Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

niedziela, 2 sierpnia 2015

Katherine Webb – „Dziedzictwo”













Wydawnictwo: INSIGNIS MEDIA
Kraków 2012
Tytuł oryginału: Legacy
Przekład: Olga Siara





Motyw starych posiadłości, w których przez dziesiątki lat mieszkało kilka pokoleń tej samej rodziny jest niezwykle popularny we współczesnych powieściach obyczajowych z historią w tle. Mogłoby się wydawać, że powieść gotycka już dawno odeszła w zapomnienie, a współcześni autorzy nie sięgają już po pierwiastki, które towarzyszą jej tworzeniu. Otóż nic bardziej mylnego. Obecnie na rynku wydawniczym bardzo często można spotkać książki, których główną bohaterką jest właśnie jakaś stara posiadłość, kryjąca w sobie tajemnice, które należałoby wreszcie odkryć, aby móc zaznać spokoju i zamknąć trudną przeszłość. Tego typu historie nadal cieszą się dość dużą popularnością wśród czytelników. Nie wiem czy to dobrze, czy źle, ale nierzadko tego typu książki wciągają czytelników niemalże już od pierwszej strony.

Dziedzictwo to debiutancka powieść Katherine Webb, która swego czasu cieszyła się naprawdę ogromną popularnością, nie tylko za granicą, ale też w Polsce. Pamiętam, że w 2012 roku Autorka polecała swoją debiutancką powieść na antenie TVP1 w Teleexpresie. Już wtedy Dziedzictwo zwróciło moją uwagę, ale jak widać musiało minąć trochę czasu, zanim książkę przeczytałam. Akcja powieści rozgrywa się na początku XX wieku oraz współcześnie. Mamy zatem kilka pokoleń kobiet, które z jednej strony tak naprawdę niewiele łączy pod względem uczuciowym, zaś z drugiej od lat powiązane są ze sobą nie tylko więzami krwi, ale przede wszystkim poprzez mroczną posiadłość Storton Manor, która znajduje się gdzieś w południowej Anglii. Pewnego dnia posiadłość ta na mocy testamentu przechodzi w ręce dwóch sióstr: Eriki i Beth. Bardzo szybko okazuje się jednak, że wiekowa rezydencja obudzi w obydwu kobietach wspomnienia, które tak naprawdę przez wiele lat starały się wymazać z pamięci.

Erica Calcott wydaje się tą bardziej zrównoważoną siostrą, która przez cały czas opiekuje się straszą o kilka lat Beth. Kobieta cierpi bowiem na głęboką depresję, która pogłębiła się jeszcze bardziej od chwili, gdy rozpadło się jej małżeństwo, a mąż zabrał Beth syna. Fakt ten doprowadził wręcz do tego, że Elizabeth usiłowała popełnić samobójstwo. Z kolei Erica pracuje dorywczo i wydaje się, że taka forma zarabiania pieniędzy jej odpowiada. Tak naprawdę najważniejsza jest dla niej starsza siostra, którą należy się zająć i wciąż jej pilnować, aby nie zrobiła jakiegoś głupstwa, na przykład nie próbowała po raz drugi odebrać sobie życia, bo przecież tym razem mogłoby się jej to udać. Obydwie siostry są związane ze sobą jakąś mroczną tajemnicą z dzieciństwa, która ma związek z ich kuzynem oraz z pewną cygańską rodziną, która w tamtym okresie rozbiła obóz na teranie posiadłości należącej wówczas do ich babki. To właśnie w spadku po niedawno zmarłej babce kobiety odziedziczyły Storton Manor.


Tak wyobrażam sobie Storton Manor.
Na zdjęciu: Manor Hotel w mieście York w angielskim hrabstwie Yorkshire .
fot. Stanley Howe


Romowie, o których mowa powyżej, związani są z rodziną Calcottów od dziesiątek lat. Jeszcze pradziadek Eriki i Beth udostępnił im kawałek ziemi na terenie posiadłości, gdzie mogli bez przeszkód obozować, kiedy akurat byli w okolicy. Niestety, w którymś momencie rodzina Calcottów, a szczególnie kobiety ją reprezentujące, zapałały jakąś nieuzasadnioną nienawiścią do Romów. Dlaczego? Co takiego stało się w przeszłości, że zarówno prababka, jak i babka sióstr tak bardzo nienawidziły Cyganów? Czy Erica i Beth będą w stanie dojść wreszcie prawdy i zakończyć tę nieszczęsną historię rozpoczętą przed laty? A może lepiej nie wywoływać uśpionych demonów? Może pozwolić im nadal spać w mrokach pamięci i udawać, że tak naprawdę nic się stało, a przeszłość nie ma wpływu na to, co dzieje się obecnie.

