Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

czwartek, 6 listopada 2014

Robert Galbraith (J.K. Rowling) – „Wołanie kukułki” #1














Wydawnictwo: WYDAWNICTWO DOLNOŚLĄSKIE/
GRUPA WYDAWNICZA PUBLICAT S.A.
Wrocław 2013
Tytuł oryginału: The Cuckoo’s Calling
Przekład: Anna Gralak
Cykl/Seria: Cormoran Strike





W kwietniu 2013 roku na brytyjskim rynku wydawniczym ukazał się kryminał zatytułowany Wołanie kukułki autorstwa niejakiego Roberta Galbraitha. Początkowo nikt tak naprawdę nie miał pojęcia, kim jest tajemniczy Autor owego kryminału. Pojawiło się kilka pozytywnych opinii, ale książka raczej nie zachwyciła. Wskaźnik sprzedaży również nie powalił nikogo na kolana. Dlaczego, skoro powieść sama w sobie wcale nie jest zła? I w tym momencie na scenę wychodzi Joanne Kathleen Rowling, która ujawnia prawdę. To ona kryje się pod męskim nazwiskiem! Kiedy już świat obiegła informacja, że to Autorka Harry’ego Pottera jest owym Robertem Galbraithem, wówczas do księgarń ruszyły tłumy. Jaki zatem wniosek? Otóż, nazwisko znaczy dużo więcej niż jakość książki. Pisarz, który już wcześniej zdobył sławę, tworząc bestsellery może pozwolić sobie na napisanie totalnego gniota, a ludzie i tak go kupią, bo przecież liczy się nazwisko! Gdzie tu logika? 

Możliwe, że w tym przypadku J.K. Rowling chciała sprawdzić, ile tak naprawdę warte są jej talent i twórczość. Takie działanie z jednej strony może przynieść pozytywne skutki, oczywiście, jeśli bez względu na wszystko czytelnicy docenią powieść, natomiast z drugiej może rozczarować samego autora, kiedy książka będzie jedynie grzać miejsce na półkach w księgarniach. Nie wiem, jak zachowałabym się na miejscu Rowling, gdyby po tak ogromnym sukcesie, jaki przyniósł jej Harry Potter, nagle okazało się, że praktycznie tylko garstka czytelników chce czytać też inne moje powieści. Zapewne byłoby mi przykro z tego powodu.

Przejdźmy jednak do samej książki, która wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, pomimo że nigdy nie przeczytałam nawet zdania z Harry’ego Pottera. Jak wiadomo, głównym bohaterem Wołania kukułki jest prywatny detektyw – Cormoran Strike. Nie jest przystojny, a do tego nie wiedzie mu się najlepiej. Można odnieść wrażenie, że z góry jest skazany na porażkę. Jego agencja nie cieszy się zbyt dużą popularnością, a zleceń ma jak na lekarstwo. W dodatku jego życie prywatne też nie układa się najlepiej, bo właśnie w dość burzliwych okolicznościach rozstał się ze swoją długoletnią partnerką. Ich związek przypominał poligon, gdzie co rusz dochodzi do jakichś wybuchów. Nie można powiedzieć, że Cormorana to nie obeszło, bo obeszło i to nawet bardzo. Pomimo że facet może sprawiać zupełnie inne wrażenie, to jednak – jak każdy – posiada uczucia i też cierpi na swój własny sposób.

Cormoran Strike podczas służby w Afganistanie stracił połowę nogi i w związku z tym był zmuszony pożegnać się z wojskiem. W dodatku kulą u nogi jest mu własny ojciec, który jest sławnym muzykiem. Chociaż detektyw nie nosi jego nazwiska, to i tak każdy, kto wie o jego pochodzeniu, nie omieszka o tym wspomnieć, co przez lata stało się niesamowicie irytujące dla naszego bohatera. Cormoran nie chce mieć nic wspólnego ze sławnym rodzicielem, więc wszelkie wzmianki na jego temat traktuje milczeniem albo po prostu odpowiada na nie stosownie do sytuacji.

Pewnego dnia do agencji Cormorana trafia niejaka Robin Ellacott. Dziewczyna właśnie przeprowadziła się do Londynu, gdzie obecnie mieszka ze swoim narzeczonym. Ponieważ jest na etapie poszukiwania pracy, „Tymczasowe Rozwiązanie”, czyli coś na kształt naszego Urzędu Pracy, skierowało ją właśnie do agencji detektywistycznej Strike’a. Jak długo Robin zagrzeje tam miejsce? Czy Cormorana będzie stać na to, aby móc ją zatrzymać i wypłacać pensję, skoro jego agencja stroi na skraju bankructwa? Z pewnością czas pokaże.

Któregoś dnia Cormorana Strike’a odwiedza bogaty prawnik – John Bristow. Nowy klient wcale nie jest Cormoranowi obcy. To ktoś z jego przeszłości. Czego zatem chce Bristow? Otóż, kilka miesięcy temu w dramatycznych okolicznościach życie straciła jego młodsza, adoptowana siostra. Była niezwykle sławną modelką o olśniewającej urodzie i oto którejś nocy po prostu wypadła z okna swojego mieszkania, skręcając kark. Policja jednoznacznie stwierdziła, że to było samobójstwo, a Lula Landry była chora psychicznie. Z kolei brat modelki za nic nie chce pogodzić się z taką wersją wydarzeń, dlatego zatrudnia Cormorana Strike’a, aby ten pomógł mu poznać prawdę. Czy faktycznie Lulę Landry ktoś zamordował, wypychając ją przez okno? A może policja jednak miała rację i modelka sama odebrała sobie życie? I tak oto rozpoczyna się śledztwo, a nasz Sherlock Holmes stopniowo dochodzi do prawdy, która może okazać się bardzo niebezpieczna.

