Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

sobota, 29 listopada 2014

Laurel Corona – „Córka markizy”














Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA
Warszawa 2012
Tytuł oryginału: Finding Emilie
Przekład: Anna Płocica





W osiemnastowiecznej Francji ze szlacheckiego społeczeństwa, które generalnie piętnowało edukację kobiet wyszła najzdolniejsza matematyczka tamtych czasów – markiza Émilie du Châtelet. Urodziła się w Paryżu w dniu 17 grudnia 1706 roku i wychowała się w domu, gdzie zainteresowanie nauką było jedynym sposobem, który pozwalał kształtować swoje miejsce w społeczeństwie. Już w okresie wczesnego dzieciństwa, Émilie zaczęła wykazywać szczególne zdolności na płaszczyźnie naukowej, co sprawiło, że bardzo szybko udało jej się przekonać własnego ojca do zwrócenia uwagi na te niecodzienne zainteresowania. Stosunkowo dobra edukacja dziewczynki pozwoliła na opanowanie przez nią języka łacińskiego włoskiego i angielskiego. Émilie studiowała także dzieła Torquato Tasso (1544-1595), Publiusa Vergiliusa Maro (70 p.n.e.-19 p.n.e.) oraz Johna Miltona (1608-1674), a także wielu innych uczonych.

Pomimo talentu w dziedzinie języków obcych, prawdziwą miłością Émilie była matematyka. Jej badania związane z tą gałęzią nauki zwróciły uwagę jednego z przyjaciół rodziny, który dostrzegł w przyszłej markizie pokłady ogromnego talentu. Prace Émilie były oryginalne i znacznie bardziej wciągające, aniżeli innych ówczesnych kobiet interesujących się matematyką. Niecodzienne umiejętności Émilie były widoczne także w innych obszarach nauki. Mówiono o niej, że posiada bardzo namiętną naturę, zaś jej romantyczne uniesienia miały miejsce zarówno przed ślubem, jak i po zawarciu małżeństwa. W wieku dziewiętnastu lat wyszła bowiem za trzydziestoczteroletniego markiza du Châtelet. W ciągu pierwszych dwóch lat ich małżeństwa, Émilie urodziła chłopca i dziewczynkę, a potem, kiedy miała dwadzieścia siedem lat, na świat przyszedł kolejny syn. Ani dzieci, ani też jej małżonek nie byli w stanie sprawić, aby zaprzestała rozwijać swoją pasję.

Gabrielle Émilie Le Tonnelier de Breteuil,
markiza du Châtelet
(1706-1749)
autor: Maurice Quentin de La Tour (1704-1788)
Émilie nie tylko nie zaprzestała rozwijania swoich matematycznych umiejętności, ale także zatrudniała w tym celu najbardziej znanych nauczycieli, którzy mieli jej w tym rozwoju pomagać. Któregoś dnia podbiła nawet serce samego Woltera, który był jednym z najbardziej intrygujących i genialnych uczonych swoich czasów. Niektóre z najważniejszych prac autorstwa Émilie pochodziły z okresu, kiedy matematyczka spędzała czas z Wolterem w posiadłości Cirey-sur-Blaise. Dla dwojga naukowców było to doskonałe miejsce do prowadzenia badań, ponieważ oddalone było od zgiełku Paryża, a przede wszystkim od hałaśliwego dworskiego życia. Jednym z najpoważniejszych nauczycieli Émilie był Pierre-Louis de Maupertuis (1698-1759) – znany matematyk i astronom. Upór i ciekawość Émilie spowodowały, że w końcu od swoich dydaktyków żądała niemożliwego. Jej szybko pracujący umysł wyprzedzał współczesnych Émilie naukowców, natomiast nieregularne godziny pracy utrudniały z kolei ich życie, a jej zbyt wnikliwe pytania często pozostawały bez odpowiedzi z ich strony. Takie zachowanie nierzadko doprowadzało do sporów z jednym z jej naukowych opiekunów, jakim był Samuel König (1712-1757), który miał stosunkowo niewielkie pojęcie o kwestiach poruszanych przez Émilie. Te kłótnie stały się w konsekwencji powodem do zakończenia nie tylko wzajemnej współpracy, ale również przyjaźni. Niektórzy uważają jednak, że powodem sporów wcale nie był brak wiedzy ze strony naukowca, ale w grę wchodziły kwestie finansowe. Prawdopodobnie markiza du Châtelet nie płaciła mu za pobierane od niego lekcje. Jak było naprawdę? Trudno jednoznacznie stwierdzić.

