Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

piątek, 24 lipca 2015

Agnieszka Wojdowicz – „Niepokorne. Klara” # 2












Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. 
Dziękuję!



Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA
Warszawa 2015



Mieszkańcom Krakowa ulica Dolnych Młynów zapewne kojarzy się z fabryką papierosów wybudowaną za czasów austriackich, która funkcjonowała jeszcze na przełomie XX i XXI wieku jako Zakłady Tytoniowe Philip Morris. Okolice fabryki doskonale opisał Kornel Filipowicz (1913-1990) w swojej książce z 1955 roku zatytułowanej Ulica Gołębia. Jednym z bohaterów tej pokoleniowej powieści jest student Michał, który wynajmuje pokój w domu znajdującym się w rejonie rzeczonej fabryki papierosów. A zatem Kornel Filipowicz pisze tak: „Jednopiętrowy dom przy ulicy Dolnych Młynów, z szerokim, sklepionym jak brama podmiejskiej karczmy zajazdem, leżał jeszcze do niedawna na peryferiach miasta. W roku, w którym zamieszkał w nim Michał, Kraków wielkich budynków, kamienic i gmachów dotarł już do Alei Mickiewicza, a nawet przekroczył ją. Mimo to dom przy Dolnych Młynów nie miał instalacji elektrycznej. […] Michał zamieszkał więc w wąskim, ciemnym pokoju, do którego wchodziło się przez kuchnię przesmykiem wiodącym kręto między szafami, skrzyniami, pudłami i pluszowymi kotarami rozpiętymi na drucie, i polubił z czasem wilgotne, śmierdzące butwiejącymi szmatami wnętrze, obwieszone zbieraniną najdziwniejszych obrazów; […] Okolica była też przyjemna, ruchliwa: pobliska wytwórnia papierosów, zwana przez krakowian „cygarfabryką”, rozsiewała wokół duszny aromat tytoniu i co tydzień, w sobotę, ożywiała okoliczne szynki i sklepiki. W dzień wypłaty, na długo przed otwarciem szerokiej, warownej, podobnej do wrót więzienia bramy fabryki, wystawały już na chodnikach matki z dziećmi, prostytutki, wierzyciele i handlarze sznurowadeł, lusterek i prezerwatyw, sklepikarze i dziewczęta pragnące pójść do kina, a potem na spacer – wszyscy czekali, aż syrena oznajmi koniec pracy, a z bramy zaczną wychodzić ludzie z pieniędzmi w kieszeniach.

Wspomniana wyżej C.K. Fabryka Tytoniu (z niem. Kaiserliche Koenigliche Tabakfabrik) na początku XX wieku była największym zakładem produkcyjnym mieszczącym się w Krakowie. Zatrudniano tam około tysiąca osób, w tym jakieś dziewięćset kobiet i dziewcząt. Zakład powstał w 1871 roku, a było to za prezydentury Józefa Dietla (1804-1878). Ówczesny prezydent Krakowa miał niezwykle ambitny plan dotyczący ożywienia przemysłu, a tym samym przełamania gospodarczej martwoty miasta. W działaniach zmierzających do uruchomienia rządowych zakładów tytoniowych krakowscy rajcy wysuwali między innymi argument mający związek z planowaną rozbudową Twierdzy Kraków, gdzie miało stacjonować docelowo dwanaście tysięcy żołnierzy i oficerów. Żołnierzom zasadniczej służby wojskowej armia zapewniała permanentny przydział wyrobów tytoniowych. Z kolei żołnierzom zawodowym oraz wyższym rangą sprzedawano tytoń na preferencyjnych warunkach. Tak więc był to całkiem dobrze prosperujący rynek machorki, co doskonale uzasadniało miejsce lokalizacji fabryki na terenie Krakowa.

