Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

piątek, 16 stycznia 2015

We wszystkich moich książkach bohaterowie pojawiają się jako pierwsi...





ROZMOWA Z MARCIĄ WILLETT



Marcia Willett rozpoczęła swoją karierę pisarską, kiedy miała pięćdziesiąt lat. Jest autorką ponad dwudziestu powieści, które napisała pod własnym nazwiskiem, a także wielu różnych opowiadań. Jest również autorką czterech książek, które stworzyła pod pseudonimem „Willa Marsh”. Do tej pory jej książki zostały opublikowane w ponad szestnastu krajach. Wczesne lata życia autorka poświęciła baletowi, lecz jej marzenia o zostaniu zawodową baletnicą zakończyły się w chwili, gdy wyrosła z rozmiarów wymaganych w tej profesji. Nigdy nie żałowała decyzji o zostaniu pełnoetatową pisarką. W Polsce możemy przeczytać trzy jej książki: „Tydzień w zimie”, „Godzina dzieci” oraz „Letni domek”. Marcia mieszka w pięknej i dzikiej części hrabstwa Devon i uwielbia być odwiedzana przez syna i rodzinę.


Agnes A. Rose: Dzisiaj moim gościem jest Marcia Willett. Bardzo dziękuję, że przyjęłaś moje zaproszenie do udziału w wywiadzie. Twoje opowieści przeważnie traktują o relacjach rodzinnych. Co według Ciebie jest takiego szczególnego w tego rodzaju historiach?

Marcia Willett: Myślę, że powinnam powiedzieć, iż wśród rodzin, o których piszę, rzadko występują te o charakterze konwencjonalnym. W „Tygodniu w zimie” Maudie jest przyszywaną prababcią Posy. W „Letnim domku” Lottie jest siostrą byłej żony Milo. W „Godzinie dzieci” Mina mieszka ze swoją niepełnosprawną siostrą. Uważam, że to bardzo ciekawe móc przestudiować dynamikę takich rodzin.




Agnes A. Rose: Dlaczego zaczęłaś pisać dopiero w wieku pięćdziesięciu lat?

Marcia Willet: Z powodu złej koniunktury na początku lat dziewięćdziesiątych mieliśmy kłopoty finansowe, i mój mąż namówił mnie, abym spróbowała napisać książkę – coś, w co zawsze wierzył, że mogę to zrobić, choć nigdy tak naprawdę nie brałam tego pod uwagę. Byłam czytelniczką, zaś nie pisarką! Spędzałam godziny, spacerując ze swoimi psami po wrzosowiskach, próbując oczyścić swój umył ze wszystkich książek, które kiedykolwiek czytałam i pozwalając, aby moje myśli biegły wolno, aż do momentu, gdy bardzo powoli zaczęłam kreować swoich własnych bohaterów i budować opowieść, która by ich dotyczyła. To był bardzo ekscytujący proces i nikt nie był bardziej zaskoczony ode mnie, kiedy ostateczny efekt został zaakceptowany przez wydawcę!

Agnes A. Rose: Pamiętam, że gdy czytałam „Tydzień w zimie” nie mogłam powstrzymać emocji. Czy mogłabyś nam powiedzieć, co zainspirowało Cię do napisania tak emocjonalnej i smutnej historii?

Marcia Willett: We wszystkich moich książkach bohaterowie pojawiają się jako pierwsi: w tym przypadku były to Maudie i Posy, a następnie Melissa. Przynoszą ze sobą swoje historie i miejsca, w których mieszkają, a potem czekam, słucham, podczas gdy pojawiają się inni, którzy łączą to wszystko ze sobą, i tak powoli rozwija się historia. Tak naprawdę nigdy nie decyduję się na pisanie o osobliwych kwestiach.

Agnes A. Rose: A co z Moorgate? Czy jest to miejsce prawdziwe, czy fikcyjne?

Marcia Willett: Takich „Moorgate” jest bardzo dużo: tym, o którym piszę są domy umiejscowione na granicy trzech wrzosowisk znajdujących się w West Country. To konkretne Moorgate stanowi moją własną inwencję, lecz jest ono zakorzenione w rzeczywistości.

Agnes A. Rose: W „Godzinie dzieci” skupiasz się na problemie starzenia się. Piszesz także o obecności drugiego człowieka, co jest niezwykle ważne dla każdego z nas. Jak wpadłaś na pomysł, aby połączyć te dwie kwestie?

Marcia Willett: Szkoda, że nie mogę przypisać sobie zasługi za te dwie sprawy. Wydaje się, że istnieje alternatywna czasoprzestrzeń rozrzucona po West Country, w której mieszkam i właśnie tutaj również żyją i pracują moi bohaterowie. Oni odkrywają mi siebie, a ja opowiadam ich historie.