Po przeczytaniu Jedwabnika, którego akcja rozgrywa się w środowisku pisarzy, bardzo chciałam sięgnąć też po Wołanie kukułki. Tym razem Autorka zabiera nas w świat celebrytów, gdzie prym wiodą muzycy i przedstawiciele świata mody. To środowisko opisane jest dosyć dobrze. Nie brak w nim na przykład upierdliwych paparazzi, którzy skutecznie potrafią zatruć życie osobom z pierwszych stron gazet.

Powieść zawiera kilka kluczowych elementów, na które należałoby zwrócić szczególną uwagę. Chodzi oczywiście o fabułę, tempo akcji oraz samych bohaterów. Generalnie to wszystko jest bez zastrzeżeń, lecz mimo to odniosłam wrażenie, że J.K. Rowling, skupiając się na wątku kryminalnym, jak gdyby zapomniała o życiu prywatnym Cormorana Strike’a. Jak już wspomniałam, facet przechodzi załamanie, bo porzuciła go dziewczyna. Dodam, że to już któryś raz z kolei, więc Strike powinien być przyzwyczajony do takich sytuacji. Niemniej, tym razem wygląda na to, że nie ma już powrotu do tego, co było. I właśnie tutaj pojawia się problem, bo tak naprawdę nie znamy powodu, dla którego ten związek się rozpadł ostatecznie. Możliwe, że dowiemy się tego w którejś z kolejnych części. J.K. Rowling nie szczędzi także na poczuciu humoru, co stanowi ogromny walor tego kryminału.

Jeśli chodzi o przewidywalność, to brak jej w tej powieści. Czytelnik praktycznie nie jest w stanie do samego końca odgadnąć zakończenia. W moim przypadku sprawa przedstawiała się trochę inaczej, bo najpierw przeczytałam Jedwabnika, gdzie Autorka zdradziła to i owo z Wołania kukułki, więc czytałam, znając już niektóre okoliczności śmierci Luli Landry. Ponieważ jestem dość wyrozumiałym czytelnikiem, starałam się nie zwracać na to uwagi.

Pomimo że nie przepadam za Londynem, gdyż wydaje mi się zbyt zatłoczony i za bardzo tętniący życiem, a ja takich miejsc po prostu nie lubię, to jednak ten opisany przez J.K. Rowling bardzo mi się podobał. Z kolei jeśli chodzi o bohaterów, to oprócz Cormorana Strike’a, polubiłam także jego asystentkę i przyznam, że gdybym nie przeczytała wcześniej Jedwabnika, to zapewne wciąż zastanawiałabym się, jaka będzie jej przyszłość w agencji detektywistycznej. Czy Robin w niej zostanie? Czy Strike doceni jej profesjonalizm i poświęcenie dla pracy? Czy w końcu zatrzyma ją przy sobie, bo gdzie znajdzie drugą tak świetną dziewczynę, która niczego się nie boi, a jej inteligencja powala na kolana? Cormoran Strike byłby głupi, gdyby chciał się jej pozbyć. Pozostali bohaterowie również na swój sposób wydają się oryginalni. Podobnie jak w przypadku Jedwabnika, tutaj także każdy może być podejrzany albo niewinny.

Czy polecam Wołanie kukułki? Owszem, polecam. Pomimo że na co dzień preferuję zupełnie inny rodzaj literatury, to jednak J.K. Rowling naprawdę mnie ujęła swoją twórczością adresowaną do dorosłych czytelników. Mam nadzieję, że Trafny wybór, po który zamierzam sięgnąć już w najbliższym czasie, spodoba mi się równie mocno jak te dwa tomy z kryminalnej serii o Cormoranie Strike’u.









6 komentarzy:

  1. Lubię kryminały i ten mi się podobał. Bohater przypadł mi do gustu, nie jest to Poirot, ale wzbudza we mnie ciepłe uczucia, po "Jedwabnika" MUSZĘ sięgnąc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś w tej lepszej sytuacji, bo najpierw czytałaś "Wołanie kukułki". Ja czytałam od końca, więc już niektóre fakty znałam, bo w "Jedwabniku" są zdradzone. Gdybym jednak miała porównać obydwie książki, to "Jedwabnik" bardziej mi się podobał. :-)

      Usuń
  2. Bardzo mi się podobała ta książka i niecierpliwie poszukuję "Jedwabnika" :)

    http://pasion-libros.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że uda Ci się już niedługo znaleźć "Jedwabnika". A zatem miłej lektury! :-)

      Usuń
  3. Jeszcze nie czytałam, ale mam w planach od momentu, kiedy tylko ta książka ukazała się w zapowiedziach, czyli od tamtego roku :D Na razie mi z nią nie po drodze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na wszystko przychodzi czas, więc i na "Wołanie kukułki" przyjdzie. :-)

      Usuń