Marcelina Kulikowska – 
znana krakowska socjalistka i feministka,
żyjąca na przełomie XIX i XX wieku. 
W tamtych czasach miasto było dość słabo uprzemysłowione, pomimo iż przez kolejne lata fabryka papierosów była największym zakładem pracy, który zatrudniał przede wszystkim kobiety i młode dziewczęta. Niestety, dla nich ta oferta pracy była wówczas bardzo skromna. Mówiło się, że pracownice Cygar-Fabryki są najpiękniejszymi dziewczętami pochodzącymi z podkrakowskich wsi. Bardzo często w zakładzie pracowały i matka, i córka/córki. Początkowo fabryka zlokalizowana była w tak zwanych „młynach królewskich”, a dopiero w 1880 roku zdecydowano o rozpoczęciu budowy w pobliżu nowego budynku fabrycznego. W zakładzie wszystko zorganizowane było zgodnie ze szczegółowymi przepisami obowiązującymi wówczas w Cesarsko-Królewskim Monopolu Tytoniowym, który administrowany był przez zarząd, na którego czele stał sam cesarz. Każdy specjalista i dyrektor zobligowany był do noszenia munduru, a w niektórych przypadkach również szabli. Zgodnie z normami wytyczonymi przez cesarza, tytoń musiał fermentować przynajmniej dwa lata, zanim można było go użyć do produkcji.

W pierwszych latach niepodległości krakowska fabryka stała się jedynym w Polsce czynnym zakładem państwowym należącym do branży tytoniowej. Dyrektor zakładu – doktor Karol Seelinger został awansowany na dyrektora Polskiego Monopolu Tytoniowego, który najpierw obejmował jedynie tereny Galicji. Monopol został wprowadzony w 1922 roku, lecz dopiero w 1924 roku likwidacji uległy wszystkie prywatne fabryki. Przed wybuchem drugiej wojny światowej na ulicy Dolnych Młynów zredukowano liczbę pracowników i wynosiła ona wówczas około siedemset pięćdziesiąt osób. Stało się tak, ponieważ w 1938 roku rozpoczęto produkcję papierosów w Zakładzie Fermentacji Tytoniu w Czyżynach pod Krakowem. W nowym miejscu pracę znalazło ponad pięćset osób.

Tym, co nas w tym momencie najbardziej interesuje jest strajk pracownic Cygar-Fabryki, który miał miejsce w 1896 roku. Z powodu buntu wszystkie panie pracujące w zakładzie stały się znane nie tylko w Krakowie, ale w całej Galicji. Była to jedna z pierwszych afer na tak dużą skalę, a na pewno pierwsza, gdzie w roli głównej wystąpiły kobiety. Co zatem spowodowało ów bunt? Otóż zarząd fabryki postanowił sprowadzić maszyny do wyrobu najlichszego gatunku papierosów o nazwie „drama”. Papierosy sprzedawane były po cencie za sztukę. Z kolei rzeczone maszyny używane były już w innych fabrykach rządowych w Austrii. Maszyna tego typu wyrabiała około sto tysięcy sztuk papierosów na jeden dzień roboczy. Pierwsze maszyny sprowadzono do krakowskiego zakładu wraz z niemieckim monterem i instruktorem, który zupełnie nie znał języka polskiego. Było to w połowie lipca 1896 roku. Próbny rozruch maszyn przeprowadzono w dniu 30 lipca tegoż roku. Na łamach Czasu* czytano: „Kiedy jedną z maszyn puszczono w ruch, robotnice zajęte przy maszynie pod pozorem, iż nie mogą się porozumieć z Niemcem maszynistą, odstąpiły od zajęć i zajęły nieprzychylną postawę wobec zarządu fabryki.” Śladem tychże pracownic poszły następne, zaś nieprzychylna postawa wobec zarządu znalazła swoje odzwierciedlenie w wybiciu okien w hali, w której umieszczono maszynę. Usiłowano też doprowadzić do jej uszkodzenia.


