parafianinem nie idzie po ich myśli. W tym wszystkim nie należy jednak zapominać, że są także duchowni, którzy robią naprawdę wiele dobrego dla osób wierzących w Boga, a nawet dla tych, którzy przyznają, że z Bogiem jakoś nie jest im po drodze. Niestety, w dzisiejszych czasach prawdziwi księża z powołania giną gdzieś w tłumie i praktycznie nikt o nich nie pamięta ani ich nie wspomina, skupiając się tylko na tym, co jest złe w Kościele.

Ważne, aby pamiętać, że chrześcijaństwo to nie tylko wierni wyznania rzymskokatolickiego i grekokatolickiego, ale także protestanci, zielonoświątkowcy, wspólnoty ewangelikalne, anglikanie, ewangelicy reformowani, luteranie, metodyści, baptyści czy wyznawcy religii prawosławnej. Okazuje się, że problem, o którym napisałam powyżej może dotyczyć każdej z tych grup chrześcijan, a dokładnie każdego duchownego, który stoi na czele swojego kościoła. Przypomina nam o tym Francine Rivers, która tworzy literaturę o tematyce chrześcijańskiej. Za swoją prozę otrzymała do tej pory szereg nagród i można śmiało rzec, że wszystkie te wyróżnienia dostała w pełni zasłużenie. Jej książki nie charakteryzuje bynajmniej moralizatorstwo, ani też chęć wytykania czytelnikowi jego moralnych błędów i próbowania nawracania go za wszelką cenę. Autorka w swoich książkach ukazuje bowiem człowieka słabego – nawet jeśli stoi on na straży wiary – który popełnia szereg błędów i generalnie jest niedoskonały i nie może tak naprawdę być wzorem do naśladowania. Bohaterowie kreowani przez Francine Rivers przechodzą naprawdę długą i żmudną drogę, aż w końcu docierają do punktu, kiedy zderzają się z murem, i albo rozbijają sobie o niego głowę, albo zdają sobie sprawę z tego, co zrobili i próbują zawrócić, przyznając się do własnych błędów i słabości. Usiłują też naprawić to, co zniszczyli, brnąc coraz dalej w zło, jakie sami wygenerowani.

Wydanie amerykańskie
z 2003 roku
W amerykańskim miasteczku Centerville funkcjonuje Centerville Christian Church, którego członkowie skupiają się głównie na badaniu Biblii i wierze w Jezusa Chrystusa. Jest rok 1987, starsi rady zboru poszukują właśnie nowego pastora, ponieważ ten, który jeszcze do niedawna im przewodził, poważnie się rozchorował i raczej nie ma już nadziei na to, aby wrócił do pracy. Do zboru nie należy zbyt wielu wiernych. Trzeba zatem pomyśleć o nowym pastorze, który z jednej strony pociągnąłby dalej to, co rozpoczął jego poprzednik, zaś z drugiej sprawił, aby do kościoła zaczęło przychodzić więcej ludzi. Pomimo że w okolicy działa jeszcze kilka innych zgromadzeń, to Centerville Christian Church jest tym, które znajduje się w centrum zainteresowania. Kiedy starsi rady zboru zastanawiają się nad przyszłością ich wspólnoty, dostają telefon z informacją, że jest ktoś, kto doskonale nadawałby się na stanowisko nowego pastora. Facet jest młody, dobrze wykształcony, pełen zapału do pracy, a w dodatku jest synem pastora, którego nauki znane są w całych Stanach Zjednoczonych, ponieważ kazania tegoż człowieka pokazuje nawet telewizja. Czego zatem można chcieć więcej? Trzeba jedynie zatelefonować do chłopaka i modlić się, aby zechciał przyjechać do Centerville i objąć pieczę nad zborem.

