Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

środa, 15 lutego 2017

Steve Berry – „Zagadka aleksandryjska” # 2













Wydawnictwo: SONIA DRAGA
Katowice 2013
Tytuł oryginału: The Alexandria Link
Przekład: Cezary Murawski
Seria: Cotton Malone




Aleksandria – jedno z największych miast starożytnego świata – została założona przez Aleksandra Wielkiego zwanego też Macedońskim (356-323 p.n.e.). Było to tuż po tym, jak podbił Egipt w 332 roku przed naszą erą. Po śmierci Aleksandra Macedońskiego, która nastąpiła w Babilonie w 323 roku przed naszą erą, Egipt przeszedł pod władanie jednego z adiutantów Aleksandra – Ptolemeusza I (367-283 p.n.e.). To właśnie Ptolemeusz na nowo zajął się tworzeniem Aleksandrii, która miała zastąpić dotychczasową stolicę Egiptu – Memfis. Fakt ten stał się początkiem Aleksandrii. Ptolemeusze byli świadomi tego, że żadna dynastia nie może przetrwać bez wsparcia swoich poddanych. Tak więc już na samym początku ptolemeuszowscy królowie starali się legitymować swoją władzę na różne sposoby, w tym przybierając tytuł faraona i rozpoczynając grecko-rzymski kult boga Serapisa, który stał się opiekunem nauki. Był to całkiem dobry sposób, aby pokazać własne bogactwo. To właśnie ten patron sprawił, że zaczęto podejmować działania zmierzające do powstania Wielkiej Biblioteki Aleksandryjskiej, która przez wieki była jedną z największych i najważniejszych bibliotek starożytnego świata. Ówcześni wielcy myśliciele, naukowcy, matematycy i poeci reprezentujący różne cywilizacje korzystali z Biblioteki Aleksandryjskiej celem wzajemnej wymiany naukowych pomysłów. Na półkach biblioteki znajdowało się aż siedemset tysięcy woluminów. Niemniej biblioteka nie zdołała oprzeć się skutkom jednej z największych tragedii, jaka dotknęła świat akademicki. Naukowcy wciąż nie potrafią zrozumieć, w jaki sposób została ona zniszczona.

Być może jednym z najbardziej interesujących aspektów dotyczących zniszczenia Biblioteki Aleksandryjskiej jest utrata dzieł rzymskich pisarzy. Według wielu autorów, biblioteka została zupełnie przypadkowo zniszczona przez Juliusza Cezara (102-44 p.n.e.), a było to w czasie oblężenia Aleksandrii w 48 roku przed naszą erą. Grecki historyk Plutarch z Cheronei (50-125) tak oto pisze o tamtym wydarzeniu:

Kiedy wróg próbował odciąć jego [Juliusza Cezara] floty, ten został zmuszony do odparcia zagrożenia przy użyciu ognia, który rozprzestrzenił się od strony portu i zniszczył wielką bibliotekę.

(Plutach, Żywot Juliusza Cezara, 49.6)*
                                                        

Tak w XIX wieku wyobrażano sobie wnętrze
starożytnej Biblioteki Aleksandryjskiej.


Można jednak przypuszczać, że powyższa teoria nie jest prawdziwa, ponieważ Muzeum Aleksandryjskie znajdujące się w Aleksandrii niedaleko biblioteki zostało nietknięte, o czym około trzydzieści lat po oblężeniu Aleksandrii przez Cezara wspomina grecki geograf i historyk Strabon (ok. 63 p.n.e.-ok. 24 n.e.). Z drugiej strony jednak Strabon nie wymienia Biblioteki Aleksandryjskiej w kontekście jej usytuowania w samej Aleksandrii, wspierając tym samym stwierdzenie, że to właśnie Juliusz Cezar ponosił odpowiedzialność za jej spalenie. Niemniej biblioteka znajdowała się w pobliżu Muzeum Aleksandryjskiego, o czym wspomina ten sam geograf. Możliwe jest zatem, że istniała ona jeszcze w czasach Strabona. Z drugiej strony jednak kwestię pominięcia jej przez geografa można przypisać temu, iż nie uważał jej za równie ważną jak Muzeum Aleksandryjskie, bądź też w tamtych czasach biblioteka nie stanowiła centrum naukowego, co wydaje się bardzo prawdopodobne. Ponadto sugerowano też, że biblioteki w ogóle tam nie było, a w pobliżu portu znajdowały się tylko jakieś magazyny, gdzie przechowywano rękopisy, które zostały zniszczone przez pożar wzniecony przez Juliusza Cezara.

Niektórzy przypuszczają, że sprawcami zniszczenia Biblioteki Aleksandryjskiej byli chrześcijanie żyjący w IV wieku naszej ery. W 391 roku cesarz Teodozjusz I Wielki (347-395) wydał bowiem oficjalny dekret, na mocy którego zakazywał jakichkolwiek praktyk pogańskich. Tak więc świątynia boga Serapisa znajdująca się w Aleksandrii została zniszczona. Niemniej nie była to Biblioteka Aleksandryjska, czy jakakolwiek inna budowla tego rodzaju. Ponadto żadne starożytne źródła w ogóle nie wspominają o tym, jakoby w tamtym czasie zniszczeniu uległa jakaś biblioteka. Dlatego też nie ma de facto dowodów na to, aby to chrześcijanie żyjący w IV wieku stali za unicestwieniem Biblioteki Aleksandryjskiej, co oczywiście podważa wysuniętą powyżej tezę.


A tak dziś wygląda Biblioteka Aleksandryjska, której uroczyste otwarcie
odbyło się w 2002 roku. Gmach znajduje się blisko miejsca, gdzie prawdopodobnie
mieściła się starożytna Biblioteka Aleksandryjska.

fot. Moushira
źródło


Ostatnim możliwym sprawcą dokonania tego przestępstwa mógł być muzułmański kalif Umar ibn al-Chattab (ok. 591-644). Według legendy niejaki John Grammaticus (490-570) miał poprosić Amra – generała zwycięskiej armii muzułmańskiej – o książki z królewskiej biblioteki. Wtedy generał napisał do kalifa, chcąc uzyskać instrukcje dotyczące owych książek. Umar ibn al-Chattab odpowiedział mu takimi oto słowami: Jeśli te książki zawierają to samo co Koran, to są nam niepotrzebne, ale jeżeli są one przeciwne Koranowi, wówczas trzeba je zniszczyć. Nasuwają się zatem dwa wnioski z tej historii. Po pierwsze, nie ma żadnej wzmianki o jakiejkolwiek bibliotece, a jedynie o książkach. Po drugie, przekaz ten pochodzi od pisarza, który był syryjskim chrześcijaninem, więc mógł w ten sposób chcieć pogrążyć dobry wizerunek muzułmańskiego kalifa.

Niestety, archeologia jak do tej pory nie jest w stanie przyczynić się w istotny sposób do odkrycia niniejszej tajemnicy. Bardzo rzadko odnajduje się papirusy, które pochodziłyby z Aleksandrii tamtych czasów. Powodem tak nielicznych odkryć mogą być najprawdopodobniej warunki klimatyczne, które niekorzystnie wpływały na zachowanie się materiału organicznego. Inną sprawą natomiast jest fakt, że nie odkryto nawet ruin biblioteki w Aleksandrii. Powodem takiej sytuacji jest to, że Aleksandrię wciąż zamieszkują ludzie, którzy bezwiednie mogli zniszczyć dowody istnienia Biblioteki Aleksandryjskiej, więc na chwilę obecną można już tylko liczyć na ocalałe wykopaliska, którymi zajmują się archeolodzy.

Książę Burgundii Filip III Dobry  
założyciel Zakonu Złotego Runa
Zakon ten odgrywa w powieści
bardzo ważną rolę. 
Portret został namalowany
około 1450 roku.
autor: Rogier van der Weyden
(ok. 1400-1464)
Zakładając jednak, że Biblioteka Aleksandryjska naprawdę istniała, jej ewentualne zniszczenie można przypisywać winie jednego człowieka lub grupy ludzi. Faktem jest, że wielu uważa ją za największą bibliotekę starożytnego świata, co nadmiernie upraszcza całą sprawę. Biblioteka nie mogła jednak pójść z dymem w całości, lecz wraz z upływem czasu mogły zanikać jej poszczególne elementy. Jeśli biblioteka faktycznie została stworzona celem podniesienia prestiżu i wyeksponowania bogactwa dynastii Ptolemeuszy, to ich późniejszy upadek mógł również wpłynąć na niekorzystne zawirowania gospodarcze na tamtym terenie. Na przestrzeni wieków Egipt Ptolemeuszy stopniowo zmniejszał swoje znaczenie, co także mogło mieć wpływ na stan Biblioteki Aleksandryjskiej. Jeśli więc biblioteka rzeczywiście przetrwała do pierwszych wieków naszej ery, to jej złote lata przypadłyby na czas, kiedy to Rzym stał się nowym centrum świata.

Starożytna Biblioteka Aleksandryjska to także główny motyw drugiego tomu serii, której głównym bohaterem jest były pracownik Departamentu Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych i agent biura Magellan Billet połączonego z rządem amerykańskim. Jak wiemy z części pierwszej Dziedzictwo templariuszy, Cotton Malone miał już dosyć pracy, która przyprawiała go o niesamowity stres, a w dodatku stała się przyczyną rozbicia jego małżeństwa. W związku z tym pewnego dnia podjął decyzję, że definitywnie porzuca swoją profesję i wyjeżdża na stałe do Danii. W Kopenhadze otworzył dobrze prosperujący antykwariat. Książki od lat były jego pasją, więc czuje się w tym biznesie jak ryba w wodzie. Niestety, bardzo szybko okazało się, że przeszłość upomniała się o naszego czterdziestoośmioletniego emeryta. Trzeba było zatem porzucić spokojne życie wśród woluminów i wyruszyć w drogę, aby rozwikłać trudną i niebezpieczną zagadkę związaną z Zakonem Templariuszy i osobą ostatniego Wielkiego Mistrza, jakim był Jakub de Molay (ok. 1244-1314).

Tym razem Cotton Malone zostaje zmuszony do podjęcia ryzyka w celu odnalezienia antycznej Biblioteki Aleksandryjskiej, która tak naprawdę nie wiadomo czy w ogóle istnieje albo czy zachowały się jakieś jej resztki. Są jednak tacy, którzy wierzą głęboko, że nie została ona zniszczona, a jej zasoby warte są fortunę. Zacznijmy od tego, że pewnego październikowego dnia przed drzwiami kopenhaskiego mieszkania Cottona Malone’a staje jego była żona Pam i ze łzami w oczach, które spowodowane są nie tylko rozpaczą, ale także ogromną wściekłością, oznajmia swojemu byłemu mężowi, że ich nastoletni syn Gary został właśnie porwany przez jakichś tajemniczych ludzi, którzy grożą, że zabiją chłopca, jeśli ona lub Cotton zawiadomią policję. Mało tego. Nasz były agent praktycznie natychmiast dostaje wiadomość, że na odnalezienie Biblioteki Aleksandryjskiej, zwanej tutaj aleksandryjskim ogniwem, ma jedynie siedemdziesiąt dwie godziny. Po upływie tego czasu Gary Malone zginie, a cała wina spadnie na jego ojca, jeśli ten nie wywiąże się z zadania.

Wydanie z 2016 roku
Okazuje się także, że w całą tę sprawę wmieszany jest pewien Palestyńczyk, którego Cotton Malone ochraniał dokładnie pięć lat wcześniej. Mężczyzną tym jest badacz Biblii, który posiada naprawdę rozległą wiedzę na temat Starego Testamentu. Dlaczego zatem stanowi zagrożenie? Kim są ludzie, którzy chcą się go pozbyć już od kilku lat? Czy tym razem człowiek ten zdoła ujść z życiem? Co takiego dźwiga na swoich barkach, że nie potrafi już funkcjonować bez dręczących go wyrzutów sumienia? Niemniej Palestyńczyk nie jest jedynym ogniwem w całej tej zagmatwanej historii. Cotton Malone stopniowo orientuje się, że afera jest znacznie poważniejsza niż mogłoby się z pozoru wydawać. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują bowiem, że jest to sprawa polityczna zakrojona na szeroką skalę. Odkryte przez Cottona ślady prowadzą także do izraelskiego wywiadu (MOSAD) oraz do Białego Domu. W obliczu ogromnego niebezpieczeństwa staje również sam prezydent Stanów Zjednoczonych.

I tak oto Cotton Malone wraz z byłą żoną ruszają w podróż, która ma im zająć nie więcej niż siedemdziesiąt dwie godziny. W innym razie ich syn zostanie zamordowany. Czy uda im się ocalić chłopca? Jak poradzą sobie z uprzedzeniami wobec siebie nawzajem? Przecież nie od dziś wiadomo, że nie darzą się wzajemnie sympatią. Czasami też można odnieść wrażenie, że oni wręcz czują nienawiść na samą myśl o tej drugiej osobie. Pam Malone wciąż nie może wybaczyć i zapomnieć o zdradach Cottona oraz o jego ciągłych nieobecnościach w domu, kiedy ten pracował jeszcze jako agent wywiadu. Z kolei Malone nadal ma w pamięci słowa, jakie padły z ust byłej żony w odniesieniu do ich syna. To było całkiem niedawno, więc trudno jest zapomnieć, zważywszy że odkryły one kłamstwo, w jakim nasz bohater żył przez długie lata. Teraz jednak będą musieli połączyć siły i zawalczyć o życie ich syna. Ale czy mogą ufać sobie wzajemnie? Może nagłe pojawienie się Pam w życiu Cottona wcale nie jest przypadkowe? Może ktoś to zaplanował, wykorzystując kobietę do swoich niecnych celów? Czy zatem Cotton jest w niebezpieczeństwie, którego się nie spodziewa, a przynajmniej nie ze strony swojej byłej żony?

Jedno z wydań anglojęzycznych
Wyd. HODDER & STOUGHTON
grudzień 2007
Steve Berry to amerykański autor, który specjalizuje się w thrillerach szpiegowskich, których fabuła oparta jest na wątkach historycznych. Jego książki z reguły czyta się jednym tchem i naprawdę nie można się od nich oderwać. Przynajmniej tak jest w moim przypadku. Tym razem wraz z bohaterami czytelnik podróżuje praktycznie po całym świecie. Autor zabiera nas nie tylko do Kopenhagi, gdzie widzimy, jak dorobek życia Cottona Malone’a idzie z dymem, ale też jesteśmy świadkami tego, co dzieje się z bohaterami w Anglii, Portugalii, Austrii oraz na Półwyspie Synaj, nie mówiąc już o Stanach Zjednoczonych, na terenie których do akcji wkracza była szefowa Cottona – Stephanie Nelle. Kobieta sama również znajduje się w ogromnym niebezpieczeństwie, a tajemnice, jakie odkrywa podczas swojego dochodzenia mogą przyprawić o dreszcz przerażenia.

Zagadka aleksandryjska to powieść, która trzyma w napięciu do ostatniej strony. Następują zwroty akcji, których czytelnik nie jest w stanie przewidzieć. Bohaterowie, którzy wydają się być pozytywnymi charakterami nieoczekiwanie stają się bestiami i nie ma dla nich żadnych świętości. Z kolei bestie nagle okazują się ludźmi zdolnymi narażać życie, aby tylko zapobiec tragedii. Książka jest zatem doskonałą lekturą zarówno dla tych czytelników, którzy lubią historię (sporo w niej informacji zaczerpniętych ze źródeł historycznych), jak i dla tych, którzy cenią sobie powieści akcji z dużą dawką niebezpieczeństwa i nieprzewidywalności. Oczywiście Steve Berry tak kieruje linią fabularną, aby w jakiś logiczny sposób wyjaśnić tajemnicę Biblioteki Aleksandryjskiej. Bardzo ciekawe jest także wkomponowanie do fabuły motywu Zakonu Złotego Runa, czyli rycerskiego zakonu założonego przez Filipa III Dobrego (1396-1467). Książę Burgundii założył go w 1430 roku, czyniąc go jednym z największych zakonów w Europie. Po jakimś czasie Zakon Złotego Runa podzielił się na gałąź hiszpańską i austriacką. W powieści czytelnik spotyka odłam austriacki.

Jak już wspomniałam wyżej, takich odniesień historycznych jest naprawdę sporo. Na przykład pojawiają się też listy, jakie wymieniali między sobą święci Hieronim ze Strydonu (między 331 a 347-ok. 420) i Augustyn z Hippony (354-430), czyli dwaj wybitni doktorzy Kościoła Katolickiego. Co zatem łączyło tych dwóch świętych z Biblioteką Aleksandryjską? Tak więc książka naprawdę jest godna uwagi, o czym może świadczyć fakt, że w Polsce była już wznawiana kilka razy, a czytelnicy wciąż chętnie sięgają nie tylko po Zagadkę aleksandryjską, ale również po inne powieści Steve’a Berry’ego.








Z angielskiego przełożyła Agnes A. Rose.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.