Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

sobota, 29 czerwca 2013

Victoria Holt – „Skok tygrysicy”









Wydawnictwo: KSIĄŻNICA
Katowice 2007
Tytuł oryginału: The Spring of the Tiger
Przekład: Elżbieta Gepfert




Kiedy słyszymy „Cejlon”, wówczas pierwsze, co nam przychodzi do głowy to „herbata”. Gdzieś w podświadomości czujemy jej smak i zapach. W roku 1972 wyspa Cejlon zmieniła nazwę na Demokratyczną Republikę Sri Lanki. Niemniej jednak państwo położone na terenach Azji Południowej, w większości przypadków nadal utożsamiane jest z Cejlonem, co sprawia, że nazwy „Sri Lanka” i „Cejlon” traktowane są wymiennie. Nie będę tutaj szczegółowo zagłębiać się w geografię czy warunki turystyczno-krajoznawcze Cejlonu, ponieważ te informacje można bez trudu odnaleźć w każdej encyklopedii. Chciałabym natomiast nieco nakreślić historię Sri Lanki z uwagi na fabułę powieści, o której mowa.

Mówiąc o historii Cejlonu, skupmy się na wieku XVIII. Otóż pod koniec tego stulecia wyspa znalazła się w centrum zainteresowania Brytyjczyków, którzy w latach 1795-1796 dokonali podboju Cejlonu, usuwając stamtąd bez większych problemów Holendrów. W roku 1802 w Amiens został zawarty pokój, na mocy którego Cejlon stał się częścią brytyjskiego imperium. W 1815 roku Brytyjczycy opanowali Kandy i bardzo szybko na terenach Płaskowyżu Centralnego zaczęli zakładać ogromne plantacje herbaty, kawy oraz kauczuku. Zatrudniali tam miejscową ludność, a także robotników pozyskiwanych w Indiach, głównie w Tamiladzie i Kerali.

To właśnie na wyspie Cejlon ojciec głównej bohaterki powieści – Sary Ashington – trudni się uprawą herbaty. Oczywiście jest on Brytyjczykiem i jak pokazuje historia, zatrudnia na swojej plantacji tubylców. Lecz plantacja Ralpha Ashingtona nie jest jedyną zarządzaną przez obywatela Wielkiej Brytanii. Konkurencję stanowi plantacja Clintona Shawa – młodego, silnego i zdrowego mężczyzny, który wśród miejscowych nazywany jest wręcz „królem wyspy”. Należy do niego większość ziemi oraz łowiska, gdzie wydobywane są perły. Lecz zanim wybierzemy się z naszą bohaterką w podróż na malowniczy Cejlon, przenieśmy się na chwilę do Anglii na Denton Square. To właśnie tutaj, w otoczeniu aktorów, dorasta Sara Ashington.

Kiedy czytelnik poznaje panienkę Sarę, dziewczyna jest już w wieku nastoletnim. Wychowuje ją matka, która praktycznie nie widzi nic poza swoją pracą. Jest znaną aktorką, która wciąż potrzebuje pochwał, zachwytów i uwielbienia swoich fanów. Kiedy Sara była bardzo mała, Irena Rushton wywiozła ją z Cejlonu, w chwili porzucenia swojego męża. Rozkapryszona aktorka była drugą żoną Ralpha i jednocześnie jedną wielką pomyłką jego życia. Tak przynajmniej twierdzą jego siostry – Marta i Mabel. Mała Siddons, jak nazywa ją matka, ma własnego guwernera, który uczy ją o świecie i literaturze. Wzajemne relacje tych dwojga są znacznie poważniejsze niż tylko uczennicy i nauczyciela. Teoretycznie można mówić o przyjaźni, aczkolwiek uważny obserwator dostrzeże zapewne coś więcej. Ale przecież wszystko kiedyś ma swój koniec. Spotkania Sary z Tobym Manderem również. Pewnego dnia mężczyzna wyjeżdża do Dehli. Fakt ten łamie serce dorastającej Sary.

Środowisko aktorów chyba od zawsze wiązało się ze skandalami obyczajowymi, w których to właśnie oni odgrywali główne role. Tak też jest i w tym przypadku. Irena Rushton wikła się w romans z żonatym mężczyzną, który kończy się tragicznie. Jego konsekwencje są dramatyczne nie tylko dla rodziny kochanka aktorki, ale dla niej samej również. Nagle przestaje dostawać propozycje ról. Wygląda na to, że w swoim środowisku jest już skończona. Gazety rozpisują się o niej niepochlebnie, pod domem wystają jacyś tajemniczy ludzie, a sama zainteresowana popada w coraz głębszą depresję. I wtedy na ratunek przybywają siostry Ralpha Ashingtona. Kobiety nie dbają o przyszłość swojej bratowej. Znacznie bardziej zainteresowane są bratanicą. Dwie stare panny widzą w niej spełnienie własnych oczekiwań.