Powyżej wspomniałam, że akcja powieści osadzona jest na dwóch płaszczyznach czasowych. Czytając książkę raz znajdujemy się w realiach XXI wieku, zaś innym razem jest to początek dwudziestego stulecia. Oczywiście wydarzenia rozgrywające w się w XXI wieku związane są z Eriką i Beth. Co zatem zdarzyło się na początku dwudziestego stulecia? Otóż prababka sióstr jeszcze jako bardzo młoda dziewczyna, pochodząca z tak zwanego dobrego domu, wyjechała do Ameryki, aby tam żyć u boku mężczyzny, którego poślubiła wbrew woli swojej ciotki sprawującej nad nią opiekę. Od tej chwili Caroline będzie musiała diametralnie odmienić swoje życie. Czy uczucie do męża wystarczy, aby niedoświadczona przez życie i wychowywana pod kloszem kobieta przystosowała się do zgoła odmiennej rzeczywistości, niż ta w której żyła w Anglii? Czy praca na farmie w otoczeniu Indian jest tym, o czym marzyła, biorąc ślub z Corinem? A może przeciwstawiając się ciotce Caroline popełniła najgorszy błąd w życiu, za który przyjdzie jej płacić już do końca swoich dni?

Jedno z wydań brytyjskich.
Wyd. William Morrow Paperbacks 
(2011)
I tak oto te dwie historie biegną do przodu i powoli splatają się ze sobą, aby ostatecznie dać odpowiedź na szereg pytań, które wydawałoby się, że już na zawsze pozostaną bez odpowiedzi, a osoby najbardziej zainteresowane swoje tajemnice zabiorą do grobu. Z kolei w życiu sióstr po latach ponownie pojawiają się przyjaciele z dzieciństwa, którzy z jednej strony napawają je strachem, zaś z drugiej mogą sprawić, że odnalezienie odpowiedzi na dręczące pytania może stać się o wiele łatwiejsze. Odżywają też uczucia, które w dzieciństwie dopiero zaczynały się budzić, a potem zostały uśpione na szereg długich lat. Pomiędzy siostrami zacznie też rodzić się pewnego rodzaju zazdrość o tego samego mężczyznę, który wydaje się tak samo tajemniczy, jak cała ta historia.

Porównując te dwie opowieści, odnoszę wrażenie, że znacznie więcej dowiadujemy się o Caroline, aniżeli o Erice i Beth. Owszem, mamy jako takie pojęcie czym zajmują się siostry i jakie relacje je łączą, ale tak naprawdę uwaga Autorki skupiona jest na ich prababce, zaś kobiety stanowią tutaj, jak gdyby narzędzie, dzięki któremu prawda w końcu wyjdzie na jaw. Powiedziane jest, że Elizabeth cierpi z powodu poważnej depresji, lecz z drugiej strony tego jej rzekomego załamania psychicznego praktycznie w ogóle nie widać. Mało przekonujące dla mnie jest stwierdzenie, że bohaterka jest… zbyt chuda. Oczywiście Beth wciąż cierpi z powodu rozstania z synem, który obecnie mieszka z jej byłym mężem, ale to wydaje się czymś całkiem normalnym. Przecież każda kochająca matka cierpiąca z powodu braku stałego kontaktu ze swoim jedynym dzieckiem może czuć się z tego powodu przygnębiona. W zasadzie przez całą powieść Beth jest niezwykle tajemnicza. Z jednej strony sporo wie na temat tego, co stało się w przeszłości, natomiast z drugiej udaje, że teraz to wszystko i tak nie ma już żadnego znaczenia, a Erica powinna dać sobie spokój z rozgrzebywaniem tego, co było.