W 1740 roku została opublikowana książka Émilie du Châtelet zatytułowana Institutions de physique. Wówczas Samuel König zaczął rozsiewać plotki, jakoby praca ta stanowiła jedynie mieszaninę naukową pochodzącą z jego lekcji udzielanych markizie. Oczywiście takie pomówienia przyprawiły Émilie o wściekłość i w związku z tym zwróciła się o pomoc do Akademii Nauk, jak również do Pierre’a-Louisa de Maupertuisa, z którym omawiała zawarte w publikacji pomysły jeszcze na długo przed zajęciami z Samuelem Königiem. Kompetentni naukowcy byli świadomi możliwości umysłowych Émilie, jak i jakości jej prac. Niemniej jednak markiza nie czuła, że otrzymała od nich poparcie, na jakie zasługiwała. Właśnie wtedy po raz pierwszy zdała sobie sprawę, że jej płeć tak naprawdę działa przeciwko niej. Gdyby była mężczyzną, sprawa zapewne przedstawiałaby się zupełnie inaczej.

Lata spędzone u boku Woltera w posiadłości Cirey były dla Émilie czasem najbardziej produktywnym w jej życiu. Ich wspólna praca naukowa była naprawdę bardzo intensywna. Jeśli akurat nikogo u siebie nie gościli, wówczas praktycznie nie odchodzili od swoich biurek. Byli, jak gdyby do nich przywiązani. Służący, który pracował wtedy w Cirey w pewnym momencie zauważył, że markiza du Châtelet spędza większą część nocy nad swoimi pismami i nie lubi, aby wtedy ktokolwiek jej przeszkadzał. Jednakże, kiedy przerywała pracę, nie wydawała się być tą samą kobietą. Oddawała się z ogromnym entuzjazmem radości i rozkoszy, jakie oferowało jej ówczesne społeczeństwo. Często twierdziła, że kobiecie w jej wieku pozostają jedynie takie przyjemności, jak prowadzenie badań, hazard oraz obżarstwo.

Zamek w Cirey-sur-Blaise
zdjęcie pochodzi z 2008 roku


Wiosną 1748 roku Émilie du Châtelet spotkała markiza de Saint-Lambert, w którym się zakochała. Był on dworzaninem i mało znaczącym poetą. Ta sprawa nie zniszczyła jednak przyjaźni z Wolterem. Nawet, kiedy znalazła się w trudnym położeniu z powodu tegoż romansu, Wolter był przy niej i wspierał ją. Obydwaj panowie odegrali też poważną rolę w jej relacjach ze zdradzanym mężem. Będąc w ciąży w 1749 roku ukończyła swoje dzieło wraz z francuskim matematykiem o nazwisku Alexis Claude de Clairault (1713-1765). Był to jej stary przyjaciel, z którym niegdyś prowadziła badania. Jednakże jej książka dotycząca Newtona wciąż czekała niedokończona. Émilie była bardzo zdeterminowana, aby wreszcie ją ukończyć i w związku z tym nałożyła sobie bardzo restrykcyjne reguły, jeśli chodzi o pracę. Wstawała wcześnie rano, a spać kładła się późno w nocy. Praktycznie całkowicie zrezygnowała z życia towarzyskiego. Spotykała się jedynie z kilkoma najbliższymi przyjaciółmi.

Na początku września 1749 roku Émilie du Châtelet urodziła córeczkę. Wolter powiedział, że dziewczynka przyszła na świat w czasie, kiedy jej matka siedziała przy biurku i bazgrała na papierze treści dotyczące teorii Newtona, a nowo narodzone dziecko tymczasowo zostało umieszczone na książce do geometrii, podczas gdy jej matka zbierała swoje papiery i szła do łóżka. Przez kilka dni po porodzie wydawało się, że markiza jest szczęśliwa i zadowolona. Jednak w dniu 10 września 1749 roku Émilie du Châtelet nagle zmarła. Jej śmierć o dwa lata poprzedziła zgon dziecka, bowiem dziewczynka, która się wtedy urodziła, odeszła w 1751 roku. Nosiła imię Stanislas-Adélaïde. Wolter, który towarzyszył markizie do samego końca, był zrozpaczony.

