Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

sobota, 6 września 2014

Victoria Holt – „Indyjski wachlarz”














Wydawnictwo: PRÓSZYŃSKI I S-KA
Warszawa 2003
Tytuł oryginału: The India Fan
Przekład: Ewa Horodyska





Paw się dął, szklniące pióra, gdy wspaniale toczył.
Orzeł górnie bujając, gdy go w locie zoczył,
Rozśmiał się i przeleciał. Wrzasnął paw – w śmiech ptacy.
„Nie znają się – powtarzał – na rzeczach prostacy”.
„Znają się – rzekł mu orzeł – wdzięk cenić umieją,
Ale gardzą przysadą i z dumnych się śmieją”.

Ignacy Krasicki „Paw i orzeł”





Barwne pióra, a nade wszystko niesamowicie piękny ogon sprawiają, że paw od wieków utożsamiany jest z wielką dostojnością, nieśmiertelnością oraz dumą. Chrześcijańska tradycja pawi pióropusz przedstawia jako swego rodzaju aureolę, jak również wszystkowidzące oczy Kościoła. Z kolei purytanie uważali, że paw stanowi symbol pychy, wyniosłości, próżności i dumy. Chyba każdy słyszał powiedzenia typu: „dumny jak paw”, bądź też „kroczy niczym paw”. Zwroty te funkcjonują powszechnie w Polsce oraz dotyczą osób zarozumiałych i wywyższających się ponad innych.

Pawie pióra bardzo często wykorzystywane były do przystrajania rycerskich hełmów. Następnie zwyczaj polegający na dekorowaniu głów pawimi piórami przejął zwykły lud. Obecnie trudno jest wyobrazić sobie typowy krakowski strój ludowy bez tego specyficznego elementu. Koszt pawich pór stanowił niegdyś równowartość krowy. Tak więc była to wyjątkowo luksusowa ozdoba. Trzeba jednak wiedzieć, że przystrajanie się pawimi piórami nie było tylko i wyłącznie polskim zwyczajem. Pawie czuby nosili także bracia z Zakonu Najświętszej Marii Panny, którzy w naszym kraju popularnie nazywani są Krzyżakami.

Motyw pawia był też obecny w polskich pieśniach ludowych. Bardzo często łączył się z elementami, takimi jak woda, pierścień czy wianek, a to wskazuje na jego powiązania z pradawnymi pojęciami dotyczącymi mitologicznego, religijnego lub filozoficznego wyobrażenia o pochodzeniu świata, czyli tak zwanej kosmogonii. Pierścień mógł symbolizować mit wiecznego powrotu oraz być jednoznaczny z kosmicznym jajkiem, podobnie jak wianek. Z kolei woda to – według starożytnych wierzeń – pierwotna materia, z której powstał wszechświat. W mitologii greckiej paw był ulubionym ptakiem bogini Hery, zaś w Chinach pawie pióro stanowiło dowód cesarskiej łaski. Władcy Persji natomiast zasiadali na Pawim Tronie.

Z pawimi piórami łączy się także pewien przesąd. Otóż, niektórzy twierdzą, że pawie pióra są zwiastunem nieszczęścia. Każdy, kto znajduje się w posiadaniu tych pięknych piór, na przykład w postaci biżuterii, musi bardzo uważać, aby nie spotkało go coś złego. Czy to prawda? No cóż, to zależy od punktu widzenia. Jeśli ktoś jest z natury przesądny, to zapewne swojego życiowego pecha będzie się dopatrywał właśnie w pawich piórach, jeśli takie posiada. Jeżeli natomiast nie przywiązujemy wagi do takich rzeczy, wówczas po prostu stwierdzimy, że jakieś życiowe niepowadzenie było zwykłym przypadkiem.

Skąd zatem wziął się ów przesąd? Znacie powiedzenie „Argusowe oczy”? Wyrażenie to oznacza oczy lub spojrzenie czujne, baczne, podejrzliwe, przed którym nic nie można ukryć. W mitologii greckiej Argus był potworem o stu oczach. Znany był z tego, iż zawsze czuwał. Gdy połowa jego oczu spała, wówczas druga połowa bacznie obserwowała otaczający go świat. Argusa pokonał dopiero Hermes, który na polecenie Zeusa uwolnił piękną Io, podczas gdy stuoki Argus przetrzymywał ją w niewoli, a przetrzymywał ją z rozkazu zazdrosnej o Zeusa Hery. Io była kochanką Zeusa zamienioną w jałówkę. Tak więc podstępny Hermes przedstawił się Argusowi jako wędrowny śpiewak i gawędziarz, a następnie tak długo zanudzał potwora swoimi opowieściami, aż ten zasnął kamiennym snem, zamykając wszystkie swoje oczy. Wtedy to Hermes zabił Argusa, przywracając wolność nieszczęsnej Io, a wściekła Hera rozsypała oczy Argusa na pawim ogonie.


