Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

piątek, 7 sierpnia 2015

Graham Masterton – „Dziewicza podróż”














Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
Katowice 2009
Tytuł oryginału: Maiden Voyage
Przekład: Piotr Kuś





Chyba każdy z nas zna historię legendarnego brytyjskiego transatlantyku typu Olympic, który należał do towarzystwa okrętowego White Star Line. Mowa oczywiście o Titanicu, który w nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku zderzył się z górą lodową. Do tragedii doszło podczas dziewiczego rejsu na trasie Southampton-Cherbourg-Queenstown-Nowy Jork. Ta katastrofa sprawiła, że zaczęto rozważać nowelizację praw i zasad bezpieczeństwa morskiego. Na przestrzeni lat na temat Titanica wiele napisano, a także zrealizowano niemało filmów dokumentalnych i fabularnych. Wśród tych najbardziej znanych można wymienić przede wszystkim oskarową superprodukcję w reżyserii Jamesa Camerona z 1997 roku, w której główne role zagrali Leonardo DiCaprio i Kate Winslet. Ten wyciskacz łez co pewien czas przypominają poszczególne stacje telewizyjne. Są tacy, którzy mogą oglądać film bez końca i za każdym razem będą tak samo mocno się nim wzruszać.

W czasach kiedy jeszcze nie było samolotów, ludzie przemieszczali się z kontynentu na kontynent właśnie na pokładach statków, dlatego też przemysł żeglugi morskiej był wówczas bardzo dobrze rozwinięty. Właściciele przedsiębiorstw zajmujących się budową statków pasażerskich wręcz prześcigali się w udoskonalaniu swoich pływających jednostek. Jak to zazwyczaj w biznesie bywa, zapewne dochodziło wtedy również do rozmaitych afer, przekrętów o podłożu finansowym, co miało na celu wyeliminowanie konkurencji. Mnie osobiście statki pasażerskie kojarzą się z ogromnym bogactwem ludzi, którzy z nich korzystali.  Możliwe, że obecnie ta kwestia wygląda nieco inaczej, niż niegdyś, ale kiedy myślę o takim transatlantyku z pierwszej połowy XX wieku, wciąż mam przed oczami rozrywki dla bogaczy, które organizowane były na pokładach takich właśnie statków. Moja wizja dziwnym trafem nie bierze pod uwagę osób, które podróżowały w klasie trzeciej przeznaczonej dla zwykłej biedoty. A przecież ludzie ubodzy też musieli w jakiś sposób przemieszczać się z kontynentu na kontynent, kiedy jeszcze przemysł lotniczy nie był tak dobrze rozwinięty, jak obecnie albo nie było go w ogóle. Czasami chciałabym przenieść się w przeszłość i odbyć podróż morską w pierwszej klasie wśród przepychu, podpatrując ówczesnych bogaczy i ich styl życia.


Czterokominowy parowiec Mauretania tuż przed pierwszą wojną światową. 
Załoga powieściowej Arcadii pragnie przebyć dziewiczy rejs szybciej niż zrobiła 
to Mauretaniaco pozwoli otrzymać Błękitną Wstęgę Atlantyku, czyli nagrodę, 
którą przyznano Mauretanii w 1907 roku. 


Graham Masterton znany głównie ze swoich doskonałych horrorów i thrillerów oraz z ogromnej sympatii do Polski, jedną ze swoich książek poświęcił właśnie pewnemu przepięknemu statkowi pasażerskiemu, który odbywa swój dziewiczy rejs. Pomimo że losy powieściowej Arcadii nie są tak tragiczne, jak Titanica, to jednak można zauważyć kilka podobieństw. Przeważnie głównymi bohaterami książek są ludzie. W tym przypadku można uznać, że główną bohaterką powieści jest Arcadia, która wyrusza w swoją pierwszą podróż z Liverpoolu do Nowego Jorku, a na jej pokładzie czytelnik spotyka rozmaitych ludzi pochodzących z różnych warstw społecznych, którzy wybrali się w ten rejs z powodów tylko im znanych. Jedni płyną celem zaspokojenia własnej ciekawości; inni pragną wciąż mieć na oku swoich życiowych partnerów; jeszcze inni pragną poznać smak przygody; ktoś inny natomiast płynie tylko po to, aby móc dobić targu i na pokładzie statku załatwić swoje biznesowe sprawy. Wśród tych ludzi jest też ktoś, kto bardzo nienawidzi bogaczy i ta podróż ma być dla niego swego rodzaju zemstą za ich styl życia.