Agnes A. Rose: Według Ciebie, jako pisarki, jakie najważniejsze elementy powinny znaleźć się w Twoich opowieściach? Jakie są Twoje mocne i słabe strony?

Marcia Willett: Najbardziej istotnym elementem jest bezustanna fascynacja tematem relacji zachodzących pomiędzy bohaterami, które napędzają fabułę książek. Moją słabą stroną jest plan! Rzadko zdarza mi się go mieć!

Agnes A. Rose: Kto lub co najbardziej oddziaływuje na Twoje pisanie? Jaki jest tego wpływ na to, co tworzysz?

Marcia Willett: Największy wpływ wywiera na mnie miejsce, w którym mieszkam przez większość swojego życia. To kraina West Country – hrabstwa Somerset, Devon i Kornwalia – która jest bardzo pięknym i klimatycznym miejscem, a do tego jest także głównym bohaterem wszystkich moich książek.

Agnes A. Rose: Czy edytujesz i poprawiasz to, co aktualnie piszesz? A może robisz to dopiero po zakończeniu pierwszego szkicu? Która metoda jest dla Ciebie najlepsza?

Marcia Willett: Edytuję i przeglądam to, co piszę, bezustannie sprawdzając i poprawiając. Kiedy skończę, ponownie czytam książkę, ale do tego czasu większość pracy jest już wykonana.

Agnes A. Rose: Jak radzisz sobie z najtrudniejszymi aspektami pisania? Czy wierzysz w zanik inwencji twórczej?

Marcia Willett: On z pewnością istnieje! Mój mąż dał mi najlepszą radę, która polega na tym, aby „wciąż uderzać w klawisze”. Bardzo łatwo jest pozwolić temu okropnemu strachowi, aby przeszkodził mi w pracy, lecz jeśli napiszę tylko jedno zdanie – nawet, jeżeli potem je wymarzę – to często mój mózg znów pracuje. Inną pożyteczną dla mnie czynnością jest spacerowanie: poruszanie się po okolicy jest zwykle inspirujące.

Agnes A. Rose: Jakiej rady udzieliłabyś młodym pisarzom, szczególnie tym, którzy pragną tworzyć w preferowanym przez Ciebie gatunku?

Marcia Willett: Słuchajcie swoich bohaterów.

Agnes A. Rose: Czy masz swoją ulubioną książkę lub bohaterów? Gdyby któraś z Twoich powieści stała się adaptacją filmową, to kogo z wiodących aktorów widziałabyś w tym filmie?

Marcia Willett: Nie mam swojej ulubionej książki ani bohatera, ale bardzo lubię Olivera Wivenhoe’a, który pojawił się w kilku powieściach, i gdyby “The Sea Garden” stała się adaptacją filmową, to w roli Olivera chciałabym zobaczyć Benedicta Cumberbatcha. Byłabym taka szczęśliwa!

Agnes A. Rose: Czy miałaś coś do powiedzenia w kwestii tytułów i okładek swoich książek? Jak bardzo te dwie sprawy są ważne? Jak myślisz? Moim zdaniem polskie okładki Twoich powieści są piękne. A jak jest z angielskimi?

Marcia Willett: Polskie okładki rzeczywiście są piękne i jak najbardziej odpowiednie dla każdej książki. Właśnie patrzę na swój polski egzemplarz „Godziny dzieci” i okładka jest po prostu śliczna. Każdy kraj, który publikuje moje książki – a jest ich osiemnaście – ma swoje własne pomysły na okładki i tytuły, i tak powinno być. Moja zgoda tutaj w Wielkiej Brytanii jest zawsze wymagana, ale wiem, że posiadam bardzo profesjonalny zespół pracujący w moim imieniu, i zawsze jestem gotowa do słuchania porad.

Agnes A. Rose: Nad czym pracujesz w tej chwili?

Marcia Willett: Właśnie skończyłam adjustację książki, która latem będzie opublikowana w Wielkiej Brytanii, a której akcja rozgrywa się nad rzeką Dart w mieście Dartmouth w West Country w czasie Annual Royal Regatta.

Agnes A. Rose: Marcia, bardzo dziękuję za tę rozmowę. Czy jest coś, co chciałabyś powiedzieć swoim polskim Czytelnikom?

Marcia Willett: Chciałabym powiedzieć jak bardzo czuję się podekscytowana i zaszczycona tym, że moje książki są publikowane w Polsce. To bardzo wiele dla mnie znaczy i mam nadzieję, że moi polscy Czytelnicy są w stanie nawiązać kontakt z moimi „ludźmi” oraz ich otoczeniem i cieszyć się tymi książkami.

Agnieszko, bardzo dziękuję za zaproszenie. Wszystkim składam najlepsze życzenia noworoczne.




Rozmowa, przekład i redakcja
Agnes A. Rose




Jeśli chcesz przeczytać ten wywiad w oryginale, kliknij tutaj.
If you want to read this interview in English, please click here.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.