Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

poniedziałek, 3 lutego 2014

Katarzyna Michalak – „Bezdomna”













Wydawnictwo: ZNAK LITERANOVA
Kraków 2013
Seria: Z Czarnym Kotem




Rozboje, kradzieże, morderstwa, dzieciobójstwo, bezdomność, pedofilia, korupcja, afery polityków na tle seksualnym, choroby… Między innymi tego rodzaju tematami każdego dnia zalewają nas polskie media. Czasami można mieć już tego naprawdę dosyć. Gdzie człowiek się nie obejrzy, wszędzie jakaś afera albo tragedia. Ale niestety tak właśnie wygląda nasze życie. Do tego czasami dochodzi jeszcze całe mnóstwo absurdów, na które jesteśmy skazani czy tego chcemy, czy nie. Nic więc dziwnego, że pisarze, podejmując się wykreowania jakieś historii, czerpią pomysły właśnie z życia. Przyznacie chyba, że przykłady problemów społecznych, które wymieniłam powyżej nie należą do najprzyjemniejszych i wielokrotnie zdarza się, że ludzie nie chcą o nich rozmawiać, ani nawet myśleć. Wolą zamieść je pod przysłowiowy dywan i niech tam sobie dojrzewają. Przecież o wiele lepiej jest zapomnieć o problemie, niż traktować go jak swego rodzaju wrzód na sumieniu, który po jakimś czasie może urastać do niebagatelnych rozmiarów.

Obecnie ludzie coraz częściej oceniają innych po pozorach. Wydają opinię jeszcze na długo zanim poznają fakty. Z jednej strony górę biorą emocje, a z drugiej brak rozsądku. Bardzo często zapominamy jednak, że takim przedwczesnym wydaniem wyroku można solidnie skrzywdzić najbardziej zainteresowanego w całej sprawie. W Polsce żyjemy wciąż stereotypami. Świat się zmienia, a my ciągle tkwimy w tym samym punkcie. Ktoś powie, że nie mam racji. Że to jedynie takie moje błędne odczucia. Uważam jednak, że stereotypy obalamy tylko i wyłącznie w mediach, natomiast w społeczeństwie wciąż istnieją pewne kręgi ludzi, którzy nie dadzą sobie nic powiedzieć, a już broń Boże nie pozwolą na wprowadzenie jakichkolwiek zmian w swoim otoczeniu.

Weźmy na przykład chorych psychicznie. Czy traktujemy te osoby z szacunkiem, choćby przez sam fakt, że są oni takimi samymi ludźmi jak my, tylko los okrutnie ich doświadczył? Czy czasami nie wypowiadamy się o nich pogardliwie i z głupkowatym uśmiechem na ustach, jednocześnie zataczając dłonią wiele mówiące kółka w okolicy głowy? Zastanówmy się przez chwilę czy bylibyśmy gotowi pomóc człowiekowi choremu psychicznie, gdyby nagle zaszła taka potrzeba. A w jaki sposób zachowalibyśmy się, gdyby choroba umysłowa dotknęła kogoś z naszych bliskich? Czy wstydzilibyśmy się takiej osoby przed sąsiadami? A może zamknęlibyśmy ją w czterech ścianach bez szans na oglądanie świata zewnętrznego?

Czasami równie pogardliwie, jak do osób chorych psychicznie, odnosimy się także do ludzi starych i schorowanych. Pozwólcie, że podam przykład z życia. Kilka lat temu niedaleko mojej rodzinnej miejscowości był przypadek, kiedy to rodzina w tajemnicy przed całą wioską zamykała w jakimś baraku, który znajdował się na posesji, seniora rodu. Dlaczego ci ludzie go tam więzili? Otóż dlatego, że dziadzio był zniedołężniały, „rozum mu odjęło” i generalnie przynosił rodzinie wstyd. Wypuszczano go „na wolność” jedynie raz w miesiącu. Kiedy? W dniu, w którym listonosz przynosił emeryturę. Owa rodzina sąsiadom wmawiała, że dziadzio jest chory i nie rusza się z łóżka. A ponieważ nikt za bardzo sprawą się nie interesował, takie zachowanie uchodziło tym ludziom na sucho. Dopiero gdy mężczyzna zmarł, cała sprawa wyszła na jaw. Wtedy regionalne gazety prześcigały się w pisaniu artykułów o społecznej znieczulicy, zaniedbaniu i takich tam innych stereotypowych poglądach i zachowaniach. Dlaczego o tym wspomniałam? Ponieważ z niektórych recenzji Bezdomnej wynika, że Autorka powieliła w niej stereotypy, których już nie ma. Czyżby na pewno odniosła się do czegoś, co już dawno umarło śmiercią naturalną? Nie sugerujmy się tym, co pokazują media. Popatrzmy na życie, jakie toczy się wokół nas, a wtedy zobaczymy dokładnie jak to jest z tymi stereotypami w naszym polskim społeczeństwie. Obawiam się, że zamiast skutecznie się ich wyzbywać, my równie efektywnie je pielęgnujemy.

