Motto bloga

„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy, który puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem; miłości dodaje skrzydeł, a trudowi ujmuje ciężaru; w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sens.”
Kornel Makuszyński

niedziela, 22 czerwca 2014

Francine Rivers – „Znamię Lwa. Echo w ciemności” #2
















Wydawnictwo: BOGULANDIA
Warszawa 2013
Tytuł oryginału: Mark of the Lion. An Echo in the Darkness
Przekład: Adam Szymanowski





Starożytny Efez stanowił jedno z dwunastu największych miast jońskich leżących na terenie Azji Mniejszej. Było to miasto najbardziej tętniące życiem. Efez jest również jednym z najlepiej zachowanych miast starożytności. Według legendy założycielem Efezu był syn ateńskiego króla Kordusa – niejaki Adroklos. To delficka wyrocznia nakazała mężczyźnie wyruszyć w świat i założyć miasto w miejscu, które „wskaże mu ryba i dzik”. Adroklos miał rzekomo spotkać na swej drodze rybaków piekących ryby. Podczas przypiekania na ogniu, jedna z ryb nagle podskoczyła, tym samym rozpryskując iskry z ogniska. Żar zapalił zarośla znajdujące się w pobliżu, z których raptem wybiegł spłoszony dzik. Zgodnie z nakazem pytii, Ateńczyk rozpoczął budowę miasta na północnym zboczu góry o nazwie Pion. Z kolei inna legenda mówi, iż założycielkami miasta były waleczne kobiety-wojowniczki, czyli popularne Amazonki. Na podstawie badań wykopaliskowych stwierdzono, iż Efez został założony najprawdopodobniej w IX wieku p.n.e. Niemniej jednak, niektórzy historycy twierdzą, iż miasto może być starsze nawet o 200 lub 300 lat.

Korzystne położenie Efezu sprzyjało szybkiemu rozwojowi miasta. Dlatego też w niedługim czasie Efez stał się istotnym portem oraz ośrodkiem handlowym. Tak więc wysokorozwinięte miasto stało się niezwykle łakomym kąskiem dla sąsiadujących z nim plemion. W VII wieku p.n.e. Efez został zniszczony z powodu najazdu Kimmerów*, zaś sto lat później miasto zdobył i zniszczył Krezus – władca Lidii. Najazd ten był wywołany zawiścią, jaka trawiła króla. Otóż, nie mógł on znieść faktu, iż istnieje miasto, które jest piękniejsze, aniżeli jego stolica. Niedługo po tym wydarzeniu Efez dostał się pod panowanie Persów. W momencie powstania jońskiego w latach 499-494 p.n.e., Efez nie przyłączył się do zbuntowanych miast. Ta ostrożność uchroniła miasto przed odwetowym zniszczeniem. Po zakończeniu panowania Persów, władzę przejął Aleksander Macedoński, natomiast w 133 roku p.n.e. Efez wszedł w skład Imperium Rzymskiego. Z kolei w VII wieku n.e. miastem zawładnęli Arabowie.

Zanim jeszcze dotarło do Jonii chrześcijaństwo, Efez był znanym na całym świecie ośrodkiem kultu bogini Matki. Wierzenia te miały wprowadzić Amazonki, które ustawiły tam pomnik Artemidy. Najprawdopodobniej hołdy składane Artemidzie i modlitwy zanoszone do bogini stanowiły kontynuację wierzeń minojskich w boginię Matkę. Hetyckie przekazy pochodzące z XIV wieku p.n.e. wspominają miasto o nazwie Apasa, co oznacza „miasto Królowej Matki”, czy też „miasto Bogini Matki”, a to z kolei stanowi odniesienie do pszczelej królowej-matki. Niektórzy uczeni twierdzą, że właśnie od niego wywodzi się nazwa „Efez”. W VI wieku p.n.e. król Krezus wzniósł w Efezie świątynię poświęconą Artemidzie. Rzeczona świątynia została okrzyknięta przez Greków jednym z siedmiu cudów świata. Słynny posąg Artemidy przedstawiał boginię jako matkę-kobietę o niezliczonych piersiach. Niezwykle popularny w tamtym okresie był także kult Kybele, czyli Wielkiej Matki. Na jej cześć obchodzono specjalne święto.

