Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

czwartek, 31 grudnia 2015

Magdalena Kordel – „Tajemnica bzów” # 3














Wydawnictwo: ZNAK
Kraków 2015
Seria: Malownicze




W życiu człowieka przychodzi czasami taki moment, kiedy pod wpływem różnych zbiegów okoliczności zaczyna powracać myślami do przeszłości. Takich sytuacji może być wiele. Niekiedy jest to dawno niesłyszana piosenka, która przypomina nam lata młodości i ludzi, których wtedy spotkaliśmy. Czasem może to być stara pożółkła fotografia albo książka z pozaginanymi kartkami, która mogła być świadkiem czegoś bardzo ważnego. Kiedy indziej takim powrotem do przeszłości może okazać się podróż w jakieś szczególne dla nas miejsce albo rozmowa – nawet z kimś zupełnie przypadkowym – która sprawi, że nagle zaczniemy wracać myślami do tego, co wydarzyło się wiele lat wcześniej. Bardzo często takie „powroty do przeszłości” odbywają ludzie, którzy swoje przeżyli i teraz mają już te kilkadziesiąt lat, które poniekąd upoważniają ich do podsumowywania swojego życia. Czasami czegoś żałują i twierdzą, że gdyby jeszcze raz znaleźli się w tamtej sytuacji, wówczas na pewno postąpiliby zupełnie inaczej, bo przecież z perspektywy czasu na wiele kwestii można spojrzeć w całkiem inny sposób. Niekiedy ci sami ludzie mogą stwierdzić, że ich życie było naprawdę szczęśliwe, a oni niczego nie zmieniliby w swojej przeszłości. Ktoś inny znów mógłby stwierdzić, że nie warto wracać do tego, co było, bo przecież niczego i tak nie można już zmienić, więc po co się bezustannie zadręczać? 

Przenieśmy się zatem do Malowniczego – małego miasteczka w Sudetach – które czytelnicy Magdaleny Kordel znają już z poprzednich dwóch tomów jej powieściowej serii. O ile książki Wymarzony dom i Wymarzony czas nie miały nic wspólnego z historią, tak w przypadku Tajemnicy bzów tej historii jest całkiem sporo. Autorka na kartach swojej powieści przenosi nas bowiem do przedwojennego Lwowa i okolic Krakowa oraz do Warszawy z czasów drugiej wojny światowej, nie zapominając jednocześnie o pozostaniu w Malowniczem. Podczas gdy poprzednio główną bohaterką była Madeleine vel Magda, tak tym razem jest nią starsza pani o imieniu Leontyna, która w miasteczku prowadzi sklep z niezwykłymi antykami. Przedmioty te są naprawdę wyjątkowe i tylko sama Leontyna może coś na ten temat powiedzieć.

Jak już zdążyłam się przekonać, każdy z tomów cyklu zaczyna się nietypowo, co oczywiście sprawia, że już na wstępie jesteśmy wciągani w jakąś enigmatyczną historię, która swój finał będzie mieć dopiero w ostatnich rozdziałach. Tym razem na pierwszych stronach książki czytelnik poznaje tajemniczego starszego pana, który zupełnie nieoczekiwanie dostrzega w Internecie zdjęcie sprzed wielu lat, na którym widać piękną młodą dziewczynę. Fotografia znajduje się na stronie internetowej promującej walory Malowniczego. Mężczyzna nie może oderwać wzroku od zagadkowej fotografii i ostatecznie decyduje się na wyjazd do Malowniczego. Kim zatem jest ten starszy pan, który praktycznie doznał szoku, widząc dziewczynę na zdjęciu? Jaką rolę kobieta odegrała w jego życiu? Czy w ogóle jeszcze żyje? Kim jest? A może to zwykła pomyłka i starszy pan tylko się rozczaruje?

Tymczasem w życiu Leontyny zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Otóż pierścionek, który kobieta nosi od lat, nagle w jakichś tajemniczych okolicznościach znika, a potem równie zagadkowo odnajduje się. Fakt ten sprawia, że właścicielka Kuferka zaczyna snuć opowieść swojego życia. Cofa się do lat dzieciństwa, kiedy mieszkała we Lwowie, gdzie dorastała i popełniała swoje młodzieńcze błędy, czym oczywiście spędzała rodzicom sen z powiek. Leontyna nakreśla także okoliczności, w których doszło do przecięcia się życiowych dróg jej rodziców. Mówi też o ich miłości i zwykłym codziennym życiu, jakie wiedli, kiedy wszystko wydawało się jeszcze takie proste. Opowiada o młodszej siostrze oraz przyjaciołach, których miała całkiem sporo, mieszkając we Lwowie. A potem rodzina Leontyny przeniosła się do Warszawy, gdzie musiała stawić czoło okrucieństwu drugiej wojny światowej. Tutaj również nasza bohaterka wykazała się ogromnym hartem ducha i odwagą. Dziewczyna każdego dnia narażona była na utratę życia. Widziała, jak jej koleżanki i koledzy oddają życie za ojczyznę. Okazuje się też, że niegdyś nosiła imię „Zofia”. Co w takim razie stało się, że teraz wszyscy znają ją jako Leontynę?