Bezdomna jak sam tytuł wskazuje to powieść przede wszystkim o problemie bezdomności, ale nie tylko. W tej książce kumuluje się wiele istotnych problemów społecznych. Jednym z nich jest wspomniana już wyżej choroba psychiczna, a dokładnie psychoza poporodowa. Zgodnie z definicją, jaka pojawia się w literaturze przedmiotu, „psychoza poporodowa (popołogowa) występuje u 0,1-0,2 procent kobiet. Zazwyczaj początek choroby przypada na pierwsze dwa tygodnie po porodzie. Do czynników, które w jakiś sposób mogą sprzyjać pojawieniu się psychozy zaliczyć można pierworództwo, jak również występowanie w przeszłości choroby psychicznej u pacjentki lub u członków jej rodziny”.[1]

Z kolei wśród symptomów psychozy poporodowej wymienia się:

  • obniżony lub podwyższony nastrój (płacz lub śmiech nieadekwatnie do sytuacji),
  • zaburzenia snu (bezsenność w nocy),
  • zaburzenia łaknienia (niemalże całkowity brak apetytu),
  • nadmierne pobudzenie; bezładne przemieszczanie się w swoim otoczeniu,
  • niezrozumiałe zachowanie; wykonywanie rozmaitych niepotrzebnych czynności (niespodziewany krzyk, wychodzenie z domu w ubraniu nieadekwatnym do pogody, problemy z rozpoznawaniem osób bliskich),
  • silny niepokój i lęk; ukrywanie się przed ludźmi,
  • wypowiadanie treści urojeniowych (wypowiadane kwestie urojeniowe dotyczą głównie dziecka),
  • halucynacje (rozmowa z osobami nieistniejącymi),
  • wypowiadanie myśli samobójczych i zaprzeczanie tym myślom.[2]

Zapewne zastanawiacie się, po co w recenzji książki taki wywód medyczny? Być może nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, czym jest psychoza poporodowa. Powołując się na literaturę przedmiotu chciałam nieco przybliżyć ten tragiczny w konsekwencjach problem, z którym zmagają się niektóre kobiety tuż po urodzeniu dziecka. Oczywiście nie obejdzie się wówczas bez hospitalizacji pacjentki.

A teraz przejdźmy już do samej książki. Główną bohaterką powieści jest młoda kobieta – Kinga Król. Pochodzi z jakiejś niewielkiej wioski niedaleko Bydgoszczy. Obecnie mieszka w Warszawie, która miała dać jej szczęście, a przyniosła ból i cierpienie tak wielkie, że ciężko to sobie wyobrazić. Nieudany związek z kochankiem, rozpad małżeństwa, leczenie w szpitalu psychiatrycznym, utrata rodziny i mieszkania. A jak by tego było mało, rok temu popadła w bezdomność. W takiej sytuacji Kinga widzi jedyne wyjście – samobójstwo. Kobieta ma już dosyć takiego życia, czemu tak naprawdę nie można się dziwić. Kto by to wszystko wytrzymał? Na odebranie sobie życia Kinga wybrała najbardziej magiczny dzień w roku – Wigilię. Tak więc w tym szczególnym dniu, kiedy niemalże wszyscy zasiadają do stołu ze swoimi bliskimi, ona pragnie pożegnać się z życiem, wybierając do tego psychotropy zalecone przez psychiatrę i śmietnik na jednym z warszawskich osiedli. I wtedy wydarza się cud. W ślad za Kingą podąża Kacper. Kim jest Kacper? To kot, który nie wiadomo skąd się przybłąkał i nie pozwala kobiecie w spokoju przejść na drugi świat. Oczywiście imię swojego wybawcy Kinga pozna znacznie później. Na chwilę obecną kot jest jej wrogiem, bo nie daje jej spokoju, którego ona tak bardzo potrzebuje, aby móc ze sobą wreszcie skończyć.