Wygląd Wawelu w pierwszej połowie XIX wieku


Zarząd fabryki przewidując kolejne wybuchy gniewu, poustawiał wewnątrz izby deski ochronne wokół maszyny oraz okien w taki sposób, aby ewentualne szkody wyrządzone przez pracownice były jak najmniejsze. Nie ma się czemu dziwić, ponieważ wartość jednej takiej maszyny wynosiła około trzydziestu tysięcy złotych reńskich, a to bardzo dużo na tamte czasy. Wystraszona dyrekcja fabryki zażądała także pomocy ze strony policji. Tak więc przybył komisarz wraz z patrolem i rozpoczęto przesłuchiwanie wzburzonych pracownic, które zdążyły już porzucić swoje miejsca pracy i rozpoczęły wiec przed zakładem. Kobiety zażądały usunięcia maszyn, tłumacząc ten fakt tym, iż nowe urządzenia pozbawią je zarobku. Oczywiście zarząd miał inne zdanie na ten temat, ale oburzone niewiasty wiedziały swoje. Reporterom krakowskiej prasy wyjaśniono, iż papierosy „drama” krakowska fabryka sprowadza z Hamburga w ilości co najmniej czterech milionów miesięcznie, zaś w Hamburgu są one wyrabiane stale przy pomocy maszyn. Poza tym każda taka maszyna potrzebowała do obsługi około dwudziestu wprawnych pracownic.


Państwowa Fabryka Cygar i Wyrobów Tytoniowych w Krakowie
Zdjęcie pochodzi z 1926 roku, czyli zostało zrobione wiele lat po słynnym strajku kobiet
i być może wygląd wnętrza zakładu znacznie odbiega od tego z 1896 roku.
źródło: Archiwum Ilustracji, nac.gov.pl


Oczywiście większość krakowskich robotnic nie przyjęła do wiadomości powyższych wyjaśnień i nie odstąpiła od buntu. Zarząd obawiając się dalszych awantur zażądał bezustannego nadzoru ze strony policji, a dodatkowo telegraficznie zawiadomiono zwierzchnictwo z Wiednia. W konsekwencji w dniu 31 lipca 1896 roku na Dolnych Młynach pojawił się radca skarbowy o nazwisku Musil, a przybył on w celu zbadania żądań robotnic oraz poczynienia kolejnych ustaleń. W końcu postawiono ultimatum: jeżeli większość pracownic nadal będzie upierać się przy usunięciu maszyn z zakładu, to rząd jest gotów całkowicie wstrzymać produkcję papierosów i zwolnić personel; według dyrekcji z Wiednia, maszyny są niezbędne i ani nie pozbawią robotnic pracy, ani zarobku w takim rozmiarze, jak to sobie wyobrażają zbuntowane robotnice. Po takiej groźbie ostatecznie komitet strajkowy zmienił nastawienie i zapewnił dyrekcję o tym, iż główną przyczyną buntu była obawa o utratę pracy, zaś nieprzyzwoite zachowanie ze strony niemieckiego montera maszyn, który nie znając języka polskiego, zirytowany faktem, że robotnice go nie rozumieją, w sposób niewłaściwy pokazywał swoje niezadowolenie. Generalnie zamiarem robotnic nie było niszczenie maszyn, lecz poskromienie niemieckiego montera, dlatego właśnie rzucały w niego kamieniami, którymi przy okazji stłukły szyby w oknach. Dość interesujące wytłumaczenie, prawda?

