Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

sobota, 8 sierpnia 2015

Maeve Binchy – „Droga do Tary”















Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 2007
Tytuł oryginału: Tara Road
Przekład: Teresa Sośnicka





Wielu z nas na pewno przekonało się na własnej skórze, że nie wszystko, co nas spotyka w życiu jest na zawsze. Kiedy zakochujemy się w jakiejś osobie, z reguły wydaje nam się, że jest to miłość na całe życie i nic ani nikt nie będzie w stanie tego zmienić. Podobnie jest z przyjaźnią. Ufamy komuś i wierzymy, że ta osoba nigdy nas nie zawiedzie. Niestety, los potrafi płatać figle, a życie pisze swój własny scenariusz i kiedy najmniej spodziewamy się zmian, one przychodzą i sprawiają, że nasze ustabilizowane dotychczas życie wywraca się do góry nogami. Nie wiemy, wtedy, co tak naprawdę powinniśmy zrobić. Zazwyczaj jesteśmy w totalnym szoku i nie mamy pojęcia, jakie decyzje należy podjąć, aby przywrócić własnemu życiu normalność i sens. W takiej sytuacji trzeba dokonać zmian w hierarchii wartości, które wyznawaliśmy i znów ruszyć na podbój świata. Najgorsze, co wtedy możemy zrobić to siąść i wylewać morze łez nad tym, co nas spotkało. Ale życie nie tylko dostarcza nam zmartwień. Nierzadko los odmienia się na lepsze, a w tym, co jeszcze tak niedawno było dla nas tragedią, odnajdujemy pozytywne strony.

Niejednokrotnie zdarza się, że życiowe zmiany, jakie zafundował nam los sprawiają, że podejmujemy z pozoru szalone decyzje i dla kogoś, kto przygląda się temu z boku fakt ten może wydawać się zupełnie niezrozumiały. Tak właśnie stało się w momencie, kiedy Ria Lynch – główna bohaterka Drogi do Tary – utraciła wszystko, co miała i zmuszona była zacząć swoje życie praktycznie od początku. Oczywiście nie mogła wymazać z pamięci wszystkich wydarzeń i osób, które do tej pory towarzyszyły jej w życiu, ale mimo to musiała bardzo wiele zrozumieć i pozamykać pewne życiowe rozdziały. Marię Johnson, którą wszyscy zwą po prostu „Ria” poznajemy, kiedy ta ma tylko piętnaście lat. Wychowuje się wraz ze starszą i bardziej doświadczoną siostrą Hilary. Dziewczyny mieszkają tylko z matką, ponieważ ojciec zmarł wiele lat temu. Relacje pomiędzy siostrami są typowe: Ria i Hilary czasami się kłócą, a niekiedy znów zwierzają się sobie wzajemnie ze swych najskrytszych marzeń i tajemnic. Jak to zazwyczaj bywa w wieku dorastania, obydwie dziewczyny przechodzą przez pierwsze fascynacje płcią przeciwną. Ich doświadczenia nie są jednak takie same. To Hilary wydaje się tą, która wie o życiu i relacjach damsko-męskich znacznie więcej, aniżeli jej młodsza siostra. A jak układają się ich stosunki z matką? Na tej płaszczyźnie też nie ma jakichś większych problemów. Nora Johnson jest zagorzałą miłośniczką kina i jedyne, co ją interesuje to telewizja i filmy, które może w niej obejrzeć, choć to wcale nie oznacza, że zaniedbuje swoje dzieci.

Maeve Binchy
Mijają lata. Ria Johnson znajduje pracę w pewnej firmie zajmującej się sprzedażą nieruchomości. Do tej samej firmy trafia również nieziemsko przystojny Danny Lynch, który niemalże natychmiast zwraca uwagę na naszą skromną Marię. W miarę upływu czasu ich uczucie nabiera mocy, aż w końcu obydwoje decydują się na ślub. Poza tym na świat już niedługo ma przyjść ich pierwsze dziecko. Możliwe, że decyzja o małżeństwie została nieco wymuszona przez zaistniałe okoliczności, ale zarówno Ria, jak i Danny nie przykładają do tego zbyt dużej wagi. Oni cieszą się, że mogą być razem i jedyne, co ich teraz interesuje, to planowanie wspólnej przyszłości.

Ponieważ Danny jest niezwykle zdolnym agentem nieruchomości, bardzo szybko zostaje zauważony przez lokalnego biznesmana o nazwisku Barney McCarthy. Tak więc w krótkim czasie Danny Lynch zostaje jego wspólnikiem i od tej pory wspina się na wyżyny nie tylko zawodowe, ale również społeczne. Przy pomocy Barneya McCarthy’ego państwo Lynch kupują okazały dom w prestiżowej dzielnicy Dublina przy ulicy Tara Road, gdzie mieszkają sami bogacze i ludzie z wyższych sfer społecznych. To nic, że na chwilę obecną budynek jest w totalnej ruinie i trzeba włożyć wiele pracy i pieniędzy, aby doprowadzić go do stanu używalności. Ani Ria, ani Danny nie boją się ciężkiej pracy, zważywszy że jej efekty już wkrótce są wyraźnie zauważalne. I tak oto państwo Lynch wreszcie wprowadzają się do nowego domu i robią wszystko, aby w jego murach zagościło szczęście. Ria jest doskonałą panią domu, zaś Danny świetnie radzi sobie w pracy, dzięki czemu środki finansowe na ich bankowych kontach wciąż rosną.