Dość szybko okazuje się, że nie tylko Kacper zakłóci spokój Kingi. Chyba ktoś się na nią uwziął w tę wyjątkową noc, bo oto drzwi śmietnika otwierają się i staje w nich młoda kobieta. Pech chciał, że ową kobietą jest dawna kochanka męża Kingi. I jak tu się skutecznie zabić, kiedy ktoś ciągle przeszkadza? No nie można!!! Nawet tego Kindze los odmawia, stawiając na jej drodze „wypindrzoną laskę i zawszonego kota”.

Joanna Reszka to niezależna dziennikarka, marząca o zdobyciu Złotego Laura. Jest to nagroda przyznawana najlepszemu dziennikarzowi. Redaktor Reszka jest dość wulgarna. Nie pasuje do wypasionego apartamentowca, w którym przyszło jej mieszkać. Widać, że jest bogata, ale cóż z tego, skoro Boże Narodzenie spędza samotnie. Dlatego jakoś tak zupełnie niespodziewanie decyduje się na przygarnięcie bezdomnej i „jej” kota. Niemniej, znając wyrafinowanie Joanny Reszki, można przypuszczać, że nie robi tego bezinteresownie. Ona szuka materiału na artykuł, który zapewni jest pierwsze miejsce w konkursie na najlepszego dziennikarza. Czy zatem redaktor Reszka wykorzysta osobistą tragedię Kingi Król, i tym samym zawalczy o Złoty Laur? A może wyrzuty sumienia z powodu krzywdy, jaką jej wyrządziła w przeszłości, sypiając z mężem Kingi, będą znacznie silniejsze od chęci zdobycia sławy? Czy kobiety dojdą do porozumienia? Czy zdołają się ze sobą zaprzyjaźnić i puścić w niepamięć to, co było, a nie wróci? A może obydwie zostaną wykorzystane i od tej chwili już nic nie będzie takie samo? I co takiego na dnie duszy skrywa Kinga Król, że nie może normalnie żyć na łonie społeczeństwa?

Tych problemów w Bezdomnej jest naprawdę wiele. Oprócz wspomnianej bezdomności, choroby psychicznej i zdrady małżeńskiej, mamy tutaj do czynienia z brakiem odpowiedzialności, znieczulicą, wstydem, który zmusza do opuszczenia poprzedniego miejsca zamieszkania, wyparciem się własnego dziecka. A wszystko to z powodu braku zrozumienia i zainteresowania drugim człowiekiem, który potrzebuje pomocy i nie uzyskuje jej od najbliższych. W tej powieści pozytywnym bohaterem jest jedynie… kot. Cała reszta to ludzie niesamowicie denerwujący z całą galerią rozmaitych wad. Postacie te nie są w stanie wzbudzić w czytelniku sympatii. Można jedynie współczuć Kindze Król, z którą życie obeszło się naprawdę okrutnie. Lecz z drugiej strony czy należy się nad nią użalać, czy może osądzić, wydać wyrok i wsadzić do więzienia na resztę życia? I w tym momencie dochodzimy do sytuacji, w której Katarzyna Michalak stawia czytelnika niejako w roli sędziego. To my musimy osądzić główną bohaterkę. To właśnie my-czytelnicy jesteśmy zmuszeni do wydania ostatecznego werdyktu. Czy skazujemy Kingę Król na karę dożywotniego więzienia, czy może szukamy okoliczności łagodzących i wybaczamy jej okrutny czyn, którego się dopuściła?

Bezdomna to powieść o bardzo mocnym i tragicznym przesłaniu. To dramat, a historia Kingi Król zmusza do myślenia i przede wszystkim wstrząsa czytelnikiem do głębi. Czy jest to powieść szkodliwa społecznie, jak twierdzą niektórzy? Zależy od punktu widzenia. W mojej ocenie powieść szkodliwa społecznie nie jest. Wiele scen to odbicie w lustrze naszego polskiego społeczeństwa, a przecież ludzie nie lubią, kiedy mówi im się prawdę prosto w twarz. I wszystko byłoby bez zarzutu, gdyby nie warsztat Autorki i – mówiąc kolokwialnie – przekombinowanie niektórych wątków. Widać, że są naciągane do maksimum. Skoro pisarz czerpie z życia, to niech zachowa przy tym realizm.

