Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

niedziela, 4 stycznia 2015

Kate Chopin – „Radość, która zabija”







Kate Chopin
Radość, która zabija (1894)
(tytuł oryginału: The Story of an Hour)
Przekład z angielskiego: Agnes A. Rose



Wiedząc, że pani Mallard miała problemy z sercem, wiadomość o śmierci męża należało przekazać jej tak delikatnie jak to tylko było możliwe. Osobą, która poinformowała ją o tym, była jej siostra Josephine, która w urywanych zdaniach i przy pomocy zawoalowanych aluzji ujawniła na wpół ukrywaną prawdę. Był tam także przyjaciel męża pani Mallard – pan Richards. To on przebywał w biurze prasowym, kiedy nadeszła wieść o katastrofie kolejowej, a na liście zabitych widniało nazwisko Brently’a Mallarda. Potrzebował czasu, żeby upewnić się co do autentyczności tejże informacji. Aby zapobiec jakimkolwiek niejasnościom, wysłał kolejny telegram, który tylko potwierdził tę smutną wiadomość dotyczącą jego przyjaciela.

Pani Mallard nie była w stanie pojąć usłyszanej właśnie informacji w sposób, w jaki zrobiłoby to wiele kobiet na jej miejscu. Była sparaliżowana niezdolnością zaakceptowania znaczenia tego, co się stało. Niespodziewanie wybuchnęła płaczem i niczym szalona rzuciła się w ramiona siostry. Kiedy minął pierwszy poryw rozpaczy, samotnie udała się do swojego pokoju. Nie chciała, aby ktokolwiek jej towarzyszył.

Naprzeciw otwartego okna stał wygodny, ogromny fotel. Osunęła się na niego, odnosząc wrażenie, że fizyczne wyczerpanie, które ogarnęło jej ciało, sięga także w głąb jej duszy. Przez okno widziała wierzchołki drzew znajdujących się przed domem, które drżąc budziły się do nowego wiosennego życia. Melodia piosenki, którą ktoś śpiewał, wyrwała ją z odrętwienia, podczas gdy niezliczona ilość wróbli siedzących na dachu odprawiała swoje trele. Gdzieniegdzie poprzez chmury ułożone jedna nad drugą, przedzierało się błękitne niebo, zaglądając do środka przez zachodnie okno. 

Siedziała bez ruchu z głową odrzuconą do tyłu na poduszkę fotela. Potrząsnęła nią dopiero wtedy, gdy rozpacz ścisnęła jej gardło. Czuła się niczym dziecko wciąż szlochające przez sen. Była młoda. Miała jasną, spokojną twarz, której rysy zniekształcone były przez chęć zemsty, a nawet pewnego rodzaju siłę. Jej spojrzenie nie było refleksyjne, ale raczej takie, które wskazywałoby na to, iż na inteligentne rozumowanie przyjdzie jeszcze czas. Było coś, co zbliżało się do niej, a ona czekała na to pełna lęku. Cóż to takiego? Nie wiedziała. Było w tym coś zbyt delikatnego i ulotnego, aby móc to nazwać. Poczuła jednak, że przychodzi prosto z nieba, docierając do niej poprzez dźwięki, zapachy, barwy wypełniające powietrze dookoła niej.

Teraz jej piersi gwałtownie wznosiły się i opadały. Zaczynała rozpoznawać tę rzecz zbliżającą się do niej, aby ją posiąść, a ona starała się pokonać ją jedynie przy pomocy własnej woli, która była tak samo bezsilna, jak jej dwie białe, smukłe dłonie. Kiedy się poddała, z jej rozchylonych ust wydobyło się jedno krótkie słowo. Wciąż szeptała: „wolna, wolna, wolna!” Następnie spojrzenie pani Mallard stało się puste, a z oczu dało się wyczytać przerażenie. W końcu jej oczy stały się przenikliwe i błyszczące. Puls bił szybko, a krążąca w ciele krew ogrzewała i dawała ukojenie.

Nie przestawała zadawać sobie pytania, czy zawładnęła nią ogromna radość, czy może coś zupełnie innego. Wyraźne i pełne uniesienia postrzeganie sytuacji pozwoliło jej odrzucić sugestię, jakoby jej stan był czymś nieistotnym. Wiedziała, że znów będzie rozpaczać, kiedy ujrzy delikatne ręce złożone do śmierci; twarz, na której nigdy nie malowały się uczucia miłości skierowane ku niej, zastygła i była szara i martwa. Niemniej dostrzegała długie, gorzkie lata, które będą należeć już tylko do niej. Tak więc rozłożyła ramiona na ich powitanie.

Katastrofa kolejowa na Gare Montparnasse we Francji
22 października 1895 roku. Pomimo że to nie o tym 

wydarzeniu Kate Chopin pisze w swoim opowiadaniu, 
to jednak można  przypuszczać, że inspiracją stała się
śmierć jej ojca, który zginął w podobnym wypadku, kiedy 
Kate miała tylko cztery lata. Wtedy zawalił się most pod 
pociągiem, którym poróżował jej ojciec.
Nie będzie już nikogo, kto żyłby podczas tych nadchodzących lat; ona będzie istnieć już tylko dla samej siebie. Nie pojawi się też żadna moc, która sprawi, że jej wola będzie bezwzględnie łamana. Nie będzie tego ślepego uporu towarzyszącego zarówno mężczyznom, jak i kobietom, którzy uważają, że mają wszelkie prawo do narzucania własnego zdania swoim bliźnim. W tej krótkiej chwili olśnienia pani Mallard uznała, że życzliwa lub okrutna myśl wprowadzona w czyn wcale nie wydaje się mniejszą zbrodnią.

A jednak czasami go kochała. Często zaś nie czuła nic. Cóż za różnica! Na cóż mogłaby liczyć miłość, ta nieodkryta tajemnica, w obliczu własnej niezależności, którą pani Mallard nagle rozpoznała jako najsilniejsze pragnienie swojego istnienia! 

– Wolna! Wolne ciało i dusza! – szeptała wciąż.

Josephine klęczała przed zamkniętymi drzwiami z ustami przyciśniętymi do dziurki od klucza, prosząc panią Mallard, aby ta pozwoliła jej wejść. 

– Louise, otwórz drzwi! Błagam, otwórz drzwi. Rozchorujesz się. Co tam robisz, Louise? Na miłość Boską, otwórz te drzwi.

– Odejdź. Nie rozchoruję się.

Nie, nie zachłysnęła się tym wyjątkowym eliksirem życia, który wtargnął do pokoju przez otwarte okno. W jej umyśle niespokojnie przewijały się dni będące jeszcze przed nią. Zarówno wiosenne, jak i letnie dni oraz wszystkie inne, które także mogły należeć już tylko do niej. Jej oddech był niczym krótka modlitwa o długie życie. Jeszcze wczoraj w podnieceniu myślała, że jej życie może być naprawdę długie.

W końcu wstała i otworzyła drzwi swojej natrętnej siostrze. W jej oczach widać było gorączkowy triumf, a ona sama zupełnie nieświadomie postrzegała siebie jako boginię zwycięstwa. Chwyciła siostrę w talii i razem zeszły po schodach. Richards czekał na nie na dole.

Ktoś otwierał kluczem frontowe drzwi. To był Brently Mallard, który spokojnie wszedł do domu w nieco brudnym po podróży ubraniu, mając przy sobie bagaż i parasol. Był daleko od miejsca katastrofy i nawet nie wiedział, że wypadek w ogóle się wydarzył. Zdumiony znieruchomiał, słysząc przeraźliwy krzyk Josephine; Richards wykonał gwałtowny ruch, aby zasłonić pani Mallard widok męża.

Gdy przyszli lekarze, powiedzieli, że zmarła z powodu ataku serca – radości, która zabija.


© for the Polish translation by Agnes A. Rose


***********

Pani Mallard to bohaterka, o której czytelnik posiada najwięcej informacji. Niemniej, to i tak nie daje nam pełnego obrazu tej postaci. Jest ona bohaterką, która znajduje się w centrum uwagi, a wokół której krążą wszystkie pozostałe postacie. Na początku tej historii, kiedy pan Mallard umiera, inni bohaterowie (Josephine i Rochards) odkładają na bok swój własny smutek i starają się pocieszyć panią Mallard. Ich priorytetem jest zadbanie o nią, upewniając się, że ta okrutna wiadomość nie doprowadzi do jej śmierci. Podobnie jest na końcu opowiadania. Josephine i Richards najpierw troszczą się o nią, zamiast koncentrować się na własnych uczuciach, widząc pana Mallarda, który żyje i ma się całkiem dobrze.

Tak więc, jaką osobą jest pani Mallard? Od samego początku wiemy, że ma ona poważne kłopoty z sercem. Czuje się źle; jest dystyngowaną damą, a to oznacza, że należy tak właśnie ją traktować. Jak damę. Z opisu jej dłoni – białe i smukłe – wynika, że nigdy nie pracowała fizycznie. Wydaje się, że wszyscy ludzie, z którymi dzieli życie, strzegą jej i starają się o nią dbać, a przynajmniej tak właśnie dzieje się podczas tej jednej godziny, w której możemy ją poznać. 


Kate Chopin (1850-1904)
Fotografia została zrobiona najprawdopodobniej
 około 1890 roku.
Kate Chopin opisuje panią Mallard jako „młodą kobietę o dobrej i spokojnej twarzy, której rysy zniekształca chęć wzięcia rewanżu, a nawet jakaś siła”. Innymi słowy jest młoda, ładna i wydaje się dość zrównoważona. Autorka mówi, że „rysy” pani Mallard wskazują na to, iż kumuluje ona w sobie wiele emocji, oraz że jest w niej chęć zemsty. Ale z drugiej strony, jakie emocje pani Mallard w sobie kumuluje? Możemy sobie to jedynie wyobrazić. Do czasu, kiedy ją poznajemy, uczucia pani Mallard nie wydostają się na zewnątrz, bo ona im na to nie pozwala. Niemniej, w przeciwieństwie do innych bohaterów, Kate Chopin odnośnie pani Mallrad twierdzi, że ma ona w sobie „pewną siłę”.

Trudno jednoznacznie stwierdzić, jak wygląda małżeństwo państwa Mallard. Pani Mallard opisuje męża jako mężczyznę, którego czasami kochała. Lecz ten opis nie jest żywy, a ona tak naprawdę tęskni do życia, które będzie mieć po śmierci Brently’a. W sposób dość nonszalancki umniejsza znaczenie tak wielkiego uczucia, jakim jest miłość. Jest jakaś niewyjaśniona tajemnica. Może chodzi o niewierność? Albo partnerstwo, które tak naprawdę nie znaczy zbyt wiele?

Jak zatem należałoby potraktować to swoiste połączenie myśli, gdzie pani Mallard mówi, że „kochała go tylko czasami, a często w ogóle”? Jak można kochać kogoś „czasami”, ale nie przez cały czas? Wydaje się, że jeśli mamy do czynienia z małżeństwem, w które naprawdę zaangażowane są dwie osoby, to wówczas gdy pojawią się problemy czy jakieś spory, miłość nadal będzie obecna. Nie przestaje się bowiem kochać swojego/swoją partnera/partnerkę, jeśli on/ona na przykład nie wyrzuci śmieci. Tak więc pan Mallard musiał od czasu do czasu robić pani Mallard coś naprawdę złego, co mogłoby sprawić, że przestawała darzyć go uczuciem. A może tej miłości z jej strony nigdy nie było? Jeśli cokolwiek czuła do męża, to raczej wiązało się to jedynie ze samostanowieniem o sobie, które dopiero miało zostać zrealizowane. Świadomość dotycząca tego, kim jest i kim może się stać, była w jej przypadku bardzo silna.

Możliwe, że dla pani Mallard problemem wcale nie był jej mąż. Wydaje się, że każdy człowiek będący na miejscu pana Mallarda ograniczałby jej wolność. Pani Mallard i jej mąż stają się dla siebie w pewien sposób abstrakcyjni, co pośrednio daje Louise prawo do krytykowania pana Mallarda poprzez mówienie o ogromnym wpływie, jaki mąż wywiera na niej każdego dnia. Zdaniem pani Mallard, Brently wciąż narzuca jej własne zdanie, nie bacząc na potrzeby żony. Nie słucha jej i nie próbuje dowiedzieć się, czego ona tak naprawdę oczekuje. Możliwe, że tak samo byłoby, gdyby mężem Louise był każdy inny mężczyzna. Z drugiej strony jednak pani Mallard być może nie jest stworzona do tego, aby prowadzić całkowicie samodzielne życie.

Co ciekawe, Louise czuje się zupełnie wolna wtedy, gdy jej mąż umiera, choć jednocześnie niezależność wydaje się być dla niej czymś strasznym. Poczucie bycia wolną sprawia, że staje się nową osobą. Czuje podekscytowanie przyszłością, podczas gdy wcześniej się jej bała. Teraz pragnie już tylko żyć. Szkoda, że dopiero na krótko przed śmiercią pani Mallard uświadamia sobie, iż potrzebuje tej wolności. Wszak jej poczucie wyzwolenia trwało tylko chwilę. Oczywiście są takie emocje, które nie trwają wiecznie. Ale o tym pani Mallard zdaje się zapominać. Wygląda jednak na to, że życie zwyczajnie zakpiło sobie z Louise, ponieważ kończy się dla niej niezwykle brutalnie już kilka chwil po tym, jak ta modli się o to, aby bynajmniej nie było to życie krótkie.  

W 1984 roku na podstawie opowiadania zrealizowano około godzinny film zatytułowany The Joy That Kills, co w polskim tłumaczeniu oznacza Radość, która zabija. Adaptację wyreżyserowała Tina Rathborne, która wspólnie z Nancy Dyer napisała również scenariusz.





4 komentarze:

  1. Bardzo ciekawy post. Czytałam do tej pory jedynie Przebudzenie, które uznaję za totalnie egzaltowane, jestem więc niezmiernie ciekawa tej książki. Zastanawiam się, czy kiedyś wpadnie w moje łapki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to nie jest książka. To jest jedynie krótkie opowiadanie, które przetłumaczyłam. O ile dobrze pamiętam nigdy wcześniej nie zostało przetłumaczone na język polski. Jedynie "Przebudzenie" jest w polskim przekładzie. Właśnie tym wpisem otworzyłam cykl, w którym będę publikować teksty klasyków, które są w oryginale dostępne w domenie publicznej. :-)

      Usuń
    2. Tak, no, książka, opowiadanie; w każdym razie jestem bardzo ciekawa. Niekiedy sięgam po coś po angielsku, rzadko, bo rzadko, ale czytałam np. Edith Wharton. Też niezbyt długie.
      Rozumiem, że znajdę na Guttenbergu?

      Usuń
    3. Nie tylko na Guttenbergu. Jeśli wpiszesz do wyszukiwarki tytuł i nazwisko autorki, to wyskoczy Ci tekst. Jeśli chcesz przeczytać w oryginale, to znajdziesz bez problemu w sieci. A nie czytałaś mojego przekładu, który jest powyżej? Oprócz analizy tekstu, w powyższym poście jest również mój przekład. Coś czuję, że się nie zrozumiałyśmy. :-)

      Usuń