I znów mijają lata. Danny i Ria mają już dwoje dzieci: córkę Annie i syna Briana. Oprócz udanego życia rodzinnego państwo Lynch nie mogą także narzekać na grono oddanych przyjaciół, którzy wciąż odwiedzają ich dom. Czasami jest to aż męczące, ale Ria nie potrafi nikomu odmówić. No cóż, trzeba przyzwyczaić się do tego, że Irlandczycy są niezwykle towarzyscy i nie lubią spędzać czasu samotnie, dlatego stale szukają jakiejś bratniej duszy do rozmowy. Niestety, pewnego dnia całe to pieczołowicie pielęgnowane szczęście Rii rozpada się niczym domek z kart. Kobieta traci praktycznie wszystko, na co pracowała przez tyle długich lat. Nie wie, jak sobie teraz poradzi z osobistą tragedią. Dlaczego była tak zaślepiona własnym szczęściem, że nie dostrzegała symptomów zbliżającej się katastrofy? Przecież to wszystko nie stało się z dnia na dzień. Były sygnały, lecz ona ich nie zauważała, myśląc, że tak naprawdę nic się nie dzieje, a jej mąż jest jej oddany i wszystko, co robi, robi dla dobra rodziny. Jak zatem Ria poradzi sobie w zupełnie nowej dla niej sytuacji? Czy będzie umiała stawić czoło okrutnej rzeczywistości? Czy zrozumie postępowanie bliskich? Czy znajdzie się ktoś, kto pomoże jej przez to wszystko przejść? A może wreszcie zda sobie sprawę, że do tej pory żyła w świecie fałszu i ułudy i każdego dnia jedynie wmawiała sobie, że jest szczęśliwa?


Olivia Williams jako Ria Lynch w filmie Tara Road (2005)
reż. Gillies MacKinnon


Droga do Tary to klasyczna powieść obyczajowa bez żadnych ukrytych latami rodzinnych tajemnic. Jest to opowieść o ludziach, którzy zbłądzili, podejmując złe decyzje, których już nie można cofnąć. To powieść o ludzkich namiętnościach i życiu, które potrafi zaskoczyć, nie zawsze pozytywnie. Droga do Tary to także historia o kobietach, które przeżyły bardzo wiele i myślały, że nie ma już dla nich ratunku, aby móc wrócić do normalnego życia. Akcja powieści rozgrywa się w Irlandii i Stanach Zjednoczonych w latach 80. i 90. XX wieku. Oprócz Rii Lynch poznajemy też inną kobietę, której życie nie oszczędzało. Ona również musi wreszcie zmierzyć się ze swoimi demonami i zacząć normalnie żyć, aby swoim postępowaniem i zamknięciem się na świat przestać krzywdzić innych ludzi.

W tej książce oprócz klasycznych relacji damsko-męskich znajdziemy także dwa różne oblicza miłości macierzyńskiej. Z jednej strony mamy kobietę, która jakoś nie za bardzo radzi sobie w roli matki, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę jej relacje z dorastającą córką. Z drugiej strony czytelnik spotyka kobietę, która wciąż nie może dojść ze sobą do ładu po śmierci jedynego syna. Takie zderzenie tych dwóch bohaterek naprawdę wiele wnosi do fabuły powieści i pozwala spojrzeć na ten sam problem pod różnym kątem.

W Drodze do Tary Maeve Binchy (1940-2012) poruszyła też takie kwestie, jak bezwarunkowa miłość do mężczyzny, która może znieść wszystko i pozwala wybaczyć nawet najgorszą zdradę, oraz przyjaźń, która z kolei pod wieloma względami może pozostawiać wiele do życzenia. Pod powłoczką życzliwości może bowiem pojawić się fałsz i przysłowiowe wbijanie noża w plecy, kiedy osoba najbardziej zainteresowana staje się mniej czujna, ponieważ sądzi, że akurat z tej strony nie może spotkać jej nic złego. Co ważne, w powieści dość dokładnie poruszony jest także problem przemocy w rodzinie. Przypadek opisany przez Autorkę jest wręcz książkowy. Kobieta cierpi, ale mimo to wciąż tkwi przy swoim oprawcy i skutecznie zaprzecza rzeczywistości. Tłumaczy swojego kata z każdego brutalnego posunięcia, jakiego dopuścił się wobec jej osoby, czy względem dzieci. Stale naiwnie wierzy, że mąż nagle się zmieni, a jego agresywne zachowanie to tak naprawdę wyłącznie jej wina. Nie pomagają żadne tłumaczenia ani prośby. Zdaniem ofiary wszystkiemu winna jest właśnie ona sama, zaś mąż jest praktycznie bez skazy. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze alkoholizm, który nie dotyczy tylko jednego bohatera, lecz kilku. 