Wały Hetmańskie we Lwowie (ówczesna ulica Karola Ludwika)
Fotografia pochodzi z około 1900 roku. 

Jak już wspomniałam wyżej, Magdalena tym razem nie stanowi centrum uwagi czytelnika, ponieważ praktycznie cała fabuła skupiona jest wokół Leontyny. Ona ma nam naprawdę bardzo dużo do powiedzenia. Okazuje się, że jej życie było bogate w rozmaite wydarzenia. Niektóre pojawiały się zupełnie nieoczekiwanie i nikt nie miał na nie wpływu, zaś inne nasza bohaterka zwyczajnie prowokowała. Nie tylko czytelnik z ogromną uwagą „wsłuchuje się” w opowieść Leontyny. Robi to przede wszystkim Magdalena, która w powieści jest jedynym odbiorcą tych relacji. W miarę upływu czasu Madeleine nie potrafi już myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, co przeżyła jej przyjaciółka. Pomimo że obydwie kobiety dzieli spora różnica wieku, to jednak łączy je prawdziwa przyjaźń. Jest to dowód na to, że Autorka zwróciła uwagę na problem wzajemnych relacji pomiędzy młodymi i starymi ludźmi.

Oczywiście nie należy myśleć, że Magdalena Kordel w trzecim tomie cyklu o Malowniczem zupełnie zrezygnowała z pisania o tym niezwykłym miasteczku. Choć jest tego znacznie mniej niż w poprzednich książkach, to jednak nadal tkwimy w jego niezwykłej atmosferze. W powieści nadchodzi też Boże Narodzenie, więc ten szczególny klimat udziela się także czytelnikowi. Pojawiają się nowe postacie, których nie spotkaliśmy poprzednio. Są to nie tylko bohaterowie żyjący wiele lat temu, ale także współcześnie. Naturalnie mam na myśli bohaterów fikcyjnych. Z kolei życie samej Madeleine jest już na tyle ustabilizowane, że teraz kobieta może zająć się poznawaniem historii Leontyny oraz własną działalnością gospodarczą. W dodatku obydwie kobiety wciąż pragną rozwiązać zagadkowe pojawienie się w Malowniczem pewnego dżentelmena.


Teatr miejski we Lwowie
Pocztówka pochodzi z 1905 roku. 

Ponieważ czytam mnóstwo książek historycznych, nie mogłam nie zwrócić uwagi na tło historyczne powieści. I tutaj muszę przyznać, że Magdalena Kordel dołożyła wszelkich starań, aby rzetelnie oddać atmosferę pierwszej połowy XX wieku. Lwów odmalowany jest z najdrobniejszymi szczegółami. Oczami wyobraźni jesteśmy w stanie dostrzec każdy detal tego miasta. Pamiętajmy, że przedwojenny Lwów był przepiękny. Natomiast pomimo upływu lat, w tym mieście nadal mieszka historia. Może faktycznie trochę szkoda, że miasto nie należy już do Polski. Zapewne gdyby nie wybuchła druga wojna światowa, dziś nasze granice wyglądałyby zupełnie inaczej.

Należy również zwrócić uwagę na to, iż Magdalena Kordel w Tajemnicy bzów pokazała też czytelnikowi, jakie niegdyś obowiązywały zasady życia społecznego. Z jednej strony ludzie próbowali żyć swobodnie i nie przejmować się tym, co inni będą mówić, zaś z drugiej te konwenanse nadal były bardzo wyraźnie zaznaczone. Rodzice Leontyny musieli wciąż być czujni, aby ich starsza córka nie wywinęła przypadkiem jakiegoś numeru, co dość często jej się zdarzało. Dzięki takiej kreacji postaci młodej Leontyny bohaterka nie jest nudna. Wokół niej stale coś się dzieje. Bardzo też podobało mi się to, że Magdalena Kordel nie zapomniała o ówczesnych lwowskich aktorach. Choć nie są oni „żywymi” bohaterami, to jednak jest o nich wzmianka, a to sprawia, że opis realiów tamtych czasów jest jeszcze bardziej wiarygodny. Oprócz tego czytelnik poznaje również słownictwo charakterystyczne dla ówczesnej lwowskiej gwary. 

Tajemnica bzów to z całą pewnością książka, którą należy przeczytać, szczególnie jeśli ktoś ma już za sobą poprzednie dwa tomy. Myślę, że jest to doskonała powieść dla tych, którzy uwielbiają w literaturze historie przedstawiane w kolorze sepii. Ta, którą opowiada Leontyna, taka właśnie jest. Czasami miałam bowiem wrażenie, że krakowskie i lwowskie wydarzenia, o których mówi kobieta odmalowane są wszystkimi odcieniami brązu. Wygląda to tak, jakbyśmy oglądali stare przedwojenne fotografie. Natomiast lata wojny spędzone w Warszawie to czarno-białe zdjęcia poplamione ludzką krwią.