Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

czwartek, 13 lutego 2014

Diane Chamberlain – „Zatoka o północy”













Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I SK-A
Warszawa 2013
Tytuł oryginału: The Bay at Midnight
Przekład: Teresa Komłosz





Czasami zastanawiam się, dlaczego tak wielu pisarzy, tworząc swoje fikcyjne historie opiera je na przeszłości bohaterów. Bardzo często wykreowane przez nich postacie przez resztę swojego życia muszą zmagać się z jakimiś traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa albo z wieku nastoletniego. Sytuacje, które były udziałem bohaterów, z reguły nie zostały do końca wyjaśnione, i z tego też powodu kładą się cieniem na ich obecnym życiu. Są jak demony z piekła rodem, które nie dają spokoju, choćby bohaterowie bardzo tego chcieli. Na rozwiązanie tajemnicy z przeszłości należy poczekać i pozwolić, aby zadziałał splot rozmaitych wydarzeń, na przykład otrzymanie enigmatycznego listu, którego autor nie do końca wyjaśnia sprawę, tym samym wprowadzając w życie zainteresowanych spore zamieszanie, i powodując, że przeszłość wraca, niekiedy nawet ze zdwojoną mocą.

W amerykańskim stanie New Jersey leży miasteczko o nazwie Point Pleasant, a w nim niezwykle malownicze miejsce z dostępem do oceanu – Bay Head Shores. Jest to zatoka, nad którą ludzie swego czasu wybudowali domy, gdzie spędzają każde lato. Panuje tam wręcz sielankowa atmosfera, choć miejsce to jest też świadkiem rozmaitych dylematów swoich mieszkańców. Obserwuje ich pierwsze – z reguły nieszczęśliwe – miłości. Przygląda się ich rozczarowaniom, sprzeczkom, ale też widzi ich radości i szczęście. Jednakże latem 1962 roku w Bay Head Shores dochodzi do tragedii. Od tego czasu nic już nie będzie takie samo. Ludzie przestaną czuć się tam szczęśliwi, a cień tego wydarzenia już zawsze będzie kładł się na życiu tych, którzy w jakiś sposób przyczynili się do zaistniałego dramatu.

Jedną z rodzin spędzających każde wakacje w Bay Head Shores są Bauerowie. Dom, w którym mieszkają został zbudowany na początku XX wieku przez seniora rodu, a potem już tylko przekazany jego córce – Marii Bauer (nazwisko po mężu). Jest to familia trzypokoleniowa, jednak największe zainteresowanie czytelnika budzi najmłodsze pokolenie, czyli trzy córki Marii i Charlesa Bauerów. Najstarsza z nich – siedemnastoletnia Izzy – to typowa rozkapryszona i zbuntowana nastolatka, dbająca o swój wygląd i ciesząca się ogromnym powodzeniem wśród męskiej części mieszkańców Bay Head Shores. Z kolei dwunastoletnia Julie sprawia wrażenie nieco lekkomyślnej, a może nad wyraz odważnej, co czasami powoduje, że wpada w niepotrzebne kłopoty. Jej zainteresowanie budzą głównie książki niejakiej Carolyn Keene, która stworzyła cykl powieściowy przeznaczony dla młodzieży, a główną jego bohaterką stała się Nancy Drew. Julie jest zachwycona tymi książkami do tego stopnia, że sama również wymyśla rozmaite fikcyjne historie, a do tego gromadzi jeszcze skarby, które być może kiedyś pomogą w rozwiązaniu jakiejś tajemniczej zagadki o podłożu kryminalnym. Najmłodszą latoroślą Bauerów jest ośmioletnia Lucy. Dziewczynka cierpi na nerwicę lękową. Boi się praktycznie wszystkiego, czym niejednokrotnie denerwuje domowników. Ale niestety nic nie można poradzić, aby uwolnić Lucy od jej demonów.

W sąsiednim domu mieszka rodzina Chapmanów. W tym przypadku również należy zwrócić uwagę na najmłodsze pokolenie. Ned Chapman to nieziemsko przystojny młody mężczyzna, który wywołuje motyle w brzuchu u niejednej przedstawicielki płci pięknej mieszkającej w Bay Head Shores. Jest też Ethan. Chłopak ma dwanaście lat i stanowi całkowite przeciwieństwo swojego starszego brata. Sprawia wrażenie, jak gdyby nie interesował go cały świat. On ma swoje owoce morza, na których przeprowadza „sekcje zwłok”, i nic poza tym go nie pociąga. No może czasami rzuci spojrzeniem w kierunku Julie Bauer, ale ona generalnie go nie zauważa.