Chrystianizacja Efezu nie należała bynajmniej do łatwych, gdyż kult pogańskich bogów był bardzo silnie zakorzeniony w mieście. Kiedy apostoł Paweł głosił nauki w teatrze, wówczas wzburzony lud usiłował go zlinczować, wrzeszcząc: „Artemida Efeska jest wielka!”. Paweł przebywał w Efezie aż trzy razy, aby głosić tam naukę Chrystusa. Spędził tam naprawdę sporo czasu, a w latach 55-58 mieszkał w mieście prawie dwa i pół roku. To właśnie w Efezie powstała jedna z pierwszych gmin chrześcijańskich Azji Mniejszej. Z Efezem związany był również święty Jan Ewangelista, lecz w 95 roku został wygnany z miasta na wyspę Patmos przez ówczesnego cesarza Domicjana.


Ruiny Świątyni Artemidy w Efezie
fot. Adam Carr


Akcja drugiego tomu bestsellerowej trylogii Francine Rivers rozgrywa się dokładnie w okresie, kiedy Jan Ewangelista przebywa w Efezie. Oczywiście nie stanowi on postaci centralnej, lecz echa jego nauki są dość wyraźne. To bohaterowie, którzy są z nim w jakiś sposób związani, wciąż go wspominają. Podobnie jak w poprzednim tomie – Głos w wietrze – na pierwszy plan wysuwa się rodzina Walerianów, lecz tym razem Autorka skupia swoją uwagę na młodym pokoleniu, czyli dzieciach – nieżyjącego już – Decymusa i dostojnej Feby. Od śmierci Chrystusa minęło około czterdziestu lat, tak więc chrześcijaństwo przeżywa swój rozkwit, choć nie oznacza to wcale, że wyznawcy Jezusa mogą okazywać jawnie swoją wiarę. Wręcz przeciwnie. Nadal muszą się ukrywać ze swoim wyznaniem i generalnie traktowani są jak nikomu niepotrzebna sekta.

Kiedy spotykamy młodego Rzymianina – Markusa Waleriana, mężczyzna jest na skraju załamania. Jego depresja zmieszana z niewypowiedzianą wściekłością sięga zenitu. Osobista tragedia, którą przeżył, nie pozwala mu na prowadzenie normalnego życia. A przecież jeszcze tak niedawno uwielbiał spotykać się ze swoimi wpływowymi przyjaciółmi. Nie wyobrażał sobie, że może nie brać udziału w ucztach, które ci wydają w swoich ociekających bogactwem willach, nie mówiąc już o uczestniczeniu w igrzyskach, których celem było mordowanie niewinnych ludzi, tylko dlatego, aby móc zaspokoić żądzę krwi u efeskiego czy rzymskiego motłochu. A kobiety? Czy one także przestały interesować nieziemsko przystojnego Markusa? Tak. Od czasu tragedii mężczyzna nie spojrzał na żadną z kobiet, które lgnęły do niego niczym ćmy do światła.

Markus Walerian walczy też z innym problemem. Tamtego pamiętnego dnia, kiedy jego życie osobiste legło w gruzach, mężczyzna przeklął swoją młodszą siostrę – Julię. Nie chce jej widzieć na oczy. Każda, chociażby nawet najmniejsza wzmianka o tej kobiecie, powoduje, że Markus traci panowanie nad sobą. Na nic zdają się prośby matki, która pragnie za wszelką cenę pogodzić swoje zwaśnione dzieci. Na nic też zdają się błagania samej Julii, aby ukochany brat wreszcie zapomniał i wybaczył. Cóż takiego uczyniła Julia Walerian, że Markus nie chce jej widzieć ani o niej słyszeć? Jakiego przewinienia dopuściła się ta młoda i rozkapryszona kobieta, że tak bardzo zraziła do siebie brata, który obiecał kiedyś, że nigdy jej nie zostawi, bez względu na wszystko? Czy jest jeszcze nadzieja przynajmniej na poprawne relacje pomiędzy rodzeństwem?