Mniej więcej w tym samym czasie Sara odkrywa tajemnicę niezwykłych pereł Ashingtonów, które przechodzą z pokolenia na pokolenie. Każda żona męskiego potomka rodu musi je przez jakiś czas nosić, co uwieczniane jest na portretach zdobiących ściany w dwustuletniej rezydencji Ashingtonów. To właśnie tam ma zamieszkać Sara wraz z matką. Czy kobiety będą tam bezpieczne? A może jest ktoś, kto czyha na ich życie, a przynajmniej jednej z nich?

Oczywiście Sara bardzo szybko akceptuje nową rzeczywistość. Dom ciotek i jej ojca przypada jej do gustu, choć jest dość tajemniczy. Wiążą się z nim też pewne legendy. Lecz ona nie zwraca na to uwagi, zważywszy że pojawia się szansa na odzyskanie ojca. Któregoś dnia marzenie Sary wreszcie się spełnia. Oto z dalekiego Cejlonu powraca schorowany Ralph Ashington. Ale mężczyzna nie jest sam. Przywozi ze sobą młodego Clintona Shawa. Jaką zatem rolę odegra w życiu młodziutkiej Sary ten bezwzględny przyjaciel ojca? Czy dziewczyna może mu ufać, skoro ojciec darzy go tak wielkim zaufaniem? Bardzo szybko czas weryfikuje wszelkie obawy i domysły Małej Siddons. Ale czy o takim życiu marzyła? Czy pragnąc zobaczyć wreszcie ojca, Sara przypuszczała, że od tej chwili będzie musiała stawić czoło niebezpieczeństwu? Że nagle znajdzie się na obcej ziemi skazana jedynie na własne siły? Że jej życie będzie zagrożone?

Krajobraz Cejlonu
Skok tygrysicy to kolejna książka Victorii Holt, która wciągnęła mnie niemalże od pierwszej strony. Jest to powieść niezwykle egzotyczna z uwagi na umiejscowienie akcji. Ogromną jej część stanowi właśnie Cejlon końca XIX wieku. Autorka po mistrzowsku przedstawia czytelnikowi atmosferę tamtego regionu. Spotykamy nie tylko wielkich plantatorów herbaty, ale także i zwykłych robotników, którzy na owych plantacjach zarabiają na chleb. Wraz z Sarą Ashington podążamy przez niebezpieczną dżunglę w obawie przed jadowitymi kobrami, które mogą czaić się wszędzie. Czujemy jej strach i ulgę, kiedy docieramy do domu bezpieczni. Choć z drugiej strony Sara w przeciwieństwie do czytelnika   nie może czuć się tam bezpieczna tak do końca. Ona wciąż musi oglądać się za siebie, aby nie pozwolić swojemu wrogowi zaatakować. Musi być szybsza niż on.

Sara Ashington, przyjeżdżając na Cejlon odnajduje też rodzinę, o której dowiedziała się całkiem niedawno. To starsza siostra – Clytie. Kobieta jest owocem pierwszego małżeństwa Ralpha Ashingtona. Sara i Clytie bardzo szybko zaprzyjaźniają się ze sobą i są szczęśliwe, że w końcu udało im się spotkać. Wiele dobrego w życie Sary wnosi również jej kilkuletni siostrzeniec, Ralph, który imię odziedziczył po swoim dziadku.

W tej książce jest tak wiele nagłych zwrotów akcji, że czytelnik nie potrafi niczego przewidzieć. Ci, którzy wydają się być przyjaciółmi, po jakimś czasie stają się wrogami. Natomiast ci, których od początku traktowaliśmy jako nieprzyjaciół, ostatecznie są zdolni do największych poświęceń. Co więcej, zakończenie powieści niesamowicie zaskakuje, a to nie zdarza się często w tego rodzaju książkach. W większości przypadków literatura kobieca jest do bólu przewidywalna. Tutaj na próżno typować która z postaci to czarny charakter. A to wszystko okraszone jest potężną namiętnością, niejednokrotnie wręcz perwersyjną, choć ostrych scen erotycznych tutaj nie znajdziemy. To jest dopiero sztuka! Pokazać namiętność bez podawania wszystkiego na tacy!