Obydwie rodziny od lat żyją zbyt blisko siebie, co w konsekwencji skutkuje tym, iż ich członków łączy znacznie więcej niż dzieli. Można przypuszczać, że styl życia, jaki prowadzi Izzy prędzej czy później przyprawi ją o poważne kłopoty. Lecz chyba nikomu nie przyszłoby do głowy, aby pomyśleć o zabójstwie. Bo dziewczyna którejś letniej nocy zostaje zamordowana, i nikt tak naprawdę nie wie, kto za tym stoi. Owszem, są przypuszczenia, spekulacje, ale do końca nie wiadomo, kto zabił i dlaczego.

Mijają lata. Umiera Ned Chapman. Po przeszukaniu jego mieszkania okazuje się, że mężczyzna przed śmiercią napisał list, który najprawdopodobniej planował zanieść na policję. W liście twierdzi, że niewinny człowiek trafił za kratki oskarżony o zamordowanie Isabel Bauer. Dlaczego zatem Ned Chapman zwlekał tak długo z wyjawieniem prawdy? Czy krył prawdziwego mordercę? Dlaczego dopuścił do sytuacji, w której Bogu ducha winien człowiek postradał życie w więzieniu? Gdzie było jego sumienie?

Nic więc dziwnego, że list któregoś dnia trafia do Julie, która zdążyła już wyjść za mąż i rozwieść się. Wychowała córkę, która – o ironio! – jest niesamowicie podobna do jej zamordowanej siostry. Zrobiła też oszałamiającą karierę jako pisarka. Jak zatem powinna zachować się teraz Julie, wiedząc że jej przypuszczenia mogą okazać się prawdą? Przecież ona tak de facto nigdy nie wierzyła w alibi Neda, a już na pewno nie dawała wiary w oskarżenia skierowane pod adresem człowieka, którego amerykański wymiar sprawiedliwości wsadził za kratki. Czy powinna wracać do przeszłości i próbować odnaleźć odpowiedź na pytanie: kto zabił? Czy to będzie mieć jakiś sens, skoro minęło już ponad czterdzieści lat? I jak o wszystkim powiedzieć starej matce, która z morderstwa Izzy zrobiła temat tabu?

Zatoka o północy to pierwsza powieść Diane Chamberlain, którą przeczytałam. Przyznam, że sięgnęłam po tę książkę z jednego powodu. Otóż, zauważyłam, że Autorka porównywana jest do Jodi Picoult. Czy słusznie? Nie wiem. Na podstawie tej jednej powieści trudno jest mi to jednoznacznie ocenić. Na chwilę obecną powiedziałabym, że tego typu stwierdzenie jest stanowczo na wyrost. Jodi Picoult pisze zupełnie innym stylem, a jej pomysły na książki również są inne niż Diane Chamberlain. Być może kiedyś zmienię zdanie. Na razie żadne porównanie tych dwóch Autorek nie wchodzi w grę.

Trzeba jednak przyznać, że fabuła powieści naprawdę wciąga. Narracja prowadzona jest z perspektywy trzech kobiet: Marii Bauer, Julie Sellers oraz Lucy Bauer. Każda z tych bohaterek inaczej zapamiętała tamto tragiczne lato 1962 roku w Bay Head Shores. Od tamtego czasu żadna z nich nie pojechała do miejsca, które niegdyś było dla nich tak bardzo wyjątkowe. Wspomnienia bolą, więc po co się narażać? Po śmierci Isabel dom nad zatoką został sprzedany, i przez lata często zmieniał swoich właścicieli. Ponieważ to trzy różne kobiety opowiadają o swoich doświadczeniach, czytelnik ma doskonały obraz ich uczuć, a także widzi, jaki tak naprawdę był udział każdej z nich w tym, co się wówczas wydarzyło. Chyba najbardziej niewinna w tym wszystkim jest Lucy, która była zbyt mała i strachliwa, aby móc w jakiś sposób przyczynić się do śmierci siostry. Natomiast Maria i Julie mają sobie wiele do zarzucenia.