Walerianowie to rodzina kupiecka. Posiadają liczne okręty, na których sprowadzają do Efezu i Rzymu towary. Po śmierci ojca, to Markus przejął jego działalność, choć przecież i tak prowadził swoją. Tym, co przynosiło mu największy dochód, był piasek sprowadzany do cyrków i rozsypywany na arenie, aby krew chrześcijan miała w co wsiąkać. To właśnie ten nieszczęsny piasek wielokrotnie był przyczyną kłótni pomiędzy ojcem a synem. Stary Walerian uważał bowiem, że lepiej sprowadzać zboże. Lecz młody Markus widział to zupełnie inaczej. Był przecież jednym z tych, którzy kierowali kciuk w dół podczas licznych walk. Co takiego stało się, że na samą myśl o piasku Markus czuje ból i niemalże rwie włosy z głowy? Dlaczego pragnie pozbyć się części swoich przedsiębiorstw i wyruszyć w podróż do Palestyny? Przecież to taki niebezpieczny kraj targany wojną! Postawienie stopy na judejskiej ziemi dla Rzymianina oznacza pewną śmierć! Czy Markus już do reszty oszalał? Jakie powody nim kierują, że pragnie popłynąć aż do Galilei?



Starożytny efeski teatr


Tymczasem gdzieś w ubogiej dzielnicy Efezu lekarz Aleksander Democedes Amandynus otwiera swoją praktykę. Towarzyszy mu tajemnicza chroma kobieta, która zasłania twarz, aby była niewidoczna dla innych ludzi. Kobieta jest niezwykła. Lgnął do niej wszyscy pacjenci. Już sam jej dotyk przynosi ulgę. Nikomu nie odmawia pomocy. Na każdego potrzebującego patrzy z ogromną miłością. Sprzeciwia się Aleksandrowi, kiedy ten odstępuje od leczenia, ponieważ uważa, że w tym konkretnym przypadku i tak już nic nie można zrobić. Chyba tylko prosić bogów o rychłą śmierć dla nieszczęśnika. Kim zatem jest owa tajemnicza kobieta? Dlaczego zakrywa twarz? Co takiego ukrywa pod zasłoną? A może obawia się kogoś tak bardzo, że nie chce wystawiać swojej twarzy na widok publiczny?

Cóż można napisać oryginalnego o powieści, którą pochłonęło się błyskawicznie? Oczywiście sięgając po Echo w ciemności wiedziałam, co mnie czeka, ponieważ jest to już moje drugie spotkanie z tą trylogią. Niemniej jednak, wzruszenie podczas lektury było dokładnie takie samo, jak kilkanaście lat temu. W drugim tomie Francine Rivers porusza w głównej mierze problem wybaczenia. Pokazuje, że należy robić wszystko, aby wybaczyć drugiemu człowiekowi krzywdy, które nam wyrządził, ponieważ w pewnym momencie może być już na to za późno. Czytelnik widzi przede wszystkim Markusa, który w miarę posuwania się fabuły do przodu, staje się zupełnie innym człowiekiem. Oczywiście nie jest mu łatwo, bo tkwi w nim ogromna zawziętość i pamiętliwość. Za każdym razem, kiedy przypomina sobie o krzywdzie, jakiej doznał od najbliższej mu osoby, jego pięści zaciskają się bardzo mocno, a na policzku nerwowo drga mięsień. Jednak pod wpływem rozmaitych sytuacji dochodzi wreszcie do punktu, w którym wie, że z powodu jego braku wybaczenia, ucierpi nie tylko on sam, ale także osoby, które są dla niego ważne i bez których nie wyobraża sobie dalszego życia.

Sporo miejsca Autorka poświęca także Julii Walerian. Kobieta jest już u kresu życia, choć jest jeszcze bardzo młoda. Życie, jakie preferowała doprowadziło ją na skraj ubóstwa, przysporzyło nieuleczalnej choroby i sprawiło, że z dawnej pięknej Julii pozostał jedynie wrak człowieka uzależniony od tych, których jeszcze nie tak dawno traktowała jak wrogów i pomiatała nimi. Julia nie wie, co to Dobro. Ona posiada własną jego definicję i stosuje ją według swojego uznania. Jest tak bardzo przebiegła w swoim postępowaniu, że potrafi Zło nazwać Dobrem. Wychowana jako oczko w głowie ojca, nie wie, że tak naprawdę nie można mieć na tym świecie wszystkiego. Dziś powiedzielibyśmy, że Julia Walerian to kobieta zdeprawowana, która zdolna była do największej podłości byle tylko zaspokoić własne potrzeby. Jej świat to ułuda, która jedynie na chwilę zapewnia szczęście.

Oczywiście nie będę ukrywać, że jest to trylogia z wyraźnie wyeksponowanym pierwiastkiem chrześcijańskim. Podaję tę informację dla tych, którzy nie czytali mojego poprzedniego wpisu dotyczącego pierwszego tomu Znamienia lwa, a z samą trylogią spotykają się na tym blogu po raz pierwszy. Niemniej jednak, cała historia opowiedziana przez Francine Rivers jest tak piękna, że chcę o niej pisać i mimo wszystko ją polecać. Nie jest to bynajmniej opowieść jednokierunkowa nastawiona li tylko na Boga. Czytelnik znajdzie w niej wszystko to, czym charakteryzuje się typowa powieść obyczajowa z historią w tle. Bohaterowie prezentują różne światy, a w zależności od tego, w jakim środowisku żyją, kierują się innymi przekonaniami.

W pierwszym tomie Autorka przedstawiła czytelnikowi również gladiatora o imieniu Atretes. Ukazuje tam jego dramatyczną historię i walkę o przetrwanie na arenie. W Echu w ciemności nie spotkamy dzielnego i zarazem brutalnego Germanina. Drugi tom w całości poświęcony jest Markusowi Walerianowi i jego rodzinie. O dalszych losach byłego gladiatora dowiemy się natomiast z tomu trzeciego – Jak świt poranka.












* Kimmerowie – lud koczowniczy pochodzący najprawdopodobniej z terenów Krymu i przyległych do niego części obecnej Ukrainy. 




6 komentarzy:

  1. Recenzja świetna, ale seria raczej nie dla mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie zdaję z tego sprawę, że dzsiaj jest niewielu czytelników, którzy sięgają po tego typu literaturę. Wiem, że jestem w mniejszości. I na tym chyba polega nieco outsiderski charakter mojego bloga. Nie czytam tego, co czyta większość. Pozdrawiam! :-)

      Usuń
  2. przeczytałam wszystkie trzy książki i byłam zachwycona, niesamowicie wciągają i polecam wszystkim:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci serdecznie za ten komentarz. Jest bardzo cenny, bo od Czytelnika bloga. :-) Zgadzam się z Twoją opinią. To jest bardzo piękna i wciągająca historia. Za jakiś czas opowiem o tomie trzecim. :-) Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Myślę, że to trylogia dla mnie. Zastanawiam się czy dostrzegasz jakąś różnicę w Twoim odbiorze książek, między pierwszym, a kolejnym sięgnięciem po ten sam tytuł?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze swojej strony bardzo polecam. Napiszę jeszcze o trzecim tomie za jakiś czas i wtedy zobaczysz, jak to wygląda w całości. :-) A czy dostrzegam różnicę? Na pewno teraz odbieram tę trylogię bardziej dojrzale, bo przez te wszystkie lata zdążyłam się wiele od życia nauczyć. Wiem, co jest ważne, a co mniej ważne. ;-)

      Usuń