Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

środa, 25 maja 2016

Laila El Omari – „Zapach kwiatu muszkatołowego”

















Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
Warszawa 2015
Tytuł oryginału: Der Duft der Muskatblüte
Przekład: Barbara Janowska-Michnowska 






Od niepamiętnych czasów Indie były związane z Europą. Ten kontakt wpłynął na jedną i drugą stronę zarówno pod względem kulturowym, jak i materialnym. Niemniej pojawienie się europejskich mocarstw w Indiach w połowie XV wieku, dzięki odkryciu drogi morskiej, miało dalece idące konsekwencje dla kształtu i zmian w indyjskim społeczeństwie i historii. Jako pierwsi w roli kupców pojawili się w Indiach Portugalczycy, których śladem przybyli Holendrzy, Brytyjczycy i Francuzi. To właśnie te potęgi konsekwentnie opracowywały plany, które w przyszłości miały sprawić, iż będą odgrywać znaczącą rolę polityczną w Indiach. Spośród wszystkich europejskich mocarstw to Brytyjczycy potrafili stać się politycznymi panami Indii. Z kolei w wiekach XVIII i XIX, a także do połowy XX, Hindusi kontynuowali walkę z europejskimi potęgami, aby w ten sposób stać się niezależnym krajem po podziale subkontynentu.

W czasie tych czterystu lat musiało upłynąć dużo wody, aby Indie przeszły wreszcie transformację z feudalnego, konserwatywnego i ograniczonego systemu społecznego do systemu kapitalistycznego, postępowego i integracyjnego pod względem społecznym, stając się państwem, które może samo o sobie decydować w oparciu o bodźce zewnętrzne, ideę równości, wolności, braterstwa i rządów kompetentnej grupy ludzi, zamiast jednego człowieka, czyli innymi słowy Indie przeszły od monarchii do demokracji. Co ważne, w tym procesie transformacji obecna była tendencja ciągłości i zmian we wszystkich sferach mających wpływ na działalność człowieka na indyjskiej ziemi, pomimo obcej dominacji ze strony Brytyjczyków w latach 1757-1947, i ich wysiłków mających na celu doprowadzenie do całkowitej zmiany podstawowych postaw i perspektyw Hindusów. Analizując tę kwestię można dowiedzieć się, jak zareagowały Indie na zachodnią dominację i ukazały swą odporność w obliczu wyzwania, jakim było unicestwienie indyjskiej mozaiki kulturowej opartej na pluralistycznych wartościach kulturowych odziedziczonych w ich długiej historii trwającej od ponad pięciu tysięcy lat.

Afonso de Albuquerque –
drugi wicekról Indii
Czynniki powstania państw narodowych, renesansu i reformacji, a także rewolucja rolna i przemysłowa, nowa doktryna ekonomiczna merkantylizmu, konkurencja pomiędzy państwami narodowymi skupiająca się na złamaniu gospodarczego monopolu dotyczącego kupców z Wenecji i Genewy przewożących swoje towary drogą morską, oraz wielki postęp w technologiach nawigacyjnych, jak wynalezienie kompasu, dały silny impuls do odkryć geograficznych, które doprowadziły do odkrycia nowych światów i nowych szlaków morskich. W wyniku powyższych czynników została odnaleziona nowa trasa na Wschód biegnąca przez Przylądek Dobrej Nadziei. Fakt ten doprowadził do wystąpienia europejskiego monopolu na morzach i pojawienia się Europejczyków zmierzających do Indii w poszukiwaniu dróg handlu i rzemiosła. Handel skupiał się głównie na przyprawach, które stały się zasadniczymi składnikami nawyków żywieniowych. Dzięki rywalizacji europejskich mocarstw, w połowie XVIII wieku Indie stały się prawdziwym teatrem konfliktów.