Podobnie jak na początku lat 60. XX wieku, tak i teraz czytelnik spotyka trzy pokolenia, lecz tym razem są to pokolenia kobiet: Maria, Lucy i Julie oraz Shannon. Ta ostatnia to córka Julie. Okazuje się, że Shannon Sellers jest podoba do swojej zmarłej tragicznie ciotki nie tylko pod względem urody. Można odnieść wrażenie, że charakter również odziedziczyła po Izzy. Z kolei list, który trafił w ręce Julie chcąc nie chcąc przywraca wspomnienia, dzięki którym ożywają demony i powracają wyrzuty sumienia. Ale jest też coś więcej. Wraca miłość, która tym razem nie już szczeniackim uczuciem, lecz niezwykle dojrzałym. Ponadto na światło dzienne wychodzą tajemnice, które przez lata były skrywane gdzieś na dnie duszy, i być może bohaterowie łudzili się, że nigdy nie zostaną odkryte, a oni sami nigdy nie będą musieli ponownie stawić im czoła.

Diane Chamberlain skupia uwagę czytelnika nie tylko na kwestii morderstwa, ale porusza też inne aspekty charakterystyczne dla lat 60. XX wieku. Jednym z takich problemów są uprzedzenia rasowe. Nieważne, że kolorowi to dobrzy ludzie. Liczy się tylko i wyłącznie kolor ich skóry. To on przesądza o wszystkim. Praktycznie już za sam wygląd należy się kara. Inną kwestią jest religijność, czasami ociekająca fałszem. Cosobotnie spowiedzi u straszącego piekłem księdza nie należą do przyjemności, ale nie ma wyjścia. Charles Bauer praktycznie rządzi pod tym względem w domu, i nie wolno mu się sprzeciwiać. Jego konserwatywne przekonania sprawiają, że czytelnik ma ochotę potrząsnąć tym człowiekiem i nalać mu rozumu do głowy. Nie wiadomo czy właśnie taki sposób podchodzenia do życia i wychowywania dzieci, nie przyczynił się przypadkiem do tragedii w zatoce. Te ciągłe wyrzuty sumienia u dzieci z powodu jakichś – nawet błahych przewinień – skutkują poważnie w ich dorosłym życiu, ponieważ wciąż tkwią w ich pamięci. Choć z drugiej strony można odnieść wrażenie, że Lucy i Julie dopiero jako dorosłe kobiety zaczęły naprawdę żyć, szczególnie fakt ten dotyczy Lucy. Julie żyła przez lata w związku małżeńskim, więc na pewne zachowania pozwolić sobie nie mogła. Ale strachliwa niegdyś Lucy…

Ta książka jest nie tylko bardzo dobra pod względem fabuły, ale też zmusza do rozważań nad tematami w niej poruszonymi. Taką ciekawostką są zamieszczone na końcu powieści pytania dotyczące dyskusji nad zagadnieniami zawartymi w jej fabule. Przyznam, że z czymś takim spotykam się po raz pierwszy. Jest to doskonała pomoc szczególnie dla członków Dyskusyjnych Klubów Książki, które działają przy polskich bibliotekach. Czytelnicy po przeczytaniu konkretnej lektury, spotykają się tam i oddają dyskusjom, analizując fabułę i postępowanie poszczególnych bohaterów.

Tak więc możecie śmiało sięgnąć po Zatokę o północy, lecz nie nastawiajcie się na literaturę á la Jodi Picoult, bo to jeszcze nie ten próg i nie ten styl ani tematyka. 






22 komentarze:

  1. Powieści Jodi Picoult bardzo lubię czytać i na tę książkę recenzowaną przez Ciebie myślę, że się skuszę, choć nie ma podobieństw między autorkami. Tematycznie jednak może trafić w mój gust.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to na pewno nie jest to, co prezentuje Jodi Picoult. Nie rozumiem tych porównań. Ale z drugiej strony może to być zwykły chwyt reklamowy. Najlepiej porównać do znanego i dobrze sprzedającego się nazwiska, a zysk murowany. Natomiast Diane Chamberlain doskonale broni się sama i wcale nie musi zdobywać uznania wśród czytelników na plecach Jodi Picoult. A zatem miłej lektury! :-)

      Usuń
  2. Ciekawie o tej książce napisałaś, będzie moim "Must have, must read" :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest godna uwagi. Myślę, że powinna Cię zainteresować :-)

