Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

niedziela, 28 września 2014

Jacek Getner – „Pan Przypadek i korpoludki” #3















Wydawnictwo: ZAKŁADKA
Warszawa 2014
Seria: Pan Przypadek i…





Praca w korporacji z pewnością nie należy do najłatwiejszych. Ciągły stres, walka o dominację nie tylko na rynku, ale też wśród współpracowników, a do tego jeszcze bezustanne patrzenie na ręce konkurencji mogą naprawdę wyczerpać. Czasami nawet wielkie pieniądze nie zrekompensują utraconego zdrowia czy rodziny, bo trzeba wiedzieć, że dzień pracy w korporacji z reguły wykracza poza standardowe osiem godzin, co oczywiście negatywnie może odbić się na relacjach rodzinnych i towarzyskich takiego „korpoludka”. Nierzadko również trzeba poświęcić weekendy bądź należny urlop, ponieważ w innym razie może okazać się, że pewnego dnia jedyne, co znajdziemy na naszym biurku, to wypowiedzenie. Wielokrotnie zdarza się także, iż nasz „korpoludek” stresującą pracę przynosi do domu i stale katuje najbliższych swoimi zawodowymi problemami. Jak w takim razie żyć z kimś takim pod jednym dachem? Przyznacie, że trudno, prawda? W takiej sytuacji chyba jedynym logicznym rozwiązaniem jest potraktowanie pracy w korporacji z humorem, który w zdrowych i rozsądnych dawkach już niejednokrotnie zmienił obraz otaczającej nas rzeczywistości.

To właśnie wspomniane powyżej poczucie humoru stanowi domenę trzech opowiadań, które serwuje nam Jacek Getner w swojej najnowszej książce zatytułowanej Pan Przypadek i korpoludki. Niniejsza lektura stanowi trzecią część serii, której głównym bohaterem jest detektyw-amator o nazwisku Przypadek. Jak na ironię losu już sama godność tego detektywa wskazuje na to, że będziemy mieć do czynienia z kimś, kto tak naprawdę w żaden sposób nie kształcił się w swoim fachu. Nie uczęszczał ani do szkoły, gdzie mógłby wyuczyć się swojej profesji, ani też nie jest to były policjant, któremu zupełnie nie wyszła praca – na przykład – w sekcji kryminalnej policji. Nasz Przypadek, a dokładnie Jacek Przypadek, to absolwent prawa, który detektywem został przez zupełny… przypadek. O początkach jego detektywistycznej działalności dowiadujemy się z pierwszej części serii – Pan Przypadek i trzynastka. Czy zatem w tych okolicznościach możemy mówić, że nasz bohater jest złym i nieprofesjonalnym detektywem? O nie! Jacek Przypadek to jak najbardziej skuteczny nielicencjonowany detektyw, którego od fachowców w tej dziedzinie odróżniają jedynie metody działania prowadzące w konsekwencji do rozwiązania danej zagadki.

Wszystkie trzy dotychczasowe tomy cyklu o Panu Przypadku charakteryzuje podobna konstrukcja fabuły. Oczywiście zawsze głównym bohaterem jest nasz dociekliwy, a czasami wręcz upierdliwy detektyw, który oprócz życia zawodowego prowadzi również – na swój sposób ciekawe – życie osobiste. Są takie kobiety, które za nim dosłownie szaleją, lecz Jacek wciąż myśli o tej jednej jedynej, na której powrót bezustannie czeka. Czy w końcu utracona przed laty Basia zapuka do drzwi mieszkania numer 14 przy ulicy Koneckiej 40 w Warszawie? Miejmy nadzieję, że dowiemy się tego z którejś z kolejnych części cyklu.

