Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

wtorek, 16 lipca 2013

Markus Zusak – „Złodziejka książek”










Wydawnictwo: NASZA KSIĘGARNIA
Warszawa 2008
Tytuł oryginału: The Book Thief
Przekład: Hanna Baltyn
Ilustracje: Trudy White


Śmierć towarzyszy ludziom od zawsze. Każdy, kto się urodził musi umrzeć. Nie ma innej możliwości. Śmierć czai się wszędzie. Czasami jest tuż za rogiem, a niekiedy jest tak wspaniałomyślna, że wabi człowieka w miejsca piękne, podziwiane, aby tam móc spokojnie, bez emocji wyjąć jego duszę i unieść gdzieś hen wysoko ponad światem.

Wiadome jest, że prędzej czy później każdy człowiek będzie musiał stanąć twarzą w twarz z własnym przeznaczeniem. Z tym, co nieuniknione. Dla przeciętnego człowieka Śmierć to coś, o czym się wie, ale stara się nie rozmawiać. To coś złego. Coś, co zabiera tych, których kochamy. Medycyna każdego dnia próbuje walczyć ze Śmiercią. Czasami wygrywa, ale tylko na chwilę. Kiedyś i tak przyjdzie taki dzień, w którym Śmierć upomni się o swoje.

Ludzie nienawidzą Śmierci. Nie chcą o niej rozmawiać. Ale czy ktoś zapytał kiedyś samej zainteresowanej, jak Ona się z tym czuje? Jak czuje się Śmierć, której nikt nie chce? Czy ktoś kiedykolwiek pomyślał, jak ciężką pracę wykonuje? Ona też ma prawo być zmęczona. Ma prawo się buntować, szczególnie wtedy, kiedy światem targają wojny i szaleje terroryzm, a Ona ma pełne ręce roboty. Lecz czy ktokolwiek ją zrozumie? Nawet jej Szef wydaje się być głuchy na jej skargi.

Pewien młody pisarz mieszkający obecnie w Australii któregoś dnia postanowił, że przez jakiś czas spróbuje przyjrzeć się Śmierci. Przeniknie do jej umysłu i pokaże światu jej ludzką twarz. Bo przecież Śmierć też ma uczucia, które można zranić. I tak oto powstała Złodziejka książek. Powieść, której narratorem jest Śmierć, a tematem Holokaust. A pośród tego wszystkiego stoi mała dziewczynka o imieniu Liesel.

Jest rok 1939. Praktycznie kwestią dni jest wybuch II wojny światowej. Mała dziewczynka wraz z matką i sześcioletnim bratem jedzie pociągiem do Monachium. Tam ma zostać oddana na wychowanie rodzinie zastępczej. Uznano, że jej ojciec to komunista, który szkodzi III Rzeszy. Niestety, chory braciszek Liesel Meminger nie przeżył tej podróży i zmarł w trzecim wagonie pociągu wypakowanego po brzegi ludźmi. Matka dziewczynki została zabrana nie wiadomo dokąd. Ostatecznie po ciężkiej podróży Liesel dociera do miejsca swojego przeznaczenia. Od tej chwili gdzieś na przedmieściach Monachium rozpoczyna nowy etap swojego dziesięcioletniego życia. Pod opieką rodziny Hubermannów będzie musiała odnaleźć sens swojego istnienia. Nie wie jeszcze, co ją tam czeka. Ale jest coś, co pozwoli jej przetrwać najgorsze chwile. To książki. Książki, które zdobywa własnymi siłami, kradnąc je.

Rodzina Hubermannów mieszka w małym miasteczku o nazwie Molching[1]. Jak to zazwyczaj bywa w niewielkich społecznościach, wszyscy się tutaj znają. Ponieważ zbrodnicza działalność Adolfa Hiltera coraz bardziej przybiera na sile, ta mała społeczność zaczyna się dzielić na zwolenników i przeciwników jego polityki. Oczywiście zwolennicy jawnie manifestują swój podziw dla Führera, natomiast przeciwnicy albo nie wypowiadają głośno swojego zdania, albo też udają, że sprzyjają Hitlerowi, na przykład poprzez działania mające na celu stać się członkiem jego nazistowskiej partii. To takie zakłamanie, aby zachować przy życiu siebie i swoją rodzinę. Bo przecież faszyści są zdolni zgładzić nawet „swoich”, jeśli uznają, że w jakiś sposób występują oni przeciwko Führerowi.