Kolejne brytyjskie wydanie.
Wyd. HarperCollins Publishers 
(2011)
Dziedzictwo to przede wszystkim powieść o kłamstwie, które ukrywane przez dziesiątki lat doprowadziło do generowania nienawiści w kolejnych pokoleniach rodziny Calcottów. Cofając się w przeszłość i obserwując postępowanie Caroline możemy wytłumaczyć je chyba tylko wielką miłością, jaką darzyła swojego męża. Wszystko, czego się dopuściła było podyktowane z jednej strony niewyobrażalnie silnym uczuciem, zaś z drugiej strachem przed odkryciem przez innych prawdy. To właśnie ten strach sprawił, że w końcu Caroline stała się kobietą, która przestała odczuwać pozytywne emocje. Jedyne, co czuła to nienawiść, nawet do własnego dziecka. Każda jej decyzja nieodwracalnie zaważyła także na losie innych. To tak, jakby chciała powiedzieć: „skoro ja cierpię, to wy również będziecie, bez względu na to, czy jesteście winni, czy też nie.” Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze uprzedzenia do osób, które są inne od Caroline i jej rodziny. Mam tutaj na myśli Indian i oczywiście wspomnianych już Cyganów.

Generalnie książka jest dobra i wciąga. Co ważne, narracja prowadzona jest zarówno w pierwszej osobie, jak i w trzeciej. Narrator trzecioosobowy opowiada nam historię Caroline, natomiast o tym, co dzieje się obecnie mówi Erica. A zatem Dziedzictwo jest to historia przeznaczona dla czytelników, którzy lubią sagi rodzinne i sekrety, które wychodzą na światło dzienne dopiero po wielu latach. Wydaje mi się jednak, że momentami Katherine Webb chciała – mówiąc kolokwialnie – przedobrzyć i zamiast realnie przedstawić opisywaną rzeczywistość, nadała jej nieco śmieszny charakter. Rozumiem, że młode damy z dobrych domów, żyjące na początku XX wieku były swatane przez rodziców lub opiekunów, a wszelkiego rodzaju spotkania z mężczyznami odbywały się pod okiem przyzwoitki. Nie uwierzę natomiast, że taka kobieta nie miała pojęcia o tym, że mężczyźni mają owłosione klatki piersiowe! No, błagam! Skoro Caroline była zdolna samodzielnie wyruszyć w podróż przez pół świata, to moim zdaniem musiała też być świadoma tego, jak wygląda mężczyzna po zdjęciu koszuli. Brak doświadczenia w relacjach damsko-męskich owszem, ale bez przesady!

Podsumowując swoje rozważania mogę stwierdzić, że ogólnie bohaterowie są osobami bardzo nieszczęśliwymi. Przeszłość, która ciągnie się za nimi i nie pozwala o sobie zapomnieć, pomimo usilnych starań, doprowadza do tego, że nie są oni w stanie zbudować poprawnych relacji z innymi ludźmi. Tylko pozornie może wydawać się, że kochają i pragną stworzyć coś trwałego, lecz ostatecznie znów uciekają w głąb siebie i pozwalają odejść tym, którzy są dla nich ważni. Może stan ten jest efektem czegoś na kształt „klątwy Caroline” i piętna jej błędnych decyzji, które już zawsze będą prześladować naszych bohaterów bez względu na okoliczności? Któż to może wiedzieć?







5 komentarzy:

  1. Poszukuję tej książki w bibliotece- sagi rodzinne o tajemnicach i sekretach wyjawianych i odkrywanych po latach, to coś dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam ostatnio nastrój na czytanie takich powieści. Wciągają mnie niesamowicie. Mam nadzieję, że w końcu dostaniesz tę powieść. :-)

      Usuń
  2. Właśnie opublikowałam u siebie recenzję "Ech pamięci" tej autorki. Z wielką chęcią przeczytam również "Dziedzictwo" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam Twój tekst i bardzo mnie zaciekawiła ta książka, więc pewnie za jakiś czas przeczytam. :-)

      Usuń
  3. Uwielbiam tę książkę :) Czekam na kolejne powieści pani Webb.
    Spojrzenie EM

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.