Poszczególne tomy serii łączy nie tylko główny bohater i postacie drugiego planu pojawiające się do tej pory w każdej części, jak na przykład pani Irmina Bamber – zaufana sąsiadka Przypadka – albo młody mecenas Sakowicz vel „bóg seksu” będący najlepszym przyjacielem detektywa. Takich bohaterów jest znacznie więcej i wszyscy oni w większym lub mniejszym stopniu występują na kartach książek i z powodzeniem odgrywają przeznaczoną im rolę. 

Niemniej, chyba najciekawszą cechą całości jest to, iż każda z części posiada swój własny motyw przewodni. I tak mieliśmy już do czynienia z tajemniczą trzynastką. Byli także celebryci, z którymi trudno wytrzymać z uwagi na ich niecodzienny sposób bycia. Tym razem natomiast spotykamy wspomnianych już „korpoludków”, czyli pracowników ogromnych korporacji znanych nie tylko w Polsce, ale również za granicą, bo przecież są to firmy z obcym kapitałem.

Podobnie jak poprzednio, tutaj także możemy przeczytać trzy historie o zabarwieniu kryminalnym. Trzeba jednak pamiętać, że Jacek Getner nie oferuje czytelnikowi klasycznego kryminału, lecz stara się na wesoło przedstawić sprawy, które z punktu widzenia jego bohaterów stanowią naprawdę poważny problem. W razie, gdyby naszemu zdolnemu detektywowi nie udało się doprowadzić do rozwiązania zagadki, wówczas dla najbardziej zainteresowanych postaci cała sprawa mogłaby naprawdę skończyć się źle. Jacek Przypadek musi też dbać o swoje dobre imię, które wciąż jest zagrożone ze strony podkomisarza Łosia, gdyż ten stale widzi wroga w nielicencjonowanym detektywie. Czy policjant naprawdę musi obawiać się Przypadka? A może w osobie detektywa-amatora Łoś odnajduje cechy, które sam powinien posiadać, aby dobrze wykonywać swoją funkcję?

Pierwsze z opowiadań zawartych w książce Pan Przypadek i korpoludki jest historią noszącą tytuł Morderstwo w Orient Espresso. Pewnego dnia w toalecie niewielkiej kafejki o nazwie Orient Espresso zostają odnalezione zwłoki prezesa miejscowego banku – Jerzego Sambora. Morderstwa dokonano w sposób dość brutalny i wydaje się, że jedynym podejrzanym w tej sprawie jest jedna z osób zatrudnionych w lokalu – ulubionym miejscu spotkań pracowników wielkich korporacji. Możliwe, że ta sympatia wynika z tego, iż w Orient Espresso można zjeść sushi. Niestety, ów sentyment raczej nie jest obustronny, a szefowa lokalu swoich „korporacyjnych” klientów traktuje niczym zło konieczne. Oczywiście w śledztwo – oprócz policji – zostaje zaangażowany także Jacek Przypadek. Zdanie detektywa w tej sprawie znacznie różni się od opinii podkomisarza Łosia, co oczywiście sprawia, że na rozwiązanie tajemnicy morderstwa trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Kto zatem pozbawił życia Sambora? Czy był to podejrzewany pracownik restauracji? A może finansista faktycznie miał wrogów, którzy wreszcie dopięli swego?

W kolejnym opowiadaniu – Zbrodniarz i kara – czytelnik spotyka pracowników korporacji, która zajmuje się produkcją papierosów. Właścicielem jest Włoch, lecz to Polacy są tymi, którzy u niego pracują. Któregoś dnia jedna z pracownic o imieniu Zo (czytaj: Zofia) zostaje przyłapana na gorącym uczynku w chwili, gdy ściska w dłoni pustą paczkę po papierosach pochodzących z konkurencyjnej firmy. Jak zatem mogło dojść do tego, iż na terenie Super Tabacco znalazł się produkt wytwarzany przez znienawidzoną King Nicotine? Kto dopuścił się tak wielkiej zdrady, że zaczął nie tylko wnosić do firmy, ale także palić „obce” papierosy? Wszak to zbrodnia niesłychana! Ale przecież mamy naszego niezawodnego detektywa, który żadnej sprawy się nie boi, więc zapewne i z tą świetnie sobie poradzi.