Liesel Meminger i Śmierć
Jaka jest zatem nowa rodzina Liesel Meminger? Może zacznijmy od Rosy Hubermann. Na pierwszy rzut oka kobieta sprawia wrażenie odpychającej. Klnie niczym przysłowiowy szewc. Nie przebiera w słowach zarówno wobec domowników, jak i sąsiadów. Czasy, kiedy była naprawdę piękna i szczęśliwa bezpowrotnie minęły. Teraz pozostała jedynie zgorzkniałość, którą raczy wszystkich wokół. Jednak uważny czytelnik ujrzy także inną Rosę Hubermann. Kiedy dokładnie jej się przyjrzy, zobaczy kobietę, która potrafi kochać. Kobietę, która cierpi, gdy widzi, że jej bliskim dzieje się krzywda. Wobec swojej podopiecznej jest niezwykle surowa, ale z drugiej strony naprawdę ją kocha. Dorosłe dzieci Rosy już dawno wyfrunęły w świat, więc opieka nad małą dziewczynką może ją nieco przerastać. Poza tym nie bez znaczenia są też czasy, w których przychodzi jej żyć. Ona jest jedną z tych, którzy nie sprzyjają polityce Hitlera, ale go jawnie nie krytykują.

Jest też Hans Hubermann. Nowy ojciec Liesel Meminger. Jakże inny od swojej żony. Praktycznie od samego początku pobytu dziewczynki w jego domu, stara się jej pomóc w przystosowaniu się do nowego miejsca. Można śmiało rzec, że Hansa i Liesel łączy wielka przyjaźń. Choć Hans nie jest wykształcony, to jednak jemu dziewczynka zawdzięcza swoją miłość do książek i do muzyki. Bo Hans to nie tylko świetny malarz pokojowy, ale też doskonały akordeonista. Umiejętność tę nabył, walcząc na froncie podczas I wojny światowej.

W końcu wybucha wojna. Oczywiście Niemcy są bezpieczne, bo to przecież one atakują. Ale mimo to, skutki tego ataku są odczuwane również w Molching. Zaczyna brakować jedzenia. Rosa Hubermann musi się nieźle nagłowić, żeby jej rodzina nie przymierała głodem. Z kolei mała Liesel jest niezwykle towarzyska. Bardzo szybko nawiązuje nowe znajomości z rówieśnikami. Dziewczynka zachowuje się jak normalne, zdrowe dziecko w jej wieku. Jest bardzo ruchliwa, wszędzie jej pełno. Oczywiście chodzi też do szkoły. No i przede wszystkim kradnie. Jej łupem padają właśnie książki, stąd przydomek „złodziejka książek”.

Któregoś dnia z pozoru uporządkowane i spokojne życie Hubermannów diametralnie się zmienia. W drzwiach ich domu przy Himmelstrasse 33 staje Maks Vandenburg – Żyd szukający schronienia przed nazistami. Co w tej sytuacji zrobią Hubermannowie, wiedząc co grodzi za ukrywanie ludności żydowskiej? Czy niegdysiejsza przyjaźń z ojcem Maksa okaże się ważniejsza niż własne bezpieczeństwo?

Jedna z bardziej wzruszających scen Złodziejki książek
No cóż… Tej książki chyba nie trzeba specjalnie komentować. Jest dość znana i porusza problem, który od dziesiątek lat jest spisywany na kartach rozmaitych dzieł literatury wojennej. Niektórzy twierdzą, że aż za bardzo przywiązuje się wagę do problemu Holokaustu i wreszcie powinno przestać się to robić, bo są też inne – może nawet ważniejsze – problemy. Są też tacy, którzy uważają, że Holokaust to temat niezwykle drażliwy, który w głowach samych zainteresowanych, czyli Żydów, zbyt mocno się zakorzenił i wszelkie wzmianki na ten temat naród ten interpretuje zbyt osobiście. Przecież czasy się zmieniają, wymieniają się też pokolenia, więc po co wciąż żyć historią? Ale są też i tacy, którzy pragną o tym pisać. Chcą przypominać młodemu pokoleniu o dramacie II wojny światowej. Ich zdaniem o historii nie należy zapominać. Trzeba o niej mówić, aby zapobiec podobnym wydarzeniom w przyszłości. Kto zatem ma rację? Czy problem Holokaustu naprawdę jest już tak przegadany, iż nie warto o nim pisać i dyskutować? Moim zdaniem nie. Uważam, że każde następne pokolenie jest winne pamięć o tamtych czasach i ludziach. I powinniśmy o tym mówić i pisać, choćby tylko z tego powodu.