Zacznijmy jednak od początku. Otóż jest rok 1924. Młodziutka Catriona Keys przebywa w Londynie, gdzie prowadzi dość swawolne życie i jest związana z pewnym aktorem, co uchodzi za ujmę, zważywszy że dotyczy panny pochodzącej z dobrego i bogatego domu. Ojciec Catriony – Stanley Keys – jest właścicielem potężnej i wydawałoby się, że dość dobrze prosperującej firmy zajmującej się budową statków pasażerskich. Pewnego dnia Catriona dowiaduje się, że jej całkiem jeszcze młody ojciec nagle zmarł. Zdążył doprowadzić do końca budowę Arcadii i przygotować ją do pierwszego rejsu, a potem zwyczajnie wziął i umarł. W tej sytuacji Catriona porzuca swojego kochanka i wraca do domu do Liverpoolu, aby wesprzeć w żałobie swoją rodzinę. Matka dziewczyny jest zrozpaczona, zaś ciotka nie szczędzi na kąśliwych uwagach. Dlaczego? Na razie nie wiadomo.


Kapitan machający z jednego ze statków Cunard Line.
Tak wyobrażam sobie z wyglądu powieściowego sir Peregrine'a,
który dowodzi załogą Arcadii


W dziewiczy rejs na pokładzie Arcadii miał wybrać się Stanley Keys, lecz niestety los zadecydował inaczej. W tej sytuacji w zastępstwie ojca na pokład statku wchodzi właśnie Catriona, która po śmierci rodzica automatycznie stała się współudziałowcem w firmie i jej prezesem. Do Nowego Jorku ma popłynąć także nieziemsko przystojny Mark Beeney, który jest dość mocno zainteresowany zakupem liniowca. Na ten temat rozmawiał już wiele razy ze Stanleyem Keysem, lecz ten za każdym razem stawiał warunki, których Mark nie mógł przyjąć. Tym razem Amerykanin ma nadzieję, że uda mu się dobić targu z córką zmarłego magnata przemysłu okrętowego. Czy tak się faktycznie stanie? Czy Catriona będzie chciała sprzedać ostatni liniowiec wybudowany przez jej ojca? A może kiedy pozna szczegóły sprawy będzie temu przeciwna tak samo jak Stanley? Czy jej ewentualna odmowa będzie mieć tragiczne skutki? Czy Mark Beeney jest jedynym przemysłowcem, który interesuje się Keys Shipping Line? Może jest ktoś jeszcze, kto tylko czeka sposobnej chwili, aby zaatakować?

Praktycznie cała fabuła powieści obejmuje rejs Arcadii. To na pokładzie tego wyjątkowego liniowca rozgrywają się wszystkie wydarzenia. Dziewicza podróż to książka zupełnie inna, niż te, do których przyzwyczaił nas Graham Masterton. Być może Autor napisał ją, aby przez chwilę odpocząć od tworzenia mocniejszej literatury? Jak widać jest to powieść obyczajowa z historią w tle i odrobiną kryminału. Autor pokazuje czytelnikowi całą galerię rozmaitych postaci, z których każda ma coś ważnego do powiedzenia. Stopniowo na jaw wychodzą tajemnice, a sama Catriona w pewnej chwili jest w poważnym niebezpieczeństwie. Od samego początku wokół dziewczyny kręci się Mark Beeney, który nie jest nią zainteresowany jedynie z powodu kupna statku. W grę stopniowo zaczynają wchodzić również uczucia trzydziestoletniego Amerykanina.

Wydanie brytyjskie z 1984 roku.
Catriona Keys to z jednej strony frywolna dwudziestolatka, która na chwilę obecną raczej nie myśli o ustatkowaniu się, lecz z drugiej dość szybko zaczyna pojmować, że musi diametralnie zmienić swój dotychczasowy styl życia, jeśli chce nadal tkwić w biznesie, który pozostawił jej w spadku ojciec. Komuś może wydawać się, że panna Keys pałała do ojca wielkim uczuciem i teraz jest jej bardzo trudno pogodzić się z jego odejściem. No cóż, na tej płaszczyźnie ojca z córką raczej nie łączyła zbyt zażyła więź, ale nie można też powiedzieć, że dziewczynę w ogóle nie obeszła śmierć Stanleya. Niemniej teraz nie ma już czasu na to, aby analizować to, co było, ponieważ trzeba skupić się na najbliższych wydarzeniach i rejsie do Nowego Jorku. Od tej podróży naprawdę wiele zależy. I nie chodzi jedynie o kwestie biznesowe. Te osobiste są równie istotne.