Podobnie jak w przypadku Mistrza, którego czytałam kilka miesięcy temu, tutaj również doskonały pomysł na fabułę uległ zniszczeniu. Rozumiem, że nie każdy może pisać jak Jodi Picoult, która z pewnością tego rodzaju temat skierowałaby na salę sądową i zafundowałaby czytelnikowi proces Kingi Król, podczas którego nie brakowałoby emocji, a szala zwycięstwa raz przechylałaby się na stronę prokuratury, a raz na stronę obrony. Naprawdę szkoda, że świetny temat na książkę został opracowany byle jak i po łebkach, jak gdyby w pośpiechu.

Czytając Bezdomną odniosłam wrażenie, że cała ta fabuła wisi w powietrzu. Znów nie ma spójności. Bohaterowie są do siebie tak bardzo podobni, że gdyby nie zmiana imion, nie wiadomo byłoby kto jest kim. Oczywiście fakt, że postacie są antypatyczne, nie kwalifikuje powieści do kategorii złych. Wręcz przeciwnie. Dzięki temu czytelnik popada w skrajne emocje, jak gniew czy złość. Ale nie można wszystkich bohaterów kreować według jednego schematu! Czym tak naprawdę różni się Joanna Reszka od Kingi Król? Chyba tylko nazwiskiem. Nawet zwykły kieliszek określają tym samym zdrobnieniem. A Krzysztof Król od Cezarego Grabskiego? Tak nie można!

Odnoszę wrażenie, że Katarzyna Michalak, podejmując tak kontrowersyjny temat, chciała wstrząsnąć czytelnikiem. W związku z tym Autorka zastosowała w Bezdomnej tak zwaną hiperbolizację, czyli wyolbrzymienie i przejaskrawienie cech, przedmiotów, osób i zjawisk.  Ten zabieg sprawił, że książka tak naprawdę zapowiadająca się świetnie, stała się zwyczajną karykaturą. Oczywiście ja dopatrzyłam się w Bezdomnej cech pozytywnych, o których napisałam powyżej. Niemniej, powieść posiada też poważne wady techniczne zarówno w kwestii językowej, jak i merytorycznej. Nie da się również ukryć, że Autorka inspirowała się między innymi głośną sprawą Katarzyny W. z Sosnowca. Po co? Czy nie można było stworzyć własnej historii, oderwanej od tamtego wydarzenia?

Co czuję po przeczytaniu Bezdomnej? Żal. Tak, czuję żal, że kolejny świetny pomysł na powieść został pogrzebany. W Mistrzu stało się tak z wątkiem sensacyjnym, a tutaj zawodzi praktycznie większość elementów. Przede mną w najbliższym czasie jeszcze Nadzieja. Jak to mówią: do trzech razy sztuka. Nie chcę spisywać na straty książek Katarzyny Michalak, dlatego wciąż daję Autorce szansę. Mam nadzieję, że w końcu trafię na powieść, która w moim odczuciu będzie adekwatna do tych wszystkich pozytywnych recenzji, których w Internecie jest całe mnóstwo.







[1] Poporodowe zaburzenia psychiczne. Psychoza poporodowa [w:] J. Krzyżanowska-Zbucka, Problemy emocjonalne kobiet w okresie okołoporodowym, U. Kubicka-Kraszyńska (red.), Fundacja „Rodzić po ludzku”, Warszawa 2008, s. 34.
[2] Ibidem, s. 34-35. 





25 komentarzy:

  1. Uch, ale się rozpisałaś! Ale to dobrze :).
    Nie miałam jeszcze okazji czytać żadnej powieści Michalak - pewnie dlatego, że spotykam się ze skrajnie różnymi opiniami na ich temat; jakoś nie mogę się do którejkolwiek z nich przekonać. Ale kiedy wreszcie nadejdzie ten czas (a wiem, że nadejdzie), chyba przyjrzę się bliżej "Nadziei", bo coś czuję, że chociażby "Bezdomna", a tym bardziej "Mistrz", rozczarują mnie do tego stopnia, że już po kolejną książkę tej autorki nie sięgnę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo ja się tak rozpisuję ;-) A poważnie, nie chciałam Autorki skrzywdzić, naprawdę. Dlatego starałam się jak najwyraźniej ująć w recenzji plusy i miunusy tej powieści. Pod koniec zeszłego roku przeczytałam "Mistrza". No i zawiodłam się na wątku sensacyjnym. Tutaj myślałam, że skoro obyczajówka, to będzie lepiej. I znów chaos i zamieszanie, a wszystko to tak na łapu capu napisane. Wierzę, że "Nadzieja" zrekompensuje mi te dwie książki.