Oczywiście nie należy zapominać o przeklętych perłach Ashingtonów. Legenda mówi, że przynoszą nieszczęście każdemu, kto jest w ich posiadaniu. To w takim razie, dlaczego tak wielu chce je mieć? Nie lepiej pozbyć się ich raz na zawsze i mieć spokój? Pod tym względem książka zawiera w sobie pierwiastki charakterystyczne dla powieści gotyckiej. Jest legenda o perłach i jest też bardzo stara posiadłość, w której straszy. Tak przynajmniej twierdzą ci, którzy rzekomo owego ducha ujrzeli na własne oczy.

Komu zatem polecam tę książkę? Myślę, że głównie kobietom. Powieść jest niezwykle emocjonująca. Odnajdziemy w niej miłość, namiętność, nienawiść, zazdrość, przywiązanie, chciwość, tęsknotę, niesłuszne oskarżenia oraz zemstę za wyrządzone krzywdy. Na kartach tej książki doskonale sprawdza się przysłowie, że „kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie”. Oznacza to, że dobro zawsze musi pokonać zło, bez względu na to, ile ofiar to pochłonie.

Ta opowieść, której narratorką jest Sara Ashington – choć fikcyjna – jest tak realna, że aż można uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Zapewnieniem tego niech będą słowa Sary, która mówi, że: „Wszystko to wydarzyło się dawno temu i kiedy teraz to wspominam, mam wrażenie, że działo się w innym życiu. Mogłabym niemal uwierzyć, że się nigdy nie stało, gdyby nie żywy dowód w postaci mojego rosłego syna […]”*




* V. Holt, Skok tygrysicy, Wyd. Książnica, Katowice 2007, s. 362. 





10 komentarzy:

  1. Atmosfera regionu (o którym - na razie - niewiele wiem), dużo interesujących postaci kobiecych, nagłe zwroty akcji, elementy powieści gotyckiej - czego chcieć więcej? Zainteresowałaś mnie. :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Victoria Holt w swojej twórczości wzorowała się na pisarzach dziewiętnastowiecznych, więc czytelnik znajdzie u niej mnóstwo elementów charakterystycznych np. dla Jane Austen czy sióstr Brontë. Tak więc jeśli lubisz te klimaty takie trochę uwspółcześnione, to jak najbardziej książka powinna Ci się spodobać. Ja ostatnio wpadłam w jakieś uzależnienie od powieści Victorii Holt i czytam ich bardzo dużo :-) Pozdrawiam gorąco!

      Usuń
    2. Lubię! Zwłaszcza Brontë. Teraz na pewno sięgnę po tę książkę. ;)

      Usuń
    3. To bardzo się cieszę :-) Nie powinnaś się rozczarować :-)))

      Usuń
  2. Mnie także Cejlon kojarzy się od razu z herbatą ;-)
    Muszę przyznać, że wyjątkowo „Skok tygrysicy” mnie zaciekawił, gdyż widzę, że zawiera w sobie różnorodną plejadę uczuć i emocji. Mam nadzieję, że osobiście poczuje je na sobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest taka dziewiętnastowieczna obyczajówka z wątkiem kryminalnym i całą masą emocji. Na początku może wydawać się, że będzie nieciekawie, ale nie należy się zniechęcać, tylko czytać dalej, bo potem już nie można się oderwać :-)

      Usuń
  3. czytałam:) ale gdybym nie czytała, to bym się skusiła, bo tak ciekawie to opisujesz;) ale okładka słaba... oj słaba:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprzednie wydanie było od Prószyńskiego i tam była trochę inna okładka. Nie wiem czy lepsza. Moim zdaniem taka bardziej w klimacie XIX wieku. Ta jest trochę uwspółcześniona :-) Wiesz, kiedy tak czasami czytam te swoje wpisy, to mam wrażenie, że piszę kolejną książkę. Chyba za bardzo się wczuwam w to, co piszę i podobnie jak nasza wspólna znajoma, Weronika Świtalska, przenoszę się w ten fikcyjny świat ;-)

      Usuń
  4. Ciekawa recenzja. Sama powieść wygląda na wielowątkową. Chyba jednak po nią nie sięgnę,choć ciekawa jestem krajobrazu Cejlonu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cejlon jest bardzo ciekawie przedstawiony. Naprawdę czuje się ten zapach herbaty, którą tam uprawiają. Dla mnie ta powieść jest niesamowita, ale może dlatego, że ja uwielbiam literaturę kobiecą i powieści obyczajowe, które niektórzy uznają za mało ambitne i niegodne uwagi. :-)

      Usuń