François-Marie Arouet Voltaire 
(1694-1778)
portret został namalowany po 1725 roku
autor: Nicolas de Largillière (1656-1746)
Émilie du Châtelet zmarła w wieku czterdziestu trzech lat. Jak wielu naukowców, również i ona podczas swojego krótkiego życia była naprawdę wyjątkową kobietą. Wśród jej największych osiągnięć znajduje się Institutions du physique oraz przekłady dzieł Newtona, które zostały opublikowane już po jej śmierci i opatrzone przedmową Woltera. Émilie żyła pełnią życia, niczym beztroskie dziecko. Pomimo że była kobietą i uprawiała zawód, który w tamtym czasie kobiecie był wręcz zakazany, to jednak zdobyła w społeczeństwie uznanie i wysoką pozycję, zaś Paryż pozwolił jej realizować swoją miłość do matematyki. Émilie du Châtelet była jedną z wielu kobiet, których fundusze pomogły finansować prowadzenie kursów matematyki.

Nie mogłam powstrzymać się, aby nie nakreślić biografii Émilie du Châtelet, bo tak naprawdę fabuła Córki markizy nie powstałaby, gdyby nie osoba Émilie. Wydaje mi się, że ta postać nie jest w Polsce zbyt dobrze znana. Niemniej jednak Córka markizy to nie jest historia o Émilie, choć ona również się tam pojawia, ale są to dość skąpe informacje. Jak sam tytuł wskazuje, niniejsza książka dotyczy właśnie córki, którą Émilie urodziła we wrześniu 1749 roku. Był to poród, który przyprawił markizę o śmierć, choć tak naprawdę nie wiadomo do końca, co się stało. Niby Émilie czuła się dobrze, pracowała, a jednak zmarła. Laurel Corona postanowiła nie uśmiercać małej Stanislas-Adélaïde, która w rzeczywistości również odeszła z tego świata. Autorka w oparciu o ówczesne osiemnastowieczne francuskie realia próbuje natomiast nakreślić dalsze losy Stanislas-Adélaïde du Châtelet. Odpowiada, jakby na pytanie: Co by było, gdyby?... Co by było, gdyby jednak najmłodsze dziecko markizy przeżyło? 

W związku z powyższym mała Lili – jak ją wszyscy nazywają – zostaje oddana po urodzeniu na wychowanie baronowej Lomont, która jest wdową po bracie ojca dziewczynki. Baronowa to kobieta, której za nic nie da się lubić. W jej domu panuje dyktatura, a Lili nie ma tam żadnej swobody. Na szczęście dziewczynka już wkrótce trafia pod dach niejakiej Julie de Bercy. Kobieta swego czasu bardzo przyjaźniła się z markizą du Châtelet, więc teraz pragnie zająć się jej córką. Sama również mniej więcej w tym samym czasie urodziła dziewczynkę, więc nasza Lili będzie mieć doskonałe towarzystwo. Oczywiście nie można całkowicie zapominać o baronowej Lomont. Ta matrona zawsze się do czegoś wtrąci, aby tylko nie dać spokoju swojej krewnej.

Jean François de Saint-Lambert 
(1716-1803)
drugi - nie mniej znaczący od Woltera - 
kochanek markizy du Châtelet
U Stanislas-Adélaïde du Châtelet bardzo szybko ujawniają się cechy, które posiadała jej matka. Dziewczynka dużo czyta, zaś przybrana matka prowadzi w domu tak zwany „salon”, gdzie spotykają się naukowcy z Paryża. Lili ma więc każdego dnia sposobność obcowania z nauką. Zaprzyjaźnia się także z córką Julie de Bercy – Delphine. Dziewczęta świata poza sobą nie widzą. Zwierzają się sobie wzajemnie z najskrytszych tajemnic. Po rozmaitych perypetiach – już jako panny na wydaniu – trafiają na dwór ówczesnej królowej Marii Leszczyńskiej (1703-1768), której mężem jest Ludwik XV (1710-1774). Dziewczęta przeżywają na dworze swoje wzloty i upadki, jednak ich obecność tam nie trwa zbyt długo.

Z każdym dniem Lili coraz bardziej przypomina matkę, a jej pęd do nauki jest po prostu niewiarygodny. W dodatku dziewczyna odkrywa w sobie jeszcze inny talent. Otóż, doskonale pisze. Jak zatem potoczą się losy córki markizy du Châtelet? Czy jej życie będzie równie rozwiązłe, jak jej matki? Czy ona także odda się swoim namiętnościom i temu, co niesie życie w Paryżu? Czy uda jej się spełnić swoje zawodowe ambicje, pomimo że społeczeństwo patrzy nieprzychylnym okiem na kobiety zajmujące się nauką?