Markus Zusak to młody pisarz, który obecnie mieszka w Australii, lecz urodził się w rodzinie niemieckiej, a dokładnie jest owocem związku Austriaka i Niemki. W jednym z wywiadów Autor przyznał, że dorastając bardzo często wsłuchiwał się w opowieści swojej matki na temat III Rzeszy, bombardowania Monachium oraz Żydach, którzy procesjonalnie, pod nadzorem nazistów, przemierzali ulice miasteczka, w którym wychowała się jego matka. To właśnie te opowieści sprawiły, że powstała Złodziejka książek.

Książka jest niezwykle trudna, ale z drugiej strony bardzo oryginalna. Nigdy nie spotkałam się, aby narratorem jakiejś powieści była Śmierć, która przecież w czasie II wojny świtowej zbierała najobfitsze żniwo. Według Markusa Zusaka Śmierć przyjmuje rodzaj męski, a nie żeński, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Zagłada, jaką zgotował światu Adolf Hitler przedstawiona jest tutaj właśnie oczami Śmierci. Przemyka praktycznie niezauważana ulicami miast, zabierając po drodze dusze tych, którzy wychodzą jej na spotkanie. Czasami jest zmęczona, niekiedy nawet cierpi z powodu charakteru swojej „pracy”, a innym razem po prostu wie, że nie ma wyboru i musi zrobić swoje.

[…] Niosłem go ostrożnie obróconą w gruzy ulicą, niosłem ze łzą w oku i śmiertelnie ciężkim sercem. Z nim było mi szczególnie trudno. Wejrzawszy na ułamek sekundy w jego duszę, dostrzegłem chłopca z pomalowaną na czarno twarzą, chłopca o nazwisku Jesse Owens, który biegł po wyobrażonej bieżni. I chłopca stojącego po pas w lodowatej wodzie, łowiącego książkę. I chłopca, który wyobrażał sobie przed zaśnięciem smak pocałunku dziewczyny z domu obok. Ten chłopak nie pozostawia mnie obojętnym. To jego jedyna wada. Włazi mi do serca. Sprawia, że płaczę […][2]

Tak naprawdę bardzo trudno jest jednoznacznie stwierdzić, kto w tej książce jest głównym bohaterem. Czy jest to rzeczona Śmierć? A może dzielna Liesel Meminger? A może jednak małżeństwo Hubermannów? Nie, przecież równie dobrze może być to Maks Vandenburg.

Chcę zwrócić też uwagę na to, że pomimo poruszania bardzo poważnego tematu, Markus Zusak nie poskąpił czytelnikowi humoru. Być może zrobił to dlatego, że swoją powieść skierował do młodzieży. Gdyby użył zbyt doniosłego języka, to wówczas istniałoby niebezpieczeństwo, że młodzi ludzie nie sięgną po tę książkę. A tak stała się ona światowym bestsellerem.

W tym całym dramacie Autor potrafił pokazać, że pomimo wojny i czającej się wszędzie Śmierci, można też żyć normalnie. Bo Liesel Meminger żyje normalnie. Ma przyjaciół, z którymi spędza czas. Ale ma też i wrogów. Chodzi do szkoły. Poznaje życie innych mieszkańców Molching. Dzieli z nimi ich tragedie, ale też i chwile radości. Do zgorzkniałej Rosy Hubermann z biegiem czasu zaczyna się przyzwyczajać i traktuje ją jak własną matkę, choć o tej prawdziwej nigdy nie zapomni. Podobnie jak nie wyrzuci z pamięci swojego małego braciszka.

Mnie osobiście bardzo wzruszyła kwestia przyjaźni, a może nawet swego rodzaju miłości. Tego typu uczucia wydają się być niemożliwe, jeśli zderzają się ze sobą dwa tak różne światy. W Złodziejce książek mamy doskonały przykład na to, że nie jest ważne jakiej jesteśmy narodowości czy jakiego jesteśmy wyznania. Liczy się człowiek. To właśnie człowiek jest najważniejszy, a nie jego poglądy czy rasa.

Pamiętajmy też, że nie wszyscy Niemcy III Rzeszy byli mordercami i faszystami ślepo ufającymi swojemu Führerowi. Byli i tacy, którzy mu się stanowczo sprzeciwiali i postępowali wbrew jego polityce, co bardzo często przypłacali życiem. Tylko o takich ludziach mówi się znacznie mniej. Łatwiej bowiem jest pisać czy mówić o tym, co złe i haniebne, zamiast o tym, co dobre i szlachetne.