Indie utrzymujące zbyt długi dystans odnośnie do handlu z Azją Południowo-Wschodnią i zachodnimi państwami azjatyckimi, nigdy nie miały bezpośredniego kontaktu z handlem morskim z państwami europejskimi położonymi nad Oceanem Atlantyckim. Władca Portugalii książę Henryk Żeglarz (ok. 1398-1460) objął dowodzenie pośród narodów europejskich i zaczął promować aktywność marynistyczną. Podczas reżimu króla Jana II Doskonałego (1455-1495), Bartolomeu Dias (ok. 1450-1500) przekroczył Przylądek Dobrej Nadziei. Kiedy w Portugalii panował król Manuel I Szczęśliwy (1469-1521), wówczas Vasco da Gama (ok. 1469-1524) rozpoczął swoją wyprawę, która odbyła się w 1497 roku. W maju 1498 roku podróżnik wylądował na ziemi indyjskiej (Kalikat). Ciche przybycie Vasco da Gamy na ziemię indyjską doprowadziło do daleko idących konsekwencji. Został on serdecznie przyjęty przez Zamorina z Kalikatu i zapewne ten fakt poniekąd sprawił, że Vasco da Gama przybył do Indii ponownie w 1501 roku, a do Portugalii powrócił dwa lata później. Od tego czasu zakładano centra handlowe w Kalikacie, Koczinie oraz w mieście Kannur, skutecznie tłumiąc arabski opór. Dom Francisco de Almeida (ok. 1450-1510) został wyznaczony wówczas na pierwszego wicekróla Indii, a było to w roku 1505. Zainicjował on tak zwaną politykę Blue Water, czyli panowanie nad morzem przez mocne siły marynarki. W 1509 roku Francesco de Almeida został zastąpiony przez Afonso de Albuquerquea (1453-1515), tym samym stając się drugim wicekrólem Indii. Swoją funkcję sprawował do dnia śmierci.

Afonso de Albuquerque położył podwaliny portugalskiej władzy w Indiach poprzez podbój stanu Goa w 1510 roku, który stopniowo zasiedlali Portugalczycy przybywający do Indii. W 1515 roku Afonso de Albuquerque zdobył Ormuz – wyspę w Zatoce Perskiej. Zbudował również fort w Koczinie za zgodą jego władcy. W 1534 Portugalczycy otrzymali Diu i Bassein, natomiast w 1538 roku podbili Daman. Tak więc siła Portugalii w Indiach wzrosła, natomiast spadek ich potęgi i wpływów zanotowano dopiero z początkiem XVII wieku. Ta klęska spowodowana była różnymi czynnikami, takimi jak chęcią nawracania Hindusów na chrześcijaństwo, czy też wyparciem Portugalii przez Hiszpanów. Niemniej po raz pierwszy w historii Portugalczycy mogli w spokoju zawierać międzynarodowe traktaty handlowe z indyjskimi władcami. Tamte umowy do dziś wpływają na charakter handlu pomiędzy Europą a Indiami. Odnosi się to także do postrzegania tej kwestii przez indyjskie społeczeństwo. Chodzi głównie o produkcję przypraw, która znacznie wzrosła z myślą o handlu międzynarodowym, natomiast produkcja rolna stała się w znacznej mierze zorientowana na orientalny rynek.


Plac targowy w indyjskim stanie Goa w 1583 roku
Rysunek powstał około 1893 roku.
autor: James Douglas (1858-1911)


Do takich właśnie szesnastowiecznych Indii płynie statek handlowy prosto z Portugalii. Oczywiście nie jest to jedyny statek płynący w tym samym czasie z Lizbony po wodach Oceanu Atlantyckiego, lecz na pewno najważniejszy. Wszystkie należą do niezwykle wpływowej portugalskiej rodziny zajmującej się handlem. Mowa oczywiście o rodzinie da Silveira. Tym najważniejszym statkiem dowodzi młody Dom Alessando, który jest niesamowicie srogi wobec swoich podwładnych i za każde nieposłuszeństwo z ich strony wymierza winowajcy okrutną karę cielesną. Nie ma wówczas różnicy, kim jest osoba, która dopuściła się przewinienia, i czy było ono popełnione w dobrej lub złej wierze. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że podwładny żołnierz złamał obowiązujący na służbie regulamin, zaś w wymierzeniu odpowiedniej kary nie pomoże nawet fakt, iż winowajca jest przyjacielem Alessandra da Silveiry. Trzeba bowiem było myśleć o konsekwencjach zanim popełniło się błąd i wypowiedziało się posłuszeństwo kapitanowi. Oczywiście wszyscy żołnierze i pozostali, niżsi rangą, członkowie załogi przebywający na statku płynącym do Indii pod dowództwem Alessandra da Silveiry doskonale zdają sobie sprawę z tego, czym tak naprawdę skończy się ewentualne złamanie zasad regulaminu. Oni wszyscy wiedzą, że okrutnej kary mogą wręcz nie przeżyć. Niemniej czy nawet w obliczu śmierci są w stanie odmówić pomocy tym, którzy są dla nich ważni? Czy strach przed gniewem kapitana statku wystarczy, aby zawrócili z raz obranej drogi i zawiedli zaufanie tych, którzy pokładają całą swoją nadzieję w ich pomocy? Czy żołnierz, który w swoim życiu kieruje się przede wszystkim honorem może złamać regulamin tylko dlatego, żeby ochronić młodą kobietę przed życiem z potworem, na jakie skazała ją własna rodzina?