      Usuń
  2. Osobiście ,,Bezdomna'' mi się podobała, lecz przyznaje, że twoje argumenty do mnie przemawiają i zgadzam się z nimi. Wcześniej jakoś pod tym kątem nie analizowałam książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja naprawdę bardzo długo pisałam recenzję tej ksiżąki. Pomyślałam sobie: kurczę, coś jest nie tak, skoro "Mistrz" mnie trochę rozczarował i kolejna książka to samo! Po co ta sprawa z Sosnowca wpleciona? Po co ta hiberbolizacja, która tylko zaszkodziła książce? Generalnie pomysł naprawdę doskonały. Jak widać Autorka ma świetne pomysły, tylko wykonanie jej nie wychodzi.

      Usuń
    2. Faktycznie ta sprawa z Sosnowca to było duże przegięcie:(
      Ogółem pomysły na fabułę autorka ma świetne, tylko z wykonaniem są problemy.
      Polecam ,,Ogród Kamili'. Moim zdaniem to najbardziej ,,dojrzała'' powieść Michalak.

      Usuń
    3. Dzięki. Będę pamiętać. Na razie czeka na mnie "Nadzieja", bo zamówiłam ją razem z "Bezdomną" jako że są z jednej serii. Jeśli się zawiodę, to po prostu przestanę czytać książki Katarzyny Michalak, żeby potem ktoś mi nie zarzucił, że są mi potrzebne do tego, żeby móc się na czymś wyżyć.

      Usuń
  3. Nie odmówię sobie tej pozycji, ponieważ po przeczytaniu książki "Nadzieja" (możesz video-recke na moim blogu zobaczyć) byłam oczarowana pismem autorki. Czar trwa nadal, wiec się skuszę :)
    Pozdrawiam Kochana ^^ :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście to są tylko moje odczucia. Ja też mam w planach najbliższych "Nadzieję" i wciąż wierzę, że ona mi zrekompensuje te dwie niezbyt udane książki. A Tobie życzę miłej lektury przy "Bezdomnej", choć nie wiem czy słowo "miła" jest tutaj adekwatne do tego, czego dotyczy ta książka. Bo sam problem miły nie jest w żadnym wypadku. Jest tragiczny. Uściski! :-)

      Usuń
  4. Nareszcie porządna recenzja, a nie pean ku czci twórczości Autorki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Tych "peanów" w sieci jest multum :-)

      Usuń
    2. Wiesz, gdybym uznała, że książka jest naprawdę dobra, to bądź pewien, że dołączyłabym do tych internetowych peanów. Ale cenię sobie szczerość i nie mogłam napisać inaczej. Może akurat trafiam na te gorsze książki Katarzyny Michalak. Sama nie wiem. Naprawdę żałuję, że doskonały temat na powieść został źle wykorzystany. :-(

      Usuń
  5. Tym razem sobie daruję. Oj poczułam czytając symptomy choroby pewien niezidentyfikowany niepokój. Przyznam, że potrafisz sugestywnie pisać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, każda choroba psychiczna to ogromny dramat nie tylko dla chorego, ale też dla jego otoczenia. A już kiedy choruje młoda matka, to prawdziwa tragedia. Rolą pisarza jest między innymi wzbudzać w czytelniku wszelkiej maści uczucia, nawet te skrajne. Ja to właśnie robię w swoich recenzjach i tekstach literackich, jeśli oczywiście sprzyja temu problematyka. Kiedyś robiłam to w artykułach, które pisałam dla jednego z portali internetowych i dla regionalnej prasy.

      Usuń
  6. Genialnie napisane! Zastanawiałam się, czy brać się za "Bezdomną", czy raczej nie. Niestety po Twojej recenzji, nadal nie wiem. Temat mnie pociąga, ale ten język, ten brak podołania tematyce, odstrasza. Boje się rozczarowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o język, to musisz dodatkowo przygotować się na wulgaryzmy, które - moim zdaniem - użyte są nie tam, gdzie powinny. Takie trochę rzucanie na oślep, dla lepszego efektu. Tylko czy naprawdę lepszego? Książka nie jest długa, więc dużo czasu przy niej nie spędzisz. A może Tobie akurat się spodoba? Ja zawsze jestem tego zdania, że najlepiej wypróbować na własnej skórze. :-)

      Usuń
  7. Ja jakoś nie mam przekonania do tej powieści

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic na siłę, bo temat naprawdę ciężki.