Dlaczego tak obszernie rozpisałam się o C.K. Fabryce Tytoniu i strajku robotnic? Ponieważ właśnie to wydarzenie otwiera drugi tom trylogii Niepokorne. Jak można się spodziewać w centrum tych zdarzeń znajduje się główna bohaterka powieści, czyli Klara. W poprzedniej części czytelnik już nieco poznał osobowość Klary Stojnowskiej. Dzisiaj powiedzielibyśmy o niej „feministka”, natomiast pod koniec XIX wieku o kobietach o wyzwolonych poglądach mówiło się „sufrażystki”. Klara właśnie zaczyna stawiać swoje pierwsze kroki w dziennikarstwie, a więc nie dziwi fakt, że interesuje ją wszystko, co ma związek ze strajkiem w krakowskiej fabryce. Już w pierwszych dniach na jej drodze staje inżynier Jerzy Plater, który wywrze na Klarze dość pozytywne wrażenie, co może nieco dziwić, biorąc pod uwagę jej przekonania i sposób patrzenia na życie. Czy połączą ich relacje czysto zawodowe, czy może ta znajomość przejdzie też na grunt prywatny?

Gustav Klimt 
postać historyczna pojawiająca się 
na kartach książki.
Warto wiedzieć, że Klara Stojnowska walczy również o prawa wyborcze dla kobiet, jak i buntuje się przeciwko ograniczonym poglądom, jakimi charakteryzują się krakowscy mieszczanie. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze nieustający konserwatyzm jej ojca, który już chyba zawsze będzie zamknięty w swoim własnym świecie i nie dopuści do siebie żadnych ewentualnych zmian społecznych. Z tym Klara za nic nie może się pogodzić, co sprawia, że każde rodzinne spotkanie kończy się niewyobrażalną kłótnią, po której dziewczyna z nie czuje się najlepiej. Na pozór może wydawać się, że Klara jest silna i tak naprawdę nic nie jest w stanie jej złamać. Prawda jest jednak zupełnie inna. Jej rozsądek i trzeźwe myślenie może zostać bardzo łatwo zaburzone. Wystarczy, że do głosu dopuści serce.

Oprócz Klary na kartach powieści czytelnik spotyka także pozostałe dwie bohaterki, czyli Elizę i Judytę. Eliza właśnie przygotowuje się do ślubu ze swoim Austriakiem, ale niestety robi to bez błogosławieństwa rodziny. Ukochana babcia dziewczyny wciąż pamięta krzywdę, jaką wiele lat temu wyrządzili jej Austriacy, kiedy ta jeszcze mieszkała w majątku Pohoreckich, więc w pewnym sensie nie dziwi fakt, że nadal jest tak wrogo nastawiona do tego narodu. Ale z drugiej strony przecież w tym wszystkim chodzi o jej wnuczkę. Dlaczego zatem starsza pani nie jest w stanie przełamać swoich uprzedzeń i ostatecznie pogodzić się z rzeczywistością?

Fabuła Klary jest tak skonstruowana, że czytelnik najczęściej spotyka Klarę i Judytę. Eliza pojawia się bardzo rzadko. Być może dzieje się tak dlatego, że w jej życiu już prawie wszystko zostało wyjaśnione. Możliwe, że coś w tej kwestii zmieni się w tomie trzecim poświeconym Judycie. A skoro o niej mowa, to trzeba wiedzieć, że dziewczyna w dalszym ciągu przeżywa swój dramat. Cudem uniknęła śmierci, a teraz jeszcze ukochany mężczyzna pojawia się w Krakowie w towarzystwie narzeczonej. W dodatku rodzina praktycznie wyparła się Judyty, ponieważ ta pragnęła iść swoją własną drogą, zamiast być posłuszną rodzicom i przestrzegać żydowskich tradycji. To wszystko ostatecznie sprawia, że Judyta Schraiber opuszcza Polskę i wyjeżdża do Wiednia, gdzie ma nadzieję odnaleźć spełnienie zawodowe i być może szczęście, a już na pewno pragnie zapomnieć tam o krzywdach doznanych w Krakowie. Czy tak się stanie? Czy faktycznie Wiedeń jest tym miejscem, które przyniesie Judycie ukojenie? A może to złudne wrażenie bardzo szybko minie i dziewczyna zda sobie sprawę z tego, że szczęście jest zupełnie gdzie indziej, a ucieczka niczego nie załatwi?