Fragment obrazu autorstwa Petera Paula Rubensa (1577-1640) przedstawiający Herę (Junonę), która dekoruje ogon pawia oczami z głowy zabitego Argusa
obraz pochodzi z 1610 roku


Dlaczego zacytowałam powyżej ten grecki mit? Ponieważ fabuła powieści Victorii Holt oparta jest właśnie na greckiej mitologii i dotyczy wachlarza, który został wykonany z pawich piór. Jak twierdzą niektórzy bohaterowie powieści, wachlarz ten przynosi nieszczęście każdemu, kto odważy się go dotknąć. Według nich nie tylko samo posiadanie wachlarza może doprowadzić do tragedii, lecz może to zrobić już nawet nieopatrzne jego dotknięcie.

Główną bohaterką Indyjskiego wachlarza jest Drusilla Delaney. Dziewczyna jest córką pastora i wraz z ojcem mieszka na plebanii. Matki nie pamięta, ponieważ ta zmarła, kiedy Drusilla była niemowlęciem. Wszystko, co o niej wie, pochodzi z opowieści jej ojca, który nadal nie może zapomnieć o swojej ukochanej żonie i wciąż ją wspomina. Drusilla mieszka w pobliżu posiadłości należącej do arystokratycznej rodziny, która tak naprawdę rządzi wioską. Po śmierci sir Framlinga, pałeczkę w kierowaniu tą niepozorną angielską miejscowością przejęła jego małżonka – lady Harriet. W Wielkim Domu – jak wszyscy nazywają posiadłość Framlingów – mieszka również niezwykle przystojny syn lady Harriet – Fabian oraz niesamowicie próżna Lavinia, która jest młodszym dzieckiem właścicielki dworu. Już we wczesnym dzieciństwie Drusilla czuje się bardzo mocno związana z Framlingami. Owszem, czasami odnosi wrażenie, że arystokraci traktują ją niczym zło konieczne, ale generalnie w ich domu dziewczyna czuje się dość komfortowo, zaś przyjaźń pomiędzy nią a Lavinią ma się całkiem dobrze. Drusilla wie, że gdyby Lavinia miała w swoim otoczeniu przyjaciółkę, która odpowiadałaby jej matce pod względem pochodzenia społecznego, wówczas córka pastora nie byłaby tak ochoczo zapraszana do dworu. Niemniej, Drusilli wcale to nie przeszkadza, zważywszy że Fabian już w dzieciństwie ją „adoptował”. Ten komiczny incydent ciągnie się za obojgiem przez lata.

Na życiu Drusilli swój ślad odciska również pewna niewinna zabawa z dzieciństwa, podczas której bezwiednie zabrała wachlarz z pawich piór. Znalazła go w pokoju pewnej starej panny, która mieszka w domu Framlignów. Kobieta uparcie twierdzi, że to właśnie z powodu tego wachlarza w dramatycznych okolicznościach życie stracił jej narzeczony, co oznacza, iż przedmiot ten, a właściwie pióra, z których jest zrobiony, przynoszą nieszczęście każdemu, kto odważyłby się choćby tylko ich dotknąć. Są tacy, którzy nie traktują poważnie tych słów, twierdząc, że krewna zwyczajnie postradała zmysły. Ale czy naprawdę tak jest? Czy Lucille Framling w istocie nie wie, o czym mówi?  Czy od chwili, kiedy córka pastora wzięła do ręki wachlarz, grozi jej już tylko życiowy pech?

Ponieważ Lavinia jest niezwykle krnąbrna, a jedyne co ją interesuje to własna uroda i mężczyźni, lady Harriet decyduje się na wysłanie córki do szkoły z internatem. Na tej decyzji Drusilla jedynie korzysta, ponieważ właścicielka dworu postanawia i jej opłacić tę prestiżową francuską szkołę, aby tylko miała oko na Lavinię i nie dopuściła do kompromitujących sytuacji z panną Framling w roli głównej. Uważa bowiem, że jedynie rozsądna Drusilla może poskromić jej nieodpowiedzialną córkę. Czy tak się faktycznie stanie? Czy Drusilla będzie umiała zapanować nad wybrykami swojej przyjaciółki, do której mało co dociera?  


Drzeworyt przedstawiający tłumienie powstania sipajów przez wojska brytyjskie
w 1857 roku.


Mija kilka lat. Dziewczyny wracają ze szkoły. Lavinia zachowuje się, jak gdyby nic szczególnego nie wydarzyło się we Francji. Z kolei Drusilla wciąż ma w pamięci to, co stało się podczas ich pobytu w szkole. Cóż to takiego? Jaka tajemnica kryje się za kilkuletnim pobytem dziewczyn we francuskiej szkole z internatem? Czy ów sekret ujrzy kiedykolwiek światło dzienne? Co musi się stać, aby rozkapryszona i egoistyczna Lavinia choć raz pomyślała nie o sobie, lecz o innych? Czy prostolinijna Drusilla będzie w stanie wciąż prowadzić przyjaciółkę za rękę i ochraniać ją przed tym, co złe?