Paul Hudson, bo o nim mowa, na chwilę obecną pracuje w kościele, który znajduje się gdzieś w stanie Illinois. Nie można powiedzieć, że od razu zgadza się przyjąć propozycję objęcia placówki w Centerville. Trochę się zastanawia, prosi Boga o pomoc w podjęciu dobrej decyzji, pyta też żonę o zdanie, bo przecież od jego decyzji będzie też zależeć życie jego rodziny. Ze swoją żoną – Eunice – Paul ma kilkuletniego synka, którego bardzo kocha. Bez żony również nie wyobraża sobie życia. Przychodzi w końcu moment, kiedy mężczyzna musi dać starszym rady Centerville Christian Church ostateczną odpowiedź. Czuje, że do nowego miejsca posyła go sam Bóg, a ponieważ uważa, że tak naprawdę nic nie dzieje się przypadkowo, przyjmuje wyzwanie i wraz z rodziną przeprowadza się do Centerville.

Ponieważ Paul Hudson jest bardzo ambitny, praktycznie od samego początku ostro zabiera się do pracy. Nowa społeczność jest niezwykle przyjaźnie do niego nastawiona, choć ludzie wciąż nie mogą zapomnieć o poprzednim pastorze. Rozumieją jednak, że tak musi być, więc akceptują nową rzeczywistość. W kościele Paulowi pomaga też żona, która posiada muzyczne wykształcenie, co pozwala jej przygotowywać oprawę muzyczną nabożeństw. Nie tylko Paul jest synem pastora. Eunice również wychowała się w rodzinie, której głową był przywódca zboru. Niemniej obydwie rodziny bardzo się od siebie różniły. Podczas gdy w domu Eunice czuło się kojącą obecność Boga, a jej ojciec nigdy nie podążał za pieniądzem i karierą, w rodzinnym domu jej męża sprawa ta wyglądała zupełnie inaczej.

Żyd ze Starego Testamentu
dmący w szofar

Instrument dęty pojawiający się
w Biblii, którego dźwięk zwiastuje
ważne wydarzenie.
autor: Alphonse Lévy
(1843-1918)

Bardzo szybko okazuje się bowiem, że Paul Hudson ma swoją wizję dalszych losów Centerville Christian Church. W tych planach nie już miejsca dla ludzi starych, którzy od wielu, wielu lat byli związani ze wspólnotą. Nowy pastor stawia na młodych i przede wszystkich na tych, którzy mają grube portfele. Mężczyzna pragnie bowiem podążać śladami swojego ojca, i tak samo jak David Hudson postępował niegdyś z własnym kościołem, Paul chce zrobić z Centerville Christian Church obiekt, o którym będzie głośno. W jego wyobraźni rysuje się obraz kościoła, który będzie ociekał bogactwem, zaś on jako pastor będzie podziwiany i szanowany. W tym celu musi zatem pozbyć się starych i niepotrzebnych już członków rady zboru. Ten cios jest niesamowicie bolesny nie tylko dla samych zainteresowanych, ale także dla członków wspólnoty, którzy byli bardzo zżyci z Samuelem, Hollisem i Otisem. W miarę upływu czasu Paul Hudson zraża do siebie coraz więcej osób, choć z drugiej strony fakt ten wcale nie wpływa negatywnie na funkcjonowanie zboru. Do kościoła nadal przybywają rzesze ludzi. Paul jednak wciąż pragnie czegoś więcej. Przede wszystkim pragnie dorównać swojemu wielkiemu ojcu i stać się jego wierną kopią. Czy takie postępowanie wyjdzie na dobre zarówno samemu Paulowi, jak i kościołowi, którym zarządza? Jak w tej sytuacji będzie funkcjonować jego rodzina, od której coraz bardziej się oddala? Gdzie podział się ten młody i życzliwy pastor, który w 1987 roku przybył do Centerville, aby przejąć schedę po poprzednim pastorze? Co musi się stać, aby Paul Hudson zrozumiał, że postępuje źle, a głosy, które słyszy w duszy wcale nie pochodzą od Boga?