Polecam tę książkę każdemu bez względu na wiek. Jest to powieść, która wzrusza, ale też niekiedy wywołuje uśmiech na twarzy. Liesel Meminger trafia do serca czytelnika i pozostaje tam jeszcze długo po skończonej lekturze. Myślę, że Złodziejka książek jest jedną z tych powieści, które powinny wejść do kanonu lektur szkolnych. Niestety, ale obserwując nasz dzisiejszy system edukacji, obawiam się, że tak się nigdy nie stanie. A szkoda, ponieważ uczniowie naprawdę mieliby o czym dyskutować na lekcjach języka polskiego. Być może to właśnie dzięki Złodziejce książek byłaby szansa na to, aby zmienić sposób myślenia w kwestii Holokaustu wśród młodego pokolenia. Możliwe, że wtedy nie czytalibyśmy w Internecie pod artykułami o Holokauście komentarzy typu: „żydowskie świnie”.

I na koniec, pamiętajcie, że to Śmierć czuje się prześladowana przez ludzi, a nie odwrotnie. Ona tylko wykonuje swoją pracę, do której ją zmuszamy. 





[1] Miasto fikcyjne powstałe na potrzeby książki
[2] M. Zusak, Złodziejka książek, Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2008, s. 480. 




27 komentarzy:

  1. Naprawdę pięknie i wyczerpująco opowiedziałaś o tej książce. Super. :) Jeszcze bardziej chcę ja przeczytać i szkoda, że nie mogę natychmiast zacząć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowo :* Powiem Ci, że ta recenzja zajęła mi trochę czasu. Miała być w weekend, ale nie dałam rady i pisałam o czymś łatwiejszym. A książkę na pewno kiedyś przeczytasz. Tak to już jest, że jak mamy jakąś powieść na własność, to odkładamy jej czytanie. Poza tym, jak się współpracuje z wydawnictwami czy portalami, to też trzeba dzielić książki na te ważne i mniej ważne w sensie kolejności czytania. Ale na pewno przeczytasz i też się wzruszysz tak, jak ja. Jestem pewna. :-)

      Usuń
  2. Wreszcie się doczekałam recenzji ,,Złodziejki książek''. Wiem, że nie było łatwo, ale za to owoc twojej pracy przerósł moje oczekiwania. Wspaniale o niej napisałaś i bardzo się cieszę, że jakiś czas temu nabyłam tę książkę. Teraz tylko znaleźć więcej wolnej chwili, abym mogła po-delektować się treścią tej cudownej historii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ten zachwyt :-) A recenzja faktycznie przyszła mi z trudem, ale i książka niełatwa, a chciałam przekazać z niej jak najwięcej. Cieszę się, że mi się udało. Czekam też na Twoją opinię :-)

      Usuń
  3. Jak wiesz, książka mnie zachwyciła, ALE jednak uważam, że Posłaniec tego autora jest lepszy, bardziej mnie porwał, więc polecam!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nie czytałam "Posłańca" i nie wiem, kiedy mi się to uda. Mam nadzieję, że szybko, bo spodobał mi się ten Autor.

      Usuń
  4. Recenzja dopięta na ostatni guzik, napracowałaś się. Przeczytałam ja z przyjemnością, mimo, że "Złodziejkę książek" mam juz za sobą. Moim zdaniem jest to książka dla ludzi wrażliwych i oni obowiązkowo muszą ją przeczytać. A jeśli chcielibyśmy ogrzać jakieś zimne serce, również można posłużyć się "Złodziejka książek"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja generalnie jestem bardzo wrażliwa i chyba właśnie dlatego ta książka tak mocno we mnie uderzyła. Teraz będę ją polecać każdemu :-)

      Usuń
  5. czuję, że już wkrótce będę musiała po nią sięgnąć. Po twojej recenzji jestem pewna, że będzie to bardzo dobry wybór. Pod warunkiem, że uporam się ze stosem, który uzbierałam z bibliotek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, z tymi stosami bibliotecznymi to faktycznie ciężko. Ja korzystam z czterech bibliotek, więc możesz sobie wyobrazić, ile tego przynoszę do domu za każdym razem :-) I wszystko czytam. Nie zdarzyło mi się oddać książki nieprzeczytanej. Nawet jak coś mi w niej zgrzyta, to i tak kończę :-)

      Usuń
  6. coś mi ten tytuł mówi, ale okładka nie... więc chyba u nas nie ma a ja gdzieś o niej tylko czytałam. ale warto jeszcze poszukać, myślę, bo zapowiada się interesująco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sieci jest sporo recenzji tej książki, więc na pewno już się na nią natknęłaś. Naprawdę warto ją przeczytać. Może zasugeruj u siebie w bibliotece, żeby ją kupiono. U mnie pojawiła się całkiem niedawno i od razu ją wypożyczyłam :-)

      Usuń
  7. Piękna recenzja!! Nie dziwię się, że tak długo pisałaś. To jest trudna książka do opisana. Mocna, piękna i trudna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Kasiu :* Fakt, trochę mi zajęło napisanie tego tekstu, bo chciałam oddać klimat tej książki przez sam szacunek dla niej. Bo książkom też należy się szacunek. Podobnie jak ludziom, prawda? :-)

      Usuń
  8. Muszę ją dorwać! Już myślę o niej z 4 raz i ciągle jakoś zapominam. To zdecydowanie lektura dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej zapisać w notesie ;-) Wtedy nie zapomnisz :-)

      Usuń
  9. Muszę ją przeczytać. Należę do tej grupy ludzi, którzy uważają że o Holokauście trzeba mówić chociaż zawsze każdy film i książkę o tej tematyce odchoruję. A Śmierć jako narratorka? Wow- jeszcze nie wiem ale to chyba genialny pomysł:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ten pomysł z narracją naprawdę zaskoczył. Poza tym o Holokauście i generalnie o wojnie przeważnie piszą ludzie starsi. Tak mi się przynajmniej wydaje. A tutaj mamy młodego człowieka, który napisał coś przepięknego i innego, niż mieliśmy na rynku wydawniczym do tej pory. To się nazywa talent i pomysłowość :-)

      Usuń
  10. Zdecydowanie warto było czekać na tę recenzję. Od pewnego czasu książka jest w kręgu mojego zainteresowania. Wiem, że książka może być dla mnie trudna ze względu na to, iż zawsze w przypadku tego motywu, odbieram treść bardzo emocjonalnie. Tym razem chyba warto zaryzykować nawet kosztem przeżycia trudnych chwil nad lekturą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, warto. Książka jest przecudna. Ja też takie książki odbieram emocjonalnie i potem trudno mi przejść nad nimi do porządku dziennego. Ale czasami warto, naprawdę :-)

      Usuń
  11. przyznaję ta książka jest niesamowita, jedna z niewielu do których naprawdę lubię wracać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się i myślę, że kiedyś przyjdzie taki dzień, kiedy przeczytam ją znowu :-)

      Usuń
  12. Bardzo cenię tę książkę! Rewelacyjnie o niej napisałaś, sprawiając, że po raz kolejny mam wielkie pragnienie ją przeczytać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zanim sięgnęłam po tę książkę, to wiele o niej słyszałam i w końcu musiałam ją przeczytać. A jak już przeczytałam, to nie mogłam o niej przestać myśleć. Najbardziej utkwiło mi w głowie ostatnie zdanie, gdzie Śmierć mówi, że czuje się przez ludzi prześladowany. ;-)

      Usuń
  13. Książka super! Przeczytałam ją w jeden dzień... Recenzja i opis wyczerpujący i zachęcający. Ale jedna uwaga - z tego co pamiętam, Śmierć jawi się tu jako istota płci nijakiej, nie jest ani męska, ani żeńska, zgodnie z rodzajnikiem wyrazu śmierć w oryginale - das Tod.
    Agnieszka Bibliofilka:)

    OdpowiedzUsuń
  14. aaa, zwracam honor autorce bloga - nie sprawdziłam i taka wtopa - Śmierć ma rodzaj męski! Nie wiem, dlaczego mi utkwiło w głowie, że nijaki... Będę miała nauczkę na przyszłość! Przepraszam! A książkę polecam! Warta uwagi!!
    Agnieszka Bibliofilka raz jeszcze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, nic się nie stało. To nawet dobrze, że zwróciłaś uwagę, bo to znaczy, że przeczytałaś moją recenzję wnikliwie. Dziękuję. :-) Pomimo że zawsze staram się przygotować tekst na sto procent, to jednak nikt nie jest doskonały i może zrobić błąd. Powołałam się tutaj na rodzaj męski, bo czytałam polskie tłumaczenie, a tutaj właśnie Śmierć jest mężczyzną, co mnie zaskoczyło, bo zawsze myślałam, że to kobieta, czyli jeszcze inaczej niż Ty z tym rodzajem nijakim. ;-) A sama książka jest niesamowita i myślę, że każdy powinien ją przeczytać. Pozdrawiam serdecznie! :-)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.