Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

środa, 8 stycznia 2014

Jan Kazimierz składa śluby lwowskie





Był rok 1655. Polska osłabiona przez kozackie wojny została zaatakowana przez Szwedów. Zwycięska armia bardzo szybko zajęła niemal cały kraj, a król zmuszony był uchodzić na Śląsk. Tak więc koniec niepodległej Rzeczypospolitej wydawał się być przesądzony. Lecz 18 listopada 1655 roku licząca trzy tysiące wojska armia szwedzka pod dowództwem generała Bernharda Müllera stanęła pod murami Jasnej Góry. Pod wodzą bohaterskiego przeora klasztoru paulinów, Augusta Kordeckiego, opór Szwedom stawiło jedynie stu sześćdziesięciu żołnierzy, wśród których byli ludzie wzięci przeważnie „od pługa”, dwudziestu szlachciców wraz ze służbą, siedemdziesięciu zakonników oraz grupa kobiet pełniących służbę sanitarną i gaszących ogień na ostrzeliwanych zabudowaniach. Nieco wcześniej na Śląsk w bezpieczne miejsce został wywieziony cudowny obraz Matki Bożej. Obok patriotycznych pobudek obrońcom Jasnej Góry przyświecały również motywy religijne. Zgodnie z ówczesnymi przekonaniami uważali oni, iż stopy innowierców, a właśnie za takich w ich oczach uchodzili protestanccy Szwedzi, nie miały prawa wstępować na święte miejsce, jakim było i nadal jest częstochowskie sanktuarium.

Jan II Kazimierz (1609-1672)
okres panowania: 1648-1668
Autor obrazu: Marcello Bacciarelli (1731-1818)
Bernhard Müller jasnogórską twierdzę określił pogardliwie „kurnikiem”, a po czterdziestu dniach bezskutecznego oblężenia odstąpił od murów klasztoru. Powszechnie przypisywano ten fakt wstawiennictwu Matki Bożej. Po latach krakowski historyk, Michał Bobrzyński napisał: „Jeden ten fakt wstrząsnął do głębi zgnuśniałym narodem”. Na wieść o tym, król Jan Kazimierz wrócił do kraju, w którym rozpoczęła się walka jednocześnie na wszystkich punktach, nużąca Szwedów niezmiernie i rozpraszająca ich siły. Kiedy wojska szwedzkie znajdowały się jeszcze na terenie Polski, król udał się do Lwowa, gdzie 1 kwietnia 1656 roku, w katedrze lwowskiej, przed wizerunkiem Matki Bożej Łaskawej, Jan Kazimierz w obecności nuncjusza papieskiego oddał Polskę pod władzę Najświętszej Dziewicy. Była to wdzięczność monarchy za obronę Jasnej Góry. Wtedy też do litanii loretańskiej włączono wezwanie „Królowo Polski. Módl się za nami”.

Nigdy w historii Polski żaden monarcha nie dokonał tak uroczystego religijnego aktu. Akt ten był nie tylko wyrazem osobistej pobożności króla, ale również obowiązującym aktem prawnym. Jan Kazimierz, będący jednym z najpobożniejszych władców w dziejach Polski, wywodzący się ze szwedzkiej dynastii Wazów, niedoszły jezuita i były kardynał, solennie ogłaszał: „Wielka Boga-Człowieka Matko, Najświętsza Dziewico. Ja, Jan Kazimierz, za zmiłowaniem syna Twojego, Króla królów, a Pana mojego i miłosierdziem król, do Najświętszych stóp Twoich przypadłszy, Ciebie dziś za Patronkę moją i za Królową państw moich obieram”.

W tej euforii Jan Kazimierz przyrzekł także, że po zakończeniu wojny „użyje ze wszystkimi stanami wszystkich sposobów, ażeby lud (…) od wszystkich niesprawiedliwych ciężarów i uciśnienia został zwolniony”. Jego słowom zgodnie wtórowali obecni w katedrze senatorzy. Słowa te zostały jeszcze raz wypowiedziane w tym samym roku w obozie wojskowym pod Warszawą. Niemniej historycy podkreślają z wyrzutem, że owe śluby nie zostały wypełnione, a prości ludzie musieli wciąż znosić „ciężary i uciśnienia”.


Scena szturmu na Jasną Górę
fragment obrazu pochodzący z XVII wieku


W tekście królewskich ślubów znalazła się również prośba do Boga, która brzmiała następująco: „Wzywam pokornie w tym opłakanym i zamieszanym Królestwa mego stanie, Twego miłosierdzia i pomocy przeciw nieprzyjaciołom świętego rzymskiego Kościoła”. W tych słowach można było wyczuć aluzję do protestanckich Szwedów oraz kolaborujących z nimi rozmaitych grup polskich protestantów. Monarcha swoją prośbę wypowiadał w imieniu wszystkich podległych mu prowincji oraz wojsk Polski i Litwy.