Przyznam, że trudno jest pisać o tej książce, zważywszy na jej tematykę. Wiadomo jak w dzisiejszych czasach odbierana jest kwestia religii, jakiejkolwiek religii, nie tylko katolickiej. Dla mnie ta książka jest jedną z wielu, zaś jej akcja mogłaby rozgrywać się w zupełnie innym miejscu i czasie oraz dotyczyć przemiany człowieka, która wcale nie miałaby związku z Bogiem, a i tak potraktowałabym ją jako doskonałe studium przypadku człowieka zagubionego. Problem, który porusza Francine Rivers jest dobry, jak każdy inny, którego konsekwencje ostatecznie doprowadzą do tego, że człowiek zacznie zastanawiać się nad swoim życiem. Paul Hudson to przykład mężczyzny, który naprawdę pogubił się w życiu. Od chwili, gdy objął kościół w Centerville stał się całkiem innym człowiekiem. W jego umyśle wciąż tkwi obraz ojca, który stale był z niego niezadowolony. Paul przez cały czas pragnie mu dorównać, a może nawet przegonić go w sławie i bogactwie. W dodatku widzi, że ludzie potrafią być bardzo próżni. Wystarczy obiecać im tabliczkę z wygrawerowanym nazwiskiem, a już otwierają się ich portfele i finansują co tylko się da. Mężczyzna świetnie to wykorzystuje. Poza tym Paul Hudson pozbywa się tych, którzy albo wydają mu się niepotrzebni, albo zwyczajnie sprzeciwiają się jego decyzjom, widząc, że pastor podąża w naprawdę złym kierunku.

Wydanie amerykańskie
z 2013 roku
Dążąc do naśladowania swojego ojca pod każdym względem, Paul Hudson zaczyna popełniać te same błędy, które robił jego rodziciel. Zaniedbuje rodzinę, gdyż to członkowie zboru są ważniejsi. Potrafi wyjść z domu o każdej porze dnia i nocy i spędzić poza domem długie godziny, nie dbając o to, co w tym czasie dzieje się z jego własną rodziną. W ten sposób oddala się nie tylko od żony, ale przede wszystkim od syna, który dorastając, coraz bardziej go nienawidzi. Timothy przestaje go szanować, stając po stronie matki. W dodatku Paulowi spada kamień z serca w momencie, gdy jego jedyne dziecko wyprowadza się z domu, aby zamieszkać z babcią. W tej relacji to dorastający chłopak wykazuje się większym rozsądkiem, aniżeli jego ojciec. Timothy nie chce bowiem dopuścić do kłótni i niekomfortowych sytuacji. A jaka w tym wszystkim jest rola Eunice? I tutaj możemy się zastanowić nad postawą kobiety, która wydaje się wciąż żyć w cieniu męża. Pokornie znosi jego humory, nie reaguje na sytuacje, w których Paul ją ewidentnie upokarza. Czy tak musi postępować żona pastora? Czy nie wolno jej się zbuntować? Czy nie może wykrzyczeć mu prawdy prosto w oczy, ponieważ jest chrześcijanką i musi postępować zgodnie z zasadami swojej religii? Otóż nie. W którymś momencie Eunice nie wytrzymuje i robi coś, czego Paul zupełnie się po niej nie spodziewał. On uważał, że może z Eunice zrobić wszystko, a ona przyjmie to z pokorą i jeszcze mu za to podziękuje.

