Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

poniedziałek, 13 lipca 2015

Judith Lennox – „Ostatni taniec”













Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 2015
Tytuł oryginału: One Last Dance
Przekład: Magdalena Rychlik





Stare domy zazwyczaj kojarzą mi się z ogromnym bogactwem, ale nie takim materialnym, tylko bardziej duchowym. Zawsze, kiedy odwiedzam jakąś wiekową budowlę – czy to dworek/zamek, czy to zwyczajny, wielopokoleniowy dom – zastanawiam się nad historią tego miejsca. Przecież mury takiego domu musiały niejedno „widzieć” i niejedno „słyszeć”. Przez dziesiątki, a może nawet setki lat były świadkami zmieniającej się rzeczywistości, a ludzie, którzy tam mieszkali przeżywali swoje radości i smutki. Mury takiego wiekowego domostwa mogłyby nam opowiedzieć naprawdę wiele ciekawych historii dotyczących jego mieszkańców. W zależności od tego, ile lat liczy sobie dom, nasza wyobraźnia może podsuwać nam rozmaite obrazy, jak na przykład bale, które zapewne się tam odbywały, albo sceny sprzeczek pomiędzy małżonkami, albo też zabawy rozbrykanych i szczęśliwych dzieciaków. Ale przecież mieszkańcy takiego domu przeżywali w nim nie tylko szczęśliwe dni. Zapewne zagościła tam również śmierć i rozpacz po stracie bliskich na przykład na skutek wybuchu jednej czy drugiej wojny światowej. Mogło też zostać popełnione tam morderstwo, którego nigdy nie wyjaśniono lub ktoś w akcie rozpaczy mógł popełnić samobójstwo.

Wyobraźmy sobie zatem wiekową, wiejską posiadłość, której historia sięga jeszcze czasów panowania dynastii Tudorów. Ta niezwykle mroczna posiadłość znajduje się w angielskim hrabstwie Devon i położona jest nad jednym z morskich akwenów, gdzie wiatr wciąż tańczy w gałęziach drzew. Rzeczona posiadłość nosi nazwę Rosindell i od wieków należy do rodziny o nazwisku Reddaway. Prawda jest taka, że członkowie tegoż rodu jakoś nigdy nie wzbudzali powszechnej sympatii wśród sąsiadów. Ludzie, którzy ich znali, zwykli twierdzić, że byli oni wyjątkowo trudni we współżyciu, a niektórzy z nich nawet strzelali do „intruzów”.

A zatem mamy rok 1974. We wrześniu tegoż roku Esme Godwin kończy siedemdziesiąt pięć lat. Z tej okazji córka jubilatki pragnie urządzić swojej matce wielkie urodzinowe przyjęcie. Zoe chce, aby uczestniczyła w nim cała rodzina, oczywiście jeśli tylko Esme wyrazi na to zgodę. Ale czy tak się stanie, skoro w minionych latach wydarzyło się tak wiele zła, że aż trudno to sobie wyobrazić? Niektóre osoby odpowiedzialne za wyrządzone Esme krzywdy odeszły już z tego świata. Niemniej ci, którzy zostali wciąż noszą w sobie żal i wyrzuty sumienia, a tajemnice z przeszłości nadal nie są do końca odkryte. Przygotowując się do przyjęcia, Esme Godwin bezustannie sięga pamięcią w przeszłość. Widzi obrazy, które do dzisiaj nie pozwalają jej spokojnie żyć. Tak wiele się wydarzyło. Tak wielu ludzi skrzywdzono. Czy można cokolwiek jeszcze naprawić? I tak oto cofamy się do roku 1917, kiedy wszystko tak naprawdę się zaczęło…

Świat ogarnięty jest dramatem pierwszej wojny światowej. Devlin Reddaway jest jednym z wielu młodych brytyjskich żołnierzy, którzy walczą we Francji. Natychmiast po wybuchu wojny zaciągnął się do armii i teraz ofiarnie służy ojczyźnie. Kiedy dostaje kilka wolnych dni jakoś nie za bardzo chce wracać do rodzinnej posiadłości. Nigdy nie potrafił dogadać się ojcem, który budzi powszechną antypatię. Sąsiadami Reddawayów są Langdonowie, którzy mieszkają w rezydencji na Belgrave Square. Obydwie rodziny niespecjalnie za sobą przepadają. Charles Langdon jest właścicielem miejscowej stoczni i ojcem trojga dzieci: pięknej i wyrafinowanej Camili, dość przystojnego i tryskającego poczuciem humoru Toma oraz zupełnie przeciętnej Esme. Nie dziwi więc fakt, że to właśnie Camila wciąż zwraca na siebie uwagę mężczyzn. Devlin nie jest wyjątkiem. Któregoś dnia on również daje się oczarować starszej z panien Langdon. Ponieważ trwa wojna, Camila pracuje w szpitalu, gdzie opatruje rannych żołnierzy. Wygląda na to, że Devlin nie jest jej obojętny. Obydwoje mają jednak zbyt mało czasu na to, aby ich uczucie mogło się rozwinąć. Pozwalają sobie jedynie na ukradkowe spotkania w tajemnicy przed rodziną. Kiedy pewnego dnia Devlin po przepustce znów wyjeżdża na front, pod wpływem jakiegoś wewnętrznego impulsu oświadcza się Camili, która oczywiście zgadza się zostać jego żoną. A zatem Devlin wraca na front szczęśliwy i pewny, że po zakończeniu wojny ożeni się ze swoją ukochaną i razem stworzą wspaniałą i kochającą się rodzinę. Pragnie też dołożyć wszelkich starań, aby do stanu świetności przywrócić Rosindell, którą jego ojciec poważnie zaniedbał. Ta posiadłość jest dla niego niezmiernie ważna i nie wyobraża sobie, żeby mógł ją porzucić i zamieszkać w jakimś innym miejscu. Niestety, kiedy kończy się wojna i Devlin Reddaway wraca do domu poraniony, okazuje się, że jego ukochana właśnie szykuje się do ślubu z innym mężczyzną…

Wyd. HEADLINE REVIEW
Londyn 2014
Judith Lennox swoją twórczością zachwyciła mnie przy okazji lektury powieści Krok w nieznane. Pomimo że generalnie Autorka kojarzona jest z romansami historycznymi, to jednak nie potrafię się z tym zaszufladkowaniem zgodzić. Według mnie Judith Lennox jest pisarką, która tworzy piękne powieści obyczajowe z naciskiem na sagi rodzinne, których akcja trwa przez wiele długich lat i obejmuje kilka pokoleń tych samych rodzin. Ostatni taniec jest tego doskonałym potwierdzeniem. W tej powieści czytelnik spotyka dwie rodziny, które generalnie nie pałają do siebie uczuciem sympatii, ale względnie tolerują siebie nawzajem. Chyba nie mają innego wyjścia, skoro przyszło im mieszkać tak blisko siebie.

Fabuła książki jest skonstruowana tak, że czytelnik nie potrafi się od powieści oderwać. Gdybym miała jednym zdaniem określić, o czym traktuje Ostatni taniec, to napisałabym, że o chorobliwej zazdrości. Jedna z bohaterek to taki przysłowiowy pies ogrodnika, który sam nie chce, ale komuś też nie da. Tak więc na pierwszy plan wysuwają się dwie siostry. Jedna jest piękna niczym księżniczka z bajki i budzi powszechny zachwyt, spadając zawsze na cztery łapy, nawet jeśli wplącze się w jakąś niezbyt przyjemną sytuację. Z kolei druga to typowy niedowartościowany kopciuszek, który od dziecka żyje w cieniu swojej siostry. A zatem kiedy księżniczka dopuszcza się zdrady i łamie dane słowo, wówczas nasz kopciuszek biegnie na pomoc, aby pocieszyć i uleczyć złamane serce Devlina. Okazuje się bowiem, że Esme od kilku lat jest bez pamięci zakochana w swoim sąsiedzie, lecz nigdy nie miała odwagi, aby odkryć przed nim swoje uczucia. W końcu jednak dochodzi do tego, że Esme zostaje żoną Devlina i staje się panią w Rosindell. Czy zatem odnajdzie tam szczęście, a mąż w końcu ją pokocha i zapomni o pięknej szwagierce, która złamała mu serce? A co z Camilą? Jak ona zareaguje na wiadomość o ślubie siostry z mężczyzną, który jeszcze niedawno pragnął się z nią ożenić? Dlaczego Devlin zdecydował się na małżeństwo z mało atrakcyjną dziewczyną, skoro do szaleństwa kochał inną, piękniejszą? Czy kryje się za tym jakiś sekret, który wyjdzie na jaw dopiero po latach?

Akcja powieści obejmuje dokładnie pięćdziesiąt siedem lat, a więc tych wydarzeń rozgrywających się na jej kartach jest całkiem sporo. Tak naprawdę spotykamy tutaj cztery pokolenia, które wciąż dotykają jakieś życiowe tragedie, a to wszystko za sprawą tylko i wyłącznie jednej osoby. Gdyby nie ona, nasi bohaterowie byliby szczęśliwi i mogliby wieść wspaniałe życie w niezwykle malowniczym zakątku hrabstwa Devon. Z drugiej strony jednak pomimo tych wszystkich nieszczęść, poszczególni bohaterowie robią, co tylko jest w ich mocy, aby ich życie wyglądało w miarę normalnie, choć zawiedzione nadzieje i niespełnione marzenia wciąż popychają ich ku podejmowaniu decyzji, których konsekwencje niestety będą bardzo bolesne. Kłamstwa i niedopowiedzenia ostatecznie sprawią, że ci, którzy są najmniej wszystkiemu winni, najbardziej będą cierpieć.

Jak to już zazwyczaj bywa w powieściach obyczajowych, za wyrządzone zło kiedyś trzeba będzie zapłacić. Tylko czy ktoś, kto przez całe życie był egoistą i myślał jedynie o sobie będzie zdolny na łożu śmierci poczuć z tego powodu jakiekolwiek wyrzuty sumienia? Wiele rzeczy zostanie też zabranych do grobu i tak naprawdę niektórzy nigdy nie dowiedzą się, jaka była prawda. Z kolei inni bohaterowie pomimo bezustannych przeciwności losu i ciągłego dźwigania brzemienia kłamstw będą w stanie ułożyć sobie życie, lecz z dala od rodzinnego domu. Czy to pozwoli im zapomnieć? Wybaczyć?

Ostatni taniec to według mnie przepiękna opowieść, którą chętnie widziałabym na ekranie. Nie jest ani płytka, ani też niedopracowana, jak próbują niektórzy wykazać, być może kierowani wstydem, że w ogóle sięgają po tego typu książki. W tej powieści nie chodzi jedynie o romanse pomiędzy poszczególnymi bohaterami. Pojawia się wiele tajemnic i niedopowiedzeń, a wręcz perfidnych kłamstw. W dodatku niektórzy mieszkańcy posiadłości Rosindell uparcie twierdzą, że w tym wiekowym domu zwyczajnie straszy i generalnie nad jego mieszkańcami wisi jakieś fatum. Ostatni taniec to także powieść o zemście, której tak naprawdę można dokonać nawet wiele lat po doznaniu upokorzenia. Ktoś kiedyś próbował w sposób perfidny wejść w posiadanie Rosindell, naiwnie myśląc, że stanie się niezwykle zamożną osobą. Niestety, w najmniej spodziewanym momencie sprawy wyszły na jaw, więc wtedy pozostała już tylko zemsta, której dokonanie po latach przeszło na kolejne pokolenie. Jak widać tych wątków jest w książce całkiem sporo, natomiast doskonałe pióro Judith Lennox sprawia, że historię Langdonów i Reddawayów czyta się jednym tchem. 

Jeśli jeszcze nie wiecie, czy sięgnąć po Ostatni taniec, to podpowiem Wam, że powieść w pewnym sensie przypomina twórczość Kate Morton, a szczególnie jej Dom w Riverton, gdzie również czytelnik ma do czynienia z tajemnicami ukrytymi w murach bardzo starej posiadłości. Natomiast jeśli lubicie serial Downton Abbey, to ta lektura jest dla Was obowiązkowa.









4 komentarze:

  1. Zastanawiałam się "czytać, nie czytać" ale po takiej opinii odpowiedź jest prosta: muszę przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie czytałam takich powieści, ale zaintrygowałaś mnie. Moje podejście do takich wielopokoleniowych książek skończyła się na przeczytaniu połowy "Na wschód od Edenu", którego nie skończyłam. Też zawsze fascynuje mnie, ile osób mieszkało w danym domu, jakie były historie ich rodzin, a czasami myślę w ten sposób o przedmiotach :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta książka to coś dla mnie. Moim ulubionym gatunkiem są książki o rodzinnych tajemnicach, sagi rodzinne :)
    Okładka też hipnotyzuje :)
    Moje-ukochane-czytadelka

    OdpowiedzUsuń
  4. Romanse, kłamstwa i tajemnice- coś dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.