Indyjski wachlarz to powieść osadzona w realiach wiktoriańskich. Mamy lata 50. XIX wieku. Brytyjscy przedsiębiorcy posiadają swoje udziały w Indiach, gdzie robią poważne interesy handlowe. To właśnie tam w pewnym momencie Victoria Holt przenosi czytelnika. Drusilla Delaney zupełnie niespodziewanie zmuszona jest wyjechać do Indii. Początkowo myśli, że będzie to dla niej niezapomniana przygodna. Jest niesamowicie szczęśliwa z tego powodu, ponieważ już jakiś czas temu pogodziła się ze swoim przeznaczeniem, i wie, że raczej za mąż nie wyjdzie. Drusilla nie jest przecież tak piękna jak jej przyjaciółka – panna Framling. Owszem, małżeństwo z rozsądku mogłoby ewentualnie wchodzić w grę, ale to przecież nie jest w jej stylu.  Opuszczając Anglię, dziewczyna nie wie jednak, że trafi w sam środek politycznych i krwawych rozgrywek. Będzie zmuszona podejmować decyzje, o których do tej pory nawet jej się nie śniło. Tak naprawdę wszystko będzie na jej głowie. Jak sobie z tym poradzi? Czy taka odpowiedzialność przypadkiem jej nie przytłoczy?

Indyjski wachlarz nie jest bynajmniej powieścią gotycką, choć twórczość Victorii Holt generalnie właśnie z tym gatunkiem może się kojarzyć. Jeśli chodzi o sam romans, to jest go naprawdę niewiele, pomimo że wiadomo już na samym początku, w jaki sposób ten wątek zostanie zakończony, a sami zainteresowani lgną do siebie. To, co najbardziej może przykuć uwagę czytelnika, to kwestia kryminalna. Bohaterowie wpadają w sieć rozmaitych wydarzeń, które niestety nie kończą się dobrze, przynajmniej jeśli chodzi o niektóre postacie. Tłem historycznym jest tutaj także niezwykle krwawe powstanie sipajów, które miało miejsce w Indiach w latach 1857-1859.


Odsiecz Lucknow w 1857 roku
autor: Thomas Jones Barker (1815-1882)


Oprócz tła historycznego, zwróciłam też uwagę na kreację bohaterów. Nie są to postacie cukierkowe, ani też zbyt przywiązane do dziewiętnastowiecznych konwenansów, pomimo że właśnie tego oczekuje od nich otoczenie. Bohaterowie są wyraziści i bardzo różnorodni. Kobiety nie są spychane przez mężczyzn na dalszy plan, chyba że same tego chcą. Te silne i wiedzące czego naprawdę oczekują od życia damy, stawiane są na równi z mężczyznami i biorą udział – może nie w zbrojnych walkach – ale na pewno ich pomoc jest nieoceniona w sytuacjach ekstremalnie niebezpiecznych. Nie są to strachliwe panienki, które mdleją na widok krwi. Wiedzą, że jeśli nie podejmą tych czy innych działań, wówczas ktoś może stracić życie.

Myślę, że twórczość Victorii Holt zasługuje na uwagę, choć obecnie jej książki czytane są bardzo rzadko. Na pewno nie sięgają po nie młodzi czytelnicy. Niemniej, wydaje mi się, że jeżeli dany czytelnik ceni sobie książki, których akcja rozgrywa się w epoce wiktoriańskiej, to powieści Victorii Holt mogą spełnić jego oczekiwania. Swego czasu tych powieści zostało w Polsce wydanych naprawdę sporo. Szkoda tylko, że wśród polskich przekładów prym wiodą głównie te, które Eleonor Hibbert wydała pod pseudonimem „Victoria Holt”, ponieważ na uwagę zasługują także inne powieści Autorki, chociażby te, które napisała jako „Jean Plaidy”.








4 komentarze:

  1. O tak, lubię powieści Victorii Holt, choćby za to, że mniej uwagi poświęca romansom, a więcej tajemnicom i ludzkim losom. I pióro ma świetne, trzeba przyznać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że nie jestem odosobniona w tego typu literaturze. Ja Victorię Holt znam gdzieś tak od liceum, czyli już jakieś 20 lat. Wracam do jej książek bardzo często. Chciałabym jednak przeczytać również inne jej ksiażki, tzn. te, które pisała pod innymi pseudonimami, ale w polskim przekładzie nie ma na to szans. Będę musiała poszukać oryginałów. :-)

      Usuń
  2. Brrr... Okładka jak z taniego romansu, ale zawartość zdaje się ciekawa. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie zwracam uwagi na okładki, bo gdybym to robiła, to wiele naprawdę ciekawych książek przeszłoby mi koło nosa. Okładki są, bo być muszą. :-) A co do Victorii Holt, to przeczytałam w życiu już tak dużo jej książek, że nie umiem zliczyć, dlatego wiem, czego mogę się spodziewać po jej powieściach. Dla mnie książki Eleonor Hibbert to po prostu klasyka. Autorka nie żyje już od ponad 20 lat. Jednak żadna z jej powieści nie porwała mnie tak jak "Guwernantka". Polecam! :-)

      Usuń