Historyk, Paweł Jasienica, znany ze swego bardzo krytycznego stosunku wobec Jana Kazimierza twierdzi, iż po złożeniu ślubów lwowskich zaczęto utożsamiać wyznanie rzymsko-katolickie z narodowością polską i litewską. Jego zdaniem fakt ten dawał podstawę do nietolerancji względem innych wyznań.

Jana Kazimierza znacznie bardziej docenili jemu współcześni. Ówczesny papież, Aleksander VII religijną gorliwość króla, który posiadał dość osobliwe nabożeństwo do Obrazu Jasnogórskiego, nagrodził monarchę tytułem „rex othrodoxus”, czyli król prawowierny.

Niedługo po tym wydarzeniu Jan Kazimierz przybył na Jasną Górę. Sam kopał ziemię przy naprawie zniszczonej przez najazd Szwedów twierdzy. Zwołał tam także radę Senatu, która postanowiła, aby na pamiątkę owego zwycięstwa Jasną Górę nazwać „Górą Zwycięstwa”. Wtedy też, w obecności króla w jasnogórskim kościele odprawiono nabożeństwo dziękczynne za ocalenie Ojczyzny.


Śluby Jana Kazimierza
Autor obrazu: Jan Matejko (1838-1893)


Polska nigdy nie zapomniała o ślubach Jana Kazimierza. Nie zapomniano o nich także w latach komunizmu, kiedy to ówczesne władze były bezradne, gdy w trzysta lat po uroczystości w katedrze lwowskiej, w dniu 26 sierpnia 1953 roku, na Jasnej Górze milion ludzi wołało: „przyrzekamy, przyrzekamy Królowo Polski!”. Tym razem to nie król przyrzekał, lecz cały polski naród. Tekst ślubowania napisał i potajemnie przesłał z więzienia w Komańczy prymas Polski, kardynał Stefan Wyszyński. W dołączonym liście Prymas prosił, aby w razie problemów, czyli gdyby treści przyrzeczenia nie mógł odczytać przewodniczący Episkopatu ani też któryś ze zwierzchników zakonu paulinów, tekst odczytał najmłodszy z braci, chociażby jasnogórski kuchcik.

Z kolei kardynał Karol Wojtyła uważał śluby jasnogórskie za „nowy akt przymierza” polskiego narodu z Bogurodzicą. W dniu 26 sierpnia 1973 roku w święto Matki Boskiej Częstochowskiej na Jasnej Górze mówił, że jest ono „wynikiem sprawdzenia przymierza sprzed trzystu lat – ślubów Jana Kazimierza”.






14 komentarzy:

  1. Bardzo dobrze Agnieszko, że przypomniałaś ten epizod w dziejach Polski. Na plus jest także to, że dałaś wzmiankę o tym, iż Obrazu Jasnogórskiego w czasie oblężenia w klasztorze nie było, bo wiele osób sądzi inaczej :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowo :-) Nawet nie wiedziałam, że niektórzy myślą, iż Obraz Jasnogórski w klasztorze był. :-)

      Usuń
  2. Ciekawy tekst. Niedawno uczyłam syna o Kazimierzu Wielkim i jego reformach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-) Zapewne o Kazimierzu Wielkim też coś kiedyś napiszę. :-)

      Usuń
  3. Rzuciła mi się w oczy literówka w tekście, a że dotyczy nazwiska, to postanowiłam o niej wspomnieć.
    Jest Paweł Jasienicka, a powinno być Paweł Jasienica.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wyłapanie tej literówki. Już poprawiłam. Zwykłe przeoczenie, choć zawsze czytam swój tekst kilka razy. Błąd nie wynikał z mojej nieznajomości nazwiska historyka, ale ze zwyczajnego przeoczenia. Czasami program Word "poprawia" coś za nas i nie zawsze to jest dobre. :-)

      Usuń
    2. Tak właśnie myślałam:)

      Usuń
    3. Jeszcze raz dzięki za bystre oko :-)))

      Usuń
  4. bardzo ciekawy tekst. Lubię ten okres w historii Polski i zawsze z przyjemnością czytam wszystko, co na ten temat znajdę :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię zainteresował mój wpis. Ja generalnie lubię historię, więc tak sobie w niej szperam i zawsze coś ciekawego znajdę. :-) Uściski! :-)

      Usuń
  5. Bardzo interesujący tekst :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna notka. To zawsze była dla mnie zagadka, jakim sposobem Jasna Góra się obroniła. Trzeba przyznać, iż to wydarzenie zostało zapamiętane i Sienkiewicz po mistrzowsku uwydatnił jego jego rangę w trylogii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że ja też dopiero przy pisaniu tej notki poznałam historię ślubów lwowskich. Takie szperanie w publikacjach historycznych naprawdę sprawia wiele frajdy i wzbogaca wiedzę. :-) A co do Sienkiewicza, to zgadzam się. Mistrz! :-)))

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.