Choć fabuła Dziewiczej podróży umieszczona jest w jednym miejscu, to jednak czytelnik odnosi wrażenie, że pokład Arcadii przypomina świat, który jest zamknięty na to, co dzieje się na zewnątrz. To na statku rodzą się międzyludzkie więzi, poszczególni bohaterowie zaprzyjaźniają się ze sobą wzajemnie, zakochują się w sobie nawzajem, ale też zaczynają nienawidzić. Na pokładzie statku dochodzi też do tragedii. W dodatku okazuje się, że przez wiele lat Stanley Keys ukrywał przed otoczeniem, a szczególnie przed rodziną, pewną tajemnicę, która wychodzi na światło dzienne dopiero podczas rejsu. Fabuła powieści na pewno nie jest przesłodzona. Czasami to, co dzieje się na pokładzie Arcadii może mrozić krew w żyłach. Oczywiście książka nie jest horrorem, ani nawet thrillerem, więc na tego typu emocje nie należy się nastawiać, ale pomimo to powieść obfituje w niebezpieczeństwa, które dotykają poszczególnych bohaterów. Praktycznie wciąż zastanawia, czy jedna z czołowych postaci podróżująca w trzeciej klasie, będzie w stanie doprowadzić swój makabryczny plan do końca. Kto padnie ofiarą tegoż planu? A może nastąpi jakiś zbieg okoliczności i tak naprawdę nic złego się nie stanie?

Do tej pory nie czytałam książek Grahama Mastertona, ponieważ generalnie nie gustuję w mocnych horrorach i thrillerach. Ucieszyłam się więc, że Autor nie skupia się jedynie na jednym gatunku literatury, tylko stara się trafić ze swoją twórczością do czytelników, którzy – tak jak ja – lubią powieści obyczajowe z historią w tle. Dziewicza podróż to nie jest jedyna książka Grahama Mastertona z akcją rozgrywającą się w przeszłości, co mnie bardzo cieszy. Komu zatem mogę polecić tę historię? Na pewno wielbicielom twórczości Grahama Mastertona, choć możliwe, że czytelnikom, którzy preferują jego horrory i thrillery będzie wydawać się, że Dziewicza podróż nie jest książką, która wyszła spod pióra Autora. Książkę polecam także tym, którzy lubią powieści obyczajowe z historią i kryminałem w tle. Myślę, że Dziewicza podróż będzie też doskonałą lekturą dla tych czytelników, którym bliskie są szalone lata 20. XX wieku, ponieważ klimat tamtej epoki jest bardzo dobrze oddany, dzięki czemu czujemy się tak, jakbyśmy sami wybrali się w dziewiczy rejs na pokładzie niezrównanej Arcadii.










4 komentarze:

  1. Wczoraj natknęłam się akurat na informację o tej powieści. Muszę przyznać, że byłam bardzo ciekawa jak autor poradził sobie w tej stylistyce, ale nie zaryzykowałam wyboru tej lektury, bo pomyślałam, że może być słaba. Nie jest jednak tak źle, jak przypuszczałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oceniasz książkę przed przeczytaniem? To trochę tak, jakbyś mówiła, że jakaś potrawa Ci nie smakuje, choć nigdy jej nie jadłaś. A to czy jest źle czy dobrze zależy od indywidualnych preferencji czytelnika. Jeśli ktoś woli horrory pana Mastertona, to "Dziewicza podróż" może okazać się książką gorszą. Dla mnie powieść jest bardzo dobra, ponieważ generalnie nie przepadam za horrorami, a wszelkiego rodzaju książki z historią w tle uwielbiam.

      Usuń
  2. Nie wiedziałam, że autor napisał powieść obyczajową. Do tej pory kojarzył mi się z mocniejszymi książkami. Zapamiętam ją i poszukam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest jedyna powieść obyczajowa z historią w tle, którą Autor napisał. Są też inne i ja zamierzam je przeczytać wszystkie. :-)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.