Alessandro da Silveira nie wie jednak, że tuż pod jego nosem – jeszcze w Lizbonie – zawiązał się spisek. Stronami rzeczonego spisku są jego młodsza siostra Ana oraz zaufany żołnierz kapitana. Pomimo że morska podróż do Indii trwa w najlepsze już od jakiegoś czasu, Alessandro nie ma pojęcia, że na statku przebywa również Ana, której w żadnym razie nie powinno tutaj być. Z kolei dziewczyna nie wyobraża sobie, że mogłaby pozostać w Lizbonie i podporządkować się woli rodziny, która chciała wydać ją za mąż za potwora. Trzeba pamiętać, że jest rok 1545, czyli czasy, kiedy małżeństw nie zawierano bynajmniej z miłości, zaś młodzi nie mieli w tej sprawie praktycznie nic do powiedzenia. Całej tej małżeńskiej transakcji dokonywały zainteresowane rodziny, natomiast jej przedmiotem był przede wszystkim majątek, który miał zasilić jedną czy drugą familię. Czasami do głosu dopuszczano przyszłego małżonka, zaś kobiety w ogóle nie słuchano. Mogła błagać, grozić i protestować na wszelkie możliwe sposoby, a i tak jej zdanie nikogo nie obchodziło. Co zatem w takiej sytuacji pozostało zrozpaczonej Anie? Tylko ucieczka, której w dodatku sprzyjały okoliczności.


Portugalski karak Santa Catarina do Monte Sinai
 autor: Joachim Patinir (ok. 1480-1524)


I tak oto nasi bohaterowie płyną sobie po Oceanie Atlantyckim, nie mając pojęcia, że już niedługo rozegrają się najważniejsze wydarzenia ich życia. Jak to często bywa podczas tego rodzaju podróży, tak i tym razem natura postanawia pokazać na co ją stać. Otóż, pewnej nocy na oceanie zaczyna szaleć sztorm, a na pokład statków wdziera się woda. Z jednej strony trzeba ratować towar, zaś z drugiej ludzi, którzy w każdej chwili mogą się potopić. Szaleńczy wicher dmie w żagle i łamie maszty. Alessandro da Silveira wydaje jeden rozkaz za drugim. Nie wie jednak, że gdzieś pod pokładem wraz z bliżej nieznanym więźniem ukryta jest jego młodsza siostra, która teraz czuje śmiertelny strach i jest niemalże pewna, iż ta ucieczka była najgłupszą rzeczą, jaką w życiu zrobiła. Zapewne już niedługo umrze w męczarniach. Woda wedrze jej się do płuc i pozbawi ostatniego oddechu. Przerażona patrzy jak poziom wody coraz bardziej się podnosi i jeszcze chwila, a całkowicie ją pochłonie. I wtedy staje się cud. Ktoś ją ratuje. Ana jest niemalże nieprzytomna, więc trudno jej rozeznać, kim jest wybawiciel. Najważniejsze, że ktoś jednak przyszedł jej z pomocą i tym samym uratował życie. Niestety, już niedługo okaże się, że jej srogi brat nie będzie miał litości nawet dla niej. W dodatku okrutnie ukaże również tego, kto ułatwił jej ucieczkę z Lizbony. Na nic zdadzą się tłumaczenia i prośby. Czy młody żołnierz, który zlitował się nad Aną i jako jedyny uwierzył w wersję jej wydarzeń dotyczącą postępowania okrutnego Luísa de Brissaca teraz będzie musiał zapłacić za to życiem? Czy Alessandro naprawdę nie ma litości nawet dla najbliższych?

Dom Francisco de Almeida 
– pierwszy wicekról Indii
Na razie trzeba jednak opanować sztorm, co wcale nie jest takie proste. Nie obywa się bez poważnych strat, również w ludziach. Nie można więc powiedzieć, że rodzina da Silveira wyszła z tej sytuacji bez szwanku. Z drugiej strony jednak nie jest to pierwsza podróż tego typu, więc wszyscy byli przygotowani na taki a nie inny rozwój wypadków. Kiedy więc mija pierwsze liczenie strat, zaczyna się to, czego Ana obawiała się najbardziej. Jej brat nawet nie próbuje ukrywać swojej wściekłości. W dodatku mężczyzna wie, że w żadnym razie nie może pozwolić sobie na utratę twarzy wobec podległej mu załogi. Musi więc jak najszybciej zarządzić wymierzenie kary. Rykoszetem dostaje się również Anie. Na szczęście Alessandro nie wpada na pomysł, aby wrzucić ją do oceanu. Niemniej wygląda na to, że jej ucieczka z Portugalii i poświęcenie żołnierza na niewiele się zdały. Jak tylko wszystkie handlowe transakcje zaplanowane w Indiach dojdą do skutku, Ana wróci do Lizbony i bez słowa sprzeciwu poślubi potwora, którym w jej mniemaniu jest wpływowy bogacz Luís de Brissac. Los jednak wydaje się mieć inne plany, lecz na ich urzeczywistnienie będzie kazał jeszcze trochę poczekać.

Zapach kwiatu muszkatołowego to kolejna książka Laili El Omari, która przenosi czytelnika w egzotyczne klimaty, gdzie można wręcz poczuć zapach specyficznych przypraw i poznać życie ludzi, którzy są nam dalecy kulturowo. Akcja powieści rozgrywa się w czasach, kiedy w Indiach prym wiedli Portugalczycy, którzy czuli się w tym kraju niczym we własnym domu. Prowadzili intratne interesy z miejscowymi kupcami, jak również posiadali tam przepiękne posiadłości, w których mieszkali jeśli nie na stałe, to przynajmniej przez większą część roku. Zdarzało się także, że łączyli się w małżeństwa z tubylcami i próbowali wpisać się w krajobraz Indii niczym rodowici Hindusi. Jak można się łatwo domyślić, do takich rodzin zalicza się również familia da Silveira. Ich indyjską posiadłością zarządza Geoffrey Glanville, który jako dziecko został przygarnięty przez ojca Alessandra da Silveiry i stał się dla młodego kapitana, jak gdyby przyrodnim bratem. Niestety, nawet wychowywanie się pod jednym dachem nie sprawiło, aby Alessandro wykazywał braterskie uczucia wobec Anglika. Geoffrey znacznie bardziej zżył się z innym członkiem rodziny i ta przyjaźń trwa do chwili obecnej.

Wydanie niemieckie z 2014 roku
Historia zaproponowana przez niemiecką Autorkę jest wielowątkowa i nie skupia się jedynie na handlu i morskich podróżach pomiędzy Portugalią a Indiami. Jest to powieść historyczna, lecz z bardzo mocno wyeksponowanymi wątkami obyczajowymi. Bohaterowie doświadczają problemów, które nie są obce również współczesnemu człowiekowi. Muszą bowiem stawić czoło niełatwym sytuacjom i dokonywać trudnych wyborów. Z powodu miłosnych rozterek są zmuszeni postępować czasami nawet wbrew samym sobie. Ponieważ rodzina da Silveira to szlachecka familia, która cieszy się ogromnym poważaniem w Lizbonie, jej członkowie muszą przestrzegać określonych zasad. Nie mogą na przykład pozwolić sobie na zawieranie małżeństw z osobami reprezentującymi niższe warstwy społeczne. Za nic w świecie nie wolno im dopuścić do skandalu. Zmuszeni są ściśle trzymać się obowiązujących konwenansów, aby tylko nie splamić honoru rodziny. Nieważne, że nie będą szczęśliwi w tych związkach. Ich dobro praktycznie się nie liczy. Jeśli mężczyźnie pod jakimś względem nie będzie odpowiadać żona, to przecież zawsze może przyprowadzić sobie do łoża niewolnicę, z którą spłodzenie dziecka nie będzie wstydem. A młodych i pięknych niewolnic mają pod dostatkiem. W dodatku doskonale wiedzą, że żadna im nie odmówi, bo przecież jest tylko niewolnicą, która nie ma żadnych praw i musi wykonywać polecenia swojego pana. Znacznie większym upokorzeniem dla rodziny byłoby małżeństwo takiego szlachcica z kobietą z niższych sfer. Niewolnicę zawsze można wyzwolić i wydać za mąż za kogoś odpowiedniego do jej stanu. Można też po kryjomu utrzymywać potomka. Przecież to takie normalne!