W Córce markizy spotykamy zarówno postacie historyczne, jak i stricte fikcyjne. Nie byłoby bowiem Stanislas-Adélaïde du Châtelet, gdyby nie wyobraźnia Autorki. Na potrzeby powieści Laurel Corona stworzyła całą galerię wymyślonych bohaterów, którzy towarzyszą Lili. Niemniej, osoby, które zapisały się w życiu jej matki również odgrywają tutaj ogromnie ważną rolę. Historia córki markizy du Châtelet może nie porywa, ale z drugiej strony jest w stanie zainteresować czytelnika na tyle, iż ten będzie ją czytać dalej, aż dotrze do końca. Zmieszanie wydarzeń z życia Lili z tym, co przeżywała lata wcześniej jej matka, jest naprawdę doskonałym pomysłem, ponieważ pozwala lepiej zrozumieć główną bohaterkę. Generalnie uważam, że powołanie do życia na kartach książki postaci, która tak naprawdę zmarła we wczesnym wieku dziecięcym, jest czymś wyjątkowym i niespotykanym. Z jednej strony mamy do czynienia z bohaterką autentyczną, bo przecież przez chwilę na tym świecie żyła, zaś z drugiej strony jest ona zupełnie fikcyjna.

Klimat powieści również zasługuje na uwagę. Otoczenie, w jakim funkcjonuje Stanislas-Adélaïde du Châtelet i jej bliscy jest doskonale naszkicowane. Osiemnastowieczna Francja naprawdę robi wrażenie. Dwór Marii Leszczyńskiej jest niezwykle autentyczny. Pojawia się rywalizacja młodych dam nie tylko o względy królowej, ale także kawalerów do wzięcia. Oczywiście każdy związek jest aranżowany, ale przecież gdzieś w tym wszystkim musi też być miejsce na prawdziwą miłość.


Strona tytułowa Institutions de physique


Książkę czyta się naprawdę przyjemnie, lecz tempo akcji jest, jak gdyby nieco spowolnione. Tak naprawdę coś zaczyna się dziać dopiero w połowie powieści. Nie powiem, żeby mi to jakoś specjalnie przeszkadzało, ale jednak zwróciłam na ten element uwagę. Generalnie cieszę się, że trafiłam na Córkę markizy. Moje pozytywne odczucia niekoniecznie są związane z postacią Stanislas-Adélaïde du Châtelet. Bardziej interesuje mnie jej matka, która jest postacią historyczną, a o której do tej pory nie miałam pojęcia, że w ogóle żyła. Ta książka sprawiła, że zaczęłam szukać w literaturze przedmiotu informacji na temat markizy du Châtelet.

Moim zdaniem Émilie była kobietą niezwykle silną pod względem charakteru, i oczywiście wiedzącą, czego tak naprawdę chce od życia. Pomimo społecznego sprzeciwu, potrafiła rozwijać swoje pasje i nie zrażała się tym, co mówią inni. Jej życie osobiste można negować, ponieważ wydaje się, że zasady moralne były jej obce. Ale z drugiej strony żyła w takich czasach i w takim kraju, gdzie namiętności należało zaspokajać, zamiast je od siebie odsuwać. Przypuszczam, że ówczesne społeczeństwo było zdolne naprawdę wiele jej wybaczyć.






8 komentarzy:

  1. Lubię takie historie, więc tę książkę na pewno przeczytam.
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Teraz mam bardziej chętkę na fabułę osadzoną we współczesnych czasach :)

    naczytane.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rynek książki jest tak bogaty, że na pewno coś znajdziesz dla siebie. :-)

      Usuń
  3. Och, kolejna lektura w sam raz dla mnie, dziękuję za podpowiedź! Bohaterka tej książki była niezwykłą kobietą, a o takich lubię czytać najbardziej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko, że to nie jest książka o markizie du Châtelet , a o jej córce, więc nie nastawiaj się na historię opartą na faktach. To czysta fikcja literacka, ponieważ - tak jak napisałam - córka Émilie zmarła w wieku dwóch lat. Ona żyje tylko na kartach książki. :-)

      Usuń
  4. Postać markizy jest mi zupełnie nieznana, a to taka fascynująca i nietuzinkowa kobieta! Sama powieść też wydaje się być interesująca, choć to właściwie fikcja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też do tej pory nie znałam markizy, ale o niej samej w tej książce jest naprawdę niewiele, bo tutaj autorka skupia się na fikcyjnym życiu jej zmarłej córki. Dlatego warto sięgnąć po jakąś biografię matematyczki. :-)

      Usuń