Szofar zabrzmiał nie jest książką, w której Autorka próbuje kogokolwiek pouczać. Ona nakreśla jedynie pewne wydarzenia, które w konsekwencji doprowadzają do osobistej i moralnej tragedii człowieka myślącego o sobie, że stoi nawet wyżej niż sam Bóg. Wydaje się, że fabuła oparta jest na faktach, co sprawia, że czytelnik zauważa, iż problem hipokryzji jest obecny wszędzie, nie tylko w środowisku katolickich duchownych, o czym dziś tak głośno. Gdyby pokusić się o spojrzenie na całą tę sprawę z innej strony i wziąć Paula Hudsona w obronę, to można byłoby tłumaczyć jego postępowanie nieudanym dzieciństwem, brakiem miłości ze strony ojca, który również poniżał jego matkę. Poza tym duchowny to również człowiek z całą masą rozmaitych słabości, które w każdej chwili mogą się ujawnić. Wystarczy, że będą mieć ku temu sprzyjające podłoże. Ważne jest natomiast, że w końcu przychodzi opamiętanie. Bo czy duchowny, bez względu na to jakie wyznanie reprezentuje, nie zasługuje na drugą szansę, jak każdy inny człowiek? Czy należy spisać go na straty, bo zbłądził i dał ponieść się zwykłym ludzkim słabościom? Bo za bardzo zawierzył pozorom, bogactwu czy źle rozumianej wolności? Ta książka pokazuje, że nie należy patrzeć na problem tylko z jednej strony, szczególnie jeśli w grę wchodzi ocenianie drugiego człowieka.

Jemenicki Żyd dmący w szofar
Fotografia pochodzi z końca lat 30. XX wieku.
autor nieznany
Nie chciałabym nikogo urazić czy dyskryminować jako czytelnika, ale uważam, że Szofar zabrzmiał to książka, która nie jest przeznaczona dla każdego. Nie powinni po nią sięgać przede wszystkim ci, dla których jakakolwiek wzmianka o Bogu i religii jest nie do przyjęcia i reagują agresywnie na tego typu tematy, nie widząc możliwości okazania szacunku tym, którzy wierzą w coś, czego ludzki umysł nie jest w stanie ogarnąć. Dla takich osób czytanie tej książki nie będzie mieć najmniejszego sensu. Na kartach powieści przewija się bowiem niemało fragmentów zaczerpniętych z Biblii, czy też odwołań do Boga, które wychodzą z ust poszczególnych bohaterów. Choć generalnie jest to historia o hipokryzji osób duchownych, to jednak fabuła dotyczy społeczności chrześcijańskiej, która jest głęboko wierząca i praktycznie każde wydarzenie przypisuje interwencji Najwyższego. Czy słusznie? Nie do końca, ponieważ wielokrotnie ludzie mylą się w interpretacji „znaków”. Czasami można odnieść wrażenie, że uważają samych siebie za wybranych, a to może ich doprowadzić jedynie do zguby. Myślę, że właśnie na ten problem Francine Rivers pragnęła zwrócić szczególną uwagę.

Z drugiej strony jednak czytelnik dostrzega też, ile dobrego może przynieść wiara w Boga. Szczera modlitwa może bowiem dodać sił do walki z nałogiem. Nawet najlepszy terapeuta nie jest w stanie powstrzymać pacjenta przed sięgnięciem po alkohol czy innego rodzaju używkę, natomiast modlitwa staje się czymś na kształt hamulca, który zostaje uruchomiony w momencie, gdy człowiek nie jest w stanie samodzielnie zapanować nad swoim życiem i tylko sekundy dzielą go od sięgnięcia do butelkę. Modlitwa pomaga również bohaterom w uporządkowaniu swoich spraw rodzinnych i ułożenia sobie życia na nowo. Wystarczy tylko wierzyć. Niekoniecznie w siły nadprzyrodzone. Można wierzyć na przykład w Dobro i za nim podążać. 

Niestety, polskie wydanie tej powieści jest źle przetłumaczone, a redakcja i korekta pozostawiają wiele do życzenia. Fakt ten sprawia, że książkę nie czyta się najlepiej, ponieważ czytelnik zmuszony jest zatrzymywać się przy niektórych fragmentach i czytać je od nowa, aby zrozumieć ich sens. Przykro, że naprawdę dobra powieść została zniszczona przez zaniedbanie ze strony wydawcy.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz