Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

piątek, 22 sierpnia 2014

Kobiety Philippy Gregory





Niewiasta rzeczywiście jest odmienną istotą. 
Choć słaba jak chłopię, nie jest chłopięciem. 
Choć uczuciowa niczym głupiec, nie jest także głupcem. 
Choć potrafi długo chować urazę, nie sposób o niej powiedzieć: nikczemna. 
Ani też: święta, choć przejawia czasem wspaniałomyślność. 
Nie opisuje jej żadna z cech przynależnych męskiemu rodowi. 
To po prostu niewiasta. Byt sam w sobie.

Philippa Gregory - Biała królowa
tłum. Urszula Gardner







Philippa Gregory to angielska pisarka, której sławę przyniosła bestsellerowa powieść pod tytułem Kochanice króla. Głównymi bohaterkami książki są siostry Boleyn, Maria i Anna. Ten niewyobrażalny sukces powieści zaowocował przeniesieniem jej na duży ekran. Światowa premiera filmu odbyła się 15 lutego 2008 roku. Do Polski ekranizacja dotarła cztery miesiące później. Wywołała przede wszystkim niezadowolenie i rozczarowanie czytelników, którzy przeczytawszy książkę stwierdzili, że wiele kwestii w niej zawartych nie pokrywa się z tymi, które mogli obejrzeć na ekranie. Jednak fakt ten wcale nie spowodował spadku popularności książek Philippy Gregory. Wręcz przeciwnie. W ostatnim czasie obserwuje się coraz większe zainteresowanie czytelników powieściami autorki, zarówno w Polsce, jak i na świecie.

fot. Larry D. Moore
Philippa Gregory, która z wykształcenia jest historykiem, wyjątkowo upodobała sobie dynastię Tudorów, a szczególnie kobiety związane z Henrykiem VIII. Nie chodzi tutaj jedynie o jego sześć żon, z których dwie zostały pozbawione życia na jego wyraźny rozkaz. Autorka swoją uwagę skupiła także na demonicznej i apodyktycznej babce króla – Małgorzacie Beaufort, poświęcając jej drugą część trylogii opowiadającej o Wojnie Dwu Róż, jaka toczyła się w XV-wiecznej Anglii pomiędzy Yorkami i Lancasterami. Celem tego zbrojnego konfliktu była chęć zdobycia angielskiego tronu. Jak pokazuje historia, ostatecznie zatriumfowali Lancasterowie, powierzając władzę w państwie Henrykowi VII.

Kobiety kreowane piórem Philippy Gregory, to przede wszystkim osobowości silne, za wszelką cenę pragnące odnieść sukces i pozbywające się – niekiedy w bardzo okrutny sposób – tych, którzy stają im na drodze do niego. Choć dążenie do celu po trupach nie zawsze kończy się dla nich dobrze, to jednak nie cofają się przed niczym. W bohaterkach książek angielskiej pisarki próżno doszukiwać się pokory. Nawet jeśli któraś z tych kobiecych postaci ustępuje miejsca innej, to dzieje się tak tylko dlatego, że nie ma już innego wyjścia i jest do tego zmuszona w wyniku zaistniałych okoliczności. Właśnie w ten sposób przedstawia się sytuacja Katarzyny Aragońskiej, pierwszej żony Henryka VIII. Z jednej strony to kobieta silna, za wszelką cenę próbująca utrzymać koronę, która swoje nadzieje pokłada w Bogu. Natomiast z drugiej poddająca się praktycznie bez walki, kiedy widzi, że nic już nie wskóra, ponieważ na jej drodze pojawia się bardziej wpływowa od niej Anna Boleyn.

Philippa Gregory doskonale odnajduje się także w czasach średniowiecza. Pierwsza część cyklu zatytułowanego Woja Dwu Róż idealnie odzwierciedla realia tamtej epoki. Elżbieta Woodville – córka Jakobiny Luksemburskiej – aby odzyskać to, co jej się prawnie należy, rozkochuje w sobie samego króla, Edwarda IV Yorka. W konsekwencji doprowadza to do jej koronacji na monarchinię średniowiecznej Anglii. W dodatku, zarówno Elżbieta, jak i jej matka, zostają okrzyknięte mianem czarownic. Czy słusznie? Być może. Ich rodowód bardzo silnie związany jest z pewną legendą, którą ludność przekazywała sobie z ust do ust przez wiele lat. Na dworze w zamkowych komnatach poddani szemrzą między sobą, twierdząc, że królowa i jej matka to potomkinie patronki wód, Meluzyny, która rzekomo ostrzega je swoim śpiewem przez czającymi się niebezpieczeństwami, a przede wszystkim przed śmiercią bliskich. Czary i wierzenia w nadprzyrodzone złe moce to przecież główna cecha epoki średniowiecza. Philippa Gregory sama przyznaje, że to właśnie jej osobista fascynacja tym okresem w dziejach Anglii zaważyła na decyzji dotyczącej podjęcia się napisania cyklu o Wojnie Kuzynów

Gusła i magia obecne są także w powieści pod tytułem Czarownica, gdzie autorka bardzo wyraźnie opisuje ich moc. Dla głównej bohaterki – Alys – stają się one narzędziem, które ma jej pomóc w zdobyciu władzy. W tej powieści czytelnik również spotyka kobietę silną i uparcie dążącą do obranego celu, bez względu na konsekwencje. Liczy się jedynie żądza władzy i zostanie panią na zamku w Castelton.

Kobiety Philippy Gregory, to nie tylko dworskie damy żyjące w epoce angielskiego średniowiecza czy renesansu. Nie należy zapominać również o fenomenalnej trylogii ukazującej trzy pokolenia kobiet pałających wielkim uczuciem do ziemi i gospodarstwa, którym zarządzają. Ród Laceyów od pokoleń administruje ziemskim majątkiem, jednocześnie dbając o tych, którzy w nim pracują. Jednak dopiero Beatrice Lacey poprzez swój egoizm i niewyobrażalną chęć władzy dokonuje spustoszeń tak wielkich, że niszczy wszystko, na co jej przodkowie pracowali przez lata. Beatrice Lacey, jej córka o imieniu Julia oraz wnuczka, Meridon to także kobiety niezwykle silne i ambitne, pomimo że tak bardzo różniące się od siebie. Każda z nich na swój własny sposób kocha i nienawidzi, popadając w skrajności, które ostatecznie mogą doprowadzić je do zguby.


Żony Henryka VIII; niektóre z nich to główne bohaterki polskich przekładów
powieści Philippy Gregory
Katarzyna Aragońska, Anna Boleyn, Jane Seymour, Anna Kliwijska, Katarzyna Howard, Katarzyna Parr


Wydawać by się mogło, że bohaterki książek Philippy Gregory są pozbawione ludzkich uczuć, skoro tak usilnie pożądają władzy, a mężczyzn traktują przedmiotowo. Nic bardziej mylnego. Te kobiety potrafią też szczerze i oddanie kochać jako wierne żony i opiekuńcze matki, jak choćby wspomniana już Elżbieta Woodville. Nie wiadomo do końca, czy faktycznie podstępem uchroniła swojego młodszego syna przed pewną śmiercią. Jednak prawdą jest, że na kartach powieści Philippy Gregory dokonuje tego, patrząc prosto w oczy oprawcom. A Katarzyna Aragońska? Przecież to miłość do pierwszego męża dodaje jej sił w walce przeciwko swoim wrogom. Zatem bez wątpienia można rzec, że bohaterki kreowane przez Philippę Gregory, to kobiety przede wszystkim skomplikowane pod względem emocjonalnym, lecz zarazem doskonale wiedzące, czego tak naprawdę oczekują od życia.

Obecnie w Polsce coraz większą popularnością cieszy się powieść pod tytułem Biała księżniczka, której główną bohaterką i zarazem narratorką jest żona Henryka VII - Elżbieta York. Ta postać może nieco odbiegać od wspomnianych wyżej postaci, ponieważ Elżbieta raczej nie wysuwa się na pierwszy plan, lecz relacjonuje czytelnikowi wydarzenia, w których przyszło jej brać udział jako małżonce założyciela dynastii Tudorów. Na wiele z tych zdarzeń nie ma większego wpływu, ponieważ pierwsze skrzypce gra oczywiście matka Henryka VII – Małgorzata Beaufort. To ona wciąż decyduje o tym, co tak naprawdę jest ważne dla polityki ówczesnej Anglii. Lecz z drugiej strony czy Elżbietę York możemy określić jako kobietę słabą? Chyba nie, ponieważ w tamtych naprawdę trudnych czasach należało wykazać się rzeczywiście wielką siłą charakteru, aby móc przetrwać w otoczeniu wrogów, z którymi czasem trzeba było dzielić nawet łoże.


Rebecca Ferguson jako Elżbieta Woodville  w ekranizacji Białej królowej
źródło

Skoro już jesteśmy przy dynastii Tudorów, to możemy pokusić się również o analizę dwóch córek Henryka VIII. Są to starsza – Maria i młodsza – Elżbieta. Pierwsza z nich to oczywiście zagorzała katoliczka, dla której wiara stanowi priorytet w działaniach, jakie podejmuje odnośnie polityki państwa. To za jej panowania w Anglii szalała krwawa i niezwykle brutalna inkwizycja, podczas której niewinni ludzie skazywani byli na wysoce barbarzyńską śmierć, jedynie za swoje religijne przekonania, które w żadnej mierze nie szły w parze z poglądami samej królowej. Niekiedy zdarzało się też, że Maria lekką ręką podpisywała egzekucję tych, którzy katolikami w istocie byli, lecz niezbyt jawnie okazywali swoje przekonania, bądź też nieopatrznie uczynili coś, co szpiegom królowej mogło się nie spodobać lub błędnie sugerować innowierstwo.

Wydaje się, że młodsza Tudorówna w niczym tak naprawdę nie przypominała swojej starszej siostry. Ale czy na pewno? Może to tylko pozory? Owszem, egzekucji nie podpisywała z byle powodu, lecz z drugiej strony nie można jej było odmówić tego, że nie posiada złych cech swojego ojca. Ciągły strach o utratę korony powodował, że Elżbieta w pewnym momencie swojego życia popadła w istne szaleństwo, podobnie jak niegdyś jej ojciec. Z kolei egoizm i samouwielbienie towarzyszyły jej praktycznie przez całe życie. Nawet na starość, kiedy uroda królowej zupełnie zgasła, Elżbieta domagała się komplementów z każdej strony. Nikt zatem nie mógł zarzucić jej, że nie jest córką Henryka VIII, który pod koniec życia zachowywał się zupełnie tak samo. Chyba tylko złośliwi oraz ci, którzy pokładali wiarę w jakieś nadprzyrodzone piekielne moce, mogli twierdzić, iż Elżbieta to pomiot samego diabła. Niektórzy żywili takie właśnie przekonanie ze względu na osobę Anny Boleyn, która przecież była jej matką i została ścięta między innymi dlatego, iż nagle pojawili się świadkowie, którzy uparcie powtarzali, że Anna ma konszachty z diabłem. Moim zdaniem w tym przypadku ojcostwo Henryka VIII było niepodważalne. 

Bardzo podobną do Marii I Tudor pod względem charakteru może wydawać się Maria Stuart. Philippa Gregory uczyniła ją bohaterką powieści pod tytułem Uwięziona królowa. Możliwe, że gdyby Elżbieta nie skazała Marii na lata odosobnienia, a w konsekwencji na ścięcie, Anglii mógłby grozić powrót do inkwizycji, bo przecież Maria to także zagorzała, a wręcz fanatyczna katoliczka. Być może to właśnie powtórki wspomnianej już rzezi młodsza Tudorówna chciała uniknąć. Z drugiej strony jednak, Elżbieta była niesamowicie łasa na władzę, a utrzymanie przy życiu Marii Stuart groziło utratą korony. Ta królowa Szkotów i krewna Tudorów również odznaczała się niezwykłą siłą charakteru. Zapewne gdzieś w głębi duszy czuła, że kres jej życia jest już bliski, lecz do końca nie pozwoliła na to, aby poddać się rozpaczy, co wymaga naprawdę ogromnego hartu ducha. 


Kadr z filmu Kochanice króla na podstawie powieści Philippy Gregory 
źródło


Skoro wspomniałam wyżej o stricte fikcyjnych postaciach, jakimi są Alys i bohaterki trylogii traktującej o rodzie Laceyów, to wypadałoby do kompletu dodać jeszcze młodą Żydówkę, której postać stanowi trzon jednego z tomów cyklu Tudorowskiego. Mam oczywiście na myśli Hannę Green. Dziewczyna pojawia się w Błaźnie królowej, stojąc u boku nie tylko Marii Tudor, ale także Elżbiety. W miarę upływu czasu i praktycznie wbrew sobie ta córka księgarza zostaje wplątana w szpiegostwo. Czy zatem nie trzeba ogromnej siły charakteru, aby móc działać na dwa fronty, mówiąc kolokwialnie? Owszem, trzeba. Hannah dodatkowo musi przecież zadbać o swoją rodzinę. Wszak jest też matką, której priorytetową powinnością jest ochrona własnego dziecka.

Tak więc bez względu na to, pod jakim kątem będziemy przyglądać się kobiecym postaciom kreowanym przez Philippę Gregory zauważymy, że tym, co je łączy są przede wszystkim: miłość, namiętność i pożądanie. Czasami jest to pragnienie mężczyzny, a innym razem będzie to żądza władzy i zabezpieczenie nie tylko własnej przyszłości, ale też swoich potomków. Mężczyźni natomiast są wówczas jedynie narzędziem, które ma im w tym pomóc. 

Tych kobiecych postaci – autentycznych czy fikcyjnych – które przez lata swojej twórczości stworzyła Philippa Gregory jest naprawdę sporo. Nie sposób wymienić i scharakteryzować je wszystkie. Najlepiej więc sięgnąć po książki autorki i przekonać się, co też takiego szczególnego jest w jej bohaterkach i sposobie pisania, że ma ona tak wielu fanów na całym świecie.








7 komentarzy:

  1. Jak pewnie wiesz, moją ulubienicą jest Elżbieta Woodville - pokochałam ją od pierwszego wejrzenia, jeśli mogę to tak ująć i pewnie nic już tego nie zmieni. Mam niezwykły sentyment także do Jakobiny Luksemburskiej i Katarzyny Aragońskiej:)
    Świetny pomysł na post! Gratuluję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :-) Elżbieta Woodville to także ulubiona postać samej Gregory. Tak gdzieś czytałam, ale pewnie o tym wiesz. Powiem Ci, że ja nie umiem tak jednoznacznie opowiedzieć się za którąkolwiek z tych postaci. Dla mnie każda coś w sobie ma. A co do samego artykułu, to on się już gdzieś ukazał rok temu, ale w znacznie okrojonej formie, bo ograniczała mnie liczba znaków. Były też inne ilustracje do niego. Na blogu dołożyłam jeszcze kilka akapitów. :-)

      Usuń
  2. Jak ja uwielbiam Twoje przemyślenia :)

    Uwielbiam powieści Phillippy Gregory a moja miłość rozpoczęła się od seansu "Kochanic króla". Zaraz potem wzięłam się za książkę, a po niedługim czasie i za kolejną i kolejną. Każda z nich na początku wydawała się niczym specjalnym, ale już po chwili nie mogłam się oderwać!
    Zgadzam się, kobiety kreowane piórem Gregory są inne. Nie są pięknymi, dobrotliwymi księżniczkami, które mówią o miłości i pokoju na świecie... Nie! To twarde, odważne kobiety, które mogą nawet zabić, byle tylko zdobyć to, o czym pragną.
    Dlatego też tak bardzo lubię te książki i cieszę się, że tak wiele historii jeszcze przede mną!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też na pierwsze spotkanie z autorką wybrałam "Kochanic króla" i zakochałam się

      Usuń
    2. Ja ekranizacji "Kochanic króla" nie oglądałam jeszcze, ale książkę czytałam i mnie porwała. Nie była to pierwsza książka Gregory, którą przeczytałam. Pierwsza to był "Błazen królowej" i od tej powieści tak naprawdę wszystko się zaczęło. Potem przyszły kolejne i teraz już nie mogę przestać czytać. Lubię też obyczajówki Philippy. Czytałam "Dom cudzych marzeń" i też się zachwyciłam. Polecam! :-)

      Usuń
  3. Dopiero poznaję kobiety Gregory, ale przyznam się, że większość z nich to po prostu kobiety z krwi i kości, często bardzo wyraziste i za to je lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jeszcze kilka kobiet, o których pisze Gregory, a o których nie wspomniałam. One wszystkie są naprawdę godne uwagi. Nawet bohaterka "Domu cudzych marzeń", która jest fikcyjna i żyje w czasach nam współczesnych, też jest niesamowita i ma bardzo silny charakter. :-)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.