Andie MacDowell jako Marilyn Vine oraz Stephen Rea w roli Colma Barry'ego 
Tara Road (2005)
reż. Gillies MacKinnon


W powieści występuje sporo postaci. Wszystkie one są wyraziste i z łatwością można dokonać analizy psychologicznej tych bohaterów. Zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn są ci, których czytelnik darzy większą sympatią oraz ci, którzy na tę sympatię zupełnie nie zasługują. Wbrew pozorom nie polubiłam Rii Lynch, podobnie jak nie zapałałam pozytywnym uczuciem do jej męża. Obydwoje wydawali mi się mało stanowczy. Nie potrafili podjąć konkretnej decyzji, która pozwoliłaby im raz na zawsze zakończyć pewien etap swojego życia. Ria wciąż stawia na miłość, która rzekomo powinna wszystko przetrwać, natomiast Danny to klasyczny „śliski” typ, któremu po prostu się nie ufa i nie wybacza, nawet jeśli przyjdzie skruszony i będzie przepraszał. Po kilku dniach zrobi bowiem dokładnie to samo.

Okładka pierwszego wydania.
Wyd. ORION
Wielka Brytania 1998
Jeśli chodzi o bohaterów, którzy wzbudzili moją sympatię, to są to postacie drugiego planu. To małżeństwo Amerykanów, które przeżyło wielką tragedię, lecz mimo to potrafiło zawalczyć o tę drugą osobę, zamiast poddać się i po prostu odejść. Pamiętajmy, że są lata 80. i 90. XX wieku, a więc przepaść pomiędzy Europą a Ameryką zaznacza się bardzo wyraźnie. Chodzi tutaj głównie o styl życia i tak zwany rozwój cywilizacji. Ci w Ameryce żyją już według innych reguł, aniżeli Irlandczycy. Za oceanem powszechny jest już Internet, a aparat ortodontyczny na zębach nastolatka nikogo nie dziwi. Inaczej jest w Irlandii. Tutaj wszelkie unowocześnienia techniczne dopiero zaczynają się pojawiać i są dostępne jedynie w biurach firm, zaś statystyczne gospodarstwo domowe będzie musiało jeszcze poczekać, na przykład na instalację Internetu.

W 2005 roku na podstawie Drogi do Tary zrealizowano film, gdzie w rolach głównych wystąpiły takie gwiazdy, jak Andie MacDowell, Olivia Williams, czy Ian Glen. Opinie na temat tej produkcji są różne. Niektórzy uważają, że jest to najsłabszy film z udziałem Andie MacDowell, która w obsadzie jest chyba najbardziej znaną aktorką. Wielu porównuje ten film do amerykańskiej produkcji o podobnej fabule zatytułowanej Holiday (2006), gdzie role główne zagrały Cameron Diaz i Kate Winslet. Z kolei w przypadku Tara Road panuje przekonanie, że książka pod względem jakości znacznie przewyższa swoją ekranizację. 

Komu zatem mogę polecić Drogę do Tary? Na pewno kobietom, ponieważ jest to klasyczny przykład literatury kobiecej, który doskonale sprawdza się podczas wakacji, kiedy chcemy odpocząć nie tylko od pracy, ale pewnie też od bardziej wymagających lektur. Powieść powinna spodobać się także osobom, które lubią historie obyczajowe, gdzie autor/autorka skupiają się na typowych ludzkich zakrętach losu. Mogę też pokusić się o polecenie tej książki czytelniczkom, które lubią analizować psychikę poszczególnych bohaterów. Tutaj można to zrobić bardzo łatwo i każdą postać zakwalifikować do innej grupy charakterystycznej dla konkretnego stanu emocjonalnego. Książka może także zainteresować panie, które darzą sympatią Irlandię i z utęsknieniem spoglądają w ostatnie dekady XX wieku, kiedy wszystko, co teraz jest na wyciągnięcie ręki, wtedy było nowe i jeszcze niezrozumiałe. Wszyscy, którzy mnie znają i podczytują mojego bloga wiedzą, że oprócz powieści historycznych lubię też sięgać po książki obyczajowe, tak więc przypuszczam, że twórczość Maeve Binchy kiedyś jeszcze tutaj zagości, zważywszy że Autorki od trzech lat nie ma już wśród nas, co w moim przypadku stanowi znacznie większą motywację do sięgania po jej twórczość, niż gdyby nadal tworzyła, ponieważ wychodzę z założenia, że książki zmarłych autorów stale trzeba przypomninać, żeby nie popadły w zapomnienie.












1 komentarz:

  1. Historia obyczajowa o zakrętach losu- coś dla mnie.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.