      Usuń
  8. "Nadzieja" podobała mi się najbardziej z powieści pani Michalak. "Mistrz" to dla mnie była tragedia, "Bezdomna" trochę lepsza ale też pisałam, że jest mało wiarygodna. Ot, czytadło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jak dla mnie "Bezdomna" porusza naprawdę istotne kwestie życiowe, ale te kwestie niestety są przekoloryzowane, naciągane, np. ta sprawa z artykułem. Może się nie znam, ale wydaje mi się, że nie jest możliwe, aby część nakładu z innym tekstem poszła w jakąś dziurę, a pozostała część już z innym tekstem na resztę Polski. Poza tym, nie wiem czy zauważyłaś, ale jest tam też błąd rzeczowy. Chodzi o nazwisko tych ludzi, którzy przeczytali pierwotny tekst. Najpierw to nazwisko mają, a potem nagle stają się anonimowi, takie sobie państwo "Stanisławostwo". Uważam, że jeśli autor bierze się za poważne tematy, to musi im poświęcić naprawdę sporo czasu. A tutaj mam wrażenie, że książka została napisana "na szybko", aby tylko ją wydać. Ostatnio przeprowadzałam wywiad z Nicky Pellegrino i ona mówi, że książkę pisze się co najmniej rok! Niektórzy z naszych autorów tak bardzo bronią się przed tym, żeby brać przykład z pisarzy zachodnich. Ale może trzeba by było wreszcie zacząć? ;-)

      Usuń
  9. wiesz coraz bardziej zniechęcam się do tej pozycji, a dostałam ją w prezencie, sama nie wiem czytać czy nie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wiesz, prezent wypadałoby przeczytać ;-) A poważnie, to może akurat inaczej odbierzesz tę powieść niż ja. Każdy ma inny gust. :-)

      Usuń
  10. Specjalnie zwlekałam z komentarzem u Ciebie pod recenzją tej książki, by zobaczyć czy "obrońcy" autorki i Ciebie dopadną w komentarzach, ale widzę, że masz spokój. :) Oby tak zostało. :)

    Był czas, że mimo wielu negatywnych opinii (rozsianych w gąszczu zachwytów) chciałam poznać twórczość pani Michalak, ale... Im więcej krytycznych recenzji przeczytałam (które naprawdę profesjonalnie wyłuszczały wady książek autorki), tym ta ochota zaczęła słabnąć. I na razie się to nie zmieni jak sadzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewo, ja bym sobie nie pozwoliła, żeby mnie, czy kogokolwiek innego, tutaj obrażano. Owszem, na merytoryczne uwagi jestem gotowa i o nich mogę zawsze podyskutować. Natomiast obrażanie, nawet w dobrym celu, odpada u mnie. Poza tym, wydaje mi się, że moja recenzja jest szczegółowa, a opinia konstruktywna. Są też plusy tej powieści. Po prostu, pani Michalak powinna popracować nad warsztatem, a jeśli podejmuje się poważnego tematu powinna większą wagę przyłożyć do researchu, i wtedy wszystko będzie ok. Książkę o takiej tematyce, jak "Bezdomna" nie można napisać w ciągu kilku tygodni. Nie mogłam opędzić się od myśli, jak ten temat opisałaby Jodi Picoult. Poza tym, temat "śliskiego kocyka" przewija się już od szesnastej strony. Tak jak napisałam w komentarzu do Cyrysi: przeczytam jeszcze "Nadzieję", bo mam tę książkę w domu. Jeśli znów się zawiodę, to odpuszczę sobie książki pani Michalak, żeby nie zostać posądzoną o to, że krytykuję ją złośliwie, bo tak nie jest. ;-)

      Usuń
  11. Nie czytałam jeszcze żadnej książki tej autorki i zastanawiam się czy zacząć. Empik jest zawalony jej książkami i już kilka razy sięgałam na półkę, ale coś mnie wstrzymywało. Może to znak, że jednak na razie powinnam sobie odpuścić panią Michalak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widzisz, ja już po raz drugi się zawiodłam. Uważam, że Pani Michalak ma świetne pomysły na książki, tylko nie potrafi ich zrealizować. A może ja nie rozumiem tego typu twórczości? Może ja od książki chcę czegoś więcej, niż tylko lajtowych i momentami wulgarnych tekstów, które tak naprawdę sprawiają, że fabuła jest karykaturą tego, co powinna sobą reprezentować? Myślę, że każdy powienien sprawdzić to na sobie. Być może Tobie akurat by się te książki spodobały i przy ocenie nie byłabyś taka drobiazgowa jak ja. :-)

      Usuń