      Usuń
  3. Przypomniałaś mi, że dawno nie czytałam książki tej pani. :) Trzeba to nadrobić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile dobrze pamiętam, mówiłaś kiedyś, że masz tę powieść na półce. A więc do roboty! :D

      Usuń
    2. Tak, mam. Mam nawet wszystkie Chamberlain wydane u nas. :)

      Usuń
    3. No to super! Nic tylko czytać. :-)

      Usuń
  4. Cieszę się, że tak pozytywnie odebrałaś tę książkę, ponieważ jakiś czas temu pewna blogerka zrobiła mi niespodziankę i bezinteresownie podarowała mi w prezencie właśnie tę powieść. Co prawda jeszcze jej nie czytałam, ale w wolniej chwili zamierzam nadrobić zaległości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I kolejna książka, którą dostałaś w prezencie. :-) Na pewno Ci się spodoba. Czekam zatem na Twoją recenzję. :-)

      Usuń
  5. Nie ważne, czy książka ta przypomina twórczość Jodi Picoult, czy nie, bo i tak mnie interesuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja raczej nie sugeruję się porównaniami, bo z doświadczenia wiem, że potrafią być krzywdzące dla autora. Niemniej, w tym przypadku jakoś tak bezwiednie się zasugerowałam. Na pewno ta książka w niczym nie przypomnina tego, co tworzy Picoult. Może inne powieści tak, ale "Zatoka o północy" ma inny klimat, a wątek kryminalny nie jest przedstawiony tak, jak ma to w zwyczaju Jodi Picoult. :-)

      Usuń
  6. Książka bardzo mi się podobała.Czytałam jeszcze "Prawo matki" i chyba była nawet lepsza,więc polecam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam zamiar przeczytać jeszcze inne powieści D. Chamberlain, więc do "Prawa matki" na pewno kiedyś dotrę. Dzięki za polecenie. :-)

      Usuń
  7. Mnie zainteresowały te pytania na końcu powieści. Z jednej strony - ciekawy zabieg. Z drugiej - czy aby nie zdradzają fabuły? Albo jej nie spłaszczają? Książki w rękach nie miałam, więc liczę, że rozwiejesz moje wątpliwości.
    A recenzja jak zwykle trzyma poziom!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytań jest 12 i dotyczą generalnie Julie Sellers, bo to ona, jako dziecko, najbardziej ucierpiała psychicznie z powodu morderstwa siostry. Przypuszczam, że te pytania pochodzą od samej Autorki, zaś nie jest to zabieg wydawcy. Na ich podstawie czytelnik może dokonać analizy postawy Julie, ale odpowiedzi na te pytania odnajdzie dopiero po przeczytaniu ksiażki. Bez czytania nie da rady odnieść się do nich w żaden sposób, bo nie wiemy, o co chodzi. Tak więc bez obaw. :-))) Dzięki za docenienie recenzji! :-)

      Usuń
  8. Tej powieści jeszcze nie czytałam, ale pozostałe Chamberlain tak, i dla mnie osobiście pisze ona lepiej, niż Picoult. Żadna jej książka mnie nie nudziła, czego o Picoult powiedzieć niestety nie mogę (co nie zmienia faktu, że jej "W naszym domu" uważam za genialną historię).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, że Jodi Picoult pisze od pewnego czasu schematycznie, ale prawdę powiedziawszy taka schematyczność grozi każdemu autorowi, który ma na koncie niezliczoną ilość tytułów. Ja jestem daleka od porównywania względem siebie autorów, ponieważ uważam, że każdy pisarz jest indywidualnością i tworzy według własnego stylu. Dlatego takie chwyty reklamowe mnie denerwują. Tak więc Jodi Picoult to jedno, a Diane Chamberlain to drugie. I tego się trzymajmy. :-)

      Usuń
    2. Masz rację, drażniące są porównania i autorów, i książek, dlatego staram się nie zwracać na nie uwagi;)

      Usuń
    3. I tak najlepiej. Przynajmniej się człowiek nie rozczaruje, jak porównanie wypadnie na niekorzyść któregoś z autorów. :-)

      Usuń
  9. Coś czuję, że muszę koniecznie przeczytać tę książkę, bo po Twoich słowach, myślę, żejest w niej wszystko czego szukam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zamierzam przeczytać wszystkie powieści Diane Chamberlain. :-)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.