Wyżej wspomniałam o Wiedniu. Trzeba wiedzieć, że na kartach powieści obok Krakowa, prezentuje się on bardzo ciekawie. Nie tylko czuć specyficzną atmosferę miasta, ale także można spotkać wybitne indywidualności z tamtego okresu, jak na przykład malarza i grafika Gustava Klimta (1862-1918). Przy konstruowaniu fabuły powieści Agnieszka Wojdowicz zadbała o każdy szczegół, co sprawia, że opowiedziana przez Autorkę historia jest niezwykle autentyczna. W Klarze stykają się ze sobą różne osobowości. Postacie kobiece zachowują się inaczej w zależności od tego, do jakiej warstwy społecznej przynależą. Nieco inaczej natomiast jest z mężczyznami. Oni raczej nie dbają o obowiązujące konwenanse, lecz kierują się bardziej sercem, niż zdaniem rodziny. Z drugiej strony jednak można odnieść wrażenie, że niektórzy mężczyźni pojawiający się na kartach książki potrzebują kogoś, kto poprowadzi ich za rękę i wskaże właściwą drogę, bo sami nie potrafią dobrze wybrać i podjąć stosownej do okoliczności decyzji.

Wiedeński Maximilianplatz około 1900 roku


Na koniec chciałabym podzielić się myślą, która przyszła mi do głowy w trakcie czytania książki. Na kartach powieści bardzo dużo jest o rodzącym się w tamtym okresie socjalizmie, a to za sprawą Klary, która w pewnym momencie być może zupełnie bezwiednie zaczyna podzielać poglądy swoich przyjaciół-socjalistów. Historia pokazuje, że na przełomie XIX i XX wieku żyła pewna bardzo znana na owe czasy socjalistka o nazwisku Marcelina Kulikowska (1872-1910), której fotografię widać powyżej. Oprócz tego, że była ona dramatopisarką, poetką, nauczycielką, przyrodniczką i reportażystką, była też zagorzałą feministką i socjalistką, która wspierała między innymi strajk w krakowskiej fabryce cygar. Nie mogłam zatem oprzeć się wrażeniu, że powieściowa Klara posiada sporo cech Marceliny Kulikowskiej, a przynajmniej są to te cechy, które widać gołym okiem, czyli feminizm oraz obrona praw kobiet i praw pracowniczych. Ponadto obydwie kobiety łączy ta sama profesja zawodowa, czyli pisanie reportaży. Może to jedynie moje luźne skojarzenie, a może Klara Stojnowska faktycznie jest fikcyjnym odzwierciedleniem Marceliny Kulikowskiej? Mam tylko wielką nadzieję, że Klara w przeciwieństwie do Marceliny odnajdzie szczęście, a jej życie na kartach książki nie zostanie tak gwałtownie przerwane, jak było to w przypadku Marceliny Kulikowskiej, która w wieku trzydziestu ośmiu lat popełniła samobójstwo, strzelając sobie prosto w serce.

A zatem polecam nie tylko Klarę, ale też Elizę. Natomiast już teraz z niecierpliwością czekam na zakończenie opowieści o niepokornych kobietach. W tej historii jeszcze kilka kwestii nie zostało wyjaśnionych. Jestem pewna, że Agnieszka Wojdowicz w przyszłości również mnie nie zawiedzie i Judyta okaże się doskonałym zwieńczeniem tej niezwykłej opowieści.






* Czas – dziennik informacyjno-polityczny wydawany w latach 1848-1934 w Krakowie, natomiast w latach 1935-1939 w Warszawie po połączeniu z Dniem Polskim






1 komentarz:

  1. Rozejrzę się za "Niepokornymi".

    P.S. Podziwiam jak łączyć recenzję danej książki z różnymi ciekawostkami i przekazywaniem wiedzy.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.