Jak widać z powyższego, mężczyźnie wolno wszystko, zaś kobiecie nic. Nie dziwi więc fakt, że młodziutka Ana w pewnym momencie zbuntowała się przeciwko woli ojca i zwyczajnie uciekła. Czy jednak ten bunt pozwoli jej uniknąć przeznaczenia? Czy mimo wszystko nie zostanie przymuszona do małżeństwa, którego obsesyjnie się obawia? Jaką rolę w tym wszystkim odegra Geoffrey Glanville? Czy Alessandro da Silveira w końcu zrozumie, że popełnia błąd i zmieni swoje postępowanie? A może to samo życie uświadomi mu co tak naprawdę jest ważne? Może kiedy sam zazna prawdziwej miłości pojmie, że nie zawsze należy żyć według z góry przyjętych zasad? Ile jeszcze będzie musiał się nauczyć, aby wreszcie zrozumieć swoje błędy?

Muszę przyznać, że zawsze z ogromną niecierpliwością wyczekuję każdej kolejnej książki Laili El Omari. Tak też było i tym razem, lecz niestety nie mogę powiedzieć, że Zapach kwiatu muszkatołowego mnie porwał. W moim odczuciu nie jest to powieść na miarę Monsunowych dni, czy nawet Zapachu drzewa sandałowego. Dwie poprzednie książki przeczytałam jednym tchem i praktycznie tuż po zakończeniu lektury mogłabym natychmiast zacząć czytać każdą z tych powieści od początku. Tym razem czegoś mi zabrakło. Nie ma w tej historii tego swoistego piękna, do którego przyzwyczaiła mnie Autorka w przypadku poprzednich książek. Generalnie powieść nie jest zła. Tak jak wyżej wspomniałam jest to opowieść wielowątkowa z całą masą rozmaitych postaci, z których każda wnosi do tej historii coś wyjątkowego. Poza tym tło historyczne też jest niezwykle bogate, a poszczególne wydarzenia następują po sobie dość szybko, więc tak naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Niemniej czegoś i tak mi zabrakło.









5 komentarzy:

  1. Królewskie Recenzje30 maja 2016 17:40

    Zapowiada się cudowna książka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Idealna lektura dla mnie. Interesuję się ostatnio wszystkim, co dotyczy szesnastego wieku, ciekawią mnie wątki powiązane z Portugalią, ale najbardziej - tło obyczajowe. Szczegółowość jest zatem ważną zaletą tej powieści. Na pewno jej poszukam. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. krainaczytania31 maja 2016 10:31

    Pani Agnieszko, książka jest bardzo dobra, tylko że ja czytałam wcześniej dwie inne powieści tej autorki i tamte bardziej mi się podobały, szczególnie "Monsunowe dni" są piękne. Jestem skłonna stwierdzić, że to najpiękniejszy romans historyczny, jaki kiedykolwiek czytałam. Jestem pewna, że w "Zapachu kawiatu muszkatołowego" znajdzie Pani mnóstwo ciekawych informacji o Potrugalii z XVI wieku. Bohaterowie są bardzo wyraziści i każdy jest inny. Generalnie Lailia El Omari pisze świetne książki i szkoda, że w Polsce tak mało się ich wydaje. Ona tworzy też dla młodzieży. A zatem życzę miłej lektury! :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. W takim razie sięgnę też po "Monsunowe dni". :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. krainaczytania2 czerwca 2016 10:29

    Jestem pewna, że się Pani spodoba. "Zapach drzewa sandałowego" też jest piękną historią. :-)

    OdpowiedzUsuń