W ostatnim opowiadaniu – Moralność pana Julskiego – poruszony jest temat praw autorskich. Chodzi oczywiście o ich kradzież albo – jak kto woli – o przywłaszczenie pomysłu. Rzecz dotyczy międzynarodowej agencji reklamowej, która właśnie przygotowuje promocję pewnego produktu. I oto nagle dochodzi do kradzieży pomysłu na kampanię promocyjną. Kto w związku z tym dopuścił się tak haniebnego czynu? W jaki sposób projekt wypłynął z firmy? Czy jest jeszcze szansa, aby cokolwiek w tej kwestii uratować? Na te i inne pytania odpowiedzi będzie szukał oczywiście detektyw w dresie – Jacek Przypadek.

Moim zdaniem Pan Przypadek i korpoludki to lektura, którą nie tylko czyta się bardzo szybko, ale też jest to pozycja dostarczająca czytelnikowi naprawdę sporej dawki humoru. Zauważyłam, że w miarę pojawiania się na rynku kolejnych części serii, znaków zapytania w życiu Jacka Przypadka przybywa. Jego prywatna sfera egzystencjonalna gmatwa się coraz bardziej, co oczywiście stanowi ogromny walor zarówno tego tomu, jak i zapewne całego cyklu. Myślę, że pomysł, aby rozbudowywać życie osobiste głównego bohatera jest naprawdę doskonały, ponieważ po rozwiązaniu zagadki kryminalnej, czytelnik zastanawia się nad tym, co dalej z Jackiem Przypadkiem. Jak ułożą się jego dalsze losy? Czy wreszcie weźmie udział w maratonie, do którego od samego początku tak zawzięcie się przygotowuje? Czy go wygra? A może podczas maratonu będzie musiał rozwiązać jakąś sprawę, która uniemożliwi mu ukończenie biegu? Może na trasie maratonu albo tuż przed startem przyjdzie mu być świadkiem jakiegoś przekrętu na skalę międzynarodową? A może Jacek Getner zakończy serię tytułem Pan Przypadek i maraton? Przyznam, że podczas lektury tego typu pytań przychodziło mi do głowy naprawdę sporo. Jest to dowód na to, że Autor naprawdę potrafi zaintrygować czytelnika i sprawić, że będzie on czekał z niecierpliwością na kolejne części cyklu.

Zarówno Pan Przypadek i korpoludki, jak również dwa poprzednie tomy to doskonałe lekarstwo na poprawę nastroju. Głównego bohatera nie sposób nie lubić, choć wydaje mi się, że patrząc na postać Jacka Przypadka przez pryzmat jego osobistego życia, czytelnik może zacząć nieco mu współczuć, bowiem z jednej strony detektyw odnosi sukcesy w swoim fachu, natomiast z drugiej wraca do domu i tak naprawdę nie otrzymuje tego, o czym marzy. W tym miejscu mogłabym pokusić się o analizę psychologiczną tej postaci, jednak zostawię ją sobie na kolejne części, bo być może osobowość Przypadka okaże się znacznie bardziej skomplikowana niż przypuszczam.

Blog Jacka Przypadka można odwiedzić tutaj




Za książkę serdecznie dziękuję Autorowi 







2 komentarze:

  1. To zdecydowanie mój gatunek. Sporo recenzji poprzednich tomów już przeczytałam i zdecydowanie mam ochotę poznać Przypadka osobiście. Mam nadzieję, że kiedyś trafię na któryś tom w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ta seria bardzo się podoba. Tak się fajnie złożyło, że przeczytałam wszystkie trzy części, a ma być 14, o ile dobrze mi wiadomo. Bardzo jestem ciekawa, jak dalej potoczą się losy Jacka Przypadka. :-)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.